UWAGA (od tłumacza): Ten rozdział zawiera wulgaryzmy wykraczające poza rating T. Zastanawiałam się czy ich użyć i ostatecznie stwierdziłam, że to jedyne słowa jakie oddadzą brutalność wypowiedzi zamierzoną przez autorkę. Mam nadzieję, że nie będą Wam przeszkadzać. Jeśli stwierdzicie, że za bardzo Was rażą, dajcie znać, a ocenzuruję rozdział.
Chciałabym też przeprosić, bo rozdział trafia do publikacji bez drugiego sprawdzania. Moja beta niestety się nie wyrobiła, ale kiedy tylko otrzymam od niej poprawki, wstawię zmieniony dokument w miejscu tego. Mam nadzieję, że błędy nie będą rażące.
Piotrvs: Bardzo dziękuję za wnikliwy komentarz. Kiedy tylko go otrzymałam wprowadziłam poprawki i obecnie na stronie jest już poprawna wersja. Od razu też za nie przepraszam. Prawda jest taka, że chociaż ja już sesję skończyłam to moja beta jeszcze zmaga się z pisaniem prac i w związku z tym jest zestresowana i zmęczona. Staraliśmy się wypuścić jak najlepszy rozdział, cóż, nie do końca nam się udało. Co do publikowania w równych odstępach czasu, to praca nad poprzednim opowiadaniem nauczyła mnie, że jeśli próbuję pisać na bieżąco, to zawsze się spóźniam i to nawet po kilka miesięcy. Dlatego publikowanie tego tłumaczenia zaczęłam dopiero wtedy, gdy zebrałam dość materiału, by spokojnie się wyrabiać aż do zakończenia.
Wiki: Bardzo się cieszę, że tak bardzo Ci się podobało. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały spotkają się z takim samym entuzjazmem.
19 września
- Trzeciego czerwca Kontrola Ruchu Drogowego w Glasgow napotkała niezwykłą sytuację." - odczytał Remus grupie ludzi, która w sobotni wieczór zgromadziła się w salonie Potterów. - Zauważywszy Rovera Estate z 1972 roku, który poruszał się ze zbyt dużą prędkością po zamieszkanej dzielnicy naszego pięknego miasta, policja ruszyła w pościg. „Wydawało nam się, że samochód jest pełen ludzi." powiedział naszemu reporterowi jeden z policjantów. „Jadąc za nimi mieliśmy dawaliśmy sygnały świetlne, ale nie zatrzymali się, tylko zwiększyli prędkość. Mój partner i ja uznaliśmy, że samochód został skradziony, więc włączyliśmy syrenę i kontynuowaliśmy pościg, kiedy nagle, samochód zjechał na pobocze."
- Nigdy nie zapomnę wyrazu twojej twarzy, kiedy usłyszałeś syrenę, Fab. - powiedział Syriusz ze swojego miejsca na podłodze, gdzie siedział po turecku. Stuknął się butelkami z Fabianem Prewettem, który zajmował fotel obok niego i roześmiał się. - „Co to za hałas?" - naśladował wysoki głos i szeroko otwartymi oczami wodził po pokoju w poszukiwaniu nieznanej groźby.
Fabian wyszczerzył zęby i stuknął spodem swojej butelki w brzeg Syriuszowej, sprawiając, że jej zawartość raptownie podskoczyła do góry zmuszając Syriusza do pospiesznego pociągnięcia łyka, by uniknąć rozlania napoju na dywan. Pokazał Fabianowi dwa środkowe palce, a Remus kontynuował czytanie.
- Ku zdumieniu policjantów w środku nikogo nie było. „Silnik dalej chodził, a światła były włączone." powiedział jeden z oficerów. Ale nie to było najdziwniejsze. Najbardziej zdumiał policjantów fakt, że silnik działał chociaż w stacyjce nie było kluczyków, a nie znaleziono żadnych dowodów na to, że auto uruchomiono zwierając kable na krótko. Brak śladów włamania, co bardzo ucieszyło właściciela samochodu, będącego pod wrażeniem faktu, że jego auto potrafi samo się prowadzić. Powiedział, jednakże, że nie wsiądzie za kierownicę, dopóki samochód nie zostanie dokładnie sprawdzony. Pan Johnstone z „Maszyny Johnstone'a i synów" oznajmił, że to niezwykłe wydarzenie zostanie zbadane i że czeka na opinię producenta co do preferowanego sposobu postępowania. Poradził też właścicielom podobnych modeli, by poddali swoje samochody kontroli, by upewnić się, że taki incydent się nie powtórzy.
- Co za gałgan! - zachichotała Lily, która siedziała na kanapie obok Hermiony. - Żeruje na przesądnych ludziach.
Pozostali śmiali się głośno.
- Za Hermionę! Solenizantkę i złodziejkę aut! – zawołano, a Hermiona zarumieniła się.
Okazało się, że przyjęcie u Potterów było w rzeczywistości dla niej. Nie miała nawet pojęcia, że Syriusz znał datę jej urodzin. Kiedy James zaprowadził ich do salonu, gdzie czekali już Lily, Remus, Frank i Alicja Longbottom, a także Emmelina Vance i Fabian Prewett (którzy na ich widok zawołali niepotrzebnie głośno „Wszystkiego Najlepszego!") Hermiona spojrzała na młodego Blacka ze zdumieniem. On jednak tylko uśmiechnął się szeroko.
- Chociaż chciałbym przyznać, że to moja zasługa, to przecież wiesz, jak jest naprawdę. - tu wskazał na Remusa, który cały rozpromieniony obserwował jej zdumioną reakcję.
- Skąd wiedziałeś? - spytała.
- Ja wiem wszystko. - odparł, uśmiechając się z dumą.
- Było w twoich notatkach, w zapisie rozmowy z Dumbledorem. - szepnął jej do ucha Syriusz, tak żeby pozostali nie usłyszeli.
- Czytałeś moje notatki? - spytała Hermiona, którą zdziwiło to bardziej niż przyjęcie niespodzianka.
- Ha! To znowu Lunatyk. - prychnął Syriusz. - a potem mrugnął do niej i dodał. - Ale to dobry powód do urządzenia balangi.
- Dlaczego Ministerstwo tego nie ukryło? - spytała Hermiona Remusa, który skończywszy swój recital, siedział na podłodze oparty o sofę obok nóg Jamesa i śmiał się, składając starą gazetę i chowając ją. Wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, ale bardzo mnie to cieszy. Znalazłem ten artykuł przez przypadek w bibliotecznym archiwum. Nudziło mi się, więc przeglądałem stare gazety. Prawie wykopali mnie z biblioteki, tak się śmiałem. Serio, mugolskie bibliotekarki są o wiele straszniejsze od Pince. – to powiedziawszy, zadygotał teatralnie, a pozostali parsknęli śmiechem.
- Ministerstwo nic nie zrobiło - mruknął cierpiętniczo, ale z rozbawieniem Frank Longbottom. - bo nic o tym nie wiedzieliśmy. Narobiliście niezłych zniszczeń tamtej nocy. Zniszczone budynki i głośny pojedynek na środku ulicy to wystarczający kłopot dla Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego. Pewnie, że przeoczyli coś tak błahego jak kradzież auta.
Jego żona Alicja patrzyła na Remusa ze zdumieniem.
- Nudziło ci się więc przeglądałeś stare mugolskie gazety? - obróciła się do Franka. - Mówiłeś, że Black to ten dziwny.
Syriusz podniósł się z pozycji leżącej, do której sprowadziło go rozbawienie i spojrzał na Franka z dezaprobatą.
- Nie, ja jestem ten szalony. - poinformował Alicję. - Remus Ten dziwny to Remus
Cała grupa znów parsknęła śmiechem. Emmelina, która przyszła z Fabianem i przysiadła na ramieniu jego fotela, spojrzała na Jamesa i spytała:
- To w takim razie kim ty jesteś, Potter?
- Tym pechowym. - odparł natychmiast James, a wyraz jego twarzy powiedział im wszystkim, że się nad sobą użalał. W efekcie Syriusz wbił w niego wściekłe spojrzenie, a Remus szybko walnął go pustą butelką w odsłonięty duży palec u nogi. Patrząc, jak łapie się za zranioną kończynę Lily i Hermiona zaniosły się chichotem. Remus nie stał się ofiarą zemsty tylko dlatego, że w tym momencie rozległo się głośne pukanie.
James skoczył na równe nogi (cóż, nogę) i wykuśtykał z salonu, by spełnić obowiązki Mistrza Drzwi.
- Kto tam? - spytał. Hermiona ze zdumieniem stwierdziła, że w zaledwie ułamku sekundy ton jego głosu zmienił się z pełnego bólu w pełen groźby.
- Zdziecinniały stary głupiec i jego dość zgryźliwy pomagier. - odparł głos Dumbledore'a, a w chwilę potem do ich uszu dobiegło warknięcie, po którym Hermiona rozpoznała Alastora Moody'ego.
- Nie jestem twoim pomagierem, starcze.
- Co mi pan powiedział, kiedy zostałem Prefektem Naczelnym? - spytał James, próbując powstrzymać śmiech/ To jak dyrektor się przedstawił najwyraźniej strasznie go bawiło.
- Wiele rzeczy. - odparł Dumbledore. - Ale wydaje mi się, że spuentowałem to: „Nie chcę tego pożałować, panie Potter."
- Tak. - zaśmiał się James.
- Kto był obecny podczas pierwszego szlabanu, który musiałeś nadzorować jako Prefekt Naczelny? - spytał Dumbledore, a James znów parsknął śmiechem.
- Panowie Black, Pettigrew i Lupin, proszę pana. - odparł. - Narobili zamieszania na uczcie powitalnej wsadzając mi koronę na głowę i cholerne berło w rękę.
- Tak. - zaśmiał się Dumbledore. - Nie jest to czyn karalny, ale kiedy następnego dnia regaliów dalej nie dało się usunąć, nie mogłem już dłużej przymykać na to oka.
- Całą noc będziemy tu stać i gadać? - burknął Moody. Rozległ się dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, a potem w progu salonu pojawili się Dumbledore i Moody.
- Witamy profesorze, panie Moody. - powiedziała Lily, wstając. – Dziękujemy, że panowie przyszli.
- Moja droga Lily, - odezwał się Dumbledore, a jego wąsy zadrgały. - pretekst by zapomnieć o problemach i dać się zabawić żartami młodzieży? Za nic byśmy tego nie przegapili.
- Mów za siebie. - prychnął Moody.
- Och, niech się pan rozchmurzy, panie Moody. - powiedziała Lily, całując go w policzek i znów zachichotała. Razem z Hermioną nieźle już nadwyrężyły butelkę czerwonego wina, która stała na podłodze obok kanapy. Hermiona też wstała i dołączyła do gospodyni.
- Ach, solenizantka. – powitał ją Dumbledore. - Wszystkiego najlepszego.
- Dziękuję panu, profesorze. - odparła. Nie wiedziałam, że pan przyjdzie. Właściwie to o niczym nie wiedziałam.
- Tak, pan Lupin uznał, że to będzie dobry pretekst. Przecież w tak niebezpiecznych czasach musimy też pamiętać o tym by żyć. - Hermiona się do niego uśmiechnęła. - Powiedziano mi, że zostanę poczęstowany miodem Rosmerty. Proszę, nie mów, że zwabiono mnie tu pod fałszywym pretekstem.
- Oczywiście, że nie, profesorze. - zapewniła Lily. - Proszę za mną.
- Obiecujący start. - Dumbledore klasnął w dłonie i zerknął na Moody'ego, a potem ruszył za Lily do salonu.
- Piwa, Moody? - zaproponował Syriusz, dalej na wpół rozciągnięty na podłodze. Hermiona zauważyła, że był dogodnie ułożony obok kubełka z lodem.
Moody przytaknął ponuro, a Syriusz rzucił mu ociekającą wodą butelkę. Moody złapał ją bez trudu wolną ręką (w drugiej trzymał laskę) i spojrzał na trunek.
- Mugolskie, co?
- O tak. - odparł Syriusz. - Super rzecz.
- Zobaczymy. - mruknął Moody. Przeszedł ciężko na drugi koniec pokoju i zajął wolne miejsce na kanapie obok Jamesa, uprzednio szturchnąwszy go laską, by się przesunął.
Do salonu powrócił Dumbledore, wyglądający na zadowolonego ze zdobycia miodu.
- Drogie panie, - powiedział. - Lily prosi o pomoc z jedzeniem. Twierdzi, że nagrodą będzie cisza i spokój od tej nieokrzesanej bandy. - wszyscy mężczyźni wydawali się odrobinę obrażeni, a Dumbledore zaśmiał się i zajął miejsce obok Moody'ego. - To jej słowa, nie moje. Mnie nieokrzesanie nie przeszkadza. - dodał wesoło, upijając łyk trunku.
I tak, według tradycji starszej niż świat, (a przynajmniej tak starej jak przyjęcia) kobiety znalazły się w kuchni, z daleka od mężczyzn i hałasu jaki robili kłócąc się o Quidditcha i inne tego typu męskie rozrywki. Co jakiś czas wychodziły, by zanieść facetom jedzenie i przynieść z powrotem puste naczynia i opakowania, udając przy tym, że denerwuje je to, że one pracują, podczas gdy osobniki męskie leniuchują. Ale tak naprawdę były zadowolone, bo wino trzymano w kuchni, a panowie nie mogli zatęsknić za jedzeniem, o którego istnieniu nie mieli pojęcia, gdyż nigdy nie opuściło kuchni.
Podczas jednej z takich wycieczek w paszczę lwa, której celem było zebranie na wpół zjedzonych antylop (trzy zgniecione opakowania po chipsach i miseczka kiedyś wypełniona dipem, ale teraz wyskrobana do czysta i o dziwo zawierająca tylko cztery orzeszki i kapsel) Hermionę rozbawił widok Syriusza i Remusa leżących na podłodze i zanoszących się śmiechem. Syriusz targał przyjacielowi włosy i wołał.
- To wszystko wina tego palanta, a tylko jemu uszło na sucho!
Frank walnął pięścią w podłokietnik swojego fotela.
- Przy tej waszej bandzie prościej było odwracać wzrok.
- Rogaczu! Opowiedz o obronie na siódmym...
- Merlinie. - westchnęła Emmelina, która razem z nią przyszła po truchła (osiem pustych butelek, w dwóch też pływały wszechobecne orzeszki). - Jutro rano przejdą przez piekło.
Tuż obok rozległ się chichot i pojawiła się Lily z pozbawioną orzechów miseczką dipu i nowymi chipsami.
- Po to ma się dzieci. - wyjaśniła. - Piszczący do ucha roczny dzieciak to najlepsza kara za ignorowanie żony i upijanie się z kolegami.
Wszystkie trzy zachichotały, a Remus przetasował talię sfatygowanych, wyciągnął nie wiadomo skąd kart.
- No to panowie - zaproponował dziwnie złowieszczo. - może w coś zagramy?
- A to znak, że powinnyśmy sobie pójść. - uznała Emmelina.
Hermiona ponownie zobaczyła Syriusza dopiero o jedenastej, po kolejnej butelce wspaniałego merlota. Właśnie zanosiła do maleńkiej pralni znajdującej się przy tylnych drzwiach ręcznik ubrudzony nieatrakcyjną mieszanką połamanej porcelany, tiramisu i pinot noir, które spotkały się w trakcie spektakularnego, choć nieskoordynowanego pokazu ostentacji. Innymi słowy, ofiarę tego jak Lily poprosiła Hermionę o naukę tańca.
Ta niecodzienna prośba miała swoje źródło w wypowiedzi Alicji, która wspomniała, że Frank mówił jej o pięknej sukience, którą Hermiona założyła na Galę. Alicja stwierdziła, że kreacja musiała być naprawdę niezwykła, żeby Frank ją w ogóle zauważył, więc pozostałe panie zaczęły błagać o szczegóły. To doprowadziło do rozmowy o samej Gali i spowodowało, że Lily nagle zapragnęła nauczyć się tańczyć.
Jak się okazało się, Hermiona była tragiczną nauczycielką.
Wrzucając dowód katastrofalnego tańca do zlewu, przez okno pralni zobaczyła Syriusza i Jamesa, stojących za domem. Opierali się o siebie i gadali, a Syriusz palił papierosa.
Podeszła do drzwi i otworzyła je.
- A wy dwaj co tam robicie w tajemnicy?
- Nic. - odparli jednym głosem, w którym brzmiało poczucie winy, co zapewne brało się z przyzwyczajenia.
- Rozmawiamy tylko, panno Fehr. - uściślił Syriusz. - Chciałaby panna do nas dołączyć?
- Nie. - odparła z uśmiechem. - Zostawiłam kieliszek bez opieki i jeśli nie wrócę by go ocalić, pewnie zniknie bez śladu.
Obaj mężczyźni zaśmiali się.
- Właściwie Łapo, to ja właśnie skończyłem. Przynieść ci też? – zaproponował James, a Syriusz podniósł swoją butelkę do światła i z bliska przyjrzał się zawartości.
- Nie, brachu. - odparł. - Na razie mi starczy. Merlinie, szczerze powiedziawszy to na jakiś czas mi starczy.
- Święta prawda, bracie. - James zaśmiał się. - Nie mogę uwierzyć, że przegrałeś. Nigdy nie przegrywasz.
Syriusz potrząsnął głową.
- Moody oszukuje. Tylko skończę. - dodał, podnosząc do góry rękę z do połowy wypalonym papierosem.
- Wiem na pewno, że Lily zrobiła tiramisu. - powiedział James, mijając Hermionę. - Ale jeszcze go nie widziałem. Chyba nie zjadłyście całego? - kiedy mówił, zauważyła, że spojrzenie miał nieco nieprzytomne.
- Um... - zaśmiała się Hermiona. - Nie tyle został zjedzony, co... zniszczony.
- Ach. – zasmucił się gospodarz. - Zawsze niewinni cierpią najbardziej. - zachichotał i ruszył do kuchni, najpewniej w poszukiwaniu deseru.
Hermiona już miała pójść za nim i odzyskać swoje wino, ale Syriusz ją zawołał, a ona odwróciła się do niego.
- Poczekaj chwilę, Hermiono. Niezła randka. - uśmiechnął się do niej przepraszająco.
- Nie przejmuj się. - niepewnie wzruszyła ramionami. - Dobrze się bawisz?
- O tak. - odparł. - A ty?
- Tak, chociaż jesteś o wiele lepszym nauczycielem tańca niż ja. - przyznała. - Właśnie miałyśmy w kuchni małą katastrofę.
- Serio? - zaśmiał się Syriusz. - Ekstra. - ostatni raz zaciągnął się papierosem, a potem wyjął różdżkę. Wyrzucił niedopałek w powietrze i pozbył się go machnięciem różdżki.
- Pozer. - mruknęła Hermiona.
- Oj tak. - Syriusz uśmiechnął się szelmowsko. - Więc... - powiedział zupełnie innym tonem, dołączając do niej w progu. - biorąc pod uwagę, że to randka... kiepska czy nie... i że stoimy na progu... nawet jeśli to nie twój próg... - spojrzał na nią i podszedł jeszcze krok bliżej. - Jak myślisz, jakie są zasady... biorąc pod uwagę okoliczności?
Napotkała jego spojrzenie i znalazła to samo wiecznie żywe szelmostwo kryjące się w przymglonej przez alkohol szarości. Czuła promile w jego oddechu, choć co ciekawe zapach przypominał bardziej whisky niż piwo, które trzymał w ręku. Kącik jego ust uniósł się do góry, kiedy czekał na jej odpowiedź.
- Cóż... - powiedziała, idąc za jego przykładem. - Biorąc pod uwagę, że to pierwsza randka to chyba grzeczny pocałunek w policzek.
Zbliżył się jeszcze bardziej.
- Błąd. - szepnął, a potem pochylił się i uchwycił jej usta w pocałunku. Smakował jak alkohol i papierosy, a kiedy dotykał jej szczęki dłonie miał niezdarne, ale to było bez znaczenia. Zareagowała chętnie. To właśnie dlatego chciała iść z nim na randkę.
Zatracała się w tym jak przyciskał się do niej, jak jego palce błądziły po jej szyi i wplatały się we włosy. Nagle z otępienia wyrwał ją piskliwy chichot niedaleko. Odwróciła się od Syriusza, żeby zobaczyć kto to i kazać my się wynosić. Ujrzała Lily i Emmelinę, które przytulały się i chichotały radośnie.
- Wybaczcie! - wydusiła z siebie Emmelina, trzymając się za bok i opierając się na Lily. Gospodyni zaciągnęła ją z powrotem do kuchni, a Hermiona znów zwróciła się do Syriusza zamierzając wrócić do tego co im przerwano, ale on się odsunął. Nastrój najwyraźniej prysł.
- Merlinie, te dwie będą jutro bolały głowy. – zaśmiał się Syriusz, ciężko siadając na najwyższym stopniu i wyciągając przed siebie nogi. Oparł się na rękach i spojrzał na nią, uśmiechając się nieprzytomnie. Oczy miał na wpół przymknięte. Hermiona rozpoznała to spojrzenie. Wcześniej nie zdała sobie sprawy, że był aż tak pijany.
- O tak. - zgodziła się. - Cały wieczór męczą mnie o szczegóły, całkiem jak uczennice. Lily sądzi, że to - Hermiona pokazała palcem na przestrzeń między nimi. - to coś poważnego. Chociaż mam nadzieję, że uczennice nie wypiłyby aż tyle alkoholu. - dodała po chwili, siadając na schodku obok niego.
- Tak. - Syriusz zaśmiał się cicho. - Mogłem powiedzieć im trochę za dużo. Od miesięcy doprowadza mnie to do szaleństwa. Wybacz, musiałem się jakoś tego pozbyć.
- Powiedziałeś im o Gali... i o Malfoyach? - spytała Hermiona, czując, jak zaczyna ją palić twarz. Mama Harry'ego wiedziała, że robiła się łatwa po paru kieliszkach, po prostu pięknie. - Nic dziwnego, że Lily nie przestawała zadawać pytań.
- Powiedziałem tylko Lunatykowi, ale okazało się, że nie potrafiłby utrzymać tajemnicy przed Rogaczem nawet gdyby zależało od tego jego życie. Nie daje mi spokoju, odkąd zdobyliśmy dziennik.
- Dlaczego? Bo byliśmy pijani i się pocałowaliśmy? Nie sądziłam, że będą z tego kpić... to chyba nic dziwnego w twoim życiu.
- Nie. - odparł Syriusz, potrząsając głową. - Bo to właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że cię lubię. Dlatego chciałem powiedzieć Lunatykowi prawdę o naszej misji. No i bo jest niewyobrażalnie inteligentny i niemożliwie pomocny, ale głównie chodziło o to, że nie miałem pojęcia co robić. Ale to już nie ma znaczenia. - Syriusz uśmiechnął się kącikiem ust i szturchnął ją łokciem. - Rozgryzłem to. Teraz muszę tylko sprawić, żebyś porzuciła ten niedorzeczny pomysł powrotu i wszystko będzie wspaniale. - objął ją ramieniem.
Hermiona stężała.
- Nie powinieneś z tego żartować. - powiedziała cicho, myśląc, że Syriusz musiał być naprawdę narąbany, skoro tyle jej zdradził. Przyznanie się, że ją lubił nie było w jego stylu. Zabijali tylko razem czas... prawda?
- Nie żartuję. - zapewnił, przyciągając ja bliżej. - Mam sześć tygodni. Zobaczysz.
- Syriuszu – odezwała się ze smutkiem Hermiona. - Ja wracam... muszę... myślałam, że my po prostu, no wiesz...
- Po prostu co?
- Się bawimy... ja... - kiedy tylko to powiedziała, zdała sobie sprawę, że mógł poczuć się urażony. Cieszyła się, że nie był w pełni władz umysłowych. Oczywiście, że chciała czegoś więcej, ale nie taki był plan. Pięć miesięcy, a potem powrót, tak postanowiła. Po co to przedłużać, jeśli w ten sposób tylko pogorszą sprawę?
Syriusz burknął coś i cofnął ramię.
- No tak. - mruknął, a spokojny ton zniknął z jego głosu. - Nie wiedziałem, że to o to chodzi. - głośno wypuścił powietrze i spytał ostro. - Więc idziemy do mnie czy do ciebie?
- Nie to miałam na myśli. - zapewniła pospiesznie Hermiona, chichocząc nerwowo. - Wybacz, za dużo wypiłam. Wiesz, dopóki tu jestem... myślałam, że chciałeś... przepraszam, zapomnij o tym. - „Zamknij się i to już!" nakazała sobie w myślach.
- Nie, masz rację. - odparł złośliwie Syriusz. - Za czterdzieści dwa dni spalimy horkruksy, Dumbledore zabije Riddle'a, a do tego czasu będziemy się pieprzyć. Po co się przejmować czymś, poza tym? No chodź. - próbował wstać, ale zachwiał się na wąskim schodku.
- Syriuszu, posłuchaj. - poprosiła z przerażeniem Hermiona, przyglądając mu się. Jeszcze nigdy tak jej nie traktował. Czuła na sobie jego wściekłe spojrzenie. Szło jej wręcz tragicznie.
- Nie, rozumiem. Jestem niezły, więc czemu nie, co? - warknął, stojąc nad nią. - Spędziłem całe życie pieprząc się na prawo i lewo, więc co za różnica? Chodźmy, jestem pewien, że nie będziesz rozczarowana. - pociągnął ją za rękę.
- Ja... Syriuszu, nie. - zaprotestowała Hermiona, wyciągając dłoń z jego uchwytu. Była przerażona, że aż tak go obraziła, że jej szczęśliwy, szalony przyjaciel rozmawiał z nią jakby jej nienawidził.
- Chodzi mi o to, że kiedy odejdę, a odejdę... boję się, że przez to będzie nam trudniej. Przepraszam, naprawdę myślałam, że... wiesz. Znaczy, jesteśmy przyjaciółmi, dobrymi przyjaciółmi. Już tę przyjaźń ciężko będzie stracić, ale jeśli...
- Rozumiem. – uciął.
- Nie, Syriuszu, nie rozumiesz. - warknęła Hermiona, która również zaczynała się denerwować. - Muszę wrócić. Tutaj nie istnieję. Nie mam żadnych dokumentów. Rany, mam dwa lata! Myślałam, że rozumiesz, że jesteśmy tylko... Boże, nie wiem kim... ale miałeś być moim przyjacielem. Więc nie zachowuj się jak dupek. - spojrzała na niego wściekle. - Jestem bardzo wdzięczna, że mi z tym pomogłeś, bardzo się różnisz od Syriusza, którego znałam... cóż, zazwyczaj. Dziś zachowujesz się zupełnie jak on. Ale uczucia? - głos jej się trząsł. - Jak możesz... Myślisz, że chcę odejść? - Syriusz nie odpowiedział, więc Hermiona kontynuowała. Wyrzucała z siebie słowa, a głos jej się trząsł. - Kiedy tu przybyłam, zrobiłeś wszystko o co mogłabym poprosić, lepiej niż mogłabym się spodziewać. Jesteś cholernie wspaniały, robisz to wszystko i nie skarżysz się. Mam takie szczęście, że mi pomagasz. Wszystko wspaniale nam się udało i to dzięki tobie. Ale zawsze wiedziałeś, że odejdę, więc dlaczego musisz to utrudniać?
Słuchał jej tyrady z rękami założonymi na piersi i schyloną głową, a potargane włosy zasłaniały mu twarz. Nie spojrzał na nią i tylko prychnął wściekle.
- Ponieważ. - odparował. - Ponieważ nie bawię się w to gówno. Co ty sobie myślisz? Przybywasz tu jak jakaś cholerna bohaterka, masz plany i jesteś miła i rozumiesz i pomagasz Lunatykowi i wszystkich ratujesz i częstujesz herbatą i makaronikami... myślałaś, że co się stanie? To nie moja wina, każdemu mogło się zdarzyć. - odetchnął ciężko i uniósł głowę, by posłać jej wściekłe spojrzenie, a potem ciągnął. - A poza tym, tobie będzie ciężko po Nocy Duchów? Żarty sobie robisz? Cholera, dwadzieścia cholernych lat! Już strata przyjaciółki na taki czas to przerażająca perspektywa. Nie możesz mnie winić za to, że chcę żebyś została. Będę stary i obrzydliwy i będę musiał patrzeć na ciebie z jakimś młodziakiem i to będzie cholernie straszne i...
- Przestań Syriuszu. To szaleństwo. – przerwała mu Hermiona, całkowicie oszołomiona zaciekłością jego argumentu. Mówił jakby byli parą, jakby go zwodziła. Ale przecież tego nie zrobiła, oni tylko...
- Nie, nie rozumiesz, cholera. - Uciął. - Wciąż powtarzasz, że boisz się tego co zastaniesz po powrocie, więc po prostu zostań. Nie ze względu na mnie. Jesteś tu szczęśliwa. Masz Remusa, Jamesa i Lily i dalej znałabyś Harry'ego i jego przyjaciela. Co jeśli wrócisz i nie będziesz znała żadnego z nich? Tutaj przynajmniej nie musisz się o to bać. I masz rację, jesteśmy przyjaciółmi. Ale... - Syriusz nagle urwał i zakołysał się, wyrzucając przed siebie rękę, by oprzeć się o ścianę domu. Nagle zbladł i Hermiona dostrzegła pot na jego czole.
- Syriuszu... czy ty...
A potem porzygał się na schodek. Zachwiał się i Hermiona rzuciła się do przodu, by go złapać. Nie miała pojęcia, że był aż tak pijany. Wydawało jej się, że wypił porównywalnie tyle co ona.
Nie mogła sama go utrzymać, więc oparła go o ścianę i zajrzała do środka w poszukiwaniu pomocy. Ktoś stał w drzwiach do kuchni.
- Pomocy! - zawołała. Był to Remus, który natychmiast się do niej odwrócił i kiedy zobaczył co się dzieje, otworzył szeroko oczy.
- Cholera. - mruknął, pospiesznie przejmując na siebie ciężar Syriusza. - Jest pijany, czy rzuciłaś na jego klątwę?
- Pijany. - zapewniła Hermiona. - Ale jeszcze przed chwilą nie był w takim stanie.
- Lunatyku. - wymamrotał Syriusz, opierając się na przyjacielu. - Powiedz jej, że ma zostać.
Remus spojrzał na nią zmrużonymi oczami.
- Co się stało? - bez wysiłku utrzymywał w pionie trochę wyższego od siebie faceta o zerowej kontroli nad własnymi kolanami.
- Tak jakby się pokłóciliśmy. Obraziłam go. Remusie, ja myślałam, że on chce tylko... um... się zabawić. - wyjaśniła Hermiona. Dzielenie się czymś tak prywatnym wprawiało ją w zakłopotanie. - Ale on tak strasznie się zdenerwował.
- Dlatego, że jest idiotą. - westchnął Remus. - Prawda, Łapo? - lekko potrząsnął Syriuszem.
- Co?
- Skretyniały idiota. - potwierdził Remus.
- Mmph.
- Gdzie mam go zabrać, do ciebie, czy do jego mieszkania? Zwykle nie wymiotuje, ale przegrał w karty i musiał wypić kubek Merlin wie czego. Whisky, miód Dumbledore'a i coś z piersiówki Moody'ego, bo ten bardzo chciał zobaczyć, jak Łapa przegrywa. Czyste zło.
- Jezu. - mruknęła Hermiona, zdenerwowana i sfrustrowana, że właśnie odbyła całkowicie bezcelową kłótnię z całkowicie pijanym palantem.
- Więc zabieram go do ciebie? Czy jesteś na niego zła, że się łudził? - Remus też wydawał się odrobinę wkurzony.
„Boże, co się dzisiaj ze wszystkimi dzieje?" pomyślała Hermiona.
- Nie, oczywiście, że nie. - odparła. - Może pójść do mnie.
- Świetnie. - wymamrotał Syriusz z twarzą wtuloną w ramię Remusa. - Twoje łóżko jest ekstra.
- Remusie? - zawołała ze środka Lily. - Gdzie jesteś? James właśnie porzygał się na kanapie, musisz mi pomóc go przenieść.
- Nie radzą sobie z alkoholem. - prychnął Remus.
Hermiona westchnęła. Mężczyźni byli beznadziejni.
20 września
Następnego poranka Hermionę obudził jęk. Przewróciła się na drugi bok i znalazła się twarzą w twarz z Syriuszem, który leżał na kołdrze całkowicie ubrany. Zdała sobie sprawę, że nawet buty miał na sobie, a narzuta była ubłocona.
- No i masz za swoje. - oznajmiła.
- Kurrrrrwa. - jęknął Syriusz, chowając głowę w poduszce i kontynuując nieszczęsne mamrotanie.
- Jesteś światowej klasy idiotą. - poinformowała go surowo.
- Wody. - poprosił.
- Sam sobie przynieś. Dupek. - prychnęła. No dobra, był pijany. Ale to nie dawało mu prawa do traktowania jej w ten sposób.
Uniósł głowę tylko na tyle, by móc się odezwać.
- Czemu mnie nienawidzisz? Ja tu umieram.
- Bo jesteś głupkiem. - odparła szczerze. Nie nienawidziła go oczywiście, ale nie potrafiła wymazać z pamięci obrazu jego wykrzywionej twarzy i była zła na siebie, bo cały czas się o to wszystko obwiniała.
- Zawsze nim byłem... ale tobie to nie przeszkadzało. - jego głos stłumiła poduszka, ale Hermiona słyszała w nim zdumienie. To przypomniało jej, że tej dureń to jej najlepszy przyjaciel w tym czasie. I że pewnie bardzo żałował tego co powiedział.
Nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu. Wszystko będzie dobrze. Ukryła twarz we własnej poduszce, bojąc się, że Syriusz przyłapie ją na uśmiechu i jej reprymenda straci na znaczeniu.
- Osiągnąłeś wyższy poziom głupoty. - poinformowała spokojnie.
- Nughg. - burknął Syriusz. - Pamiętam, że straciłem kontrolę nad alkoholem.
- Sądzę, że stracenie kontroli tak ogólnie, to dobre określenie. - odparła Hermiona, próbując dać mu wymówkę, dzięki której mogliby o tym wszystkim zapomnieć. To nie tak, że się na niego gniewała dlatego, bo ją lubił. To by było okrutne, szczególnie, że czuła to samo. Problem w tym, że nic nie mogła z tym zrobić, więc po co poruszać ten temat?
- Ja pierdolę. - jęknął Syriusz. - O co się kłóciliśmy?
- O to, że kazałeś mi zostać. - wyjaśniła.
- Urgh, racja. - Syriusz zmarszczył czoło, przypominając sobie kłótnię. - Porzygałem się na ciebie? - spytał nagle.
- Obok mnie. - poprawiła. - Było blisko.
- Świetnie. Panna lekkich obyczajów, która pragnie mnie tylko przez wzgląd na moje seksowne ciało. - mówił swobodnie, ale jakoś tak akcentował słowa, że Hermiona odniosła wrażenie, że dalej był na nią zły.
- To, że lubię cię całować, nie robi ze mnie kobiety lekkich obyczajów. - zaprzeczyła natychmiast. - I próbowałam ci wytłumaczyć, ale nie zrozumiałeś. Nie chciałeś słuchać.
- Ciężko się słucha będąc otrutym przez Moody'ego. – zirytował się Syriusz.
- Dalej jesteś zły, czy mogę już wyjaśnić? - spytała Hermiona, nie potrafiąc się powstrzymać przed użyciem takiego samego tonu co on.
- Lepiej nie. - prychnął lekceważąco, przewracając się na drugi bok. - Nie miałem pojęcia co się działo. Trochę się upiłem i za dużo powiedziałem, wolałbym żebyś mi o tym nie przypominała.
- Syriuszu. - odezwała się do jego pleców Hermiona.
- Nie. - burknął ostro. - Poniosło mnie, myślałem, że jesteśmy dla siebie kimś więcej niż tylko... - urwał, nie dokończając zdania i Hermiona zdała sobie sprawę jak bardzo zabolały go jej słowa. - Po prostu o tym zapomnij. Jak mówiłaś, król głupców ze mnie.
- Dalej jesteś zły? - spytała Hermiona. „Głupie pytanie."
- Tak, ale może ci wybaczę, jeśli przyniesiesz mi wody. - mruknął, nie odwracając się. Potem westchnął i przewrócił się na plecy. - Przynajmniej zadziałało.
- Co zadziałało? - spytała Hermiona. - Dalej nie zostaję.
- Tak, dałaś mi to jasno do zrozumienia. - Syriusz skrzywił się z irytacją. Hermiona zauważyła, jak drga mięsień na jego zaciśniętej, porośniętej zarostem szczęce. - Nie, akcja z peleryną. Nie wszystko kręci się wokół ciebie.
- Peleryna? – zdziwiła się Hermiona, próbując nie dać po sobie poznać jak bardzo zranił ją ten ostry ton.
- No tak. - westchnął z rozdrażnieniem Syriusz. - Właśnie dlatego urządziliśmy to głupie przyjęcie, pamiętasz?
- Um... nie. - powiedziała Hermiona. Myślała, że przyjęcie było wymówką, żeby się upić ukrytą pod płaszczem urodzin.
- Lunatyk twierdził, że ci powiedział, albo że zamierzał ci powiedzieć.
- Nie, Syriuszu. O czym ty do cholery mówisz? - Hermiona nienawidziła czegoś nie rozumieć, a on mówił do niej jak do idiotki.
- Dumbledore musiał pożyczyć pelerynę od Jamesa przed Nocą Duchów. - wyjaśnił niecierpliwie Syriusz, wywracając oczami. - No weź, co z tobą?
- Nie warcz na mnie, Syriuszu. Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- Peleryna. - powtórzył, jakby mówił do małego, ograniczonego dziecka. - List. James miał już wcześniej dać ją Dumbledore'owi. Merlinie, spróbuj nadążyć. - spojrzał na nią wilkiem.
- Dobra, ja pójdę po wodę, a ty zaczniesz od początku. - zakomenderowała Hermiona.
- Nie bądź wredna. - warknął. - Nie mam humoru.
Szczęka jej opadła. Naprawdę był na nią zły i to mocno. Już kilka razy go takim widziała, ale jego gniew nigdy nie był wycelowany w nią. I to wszystko tylko dlatego, że nie wiedziała o czym mówił? Mało prawdopodobne, stwierdziła, w ciszy wychodząc z pokoju i wracając ze szklanką wody.
Nie, wszystko dlatego, że obraziła jego cholerne ego.
W drodze powrotnej wyciągnęła z torebki dwie tabletki na ból głowy. Nie miała pewności, czy powinna marnować je na ten głupi łeb, ale i tak rzuciła je Syriuszowi na kolana. Myślała przy tym, że potrzeba tupetu, by tak się zachowywać wobec kogoś na kogo się nakrzyczało i kogo prawie się zarzygało.
Bez słowa podała Syriuszowi szklankę. Połknął proszki, a potem jednym łykiem wychylił szklankę wody.
- W porządku. - oświadczyła Hermiona. - Opowiadaj.
- Dobra. - Syriusz spojrzał na nią wilkiem. - Więc Remus zauważył w twoich notatkach, że Dumbledore miał pożyczyć od Jamesa pelerynę zanim Lily napisała do mnie po moim powrocie do Irlandii.
„O Boże" pomyślała Hermiona. Miał rację, jak mogła to przegapić? Co takiego zrobili, by to niezbędne wydarzenie nie doszło do skutku? Dumbledore musiał mieć pelerynę w trakcie zasadzki, ale nie mógł o nią poprosić, bo wtedy James zacząłby się zastanawiać, skąd o niej wiedział i po co mu była potrzebna.
- Ale James dalej ją miał. - powiedział Syriusz, patrząc w sufit. - Więc zdecydowaliśmy się urządzić przyjęcie, zaprosić Dumbledore'a i sprawić, że James powie mu o pelerynie. Jak myślisz, po co grałem z nim w tę głupią grę?
- Czemu mi nie powiedziałeś? - spytała.
- Myślałem, że zrobił to Lunatyk, po tym jak cię zaprosiłem... - potrząsnął głową. - Idiota. Remus powiedział, że powie ci w czwartek, jak wpadnie z książkami.
- Nie wpadł, przez cały tydzień pracował z Dumbledorem.
- A, racja. - odparł Syriusz. - W każdym razie, dlatego wyprawiliśmy przyjęcie. James się upił i pokazał Dumbledore'owi pelerynę, a ten spytał, czy może ją pożyczyć. James się zgodził i wszystko wróciło na dobry tor.
- Świetnie. - Hermiona nie mogła uwierzyć, że przegapiła tak ogromny problem. - Syriuszu, tak strasznie przepraszam, że cię zdenerwowałam.
- Nie ma za co. - mruknął z rezygnacją, dalej na nią nie patrząc. - Myślałem po prostu... nie, nie przejmuj się. Wyciągnąłem pochopne wnioski. Nie powinienem był.
- To nie tak, że cię nie lubię, naprawdę. - zapewniła błagalnie Hermiona. - Ale mnie nie powinno tu być. Nie istnieję, no i Ministerstwo... to wszystko. Nie mam żadnych dokumentów, nigdy nie mogłabym znaleźć pracy czy zrobić licencji aportacyjnej. Syriuszu, to się nie uda. Moi rodzice, Harry i Weasleyowie...
Zaciętość na twarzy Syriusza trochę zelżała.
- Jak mówiłem, wyciągnąłem pochopne wnioski. - spuścił nogi na podłogę. - Muszę już iść. Rogacz będzie potrzebował pomocy ze sprzątaniem, a potem zamierzamy z Remusem znowu poćwiczyć Pożogę.
- Ale przecież zawsze tu przesiadujesz w niedzielny poranek. - zdziwiła się Hermiona.
- Tak, no cóż, mamy limit czasowy. - Syriusz wzruszył ramionami. - Musimy się upewnić, że twoje odejście przebiegnie zgodnie z planem.
- Wrócisz? Dzisiaj wieczorem? - spytała Hermiona, nienawidząc tego jak słabo przy tym brzmiała.
- To zależy. Dawno nie byłem w domu. Zoff ucieszy się na mój widok. Robi się marudny, kiedy mnie nie ma.
- No dobrze. - zgodziła się cicho Hermiona, zdając sobie sprawę, że wszystko zniszczyła. Bez niego następne tygodnie miały jej minąć w samotności. Oczy ją szczypały, a gardło miała boleśnie zaciśnięte.
- Nie patrz tak na mnie. - warknął Syriusz. - Nie masz prawa być smutna. To twój wybór.
Ten ton dodał jej siły. Naprawdę nie musiał być taki obcesowy.
- Nie bądź dupkiem. - mruknęła. - Nigdy nie obiecywałam, że zostanę. Nigdy. Nie mam pojęcia, dlaczego sądzisz, że masz prawo się tak zachowywać.
- Co? - prychnął z niedowierzaniem. - Ile razy ktoś ci zaproponował seks przez najbliższe kilka tygodni, a potem przerwę na dwadzieścia lat? Naprawdę nie mam prawa uważać, że to trochę okrutne?
- Boże! - zawołała. - Właśnie to chciałam ci wczoraj powiedzieć! Nie mogę zostać, więc na koniec oboje będziemy czuć się jak gówno. Jaki w tym sens?
Hermiona nie mogła już tego dłużej tłumić. Z jej zamkniętych oczu popłynęły łzy. Ukryła twarz w dłoniach, siłą woli próbując powstrzymać dygotanie ramion i zapanować nad szlochem, który zbierał jej się w piersi. Jak mogło pójść tak źle... miał rację... w jej głowie to nie brzmiało tak bezdusznie, ale kiedy powiedziała to na głos... zabrzmiało całkiem jakby chciała go wykorzystać.
Po kilku minutach siedzenia z twarzą ukrytą w dłoniach i strofowania samej siebie za sprawienie, że patrzył na nią jak na najbardziej samolubna istotę na ziemi, tylko dlatego, że obraziła uczucia, o których istnieniu nie miała pojęcia, materac obok niej ugiął się lekko pod ciężarem Syriusza, który usiadł obok niej z westchnieniem.
Lekko trącił głową jej ramię.
- No już, Granger. – mruknął, a jego głos był szorstki i zimny. - Wystarczy tego.
Hermiona przełknęła ślinę i odezwała się wolno, by panować nad swoim łamiącym się głosem.
- Naprawdę mi przykro, Syriuszu. Nie chciałam cię zranić.
- Zranić. - prychnął. - Zgódźmy się na „nie chciałaś mnie obrazić" dobra? Dość mam czucia się jak dziewczyna.
Zerknęła na niego spomiędzy palców. Już nie brzmiał irracjonalnie tylko smutno. Nie uśmiechał się ani nic, ale nie zaciskał już szczęki.
Syriusz zauważył, że go obserwowała.
- Do cholery. - burknął z komiczną irytacją, objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Nie nienawidził jej... to dobry początek. Przez chwilę siedział w ciszy, a potem powiedział.
- To zdrowe... zachowywać się jak normalny człowiek.
- Co? - zdziwiła się, a jej głos lekko się załamał.
- No wiesz, nigdy nie reagujesz tak jak bym się spodziewał, zawsze jesteś taka nieporuszona... zacząłem się zastanawiać, czy nie jesteś jakimś... nie wiem, nieważne. Dzięki temu wszystko wydaje się łatwiejsze do zniesienia. Dalej do bani, ale do zniesienia.
- Chyba nie nadążam. - powiedziała niepewnie Hermiona.
- Ja też nie. - westchnął. - Słuchaj, nie chciałem wyjść na takiego głupka, okej?
- Ale ja już wiedziałam, że nim jesteś. - mruknęła łagodnie. - Przepraszam za... - urwała, bo nie była pewna jak podsumować irytację na samą siebie ze zapomnienie, że on miał tyle samo do stracenia co ona i też zmagał się z odkryciami na podłożu emocjonalnym.
- Pragnięcie mnie, chociaż to odwróci twoją uwagę od misji? - podpowiedział.
- Tak. - odparła, choć cień nadziei w jego głosie trochę ja zaniepokoił. Nie chciała pogarszać sprawy. - Kto by się domyślił, że dasz radę mnie rozproszyć. - mruknęła ironicznie.
Potrząsnął jej ramieniem i westchnął.
- Wyczucie czasu masz tragiczne. – wreszcie zabrzmiał jak jej przyjaciel. - Mogłaś mi powiedzieć tuż po przybyciu.
Z jej ust umknął delikatny śmiech.
- Jeszcze niedawno sama nie zdawałam sobie z tego sprawy. - powiedziała. Poczuła jak jego pierś zawibrowała, kiedy się zaśmiał. - Syriuszu?
- Mmm?
- Śmierdzisz rzygowinami.
- Świetnie. Należało ci się.
