Cat: Przyznam Ci się, że nienawidzę rozdziału 33 i to nie przez Syriusza, ale przez Hermionę. On jest zakochany i nie wie jak sobie z tym poradzić, ona... cóż, dość powiedzieć, że mam problem ze zrozumieniem czemu mówi to co mówi. Na szczęście w tym rozdziale opowiadanie robi dramatyczny zwrot i... będziesz musiała zobaczyć. Co do propozycji opowiadań to załączam je poniżej. Niestety wszystkie są po angielsku, za co przepraszam.

Hermiona/Syriusz: Jakiś czas temu Cat poprosiła mnie o polecenie innych fanfików z tym paringiem. Wreszcie znalazłam czas, by przeszukać swoje ulubione i oto co znalazłam.

The Hands of Fate By: Amelia L. Mendal

Searching for More By: SheWolf06

Reaching across time By: Miia Swann

HPWS is worse that PMS By: Sirie

The Valiant Never By: R J Lupin's Kat

Bed of Roses By: moonyNZ

You Can Only Grin Wider By: Ava Miranda Dakedavra

The Order Of The Phoenix Presents: The Nutcracker By: Keira-House M.D

Temporality By: fangirlwithak

Resurrection By: acata

Wszystkie fiki pochodzą z tej strony i możecie je spokojnie znaleźć. Od razu mówię, że czytałam je tak dawno, że naprawdę nie pamiętam co się w którym działo, ani dlaczego mi się spodobały. Wszystkie są też po angielsku, wybaczcie.

Miłego czytania!


24 września

- Łapo? - do cichego głosu Remusa dołączyło szybkie pukanie do drzwi Syriuszowego mieszkania i młody Black jęknął cicho. Remus znów przyszedł. Przyszedł kazać Syriuszowi przestać zachowywać się jak dziecko. Tyle tylko, że Syriusz nie zachowywał się jak dziecko, był po prostu rozsądny.

Minęło pięć dni, odkąd przegrał tę durną grę Lunatyka na tym głupim przyjęciu i otworzył tę durną gębę i durnowato wypaplał to, co udało mu się utrzymać w sekrecie przez ostatnie dwa miesiące.

Był rozsądny. To rzadkość, ale przecież zdarzały się dziwniejsze rzeczy. Jak na przykład obcy. Dwukrotnie odwiedził Hermionę (głównie po to, by nie zorientowała się, że coś było nie tak), ale sprawiało mu to problemy. Nie dlatego, że pragnął, by została (czego bez wątpienia chciał i nie rozumiał, czemu ona nie zamierzała tego rozważyć), ale dlatego, że było jej go żal. Co za okropieństwo. Wolał, żeby była na niego zła za bycie samolubnym dupkiem, albo smutna, że ich przygoda się skończyła. Wszystko, byle tylko nie było jej go żal.

Wstał ze stołka przy wyspie kuchennej i wepchnął list, z którym się zmagał, pod górę poczty, której większość pozostawała nieotwarta. Ze stołka obok niego dobiegło pełne dezaprobaty pohukiwanie Zoffa.

- Daruj sobie, ptaszku. - powiedział cicho Syriusz.

Zoff rzucił mu spojrzenie, które jasno mówiło: „Jak śmiesz dawać mi nadzieję pisząc list, tylko po to, by przerwać go w połowie na rzecz rozmowy z natarczywym wilkołakiem?"

Syriusz spojrzał na niego wrogo.

- Lubisz Lunatyka. - upomniał. - Tylko dlatego, że zawsze natychmiast wysyła odpowiedź, ale to zawsze coś.

Był przekonany, że Zoff wywrócił oczami, ale zaraz potem zdał sobie sprawę, że z bycia wewnętrzną kobietą, która zachowywała się (zdaniem Remusa) jak dziecko, przeszedł w stan balansowania na skraju szaleństwa.

Opuścił kuchnię i przeszedł przez salon do drzwi wejściowych. Rozejrzał się po mieszkaniu i ucieszył, że nie miał ochoty na sprzątanie, bo dzięki temu dał Remusowi inny powód do reprymendy. Syriusz miał już powyżej uszu kręcenia się w kółko.

- To ty, Lunatyku? - spytał, po dotarciu do ciężkich drzwi.

- Tak. - do jego uszu dotarł zirytowany głos przyjaciela. - Ale to samo bym powiedział, gdybym był Śmierciożercą.

Syriusz nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Może i był szaloną-kobietą-dzieckiem, ale dalej mógł dobrze się bawić, wkurzając swojego przyjaciela.

- Ale Śmierciożerca nie zacząłby marudzić. - odparł przez drzwi. Remus tak głośno wywrócił oczami, że aż Syriusz to usłyszał. - O co oskarżyłeś mnie na czwartym roku, zanim pojechaliśmy do domu na Święta?

- Czwarty rok... - mruknął Remus. - Serio, Łapo, któregoś razu naprawdę mnie zagniesz... och, już wiem. - zaśmiał się. - Chodzi o ten poranek, kiedy poduszka próbowała pobić mnie na śmierć. Tak bardzo się śmiałeś, że byłem pewien, że to twoja wina.

- Śmiałem się, bo to było komiczne. Zaspany wilkołak walczący z własną poduszką, to najśmieszniejsza rzecz jaką widziałem od dawna. - wspomnienie sprawiło, że Syriusz uśmiechnął się szeroko. Zasłony rozsunęły się raptownie, rozległo się zduszone jęknięcie, kiedy poduszka dzielnie walczyła z ciosami zaspanego Remusa. Wilkołak tak zaplątał się w kołdrę pod wpływem ataków pierzastej zagłady, że aż spadł z łóżka, patrząc przy tym na Syriusza wściekle. Poduszka kontynuowała miarowe walenie go w twarz. - Ale to nie byłem ja. – odezwał się Syriusz.

- Nie, to był Rogacz. Zawsze lepiej kontrolował swój wyraz twarzy. - odparł Remus. - Za co dostałeś ostatni szlaban na siódmym roku?

- Ha, za pocałowanie Minnie w policzek. Ale nigdy nie musiałem go odrobić. Wydaje mi się, że za każdym razem, kiedy mnie widziała, z jej ust wychodziło słowo „Szlaban" ... chyba używała go zamiast „Dzień dobry." Właśnie ruszaliśmy do pociągu, czy naprawdę sądziła, że zostanę? - spytał Syriuszu, otwierając drzwi. Jego oczom ukazał się uśmiechnięty Remus.

- Chyba nie wiedziała co zrobić.

- Więc co tu dzisiaj robisz? - spytał Syriusz, kiedy Remus rozglądał się po wysypisku śmieci, zwanym też salonem.

- Pomijając sprezentowanie ci listy wysoce wykwalifikowanych gospodyń, - odparł, a z jego twarzy zniknął uśmiech. Pojawił się za to poważny głos Remusa-prefekta. - to przyszedłem tu, bo zachowujesz się jak kompletny cymbał i sprawiasz, że dziewczyny płaczą, a tak się nie robi. - machnął różdżką w stronę sterty prania, która leżąc na kanapie udawała gościa i usiadł.

- Lunatyku, - jęknął Syriusz (jeśli będą mówić do niego jak do dziecka to może powinien zacząć się zachowywać jak dziecko). - nie mogę nic z tym zrobić. - opadł na fotel i natychmiast pożałował, że najpierw nie sprawdził sterty śmieci, bo teleskop, o którego istnieniu nie wiedział, próbował boleśnie go skrzywdzić. Wyciągnął perwersyjne urządzenie spod siebie i rzucił je na podłogę. - Płakała? - spytał. Choć to nieco okrutne z jego strony, to ta myśl go cieszyła. Płacz przynajmniej znaczył, że miała serce, w co czasem wątpił.

- Nie, nie tak naprawdę. Wiesz jaka jest. - niestety Syriusz wiedział. - Czuje się okropnie. Czemu nie możesz wrócić do ignorowania tego? Przecież zdawałeś sobie sprawę, że to się kiedyś wydarzy.

- No wiem. Szczerze powiedziawszy to nawet nie o to chodzi. Znaczy, pomijając bycie pijanym durniem, naprawdę byłaby szczęśliwa, gdyby została. - westchnął, kiedy Remus spojrzał na niego ostro. - Naprawdę. Dwadzieścia lat czekania na powrót najlepszej kumpeli to jakaś bzdura. Ale co jeśli jesteśmy jej jedynymi przyjaciółmi... co jeśli coś się stanie i dam się zabić... albo ty mnie zjesz, czy coś.

- Eliksir Tojadowy. - mruknął Remus. - Już nie grozi ci połknięcie.

Syriusz uniósł brew.

- Może i wilk mi nie zagraża, ale ty ostatnio jesteś na mnie tak wkurzony, że mógłbyś wykorzystać to jako wymówkę.

Twarz Remusa rozpogodziła się.

- Hmm... świetny pomysł.

Syriusz wyszczerzył zęby.

- Po prostu myślę, że tak byłoby lepiej, no wiesz...

- Dobrze. - odparł Remus. - No to jaki jest najnowszy wielki plan?

Syriusz zawahał się. Miał wiele pomysłów jak zatrzymać Hermionę w tym czasie, ale jak na razie Remus storpedował je wszystkie, używając argumentów takich jak „porwanie?" czy „szantaż jest nielegalny". Wilkołak mógłby okazać się pomocny przy realizacji jego najnowszego pomysłu. Ale mógłby też uznać go za zbyt szalony.

- Napiszę do Lady Fehr. - oznajmił ostatecznie.

- Łapo... - Remus wyglądał na zdumionego. - to, to naprawdę świetny pomysł. A w każdym razie znacznie lepszy od rozwalenia Zmieniacza Czasu.

Syriusz się ucieszył.

- Merlin wie, gdzie ona go trzyma. W środę szukałem przez całą noc i nigdzie nie mogłem go znaleźć. No ale udało mi się włączyć telewizor. - dodał. - Nie uwierzyłbyś jakie rzeczy lecą na kablówce w środku nocy.

- Tak, wspominała, że zostałeś. Bardzo się ucieszyła. I co masz na myśli mówiąc, że bym nie uwierzył?

Wspomnienie sprawiło, że Syriusz się zaśmiał.

- Coś związanego ze szpitalem, raczej by ci się nie spodobało... było... dość sprośne... dziwię się, że kogokolwiek tam leczą.

- No tak. - zachichotał Remus. - Cóż, cieszę się, że to odwróciło twoją uwagę od wściubiania nosa w nie swoje sprawy.

- Tak, częściej bym tam chodził, gdyby przestała patrzeć na mnie jakby przez przypadek zamordowała mojego szczeniaka. To takie depresyjne. Sprawia, że czuję się jak największy i najsmutniejszy facet na Ziemi. – przyznał ze wstydem.

- Chcesz, żebym ją poprosił? - zaproponował Remus. - Bo by to zrobiła. Chce po prostu, żeby wszystko wróciło do normy.

- Jeśli chcesz. - Syriusz wzruszył ramionami. - Chociaż to chyba ja powinienem to zrobić.

- Chryste, zrobiłbyś to? - Remus szeroko otworzył oczy. - Bo to by było wspaniałe. Mam dość robienia za posłańca. To szaleństwo, biorąc pod uwagę, że dalej się widujecie.

- Dwa razy, Lunatyku. Postaram się, ale to mnie tak strasznie wkurza. Uparła się zostać męczennicą.

- Wcale nie. - odparł ostro Remus. - Ty jesteś dupkiem, a ona czuje się winna. I tyle.

- Niedobry Lunatyk, przecież wiesz, że nie znam się na uczuciach. - mruknął Syriusz.

- Wiesz co? - spytał jego przyjaciel tonem, który wskazywał na to, że Syriusz wcale nie chciał wiedzieć co.

- Co? - odparł mimo to.

- Mamy zaklęcie do poćwiczenia i Voldemorta do zabicia. Może powinieneś wyhodować sobie jaja i się ogarnąć.

Tak, mógłbym żyć spokojnie, nie usłyszawszy tego, stwierdził Syriusz.

- No to było znacznie ostrzejsze niż dupek.

- Tak, ale to prawda. Mam dość jęków. - Remus wyglądał na znacznie mniej wkurzonego.

- Więc jeśli, um... wyhoduję jaja i przestanę marudzić, to pomożesz mi napisać do Frederiki? Próbowałem, ale nie mogę się zdecydować co napisać. „Cześć, Lady Fehr, czy pomoże mi pani zatrzymać tu Hermionę wbrew jej woli?" nie brzmi najlepiej, a przecież ona cię uwielbia. - mrugnął do Remusa. - Bo wiesz jesteś taki uroczy i w ogóle... może gdybyś to ty przedstawił jej sytuację, nie uznałaby tego za porwanie.

- Ta, pomogę. - zaśmiał się wilkołak. - I tak już do siebie pisujemy.

- Naprawdę? – zdziwił się Syriusz, na chwilę zapominając o swoich problemach. - Nigdy nie podejrzewałem cię o zainteresowanie starszymi paniami, Lunatyku. Ty lisie.

Remus zarumienił się, co sprawiło, że Syriusz parsknął śmiechem.

- Nie, Łapo, to nie tak. Ona chce mi po prostu pomóc zdobyć pracę związaną z edukacją.

- O tak, jestem pewien, że wiele cię nauczy. - oznajmił, lubieżnie poruszając brwiami. Świetnie się bawił.

- Jesteś szalony. - prychnął Remus. - Powiedziałem jej o wilczym aspekcie. - wyjaśnił. - Szuka dla mnie luk w przepisach.

- Powiedziałeś jej? - Syriusz przestał się śmiać. Remus nikomu nie mówił.

- Tak, Dumbledore stwierdził, że powinienem, w Europie nie mają aż takich uprzedzeń jak u nas. Właściwie to była na mnie zła, że nie powiedziałem jej wcześniej. Nie wiem czy kiedykolwiek krzyczała na ciebie szwajcarska matrona w twoim kominku, ale uwierz, to niezbyt przyjemne doznanie.

Syriusz znów się zaśmiał. A potem uderzyła go niezmiernie komiczna myśl.

- Lunatyku, jeśli ożenisz się z Frederiką, zostaniesz tatą Hermiony!

- Ty, mój przyjacielu, jesteś kompletnym idiotą. - Remus potrząsnął głową. - Wiem, że twoim zdaniem zachowuję się jak staruszek, ale ta kobieta ma... nie wiem, ile... przynajmniej siedemdziesiąt lat.

- Miłość nie bierze pod uwagę wieku. - zachichotał Syriusz.

- Może powinienem się z nią ożenić. - powiedział złośliwie Ramus - Mógłbym wtedy utrzymywać takich złych, oglądających pornosy łajdaków jak ty, z daleka od mojej córki.

- Nie zrobiłbyś tego. - sapnął z przerażeniem Syriusz.

- Oczywiście, że bym zrobił. To chcesz poćwiczyć, czy nie? Już po dziewiątej.

- Staruszek. - mruknął Syriusz.


2 października

W trakcie dwóch tygodni od „Operacji zdobycie peleryny" zatuszowanej jako „Powód, żeby się upić" zatuszowanej jako „Przyjęcie urodzinowe" Hermiona widywała Syriusza jeszcze rzadziej, niż się spodziewała. Minęło dwanaście dni, a on spał u niej tylko cztery razy. Wymawiał się zmęczeniem (co było śmieszne, biorąc pod uwagę, że właśnie z jego powodu zaczął spać w jej pokoju) albo w ogóle nie przychodził. Właściwie to Remusa widywała znacznie częściej niż jego burkliwego przyjaciela.

Próbowała wyciągnąć od niego poradę na temat tego, co powinna zrobić, ale odmówił, zasłaniając się konfliktem interesów, co zapewne znaczyło, że w całej tej dziwnej kłótni, która tylko pozornie się skończyła, był po stronie Syriusza. Nie wiedziała o istnieniu dwóch stron, ale tak najwyraźniej sprawa się przedstawiała. A ona stała po swojej stronie samotnie.

Najdziwniejsze, jednakże było to, że jeśli Syriusz już ją odwiedzał, zachowywał się całkowicie normalnie. Przekomarzali się jak to przyjaciele. Hermiona kupiła niebieskie biszkopty, Syriusz przyniósł wiadomości o swojej rodzinie, Ministerstwie i Zakonie. Przypominało to trochę sytuację z jego pierwszych wizyt, tyle tylko że teraz częściej zapadała niezręczna cisza, której powodem było głównie poczucie winy dręczące Hermionę. Niedobre poczucie winy. Hermiona nienawidziła czuć się źle z powodu skrzywdzenia kogoś, kiedy tak naprawdę oboje chcieli tego samego. A przynajmniej wydawało jej się, że chciała tego samego co on. Chociaż biorąc pod uwagę, że w trakcie jednej rozmowy przeszedł z lekkiego flirtu do proszenia ją, żeby została z nim w przeszłości, nie miała pewności czy on sam wiedział, czego chciał.

Z wyjątkiem tej chwili, kiedy na nią krzyczał, nigdy nawet nie poruszyli tematu uczuć. Ona widziała to jako napięcie seksualne. Zależało jej na nim, ale był przecież jej przyjacielem. Jej najlepszym przyjacielem w tym czasie, możliwie, że jej jedynym przyjacielem, bo przecież zdecydowała się zmienić tę zapomnianą przez Boga przyszłość.

Wielokrotnie podczas ostatnich dwóch tygodni zastanawiała się, czy nie popełniła błędu, wyruszając na tę bezinteresowną misję. Chciała by jej przyjaciele byli szczęśliwi i może nawet to osiągnęła, ale przy okazji unieszczęśliwiła siebie.

Próbowała użyć tego samego sposobu, który stosowała na początku misji, za każdym razem, kiedy w siebie wątpiła. Wyobrażała sobie Harry'ego i Rona śmiejących się, śmiejących się tak szaleńczo, że aż turlali się po dywanie w pokoju wspólnym Gryfonów, trzymając się za boki, uwięzieni pomiędzy bólem, a rozbawieniem. Działało przez chwilę, ale nie na tyle długo, by mogła zasnąć, bo wtedy scena się zmieniała i widziała Syriusza stojącego w jej salonie w połowie zaplątanego w szatę, potrząsającego głową, by odrzucić włosy z twarzy, szczerzącego do niej zęby czy leżącego na kanapie z rękami pod głową, niebieskimi okruszkami na piersi i uśmiechem na ustach. Albo jego i Remusa siedzących razem na podłodze u Potterów tamtej nocy, kiedy wszystko zniszczyła, chichoczących i szturchających się nawzajem ze łzami w oczach, podczas gdy James przytaczał opowieści z ich młodości.

Ale najgorsze, zupełnie najgorsze było to, że Syriusz miał rację. Gdyby została, miałaby gwarantowaną znajomość z Harrym, Ronem i pozostałymi Weasleyami. Może nawet mogła znaleźć sposób na poznanie swoich rodziców. I tu leżał problem. Zostać: gwarantowani przyjaciele i ogólne szczęście. Odejść: kto wie?

„Czemu muszę odejść?" Pytała się w kółko i w kółko. Bo nie istniała, bo tu nie mogła pracować w Ministerstwie, a to było dla niej bardzo ważne. Skrzaty, wilkołaki. Nawet jeśli po powrocie będzie musiała zacząć od początku to przecież w końcu dotrze w to samo miejsce, w którym przerwała.

A poza tym nie mogła zostać w przeszłości tylko dla faceta. Faceta, który uważał ją za niezwykłą, bo cofnęła się w czasie, by uratować jego przyjaciół i razem podjęli się ekscytującej misji pokonania złego czarnoksiężnika. Tyle tylko, że to nie będzie trwało wiecznie. Znudzi się, a ona znów zostanie sama, bo jego przyjaciele tak bardzo go kochają, że odwrócą się od niej, by go uszczęśliwić.

Jeśli wróci do 2001 roku, przynajmniej będzie mogła rzucić się w wir pracy. Z kolei, jeśli zostanie, a jej związek z Syriuszem się rozpadnie będzie bezużyteczna, bez pracy i zostanie, z braku lepszego słowa, kurą domową. Tyle tylko, że bez domu i męża, czyli całkowicie zbędną.

Tego piątkowego wieczora siedziała więc w fotelu, udając, że czyta, choć nie miała pojęcia po co w ogóle się wysilała, bo oczywiście w pokoju nie było nikogo oprócz niej. Wciąż zerkała na zegar. Było już po dziesiątej, gdyby Syriusz zamierzał się pojawić, zrobiłby to teraz.

O jedenastej trzydzieści zamknęła książkę, przebrała się w pidżamę i poszła do łóżka.

Jej sen zakłóciło natarczywe pukanie. Na początku wydawało jej się, że się przesłyszała, ale potem pukanie przeszło w walenie w drzwi. Syriusz jednak przyszedł. Złapała różdżkę i przeszła z sypialni do ciemnego salonu. Zasłony były zaciągnięte, ale widziała dwie sylwetki na tle pomarańczowych świateł ulicy. Czemu Syriusz miałby kogoś ze sobą przyprowadzić? To musiał być Remus, ale... mocno zaciskając palce na różdżce podeszła do drzwi balkonowych.

- Kto tam? - spytała, starając się zawrzeć w swym głosie jak najwięcej siły, głównie po to, by uspokoić łomoczące serce.

- Lunatyk i Rogacz, Hermiono. - usłyszała poważny głos Remusa.

James przyszedł? Remus i James przyszli w środku nocy? Co się stało? Dlatego Syriusz dziś nie przyszedł? Bo przydarzyło mu się coś strasznego? Bo skoro James opuścił dom to musiało stać się coś strasznego. Nigdy bez powodu nie zostawiał Lily i Harry'ego samych. Czy Syriusz zginął? Przecież gdyby tak się stało Dumbledore by ją powiadomił.

- O jakiej książce wczoraj rozmawialiśmy? - spytała, szykując się na najgorsze.

- Wichrowe wzgórza. - odparł natychmiast Remus. - Co kupiłem od Dunga?

- Kieł wiwerny. - odpowiedziała i pospiesznie zdjęła zaklęcie z drzwi. Odrzuciła zasłony i otworzyła mężczyznom. - Co? Co się stało?

James był blady, przerażony i wyglądał o wiele młodziej niż przy ostatnim spotkaniu. Kiedy się odezwał, zdumiewająco przypomniał jej swojego syna.

- Voldemort dopadł Syriusza.

Jej serce straciło rytm. Te słowa, dokładnie te same słowa wypowiedział Harry tamtego strasznego wieczora, kiedy zginął starszy Syriusz. Kiedy dotarło do niej, co znaczyły, Hermiona zamarła. Ledwo mogła oddychać.

- Skontaktował się ze mną przez lusterko. - ciągnął James. - Dumbledore nie pomaga, mówi o rekonesansie i planowaniu... Hermiono?

Hermiona opadła na pusty fotel.

- Jak go odzyskamy? - spytała. - Gdzie go trzymają? Kto tam jest? Co wam powiedział? Czego od niego chcą? - czuła napływającą panik. Gorącą, obezwładniającą panikę krążącą w jej żyłach. Musiała dalej zadawać pytania, żeby zachować koncentrację. Oddech, który odzyskała znów przyspieszył... Nagle zauważyła, że Remus ukląkł przed nią i położył dłonie na jej kolanach.

- Hermiono. - odezwał się, a jego spokojny głos trochę pomógł. „Remus" pomyślała. „Byli tu Remus i James." Pomogą. Nie pozwolą mu zginąć. - Chcą broszki. Syriusz twierdził, że będziesz wiedziała o co chodzi. Powiedział też i to będzie cytat „Masz nie przychodzić i nie próbować mnie ratować, bo wszyscy będziemy mieć przesrane." Jest w Forte de Sang. Poszedł tam z Rabastanem Lestrange tego wieczora.

- Dalej nie mam pojęcia czemu robił cokolwiek z Lestrangem. - przerwał James. - W co ty go wpakowałaś? - spojrzał oskarżycielsko na Hermionę. - Cała ta sprawa z jego rodziną. To wszystko tylko ze względu na informacje?

- Przestań, Rogaczu. - uciął Remus. - Nie ma znaczenia, po co. Mają go, na tym się musimy skupić.

- Skąd mamy wiedzieć, że to nie pułapka? - odparował wściekle James, w którym zagrała krew. - Skąd wiemy, że ona nie jest po ich stronie?

- James! Uspokój się do cholery! - warknął Remus, wyciągając różdżkę.

- Nie, Remusie. Nie możemy ze sobą walczyć, tego właśnie chcą! - Hermiona głęboko wciągnęła powietrze. Musiała pomyśleć, a krzyczący faceci nie pomagali. - James, usiądź i powtórz mi co powiedział ci Syriusz.

James rzucił jej wściekłe spojrzenie i usiadł na drugim końcu kanapy.

- Kiedy rozmawiał ze mną po raz pierwszy mówił, że jest w sypialni. Że poszedł na drinka z Lestrangem i ostatnie co pamięta to jak ten palant powiedział mu „Wybacz brachu, nie miałem wyboru." Sądzi, że został odurzony. Obudził się i... dzięki ci Merlinie... Lestrange zabrał mu tylko różdżkę, więc dalej miał przy sobie lusterko. Kazał nam iść z tym do Dumbledore'a, a potem, jak już będziemy mieli plan, do ciebie. I to właśnie zrobiliśmy. A właściwie to zrobił Lunatyk. - James odetchnął głęboko i zerknął na Remusa, który przytaknął. - Powiedział Dumbledore'owi co się dzieje i wrócił do mnie. Kiedy Lunatyka nie było, Łapa znów pojawił się w lusterku i stwierdził, że Bellatrix chce jakieś broszki z domu jego matki i jeśli jej nie zdobędzie, to go zabiją.

Hermionę ogarnęła jeszcze większa panika.

- Twierdzi, że to tylko taka gadka, bo jest dziedzicem, a Bellatrix nigdy nie zabiłaby ostatniej nadziei rodu Blacków. – kontynuował James. - Powiedział, że będziesz wiedziała coś na temat tej broszki? Jak na mnie to trochę za daleko się posuwają, żeby załatwić Bellatrix biżuterię.

- Nie chce go dla siebie. - odparła cicho Hermiona. - Tylko dla niego. Dla Voldemorta. Słyszeliśmy, jak szukali jej podczas Gali. Należała do Gryffindora, jego prawnuczka i dziadek Syriusza, czy coś, nie mogę sobie teraz przypomnieć. Ale broszka jest ważna dla Voldemorta.

- Dlaczego? - Remus spojrzał na Hermionę.

- Nie wiem. - odparła, bo nie mogła wspomnieć o horkruksach przy Jamesie. - A dlaczego Voldemort robi inne rzeczy? Bo jest szalony. Liczy się to, że porwali Syriusza z powodu broszki. Czy mówił coś jeszcze?

- Nie skończyłem. - odparł James. - Chcą żebyś przyniosła broszkę. Jutro. - zerknął na zegarek. – Przepraszam, dzisiaj.

- James. - syknął sfrustrowany Remus.

- Co? - James znów się zdenerwował. Hermiona widziała jak jego twarz robi się czerwona. - Może sobie myśleć, że go nie zabiją, ale to cholerni psychopaci i zrobią to. Nie zamierzam stracić przyjaciela, bo on ją chroni! - wskazał na Hermionę. - Jest w Zakonie, powinna sama zadecydować, czy pójdzie. W dupie mam co on czy Dumbledore mówią. To cholerna broszka! Jakie to ma znaczenie? Jeśli w ogóle obchodzi ją jego los i to w co go wpakowała, to zrobi co należy. NIE MAM BLADEGO POJĘCIA DLACZEGO SIĘ W TO WPAKOWAŁ! TE INFORMACJE? WCALE NAM NIE POMAGAJĄ!

- Drętwota. - mruknęła Hermiona, celując różdżką w Jamesa, który padł na kanapę. Remus spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. - Wybacz. - powiedziała. - Ale jest tak podobny do Harry'ego... kiedy wpadają w panikę robią bardzo głupie rzeczy. Obudzę go za minutę. - pomyślała o ilości sytuacji, którym można by zapobiec, gdyby tylko była dość odważna, by oszołomić Harry'ego i jego temperament, a potem zająć się wszystkim sama. - Dobrze, Remusie. Powiedz mi dokładnie co się dzieje i jak to naprawimy.

- Um... dobra. - cały czas patrzył na nieprzytomnego Jamesa. - Powiedzieli, że jeśli przyniesiesz im broszkę, puszczą go wolno, ale to koniecznie musisz być ty. Syriusz odmówił podania im twojego adresu, więc wysłali żądania na Grimmauld Place... chociaż nie jestem pewien, jak tamci mieli się z tobą skontaktować. - przez moment wyglądał na oszołomionego. - Ale nie mieliśmy ci tego mówić. Łapa nas zabije. Cóż, właściwie to Jamesa, bo to on wypaplał. Próbuje ich przekonać, żeby pozwolili Walburdze przynieść broszkę. Na pewno rozumiesz, jesteście tak blisko końca, to by było okrutne, gdyby wszystko się teraz spieprzyło.

- Gdyby? To się już stało. - Hermiona potrząsnęła głową. Dalej czuła panikę, ale im dłużej rozmawiali tym łatwiej było ją kontrolować.

- Po co mu broszka? Czy to to, co myślę? Chce zrobić kolejny? - spytał Remus.

- Tak nam się wydaje. - Hermiona przytaknęła. - Czy Voldemort tam jest? Co mówił Syriusz?

- Nie wydaje mi się. Powiedział, że widział troje Lestrangów i kilku innych Śmierciożerców, ale wiesz, to ich baza. Prędzej czy później Voldemort się pojawi.

- Co ty byś zrobił, Remusie? - spytała cicho. Myśl o konieczności zmierzenia się z Riddlem cztery tygodnie wcześniej ją przerażała.

Spojrzał na nią smutno.

- Nie możesz zrzucić tego na mnie. Masz w tym wszystkim dość ważną rolę. Co jeśli, coś pójdzie nie tak?

- Słuchaj, James ma rację. Gdyby nie ja, Syriusz by się tam nie znalazł. Chyba będę musiała pójść. To, czy Voldemort zdobędzie broszkę nie ma znaczenia. Właściwie... - Hermiona urwała, bo nagle ją olśniło. W mgnieniu oka wszystko stało się tak porażająco jasne, że ledwo potrafiła złożyć razem zdanie. Czemu jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiała? - On... Harry... Noc Duchów. - mruknęła. - Sądzę, że on musi zdobyć broszkę!

- Hermiono? Co masz na myśli?

Skupiła się, próbując ułożyć mające znaczenie fakty w ciąg, żeby w ten sposób wytłumaczyć to zarówno sobie jak i Remusowi... ale to miało sens.

- Harry powiedział mi - wyjaśniła wolno - ze Riddle chciał zrobić siedem horkruksów i w mojej przyszłości tyle ich miał, siódmym był wąż. Ale Harry mówił też, że według Dumbledore'a Riddle tworzył je zabijając ważnych ludzi. W tym momencie ma sześć części swojej duszy, ostatnią chciał oddzielić zabijając najważniejszą osobę, czyli Harry'ego, bo jego śmierć oznaczała, że przepowiednia się nie wypełni. Albo że już to zrobiła, to zależy od punktu widzenia. Ale nigdy się nie zastanawiałam... w czym chciał ją zamknąć?... Remusie... gdyby poprzednim razem inaczej zdobył broszkę miałby coś co należało do każdego z Założycieli, a do tego pierścień po matce i dziennik jako dowody tego, że był dziedzicem Slytherina. Tyle tylko, że Harry go pokonał i Voldemort nie stworzył horkruksa.

- Sądzisz, że taki miał plan poprzednim razem? Jakoś inaczej znalazł broszkę... albo coś innego.

- Tak, poprzednio musiał coś mieć. Dumbledore mówił, że Voldemort zamierzał użyć
śmierci Harry'ego do stworzenia ostatniego horkruksa, więc musiał potrzebować artefaktu. Prawdopodobnie broszki, zawsze był wybredny, jeśli chodzi o przedmioty, w których umieszczał swoją duszę.

- No dobra, czyli ktoś musi dać mu broszkę, bo jeśli będzie musiał czekać to może przełożyć swoją wizytę w Dolinie Godryka. - podsumował Remus.

- Dokładnie. - potwierdziła Hermiona. Tak strasznie się cieszyła, że Syriusz przekonał ją do powiedzenia wszystkiego Remusowi. Stres nie wpłynął na jego proces myślowy, więc mężczyzna był dokładnie tym czego potrzebowała. - Czy Dumbledore wie, że to ja mam przynieść im broszkę?

- Nie, chyba że Walburga się z nim skontaktowała. - odparł Remus, potrząsając głową.

- Dobra, idę na Grimmauld Place, muszę z nimi porozmawiać. Pollux zrobi wszystko, żeby uratować Syriusza.

- Hermiono, najpierw musisz skontaktować się z Dumbledorem. Będzie wiedział co zrobić. - poradził Remus, ale przez jego twarz przemknęła niepewność.

- Co to za spojrzenie? - spytała.

- Och... walić to. - mruknął, najwyraźniej przegrywając bitwę z samym sobą. - Sądzę, że powinnaś iść do Blacków. Syriusz mówi, że ci ufają. Dumbledore mówił coś o wysłaniu oddziału na rekonesans, ale kiedy pozostali wyszli, spytał mnie czy potrafię rzucić Szatańską Pożogę. Chyba nie ma zbyt wielkiej nadziei na to, że odzyskamy Syriusza przed Nocą Duchów.

- Większe dobro. - szepnęła Hermiona. Zaufać Dumbledore'owi. Nie żeby nie rozumiała. Jedno życie za setki, może tysiące. „Ale nie to życie" pomyślała. - Dobrze, pójdę się przebrać, a potem ruszamy w drogę.

- My? Um... - zająknął się Remus. - Blackowie niezbyt lubią wilkołaki, czarodziei pół krwi albo biedaków. Jeśli masz kogoś wziąć, to lepiej Jamesa. - prawie się uśmiechnął.

- Sądzisz, że puszczą Syriusza wolno, jeśli oddamy im broszkę? - spytała Hermiona, ignorując jego obawy.

- Nie mam pojęcia... może? To czarodziej czystej krwi i jest spokrewniony z większością z nich, a jego rodzina wspiera ich finansowo. Strzeliliby sobie w stopę, gdyby go teraz zabili, szczególnie, że z nimi współpracuje.

- Ale dlaczego ja? Dlaczego nie Walburga czy Pollux? - spytała błagalnie. Tak bardzo chciała, żeby Remus jej wytłumaczył. - przecież na pewno bardziej ufają Blackom niż obcej dziewczynie.

- Chyba wiedzą, że będzie posłuszny, jeśli znajdziesz się w niebezpieczeństwie. - wyjaśnił łagodnie Remus. - I mają rację. Wiem, że ostatnio sprawy nie toczyły się po waszej myśli, ale Syriusz tylko robi to, co do niego należy. On dalej... cóż, nie zaryzykowałby wszystkiego.

- Remusie... potrafisz rzucać Szatańską Pożogę? - spytała smutno Hermiona. - Wiesz, jeśli coś mi się stanie... będzie potrzebował twojej pomocy.

- Znam teorię, a jest dość czasu, by się nauczyć. - odparł cicho Remus. - Jestem pewien, że Dumbledore by mi pomógł.

- Dobrze, to będzie musiało wystarczyć. - Hermiona przytaknęła ponuro, a następnie wstała, znalazła sobie ubranie, lepiej związała włosy i wróciła do salonu.

- Już możesz obudzić śpiącą królewnę. - powiedziała, wskazując na Jamesa. - Pójdę sama. Jeśli będę potrzebować pomocy wpadnę do Doliny Godryka. Powiedz Jamesowi, że użyjemy hasła z wizyty Syriusza w Belfaście. - odetchnęła głęboko, próbując się uspokoić. - Mógłbyś z nim poczekać? Teraz już wiem po kim Harry odziedziczył temperament, zawsze musieliśmy upewniać się, że jest skoncentrowany. Powiedz mu, że poszłam do Blacków po broszkę i że przyprowadzę jego najlepszego przyjaciela z powrotem, zanim się obejrzy.

- Jesteś pewna? Łapa mówił mi, że dobrze walczysz, no i te twoje notatki... Jestem pewien, że przetrwasz i dasz sobie radę, ale... uważaj na siebie, dobrze? - nagle Remus przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno. - Przepraszam. - mruknął.

Hermiona także go przytuliła. Nic nie powiedziała, bo ściskał ją tak mocno, że nie mogła oddychać, ale w jego ramionach czuła się bezpiecznie.

- Użyj „Alohomory", żeby zamknąć. - poprosiła, kiedy ją puścił. - Wystarczy.

- Dobrze. Przy najbliższej sposobności, daj nam znać co się dzieje. - Remus wyciągnął różdżkę, by obudzić Jamesa.

- Tak zrobię. - Hermiona otworzyła drzwi i skupiła się na progu Numery Dwunastego Grimmauld Place. Obróciła się na pięcie i zostawiła balkon za sobą.