Od tłumaczki: Nie wiem jak to będzie z publikacją w przyszłym tygodniu. Może w wirze przygotować przedświątecznych wyrobię się z rozdziałem, a może nie. Jeśli nie, to szczerze przepraszam i obiecuję, że wstawię 39 jak tylko będę mogła. Gdybym nie miała później okazji, już teraz życzę Wam zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych.

Cat: Nie ma problemu, bardzo się cieszę, że dalej czytasz. Syriusz jest w tym opku wspaniały i na szczęście taki już pozostaje. Pollux robi się jeszcze fajniejszy przed końcem opowiadania. A co do Walburgi to zawsze bardzo mi się podobało jak autorka ją przedstawiła. Już przy pierwszej rozmowie z Hermioną wychodzi z niej całkiem rozsądna kobieta (to znaczy, póki nie zostaje zmuszona do kontaktów z istotami, które uważa za niegodne siebie). I właściwie przez całe opowiadanie już tak jest. Dzięki temu prościej postrzegać ją jako produkt swojej grupy społecznej, a nie osobę do krańca złą.

Miszka: Szczerze powiedziawszy taki był zamysł z wstawianiem nowych rozdziałów w niedzielny wieczór. Sama bardzo lubię zaczynać trudny dzień (a nie oszukujmy się, poniedziałki dla większości ludzi są właśnie najtrudniejszymi dniami) od przeczytania czegoś ciekawego, więc miałam nadzieje, że choć odrobinę zabawię czytelników na początku tygodnia. Wielkie dzięki za przemiły komentarz i życzę dobrej zabawy i w tym tygodniu.


3 października

Syriuszowi waliło serce, kiedy wstawał od stołu. Pollux także się podniósł, zerkając to na ukrytą Hermionę, to na Syriusza. Także wyciągnął różdżkę, chociaż tak jak Walburga został na miejscu, nie wiedząc co powinien zrobić. Nagle rozległ się głośny TRZASK i Stworek pojawił się między panią, a panem domu, którzy teraz znajdowali się obok siebie.

- Przyszedł młody pan Lestrange z żoną i dziećmi. - zawiadomił Polluxa. - Szukają schronienia, pan Lestrange jest ranny.

Syriusz odetchnął z ulgą. Młody Lestrange. Ale dlaczego przyszedł właśnie tu? Co za tupet. I przed czym mógłby chcieć się schronić? Przecież usypiając, a potem porywając Syriusza z pewnością przypieczętował swój status lojalnego Śmierciożercy.

Pollux spojrzał na swojego wnuka.

- Mam ich odesłać?

- Syriuszu - odezwała się nagląco, stojąca obok Hermiona. - pewnie uciekli. Mówiłeś, że Śmierciożercy zamknęli jego żonę i dzieci.

Syriusz spojrzał na niewyraźną dziewczynę i wyciągnął swoją nową różdżkę, by ściągnąć zaklęcie, które na niego rzuciła.

- Masz rację. - oznajmił. - Ale nie rozumiem, czemu nas to dotyczy. – to powiedziawszy, odwrócił się na pięcie i pospieszył do drzwi. Zamierzał powiedzieć Rabowi żaby się odwalił, bo ostatnim czego potrzebował było dać wściekłej Bellatrix kolejny powód do złożenia wizyty w Domu Blacków. Kiedy szedł do przedpokoju z różdżką w ręku, zauważył, że podążają za nim matka i dziadek. Szarpnięciem otworzył drzwi. - Masz czelność, żeby tu przychodzić, Lestrange. - warknął.

- Syriuszu, proszę. - zaczął błagać Rab zmęczonym głosem. - Gonią nas. Zrobiłem, jak mi kazałeś.

Światło z wnętrza domu padło na ludzi stojących na progu i riposta utknęła Syriuszowi w gardle. Rabastan stał nierówno, jego twarz była spuchnięta, a od brody w dół szyi ciągnął się czarny siniec. Ciemnoczerwone rozcięcie biegło przez środek jego napuchniętej dolnej wargi.

Wzrok Syriusza przesunął się po pozostałej czwórce ludzi tłoczących się przy drzwiach. Żonę Rabastana, Lorettę widział tylko raz, na Gali i była wtedy elegancko ubrana i wyszykowana. Teraz miał przed sobą zmęczoną kobietę, której jasnobrązowe włosy wymykały się ze schludnej fryzury. Jej twarz była blada z wyjątkiem czerwonych plam na policzkach i nosie, a także czarnych pod przekrwionymi oczami. Do pani Lestrange tuliło się do niej troje dzieci, dwie dziewczynki i mały chłopczyk, które też wyglądały jakby niedawno płakały.

- Mam twoją różdżkę. - powiedział Rabastan, zesztywniałą ręką sięgając pod płaszcz podróżny. Syriusz wpatrywał się w rodzinę Lestrangów. Nie miał pojęcia co robić. Gdy Rabastan przeszukiwał kieszenie, trochę bardziej uniósł różdżkę. Ten człowiek niecałą dobę wcześniej go otruł i Syriusz musiałby całkiem oszaleć, by rozważyć wpuszczenie go do środka. Wiedział jednak, że Rab wykonał polecenie Belli dla dobra ludzi, którzy stali za nim. No i był ranny. - Proszę. - twarz Rabastana wykrzywił grymas bólu, kiedy wyciągnął w stronę Syriusza rękę z jego prawdziwą różdżką.

- Wpuść ich, Syriuszu. - poradziła łagodnie Hermiona. Syriusz zerknął na nią i zauważył, że zdjęła zaklęcie kameleona. Zawahał się. Od kiedy cackał się z pobitymi Śmierciożercami?

- Chyba powinieneś to zrobić, mój chłopcze. - poparł ją Pollux, dodając mu otuchy.

- Racja. - stwierdził Syriusz, podejmując decyzję. Wyciągnął rękę. Lewą, bo w prawej dalej trzymał jasną nową różdżkę wycelowaną w rodzinę Lestrangów. - Różdżki. Oboje. Potem możecie wejść.

Loretta posłuchała natychmiast i prawie cisnęła w niego swoją różdżką, a potem pociągnęła dzieci do środka. Kątem oka Syriusz zauważył, jak podchodzi do niej Hermiona, ale sam ani na moment nie spuścił wzroku z Rabastana.

- Skrzywdzisz ich, Syriuszu? - spytał ranny mężczyzna, kiedy Syriusz wziął z jego wyciągniętej dłoni swoją prawdziwą różdżkę. - Przyprowadziłem ich tu w poszukiwaniu ochrony, nie możesz mnie prosić, żebym pozbył się jedynej broni.

- Owszem, mogę. - warknął Syriusz. - Mogą zostać. Ty możesz sobie iść, jeśli wolisz, ale nie pozwolę ci zostać żebyś miotnął mi klątwą w plecy, ty...

Nagłym ruchem, który spowodował, że syknął z bólu, Rabastan podał mu różdżkę.

- Proszę więc.

Syriusz chwycił ją, mocno zaciskając palce dookoła trzech różdżek, które dzierżył w lewej dłoni i wpuścił Rabastana do środka. Zamknął za nim drzwi, a jedno machnięcie różdżki wystarczyło, by zamki zaczęły szczękać. Rabastan bez ostrzeżenia wydał z siebie dziwny dźwięk, ni to westchnięcie, ni to wysoki lament i z łomotem zwalił się na ziemię.

- Merlinie! - zawołał Pollux. – Co się dzieje?

Syriusz już kucał przy Rabie i dotykał dwoma palcami jego posiniaczonej szyi. Wyczuł puls, ale potem mógł tylko bezradnie patrzeć na mężczyznę, nie wiedząc od czego zacząć pomaganie mu. A potem Pollux odepchnął go, by zająć jego miejsce i rozchylił poły ciężkiego płaszcza podróżnego. Nie było krwi. Syriusz uniósł powiekę Raba i zobaczył tylko białko.

Pollux już rozpinał koszulę wygnanego Śmierciożercy.

- To ponad moje umiejętności, Syriuszu. - wyznał, przyglądając się nietypowemu ułożeniu ramion Raba. - Sprowadź Walburgę, wie więcej ode mnie. - wreszcie udało mu się rozsunąć materiał koszuli i płaszcza. Głośno wciągnął powietrze. Brzuch nieprzytomnego mężczyzny pokrywał nakrapiany ciemny siniec, czerwony na brzegach i prawie czarny na środku. Zaczynał się w okolicach żeber i znikał pod spodniami. - Święty Mungo. - wychrypiał Pollux. - Walburga sobie z tym nie poradzi.

Syriusz już był na nogach.

- Gdzie są? - spytał, rozglądając się. Nie zauważył nawet, kiedy pozostali opuścili hol.

- W salonie. - odparł Pollux i Syriusz pognał na górę. Nie biegał tak po tym domu od dzieciństwa, ciężkie kroki dudniły na schodach.

- Hermiono? - zawołał, wbiegając na piętro. Może ona będzie potrafiła pomóc. - Matko. - rzucił, wbiegając co pokoju. - Zawiadom Świętego Munga, Rab jest poważnie ranny. Hermiono, chodź, pomóż.

- Jest ranny? - cisnęła wysokim głosem Loretta. Siedziała na długiej kanapie, jej córki przytulały się do niej z dwóch stron, a syn siedział na jej kolanach. - Powiedział, że to tylko kilka siniaków. - zaczęła wstawać.

- Loretto. - odezwała się Hermiona ze swojego miejsca obok Walburgi. - Chyba najlepiej będzie, jeśli uspokoisz dzieci. Sporo dzisiaj przeszły, bez ciebie wpadną w panikę. - Loretta wyglądała tak jakby zamierzała jej przerwać, ale Hermiona jej na to nie pozwoliła. - Pójdę i zobaczę co da się zrobić, a pani Black zawiadomi Świętego Munga. Potem zaprowadzi cię na dół żebyś mogła poczekać z Rabastanem na uzdrowiciela. Jestem pewna, że niedługo się zjawi, jeden z nich niedawno stąd wyszedł.

Loretta przytaknęła bez słowa i przycisnęła do siebie dzieci.

- Syriuszu, sądzę, że to ty powinieneś zawiadomić Munga. – zwróciła się do niego Hermiona, gdy dotarli do schodów. - Jeśli jest tak źle jak mówisz, przyda mi się pomoc pani Black. Nie jestem uzdrowicielką.

Przytaknął, dostrzegając sens w jej słowach. Zbiegli po schodach, nawet jego matka dotrzymywała im kroku, choć dziwnie było patrzeć, jak porusza się inaczej niż spokojnym, dystyngowanym krokiem.

Kiedy tylko dotarli do holu, Hermiona i Walburga przykucnęły obok Rabastana. Pollux wyglądał na zagubionego słuchając dyskusji dwóch kobiet, które rozmawiały cicho, cały czas rzucając zaklęcia. Syriusz przepchnął się między nimi i pomknął po schodach do kuchni, by użyć kominka.

Przebiegł przez długi pokój, chwycił garść proszku fiuu z miseczki na półeczce i klęknął. Wrzucił skrzący się zielony proszek w trzaskające płomienie.

- Klinika Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga, Izba Przyjęć. - wyrecytował jednym tchem, a potem wsadził głowę w ogień.

Przez chwile czuł tylko zawroty głowy, ale po chwili zniknęły. Patrzył na sterylny pokój o białych ścianach, w którym siedziała czarownica w żółto-zielonej szacie, trzymająca podkładkę do dokumentów. Zajmowała miejsce na niskim krzesełku, tak by znajdować się na poziomie wzroku osoby w kominku.

- Potrzebuję uzdrowiciela. - oznajmił natychmiast Syriusz.

- Dla pana czy kogoś innego? – spytała kobieta energicznym tonem, typowym dla kogoś, kto zadawał to pytanie wielokrotnie.

- Kogoś innego. - odparł pospiesznie Syriusz. - Ma... ma ogromnego siniaka. - dodał dość głupio, zdając sobie sprawę, że określenie „ogromny siniak" w żaden sposób nie oddawało obrażeń Raba.

Uzdrowicielka podniosła wzrok znad podkładki i lekko zmarszczyła czoło.

- Na głowie?

- Nie, na brzuchu. Ma... - „Merlinie, jak to się nazywało..." - krwotok wewnętrzny. - rzucił, przypomniawszy sobie nazwę.

Uzdrowicielka wstała szybko, notując coś na podkładce.

- Ile lat ma pacjent?

- Nie wiem, co najwyżej trzydzieści. Jest nieprzytomny. Musicie kogoś przysłać, natychmiast!

- Proszę przenieść go przez połączenie. - nakazała. Jej pióro nadal biegało po podkładce, a kiedy skończyło, oderwała kawałek pergaminu i różdżką posłała go w ograniczone pole widzenia Syriusza. - Przygotujemy łóżko.

- Nie, on... zaatakowali go Śmierciożercy. Ukrywa się ze swoją rodziną, w szpitalu mogliby go dopaść. Jest w Domu Blacków. – Syriusz pragnął ponad wszystko, by kobieta pospieszyła się i zrozumiała.

- Można by pomyśleć, że tam też mogą go dopaść Śmierciożercy. - odparła uzdrowicielka, którą zirytował uszczypliwy ton Syriusza.

- Zapewniam, że nie. - powiedział, starając się brzmieć grzecznie. Bezskutecznie. - Nazywam się Syriusz Black, jestem aurorem, a to mój przyjaciel. Czy ktoś mógłby do niego przyjść, proszę? Uzdrowiciel Bethnal niedawno tu był, powie wam, że tu jest bezpiecznie.

Uzdrowicielka posłała mu badawcze spojrzenie, jakby próbowała zdecydować, czy mówił prawdę. Najwyraźniej doszła do pozytywnego wniosku, bo powiedziała:

- Znajdę Uzdrowiciela Bethnala. Kiedy mnie nie będzie, proszę przejść i podpisać formularze wizyt domowych.

Syriusz pospiesznie wyszedł z kominka i stanął w przypominającej boksy recepcji. Pod ścianą znajdowały się liczne kominki, a przed każdym siedzieli uzdrowiciele rozmawiający z głowami w płomieniach, robiący notatki czy podający flakoniki z eliksirami przez sieć fiuu.

Syriusz pisał szybko piórem przytwierdzonym do podkładki, przelewając cały swój niepokój w każdy podpis. Zwykle miał wyraźne pismo, ale z każdym kolejnym podpisem coraz bardziej przypominało nierozpoznawalne szlaczki. Maleńkie czerwone symbole skrzyżowanych kości i różdżek wskazywały, gdzie miał złożyć podpis. Kiedy dotarł do dwudziestego, kobieta powróciła, a razem z nią złowieszczy-podawacz-eliksirów Uzdrowiciel Bethnal.

- Nowe obrażenia, panie Black? – odezwał się, zbliżając się do chłopaka. Jego łysina lśniła w jasnym świetle szpitalnej izby przyjęć, ale brak włosów na głowie nadrabiał ogromną białą brodą, szerszą niż jego twarz i tak długą, że opadała mu na pierś. To właśnie ten komiczny wygląd sprawił, że Syriusz poddał się obrzydliwym tynkturom, które łysy Bethnal wlał mu w gardło. Przecież mężczyzna, który wyglądał tak zabawnie nie mógł mieć złych intencji. Ależ się mylił.

- Nie ja. - odparł Syriusz, potrząsając głową. - Mój przyjaciel. - nie chciał wymieniać nazwiska Rabastana, w razie, gdyby to zraziło uzdrowiciela. Wszyscy znali rodzinę Lestrangów.

- W porządku. - odparł Bethnal. - Proszę prowadzić.

Syriusz wepchnął formularze w ręce uzdrowicielki.

- Dzięki. - oznajmił, a potem zanurkował z powrotem w nadal otwarte połączenie sieci fiuu i wyciągnął rękę, by pomóc uzdrowicielowi wstać, kiedy ten po nim pojawił się w kuchni. Potem razem ruszyli schodami do przedpokoju.

Rabastan dalej leżał na podłodze, a Hermiona kucała u jego boku. Na widok Syriusza i podążającego za nim Bethnala na jej twarzy pojawiła się ulga, mimo że uzdrowiciel przyglądał się obrażeniom Raba szeroko otwartymi oczami.

- To nie magia. - powiedziała. - Pani Black i ja wyleczyłyśmy jego twarz i bark, czyli wszystkie rany zadane magią. Ale to... - tu wskazała na czarny kształt obramowany czerwienią. - efekt ciosów.

- Sądzimy, że go kopali. - dodał Pollux ze swojego miejsca przy balustradzie. W dłoni cały czas trzymał różdżkę, całkiem jakby jego wnuczka mogła w każdej chwili stanąć w progu.

Uzdrowiciel przytaknął i zabrał się do pracy. Hermiona wstała i odsunęła się, przystając koło Syriusza w drzwiach prowadzących na schody kuchenne.

- Dobrze się czujesz? - spytała z niepokojem, ale nie patrzyła na Syriusza. Wzrok miała wbity w pochylonego uzdrowiciela. Jego ciemnozielone szaty zakrywały rany Raba.

- Oczywiście. - odparł, nie potrafiąc oderwać oczu od dwóch mężczyzn na podłodze.

- Wiem, że to twój przyjaciel. - powiedziała łagodnie Hermiona.

- Otruł mnie! - mruknął Syriusz.

- Tak, ale jego rodzina była zagrożona. Masz przed sobą dowód. Obudził się, kiedy cię nie było. Bardzo go bolało, ale powiedział, że Śmierciożercy uważają, że pomógł ci w ucieczce. Nie mają pojęcia, jak ci się to udało. Bellatrix złapała Rabastana, kiedy próbował zdobyć twoją różdżkę. Bóg jeden wie, jak się stamtąd wydostał. Teraz mają go za zdrajcę.

Syriusz spojrzał na Raba i potrząsnął głową. Nieprzytomny mężczyzna nawet teraz wyglądał na zaniepokojonego. Hermiona wsunęła swoją dłoń w jego i splotła ich palce w geście zrozumienia, który już znał. Dała mu tym kolejny dowód na to, że ta dziwna atmosfera pomiędzy nimi znikała w zetknięciu z większymi i groźniejszymi problemami.

- Jak sądzisz, czy powinniśmy poprosić Dumbledore'a, by ich ukrył? - spytała cicho. - Przecież nie mogą zostać tutaj, w przyszłym tygodniu Bellatrix wpadnie na podwieczorek.

Syriusz odburknął coś, nie odrywając wzroku od swojego przyjaciela idioty. Kiedy tak patrzył ogarnęło go dziwne oszołomienie całkiem jakby to był tylko sen albo program w mugolskiej telewizji.

- Na który nie idziesz, tak w ogóle. Mam dość tego wszystkiego. - mocniej ścisnął jej dłoń. - Dzięki Merlinie, jeszcze cholerny miesiąc, a potem pytam Lunatyka, czy chce się przeprowadzić na Hawaje.

- Jestem zazdrosna. - oświadczyła Hermiona z roztargnieniem, całkiem jakby na nią też wpłynęło to poczucie odrealnienia. - Hawaje brzmią bosko.

- Zaprosiłbym też ciebie, ale jeśli zabieram Lunatyka to na tych maleńkich wysepkach nie starczy miejsca na obie wasze kolekcje książek. - zażartował Syriusz. Cały czas rozmawiali szeptem, a krzaczasto-brody Bethnal badał Rabastana różdżką. Hermiona zachichotała. - Nigdy nie każę żadnemu z was wybierać między mną a książkami. - dodał cicho. - Bo inaczej będę mieszkał całkiem sam.

- Jestem pewna, że moglibyśmy się podzielić się kolekcją. - oznajmiła Hermiona takim samym tonem co poprzednio.

Syriusz uśmiechnął się lekko sam do siebie.

- To chyba najmilsza rzecz jaką do mnie powiedziałaś.

Ich dziwna konwersacja została przerwana, kiedy uzdrowiciel wstał. Spojrzał najpierw na Polluxa, a potem na Syriusza, nie wiedząc do kogo się zwrócił. Syriusz wyciągnął się z dziwnej mgły w kształcie tropikalnej wyspy, która otaczała jego i Hermionę i podszedł o krok bliżej.

- Czy on...? - urwał, bo naprawdę nie chciał kończyć tego zdania.

- Niedługo będzie cały i zdrowy. Muszę wrócić do szpitala po eliksiry. – oznajmił uzdrowiciel. „Merlinie, próbowali go wyleczyć, a nie dodać mu cierpienia." Pomyślał Syriusz. - Kiedy mnie nie będzie, czy mogliby państwo przenieść go do łóżka? Potrzebny mi wyspecjalizowany eliksir, jedyny, który poradzi sobie z takimi obrażeniami organów wewnętrznych. Pacjent ma perforację zarówno wątroby jak i żołądka. Gdybyście państwo nie zawiadomili Świętego Munga przeżyłby co najwyżej dwie godziny.

Te słowa sprawiły, że Syriusz całkiem zapomniał o ułudach.

- No to na co pan czeka? - spytał niecierpliwie. - Przeniesiemy go, proszę iść. Na Merlina, jego żona i dzieci się na górze.

Uzdrowiciel Bethnal przytaknął i minął Syriusza w drodze do kuchni. Pomimo ostrego tonu Syriusz poczuł, jak rozluźnia się węzeł w jego brzuchu. Rab wydobrzeje. Syriusz wyciągnął różdżkę. Swoją różdżkę, tę którą Rab odzyskał z narażeniem życia. Przecież należało przebaczyć człowiekowi, który tak bardzo starał się na to zasłużyć.

- Mobilicorpus. - przelewitował nieprzytomnego Raba w stronę schodów. - Gdzie mam go położyć, matko? - spytał Walburgę, która właśnie stanęła u stóp schodów. Zdał sobie sprawę, że musiała dotrzymywać towarzystwa Letty i dzieciom.

- Najlepiej będzie w twoim starym pokoju. Dość tam miejsca, by uzdrowiciel mógł spokojnie pracować. - odparła, przesuwając się, by Syriusz mógł ją minąć. Chłopak przytaknął i ostrożnie przelewitował Raba w górę schodów. - Musiałam coś podejrzewać. - usłyszał, jak mówi jego matka do Hermiony. Obie kobiety podążyły za nim. - W zeszłym tygodniu kazałam Stworkowi tam posprzątać. - lekko podniosła głos. - Chociaż miał pewien kłopot z twoimi dekoracjami, Syriuszu. Chyba nie był w stanie ich usunąć.

Syriusz uśmiechnął się do siebie. Wiedział, o których dekoracjach mówiła. W chwilowym przejawie nastoletniego buntu (chociaż nie był pewien czy należało nazywać go „chwilowym" biorąc pod uwagę, że stale się tak zachowywał) obkleił ściany wszystkimi obraźliwymi obrazkami jakie znalazł. Obraźliwymi nie według większości populacji, ale według jego matki. Mugolskie motory, proporczyki w kolorach Gryffindoru i dziewczyny w bikini spotykały się tam z golizną i pozbawionymi głów szczeniaczkami.

Gdy dotarli na górę, Hermiona wyminęła go by otworzyć przed nim drzwi i Syriusz ujrzał widok, którego nie miał okazji oglądać od sześciu lat. Pozostałości ubrań i rzeczy prywatnych porozrzucane na podłodze, bałagan na łóżku, to wszystko zniknęło. Nie zastał też kurzu, którego się spodziewał, po tylu latach nieużywania pokoju. Mimo to w sypialni panowała ta sama atmosfera. Syriusz nie czuł się tu zbyt dobrze.

Kiedy kierował Rabastana na łoże z baldachimem, zaczęła go ogarniać dziwna zawiść. Ten pokój wydawał mu się więzieniem, a uczucie to wzmogło się, odkąd więziono go w sypialni w Forte de Sang.

Szczyt jednak osiągnęło, kiedy zobaczył swoją matkę stojącą w drzwiach. Gdy przebywał tu podczas szkolnych wakacji często tam stawała, by obrzucać go obelgami. Był przekonany, że nikt nigdy nie nienawidził wakacji tak bardzo jak on. Wracał na Grimmauld Place tylko na lato. Pollux przekonał jego matkę, żeby pozwoliła mu spędzać Wielkanoc i Boże Narodzenie w zamku.

W pierwszych latach szkoły spędził tam wiele samotnych świąt. Choć James zawsze zapraszał go do siebie, Orion zabronił Syriuszowi opuszczać szkołę. Przez dwa lata zanim na dobre opuścił dom rodzinny, Remus zostawał z nim w szkole. Twierdził, że Madame Pomfrey o wiele lepiej znała się na leczeniu go po pełni, niż jego ojciec, a na trzecim roku pełnia wypadała zarówno w trakcie Bożego Narodzenia jak i Wielkanocy. Wtedy wcale nie dziwił go fakt, że spędzenie ferii przy łóżku chorego przyjaciela sprawiało mu więcej radości niż powrót do domu, ale w zwykłych rodzinach to chyba nie było zbyt częste.

Z zamyślenia wyrwało go wołanie uzdrowiciela Bethnala z dołu. Walburga upuściła pokój, by go sprowadzić.

- W porządku? - spytała Hermiona. - Jesteś blady. Wreszcie cię to dogoniło?

- Co mnie dogoniło? - spytał zdumiony Syriusz.

Hermiona zerknęła na zegarek.

- Cóż, nie spałeś od prawie czterdziestu godzin. Nie wydaje mi się, by mdlenie się liczyło.

- Możesz mieć rację. - przyznał, bo właśnie zalała go fala wyczerpania. - Musimy zająć się Lorettą i dziećmi, ale potem wracamy do domu. Rabowi nie pomogę. Może tu zostać na dzień lub dwa, ale resztę jego rodziny trzeba umieścić w bezpieczniejszym miejscu na czas jego rekonwalescencji.

- Pollux powiedział, że poprosi Dumbledore'a o pomoc. - odparła Hermiona.

Syriusz spojrzał na nią z niedowierzaniem.

- Jak?

- Nie mam pojęcia. Powiedział, że to zrobi.

- Teraz już na to za późno, musimy ich stąd zabrać jeszcze dziś w nocy. Bella i Rodolphus będą ich tu szukać.

- Pollux wspomniał też, że umocni zaklęcia ochronne. - dodała Hermiona. - Mówił coś o usunięciu ich z listy.

Syriusz uśmiechnął się.

- Nie sądziłem, że dożyję takiego dnia. - jego pobyt w Forte de Sang nie tylko naprawił jego przyjaźń z Hermioną, ale najwyraźniej zmienił też poglądy jego dziadka, skoro ten rozmawiał z Dumbledorem i zabraniał rodzinie wstępu do domu. Syriusz ze zdumieniem zdał sobie sprawę, że mimo tej całej niechęci do Śmierciożerców i wszystkiego o co walczyli, był im trochę wdzięczny. Ale to pewnie tylko sztuczki jego pozbawionego snu mózgu.

- Gdzie on jest? Musze go zobaczyć! - schodząc ze schodów Hermiona i Syriusz usłyszeli głos Loretty niosący się z salonu. Zostawili Uzdrowiciela Bethnala wlewającego w gardło Rabastana jedyne lekarstwo na poważne obrażenia wewnętrzne. Syriusz zazdrościł Rabowi bycia nieprzytomnym, bo prawie czarny płyn otaczała wyraźna aura gwałtu na kubkach smakowych. Sam chciałby by ktoś oddał mu tę przysługę i oszołomił go zanim wtłoczono w niego eliksiry tego szaleńca.

- Loretto, uspokój się, proszę. Straszysz dzieci. - Syriusz usłyszał uspakajający głos Polluxa.

Chłopak otworzył drzwi do salonu. Jeśli wcześniej sądził, że Loretta wyglądała nieporządnie, to grubo się mylił. Teraz włosy miała już całkiem rozpuszczone, choć część szpilek dzielnie się w nich trzymała, mimo bardzo ciężkiego dnia. Kobieta bowiem szarpała się za długie pukle ogarnięta niepokojem i troską o męża. Jej zwykle dystyngowany wyraz twarzy zmienił się w napiętą maskę przerażenia.

- Możesz już pójść go zobaczyć. - poinformował Syriusz zaniepokojoną żoną. - Jest z nim uzdrowiciel, mówi, że Rab stanie na nogi zanim się obejrzysz. Przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny musi odpoczywać, ale niedługo będzie cały i zdrowy. - Loretta jednak nie usłyszała niczego po „Możesz już pójść go zobaczyć". Przepchnęła się obok Syriusza, który zawołał za nią. - Idź na ostatnie piętro, jest w pokoju po lewej!

- Próbowałem jej powiedzieć. - mruknął Pollux.

- Tacie nic nie będzie? - spytała jedna z dziewczynek siedzących na kanapie, patrząc na Polluxa.

- Tak, kochanie. - przytaknął. - Nic mu nie będzie.

- Cioteczka Bella jest wredna! - oznajmiła dziewczynka zwracając się do siostry.

- Mówiłam ci, że to wariatka. - odparła tamta, która wyglądała na starszą z dwójki. Szeroko otwartymi oczami spojrzała na Polluxa. - Przepraszam panie Black. Ale słyszałyśmy, jak kazała tamtym mężczyznom skrzywdzić Tatę. - zwróciła niewinną buzię do Syriusza. - Bo mu pomógł.

- Nic się nie stało, Kathryn. Wiem, że Bellatrix nie jest miła. - odparł życzliwie Pollux. - Wasz tata dobrze zrobił zabierając was stamtąd. Tu jesteście bezpieczni.

- Dziadku, Hermiona mówiła, że zamierzałeś skontaktować się z Dumbledorem? - spytał Syriusz, dalej nie wiedząc jak jego dziadek zamierzał tego dokonać.

- Tak i zrobiłem to. - powiedział Pollux, lekko skłaniając głowę.

- Um...jak?

- Mój stary przyjaciel Tyberiusz, z którym kiedyś byłem w zarządzie Świętego Munga jest na dobrej stopie z Dumbledorem. Przekazał wiadomość.

- Można mu ufać? - spytał ostro Syriusz.

- Tak, mój chłopcze. - odparł cierpliwie Pollux. - Pan Ogden to szanowany czarodziej. Zajmuje stanowisko w Wizengamocie. Dumbledore niedługo tu będzie.

Syriusz nie miał pojęcia jak na to odpowiedzieć, ale wyszczerzył zęby słysząc nazwisko. Prawdziwy pan Ogden, komiczne. Ale wizja Dumbledore'a na Grimmauld Place była bardzo dziwna.

- Czy Matka wie? Może go przekląć, kiedy tylko przejdzie przez kominek.

- Trafna uwaga. - zaśmiał się Pollux.

TRZASK. Dźwięk pojawienia się Stworka sprawił, że Syriusz podskoczył.

- Panie - odezwał się nagląco skrzat. - ten miłośnik szlam jest w kuchennym palenisku. Stworek próbował go odesłać, ale on nie chce iść. Stworek nie wie, jak on się tu dostał, ale jest zły.

- Zły? - Pollux był zbity z tropu. - Zaprosiłem go tu, Stworku. Przyprowadź go na górę.

- Tak, mój panie. - odparł Stworek, a jego przekrwione oczy zalśniły podejrzanie.

Moment wejścia Dumbledore'a do salonu pięć minut później, był chyba najdziwniejszym w życiu Syriusza. Uosobienie wszystkiego co dobre stojące w najmroczniejszym z mrocznych Domu Blacków. Miał na sobie zwyczajowe fioletowe szaty, jego białe włosy były takie same jak zwykle, identycznie lśniły oczy o spojrzeniu niepewnym, ale jednocześnie spokojnym. Jednakże na czole profesora wykwitało ogromne jajo, którego zwykle na nim nie było.

- Profesorze - odezwał się Syriusz. - dziękujemy za przybycie. Nie wiedzieliśmy co robić.

- Przyjemność po mojej stronie. - odparł Dumbledore, kłaniając się lekko i przenosząc spojrzenie na Polluxa. Wyciągnął rękę i postąpił krok bliżej do patriarchy. - Panie Black, cieszę się, że Tyberiusz zdołał się ze mną skontaktować. Dobrze, że pan mnie zawiadomił.

Pollux stał wyprostowany, z ramionami ściągniętymi do tyłu. Przyjął dłoń Dumbledore'a i potrząsnął nią.

- Tak, nasze koligacje może i niektórym się przydają, ale dzisiejszego wieczoru raczej sprawiają problemy. - oczy Syriuszowego dziadka zalśniły z wyrachowaniem, kiedy się odezwał. „Czy wiedział więcej niż powinien?" Syriusz napotkał spojrzenie Hermiony, która przytaknęła. „Interesujące."

- Rzeczywiście. - odparł ponuro Dumbledore. - To te dzieci? - spytał, patrząc na troje maluchów siedzących na kanapie. Wszystkie patrzyły na jasnego i krzykliwie fioletowego Dumbledore'a z czymś na kształt strachu. Syriusz uśmiechnął się, bo starsza córka Rabastana miała identyczną, pełną niepokoju minę jak jej ojciec.

- Tak. - potwierdził Pollux. - Ich matka, Loretta, jest na górze. Rabastan może tu zostać na czas swojej rekonwalescencji, damy radę go ochronić. Ale wydaje mi się, że lepiej będzie jeszcze dzisiaj zabrać pozostałych w bezpieczne miejsce. Śmierciożercy porwali już mojego wnuka i podejrzewają, że Rabastan pomógł mu w ucieczce. Nie chcę dawać im więcej powodów do zaatakowania naszego domu.

Dumbledore przytaknął.

- W tym momencie przyjaciel Syriusza, pan Lupin, razem z kilkoma innymi szykują dla nich dom. Za godzinę zabiorę tam rodzinę Lestrange. Będą bezpieczni.

- Świetnie. Dziękuję. Pójdę powiedzieć Loretcie. - oznajmił Pollux, a potem opuścił pokój.

- Syriuszu, jestem pod wrażeniem twojej ucieczki. - powiedział cicho Dumbledore, kiedy zostali prawie sami. - Jak ci się to udało? Remus nie chciał mi nic powiedzieć.

Syriusz uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.

- Zna mnie pan, inteligentna ze mnie bestia.

- Najwyraźniej. - zaśmiał się Dumbledore. - Odnoszę wrażenie, że wy chłopcy macie więcej sekretów w tej waszej grupce niż sam Hogwart. Ta peleryna na przykład, nie mogę uwierzyć, że udało wam się utrzymać ją w tajemnicy przez te wszystkie lata! Jest niesamowita.

- I straszliwie użyteczna. - zgodził się Syriusz, przytakując. - Bez niej już dawno umarlibyśmy z głodu.

Dumbledore uśmiechnął się z uznaniem.

- Tak, jeśli dobrze pamiętam nastoletni żołądek ma dość jasne priorytety.

- Um... profesorze co się stało z pana głową? - spytał Syriusz, przyglądając się guzowi, który stawał się coraz bardziej czerwony, odkąd dyrektor przekroczył próg. – Musi boleć.

- Hmm... - Dumbledore sięgnął ręką do czoła. - Tak, odrobinę boli. Najwyraźniej skrzat domowy nie został poinformowany o moim przybyciu i będąc przekonanym o moim wątpliwym charakterze nalegał, że nie wolno mi przekroczyć brogu tak starożytnej i szlachetnej posiadłości.

- Stworek to zrobił? - spytał Syriusz. Nie był pewien, czy zostanie zbesztany za śmiech, który stłumić.

- Tak. - Dumbledore przytaknął z zamyśleniem. - Zobaczmy... jak to najlepiej wyjaśnić... może „rozpłaszczył mnie patelnią" będzie najlepszym wyjaśnieniem. Syriusz zdecydował, że przetrwa besztanie i parsknął śmiechem. - Bierze niezły zamach jak na tak niską osobę. - dodał smutno Dumbledore, dalej macając guza.


N/A: Dziękuję za wszystkie komentarze/polubienia/subskrypcje. Rządzicie! (haha slang z lat 90tych jest super)

Podziękowania dla Emily za jej ciężką pracę. Cholernie genialna robota.