Od tłumaczki: Ku mojemu rozczarowaniu nie otrzymałam zbyt wielu odpowiedzi na pytania zadane dwa rozdziału temu, zadam je więc jeszcze raz. Byłoby mi bardzo miło gdybyście na nie odpowiedzieli. Od razu też dziękuję wszystkim, którzy już to zrobili.
1) Jak wiecie, wcześniej nie czytałam sequelu i zrobiłam to dopiero przy okazji tłumaczenia. I zorientowałam się, że jest on nieukończony. Ma 12 rozdziałów i nie był zmieniany od ponad roku. Próbowałam skontaktować się z autorką, ale jeszcze mi nie odpowiedziała. Stąd moje pytanie, czy chcecie żebym opublikowała to co jest i w razie co dodawała kolejne rozdziały, jeśli opowiadanie będzie kontynuowane? Czy mam czekać na zakończenie?
2) Czy są pośród Was jacyś fani musicali? Jeśli tak to jakich? Pytam z ciekawości prywatnej i zawodowej 😊. Ja sama wręcz je uwielbiam i… ale ćśś, to jeszcze nie potwierdzone.
Piotrvs: Dzięki za wyrażenie opinii. Ja akurat nie śpiewam, ale uwielbiam i biegam na wszystko co się pojawia w moim mieście (planując jednocześnie wyprawy do innych miast).
8 października
Otrzymawszy wiadomość Remusa, Syriusz opuścił Ministerstwo tak szybko jak to było możliwe i tylko na chwilę zatrzymano go przy windach w atrium. Dwóch zaniepokojonych rekrutów spytało go jak poinformować Moody'ego, że stracili raporty z ostatniego tygodnia. Wspomnieli o dezorientującej sytuacji związanej z podejrzanym o kontakty z jakimś Śmierciożercą niskiej rangi, ziejącą ogniem kozą i bardzo wkurzonym mugolskim rolnikiem, czy coś w tym stylu. Syriusz szybko się ich pozbył, rzucając przez ramię.
- Napiszcie od nowa raporty, a jeśli chcecie zachować kolana w nienaruszonym stanie, nic mu nie mówcie do cholery!
Aportował się w uliczce obok swojego budynku i pospieszył za róg do pokrytych artystycznym graffiti drzwi umiejscowionymi pomiędzy dwoma mugolskimi sklepami. Jeden zionął odorem kadzideł i farby do tkanin, a drugim była piekarnia, nad którą Syriusz mieszkał. Młody mężczyzna rozejrzał się pospiesznie. Nie zauważył nic odbiegającego od normy. Nie to żeby ta okolica kiedykolwiek była normalna.
Syriusza ta cześć Londynu oczarowała, kiedy miał szesnaście lat i odwiedził ją z Jamesem, by „zrobić coś mugolskiego" w ramach świętowania całkowitej wolności od Ponurego Starego Miejsca. Bez względu na porę dnia czy nocy, cały czas roiło się tu od mugoli, którzy w oczach nastolatków jawili się nieco przerażająco. Powodem były liczne piercingi na twarzy i ogromne, niebezpiecznie kolorowe szpiczaste włosy. Nie mówiąc już o niepasujących do siebie ubraniach, które przez większość czasu wyglądały jakby przetrwały atak dzikiego kota (może lwa albo tygrysa) i to jeszcze zanim właściciel opuścił mieszkanie.
Pod koniec nastoletniej przygody (która zaczęła się od spaceru po targu ulicznym, a potem zawiodła do pubu na rogu, do którego dwaj bezczelni przyjaciele jakoś się dostali w celu wypicia piwa niczym dorośli) Syriusz doszedł do wniosku, że chyba zakochał się w szalonych mieszkańcach tej dzielnicy. Nowa miłość została postawiona pod znakiem zapytania, kiedy w pubie James wplątał się w kłótnię z przerażająco grubą babką ubraną w skórę i flanelę. Zapytał ją czemu miała tak wielkie kółko w nosie, sugerując, że gdyby je wyjęła mniej przypominałaby byka. Za to niemądre stwierdzenie otrzymał oczywiście cios twarz zadany ogromną pięścią kobiety. Jednak wiara Syriusza w tych dziwacznych, a zarazem cudownych mugoli została przywrócona, kiedy ta sama babka (w całej swej bydlęcej chwale) postawiła Jamesa na nogi, posadziła go obok swoich przyjaciół i postawiła przed nim kieliszek wódki, śmiejąc się radośnie i nazywając go „Zabawnym, małym sukinsynem".
Po śmierci Alpharda i odziedziczeniu jego fortuny, Syriusz to właśnie tutaj zaczął szukać mieszkania. Po dwóch tygodniach znalazł to lokum na piętrze. Zarówno Lily, James jak i Peter próbowali go odwieźć od tego pomysłu (James tylko dlatego, że nie chciał dawać swojej narzeczonej kolejnego powodu do spuszczenia ze smyczy osławionego temperamentu). Ku zdumieniu wszystkich Remus poparł Syriusza, mimo że rosnąca paranoja wilkołaka już miesiąc po skończeniu szkoły była całkiem niezłego rozmiaru. Z jakiegoś powodu (którego Syriusz dalej nie rozumiał) Remus polubił strasznych mugoli tak samo jak on, a jego sławetne umiejętności argumentacyjne pomogły przekonać pozostałych. Więc Syriusz kupił mieszkanie ciesząc się, że znajdowało się nad piekarnią, a nie nad takim dziwacznym śmierdzącym miejscem jak lokum jego sąsiada, bo zapach ciastek po przebudzeniu podobał mu się o wiele bardziej niż woń patchouli i drzewa sandałowego.
Przeskakując po dwa stopnie na raz, dotarł do krótkiego korytarzopodobnego miejsca, z którego można się było dostać do dwóch mieszkań. Jedno należało do niego, a drugie do Zszywki. Obrócił się w lewo i zobaczył Remusa i Hermionę siedzących na podłodze obok jego drzwi. Rozmawiali cicho, oparci o ścianę, a nogi mieli wyciągnięte przed siebie i. Remus obrócił głowę w stronę nadchodzącego Syriusza i natychmiast skoczył na równe nogi, z różdżką wycelowaną w jego pierś. Hermiona także wstała i również wyciągnęła różdżkę. Na skroni miała małe czerwone rozcięcie, a włosy miała nad wyraz puszyste. Syriusz także dobył różdżki.
- O co pokłóciłeś się ze skrzatką domową na trzecim roku? - spytał Remus.
Syriusz uśmiechnął się.
- Bo szturchnęła mnie w brzuch i powiedziała, że chociaż cieszy się, że tak lubię jej pączki [1], to chyba zaczynam przypominać jeden z nich.
- Tak. - zachichotał Remus. - Komiczne, biorąc pod uwagę, że obok ciebie stał Peter.
- No ba. - zgodził się Syriusz, kierując spojrzenie na Hermionę. Chociaż celowała w niego różdżką, to wzrok miała utkwiony w jego kolanach, na głowie całkowity bałagan, łącznie z liśćmi wplątanymi we włosy, a na stopach tylko brudne skarpetki. - Kto doniósł, że to my wycięliśmy tę psotę trybunie Slytherinu?
Remus uśmiechnął się szeroko.
- Rogacz, bo zarzekał się, że kiedy szaty wszystkich Ślizgonów stały się różowe, a na ich transparentach pojawiły się napisy „Milusie Króliczki po puchar", zaczęli tak wrzeszczeć, że nie mógł się skupić i nie trafił w pętlę.
Na wspomnienie węży o szatach i twarzach w kolorze fuksji, Syriusz wyszczerzył zęby. Potem postąpił kilka kroków w stronę Hermiony, która teraz patrzyła się na swoje brudne skarpetki, ramiona miała spuszczone, a ręce skrzyżowane na piersi.
- Jesteś cała? - spytał. Dziewczyna przytaknęła pospiesznie, ale nie spojrzała na niego. Nie wiedział, jak zareagować na wycofaną Hermionę. Ona zawsze kładła rękę na jego przedramieniu, kiedy źle się czuł..., ale ona skrzyżowała je na piersi, a to tworzyło pewne problemy, więc zdecydował się na ramię. - Co się stało? - spytał. - Jak Śmierciożercy cię znaleźli? - na to też nie zareagowała, więc Syriusz zwrócił się po pomoc do Remusa. - Byłeś przy tym, Lunatyku?
Remus miał dziwną minę.
- Nie.… to nie Śmierciożercy, um... MI5 uważa, że my wszyscy jesteśmy tajnymi agentami Rosjan. Chociaż ciebie podejrzewają bardziej o związki z IRA.
Syriusz zaśmiał się.
- Nie, serio. Co się stało? - dziwił się, że Remus żartował w tak poważnej sytuacji.
Remus potrząsnął głową.
- Właśnie to się stało, Łapo. Porąbana sytuacja.
Syriusz był oszołomiony. Remus naprawdę nie żartował.
- Um.… w porządku... wstawić wodę na herbatę? - zaproponował, znów zerkając na pozostającą w bezruchu Hermionę. Nie miał pojęcia co robić, więc zdjął rękę z jej ramienia i otworzył drzwi do mieszkania.
- Nie siadaj, dopóki nie upewnisz się, że jest bezpiecznie. - poradził Remus Hermionie, kiedy oboje ruszyli za nim.
Syriusz trochę wstydził się, że Hermiona zobaczyła jakim brudasem był w domowych pieleszach, ale przecież nic nie mógł z tym teraz zrobić. „Przynajmniej kuchnia czysta" pomyślał, wchodząc do tego właśnie pokoju. Jego kuchnia miała wymiary większej szafy. Cztery szafki, zlewozmywak i mugolska zmywarka na jednej ścianie, małe okienko wychodzące na uliczkę służącą mu do aportacji i wyspa kuchenna na środku. Nigdy się nie brudziła, do tego trzeba by jej używać.
- Dobrze. - powiedział, po nalaniu wody do czajnika i stuknięciu w niego różdżką, by się zagotowała. - Co się stało?
Hermiona dalej nie zamierzała się odezwać, więc spojrzał na Remusa.
- Najwyraźniej przez ostatnie trzy miesiące nas obserwowano. – wyjaśnił wilkołak, wyciągając spod wyspy jeden ze stołków, schowanych tam, by Syriusz nie potykał się o nie podczas porannych kawowych łowów. - Hermiona ma fałszywą kartę kredytową. Jeszcze w maju użyła jej, by zameldować się w hotelu, a to zaalarmowało mugolski system. Skontaktowali się z bankiem, który powiadomił ich, że ten numer jest w użyciu, ale nie przez pannę Granger. Zawiadomili policję, która rozpoczęła dochodzenie.
- Co? Ale to było miesiące temu! - zawołał jeszcze bardziej zdumiony Syriusz, szukając herbaty w torebkach, co powinno pójść znacznie szybciej, biorąc pod uwagę, że jego szafki były praktycznie puste.
- Tak, powiedziałem to samo. - zgodził się Remus. - Ale ponieważ Hermiona wynajęła pokój na sześć miesięcy, hotel zatrzymał jej paszport i kiedy pokazali go policji wszystko się posypało.
Paszport? Syriusz wiedział co to było... kilka dni wcześniej o tym czytał...
- Po co Hermionie paszport? Myślałem, że potrzeba ich tylko, by dostać się do kraju.
- Boże, Łapo, jak ty funkcjonujesz? - westchnął Remus.
- Nie wiem, ale nie mogę znaleźć herbaty, więc będziecie musieli zadowolić się kawą. W porządku? - zerknął na Hermionę, która dalej spuszczała głowę, a ogromna masa włosów, w które wplątane były gałązki, opadały jej na twarz. Przytaknęła, ale nic poza tym. Otworzył chłodziarkę (jedną z czterech szafek, na którą rzucono zaklęcie, by utrzymywała temperaturę) i wyciągnął butelkę mleka. Powąchał ją ostrożnie i powiedział. - Um... czarnej kawy?
Remus wyszczerzył zęby.
- Paszporty pozwalają mugolom udowodnić ich tożsamość, też po to żeby mogli opuścić kraj.
- O, racja. - odparł z roztargnieniem Syriusz, próbując zdecydować co zrobić ze skwaśniałym mlekiem, bo włożenie go z powrotem do szafki nie wydawało się najlepszym pomysłem. - Jak w tych bzdurach o imigracji.
- Tak, więc policja sprawdziła ten idealny paszport i dowiedziała się, że niczym nie różnił się od prawdziwego. Ale ponieważ użyła karty, której nie wydał bank i tak sprawdzili. I dowiedzieli się, że Hermiona Granger urodziła się w 1979, a nie w 1959 jak było napisane w paszporcie, chociaż data dzienna i miesiąc się zgadzały. Uznali to za przypadek kradzieży tożsamości.
- O cholera. - mruknął Syriusz, zapominając o mleku. - Od kiedy mugole są tacy sprytni?
- Odkąd zaczęła się Zimna Wojna i paranoja, Łapo. Teraz wszystko sprawdzają. Premier nie przejmuje się prywatnością, cóż, nie przejmuje się naruszaniem jej. My myślimy, że czarodziejska Brytania jest w stanie wojny, ale mugole żyją pod groźbą Rosjan. Nie mówiąc już o trwających trzydzieści lat problemach z Irlandią, które tylko się pogłębiają. W każdym razie, znaleźli dziewczynę z genialnie podrobionym paszportem, która pojawiła się znikąd i poprosiła o pokój w hotelu na pół roku, żeby poznać Londyn i spotkać się z przyjaciółmi, ale z tego co wiedzieli po poznaniu ciebie nigdy go nie opuszczała. Kiedy zaczęła zachowywać się jeszcze bardziej podejrzanie, zainstalowali w jej pokoju podsłuchy.
- Mają prawo to robić? - Syriusz próbował porównać to do czarodziejskiego odpowiednika, ale żadnego nie znalazł. Czarodzieje dalej używali staromodnych szpiegów.
- Mogą robić co chcą, jeśli uważają, że ktoś im zagraża. Właściwie to przez ciebie zaczęli się martwić jeszcze bardziej.
- Co?! Co ja niby zrobiłem?
- Najpierw zostawiłeś na recepcji wiadomość, że chcesz, by zabawiła cię swoim szalonym planem...
- Ale to nie jest dziwne! - przerwał Syriusz, przerażony, że to on spowodował całą tę powaloną sytuację. - Czemu po czymś takim mieliby stwierdzić, że jest szpiegiem?
- Cóż, na początku tak nie pomyśleli. Ale potem obsługa zauważyła cię w jej pokoju, kiedy przynieśli obiad, chociaż widzieli, jak wychodzisz rano i nie wracasz. Fakt, że dałeś kelnerowi sto funtów napiwku też nie pomógł. Spanikowali. Funkcjonariuszka policji zaczęła pracować pod przykrywką jako pokojówka zajmująca się pokojem Hermiony. To ona zainstalowała podsłuchy.
- No to dlaczego nie aresztowali jej na miejscu? - Syriusz pomyślał, że pozostawianie znanych kryminalistów na wolności było nieco dziwne. - Znaczy, wydaje mi się, że to szaleństwo, wkładać w to tyle wysiłku.
- Mówiłem ci, mają paranoję. Hermiona się zadomowiła, myśleli, że zaprowadzi ich do kogoś ważnego. Biorąc pod uwagę wszystkie nasze rozmowy na temat czegoś wielkiego co stanie się w Noc Duchów, policja stwierdziła, że lepiej zebrać tyle informacji, ile się da.
- Świetnie... ale kiedy nas usłyszeli, zrozumieli, że nie jesteśmy groźni. Znaczy, jesteśmy Anglikami. - powiedział Syriusz, dalej próbując zrozumieć, jak działa brytyjska policja.
- Może. - odparł Remus. - Ale rozmawialiśmy o zabijaniu ludzi, planach i wielu innych rzeczach, które ludzie z wywiadu uznali za szyfr. No i cała ta magia w pokoju Hermiony zaburzała odbiór. Właśnie dlatego ją aresztowali - urwał na chwilę. - Chcieli aresztować też nas. Dzięki Bogu przyszli za wcześnie.
- No raczej. Wyobrażam sobie jakby to było powiedzieć Moody'emu, że spóźniłem się do pracy, bo aresztowali mnie mugole. - Syriusz zadrżał na myśl o nieuchronnym szturchaniu laską i mamrotanymi (a mimo to trafnymi) słowami zawodu.
- Ale wygląda na to, że horkruksy wpłynęły na podsłuchy i to tak bardzo, że we wtorek policja całkiem straciła odbiór. - ciągnął Remus, całkiem jakby Syriusz mu nie przeszkodził. - Wzięli to za kolejny dowód naszych powiązań z KGB, bo tylko Rosjanie dysponują technologią pozwalającą na zakłócanie sygnału.
Syriusz przytaknął udając, że zrozumiał. „Zakłócanie sygnału, Merlinie, to Lunatyk mówi szyfrem."
- Więc cię aresztowali? - spytał Hermionę, próbując zwrócić jej uwagę. Dalej ukrywała twarz i tylko przytaknęła. - Hermiono, co się dzieje? Zrobili ci krzywdę? - nie podejrzewał, by mugolska policja zniżała się do tortur, ale co powiedział Remus?... MI5... może działali inaczej. Hermiona potrząsnęła głową, a kręcone włosy poleciały na wszystkie strony. - No to o co chodzi? – dopytywał się bo trochę zniecierpliwiło jej zachowanie. - Jesteś bezpieczna. Zgaduję, że Lunatyk wyciągnął twoje rzeczy, bo inaczej już by o tym wspomniał. To tylko mugole, to nie tak, że cię znajdą. A tak w ogóle to miałaś się chować. Czy coś przegapiłem? - znów potrząsnęła głową. - Hermiono! - prawie warknął. Był sfrustrowany. Czemu nie chciała z nim rozmawiać? - Co do...
- Łapo, jest zakłopotana. - wtrącił Remus i kiedy tylko to powiedział Hermiona wstała i opuściła pokój.
Syriusz patrzył jak wychodziła, całkowicie oszołomiony. Odwrócił się z powrotem do Remusa.
- Co do cholery? - spytał cicho.
- No wiem, powiedziałem jej, że to głupie. - szepnął Remus. - Zrobiła jeden mały błąd, to jeszcze nie koniec świata, nie w porównaniu z całym tym dobrem. Ale nie chce mnie słuchać. Wszystkiemu wątpi, myśli, że zrobiła jeszcze więcej błędów, które ugryzą ją w tyłek, że to tylko początek. Próbowałem jej wytłumaczyć, że wszystko będzie dobrze i mamy to pod kontrolą, ale ona nie chce słuchać. Słowo daję, jest tak samo uparta jak ty.
Syriuszowi wydawało się, że jeśli ktoś nie był przyzwyczajony do ciągłego popełniania błędów (jak on) to mógł mieć problem z pogodzeniem się z taką sytuacją. Ale właśnie po to miało się przyjaciół, by powiedzieli „Szkoda, bracie", a potem robili sobie żarty, aż sam uznasz to za zabawne. Jak inaczej radzić sobie z problemami?
- To gdzie teraz będzie mieszkać? - spytał, szukając tematu, który nie wymagał dobierania odpowiednich reakcji emocjonalnych na coś czego nie rozumiał. - W Hogwarcie?
Remus potrząsnął głową.
- Nie, pytałem ją o to, ale ona nie chce. Mówi, że tam czułaby się jeszcze bardziej jak w klatce i że kiedy wróci do siebie po Nocy Duchów pozostali nauczyciele mogą ją rozpoznać. Lepiej, żeby została tutaj, a nie u mnie. Tu może rzucić te same zaklęcia co w hotelu i jest tylko jedno wejście, a ty częściej jesteś w domu niż ja. No i jeśli coś się stanie będzie mogła się stąd wydostać bez przedzierania się przez las.
- A właściwie to jak policja dostała się do środka? - odezwał się Syriusz, zdając sobie sprawę, że nawet on nie mógł wejść do pokoju bez pozwolenia Hermiony.
- Hermiona otworzyła drzwi pokojówce. Mówiła, że ta powalili ją na ziemię zanim zdążyła wyciągnąć różdżkę.
- Merlinie... złapana przez mugoli. - Syriusz zaśmiał się krótko. - Chyba rozumiem, dlaczego czuje się głupio, ale to nic wielkiego. Przecież udało jej się uciec... a jak ty się dowiedziałeś?
- Przysłała mi patronusa, cholernie tajemniczego swoją drogą. Bała się, że policja dorwie i mnie, kiedy się pojawiłem, ale sama dopiero im uciekła, więc nie mogła przysłać go wcześniej.
Syriusz uśmiechnął się na wzmiankę o tajemniczych wiadomościach.
- Powinieneś zobaczyć minę Moddy'ego jak powtarzał twoją wiadomość, była komiczna. - powiedział. - Wydaje mi się, że boi się twojego wilka.
Remus uśmiechnął się.
- Tak, blisko pełni robi się trochę temperamentny. Moody powinien się cieszyć, że nie dostał tej wiadomości w przyszłym tygodniu, bo zostałby pogryziony przez patronusa. - zachichotał. Podobał mu się fakt, że jego patronus był bardziej marudny niż on. - Wybacz, że nie wysłałem go do ciebie, ale Dumbledore nie chce, by ktokolwiek dowiedział się jak Zakon się porozumiewa, a w biurze każdy mógłby zobaczyć mojego patronusa.
- Tak mi się wydawało. - odparł Syriusz. - Więc Hermiona tu zostaje, tak?
Remus posłał mu znaczące spojrzenie.
- Kiedy o tym wspomniałem nic nie powiedziała, ale może wymyśli coś innego. Ja i tak muszę już iść. Na razie może tu zostać, co nie? Daj mi znać, gdybyś potrzebował pomocy.
- W porządku. Umm... Lunatyku, co mam jej powiedzieć? - spytał Syriusz, zdając sobie sprawę, że będzie musiał sam sobie z nią poradzić. - Znaczy, nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
- Nie mam pojęcia. - odparł Remus, wstając ze stołka i zarzucając torbę na ramię. - Wybacz, bracie. Może na razie zostaw ją w spokoju?
Syriusz przytaknął, nie chcąc pokazywać swojej niepewności.
- W porządku.
- Świetnie. - odparł Remus. - Wpadnę później, dobrze?
- Jeśli masz ochotę. – zgodził się ochoczo Syriusz, wierząc, że jego niewyobrażalnie bardziej taktowny przyjaciel będzie w stanie naprawić błędy, które on popełnił. Wyślę sowę Moody'emu i powiem mu, że już dziś nie wrócę do pracy. Hej - dodał, nagle tknięty cudowną myślą. - nie zostawiłeś przypadkiem jej Zmieniacza Czasu w hotelu?
- Nie, Łapo. - zaśmiał się Remus. – Zabrałem go. I już jej oddałem.
- Palant. - jęknął Syriusz. - Gdybyś go zostawił, oszczędziłbyś nam masę roboty.
- Wychodzę. - oznajmił Remus, w oczywisty sposób powstrzymując się przed wywróceniem oczami i ruszył z powrotem przez salon. - Hej, - zawołał. - Hermiony tu nie ma.
- Oczywiście, że jest, po prostu nie widzisz jej w tym bałaganie. - zapewnił Syriusz, ruszając za nim do pokoju. Spodziewał się znaleźć ją pomiędzy porozrzucanymi rzeczami, ale Remus miał rację. Nie było jej tam. - Słyszałeś jak drzwi się otwierają?
- Nie. - powiedział wilkołak, rozglądając się po pokoju jakby coś przeoczył za pierwszym razem.
- Ja też nie. - Syriusz opuścił salon przed drugie drzwi, które wiodły na krótki korytarz i dalej do łazienki i sypialni. Wsadził głowę do pokoju i odetchnął z ulgą. Hermiona leżała skulona na krawędzi jego łóżka, plecami do niego.
Wrócił do salonu, gdzie Remus przebierał ogromne sterty prania leżące na kanapie.
- Znalazłem ją. - oznajmił. - Chyba śpi.
- Och, w porządku. No co zobaczymy się później. - powiedział Remus, rzucając ubrania z powrotem na poduszki.
Syriusz pytająco uniósł brew.
- Szukałeś jej tam?
Remus zaśmiał się.
- Coś mi się wydaje, że ta sterta jest tak stara, że w środku może się znajdować wejście do całkiem innego świata.
Syriusz też się uśmiechnął.
- Możesz mieć rację. Chyba powinienem coś z tym zrobić, jeśli mam zamieszkać z dziewczyną. - kiedy te słowa opuściły jego usta zdał sobie sprawę z ich prawdziwości... zamieszkać z dziewczyną? Nigdy nie mieszkał z dziewczyną! Gdzie będzie spała? Czy będzie mu w kółko kazała sprzątać? Czy porozkłada babskie rzeczy po całym mieszkaniu?
- Łapo? - zawołał Remus. - Jesteś cały? Zbladłeś.
- Lunatyku, będę mieszkał z dziewczyną. - zachrypiał.
- Tak. - przytaknął Remus. - Mnie to bardzo cieszy. Gdy przyjdę z wizytą może dostanę mleko do herbaty i będę mógł usiąść nie bojąc się o życie. Co za nowość.
- Ale...
- Ejże, Łapo. Czym to się różni od spędzania całego czasu u niej w hotelu? A poza tym... - na ustach wilkołaka zaigrał szelmowski uśmiech. - Wydawało mi się, że mieszkanie z tą szczególną dziewczyną nie będzie ci przeszkadzało.
Syriusz przełknął ślinę.
- W sumie... ale Lunatyku, czy jesteś pewien, że nie byłaby bezpieczniejsza u ciebie? Znaczy, tam nie da się dostać, a...
Remus uśmiechał się tak szeroko, że musiało go to boleć.
- Oczywiście, że u mnie byłaby bezpieczniejsza, ty idioto. Ale jakbyś się z nią tam widywał? Lubię ciszę, więc nie pozwolę ci cały czas u mnie siedzieć. Więc się zamknij i podziękuj mi za to, że nie tylko ją dla ciebie uratowałem, ale jeszcze przyprowadziłem ją pod twoje drzwi... ze wszystkimi tego konsekwencjami.
- Jesteś za sprytny dla swojego dobra. - powiedział Syriusz. - I masz rację. Dzięki, bracie.
Zalała go wdzięczność za to, że przyjaciel upewnił się, że wszystko jest w porządku i chronił Hermionę. Nie mógł się powstrzymać. Ręka, którą uniósł, by po męsku poklepać Remusa po plecach, zgięła się nagle i pociągnął wilkołaka w nieco mniej męski uścisk.
- Dziękuję, że ją znalazłeś.
Remus zaśmiał się, lekko zakłopotany takim przejawem uczuć.
- Dobra, sentymentalny palancie, puść mnie, albo zmoczysz mi kurtkę łzami.
Syriusz uśmiechnął się i odepchnął go.
- Nie bądź zuchwały, Lunatyku. Zapominasz, że skoro nie wisi na mną groźba zjedzenia, mogę przytulać cię, ile mi się spodoba.
Otwierając drzwi, Remus chichotał pod nosem.
- Po prostu nie bądź dupkiem, Łapo. Wiem, że to będzie trudne, ale spróbuj, dobrze? A o tej sprawie z eliksirem Wielosokowym porozmawiamy później. To szaleństwo swoją drogą.
- Nie, jest wspaniałe. Zobaczysz.
Okazało się, że Hermiona jednak nie spała. Kiedy po wyjściu Remusa, Syriusz opadł na drugą stronę łóżka, młoda kobieta aż podskoczyła.
- Się masz, współlokatorko. – przywitał się radośnie, uśmiechając się do niej.
- Hej. - odparła cicho. - Z czego się tak cieszysz?
- Cóż, Lunatyk twierdzi, że trochę ze mną pomieszkasz. - powiedział, decydując, że jeśli tylko uda mu się wyciągnąć ją z tego ponurego nastroju to nie będzie tak źle. - A to dość ekscytujące.
- Naprawdę? A co z tym, dlaczego muszę tu zamieszkać? Z tym, że jestem kompletną idiotką. - ukryła twarz w poduszce i ledwo rozróżniał jej kolejne słowa.
- Pff - Syriusz machnął ręką. - Witaj w klubie, kochanie. Jest nas znacznie więcej niż tych niepokojących nie-idiotów. No i bawimy się znacznie lepiej. Będę musiał posłać po twoją kartę członkostwa... chociaż - urwał, marszcząc brwi. - nie nastawiaj się. Wpuszczają tylko tych, którzy zachowują się jak idioci przez cały czas, a nie tylko raz w życiu. Ale jestem tak wysoko postawionym członkiem, że może uda mi się załatwić ci miejsce... - parsknęła krótkim śmiechem, a on szturchnął ją w ramię. - To jak, porozmawiasz ze mną?
- Czy naprawdę mogę tu zostać? - spytała słabym głosem.
Syriusza prawie zabolało, że miała wątpliwości w tym temacie, ale i tak kontynuował swoje radosne docinki.
- No dobrze, teraz to już na pewno pozwolą ci dołączyć. Tak głupie pytanie gwarantuje dożywotnie członkostwo.
- Przestań, Syriuszu. - jęknęła, dalej chowając twarz. - Naprawdę schrzaniłam. Mogło być o wiele gorzej, wiesz o tym.
- Tak, ale nie było. - odparł. Zaczynał myśleć, że może Remus miał rację co do jej uporu. - A teraz mieszkasz tutaj. To nie tragedia. No dobra, może salon nią jest, ale możemy to naprawić. - zignorowała go i dalej ukrywała twarz w poduszce, a jej przetykane liśćmi włosy walały się wszędzie. Syriusz popatrzył na nią przez chwilę.Czy tak samo wyglądał, kiedy to on się nad sobą użalał? Zareagowała na żarty, może warto było znów spróbować. - Chociaż nie przyjmuje kart kredytowych, ani prawdziwych, ani fałszywych, więc będziesz musiała wymyślić inny sposób na wynagrodzenie mi mojej wspaniałomyślności.
Zadziałało. Wreszcie odwróciła głowę w jego stronę. Dalej przez włosy ledwo widział jej twarz.
- Niby jaki? - spytała ostrożnie.
Szybko ukrył uśmiech i znów spojrzał w sufit.
- Zawsze chciałem mieć gosposię, umiesz gotować?
- Umm... tak. - odparła.
Ton jakim to powiedziała sprawił, że na nią spojrzał. Brzmiała jakby brała go na poważnie.
- Żartuję. - zapewnił. - Merlinie, kobieto czy policjanci pozbawili cię nie tylko dumy, ale też poczucia humoru?
- Może. - odparła, znów chowając głowę w poduszce.
- Cholernie musisz się rozpogodzić. - nakazał surowo. - Gdybyśmy zamienili się rolami, czy pozwoliłabyś mi obrażać się na coś czego nie możesz zmienić jak mała pięcioletnia dziewczynka?
- Jestem małą dziewczynką. - burknęła, dalej próbując się udusić.
- No chyba nie! Nie boję się małych dziewczynek, a ty, jeśli się postarasz przerażasz mnie jak diabli, więc nie używaj tej wymówki.
- Syriuszu, - burknęła. - tak strasznie się wstydzę. Nie mogę uwierzyć, że myślałam, że to zadziała. Teraz to się wydaje takie oczywiste. Oczywiście, że zmiana daty w przyszłości nie spowodowała powstania rachunku w przeszłości. Ja po prostu... nie wiem. To nie w moim stylu nie zauważyć czegoś takiego. A ci ludzie z MI5 byli straszni. Bałam się, że nigdy mnie nie rozkują. - głos lekko jej się trząsł.
- Ale to zrobili. - odparł Syriusz, zadowolony, że udało mu się wyciągnąć z niej więcej niż kilka słów. To użalanie się nad sobą zaczyna go denerwować. - A tak w ogóle to jak udało ci się uciec?
- Powiedziałam, że muszę iść do łazienki, więc wysłali ze mną dwie agentki. Weszły ze mną do środka, ale musiały mnie rozkuć żebym mogła...
- Rozumiem. - zapewnił pospiesznie Syriusz, któremu ten szczegół nie był do niczego potrzebny.
- Kiedy tylko miałam wolne ręce złapałam za różdżkę i deportowałam się. Ministerstwo natychmiast się tym zainteresuje. Pewnie przeze mnie obie te kobiety stracą pracę. Syriuszu, to katastrofa. I... - jej głos znów się zatrząsnął. - i... teraz naprawdę muszę wrócić po Nocy Duchów, bo mugole całe wieki będą uważali mnie za szpiega! Do końca życia będą mnie szukali... i... i Ministerstwo dowie się kim jestem i wyślą mnie do Azkabanu za złamanie Kodeksu Tajności i bawieniem się czasem... i mugolskimi rzeczami i... i... - czknęła i rozpłakała się. – a ja naprawdę nie chcę odchodzić.
„To dlatego była taka przybita? Bo myślała, że przez to będzie musiała odejść czy tak czy siak? Dlatego? Bo tak bardzo chciała zostać?" Syriusz wiedział, że nie powinien się uśmiechać (to naprawdę nie było odpowiednie). Ale to robił. Jak zupełny kretyn. Kilkukrotnie otworzył szeroko usta, próbując pozbyć się tej miny, bo dziewczyna dalej szlochała, a jakoś nie wypadało kogoś pocieszać samemu wyglądając jakby wygrało się milion galeonów.
Z głupkowatym uśmiechem pod kontrolą, Syriusz zdał sobie sprawę, że znalazł się w nie byle jakiej sytuacji. Płacząca dziewczyna w jego łóżku mówiąca mu, że nie chce odchodzić. Jeśli tak to ująć to już mu się przytrafiło, z tą różniącą, że Hermiona była przynajmniej ubrana. To wszystko sprawiało, że czuł się niepewnie, nie tylko dlatego, że właśnie porównał ją do tych bezmyślnych lasek, ale też dlatego, że z nimi przynajmniej wiedział co robić. Mówił im, że miały szczęście, bo pozwolił im spędził całą noc, przyjmował ich adres w sieci fiuu, by go nie przeklęły, przewracał się na drugi bok i szedł spać. Co zupełnie nie pomagało mu z obecnym problemem. Rozważył możliwości... widział tylko jedno wyjście z sytuacji.
Nie zmieniając pozycji wyciągnął rękę i podłożył ją pod Hermionę, chwytając ją za żebra i przyciągając do siebie. Nagłe szarpnięcie sprawiło, że pisnęła ze zdumienia, a on stłumił jęk bólu, kiedy jej czoło zderzyło się z jego obojczykiem. Merlinie, miała twardą głowę.
- A teraz - nakazał surowo w jej włosy i zanim kontynuował musiał wypluć z ust kilka kosmyków. - przestań z tą histerią, bo pomyślę, że nie jesteś prawdziwą Hermioną.
- Ale... - zaczęła protestować.
- Nie. - przerwał. - Wystarczy. To bez sensu, całkowicie irracjonalne, zupełnie do ciebie niepodobne i na dodatek niewyobrażalnie obraźliwe. Jak śmiesz sugerować, że nie znajdziemy wyjścia z tej sytuacji?
Leżała cicho przez długą chwilę. Tak długą, że Syriuszowi przestało się to podobać i zaczął się zastanawiać, czy nie podjął złej decyzji i nie zostanie za to zbesztany. Ale potem, kiedy już miał coś powiedzieć... nie wiedział jeszcze co dokładnie, może poprosić o przebaczenie poprzez kwieciste pochlebstwa, roześmiała się cichutko.
- Przepraszam. - powiedziała, dalej łamiącym się głosem. - Nie chciałam być taka niegrzeczna.
- Powinnaś przeprosić. - odparł, a kretyński uśmiech znów zagościł na jego twarzy. - Ty małej wiary, jeszcze zobaczysz.
Znów leżała cicho, a jej oddech stawał się coraz spokojniejszy, bez nierównego wciągania powietrza. Najwyraźniej przeprowadziła klasyczne Hermionowe rozumowanie wewnętrzne co naprawdę do niej nie pasowało. Syriusz był z siebie dumny, bo jednak udało mu się ni pogorszyć sprawy. Remus nigdy w to nie uwierzy.
Hermiona najwyraźniej nie zamierzała już nic powiedzieć, nie spróbowała nawet wydostać się z jego objęć. Syriusz zajął się więc wyobrażaniem sobie miny Remusa, kiedy pochwali mu się jakim był dżentelmenem i jak poradził sobie z tą sytuacją. Mógł zrobić albo to, albo skupić się na fakcie, że na nim leżała, co z pewnością sprawiłoby, że nie miałby się czym chwalić.
- Dzięki. - powiedziała Hermiona, a jej głos nagle przebił się przez wyobrażenie zdumionego Lunatyka mdlejącego na jego oczach i uderzającego się w głowę o jeden z twardych przedmiotów rozsianych po salonie Syriusza. Chyba czuła się już normalniej, bo spróbowała wyplątać się z jego objęć.
- Nie. - oznajmił, zacieśniając uścisk. - Nigdzie nie idziesz. Potrzebujesz pocieszenia, a ja jestem dziś szczególnie wspaniałomyślny.
- Syriuszu - zawołała, a jego szaty stłumiły jej głos. - czuję się dobrze, naprawdę! Przepraszam za... to był taki szok, nigdy nie popełniam błędów, a nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo chcę... - urwała, a potem ciągnęła dalej. - A poza tym nie potrzebuję pocieszenia.
- W takim razie - wzruszył ramionami. - wydaje mi się, że po prostu leżysz sobie na mnie w moim łóżku, a to bardzo miły obrót spraw.
Poczuł jak zatrzęsła się, próbując powstrzymać śmiech.
- Ale z ciebie ostatnio flirciarz. - powiedziała. - I wydaje mi się, że jesteśmy na łóżku, a nie w nim.
- Ach, detale, najważniejsze, że jesteś na mnie. - odparł, zastanawiając się, ile czasu minie zanim go uderzy za chamskie zachowanie. - i do twojej informacji, zawsze byłem flirciarzem. - przypomniał jej.
Chyba podobała jej się ta pozycja, bo nie poruszyła się i pozwoliła mu rzucać niewyobrażalnie oczywistymi aluzjami.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. - powiedziała. - Ale od, umm... - odchrząknęła. - przyjęcia pelerynowego, byłam tą wredną babą, która podeptała ci serce.
- Trochę przesadzasz. - zaśmiał się cicho. - może tylko kilka razy je kopnęłaś, pokazałaś środkowy palec, no wiesz.
- Och, pewnie. - mruknęła, a jej słowa były dziwnie zniekształcone, bo zachichotała cicho.
- Ale nie martw się - pocieszył ją. - biorąc pod uwagę, że byłem ledwo przytomny, kiedy zadałaś mi te rany, chyba pomogły mi się obudzić.
Na to parsknęła szczerym śmiechem.
- Niezbyt mnie pocieszyłeś. - wyznała. Nagle poczuł jak jej usta dotykają jego szyi w szybkim pocałunku. Musnęły jego skórę w tym samym miejscu, na które wcześniej padały jej łzy. - Dziękuję, że nie sprawiłeś, że poczułam się gorzej - powiedziała, a jej głos powrócił do normalności. - z powodu aresztowania... no, z jakiegokolwiek powodu. Może i udajesz dupka, ale nim nie jesteś.
Syriusz nie odpowiedział. Był zbyt zajęty myśleniem o swoim postanowieniu. „Jeśli pojawi się możliwość...". I oto właśnie się pojawiła.
Rozległo się przypominające grzmoty walenie do drzwi, któremu towarzyszył wrzask.
- BLACK! Lepiej żebyś był martwy, bo jeśli nie jesteś, to będziesz marzył o śmierci. Mam dość biegania za tobą, żeby zaciągnąć cię z powrotem do roboty.
Syriusz podskoczył tak wysoko, że Hermiona prawie spadła z łóżka. A potem ku swojemu przerażeniu zdał sobie sprawę, że po wyjściu Remusa nie zamknął drzwi. Usłyszał, jak się otwierają, skrzypiąc przy tym jak omen bardzo gwałtownej śmierci przez zatłuczenie laską. W mgnieniu oka zerwał się z łóżka i pomknął do przedpokoju.
- Wybacz Moody, zapomniałem wysłać ci sowy. - poinformował pospiesznie. Serce mu waliło, a nagła zmiana koniecznych funkcji mózgowych sprawiała, że trochę kręciło mu się w głowie. - Hermionę aresztowano za bycie rosyjskim szpiegiem, potem przesłuchiwało ją to mugolskie MI5, musiała porzucić swoją kryjówkę i nie miała gdzie iść. Jedna wielka katastrofa. A tak w ogóle to właśnie wychodziłem. - wyrzucił z siebie pospiesznie, sięgając do klamki, by sie ustabilizować. Zawroty głowy nie ustąpiły.
- Merlinie, Black, nic ci nie jest?
- W porządku. - odparł Syriusz ze zdumieniem, podczas gdy Moody podszedł kilka kroków bliżej. Na jego pokiereszowanej twarzy malowała się troska.
- A dziewczyna?
- Cała i zdrowa. - zapewnił Syriusz, skinąwszy głową. Zrozumienie nie było w stylu Moody'ego.
- Świetnie. - odparł stary auror. A potem uniósł laskę i dźgnął Syriusza w kolano. Młody auror uśmiechnął się szeroko. Już lepiej, przez chwilę się niepokoił. Nie to, żeby komuś mogło udać się oszołomienie Moody'ego, by się pod niego podszyć. Taki nieszczęśnik zostałby wgnieciony w podłogę przez tę broń chodzącej destrukcji. - To gdzie ona jest? - spytał stary auror.
- Jestem tutaj, panie Moody. - odezwała się Hermiona, wychylając się zza Syriusza. Nie zauważył, że za nim przyszła.
- Nic ci nie jest, prawda? - spytał Moody, a jego ton znów stał się prawie miły. - Ci z MI5 może i są mugolami, ale mają ikrę.
- Tak, wszystko w porządku. Chociaż może pan usłyszeć o agentce KGB, która zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jestem pewna, że wiadomość dotrze do Ministerstwa.
- Hmm. - mruknął Moody, czemu towarzyszył dziwny zduszony dźwięk. - Możesz mieć rację. - a potem Syriusz zobaczył na twarzy szefa ten kuriozalni i nienaturalny uśmiech i zdał sobie sprawę, że dźwiękiem tym był śmiech. - Brawa dla ciebie, dziewczyno. - potem spojrzał na Syriusza. - Zaparz nam herbaty, Black. Chciałbym usłyszeć tę historię z pierwszej ręki. Wiesz, że to MI5 taki nasz mugolski odpowiednik, prawda? Chciałbym wiedzieć, jak pracują, mogłoby się przydać.
- Ach... Moody - powiedział powoli Syriusz. - Hermiona miała ciężki poranek, może lepiej porozmawiajmy o tym, kiedy indziej.
- Kim jesteś, jej matką? - warknął na niego Moody, a potem obrócił się do Hermiony. - Zrobili cię z bardziej wytrzymałego materiału, co dziewczyno? Krew od razu szybciej płynie jak trochę przestraszą cię mugole.
- Tak. - odparła Hermiona ze zdumiewającym spokojem, biorąc pod uwagę, że ostatnią godzinę spędziła płacząc z tego właśnie powodu.
Dzięki jej reakcji Syriusz nagle zrozumiał, że naprawdę nie przejęła się aresztowaniem i chociaż może było jej głupio, bo zniszczyła swoją drugą tożsamość to płakała dlatego, że nie widziała sposobu na pozostanie w 1981 roku, bez względu na to co wymyśli Syriusz. Merlinie, dzisiaj nic tylko uczucia i uczucia. Może wreszcie przyda mu się do czegoś ta nowo odkryta żeńska strona jego osobowości.
1) W oryginale występują tu jammy-dogers – okrągłe ciasteczka z dżemem, które w Polsce właściwie nie występują, więc nie mają nazwy (przyp. tłumacza)
