Od tłumaczki: Dziękuję bardzo, za szeroki odzew, bardzo mnie cieszy, że tak chętnie wyrażacie swoją opinię. Chciałam też zaznaczyć, że wezmę pod uwagę przeważającą opinię. A teraz zostawiam Was z kolejnym rozdziałem i idę fangirlować, bo w tym tygodniu wybieram się na najnowszych Avengersów i już nie mogę się doczekać.

Cat: Na akcję między nimi będziesz musiała jeszcze poczekać, ale obiecuję, że ś już kolejną osobą, która pyta mnie czy rozważałam napisanie zakończenia. Powiem tak... raczej nie biorę tego pod uwagę. Pierwsza rzecz, że jak na razie autorka mi nie odpisała, a nie wzięłabym się za to bez jej zgody. Druga, że intryga się urywa i choć mam swoje podejrzenia to nie potrafię przewidzieć o co chodziło autorce (sequel ma formę prawie kryminału, a ja nie mam pewności kto jest sprawcą). Dlatego wszystko co bym wyprodukowała byłoby gorszej jakości od produktu istniejącego.

Guest: Dzięki za opinię. Zgadzam się, Notre Dame jest cudowne, a Travolta całkiem nieźle sobie radzi, choć w takim Grease na przykład wolę Aarona Tveita, który zagrał w niedawnej produkcji telewizyjnej.

Jol: Aww, dzięki za przemiły komentarz i za wyrażenie swojej opinii. Mam nadzieję, że ten rozdział też Ci się spodoba, szczególnie, że jest piekielnie długi.

Selennia17: Odpowiedź tworzy całość, nie martw się. Zasadniczo to ja już przetłumaczyłam sequel i właśnie tak zorientowałam się, że urywa się w połowie. Pobieżne przeglądanie go nie doprowadziło mnie do tego wniosku, bo w sumie ostatnie zdanie mogłoby być podsumowaniem całości. To znaczy, gdyby wcześniej rozegrano do końca wszystkie wą łam do autorki, ale jak na razie nie otrzymałam odpowiedzi. Nie śpieszy mi się, bo przecież zostało jeszcze 15 rozdziałów 169 i trzy one-shoty, mamy więc przed sobą ładne parę miesięcy zabawy.


N/A: Dziękuję za wszystkie te wspaniałe komentarze. Muszę przyznać, że uzależniłam się od pochlebstw, więc wielkie dzięki za karmienie mojego uzależnienia! xx

Oprócz tego: Mojej wdzięczności dla Emily nie da się opisać zwykłymi słowami, jest zbyt niesamowita i może nawet magiczna - 8300 słów sprawdzonych przed jedną noc? Niezwykłe! Xxx


8 października

- Więc zabrali się do swojej kwatery głównej. A potem co? - spytał Alastor Moody, pociągając łyk pozbawionej mleka i cukru kawy, którą postawił przed nim Black. Obrzydlistwo. Czemu ten dzieciak nie miał w domu herbaty? Co z niego za Anglik? W mieszkaniu chyba od miesięcy nikogo nie było, bo dookoła unosił się zapach stęchlizny. Chociaż to mógł być po prostu smród młodości, stwierdził Alastor.

Hermiona podniosła wzrok znad swojego kubka amerykańskiej karykatury napoju.

- Dwóch facetów zaprowadziło mnie do środka i zamknęło w małym pokoju. Musiałam czekać sama, ale na jednej ze ścian było ogromne lustro weneckie. Wiedziałam, że mnie przez nie obserwują, więc nie dałam po sobie poznać, że mam ze sobą różdżkę i sposób na wydostanie się stamtąd. I naprawdę myślałam, że przyjdzie ktoś i mnie rozkuje, ale tego nie zrobili.

- To dziwne. - powiedział Alastor, zapominając jak obrzydliwa była zawartość kubka i pociągając kolejny łyk. Skrzywił się i przełknął. - Ilu cię przesłuchiwało?

- Na początku tylko jeden, starszy gość. Wyglądał bardziej na biznesmana niż na agenta. - odparła Hermiona i też się napiła. Najwyraźniej jej smak nie przeszkadzał, bo jej kubek był już prawie pusty.

Alastor rytmicznie uderzał ręką w blat, jednocześnie rozważając możliwość, że mugole byli tak ostrożni by trzymać młodą kobietę w kajdankach. Procedury mówiły co innego, ale jeśli do środka wszedł tylko jeden agent...

- To ma sens. – stwierdził w końcu. - Jeśli w pokoju byliście tylko wy dwoje, nic dziwnego, że cię nie rozkuł.

- Z miejsca zaproponował mi układ. - powiedziała Hermiona. - Jeśli powiem im co chcą wiedzieć, będą mnie sądzić za oszustwo, a nie za zdradę. Powiedziałam, że się zgadzam.

- Grzeczna dziewczynka. Po tym zdradzili ci co wiedzą. - mruknął Moody, przytakując z podziwem.

- To samo sobie pomyślałam i miałam rację. Powiedziałam mu, że Rosjanie mnie szantażowali, żebym dla nich pracowała i że chcę ich zdradzić.

- Dziewczyno, jesteś pewna, że nie chcesz zostać aurorem? Przydałyby nam się mózgi takie jak twój. - „Jest lepsza niż połowa ciołków, z którymi teraz się użeram i to bez treningu" pomyślał Alastor, którego rozproszył własny zawód jego departamentem i nałożonymi na niego restrykcjami. Voldemort niedługo zniknie, ale stary auror był przekonany, że gdyby dostał wolną rękę, ta wojna skończyłaby się dwa lata temu.

Kiedy zadał Hermionie to pytanie, Black, który nieruchomo opierał się o krawędź blatu, przeniósł spojrzenie z dziewczyny na niego. Alastor nie do końca rozumiał o co mu chodziło. Oczy chłopaka lśniły lekko, ale nie tym zwyczajowym błyskiem znaczącym: „Coś planuję i to cię wkurzy". Ten przypominał dumę i towarzyszył mu jeden z tych irytujących pół uśmiechów. Moody powstrzymał ochotę walnięcia dzieciaka, na rzecz posłania mu wściekłego spojrzenia. Black musiał zastanowić się nad swoimi priorytetami, ale Alastor zamierzał zająć się nim później.

- Nie, panie Moody. - odparła Hermiona, tym razem szczerze się uśmiechając i lekko potrząsając głową. - Robię takie rzeczy tylko dlatego, że muszę. Nie tak wyobrażam sobie dobre życie. - „Szkoda" pomyślał. - Więc jak tylko zgodziłam się powiedzieć im to czego chcą, znów zostawił mnie samą. Wrócił z listą, z transkrypcją tego co nagrano w moim pokoju hotelowym. Większość była błędna. Wiedziałam, że magia wpływa na urządzenia elektroniczne. Część rozmów znali właściwie słowo po słowie, a inne musiało być ciężko zrozumieć, bo ledwo je rozpoznałam. Strasznie się cieszę, że nie podłożyli tych podsłuchów, zanim nie powiedziałam Syriuszowi kim jestem. Chociaż gdyby usłyszeli o tym, że przybyłam z przeszłości pewnie po prostu zamknęli by mnie w psychiatryku, a nie w siedzibie głównej agencji antyterrorystycznej.

Tu Alastor musiał powstrzymać śmiech (Black nie powinien zobaczyć, jak się śmieje dwa razy w ciągu jednego dnia) i wypić kolejny łyk kawy, by utrzymać ponury wyraz twarzy.

- Poskładali razem różne informacje, żeby stworzyć plan operacji, nad którą pracowaliśmy. Myśleli, że Voldemort to kryptonim naszego celu.

- Nawet prawdziwe. - mruknął Alastor, myśląc o ironii przejawiającej się tym, że to Voldemort był „terrorystą" jakby to nazwali mugole, a Hermiona i Black walczyli po tej samej stronie co policja.

- Gdybym nie panikowała, że Remus pojawi się w hotelu i zostanie postrzelony, to nawet by mnie to rozbawiło. - przyznała Hermiona, unosząc kącik ust. - Mieli całą listę tłumaczeń szyfru. Szatańska Pożoga oznaczała atak bombowy, który planowaliśmy, a „horkruksy" informacje. Pewnie dlatego, że cały czas mówiliśmy o „zdobyciu wszystkich horkruksów". To było takie dziwaczne. Mieli też pana imię na takiej jakby drabinie dowództwa. Ten facet w kółko pytał kim jest Dumbledore. Sądził, że Dumbledore to pseudonim jakiegoś wysoko postawionego agenta KGB. Potem pan, chyba przez to, że Syriusz nazywał pana szefem. Myśli, że Syriusz jest podwójnym agentem IRA i KGB, pewnie z powodu tej misji w Belfaście, na którą pan go wysłał w czerwcu. Mamy szczęście, bo zanim włączyliśmy Remusa, odbierali już tylko kawałki rozmów. Znaczy, mama Remusa jest mugolką, więc pewnie ma mugolski akt urodzenia. Gdyby skojarzyli to z jego rodziną, mogłoby być o wiele gorzej.

- Masz rację. - zgodził się Alastor. - Może i wpakowałaś się w kłopoty, dziewczyno, ale nieźle sobie z nimi poradziłaś. No i teraz wiemy już jak wielki bałagan musimy uprzątnąć. Co dokładnie uznali za twoją misję? - spytał, zastanawiając się, czy to wpłynie na ich plany na Noc Duchów. Nie mogli pozwolić, by mugole pojawili się tam, gdzie Hermiona zamierzała spalić horkruksy i zaczęli się wtrącać.

- Myśleli, że przyjechałam by zorganizować atak bombowy przy koordynacji z IRA i zebrać informacje dotyczące Blacków. Myśleli, że Grimmauld to rząd. Więc nasz rosyjski dowódca „Dumbledore" miał zabić jakąś osobistość publiczną o kryptonimie „Voldemort" w Noc Duchów, a mój atak miał odwrócić uwagę.

Black parsknął śmiechem, który próbował zamaskować kaszlem. Alastor spojrzał na niego wilkiem.

- Czekali i zbierali informacje. Aresztowali mnie tylko dlatego, że stracili sygnał. Już parę razy się urwał, ale nigdy całkowicie. Wydaje mi się, że problemy pojawiały się zawsze wtedy, kiedy przynosiliśmy kolejnego horkruksa, bo zazwyczaj zostawialiśmy go w salonie albo w na blacie w kuchni na czas rozmowy. Przekaźnik wszystkich podsłuchów był w telefonie, a ja we wtorek postawiłam pojemnik na horkruksy tuż obok niego, więc zupełnie się usmażył. Dobrze, że Dumbledore nigdy nie przyszedł do hotelu, bo gdyby go usłyszeli, od razu by nas zgarnęli.

- Jak im się wydaje, jak Black i Lupin dostawali się do środka? Jak to robiliście?

- Aportowaliśmy się na balkonie na zewnątrz. - powiedział Black. - Hermiona rzuciła niesamowite zaklęcia ochronne. Założę się, że nawet ty nie byłbyś w stanie ich złamać, Moody.

- Oczywiście, że byłbym w stanie. – odparł trochę urażony Alastor.

- Nie, raczej nie. Ja próbuję od miesięcy. - nalegał Black.

- Że co? – zdziwiła się Hermiona.

Black wzruszył ramionami i puścił do niej oko.

- Lubię wyzwania.

Alastor postukał laską w wyspę, by przypomnieć temu lizusowi, że też znajdował się w pomieszczeniu.

- Czyli nie obserwowali okna? - spytał Hermionę. – Zwykle to robią.

- Cóż, okazuje się, że jedyny budynek, z którego można spokojnie obserwować balkon to siedziba główna SWP(1). To teren prywatny, a oni za nic w świecie nie wyświadczą MI5 przysługi.

Moody uśmiechnął się szeroko.

- Dziewczyno, masz niewyobrażalne szczęście. Wątpię, by te gnojki pozwoliły glinom użyć swoich biur do szpiegowania cywili, nawet gdyby sam Herman Goering powrócił zza grobu i rozbił obóz w twoim pokoju.

Hermiona znów się uśmiechnęła i lekko potrząsnęła głową.

- Wiem, że sporo zawdzięczam szczęściu, ale co mam zrobić, panie Moody? MI5 pomyśli, że teraz Rosjanie dysponują... nie wiem... technologią teleportacyjną czy coś. Znaczy, zniknęłam na oczach dwóch mugoli. Kodeks Tajności... kiedy Ministerstwo o tym usłyszy, zaczną mnie szukać... A wtedy zorientują się, że nie powinno mnie tu być, a za sam Zmieniacz Czasu mogą mnie wsadzić do Azkabanu. - jej uśmiech zniknął. Patrzyła na Moody'ego błagalnie, oczy miała szeroko otwarte i zmartwione.

- Widzisz dziewczyno, Ministerstwo działa wolno, a ostatnimi czasy jest zarobione. - wyjaśnił Alastor. „Cholernie wolno" pomyślał. Przynajmniej wydawała się rozumieć sytuację... był pod wrażeniem, że już udało jej się to rozgryźć i nie płakała histerycznie, co zrobiłoby wiele jej rówieśniczek kilka godzin po ucieczce MI5. - Zostało już tylko dwadzieścia trzy dni, w tym czasie cię nie dogonią. A potem wrócisz do domu, tam, gdzie twoje miejsce i jedyne co pozostanie to cholernie dużo papierkowej roboty dla mnie i Blacka. - mówiąc to spojrzał na swojego pracownika i zobaczył dziwne migotanie w oczach dzieciaka. Coś prawie jak... porażka? Widok tego pewnego siebie chłopaka w takim stanie, był dla Alastora szokiem.

Moody wiedział, że coś iskrzyło pomiędzy dwojgiem młodych ludzi. Czy Black naprawdę myślał, że da radę ją tu zatrzymać? Alastor także żałował, że musiała odejść. Mogła stać się użytecznym sprzymierzeńcem, ale przynajmniej w przyszłości będzie bezpieczna, a on będzie mógł znów spróbować przekonać ją do wstąpienia w szeregi aurorów. Dwadzieścia lat... czy dalej będzie dowodził? Pewnie nie, ale ktokolwiek znajdzie się na jego miejscu pewnie weźmie pod uwagę jego rekomendację. Ale najbardziej widocznym pożytkiem z jej obecności było to, że Black, choć dalej upierdliwy, nieco się uspokoił od jej przybycia. Gdyby Alastor nie musiał stale myśleć o swojej reputacji i siać przerażenia pośród pracowników, połowa słów tego dzieciaka bawiłaby go do łez.

- Dobrze więc. Dziewczyno, poradzisz tu sobie sama przez jakiś czas? Potrzebuję pomocy Blacka, ale nie zatrzymam go na zbyt długo. - Black patrzył na niego z szeroko otwartymi ustami i Moody zdał sobie sprawę, że nie użył opryskliwego tonu (cholerne dzieciaki), więc dodał warknięciem: - Nie to żeby mógł na coś się przydać, gdyby ktoś przyszedł z wizytą. Już też musiałaś go ratować, prawda? I nieść go do domu, gdy zemdlał, z tego co słyszałem.

Hermiona zachichotała pod nosem.

- Skąd pan o tym wie?

- Lupin powiedział Albusowi. - powiedział Alastor. - Dodam, że prawie pękł ze śmiechu.

- Zostałem porwany i torturowano mnie. - mruknął marudnie Black. - Nikt nie docenia mojego poświęcenia. A przecież sam się uwolniłem i to w mig.

- I tak zemdlałeś, Black i do domu musiała zanieść cię o połowę od ciebie mniejsza dziewczyna. - oznajmił Alastor, po raz kolejny tłumiąc rozbawienie irytacją dzieciaka. Był pod wrażeniem, że Blackowi udało się stamtąd wydostać. Nie żeby on czy Lupin powiedzieli Alastorowi jak dokładnie to zrobił. - No to chodź, musimy się za to szybko zabrać.

- No tak. - powiedział Black, posyłając Hermionie długie spojrzenie.

Wywróciła oczami i oznajmiła:

- Nic mi nie będzie. Rzucę zaklęcia.

Syriusz dalej się nie ruszył, więc Alastor podniósł laskę (nieoczekiwanym plusem straty nogi definitywnie było sprawienie sobie laski, która stanowiła niezwykle użyteczne narzędzie do zachęty) i mocno szturchnął chłopaka w nerkę.

- Pospiesz się Black, chcę spróbować łamania tych niesamowitych zaklęć, zanim wyjdziemy.

Black podskoczył i spojrzał na niego przez ramię, masując obolałe miejsce.

- W moim własnym domu, Moody? To już lekka przesada.

- Zasłużyłeś. - powiedział groźnie Moody. - Zauważyłem to spojrzenie.

Black spojrzał na niego wilkiem, ale nie odpowiedział tylko wyprowadził go z kuchni szturchańców.


Remus Lupin zawsze chciał dobrze. Czasami przyjmowało to formę subtelnego blokowania co bardziej szkodliwych psot, na które jego przyjaciele wpadli w Hogwarcie („Czy nie byłoby zabawniej, gdyby nas nie złapali? Ta tajemnica doprowadzi nauczycieli do szaleństwa."). Czasami odwracał uwagę Lily, żeby aż tak nie złościła się na Jamesa za to, że dalej zachowywał się jak nastolatek. Bywało też wygładzanie co bardziej obraźliwego zachowania Syriusz względem płci piękniejszej. Nie żeby musiał to robić ostatnimi czasy. Choć tego wieczora może się okazać, że będzie musiał na nowo odkryć te umiejętności, bo Syriusz z pewnością nie poradził sobie z przekonaniem Hermiony, że koniec świata jeszcze nie nadszedł.

Choć spędził życie podejmując decyzje, które zapewnią jego przyjaciołom długotrwałe szczęście (nawet jeśli oni w to nie wierzyli), wybór, którego dokonał tego popołudnia sprawiał, że ściskał mu się żołądek. Szedł szkolnym korytarzem na siódmym piętrze, w stronę gargulca strzegącego wejścia do gabinetu Dumbledore'a i ciążyło mu poczucie winy.

- Cukrowe pióro. - powiedział do brzydkiej rzeźby i wszedł na kręcone schody, które zaniosły go do drzwi z kołatką w kształcie gryfa. Podniósł rękę, by zapukać, a wewnętrza bitwa rozgorzała w nim zacieklej niż wcześniej. Szczęście jednego przyjaciela czy zdrada zaufania drugiego? Jeśli Hermiona dowie się co zrobił już nigdy mu nie zaufa. Ale Remus Lupin zawsze chciał dobrze. Przypieczętował swoją decyzję pukając do drzwi.

- Wejść. - zawołał głos Dumbledore'a z drugiej strony.

Remus wziął głęboki wdech, by się uspokoić. Podjął decyzję. Przekroczył próg i bawiąc się paskiem od swojej torby przeszedł przez spokojny gabinet.

- Pan Lupin, jaka miła niespodzianka. – powitał go Dumbledore, zamykając książkę i opierając się o plecy wysokiego fotela, stojącego za szerokim biurkiem.

Docierając do biurka, Remus nie napotkał spojrzenia dyrektora. Nie zrobił tego również, wyciągając z torby klepsydrę z brązu i kładąc ją na wypolerowanym drewnianym blacie. Dopiero kiedy usiadł na krześle naprzeciwko starego czarodzieja, podniósł głowę i spojrzał w zdumione, niebieskie oczy.

- Czy teraz wyjaśni mi pan, dlaczego? - spytał Remus. Obrzydliwe poczucie winy sprawiło, że jego słowa zabrzmiały szorstko, bardziej jak żądanie, a nie pytanie.

- Remusie – odezwał się cicho Dumbledore, głosem pełnym podziwu i ostrożnie podniósł błyszczący Zmieniacz Czasu. - świetna robota. Jak go zdobyłeś? Czy panna Granger wie, że go masz?

- Nie. - odparł Remus, mając ogromną ochotę wyciągnąć rękę i odebrać przedmiot. „Jestem złodziejem. Wilkołakiem i złodziejem" skarcił się. - Znalazłem go podczas pakowania jej rzeczy w hotelu. Trzymała go w torbie z horkruksami. Kiedy dotarliśmy do mieszkania Syriusza, zostawiłem ją na korytarzu na górze i powiedziałem, że pójdę sprawdzić, czy nikt nas nie obserwuje. Zrobiłem kopię i zatrzymałem prawdziwy. Sprawdziła torbę z horkruksami i zobaczyła fałszywy. - mimo guli zbierającej mu się w gardle przełknął ślinę i dodał cicho. - Nic nie wie.

- Ach tak, jak się czuje po przeżyciach z mugolami? - spytał uprzejmie Dumbledore, dalej obracając w palcach Zmieniacz Czasu. Metaliczny piasek wewnątrz wychwytywał światło słońca sączące się przez okno za jego plecami. - Przyznam, że uznałem twojego patronusa za jakiś skomplikowany żart.

- Nic jej nie jest. - odparł wolno Remus. - Ale bardzo się martwi, że to tylko jeden z wielu błędów. Zapewniłem ją, że mamy wszystko pod kontrolą.

Dumbledore przytaknął. Dalej był zafascynowany trzymanym w dłoni Zmieniaczem Czasu zrobionym z brązu i szkła.

- Świetnie, Remusie. Oddałeś mi wielką przysługę. Wiem, że panna Granger nie pozwoliłaby mi go zbadać.

- To czemu chce pan to zrobić? - spytał dalej ostrożny Remus. - Obiecał pan, że to nie dla własnego użytku.

- I to prawda. - potwierdził starzec. - Zdumiewające urządzenie. Kiedy po raz pierwszy powiedziała mi, że przybyła z tak dalekiej przyszłości, ani na chwilę jej nie uwierzyłem. Nie da się przenieść tak daleko w przeszłość. Co więcej, podróż w przyszłość jest równie niemożliwa. Jeśli ten Zmieniacz Czasu naprawdę potrafi osiągnąć to co niemożliwe, to panna Granger stworzyła bardzo potężny i niebezpieczny przedmiot. Moim obowiązkiem jest zrozumieć jak tego dokonała. Czy udało ci się dowiedzieć czegokolwiek o tym jak to zrobiła?

- Tylko tyle, że to ma jakiś związek z piaskiem, profesorze.

- Tak właśnie myślałem. - Dumbledore skinął głową. - Rozmawiałem z moim przyjacielem Nicolasem. Ma teorię, ale na tym etapie to tylko i wyłącznie teoria.

Remus przytaknął.

- Więc myśli pan, że jednak nie będzie w stanie wrócić do swojego czasu?

- Panie Lupin - odparł ponuro Dumbledore. - nigdy nie powinna być w stanie go opuścić. Wygląda jednak na to, że jej się udało, więc nie możemy wykluczyć, że zadziała i w drugą stronę. Dalej nie jestem pewien konsekwencji, ale zbadanie tego urządzenia powinno pozwolić nam wysnuć wnioski.

- Nie może go pan zatrzymać. - powiedział Remus tak stanowczo jak tylko potrafił i może nawet trochę niegrzecznie. - Powiedział pan dwa tygodnie. Jeśli do tego czasu pan go nie rozgryzie, będzie pan musiał się poddać, bo go panu odbiorę.

- Oczywiście, Remusie. Dałem słowo i dotrzymam go. - zapewnił Dumbledore, którego chyba nieco zdziwił ton wilkołaka.

- Świetnie. - odparł Remus, wstając z krzesła i obracając się, by wyjść zza biurka. Nie obchodziło go, że zachował się obraźliwie. Najbardziej na świecie chciał wydostać się z tego pokoju, bo ten przypominał mu, że zdradził kobietę, która tak bardzo mu pomogła. Jedyną osobą, której zawdzięczał więcej niż Hermionie był sam Dumbledore, który pozwolił mu uczęszczać do szkoły, a bez szkoły nie poznałby Syriusza, a bez Syriusza nigdy nie poznałby Hermiony.

Kiedy Remus dotarł do drzwi prowadzących na kręcone schody, Dumbledore powiedział:

- Postąpiłeś słusznie, Remusie. Chcę się tylko upewnić, że panna Granger może go bezpiecznie używać. Wolałbym, by tak niezwykły umysł nie rozpłynął się w eterze.

- Czy to możliwe? - spytał z przerażeniem Remus. Nigdy o czymś takim nie słyszał.

- Jeśli Nicolas ma rację, to istnieje taka możliwość. - powiedział poważnie Dumbledore.


- Mówiłem ci, staruszku. - oznajmił Syriusz, rzucając się na krzesło przy biurku Moody'ego. - Mówiłem, że nie damy rady ich złamać. - czuł niewyobrażalną ulgę, ponieważ Moody też nie był w stanie złamać zaklęć Hermiony. Nie tylko była bezpieczna, ale i on poczuł się lepiej, bo jego szef też zawiódł.

- Mówiłeś. Całą drogę powrotną. - warknął Moody, opadając na swoje własne miejsce, czyli drewniany fotel kapitana statku. Syriusz uśmiechnął się do siebie na myśl o pirackich porównaniach, które dalej pojawiały się w jego głowie na widok starego aurora. Długie, potargane włosy, marudne usposobienie człowieka, który mieszka na morzu i nigdy nie spędza dość czasu z kobietami, drewniana noga... oczami wyobraźni widział Moody'ego z papugą na ramieniu i butelką rumu w ręce, machającego laską i wołającego „Jo ho". - Musimy posprzątać ten bałagan, zanim góra się dowie. Bo dziewczyna ma rację. Po takim czymś ledwo uniknie Azkabanu.

Syriusz zapomniał o wszystkich komicznych pirackich porównaniach i nerwowo przełknął ślinę. Może i zapewnienia, którymi zasypywał Hermionę były jednak trochę gołosłowne. To się nie mogło tak skończyć, powiedział sobie, jeden mały błąd nie zmusi jej do powrotu do domu. Nie pozwoli na to.

- No to jak to naprawić?

- Nie jestem pewien, Black. - odparł Moody, machinalnie stukając laską w nogę biurka. - Ale coś wymyślę. Dziewczyna ma powiązania z Zakonem, więc jeśli to się wyda, zostaniemy postawieni w złym świetle, ale zostaw to mnie. Ale musisz mi powiedzieć coś jeszcze. Potrzebna mi pełna historia.

- Tak? - spytał nerwowo Syriusz. Moody przegonił go po Ministerstwie w celu poradzenia sobie z tą mugolską sytuacją, a teraz chciał porozmawiać? To się nie mogło dobrze skończyć.

- Tak. Ty i Lupin nie odrabialiście pracy domowej na temat imigracji dla zabawy. - mruknął Moody, a stukanie laską nagle ustał. Spojrzał Syriuszowi w oczy.

„Okazuje się, że wszystko idzie w złą stronę", pomyślał Syriusz. Po raz ostatni spróbował odwrócenia uwagi, mówiąc:

- Ja na pewno nie. Powiedział ci przecież, że byłem tam wbrew swojej woli. Za to on uwielbia takie nudne bzdury.

- Black - warknął Moody. - mów prawdę.

Syriusz wciąż miał w pamięci fakt, że Hermiona chciała zostać i to doprowadziło go do wniosku, że to tak naprawdę mógł mu powiedzieć, bo Moody i tak się dowie. Tak gdzieś w listopadzie, kiedy Hermiona nie zniknie, bo zostanie w tym czasie.

- Dobrze, Moody, masz rację. Ale tak jak ci mówiłem ostatnio, Hermiona niepokoi się tym co zastanie na miejscu. Naprawdę sądzę, że tu będzie szczęśliwsza.

- I to jako twoja partnerka w powstrzymaniu Voldemorta, czy tak? - spytał złowieszczo Moody. - Czy też siedzieliście w sypialni z nieco innego powodu?

Syriusz nagle zorientował się, że oddychanie przychodziło mu z trudem. Nie przez zażenowanie (nawet gdyby robili to co sugerował jego szef, Syriusz nie czułby wstydu), ale dlatego, że wiedział, że Moody oskarży go o nie dostrzeganie szerszej perspektywy. Naprawdę nie rozumiał czemu jego szef miał obsesję na ten temat. Jeśli tylko cel zostanie osiągnięty (a zostanie, zwycięstwo nad Riddlem mieli praktycznie w kieszeni) to czemu nie mogli załatwić kilku innych rzeczy na boku? Prawdziwy problem polegał na tym, że po raz pierwszy Syriusz też dostrzegał szerszą perspektywę. Jeśli Hermionie groził Azkaban to oczywiście wolał poczekać dwadzieścia lat na kolejne spotkanie i cała linia obrony jego poczynań całkiem się rozpadała.

- Nie żeby to była twoja sprawa, starcze, ale nie. Była smutna. Spełniałem swoje przyjacielskie obowiązki i tłumaczyłem jej, że wszystko naprawimy.

Moody z niedowierzaniem uniósł brew.

- Nie wydawała się smutna.

- Nie... nie z powodu aresztowania. - odparł Syriusz. Moody chyba lubił Hermionę i może rzadziej używałby swojej laski, gdyby wiedział, że Syriusz nie działał z samolubnych pobudek. - Teraz i ona nie chce wracać.

- Merlinie! - zawołał Moody, waląc laską o biurko. - Zgaduję, że z twojego powodu.

Syriusz usilnie próbował się nie uśmiechnąć, ale ten cholernik i tak wypłynął na jego twarz.

- Może. - odparł wzruszając ramionami. - Ale Remusa też lubi.

- Co?! - spytał z niedowierzaniem Moody. - Miałem ją za inny rodzaj dziewczyny.

- Um, nie. Nie w taki sposób. - zaprzeczył Syriusz, nagle dochodząc do wniosku, że ta rozmowa za bardzo go bawiła i parskając śmiechem. Śmiechem, który ukróciło znajome dźganie.

- Zetrzyj ten głupi uśmiech z twarzy, dzieciaku. - burknął Moody, cofając laskę. Syriusz z całych sił starał się zachować powagę, ale jak zawsze mu się to nie udało. - Nie jestem bez serca, Syriuszu. Ale bez względu na to co ci chodzi po głowie, musisz wiedzieć, że ona nie może zostać. Nie mogę rzucić Obliviate na całą londyńską policję, nie mówiąc już o cholernym MI5 i wszystkich pracowników Departamentu Porozumienia z Mugolami i DPPC. Będzie musiała chować się do Nocy Duchów, a potem wrócić.

Syriusz był tak oszołomiony, że nie mógł nic z siebie wydusić. Słowa Moody'ego, choć niesamowicie przygnębiające, były miłe. Po raz pierwszy w ciągu trzech lat znajomości szef powiedział do niego po imieniu. Moody tylko do Dumbledore'a tak mówił, a i to nie zawsze. Syriusz spojrzał na pobrużdżoną bliznami, starą twarz i nie znalazł na niej żadnych złych zamiarów czy śladów irytacji.

- Dobrze. - powiedział cicho. - Ale jeśli coś wymyślę, to zachowasz to dla siebie?

- Black, ani żywej duszy o tym nie powiem. Ludzie już myślą, że jestem szalony. Co by powiedzieli, gdybym zaczął opowiadać o podrywaczu Blacku, który zakochał się w podróżniczce w czasie, która przybyła tu, by zabić Voldemorta.

Syriusz parsknął śmiechem. Kiedy powiedziało się to na głos, naprawdę brzmiało to komicznie.

- To nie miłość, Moody. Merlinie, znam ją tylko cztery miesiące, ale na pewno jest lepsza on moich poprzednich dziewczyn i... - wzruszył ramionami. - i tak o tym nie rozmawiamy. My po prostu... czy ja wiem... dobrze się dogadujemy.

- Dość tych bzdur, Black. - powiedział niezręcznie Moody. - Pójdę i sprawdzę czy dam radę się czegoś dowiedzieć na górze. Może usłyszę jakieś plotki. Ty możesz wracać do domu.

- Naprawdę? - spytał Syriusz, całkowicie zdumiony.

- Tak, mam dość twojej głupiej gęby.

Syriusz uśmiechnął się szeroko. Moody miał serce. Merlinie, gdzie zmierzał świat?


Tego wieczora Syriusz czekał samotnie na przybycie Remusa. Hermiona spała. Wydarzenia z tego dnia dogoniły ją, po tym jak wpuściła Syriusza do mieszkania. Był zdumiony i odrobinę wdzięczny, że pod jego nieobecność nie doznała jakiegoś żeńskiego ataku czystości i salon wciąż przypominał krajobraz po bombie, tak samo jak przed jego wyjściem. Kiedy jednak poszedł do sypialni, by przebrać się ze swojego kaftana bezpieczeństwa, zauważył, że zmieniono pościel. Zastanawiał się, czy to znaczyło, że Hermiona zamierzała się w nim położyć, czy też po prostu nie mogła znieść widoku poszewek nie zmienianych od może dwóch miesięcy. Tak z zasady. Syriusz miał nadzieję, że chodziło o to pierwsze.

Kiedy wczesnym wieczorem zasnęła na kanapie (stertę prania zrzucono na podłogę) Syriusz zdecydował, że użyje wizyty Remusa jako wymówki, a ona może nie uzna go za oszukańczego dupka, bo chciał ją przenieść do sypialni. Gdyby została na kanapie, Lunatyk, świetnie znany ze swojego głośnego i rozkrzyczanego zachowania, z pewnością zakłóciłby jej spokój... cóż, może jednak nie. Ale kto wie, może wilkołaka tak przytłoczy wielki plan Syriusza, że zacznie wyć do księżyca albo zrobi coś równie hałaśliwego i przeszkadzającego we śnie. Syriusz po prostu się troszczył. W każdym razie nie zakwestionowała jego decyzji.

Chociaż wcześniejszy pesymizm Moody'ego zasiał w jego sercu ziarna zwątpienia, Syriusz znów czuł się zdeterminowany, by „ją tu zatrzymać." Miał nowy plan, dzięki któremu pozbędą się pogoni zarówno ze strony mugolskich tajnych agentów jak i Śmierciożerców. No i da jej bezpieczną tożsamość, dzięki której będzie mogła pracować. Bez wątpienia był to najlepszy plan na świecie.

Kiedy Remus wreszcie się pojawił, Syriusz tkwił w dziwacznym stanie nudy i oczekiwania. Pospieszne pukanie w ciężkie drzwi sprawiło, że podskoczył na krześle, zdumiony, mimo że właśnie o tej porze oczekiwał przyjaciela.

- To ty, Lunatyku? - spytał, kiedy tamten dotarł do drzwi. Na jego twarzy jak zawsze rozciągnął się uśmiech. Specjalnie zadawał to pytanie, by zirytować Remusa.

- Tak, Łapo. - odparł Remus z satysfakcjonującym rozdrażnieniem.

- Z czym nie chciałem ci pomóc na szóstym roku, bo jak twierdziłem, nasza przyjaźń nie przetrwa takiej próby? - spytał Syriusz.

Po drugiej stronie drzwi nastała cisza. Syriusz uśmiechnął się jeszcze szerzej, myśląc, że wreszcie udało mu się zagiąć swego mądrego przyjaciela, a potem zdał sobie sprawę, że Remus może po prostu nie pamiętać. Istniała też możliwość, że to wcale nie był Remus. Syriusz wyciągnął różdżkę i natychmiast poczuł się głupio z powodu tej wewnętrznej paranoi, bo Remus powiedział:

- Nie wydaje mi się, żebyś w wieku szesnastu lat wyraził się tak elokwentnie, Łapo. Powiedziałeś chyba „Odwal się, Lunatyku! Jest niedziela, co z ciebie za przyjaciel?". Mniejsza, chodziło o esej z Eliksirów.

- No tak, byłeś tak kiepski z Eliksirów, że nawet przy teorii bałem się o życie. Przynajmniej byłem na tyle miły, że ci tego nie powiedziałem. I wszystko skończyło się dobrze. MacDonald ci pomogła, prawda?

- Tak i to znacznie lepiej niż ty dałbyś radę, leniwy palancie. Gdzie schowałeś nową miotłę Rogacza na trzecim roku, żeby przestał się popisywać przed wszystkimi?

- Nigdzie. Zawinąłem ją w pelerynę niewidkę i zostawiłem na łóżku Pettigrewa. Chyba mam szczęście, że ten grubas na niej nie usiadł, bo inaczej Rogacz zamieniłby mnie w galaretkę we śnie. - Syriusz zaśmiał się na wspomnienie Jamesa przewracającego dormitorium do góry nogami, by w poszukiwaniu swego największego skarbu. - Ale przynajmniej nie mógł jej znaleźć przez cały dzień. - dodał, machając różdżką w stronę drzwi. Hermiona wyjawiła mu sekret swojego zaklęcia i był trochę zawiedziony, że sam na to nie wpadł. Chodziło po prostu o niewerbalne hasło. Tylko tyle. Prościzna, ale ponieważ stworzyła zaklęcie ochronne z bariery, której używano do Szatańskiej Pożogi to żaden czarodziej nawet by o tym nie pomyślał, a nawet jeśli, to mugolskie hasło i tak powstrzymałoby każdego Śmierciożercę. Żeby otworzyć drzwi, trzeba było powiedzieć: Telewizja. Nie spytał, jak otworzyć je z zewnątrz.

Otworzył drzwi i ujrzał Remusa, który uśmiechał się, ale wyglądał na zmartwionego. Co w sumie nie było zbyt dziwne, biorąc pod uwagę wydarzenia z tego dnia, stwierdził Syriusz.

- W porządku, Lunatyku? - spytał wesoło, kiedy wilkołak minął go w drodze do dalej zabałaganionego salonu. Zamaszyście zamknął drzwi i na powrót rzucił zaklęcie, a potem uśmiechnął się do przyjaciela. - To jak, drinka?

- Pewnie, to było beznadziejne popołudnie. - odparł Remus, spuszczając wzrok.

- Dlaczego? Co się stało? - spytał Syriusz.

- Tylko Dumbledore i to, że jak zwykle traktuje mnie jak chłopca na posyłki. Nie przejmuj się, to nic czego whisky nie może naprawić.

- No to super, bo tylko ją mam. Po drodze do domu poszedłem na targ. Pamiętałem o herbacie, ale nie mam pojęcia co jedzą dziewczyny, więc jutro spytam Hermionę co by chciała. Teraz śpi.

Remus spojrzał na niego.

- Łapo, dziewczyny są ludźmi, jedzą to samo co my.

- Ta, możliwe. Whisky na sesję planowania wydawała się ważna. - oznajmił Syriusz, radośnie wzruszając ramionami.

- Jesteś dzisiaj straszliwie... skoczny. - zauważył Remus, siadając na kanapie i zdejmując kurtkę, którą rzucił na stertę prania, by odwiedziła pobratymców.

Syriusz zajmował się właśnie ciągnięciem skrzynki starych mugolskich nagrań sięgających mu do kolan, by służyła za stolik. Pozostawiając ją przed Remusem ruszył do kuchni, by przynieść swoje zakupy: butelkę Ognistej Whisky, dwie ogromne paczki chipsów i opakowanie papierosów. Cieszyła go perspektywa palenia w pomieszczeniu. Balkon Hermiony się sprawdzał, tyle tylko, że za każdym razem musiał ją prosić, by go wypuściła (jak pies, przypominała mu wystarczająco często). Nie mówiąc już o pełnym dezaprobaty spojrzeniu, które posyłała mu, ilekroć zapalał papierosa, mimo, że nigdy nie kazała mu przestać. A poza tym, palenie było odjazdowe.

- No tak, dlaczego nie? Mam masę powodów do szczęścia. - odparł, opadając na podłogę obok stolika i rozpakował swoje przybory.

- Bo kiedy ostatni raz cię widziałem martwiłeś się warunkami mieszkaniowymi i ponurym gościem. - powiedział Remus chwytając opakowanie chipsów i otwierając je.

Syriusz wzruszył ramionami.

- Naprawiłem to. – pochwalił się, przypominając sobie jak bardzo nie mógł się doczekać, by powiedzieć o tym Remusowi.

- Naprawdę? - spytał tamten. Syriusz nie potrafił stwierdzić, czy mu uwierzył. Pewnie myślał, że Hermiona dalej płakała, a Syriusz po prostu zamknął ją w pokoju i rzucił na nią zaklęcie wyciszające, żeby nie musieć się z nią użerać.

- Tak. Naprawione na sto procent. Żadnych więcej dramatów. - Powiedział, otwierając butelkę whisky i zdając sobie sprawę, że nie przyniósł z kuchni szklanek. Znów wstał i pozostawił cicho oszołomionego Remusa na kanapie.

- Czyli przekonałeś Hermionę, że nie powinna czuć się jak idiotka? - spytał Remus, kiedy Syriusz wrócił z dwoma niepasującymi do siebie szklankami wątpliwej czystości.

- Cóż, Lunatyku. – oznajmił jowialnie Syriusz, jakby był najmądrzejszym człowiekiem na ziemi, albo przynajmniej najmądrzejszym człowiekiem siedzącym na twardej podłodze i nalewającym drinki. - Okazało się, że nie na tym polegał problem.

- Naprawdę? To mi powiedziała, czy raczej to udało mi się z niej wyciągnąć. - powiedział Remus, przyjmując szklankę i rozpierając się na kanapie.

- Naprawdę. Myśli, że teraz musi odejść. Moody też tak powiedział, coś o mugolach, którzy zawsze będą jej szukać. Ale to właśnie dlatego tak dziwnie się zachowywała. - Syriusz znów uśmiechnął się szerzej. - Bo myśli, że zaprzepaściła swoje szanse na zostanie a naprawdę tego chce.

Remus uniósł brwi.

- Wreszcie to przyznała? Już czuję się mniej jak porywacz.

Syriusz przytaknął.

- Nawet pocałowała mnie lekko w szyję, bo byłem taki miły i pomocny.

- Pocałowała cię w szyję? - Remus prychnął. - Wiem, że miałeś ciekawe przygody miłosne, ale kto słyszał o pocałunkach w szyję, w ramach podziękowania.

Syriusz zaśmiał się.

- Wtedy nie wydawało się to dziwne, ale jak to powiedzieć na głos... możesz mieć rację. - Pomyślał o tym przez chwilę, a potem dodał. - Nie, leżeliśmy. Chodziło bardziej o mechanikę niż cokolwiek innego.

Remus posłał mu szczwany uśmiech.

- Tylko leżeliście czy robiliście też coś innego?

- Dość sprośnych myśli, wilku. - zachichotał Syriusz.

- Dobra, dalej nie mogę się przyzwyczaić do tego nowego Łapy, któremu nigdy nie kończy się cierpliwość. Chociaż powiem, że to jedyna sytuacja, w której goni cię czas. Musiałeś wybrać akurat ten moment na czekanie?

- Zawsze goni nas czas. - powiedział Syriusz tonem mędrca, decydując się na otwarcie drugiego opakowania chipsów, bo Remus przywłaszczył sobie to pierwsze. - A jak się o tym pomyśli to w tej sprawie wcale tak nie jest, bo ty i ja coś wymyślimy i wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie.

- Jej, ile wypiłeś?

- To mój pierwszy drink. A co? - spytał Syriusz, opierając się na łokciach i patrząc na Remusa ze zdumieniem.

- Bo to brzmi jakbyś mówił o małżeństwie. - odparł Remus, posyłając mu dziwne spojrzenie. - A wiem, że aż tak się nie zmieniłeś.

- Obrzydliwe. I żyli długo i szczęśliwie nie równa się małżeństwu. – oburzył się Syriusz, drżąc na sam pomysł. - Jak śmiesz używać tak okropnych słów w moim domu? Chodziło mi po prostu o to, że my, no wiesz... będziemy kontynuować.

- Hmm. - na twarzy Remusa dalej gościł ten dziwny wyraz podobny do niepokoju. - A czy ona wie, że właśnie to się dzieje?

- Hermiona nie chce brać ślubu. - oznajmił Syriusz, a potem wychylił swoją szklankę i skrzywił się, bo łyk był większy niż się spodziewał. Nalał sobie kolejnego drinka.

Remus zakrztusił się alkoholem.

- Rozmawialiście o tym? - parsknął. - Chryste! Nie było mnie tylko parę godzin. Co do cholery?!

Syriusz śmiał się.

- Nie! Mówię tak ogólnie. Rozmawialiśmy o małżeństwie jako o... nie wiem, chyba jako o idei. Miesiące temu! Spytała mnie, dlaczego Lily i James tak młodo się pobrali. Wiesz, Harry też to zrobił i to z rudą. Z tego co mówi Hermiona, ona strasznie przypomina Lily, też jest przerażająca jak ją wkurzysz i w ogóle. Hermiona powiedziała, że spotykała się z kumplem Harry'ego trzy lata i nigdy nie chciała wychodzić za mąż... nie widziała sensu.

- No tak, racja. - powiedział Remus, wyglądając na mniej zszokowanego i wyciągając szklankę do Syriusza, by znów ją napełnił. - To ma sens.

- Chyba, że pojawią się dzieci, powiedziała. Można sobie oszczędzić kłopotu z różnymi nazwiskami. - dodał Syriusz, posłusznie napełniając podstawioną mu pod nos szklankę.

- W przyszłości wszystko musi być inne. - zastanowił się na głos Remus. - Wyobrażasz sobie, żeby którakolwiek z dziewczyn, z którymi chodziliśmy do szkoły nie chciała małżeństwa?

- Ha, nie. - odparł Syriusz. Ślub wydawał się być jedynym i najważniejszym celem większości dziewcząt jakie znał, chociaż może na ich podstawie nie należało tworzyć statystyk. - Ale ona jest inna. - zauważył z wdzięcznością.

- Hmm. - powtórzył Remus. Znów był zmartwiony.

- No co? - spytał defensywnie Syriusz.

- Nic. - wilkołak wychylił swoją whisky trzema szybkimi haustami i znów wyciągnął przed siebie szklankę. - Więc jeśli chodzi o eliksir wielosokowy...

- Lunatyku, ktoś mógłby pomyśleć, że próbujesz się upić. – uśmiechnął się Syriusz. On sam wypił dopiero dwa drinki, a już czuł wspaniałe ciepło rozlewające się po jego ciele.

Remus wzruszył ramionami.

- No i co z tego. Jestem bohaterem, który uratował twoją dziewczynę, pamiętasz? Możesz chociaż dostarczyć mi dość alkoholu żebym się nawalił. - znów potrząsnął szklanką przed Syriuszem, który radośnie mu nalał. Pijany Remus zawsze dostarczał mu rozrywki. - A więc. Twój plan?

- No tak! Pomyślałem sobie, że biorąc pod uwagę ilu ludzi ostatnio znika, Hermiona mogłaby przywłaszczyć sobie czyjąś tożsamość. Na przykład co by było, gdyby podała się za Meadowes?

- Dorcas? - spytał Remus, marszcząc brwi.

- No, znaczy jej rodzice też już nie żyją, a jej brat cały czas podróżuje. Pomyślałem sobie, że gdyby tylko piła eliksir...

- Zawsze?– dopytywał się z niedowierzaniem Remus.

- No tak. Nie wiem, moglibyśmy go zmodyfikować. - Syriusz dokończył drinka i stwierdził, że może kupienie whisky do planowania nie było najlepszym pomysłem. - Albo tak, mogłaby go pić cały czas. To nie aż takie trudne.

- Ale wtedy nie wyglądałaby już jak Hermiona. - Remus zabębnił palcami o podłokietnik kanapy, próbując znaleźć dziury w tym planie.

Syriusz wzruszył ramionami.

- Nie lubię jej ze względu na jej wygląd. A poza tym musiałaby udawać tylko publicznie.

- Nie lubisz jej ze względu na wygląd? - spytał z niedowierzaniem Remus. Syriusz miał wrażenie, że niedługo wilkołak wyceluje w niego różdżkę i spyta kim naprawdę jest. Miły, cierpliwy facet, który lubił dziewczyny za ich osobowość to z pewnością super gość, ale nie Syriusz Black.

- No lubię... - Syriusz uśmiechnął się szeroko. - świetny tyłek, ale wolałbym ją tu zatrzymać, z pupą lub bez. Poza tym, mogłaby być każdym... - umilkł sugestywnie.

- Chryste, Łapo! - zachichotał Remus. - A mi każesz przestać ze sprośnymi myślami. - policzki coraz bardziej mu czerwieniały, a śmianie się ze sprośnych żartów stanowiło znak, że Remus był na dobrej drodze do kraju whisky.

Syriusz pospiesznie przełknął swojego drinka, by do niego dołączyć.

- Ha, tak, może i... um, dorosłem - przyznał. - ale aż tak się nie zmieniłem. No ale musisz się zgodzić, świetna pupa.

- Łapo nie nazywaj jej moją dawno utraconą córką, a potem nie pytaj co sądzę o jej pupie. To chore. - Remus dalej się śmiał.

- Prawda... no to kogo wybierzemy? Może McLyntrop? Wiesz, że zniknęła lata temu.

- Trochę stara, nie? - zasugerował Remus.

- Niezbyt... Hermiona dałaby radę, no i z tym tyłem...

- Jesteś pewien, że to nie próba sprawienia sobie lepiej wyglądającej dziewczyny? - teraz Remus śmiał się już naprawdę. - Bo jeśli tak, to zawsze podobała ci się Marlena.

- Nie, serio, ale mówisz MacKinnon... nieźle, Lunatyku. To może zadziałać. Będziemy tylko musieli zmienić wspomnienia członków Zakonu i Śmierciożerców, którzy ja złapali czy coś. - przerwał, a potem dodał. - A Hermiona nie jest nawet moją dziewczyną, powinieneś przestać tak mówić, bo jeszcze cię usłyszy.

- We wszystkim oprócz nazwy, Łapo, we wszystkim oprócz nazwy.

- I seksu. - dodał Syriusz, opadając z powrotem na podłogę i żałując tak szybkiej konsumpcji alkoholu. - Ale oprócz tych dwóch rzeczy to chyba masz rację... ale jeśli nie uprawiamy seksu to czy ona nie jest po prostu moją przyjaciółką?

- Cholera wie, brachu. Z mojego punktu widzenia, stąpacie po cienkiej linii. - powiedział Remus. Ześlizgnął się z kanapy, by znów sobie nalać. Potem zachichotał i powiedział. - Czy przyjaciele całują się w szyję, by powiedzieć dziękuję?

- Czy ktokolwiek to robi? - spytał Syriusz, znów zaczynając się śmiać. Zapadła pełna zamyślenia cisza. Czy może bardziej bezmyślna cisza, jeśli sądzić po wypchanym watą umyśle Syriusza. Leżał na podłodze i patrzył na pokryty zaciekami sufit. MacKinnon pasowała i znał Marlenę, spodobałyby się jej rzeczy, które Hermiona mogła osiągnąć pod jej imieniem.

Nagle lekko bełkotliwy głos Remusa sprawił, że Syriusz się wzdrygnął.

- Cholera! Łapo, to nie zadziała.

- Zadziała. - odparł Syriusz spokojnie, dalej patrząc w sufit. - Musimy tylko...

- Nie Łapo, nie zadziała. Eliksir Wielosokowy pozwala zamienić się tylko w żyjących ludzi.

Syriusz obrócił głowę, by spojrzeć na przyjaciela i zobaczył, że Remus też leżał, z głową ułożoną na stercie prania. Poczuł jak pewność siebie go opuszcza.

- Och, walić to. - burknął, sięgając do stolika po butelkę whisky, by utopić kolejny nieudany plan. - Jak to możliwe, że ty oblałeś Eliksiry, a ja dostałem W, ale to ty pamiętasz takie rzeczy? Cholera.

- Nie mam pojęcia, brachu. Wybacz. - powiedział pocieszająco Remus. - Nie martw się, wymyślimy coś. Dziś na coś wpadłem. Paszport sprawił, że o tym pomyślałem, ale najpierw muszę coś sprawdzić.

- Dobra. - odparł Syriusz. - Albo moglibyśmy po prostu rozwalić Zmieniacz Czasu. Jest gdzieś tutaj, na pewno dam radę go znaleźć.

Remus nie odpowiedział, tylko sięgnął po butelkę Ognistej w rękach Syriusza i pociągnął łyk.

Znów zapadła cisza. Syriusz był zawiedziony, że sam wcześniej nie zdał sobie sprawy z tak oczywistej wady planu. Może mogliby użyć kogoś kto żył... zdecydował, że nie podejmie żadnej decyzji z tak otumanionym mózgiem.

- A co z tobą, Lunatyku. Masz mi coś do opowiedzenia? - spytał.

- Niby co?

- Nie mam pojęcia. Historie o romantycznych przygodach ze studentkami stomatologii?

- Wiesz, że nie, Łapo. - odparł, oddając mu butelkę. - Nie chcę więcej kłamać, ale jeśli przestanę, zaczną krzyczeć. I to nie w dobrym tego słowa znaczeniu.

- Głębokie. - powiedział Syriusz, ale współczuł swojemu przyjacielowi. Remus był chyba najbardziej troskliwym człowiekiem jakiego Syriusz znał, zawsze stawiał na pierwszym miejscu szczęście innych. Czy nie tego pragnęły kobiety?

- Dlatego chcę, żeby Hermiona została. - szepnął Remus.

- Co? – zdziwił się Syriusz, obracając głowę, by na niego spojrzeć. Przecież Lunatyk nigdy by...

- Rany, ale masz kompleksy. - zaśmiał się Remus. - Dzięki jej pracy nad prawami stworzeń magicznych? Nie wiem... może za kilka lat będę kogoś miał. I jeśli będę mógł znaleźć normalną pracę to... - wzruszył ramionami. - Świat nie może być tak uprzedzony, prawda?

- Oczywiście, że nie, Lunatyku. - pocieszył Syriusz. - Gdzieś tam na świecie czeka na ciebie tolerancyjna dziewczyna. - wypowiadając te słowa Syriusz przypomniał sobie Hermionę siedzącą przy stole w jadalni w pokoju hotelowym i mówiącą mu, że Remus wziął ślub.

Na podłodze obok niego Remus prychnął.

- Jak zawsze optymista.

- Nie, naprawdę! - zapewnił Syriusz, siadając. - Naprawdę czeka! - pokój zachwiał się odrobinę, ale zignorował to, kierując swój chwiejny wzrok na przyjaciela. - Hermiona mówiła, że wziąłeś ślub. Nie przed... nie mogę sobie przypomnieć... - zabębnił palcami w czoło. - Po tym jak umarłem... kiedy umarłem, Lunatyku?

- To najbardziej powalona rozmowa na świecie. - mruknął Remus, dalej machając butelką.

- Nie! - naciskał Syriusz. - Powiedziała, że masz syna. Urodził się w trakcie jej misji... zaczekaj. - znów położył się na podłodze. Skomplikowana przyszłościowa matematyka, whisky i pozycja stojąca nie współgrały ze sobą. - Umarłem w trakcie jej piątego roku... a na siódmym wyruszyli na misję, więc moja śmierć z powodu zasłony miała miejsce w 1996...

Remus zachichotał.

- Co za wstyd, Łapo. Ja przynajmniej zginąłem w słynnej ostatniej bitwie.

- Masz rację, to jest najbardziej powalona rozmowa na świecie. - mruknął Syriusz, gubiąc ciąg myślowy. - Zamknij się, mój mózg nie jest w stanie konkurować z twoim nonsensem. Więc 1996... Szukanie horkruksów dwa lata później, więc musiałeś się ożenić w 1997. Chyba, że zrobiłeś jej dziecko i musieliście się pospieszyć, bo wtedy w 1998. - zakończył z dumą Syriusz, odbierając butelkę i upijając łyk. Bardzo lubił jak po połowie butelki już tak nie paliło.

- Naprawdę? – zdziwił się Remus, patrząc na niego. - Z kim?

- Hermiona nie chciała powiedzieć... chociaż wspomniała, że ją znamy... albo że ja ją znam.

- No mam nadzieję, że ja ją znam. - zaśmiał się Remus. - Biorąc pod uwagę, że jest moją żoną i w ogóle.

- Ta. - odparł poważnie Syriusz, do którego nie do końca dotarło, że jego przyjaciel żartował. - Coś w tym jest. Musisz ją znać.

- Więc muszę tylko poczekać kolejne... szesnaście lat, tak? - spytał Remus, a z jego głosu zniknęła część szczęścia.

Syriusz skrzywił się.

- Tylko ty mogłeś sprawić, żeby to tak zabrzmiało. Może bez Wężowatego spotkasz ją wcześniej.

- Może. - zgodził się cicho Remus.

Syriusz nie do końca wiedział co powiedzieć, więc znów spojrzał w sufit. Naprawdę powinien zrobić coś z zaciekami. Nigdy wcześniej ich nie dostrzegł, bo zazwyczaj nie leżał na podłodze w salonie. Nie wiedział, ile tak się gapił. Światło rzucało cienie na zakręcone plamy, a on dostrzegał w nich wzory... nie był pewien czy to whisky czy nie, ale po każdym mrugnięciu wyglądały inaczej. Zdecydował, że to na pewno wina alkoholu i rozważył, czy powinien tu dziś spać. Hermiona mogłaby uznać to za trochę niepokojące, że położył ją ze sobą do łóżka... może tę jedną noc powinien spędzić na kanapie. Ta była przynajmniej dość długa, by na niej spać i wygodna, nie to co ta hotelowa. Z zamkniętymi oczami Syriusz zaczął się zastanawiać, czy Hermiona będzie chciała tu zostać po Nocy Duchów. Nie to żeby mogła pójść gdzie indziej. Nie wspomniała też nic o tym jak podejrzane było mieszkanie i okolica, ale sądził, by jej się tu podobało. Właśnie zdał sobie sprawę, że nawet nie wykorzystał możliwości zapalenia w pokoju, kiedy cichy głos Remusa wdarł się w jego pijane myśli.

- Łapo?

- Mmm? - wymamrotał Syriusz, zastanawiając się czy da radę dotrzeć do kanapy. Podłoga świetnie nadawała się do spania. Papierosy miał pod ręką.

- Denerwujesz się przed Nocą Duchów?

- Jestem przerażony. A ty?

- To samo.


Szara sowa wleciała do pokoju, gdzie dwaj mężczyźni leżeli na podłodze w salonie. Zoff upuścił czarną kopertę na pierś swojego pana. Nie otrzymawszy reakcji, puchacz uszczypnął swego pijanego właściciela w ucho i zahuczał głośno. Mężczyzna otworzył jedno oko i wymamrotał.

- Bez odpowiedzi, ptaku. - a potem przewrócił się na bok.

Czarna koperta z pieczęcią Toujours Pur wyślizgnęła się z dłoni Zoffowego pana, kiedy ten zachrapał spokojnie.


(1) SWP – Socialist Workers Party, brytyjska lewicowa partia polityczna


Od tłumaczki: Jeszcze jedno. Ponieważ w przyszły weekend zaczyna się weekend majowy, a ja w niedzielę będę już dawno poza zasięgiem Internetu, możecie się spodziewać kolejnego rozdziału najpóźniej w piątek. Potem wrócimy do stałego terminu.