od tego rozdziału betuje okularnicaM :*


Jedyna walka toczy się w ciemnościach. Zwycięstwo odnosi się zawsze na ich skraju.

René Char

Palce Lucjusza pewnie oplatały różdżkę, ale Harry miał problem z trzymaniem własnej. Używaj jej lewą ręką tylko w sytuacjach kryzysowych i nigdy to nie zdało egzaminu, o ile dobrze pamiętał. Chyba, że miał uznać za sukces powalenie trolla na pierwszym roku w Hogwarcie, chociaż wątpił, aby Lucjusz uznał to za ujmujące.

Mężczyzna stał pewnie na lekko rozstawionych nogach i najwyraźniej czekał ,aż Harry się przygotuje. Podobnie jak Snape stronił od poleceń wydawanych wprost, więc już widział ich cudowną współpracę. Zastanawiał się nawet czy nie sensowniej byłoby wrócić do Hogwartu z ogłuszonym Lucjuszem. Przynajmniej informacje zdobyliby w ten sposób.

- Chcesz mi powiedzieć, że wielki zawodnik quidditcha nie potrafi się rozciągać? – spytał Malfoy wprost i w jego głosie była ,aż nazbyt rozpoznawalna kpina.

Harry zacisnął usta w wąską kreskę, wiedząc, że jeśli zaczną wyprowadzać się z równowagi, niczego nie osiągną. W to mógł się bawić z Snape'em na eliksirach. Tam chronił go szkolny regulamin i mógł być pewien, że nie znajdzie się po drugiej stronie różdżki profesora. Tutaj natomiast Malfoy miał już swoją w dłoniach i już po samych płynnych ruchach, Harry wiedział, że Lucjusz potrafi się nią posługiwać.

- Nie wkładaj do moich ust słów, których nigdy nie wypowiedziałem – odparł Harry i zdjął z siebie sweter od pani Weasley.

Oczywiście widział, że wełna raziła Lucjusza w oczy, ale właśnie dlatego wziął to ubranie z Hogwartu. Cienka koszulka, zwisała z jego ramion, ale dawała mu możliwość ruchu, więc zaczął kręcić nadgarstkami, a potem wymachiwał przez chwilę ramionami tak, jak uczył ich Oliver Wood jeszcze nie tak dawno. Lucjusz przyglądał mu się w milczeniu i Harry spiął się, gdy tylko dostrzegł, że wzrok Malfoya nie obejmuje tylko jego dłoni i ramion. Mężczyzna sunął po całej jego sylwetce, nie omijając ani jednego centymetra, jakby chciał się zapoznać z jego ciałem.

I to było takie złe i złe, i złe, ale Harry nie przestał ćwiczyć. Po prostu popatrzył na Lucjusza z całą złością na jaką było go stać. Wiedział, że jest szczupły, nie potrzebował, aby to komentowano. Ron przerósł go o prawie całą głowę, a i Ginny miała stać się wyższą już niedługo. Jako szukający jednak sprawdzał się genialnie i tylko to się liczyło dla niego. Lucjusz nie mógł wyprowadzić go z równowagi żadnym swoim komentarzem – zdecydował.

- Masz dobrze umięśnione ciało – powiedział w końcu Malfoy, zaskakując go. – Musisz poćwiczyć nad mięśniami pleców, bo się garbisz. To nie do przyjęcia, gdy trzymasz szpadę w dłoni, a ona swoje waży – ciągnął dalej Lucjusz. – Oczywiście są zaklęcia, które zredukują jej ciężar, ale jeśli nie czujesz tego co masz w dłoni, nie potrafisz również tym odpowiednio manewrować. Jestem klasykiem. Nauczysz się walczyć i twoje ramiona będą być może przeciążone, ale zrobię z ciebie szermierza, Harry Potterze – poinformował go Malfoy.

- Myślałem, że w tym wszystkim o to chodzi – prychnął Harry i z zaskoczeniem obserwował jak Lucjusz rozpina swoją kamizelkę.

Ciemny materiał został odłożony ostrożnie na jedno z nielicznych krzeseł i Malfoy stanął przed nim z obojętnym wyrazem twarzy.

- Chodzi o to, żebyś był na na tyle przyzwoitym poziomie, aby pokonać Czarnego Pana – odparł Lucjusz. – A to nie jest żaden poziom. Ten bękart ma równie czystokrwiste korzenie, co Severus i wszyscy o tym doskonale wiemy – prychnął znudzony. – Powtarzaj moje ruchy i staraj się jednocześnie nie napinać specjalnie mięśni. Powinieneś ćwiczyć każdego wieczoru, ale wątpię w systematyczność Gryfonów, więc będąc tutaj dwa razy dziennie będziesz schodził do tej sali i nadrabiał tygodniowe lenistwo.

Harry zamrugał zaskoczony.

- Wiesz, że Voldemort jest półkrwi? – zdziwił się Potter.

Lucjusz prychnął i wyciągnął złączone dłonie ponad głowę sprawiając, że jego już wcześniej długie ciało, wyciągnęło się w górę jeszcze bardziej. Harry przyspieszył czym prędzej, wiedząc, że jeśli tego nie zrobi, da Malfoyowi zasłużoną amunicję.

- Znam drzewa genealogiczne wszystkich ważniejszych czarodziejskich rodzin – poinformował go mężczyzna, jakby to było całkiem oczywiste.

Przecież ta wiedza była każdemu czarodziejowi do życia koniecznie potrzebna.

- Nie trudno było się również domyślić dlaczego tak bardzo nienawidzi mugoli – ciągnął dalej Lucjusz. – To nie jest tak skomplikowane, gdy ruszy się głową. Jesteś w stanie dostrzec naprawdę wiele, gdy robisz z niej faktyczny użytek – dodał, zerkając sugestywnie na Harry'ego, jakby to miało mu coś powiedzieć.

Być może nie był mózgowcem, ale nie czuł się w obowiązku wymądrzać na każdym kroku. Nie wszystkich musiała interesować nauka. On chciał zostać aurorem, więc ćwiczenie refleksu i zaklęć miało swój sens. Nie można było wiedzieć wszystkiego, gdy nie było się Hermioną. A on nie był Hermioną.

Czuł jak jego ciało powoli budzi się do życia. Wcześniej dwór wydawał mu się chłodny, a zbrojownia w kamieniu i metalu tylko podkreślała to. Jednak ruch sprawiał, że krew w jego żyłach krążyła szybciej i jego palce nie były już tak zdrętwiałe. Z zaskoczeniem zauważył, że Malfoy wykonuje skłony z charakterystyczną dla siebie gracją. Zazwyczaj, gdy ćwiczył na boisku do quidditcha dokuczali sobie z kolegami, ponieważ każdy trącał drugiego i był to powód do śmiechu. Malfoy pomimo swoich długich rąk zdawał się być świadom dostępnej mu przestrzeni.

Ciało mężczyzny było szczupłe, ale to zauważył już wcześniej. Lucjusz nosił przeważnie czarodziejskie szaty, gdy się widywali, ale Harry'emu nie umknął fakt, że one tylko dodawały optycznie kilogramów. Dlatego dziwiło go, że Malfoy z takim upodobaniem zakładał kolejne warstwy materiału. Może chciał ukryć to w jak dobrym stanie było jego ciało, przygotowane na każdy cios. Mężczyzna zdawał się wysportowany, a to oznaczało codzienny wysiłek – coś czego się Harry po Malfoyach nie spodziewał. Jego wyobrażenie o tej rodzinie legło w gruzach, a przynajmniej o Lucjusz. Draco nadal wyglądał na leniwego snoba.

Starał się nie zerkać zbyt otwarcie. Nie chciał być złapany na gapieniu się. Nie mógł jednak nie być zaskoczonym, gdy na zwykle bladej twarzy wykwitł zdumiewająco pasujący tam rumieniec, który rozszerzał się i znikał pod kołnierzem koszuli.

- Ćwiczenie w tym ubraniu chyba nie jest wygodne – rzucił Harry, zanim zdążył się powstrzymać i Lucjusz spojrzał na niego, marszcząc brwi.

- Ćwiczę w tym w czym walczę, abym wiedział na jaki ruch mogę sobie pozwolić – odparł Malfoy i to faktycznie było logiczne. – Tobie radzę rozsądniej dobierać garderobę – dodał zerkając sugestywnie na porzucony na podłodze sweter.

ooo

Jeśli sądził, że tego dnia będą walczyć, mylił się. Lucjusz zmusił go do unoszenia szpady wedle własnego pomysłu, a potem opuszczania jej. Jego nadgarstek bolał już po trzecim razie i wtedy zrozumiał cel ćwiczenia. Nie był przyzwyczajony do tak sporego ciężaru, a jednocześnie w jego lewej dłoni spoczywała różdżka, którą faktycznie miał rzucać zaklęcia. Jak do tej pory podpalił jedną grubą kotarę, którą Lucjusz ugasił machnięciem ręki.

Nie potrafił się skupić, gdy słyszał ten cichy głos za sobą, a Malfoy znajdował się za jego plecami. Miał ochotę się odwrócić, bo tak podpowiadał mu instynkt. Żaden Malfoy nie powinien się znajdować na jego tyłach, ponieważ im nie można było ufać. Jednocześnie coś podszeptywało mu, że jeszcze nigdy nie widział Lucjusza atakującego tak niehonorowo. I może powinien Draco oddzielić od swojego ojca, bo to na pewno wyjdzie na korzyść seniora.

- Myśl o tym co robisz – warknął Lucjusz tuż za nim i Harry podskoczył zaskoczony.

- Myślę o tym co robię – skłamał Harry.

Już od dobrych paru minut wykonywał te ruchy mechanicznie. Wciąż nie instynktownie, ale różdżka w lewej dłoni po prostu była taka nieodpowiednia. Zła. Ne potrafił jakoś inaczej o tym myśleć. Wszystko było nie tak. I wiedział, że będzie machał nią jak idiota wykonując wszystkie zaklęcia odwrotnie. Podpalając, a nie gasząc jak jeszcze przed chwilą. Nie uczono ich obrony lewymi rękami, ponieważ to było kompletnie bezsensowne. Czuł zresztą, że to jego prawa dłoń aż mrowi od magii, która się tam przypadkowo kumulowała przez cały ten czas.

- Myślałem, że mieliśmy walczyć – prychnął Harry, czując, że jego cierpliwość się kończy.

Jego ramiona bolały jak diabli, a nadgarstek nie chciał się zginać. Musiał w poniedziałek wrócić do Hogwartu i zapewne Snape nie zamierzał dać mu taryfy ulgowej co oznaczało, że będzie musiał kroić jakieś twarde korzenie ręką, która nie była sprawna. Czuł już teraz, że ten ból, to odrętwienie szybko nie odejdzie.

- Chcesz walczyć? – zakpił Lucjusz i bardziej usłyszał niż dostrzegł, że mężczyzna się przemieścił.

Stali naprzeciwko siebie w wąskiej sali i Malfoy uniósł do góry swoją szpadę, jakby nie ważyła nawet grama. Idealnie panował nad całą długością broni, która świsnęła w powietrzu z łatwością. I Harry cofnął się instynktownie wbijając biodra w jeden z regałów. Różdżka wypadła mu z dłoni tak jak przypuszczał, że się stanie i Lucjusz zerknął na bezużyteczny kawałek drewna, a potem kopnął go jak najdalej od Harry'ego, jakby nie miała żadnej wartości.

I może tutaj, gdy obaj mieli szpady, magia nie liczyła się tak bardzo. Rumieniec, którego Lucjusz nabrał podczas ćwiczeń, zbladł odrobinę i teraz tylko nadawał zdrowy wygląd zwykle pobladłemu Malfoyowi. Włosy mężczyzny nie były już tak perfekcyjnie ułożone i może to sprawiało, że do Harry'ego dotarło nareszcie jak bardzo realna była ta sytuacja. Właśnie tak będzie, gdy stanie naprzeciwko Voldemorta. Jego koszulka będzie się do niego kleić, a jego dłoń będzie boleć jak cholera. Może wcześniej ktoś pozbawi go różdżki, bo przecież będą walczyli.

Lucjusz znowu uniósł szpadę i wspomnienie z lasu stało się całkiem żywe. Harry odbił się od regału i wyciągnął przed siebie broń, a potem zamachnął się i dźwięk metalu uderzającego o metal wypełnił powietrze. Malfoy cofnął się, ale to była tylko pułapka, bo gdy Harry poczuł tylko odrobinę satysfakcji, nagle na jego szyi pojawiło się ostrze, zimne i nieprzyjemne. I nie wiedział nawet kiedy opuścił gardę, ale Lucjusz znalazł lukę w jego obronie.

- Nie przystępuj do walki, gdy nie jesteś gotowy, Harry Potterze – powiedział Malfoy, chowając szpadę do pochwy.