Cza sami nie śpi człowiek w no cy, pat rzy w ciem ność pus ty mi ocza mi i myśli: Za coś ty mnie, życie, tak po kaleczyło? Za co ta ka ra? Nie znaj duję od po wie dzi ni w ciem ności, ni w biały dzień.
Michaił Szołochow
Księga była stara, ale doskonale zachowana. Harry był zaskoczony, że zaklęcia w niej nie miały inskrypcji z wyjaśnieniem jaki efekt dawały dokładnie. I trochę go to przerażało. Zerknął do niej, kiedy wrócił tylko do swojego pokoju. Przeważnie brał kąpiel przed obiadem i nie zamierzał zmieniać swojego przyzwyczajenia. Po fizycznym wysiłku jego ciało było napięte i pokryte warstewką potu. Może podświadomie chciał wyglądać równie dobrze co Lucjusz, chociaż mężczyzna z pewnością nie powinien zaprzątać jego myśli. To nie było jednak takie proste, kiedy wspomnienia poranka powróciły do niego z taką siłą.
Chciał oskarżyć Malfoya o manipulacje, ale Lucjusz nie zrobił nic. Nie próbował go napastować ani specjalnie nie ocierał się o niego. Nie czynił nieodpowiednich uwag, w pełni skupiony na ich ćwiczeniach. Harry nie mógł wymarzyć sobie lepszego nauczyciela, a jednak irytowało go, że Lucjusz pozostał tak nieczuły, tak kompletnie niewzruszony faktem, że jednak Harry postrzegał jego ciało jako coś więcej niż cel swojej szpady. Może to przychodziło z wiekiem, ale bardziej prawdopodobne, że Malfoy był cynikiem. Wspomnienie o wielu kochankach powracało równie mocno i nie dawało mu spokoju.
Lucjusz miał możliwości, zarówno finansowe jak i te dotyczące wyglądu, aby zaimponować komukolwiek. I Harry czuł, że mężczyzna nie kłamał. Sypiał z ludźmi i nie uważał tego wcale za nieodpowiednie. Może był to powód do dumy. A może wszyscy w świecie Lucjusza postępowali dokładnie tak samo. Hermiona opowiadała o mugolskiej szlachcie, która nie szczędziła sobie uciech w wiekach poprzednich. Dlatego tak wiele rodzin czarodziejskich nosiło nazwiska mugolskiej arystokracji i na odwrót. Nie miało znaczenia jak bardzo zmieszali swoją krew.
Harry nie chciał jednak o tym myśleć. I nie mógł przestać. Lucjusz nie pierwszy raz rujnował jego spokój. I pewnie nie ostatni.
Wszedł do wanny wypełnionej ciepłą wodą i zamknął oczy, starając się chociaż przez chwilę nie myśleć o niczym, ale Malfoy jak zawsze wkradł się i tam. Harry nie miał pojęcia nawet jaki był typ Lucjusza. Czy faktycznie podrywał szesnastolatków, którzy nie wiedzieli niczego o seksie. Harry nigdy nie był dotykany przez nikogo prócz siebie, ale Malfoy nigdy słowem o tym nie napomknął. Mógł o tym nie wiedzieć. W końcu o ekscesach Draco opowiadano w Hogwarcie dość głośno. Plotki o tym jak wiele osób przewinęło się przez łóżko Ślizgona dawały jasny przekaz, że dziewictwo w Slytherinie nie miało aż takiej wartości.
Lucjusz nazywał go cały czas Harrym Potterem, jakby to był cholerny tytuł. Jakby to nie oznaczało jego osoby. I czasem Harry tak się czuł, jakby stanowił pusty symbol, za którym szły całkiem mylne wyobrażenia. Pewnie Malfoy zakładał, że jako tak sławna osobistość korzystał z uroków bycia Harrym Potterem, ale tylko raz chciał tak zrobić i Hermiona wybiła mu to z głowy. Nie był Harrym Potterem. Był Harrym i chciał, aby każdy pragnął go właśnie dlatego. Jeśli Lucjusz widział w nim jedynie nazwisko i władzę, która szła za tym – napawało go to obrzydzeniem. Malfoy jednak wyraźnie powiedział, że widzi w nim coś pociągającego i chyba nawet bycie symbolem Jasnej Strony uważał za wadę, co Harry'ego cieszyło.
A nie powinno, ponieważ nie rozważał nawet wsunięcia się do pokoju Malfoya po zmroku. To byłby ten rodzaj szaleństwa, do którego nie zamierzał dopuścić. Lucjusz nie śmiał się jeszcze teraz z jego niekontrolowanych odruchów, ale gdyby odkrył, że Harry znał jedynie dobrze swoją prawą rękę, zapewne nie omieszkałby o tym wspomnieć. Jakby od każdego szesnastolatka oczekiwano doświadczenia. Malfoy był szalony. To Harry był normalny, bo trzymał się od mężczyzny z daleka.
Woda w wannie zrobiła się chłodna, więc wstał i zaczął przeglądać się w lustrze. Nie miał długich nóg i był stosunkowo niski jak na chłopaka w jego wieku. Jego skóra zaczynała nabierać kolorów, zapewne od porannych biegów. Słońce było ostre o tej porze, ale nie poparzył się od jego nadmiaru. Miał przyjemnie duże oczy, a przynajmniej Hermiona tak twierdziła. Kiedy kiedyś spytał, co mogłoby się w nim podobać, próbowała twierdzić, że osobowość, ale nie był idiotą. Niewielu ludzi chciało go poznać. Większość chciała się zaprzyjaźnić z kimś, kto nie istniał. Innych zwabiał jego wygląd, ale nie widział w sobie nic specjalnego. Dziewczęta szybko zdawały sobie sprawę, że trudno będzie przy nim ubrać szpilki. Z Lucjuszem zapewne nie miałby problemów dotyczących wzrostu.
Malfoy nie zamierzał jednak nigdzie z nim wychodzić. Tego jednego Harry był akurat pewien i może dlatego układ oparty na samym seksie miałby faktycznie sens.
Nasunął na siebie koszulę i spodnie, a potem spojrzał jeszcze raz w lustro, nie wiedząc co powinien zrobić z włosami. To nie miało jednak zbyt wielkiego znaczenia, kiedy miał zjeść obiad z Lucjuszem. Może Malfoy nawet uznałby, że Harry specjalnie dba o wygląd dla niego, co było śmieszne.
ooo
Jedli we względnym milczeniu. Kiedy nie walczyli, dawne napięcie wróciło pomiędzy nich. Harry dalej mu nie ufał. W końcu siedział przy jednym stole z Malfoyem, więc należało się pilnować. Nie czuł się tak odkryty od bardzo dawna, ale Lucjusz nie wydawał się zwracać w ogóle na niego uwagi, pochłonięty Prorokiem Codziennym, który leżał po jego prawej. Mężczyzna przeważnie czytał coś przy posiłkach i odkładał traktaty, księgi i gazety tylko kiedy zaczynali rozmawiać. Nie tracił nigdy czasu – to Harry musiał mu przyznać.
Nie miał jednak pojęcia co powinien powiedzieć. W jego głowie ziała idealna pustka. Za kilka godzin miał zapaść zmrok i nie wiedział czy Malfoy faktycznie sądził, że Harry pokaże się na progu jego sypialni. Wszystko w nim spinało się na samą myśl, a jednak jakaś część niego twierdziła, że to byłby znakomity pomysł. Pewne podekscytowanie pojawiało się wraz z wizją jego na łóżku Lucjusza, zapewne wielkim i niepozbawionym kolumienek, skoro nawet sypialnia Harry'ego je miała.
Malfoy twierdził, że Gryfoni żyli w ciągłym konflikcie i może faktycznie łatwiej byłoby nie patrząc na konsekwencje, po prostu sprawdzić co Lucjusz miał do zaoferowania, ale czuł, że to nie jest właściwa droga. W zasadzie nie dostrzegał również konsekwencji swojego postępowania. Malfoy podobnie jak w kwestii lekcji nie mógł powiedzieć nikomu nic. Przecież nie przyznałby publicznie, że z nim sypiał. Po wojnie miał zapewne trafić pod sąd błyskawicznie i nikt nie uwierzyłby w bajeczki jednego z największych śmierciożerców, że uprawiał seks z Harrym Potterem podczas wojny. Jeśli Malfoy liczył na ratunek z jego strony, ten miał nigdy nie nadejść. Harry nie miał ,aż takich wpływów i nie wątpił, że nie ma siły, która uratowałaby Lucjusza przed losem, który sam sobie zgotował.
- W księdze nie ma opisu skutku zaklęć – rzucił w końcu, kiedy cisza stała się nie do zniesienia.
Lucjusz odłożył gazetę i spojrzał na niego.
- W żadnej z ksiąg tego nie będzie – odparł Malfoy spokojnie.
- To skąd mam wiedzieć, że nie uczysz mnie czarnej magii? – spytał wprost.
Usta Lucjusza wykrzywiły się w krzywym uśmieszku.
- Nie bądź dziecinny. Trzeba mieć w sobie zło, aby posługiwać się czarną magią – prychnął Malfoy. – Chcesz powiedzieć, że Harry Potter ma w sobie okruchy czegoś, co nie jest dobrem? Taka skaza na duszy? – zakpił mężczyzna.
- Mam swoje sekrety – odparł.
- Są niczym w porównaniu z tym jak musiałbyś nienawidzić, aby użyć prawdziwej czarnej magii. Magia szermierzy jest neutralna. To intencja czyni ją środkiem czyjejś ze stron – odparł Lucjusz. – I nie będzie opisanego żadnego z zaklęć, ponieważ masz nauczyć się ich instynktownie bez oczekiwania na efekt. Podczas walki nie będziesz robił przystanków, aby sprawdzić co się stało. Będziesz rzucał zaklęcie za zaklęciem ,aż nauczysz się instynktownie co oznaczają. Twój mózg nie musi ich zapamiętać. To dłoń ma mieć panowanie nad magią – wyjaśnił Malfoy.
Harry nie do końca nadążał.
- Mam je zapamiętać, ale mam ich nie zapamiętywać? – spytał z niedowierzaniem.
- Potrafisz tańczyć? – rzucił Lucjusz nagle.
- Nie – odparł.
- To wiele wyjaśnia – westchnął mężczyzna. – W tańcu twoje ciało zapamiętuje ruch, ale twój umysł nie zaprząta sobie świadomie uwagi. Z szermierką jest ponownie. Kiedy staniesz się mistrzem, szermierka będzie częścią ciebie, a nie sztuką, którą opanowałeś. Poranną rutyną, która pozwala ci utrzymywać ciało w dobrej kondycji. Będziesz szermierzem, a nie kimś ze szpadą, który przypadkowo wie jak nią poruszać – ciągnął Lucjusz. – Ruchu i rzucania zaklęć można nauczyć każdego. Zgranie tego w ten sposób, aby szermierz stał się jednością z naukami, które pobiera, to już z goła inna sprawa.
Harry przełknął ciężko. Miał wrażenie, że kiedy walczyli przed tygodniem, nie musiał myśleć o różdżce w dłoni i szpadzie. W końcu rzucił Protego bez zastanowienia i nawet trafił w Snape'a. Zastanawiał się wcześniej jakie uczucie go wtedy pochłonęło, ale Lucjusz opisywał ten stan doskonale w swoich skąpych słowach. Fascynowało go to bardziej niż chciał się do tego przyznać.
- Taniec to jest coś, czego powinienem się nauczyć? – spytał ciekawie.
Draco potrafił świetnie poruszać się na parkiecie, widział to podczas Balu Bożonarodzeniowego. Harry nigdy nie panował w ten sposób nad swoim ciałem, ale zaczynał je powoli poznawać od strony, od której jego własne kończyny go zaskakiwały. Może nie miał jednak dwóch lewych nóg jak przypuszczał. Podążanie za instrukcjami Lucjusza nie przychodziło mu z trudem, kiedy zaczął zwracać uwagę nie tylko na sam ruch mężczyzny, ale również na napięcie jego mięśni.
Malfoy spojrzał na niego z o wiele większym zainteresowaniem i Harry zdał sobie sprawę, że pewnie jeszcze nie tak dawno, wyśmiałby mężczyznę, gdyby ten coś takiego zasugerował.
- Szermierka nauczy cię wszystkiego, co musisz wiedzieć – odparł Lucjusz. – Lekcje tańca nie zaszkodziłyby twojej przyszłej pozycji w tym świecie – rzucił Malfoy.
- Teraz mi podpowiadasz? – spytał Harry, nie mogąc się powstrzymać.
Lucjusz wzruszył ramionami.
- To nie jest nic, czego nie powiedziałby ci Severus w najbliższym czasie. Może tylko mniej mile i z większą ilością inwektyw – westchnął Malfoy.
- Pan profesor niczego mi nie mówi – odparł bez chwili wahania.
- Nie kłam – rzucił Lucjusz. – Po pierwsze nie jesteś w tym dobry. Po drugie nie masz powodu, aby kłamać. Jeśli nie chcesz czegoś powiedzieć, milcz i odwracaj uwagę od przedmiotu rozmowy. Kłamstwo może zostać wykorzystane przeciwko tobie. A tak się składa, że doskonale wiem, że Severus cię pilnuje. I będzie cię pilnował.
- Może ma co do tego powody – odparł Harry.
Lucjusz uśmiechnął się lekko.
- Nawiązujesz do tematu, o którym mieliśmy nie rozmawiać? – spytał retorycznie mężczyzna, nie spuszczając z niego oka i Harry wiedział, że zdradził go rumieniec. – Severus nie wie. Nie widzi wszystkiego. I nie musi się dowiedzieć.
- Nie byłby zadowolony z tego, że sypiasz z jego podopiecznym? – spytał Harry wprost.
- Tak jak ja nie byłbym zadowolony, gdyby on sypiał z moim synem – odparł Lucjusz.
- To hipokryzja – prychnął Harry. – Też jestem o dwadzieścia lat młodszy od ciebie – rzucił.
- Ale ja mam pozycję w tym świecie, a Severus nie. Z romansu ze mną możesz coś mieć, Severus tego nie zapewni Draco – odparł spokojnie Lucjusz.
Harry wiedział, że mrugał ogłupiały i jego usta są lekko rozchylone, ale jakoś nie potrafił ich zamknąć.
- Nigdy przez myśl ci to nie przeszło, prawda? To chyba jednak cudowne, że jestem takim dobrym kochankiem, myślącym o przyjemnościach ludzi, którymi jestem zainteresowany – podjął Lucjusz. – Prezenty, mój drogi Harry, które otrzymywałbyś, byłyby wiele warte i dopasowane dla ciebie. Rzeczy, do których mam dostęp, zapewne sprawiłyby, że twoja przyjaciółka złakniona wiedzy o czarodziejskim świecie sama wylądowałaby w moim łóżku. Mam pieniądze i wpływy. I nikt nie wychodzi z układów ze mną niezadowolony – odparł Lucjusz. – Severus nie może zaoferować nawet miłego słowa swojemu kochankowi. To nie w jego stylu – rzucił.
- Próbujesz mnie kupić? – spytał z niedowierzaniem.
- Nie – odparł Lucjusz. – Nie jestem idiotą. Mówię tylko, że szpada, którą dostaniesz jeszcze w tym tygodniu nie będzie nijak związana z naszą rozmową. To jest coś, czego potrzebujesz, aby osiągnąć pewne wyniki i ćwiczyć w Hogwarcie. W porównaniu z tym, co mógłbym ci podarować, to będzie jedynie ułamek – odparł Lucjusz. – Nie chcę, żebyś czuł się przymuszany prezentami. To nie są prezenty. To jedynie przedmioty, które podarowałbym każdemu ze swoich uczniów tak jak mój mistrz dbał o to, żebym miał tylko najlepszą szpadę do ćwiczeń.
Harry skinął półświadomie głową, nie mogąc wykrztusić nic. Faktycznie starał się nawiązać do rozmowy z poranka, ale nie sądził, że Lucjusz będzie tak bezpośredni. Jakby nie przeprowadzili wcześniej żadnej konwersacji, po której czuł się mocno poruszony. Rumieniec z jego twarzy nie schodził i nie był pewien czy chce słuchać dalej.
Lucjusz jakby zdawał sobie z tego doskonale sprawę, zamilkł i sięgnął ponownie po swoją gazetę. Pozostała część posiłku upłynęła im w dość nieprzyjemnym, przynajmniej dla Harry'ego, milczeniu.
