Po wie działy kre ty: "Ludzie są ciem ni, pot rzeb ne im światło".
Stanisław Jerzy Lec
To nie była najspokojniejsza z nocy. Dwór był tak wielki, że nie powinien być świadom drugiego mieszkańca, a jednak odnosił wrażenie, że w ciemności słyszy nawet oddech Lucjusza. Innym razem, kiedy deska podłogi na korytarzu skrzypnęła, czekał aż Malfoy otworzy drzwi i wejdzie do jego sypialni, ale to nie stało się nigdy. Nie był pewien czy uczucie, z którym obudził się rano to ulga czy rozczarowanie.
Lucjusz jednak czekał na niego już przy śniadaniu, więc zjedli pospiesznie posiłek, spiesząc się na poranny trening. Do południa nie wypowiedzieli do siebie zbyt wiele słów, ale Harry miał wrażenie, że nie potrzebowali ich w tej chwili. Snape zauważył poprzedniego dnia napięcie między nimi, ale ono znikło, zastąpione przez coś innego – mniej uchwytnego. Harry nie potrafił tego określić jednym słowem, ale Lucjusz faktycznie był człowiekiem swoich słów. Nie napierał na niego i nie przyszedł do niego w środku nocy, chociaż Harry był pewien, że nie wyrzuciłby go ze swojego łóżka, chociaż pewnie z początku udawałby, że to nie jest odpowiednie. Może po to, aby zachować twarz, co było śmieszne, bo Lucjusz wiedział. Malfoy poznałby od razu, co było prawdą, a co kłamstwem. Ostrzegał go również, żeby Harry nie starał się nawet mijać z prawdą, bo wychodziło mu to słabo.
I Harry mu wierzył.
W innym wypadku Ron, Hermiona i Snape nie mieliby problemu z rozszyfrowywaniem go. Jakimś cudem Albus Dumbledore nadal wierzył w jego niepokalanie żadnym grzechem, więc jemu Harry kłamał. W końcu i tak nie miał wyboru, jeśli chciał, aby te lekcje trwały nadal.
A nie sądził, aby mógł żyć bez swojej szpady w dłoni, tnącej powietrze ze świstem, chociaż przed nim nie stał przeciwnik. Nie mógł doczekać się treningów jeden na jeden. Był pewien, że kiedy zaczną z Lucjuszem nie będzie nic wspanialszego na tym świecie. I pewnie nie będzie to miało nic wspólnego z chaosem, którego dopuścili się przed tygodniem.
- Skup się – powiedział Malfoy krótko.
Harry spojrzał na niego z wyzwaniem w oczach i uniósł różdżkę, starając się rzucić zaklęcie, którego uczył się wieczorem poprzedniego dnia. Magia tym razem odpowiedziała w pełni, ale to nie zmieniło faktu, że nie dostrzegł efektu czaru. Na pewno niczego nie podpalił, co stanowiło progres.
Lucjusz uśmiechnął się krzywo i uniósł brew, jakby chciał spytać czy Harry się popisywał. Może odrobinę czerpał satysfakcję z tego, że szło mu coraz lepiej. Robił postępy i czuł, że docierali do punktu, w którym nie było powrotu do pomniejszych błędów, które popełniał początkowo przez zwykłą ignorancję. Nie planował do tego wrócić świadomie, ale Lucjusz wspominał o pamięci, które miało jego ciało. Miał nadzieję, że nie połamie się podczas meczu quidditcha.
ooo
Usta Lucjusza znowu były zaczerwienione od wina, które pił mężczyzna. Powinien być chociaż trochę wstawiony. Kieliszek, którego używał był dość spory i pękaty. Kiedy wuj Vernon pił, zachowywał się odrobinę inaczej. Jego ramiona obwisały, rozluźnione. Jego twarz zmieniała wyraz na bardziej tępą i jednocześnie nieprzyjemnie otwartą. Harry nie cierpiał tego widoku.
Malfoy jednak trzymał się nadal sztywno, a jego mina jasno mówiła, że wie, że Harry się na niego gapi. Nie było jednak w takim razie powodu, aby się z tym ukrywał, więc nie spuścił wzroku, śledząc w zamian pełen oszczędnej elegancji ruch, kiedy Lucjusz podnosił kieliszek do ust.
- Gryfoni upijają się do nieprzytomności? – spytał Malfoy.
- Nie. Nie wiem – przyznał Harry.
- Nigdy nie piłeś alkoholu? – upewnił się Lucjusz.
Wzruszyl ramionami, co zapewne nie było grzeczną odpowiedzią. Lucjusz jednak nie powiedział ani słowa i zapadło pomiędzy nimi milczenie. Prawie spodziewał się, że Malfoy zaproponuje mu alkohol. Był poza szkołą. Snape nie mógł mu odjąć punktów. Nikt by się nie dowiedział. Lucjusz jednak powrócił do swojego obiadu, zerkając na pierwszą stronę Proroka Codziennego.
- Piszą coś ciekawego? – spytał Harry.
Stronił od Proroka, ale w dworze Malfoya miał jedynie książki z zaklęciami do czytania. To mocno ograniczało rozrywkę. Zdał sobie sprawę, że w zasadzie jedynie Snape jakoś wypełniał im czas rozmową, kiedy nie ćwiczyli wieczorami. W innym wypadku groziłaby mu nuda. Lucjusz nie zawsze był w nastroju do konwersacji. A wtedy przeważnie nie chciał omawiać głupot.
- To zależy co uważasz za ciekawe – rzucił Lucjusz nie odrywając wzroku od gazety. – Ceny kruszców idą w górę – powiedział mężczyzna.
- Uhm – wyrwało się Harry'emu.
- Czarodzieje wykupują złoto, ponieważ ma stałe ceny zarówno w naszym świecie jak i mugolskim – wyjaśnił Lucjusz.
- Przygotowują się do ucieczki – odkrył Harry dość zaskoczony.
Malfoy podniósł słowę do góry i spojrzał na niego, jakby oczekiwał czegoś więcej. Milczeli przez kilka chwil ,aż do Harry'ego doszło.
- Rodziny szlacheckie – powiedział. – To oni przygotowują się do ucieczki, ale dlaczego? Myślałem, że jesteście pewni swojej wygranej – prychnął i to też było takie oczywiste, że nie wiedział jakim cudem mu to umknęło. – Zabezpieczają się w obie strony – dodał.
Jeśli Voldemort miał wygrać, złoto było stabilną walutą. Jeśli Ministerstwo miało ich ścigać, złoto nadal się przydawało do ucieczki. Harry miał wrażenie jednak, że coś jeszcze mu umykało. Złoto było wykupywane teraz, więc zapewne do starcia miało dojść lada dzień. Może nawet śmierciożercy nie znali najtajniejszych planów Voldemorta i to Lucjusz sugerował.
- Jeśli zaatakowałby jutro, miałbym przeciwko niemu jakieś szanse? – spytał Malfoya wprost.
Lucjusz zbił usta w wąską kreskę.
- Przeciwko mnie w Zakazanym Lesie też nie powinieneś mieć szans – odparł mężczyzna. – Trudno to przewidzieć. Trudno przewidzieć na ile szczęście sławnego Harry'ego Pottera się uaktywni – przyznał.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwał.
- Nie jako Harry Potter. Czy Harry, ten który trenuje z tobą, miałby szanse? – spytał wprost. – Bez szczęścia i splotów okoliczności, ludzi, którzy się poświęcają.
Niemal spodziewał się krótkiego nie, ale Lucjusz zmarszczył brwi.
- Masz szansę – odparł mężczyzna. – Czarny Lord nie był trenowany odpowiednio. Ma butę, która powstrzymuje go przed wielkością – przyznał. – Pytanie jak to wykorzystasz – rzucił Lucjusz.
Harry miał ochotę wzruszyć ramionami, ale to nie było eleganckie. Hermiona zawsze starała się oduczyć go tych odruchów, ale najwyraźniej obecność Lucjusza miała naturalnie sprawić, że będzie je ograniczał.
- Brzmisz tak, jakby cie to smuciło – stwierdził Harry.
- Nie znałeś go wcześniej – westchnął Lucjusz. – Zanim władza opanowała jego umysł. Wielka moc potrafi być trudna do opanowania. Kontrola to podstawa. Kiedy poznajesz kogoś młodego i nieukształtowanego, trudno przewidzieć kim się stanie. Popatrzmy na ciebie. Masz władzę nad umysłami ludzi już teraz. Masz moc, której nie mają inni oraz talent, za który wielu zabiłoby. Kiedyś staniesz się jednym z tych, o których będzie się mówiło, co nie dziwi, ponieważ już o tobie mówią. Już wyczekiwali twojego powrotu do czarodziejskiego świata. Co to zrobi z tobą za kilka lat? Sięgniesz po władzę? Sięgniesz po magię, która do tej pory jest dla ciebie niedostępna, bo ludzie, którzy cię otaczają, skutecznie cię od niej odcinają? – spytał Malfoy, patrząc mu prosto w oczy.
Harry nie znał odpowiedzi na to pytanie. Chciał zaprzeczyć, ale nie wiedział, co przyniesie przyszłość. To byłoby naiwne odrzegać się od czegoś, do czego się dążyło. Miał w końcu już niedługo użyć Niewybaczalnych. Miał zabić, aby wyzwolić świat. I wiara ludzi wokół była przytłaczająca. Czasami miał ochotę wrzeszczeć. Nie sądził, że Lucjusz – człowiek, który nie widywał go prawie nigdy i nie był jego przyjacielem, zdawał sobie z tego sprawę. Ronowi i Hermionie to umykało. Może nie myśleli o nim w takich kategoriach. Dla nich był Harrym.
Dla Lucjusza był zlepkiem ludzi i oczekiwań. Może był bardziej sobą przy Malfoyu niż przy kimkolwiek innym. Nie musiał w końcu zastanawiać się nad tym co mówił i do kogo. Nie obchodziło go co Lucjusz o nim myśli i czy go lubi. To wiele ułatwiało.
- Nie wiem – przyznał w końcu.
- Nie rób tylko tego idiotyzmu i nie pytaj Dumbledore'a jak masz sobie poradzić – prychnął Lucjusz. – Jeśli chciałbyś jeszcze w tym stuleciu używać swojej magii – dodał.
- Wydaje mi się, że pytanie kogokolwiek, byłoby idiotyzmem – sarknął. – Nie jestem idiotą.
- Nie, jesteś tylko ekstremalnie moralny – odparł Lucjusz.
- Jesteś tego pewien? – spytał Harry, uśmiechając się lekko. – Myślałem, że jestem nastolatkiem z tajemnicami – dodał.
Lucjusz przez ułamek sekundy wyglądał na naprawdę zaskoczonego, a potem uniósł brew do góry, jakby czekał ,aż Harry zacznie kontynuować.
ooo
Magia nie była łatwym aspektem. Kiedy nie mógł wyobrazić sobie efektów zaklęcia, czary po prostu nie zawsze wychodziły. I nie zamierzał o tym mówić Lucjuszowi, bo nie chciał dostać żywego celu. Fałszywy Moody przeraził go dostatecznie podczas lekcji, kiedy torturował pająka. Nie był pewien jak śmierciożercy uczyli się swojego fachu, ale nie chciał trafić na trening przyspieszony.
Malfoy nie wydawał się sfrustrowany tym, że znowu najwyraźniej utknęli. Niekiedy Harry czuł, że zaklęcie, które trafiało w pustą ścianę było tym odpowiednim. Aczkolwiek to nadal oznaczało tylko dziurę w cegle. Zastanawiał się nawet czy nie przebije się na drugą stronę. To byłoby okropne. Na zewnątrz zaczynało padać.
Jego koszula była dość cienka, ale nie czuł chłodu. Ani gorąca – co początkowo go zaskoczyło. Magia musiała mieć wiele wspólnego z tym materiałem, ale nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Hermionę mogło to fascynować, ale ona chciała wiedzieć wszystko. Być we wszystkim dobrą. Jemu wystarczyły dziedziny, które przynosiły mu satysfakcję. Szermierka i quidditch. Dokładnie w tej kolejności.
- Znowu się rozpraszasz – rzucił Lucjusz. – Nie sądziłem, że w twojej głowie dzieje się tak wiele. Severus byłby zszokowany moim odkryciem.
- Och, powiedz mu to – powiedział Harry.
- Nie uwierzy mi – odparł Lucjusz.
Harry spojrzał przez ramię wprost na mężczyznę.
- To był żart? – spytał wprost.
- Nie, zgryźliwość. Nadal nie zauważasz, kiedy jesteś obrażany? – odbił piłeczkę Lucjusz.
- Czasami staram się udawać, że nie. Jest zabawniej – przyznał.
Mógł przysiąc, że wargi Malfoya drgnęły, ale mężczyzna szybko się opanował.
- Harry Potter udający specjalnie idiotę – rzucił Lucjusz.
- Dlaczego nazywasz mnie cały czas imieniem i nazwiskiem? – spytał pospiesznie.
- Tym jesteś – odparł Malfoy.
- Ale nie nim – rzucił Harry.
- Więc kim jesteś? – spytał Lucjusz wprost.
- Harrym – rzucił.
Malfoy wydął usta.
- To jest słabe – poinformował go Lucjusz. – Zastanów się nad tym – dodał.
- Nie mogę być tym kim chcę? – spytał Harry.
- Nie, to nigdy tak nie działało.
ooo
Snape pojawił się dość późnym wieczorem i wyglądał na zmęczonego. Harry niemal spodziewał się, że będzie musiał do Hogwartu wrócić samemu. I czuł się z tym dziwnie. Snape przynosił z sobą spokój i opanowanie. Pewnie Ron nigdy by w to nie uwierzył, ale mistrz eliksirów potrafił się troszczyć o ludzi w ten pokręcony sposób. Trudno było wychwycić te momenty, bo Snape się świetnie ukrywał, ale Harry wiedział, co czuł. A jego instynkt nigdy go nie mylił.
- Zjecie kolację? – spytał Malfoy ciekawie.
Snape nie spojrzał tym razem na niego, decydując za nich obu. Harry starał się też nie gapić na palce Lucjusza obejmujące kieliszek wina. W końcu Snape'owi też niewiele umykało. Nie chciał rozmowy od serca na temat nastoletniego pociągu seksualnego. Nie ze Snape'em i na pewno nie z Dumbledore'em. Nie wątpił zresztą, że to raczej odbyłoby się pod tytułem 'Lucjusz Malfoy nie jest odpowiedni', co Harry wiedział. Podobnie jak był pewien, że mężczyzna nie przeciągał go na swoją stronę. Wydawał się tym tak bardzo niezainteresowany, że Harry powinien się czuć urażony.
Malfoy jednak prawie nigdy nie nawiązywał do swoich poglądów. Harry niemal oczekiwał rażących komentarzy na temat mugoli, ale im lepiej poznawał Lucjusza, tym bardziej dochodziło do niego, że mężczyzna byłby zbyt inteligentny na zwykłe uprzedzenia bez pokrycia. Zapewne przed wydaniem opinii, przeprowadziłby swoje własne badania, aby zorientować się w temacie. Nie ruszyłby tępo za tłumem tylko dla paru wypowiedzianych przez nieznajomego czarodzieja słów. I dlatego Harry'ego dziwiło, że Malfoy był po stronie Voldemorta. Lucjusz jako jeden z nielicznych powinien wiedzieć lepiej. Może jednak Voldemort faktycznie był inny dwadzieścia lat temu, kiedy zdobywał swoich wyznawców, a teraz ludzie uwikłani w układy z nim nie mieli drogi ucieczki. Jasna Strona na pewno nie przyjęłaby ich z otwartymi ramionami. Snape'em pogardzano, chociaż był jedynym źródłem informacji. Idiotyzmem było jak traktowano człowieka, który był tak ważny dla ich sprawy i może to mówiło głośniej o ludziach, którzy otaczali Harry'ego niż wzniosłe słowa.
Kim zresztą był sam? Stanowił pewien symbol, ale nikogo nie interesowało kim był faktycznie. Dopóki spełniał swoje zadanie zgodnie z wytycznymi, jego plany pokładały się z wymaganiami – kochano go. Był wyobrażeniem wielu ludzi. Może Dumbledore sam pracował nad jego wizerunkiem zanim Harry zdążył powiedzieć chociaż słowo. A Dursleyowie sprawili, że każdy akt dobroci brał za cud i cieszył się z niego jak idiota. Nadal odczuwał radość na widok prezentów. Nawet tych koszul, które przysłał dla niego Lucjusz.
Nie mógł nie zastanawiać się ilu ludzi zostałoby przy nim, gdyby dowiedzieli się kim był w rzeczywistości.
