Żad na wiel ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze lać do niej z pis to letu lub za mykać w naj ciem niej szych zakamar kach naszych serc, ale ona jest spryt niej sza – wie, jak przeżyć.
Jonathan Carroll
Chłodne nocne powietrze owiało jego nagą skórę, kiedy pozbył się ostatniej sztuki odzieży. Ciemność nie chroniła go, Lucjusz lewitował świecę bliżej nich i Harry widział doskonale kiedy mężczyzna zaczął oglądać jego ciało z jakąś dziwną fascynacją, która sprawiała, że miał ciarki. Nie zakrył się dłońmi, chociaż pokusa była spora. Sięgnął jednak do wiązania koszuli Lucjusza i kiedy ten go nie powstrzymał, pociągnął, sprawiając, że materiał osunął się na podłogę.
Mężczyzna nie nosił bielizny. I Harry nie mógł nie zastanawiać się czy to tylko teraz, czy kiedy dzisiaj Lucjusz przytrzymywał go bliżej siebie, blokując jego ruchy, czuł na swoim członku każdy ruch jego tyłka.
Nie mógł nie zadrżeć.
Lucjusz uśmiechał się do niego nadal i bynajmniej to nie był jeden z tych grymasów, który ludzie nosili na twarzy, aby uspokoić swoich rozmówców. Mężczyzna był po prostu zadowolony i to promieniowało z porów jego skóry. Dłoń Lucjusza uniosła się i zatrzymała dopiero na jego obojczyku. Malfoy pogładził wystającą kość kciukiem i Harry wygiął się w jego stronę półświadomie. Już wcześniej był w pewnym stadium podniecenia. Walka oznaczała tak wiele kontaktu, a nie spodziewał się tego. Sądził, że będą się trzymali na odległość szpady i różdżki. Tymczasem byli o wiele bliżej wtedy, gdy walczyli niż teraz i to zaczynało doprowadzać go trochę do szaleństwa.
Czuł zapach skóry Lucjusza, czysty i nie przytłoczony niczym innym. Palce mężczyzny ześlizgnęły się w dół po jego ramieniu, pozostawiając uczucie mrowienia na całej linii. Dłoń opadła wzdłuż ciała Lucjusza i Harry zerknął w dół, chociaż wcześniej starał się trzymać oczy o wiele wyżej, nie chcąc wyjść na idiotę. Gapienie się na nagich ludzi było krępujące, ale Lucjusz nawet bez ubrania wydawał się równie pewny siebie.
- Wyprostuj się – powiedział mężczyzna.
Harry spojrzał mu prosto w oczy. Chciał nawet rzucić Lucjuszowi wyzwanie tym wzrokiem, ale to było bezsensowne. Malfoy pod pewnymi względami znał go o wiele lepiej niż ktokolwiek inny. Może powinno się mówić: pokaż mi jak walczysz, a powiem ci kim jesteś. Lucjusz uznawał w szermierce wiele zagrań, ale w większości była to czysta technika. Jego umiejętność przekuwania błędów innych na swoją korzyść przerażała jedynie odrobinę. Kiedy rozumiało się motywy, to wszystko stawało się mniej ciemnością. Mniej nocą.
- Nie masz powodu się garbić – ciągnął dalej Lucjusz. – Zdejmij okulary – dodał.
Harry zawahał się po raz pierwszy w zasadzie tak naprawdę. Nie widział bez nich zbyt wiele.
- Po co? – zainteresował się.
- Żebym mógł cię pocałować – odparł Malfoy, jakby to było coś oczywistego.
I prowadzenie tej rozmowy w tym stadium rozebrania powinno był kuriozalne, ale Harry chyba pierwszy raz czuł się nago tak bardzo komfortowo. Lucjuszowi musiało się podobać to co widział, skoro chciał na niego patrzeć i jego penis ewidentnie zaczynał się interesować sytuacją.
Ściągnął okulary z pewnym wahaniem, nie wiedząc, gdzie powinien je odłożyć. Jedyna szafka znajdowała się przy łóżku, a nadal znajdowali się dość daleko od posłania. Nie był pewien jak Lucjusz chciał to zrobić, ale wszystkie nikłe rzeczy, które wiedział obejmowały raczej pozycje horyzontalne. Wertykalność wydawała mu się po prostu cholernie niewygodna.
Lucjusz objął jego policzki dłońmi, na chwilę przejmując kontrolę. Odchylił jego głowę, co nie było w niczym podobne do tego, co robili z Cho. I kiedy ich usta połączyły się nareszcie, Harry miał wrażenie, że to dopiero faktyczna obietnica i przedsmak tego, co może dostać, jeśli zrobi jeszcze jeden krok w kierunku mężczyzny. Przycisnął się więc mocniej do twardego ciała przed sobą, wypuszczając ze świstem powietrze przez usta, kiedy ich biodra przyległy do siebie.
Jedna z dłoni Lucjusza ześlizgnęła się w dół po jego plecach ,aż objęła go mocno tuż nad linią pośladków. Mężczyzna nie dotknął jego tyłka, ale to nie miało ,aż tak wielkiego znaczenia. Harry nagle był całkiem świadom tego, że byli nago. Czuł skórę Lucjusza ocierającą się o jego ciało. Pod palcami miał wystające kości mężczyzny i nawet wyczuwał jego lekko przyspieszony puls – jedyny w zasadzie dowód na to, że Malfoy jednak nie jest w stanie kontrolować wszystkiego.
- Chodź – wyszeptał mężczyzna do jego ucha.
Harry nie spodziewał się bynajmniej, że odbędą jakiś dziwny taniec tyłem, gdzie Lucjusz będzie starał się go całować i jednocześnie ich nie wywrócić w połowie. Okulary w jego dłoni ciążyły. Najchętniej po prostu objąłby mężczyznę obiema rękami, pozwalając się prowadzić w stronę posłania. Nie widział zbyt wiele w tym świetle, a świeca pozostała tam, gdzie Malfoy przyzwał ją wcześniej, zostawiając całe łóżko w przyjemnym półmroku.
Wszystko wyszło niezgrabnie i miał wrażenie, że Lucjusz jest przyzwyczajony do ruchów bardziej płynnych. Spiął się niemal od razu, kiedy ta myśl pojawiła się w jego głowie i Malfoy oderwał się od jego szyi, spojrzał na niego, marszcząc brwi. Był czujny jak puma i Harry powinien był o tym pamiętać, kiedy zdecydował się tutaj przyjść. Nawet jeśli nie powiedziałby tego na głos, Lucjusz zapewne odgadłby, że nie miał pojęcia o tym co zamierzali zrobić.
Najwyraźniej nie musieli nawet rozmawiać, żeby skrępowanie i niepewność powróciła. Lucjusz jednak pochylił się tylko do kolejnego pocałunku, zabierając jego okulary. Mężczyzna popchnął go na łóżko, ponownie przejmując pełną kontrolę nad sytuacją i Harry nawet nie planował protestować. O wiele łatwiej było przyjmować ten dotyk niż zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić sam.
Wyginał się w stronę tych długich szczupłych rąk z pewną desperacją, o którą się nigdy nie podejrzewał, ale Lucjusz wiedział dokładnie gdzie go dotknąć, aby tylko bardziej rozpalić jego ciało. Palce mężczyzny wodziły po jego napiętych mięśniach prawie łaskocząc, ale wrażenie było na tyle przyjemne, że Harry tylko bardziej sztywniał starając się walczyć z samym sobą. Ich biodra ocierały się o siebie i czuł wyraźnie, że nie jest jedynym, który reagował na tę bliskość. Członek Lucjusza ślizgał się po jego udzie, starając się chyba znaleźć jakąś wygodną pozycję. Harry rozsunął szerzej nogi, wypuszczając powietrze głośniej z płuc, kiedy mężczyzna ułożył się na nim, wgniatając go w materac swoim ciężarem.
Lucjusz nie uśmiechał się już, ale koncentracja na jego twarzy była tak seksowna, że trudno było na niego patrzeć i powstrzymać dreszcze. Harry wydawał się być wszystkim, co mężczyzna widział, na czym się skupiał. Nigdy nie był niczyim centrum świata. Zwracano na niego uwagę, ale widziano Harry'ego Pottera, a nie jego samego. Teraz zaczynał widzieć różnicę, kiedy Lucjusz pocałował jego sutek, a potem przygryzł go zębami, posyłając kolejne dreszcze wzdłuż jego ciała.
Jego nogi mimowolnie rozsunęły się szerzej i wbił pięty w łóżko, chcąc jakoś znaleźć punkt podparcia. Wbił palce w ramiona Lucjusza dość zaskoczony, że mięśnie mężczyzny pracowały tak bardzo przy każdym jego ruchu. Malfoy był szczupły, ale wiedział od początku, że w tym ciele tkwiła siła i teraz miał szansę jej odrobinę uszczknąć, kiedy Lucjusz obracał ich na łóżku tak, że to teraz Harry leżał na nim. Dłonie mężczyzny natychmiast powędrowały do jego pośladków, zaciskając się na nich prawie boleśnie. Naprawdę nie powinno mu się to podobać tak bardzo, ale nie mógł nie wygiąć się ponownie, tym razem w stronę rąk Lucjusza. Nie był pewien co było lepsze; fakt, że ich twarde członki przylegały do siebie, tworząc to cudowne tarcie, czy palce Lucjusza rozsuwające jego pośladki tak bardzo, że to chłodne powietrze docierało teraz do jego wejścia. Gdyby ktokolwiek teraz pojawiłby się w drzwiach, na pewno miałby na niego doskonały widok.
Nie wiedział czy robił to dobrze, ale zaczął trochę niezgrabnie całować Lucjusza, starając się znaleźć jakiś sensowny rytm, co nie było łatwe, kiedy palce mężczyzny zaczęły dotykać tych rejonów jego ciała, które dotąd były niedostępne dla nikogo. Sam niezbyt często zapuszczał się tak daleko. I zawsze gdzieś tam w jego podświadomości tkwiła drzazga, że to jednak nie było całkiem odpowiednie. Wszystko to jednak stawało się tym bardziej prawidłowe, kiedy to Lucjusz dotykał jego wejścia, naciskając na nie swoim cholernie długim palcem. Mógł sobie prawie wyobrazić jakim uczuciem byłoby, gdyby Malfoy faktycznie przebił się przez jego mięśnie do środka. Kostki mężczyzny były twarde i wypukłe, i pewnie nie powinno go to tak podniecać.
Przerwał pocałunek, łapiąc powietrze przez otwarte usta i pisnął, kiedy Lucjusz obrócił ich po raz kolejny, przyszpilając go do łóżka. Włosy lepiły mu się od potu, ale miał cholerną ochotę się zaśmiać, bo to jednak było idiotyczne, że się turlali. Jeszcze bardziej kuriozalny był fakt, że Malfoy najwyraźniej potrafił go jednak rozbawić. I może seks nie powinien być właśnie tak bardzo poważny. Nie był pewien.
- Chcę cię wziąć – poinformował go Lucjusz całkiem poważnie.
I Harry raczej nie spodziewał się takiego oświadczenia. Zdawał sobie sprawę, że Malfoy nie bawił się w półśrodki, ale te zapasy na łóżku rozluźniły go na tyle, że przestał się martwić. Tymczasem spiął się na nowo, nie wiedząc za bardzo jak powinien zareagować. Twarz Lucjusza znajdowała się na centymetry od jego własnej i mężczyźnie zapewne nic nie umykało.
- Wystraszony, Harry Potterze? – spytał Malfoy.
- Nie nazywaj mnie tak, kiedy leżysz na mnie nago – powiedział Harry, trochę zaskoczony, że jego głos okazał się tak silny.
Lucjusz uśmiechnął się do niego krzywo.
- Doskonale – odparł mężczyzna. – To będzie jak z szermierką. Zaboli tylko na początku, a potem nie będziesz mógł bez tego żyć – obiecał mu.
Harry słyszał już wcześniej coś podobnego. Kciuk Lucjusza wrócił do gładzenia jego policzka i zaczynał mieć wrażenie, że Malfoy traktuje go jak coś drogocennego. I nie miał nic przeciwko temu. To było nawet przyjemne uczucie.
- Harry – powiedział Lucjusz, jakby sprawdzał jak to imię smakowało w jego ustach.
- Lucjuszu – odparł, chociaż to bardziej przypominało westchnienie, bo biodra Malfoya otarły się o jego własne.
Jego członek chyba rekordowo długo utrzymywał się tak twardy. Nie był pewien co teraz podniecało go bardziej, oczekiwanie czy niewiedza. Wiedział, że orgazm to cudowne uczucie, ale nie doświadczył go z kimś innym niż z samym sobą. A Lucjusz z pewnością miał większe doświadczenie w tym zakresie, bo jego pocałunki same w sobie wyrywały z jego płuc westchnienia. Nie chciał jęczeć, ale trudno było zachować ciszę, kiedy jeden z tych długich palców wsunął się ponownie między jego pośladki, tym razem mokry i wilgotny. I nie zatrzymał się na linii mięśni, ale wszedł o wiele głębiej, sprawiając, że Harry początkowo chciał go zwalczyć jako intruza, ale każdy skurcz posyłał kolejne dreszcze wzdłuż jego ciała. Lucjusz przypatrywał się temu co było początkowo walką z uśmieszkiem pełnym satysfakcji jakby doskonale wiedział, że Harry stara się teraz niepostrzeżenie pieprzyć na jego palcu. Malfoy nie zdążył nawet poruszyć ręką, co powinno być żenujące, ale wcześniej dotykał go tam i samo wspomnienie po tym pozostało, irytując go odrobinę. To było wciąż za mało.
Lucjusz wycofał swój palec i wbił go w niego ponownie, o wiele silniej tym razem i to już nie było całkiem przyjemne, chociaż czuł każdą z kostek mężczyzny, przeciskającą się przez jego mięśnie. Rozsunął szerzej nogi, nie odrywając wzroku od twarzy Lucjusza i skinął tylko głową. I kiedy drugi palec wszedł w niego, uczucie wypełnienia było o wiele wyraźniejsze. Jego członek przestał być ,aż tak twardy i może to było pewne błogosławieństwo, bo nie chciał dojść w tej chwili. Lucjusz krzyżował w nim palce, pracując nad jego wejściem niespiesznie i cierpliwie. Kompletnie się kontrolując – jak zawsze. I to powinno irytować, ale Harry nie potrafił znaleźć w tym wady. Nie w tej chwili, kiedy sam starał się nie ruszać, trochę zaskoczony żywą ,całkiem klarowną emocją, która pojawiła się na twarzy Malfoya. Nie potrafił nazwać tej mieszanki ekscytacji, radości i satysfakcji jednym słowem. Twarz Lucjusza była jednak całkiem otwarta, kiedy mężczyzna wsuwał w niego trzeci palec, zapewne spijając reakcję z niego. Harry nie potrafił jednak oderwać od niego wzroku i ta chwila wydawała się trwać wiecznie. I odrobina bólu, która pojawiła się gdzieś w trakcie nie mogła go rozproszyć, kiedy wszystkim, co widział był Lucjusz.
Miał wrażenie, że w sypialni brakowało powietrza. Jedyne co słyszał to ich własne oddechy; ciężkie westchnienia, nierówne wdechy. Pod palcami dłoni czuł puls mężczyzny, a w jego własnych uszach biło jego serce. Sądził, że bał się wcześniej, ale to nie była do końca prawda. Zawsze odczuwał niepewność, kiedy stawał twarzą w twarz z nieznanym, ale jeszcze nigdy się nie ugiął, więc rozsunął nogi tylko szerzej, kiedy Malfoy wyciągnął z niego swoje palce, chociaż uczucie pustki nie było przyjemne. Jego mięśnie nie miały się na czym zaciskać, a to było tak cudownie pożądane.
Lucjusz uniósł się na łokciu drugą dłonią uginając jedną z jego nóg w kolanie, aby zrobić sobie więcej miejsca. Był stosunkowo dość szczupły, ale Harry nadal nie dawał mu najwyraźniej dostatecznie wiele przestrzeni do ruchu. I kiedy mężczyzna wsunął w niego zaledwie czubek swojego penisa, odniósł wrażenie, że świat się kurczył tylko do tego jednego pokoju, do tego jednego miejsca. Ból ponownie się pojawił i nie znikł tak szybko. Lucjusz wbił się w niego aż po trzon, napierając na niego swoim ciałem, a potem zsunął swoją dłoń między nich i zaczął obciągać jego członek niespiesznymi, leniwymi ruchami. Protest zamarł Harry'emu na ustach, kiedy mężczyzna po kilku chwilach stagnacji bez ostrzeżenia wycofał się. I to uczucie, które towarzyszyło tym razem wsuwającemu się w niego członkowi nie miało nic wspólnego z niewygodą. Cokolwiek było celem Lucjusza – trafiał.
Oddech uwiązł mu w gardle, kiedy mężczyzna zaczął przyspieszać wchodząc w niego coraz mocniej i wydawać by się mogło, że coraz dalej, chociaż to fizycznie nie mogło być możliwe. Jakaś część Harry'ego wiedziała, że to napięcie budujące się w dole jego brzucha to tylko mylne wrażenie. I bynajmniej fakt, że mężczyzna obciągał jego członek wcale nie rozpraszał. Raczej budował tylko bardziej napięcie. Jego penis był tak twardy, że niemal przypominał trzon miotły i pewnie ta metafora nie była zbyt dobra, ale trudno było mu się skupić, kiedy ręka Lucjusza pracowała na jego członku, a mężczyzna uderzał biodrami o jego uda.
I ten rytm nie był stały bynajmniej. Lucjusz wchodził w niego krótkimi płytkimi pchnięciami, które sprawiały, że widział gwiazdy przed oczami. Ręka Malfoya zrobiła coś śmiesznego, co sprawiło, że jego palce u stóp się podwinęły i zanim zdał sobie sprawę, co się dzieje, jego samokontrola runęła, a coś ciepłego zaczęło spływać na jego klatkę piersiową, kiedy jego mięśnie zaciskały się spazmatycznie na członku Malfoya. Równie dobrze mógł oberwać avadą. To nie dokładnie przypominało lot na miotle, bo trzonek nie powinien tkwić w jego tyłku, ale może dlatego to było tak dobre, bo Lucjusz nadal ruszał się w nim, dążąc do swojego własnego orgazmu, a przez to nim nadal wstrząsały dreszcze. Jakby jego przyjemność była jeszcze wydłużana przez fakt, że stymulacja, która przywiodła go do tego punktu pochodziła z dwóch źródeł.
Malfoy zesztywniał nad nim, a potem wbił się w niego tak mocno, że aż boleśnie. Słowa skargi jednak utknęły mu głęboko w gardle, kiedy Lucjusz spojrzał na niego ponownie – rozluźniony i zadowolony.
I Malfoy miał ponownie rację. Jego mięśnie bolały, jego tyłek piekł, ale nie potrafił sobie wyobrazić swojego życia bez tego właśnie uczucia, które ogarniało go w tej chwili.
