Cho ciaż jest wiele rzek - w morzu i tak staną się jed nym. Cho ciaż jest wiele kłam stw - jed na praw da oba li je wszystkie. Kiedy po jawia się jed no słońce, ciem ność, Choćby była niep rze nik niona - znika.
Saraha
Powrót do dworu okazał się trudniejszy niż przypuszczał. Dotąd nigdy nie zastanawiał się czy witanie się z Lucjuszem było obowiązkowym punktem. I teraz miał wrażenie, że powinien coś powiedzieć lub zrobić zanim pobiegną przed siebie. Malfoy jednak uniósł brew do góry, jakby chciał spytać, dlaczego się ociągał i na jego ustach pojawił się ten krzywy uśmieszek, o którym już nie myślał jak o okrutnym. Lucjusz nie był zwolennikiem brutalności, kiedy nic z niej nie wynikało. Jego ruchy były oszczędne, gdy walczyli. Podobnie działo się podczas biegu, który stał się w pewnym sensie ich weekendową tradycją.
Harry nie odstawał tym razem i oddychał przez nos dopóki to było możliwe, czując ciepło bijące od drugiego ciała. Lucjusz narzucił im całkiem nowe tempo. Może w takim biegał sam i nie chciał Harry'ego początkowo męczyć. Zapewne zasapałby się dość szybko, kiedy zaczynali. Nawet teraz jego mięśnie protestowały lekko, zanim przyzwyczaiły się do całkiem nowego wysiłku.
Odnosił wrażenie, że wrócili o wiele szybciej do dworu niż powinni. Nie zrobili nawet postoju przed zawróceniem. Po prostu obiegli jedno z drzew, nie zwalniając nawet na chwilę. Harry czuł, że byłby w stanie dotrzeć jeszcze dalej, gdyby dał z siebie wszystko, ale po powrocie czekały ich jeszcze ćwiczenia ze szpadą. Kolejne zaklęcia, które zdążył zapamiętać w tym tygodniu nie zostały do tej pory użyte. Miał nadzieję, że pozna ich skutki podczas treningu z Lucjuszem.
ooo
- Dziękuję za koszulę – powiedział, kiedy w końcu znaleźli się w zbrojowni.
Jego mięśnie były przyjemnie rozgrzane i zaczynał dostrzegać plusy systematycznych ćwiczeń. Jego ciało ożywało każdego ranka, kiedy wymykał z dormitorium zanim wszyscy wstali, aby pobiegać po hogwarckich błoniach. Nie musiał tego ukrywać, ale nie chciał, aby ktokolwiek mu przeszkadzał w tym czasie. Chwile tylko dla siebie miał bardzo rzadko. Ludzie otaczali go przez cały czas, a kiedy udało mu się umknąć przed szkolnymi kolegami, musiał trenować, ćwiczyć, aby stawać się lepszym. Wiedział, że zaczyna wyglądać na samotnika, ale z drugiej strony to zawsze Ron był bardziej otwarty do ludzi z całej ich trójki. Hermiona pogrążała się w swoich książkach i zapewne dlatego rozumiała o wiele lepiej jego sytuację i potrzebę samotności.
- Nie oczekuję od ciebie podziękowań – odparł Malfoy.
Coś zawisło jednak w powietrzu. Harry nie pytał czego Lucjusz oczekuje w takim razie.
- Będzie lepiej, jeśli uznasz, że robię dokładnie to na co mam ochotę. Jeśli chcę zobaczyć cię w jedwabiu, znajdę na to sposób – rzucił mężczyzna i spojrzał na niego przelotnie, zanim cała jego uwaga wróciła do szpady, którą muskał swoimi palcami.
Lucjusz zaatakował bez ostrzeżenia, ale Harry na sekundę wcześniej dostrzegł znajome spięcie mięśni. Sparował pierwszy cios i kiedy Malfoy próbował sztuczki prawie sprzed tygodnia, zanurkował pod jego ręką. Szpada nie została mu wytrącona z dłoni, ale kupił sobie zaledwie kilka sekund. Lucjusz trzymał ostrze przy jego szyi w chwilę później, a kiedy go puścił na jego twarzy gościł uśmiech.
- Bardzo dobrze – powiedział Malfoy.
- Znowu mnie miałeś – prychnął Harry.
Zajęło mu dwie godziny dojście do tego jak uniknąć wytrącenia szpady z dłoni i to nadal było za mało. Teraz musiał rozgryźć kolejny ruch Lucjusza i pewnie Snape miał i w tym mu pomóc. Jeśli mieliby jakąś wieczność, zapewne pod koniec byłby w stanie przeżyć w towarzystwie mężczyzny dłużej niż trzy minuty. Lucjusz był zbyt szybki.
- Tak – przyznał Malfoy i nie powiedział nic więcej.
ooo
Snape pojawił się wieczorem z butelką wina, co było dziwne, bo Lucjusz miał piwniczkę pełną alkoholu. Przyjął jednak prezent z uśmiechem, kiedy spojrzał na etykietkę. Harry nie znał się na winie, ale podejrzewał, że wiek trunku liczył się. Tak przynajmniej było w mugolskim świecie.
- Cóż za miła niespodzianka – rzucił Malfoy.
- Nie przyzwyczajaj się – odparł Snape, siadając na swoim zwyczajowym miejscu. – Potter? – spytał krótko, co było jednocześnie przywitaniem.
- Panie profesorze – powiedział jedynie.
Aż do tej chwili trenowali bez ustanku. Lucjusz próbował na nim wielu swoich sztuczek i każda jednak skutkowała. To pewnie byłoby irytujące, gdyby nie fakt, że zdawał sobie sprawę, że Malfoy ma wszelkie prawo być od niego lepszym. To nie był quidditch, gdzie sporo zależało od przypadku oraz gry pozostałych zawodników. Harry mógł liczyć tylko na siebie i chociaż w tej chwili był na straconej pozycji, sprawiało mu to pewną satysfakcję. Wiedział, że tak nie będzie zawsze.
- Nie skrzywdziłbym twojego ulubionego ucznia – prychnął Lucjusz.
Harry nie był do końca pewien do czego pił Malfoy. Snape raczej nie ukrywał swojej niechęci do niego, chociaż zaczynali się na pewnym podłożu dogadywać. Może wspólny cel łączył ludzi jakimiś więzami, o których dotąd nie wiedział. Dwa razy w tygodniu, kiedy spotykał się ze Snape'em potajemnie odnosił wrażenie, że byli innymi ludźmi. Nie rozmawiali zbyt wiele, ale profesor udzielał mu rad, które już zaowocowały tym, że mniej szarpał się, kiedy pierwsze zaklęcia nie chciały wyjść. Odbita magia, jego własne czary, łatwiej było też zatrzymać na podstawowych tarczach. Nie przebijały się przez nie. Jedynie zostawały wchłaniane, kiedy jego magia rozpoznała się. Nie uczono ich o tym. Nikt nie powiedział im tego podczas lekcji, a ta wiedza była na wagę złota.
- Nie wątpię – zakpił Snape. – Przecież to ukróciłoby skutecznie twoją ulubioną zabawę w udawanie tego, że wiesz więcej niż wiesz w rzeczywistości – westchnął jego profesor.
Harry nie mógł się nie wyszczerzyć jak idiota, kiedy Lucjusz ewidentnie się poirytował.
ooo
Spędził w wannie odrobinę dłużej niż musiał. Woda cudownie wpływała na jego mięśnie. Poza tym kiedy rozstali się z Lucjuszem na piętrze stracił swoją pewność siebie. Malfoy nie napomknął nic o tej nocy, ale słowa sprzed tygodnia nadal huczały w jego głowie. Zapewne to zaproszenie nigdy nie miało zostać powtórzone i działało dopóki nie zostało oficjalnie odwołane. A przynajmniej tak zakładał, kiedy narzucał na siebie swoją nową koszulę nocną. Nie planował w niej sypiać w Hogwarcie, bo mocno odstawała od tego, co ubierali inni chłopcy, ale Lucjusz chciał go w tym zobaczyć. W innym wypadku zapewne nie dostałby kolejnego drogiego prezentu.
Do sypialni mężczyzny wszedł tym razem bez pukania. Lucjusz czekał na niego przy zaświeconej świecy z księgą w dłoni. Wstał, zanim Harry zdążył zamknąć za sobą drzwi. Ciepłe usta przywarły do jego szyi, kiedy starał się odwrócić i został unieruchomiony na krótką chwilę. Lucjusz sunął językiem do jego ramienia, aż natknął się na materiał, który zsunął z niego niezwłocznie, pozwalając mu opaść na podłogę.
- Myślałem, że zostanę trochę dłużej w ubraniu – powiedział Harry, wyginając się w stronę rąk, które zaczęły ugniatać półkule jego pośladków.
Sądził, że Lucjusz chce zobaczyć go w tej koszuli. Oglądał się w lustrze w Pokoju Życzeń i dostrzegał walory takich nocnych szat. Nie pozostawiały wiele do wyobraźni, a jednocześnie zakrywały wszystko co powinny.
- Jestem estetą. Lubię rzeczy piękne, ale mężczyzna we mnie niemal natychmiast chce je zrujnować – przyznał Lucjusz bez cienia zażenowania.
I jego słowa, cholerne słowa, które zawsze wypowiadał, sprawiały, że Harry znowu drżał. Lucjusz powinien nosić na sobie stałe zaklęcie kneblujące. Coś, co uniemożliwiłoby mu sianie zamętu, który tak uwielbiał. W którym tak doskonale się odnajdywał. Może po prostu sadystyczną przyjemność sprawiało mu granie na Harry'm w tak łatwy sposób. Jego penis już zaczynał nabrzmiewać, chociaż Lucjusz dotykał kciukami tylko jego kości biodrowych, kiedy ocierał się o jego plecy swoją klatką piersiową. Różnica wzrostu między nimi nie stanowiła nawet problemu. Po prostu przyrodzenie mężczyzny czuł na wysokości swoich lędźwi, a nie w szczelinie pomiędzy swoimi pośladkami.
Lucjusz ruszył w kierunku łóżka, ciągnąc go za sobą i Harry nie protestował. Wczepił jedynie palce w materiał koszuli Malfoya, chcąc go z niego zdjąć, ale mężczyzna odchylił swoją głowę i ugryzł go delikatnie, jakby ostrzegając, że to jeszcze nie czas i miejsce. Materac ugiął się pod nimi, kiedy uklękli na łóżku i Lucjusz zaczął dłońmi gładzić jego skórę, jakby nie mógł się napatrzeć. Świeca tym razem była o wiele bliżej, więc oświetlała ich całkowicie. A gra światła i cieni wyciągnęła tylko to jak bardzo obaj byli szczupli. Nie nazwałby jednak Lucjusza inaczej niż przystojnym. I miał nadzieję, że to światło wyciągało z niego to co najlepsze.
Lucjusz pocałował jego usta lekko, nie zagłębiając się w nich, a potem pochylił się w stronę zagłębienia w jego gardle. Liźnięcie nie było nieprzyjemne, wręcz przeciwnie. Odgiął swoją głowę do tyłu, aby dać mężczyźnie lepszy dostęp, ale to nadal nie była wygodna pozycja i nie zdziwił się nawet, kiedy Lucjusz zaczął popychać go w stronę łóżka. Położył się, czując się trochę bezwolnym, kiedy obejmował głowę mężczyzny, palcami zatapiając się w jego włosach. Lucjusz całował jego tors, powoli zsuwając się coraz niżej, aż zaczął lizać jego sutek, co wyrwało z niego jęk. Chłodne powietrze niemal natychmiast zaczęło osuszać wilgoć, którą pokryty był guzek i to była słodka tortura. Lucjusz nie musiał wcale na niego dodatkowo chuchać.
- Chcę, żebyś mnie wziął w usta – wyszeptał mężczyzna do jego ucha, kiedy położył się na nim płasko i zaczął zdejmować jego okulary.
Harry przełknął ciężko.
- Ja nie… - zaczął, ale zamilkł.
- A wtedy ja zrobię to dla ciebie – obiecał mu Lucjusz. – Nie wymagam, żebyś był szczególnie finezyjny, ale jak chcesz się nauczyć, jeśli nie spróbujesz? – spytał mężczyzna.
Harry nie mógł się nie zgodzić z tym tokiem myślenia, jak zawsze. I nie sądził, aby Lucjusz robił cokolwiek za darmo. Oczywiście, że oczekiwał jednak jakiś ruchów z jego strony. I może powinien był sam o tym pomyśleć. Nie wiedział jakie są zasady w takich sytuacjach, ale Lucjusz już gładził kciukiem jego policzek, patrząc nie tyle na niego co na jego skórę, w jego oczy.
- Podobam ci się – stwierdził Harry, nie kryjąc nawet swojego zaskoczenia.
Malfoy spojrzał na niego jak na idiotę. Zapewne to była kolejna oczywistość, która mu umknęła. To jednak było naprawdę zaskakujące. Malfoy wydawał się wcześniej negować wszystko czym i kim był Harry. A jednak pod względem fizycznym wydawali się kompatybilni. Ich ciała nawet podczas walki układały się jakoś odpowiednio. Nawet jeśli chodziło tylko o to jak Lucjusz z łatwością przystawiał szpadę do jego gardła. Harry wiedział dokładnie jak bardzo mógł się wtedy ruszyć zanim ostrze przecięłoby jego skórę.
Kolejny pocałunek Lucjusza był głęboki i powolny, wydawał się nie kończyć ,aż mężczyzna po prostu bez ostrzeżenia oderwał się od niego i obrócił na plecy, spoglądając na niego wymownie. Bez żywego koca w postaci Malfoya czuł się ponownie dziwnie odsłonięty, ale przysiadł na łóżku, podwijając pod siebie nogi, co nie było zbyt godne, kiedy jego jądra były tak ciężkie od nagromadzonego nasienia.
Dotknął dłonią twardego członka Lucjusza, trochę zaskoczony, kiedy penis drgnął, jakby mimowolnie. Mężczyzna obserwował go spod spuszczonych powiek, ale nie ruszał się, więc zapewne miał nie dostać żadnych wskazówek. Przekrwiony członek był cholernie ciepły w jego dłoni i doskonale wiedział co zrobić, żeby Lucjusz doszedł. Przynajmniej dzięki jego ręce, ale jego usta stanowiły już całkiem inny teren.
Pochylił się, liżąc przekrwioną główkę, trochę zaskoczony nieprzyjemnym smakiem. Jednak to go nie powstrzymało. Wziął Lucjusza głębiej do ust, po części przerażony tym jak mężczyzna wypełnia całą wolną przestrzeń, a trochę zafascynowany ciężkim westchnieniem, które wydał z siebie Malfoy. Próbował pracować językiem, skoro ruchy głową nie były wygodne, ale zapewne coś robił nie tak, bo Lucjusz usiadł, a potem objął jego szczękę palcami. Ich wzrok spotkał się na krótką chwilę, zanim Malfoy pociągnął jego głowę w dół a potem do góry, aż jego członek prawie wyślizgnął się z ust Harry'ego. I pozwolił się prowadzić mężczyźnie, dopóki nie odkrył w czym rzecz i nie złapał go za nadgarstek, unieruchamiając go tym razem.
- Doskonale – wyszeptał Lucjusz. – Rób to co ci się podoba – zachęcił go.
I Harry'emu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Jego usta były pełne śliny, która musiała ściekać po członku Lucjusza, ale ten nie skarżył się. Zresztą to sporo pomogło, kiedy objął ręką wolną przestrzeń na trzonie i zaczął poruszać nią w górę i w dół. Lucjusz nie położył się ponownie na plecach, ale oparł się na łokciach, obserwując go przez ten cały czas. I Harry nie był pewien czy kiedykolwiek widział coś bardziej seksownego. To przebijało na mile chwilę, kiedy na dziedzińcu zamku powiał tak silny wiatr, że podwinął szaty wszystkim dziewczętom z Ravenclawu. Oczywiście podejrzewano Ślizgonów, ale nawet jeśli – planował im pogratulować pomysłu.
Teraz to nie miało znaczenia. Członek Lucjusza był ciężki w jego ustach i ten gorzki smak pojawiał się od czasu do czasu, ale szybko rozpływał się w ilości śliny. Jedwabistość skóry była jedynym, co przyciągało całą jego uwagę. Penis wydawał się niemiłosiernie twardy, a jednak wyczuwał żyłę pod spodem, w której zagłębił język, kiedy tylko ją wymacał i usta Lucjusza rozchyliły się lekko, kiedy mężczyzna znowu westchnął. Jego biodra drgnęły niekontrolowanie, więc Harry zrobił to jeszcze raz, przykładając język mocno do całego trzonu, kiedy poruszał głową w górę i w dół nie spuszczając Lucjusza z oka. Twarz mężczyzny wyrażała zbyt wiele emocji, aby teraz je przegapił. Ale najcudowniejsze były oczy, zamroczone mgiełką pożądania, dające mu siłę, której do tej pory nie miał.
- Harry – wyszeptał Lucjusz patrząc w dół z zaciśniętymi zębami.
Jego szczęka pracowała tak, jakby starał się powstrzymać przed wydawaniem głośniejszych dźwięków, co było cholerną niesprawiedliwością. O wiele za późno zorientował się, że to ostrzeżenie. Wypuścił członek Lucjusza z ust z pewną paniką, która pewnie psuła efekt końcowy, a mężczyzna zaczął szczytować wprost na jego klatkę piersiową, co w zasadzie nie było takie złe, bo mógł go obserwować przez cały ten czas.
I jeśli sądził, że nie było niczego bardziej fascynującego niż Lucjusz Malfoy ze szpadą w dłoni, w morderczym tańcu, mylił się.
