Śle pym w miłości ciem ność jest najmilsza.
William Szekspir
Lucjusz oddychał ciężko, kiedy się wyprostował. Harry nadal czuł dreszcze przechodzące po swoim ciele, a włosy przylepiły się do jego spoconego czoła. Nie wyglądał o wiele lepiej od Malfoya, który kleił się niemożliwie od mieszanki płynów ich ciał. Jego członek zaczynał powoli opadać, ale w odróżnieniu od tego, co stało się tydzień temu, nie czuł się senny. Nie był pewien czy to oznaczało, że miał wrócić do swojego pokoju, zostawiając Lucjusza samego. Malfoy jednak nie powiedział ani słowa, kiedy położył się obok niego i spojrzał w sufit, nadal próbując złapać oddech. Mężczyzna nie natleniał się dostatecznie przez ostatnie minuty, kiedy chciał spektakularnie doprowadzić go do szaleństwa.
- Dziękuję – wyrwało mu się i był zaskoczony, że nadal nie panuje nad głosem.
Lucjusz prychnął, odgarniając swoje długie włosy do tyłu. Jego twarz była przyjemnie zarumieniona. Harry był pewien, że następnego dnia będzie tęsknił za tym widokiem.
- A Severus twierdzi, że Gryfoni nie mają za grosz kultury – poinformował go mężczyzna.
Harry nie mógł się nie skrzywić.
- Nie mów o Snapie teraz – wyrwało mu się i brzmiało prawie jak jęk. – To po prostu nieodpowiednie – dodał, chcąc wyjaśnić skąd to się nagle wzięło.
- Nieodpowiednie jest dziękowanie komuś, kto daje ci coś z przyjemnością – poinformował go Lucjusz.
- Podziękowania są normalną formą okazania wdzięczności – odparł Harry pospiesznie.
- To idiotyzm, wymyślony przez tych, którzy uwielbiają cudzą wdzięczność i kochają marnować słowa. Chcesz okazać swoją wdzięczność? – spytał Malfoy tonem, który Harry słyszał u niego po raz pierwszy.
Głos Lucjusza nie różnił się wiele od tego, którego używał normalnie; pełnego obojętności i chłodu. Po prostu teraz majaczył tam cień emocji. Słowa zresztą oddziaływały na niego o wiele mocniej niż chciał przyznać. O czym miał jednak myśleć, kiedy leżał nago na plecach w środku nocy na łóżku Lucjusza, a świeca rzucała akurat tyle światła, aby widział wyraźnie, że członek mężczyzny pomimo wcześniejszego orgazmu byłby w stanie jednak wrócić do gry.
Ssanie jego penisa faktycznie musiało stanowić dla Lucjusza przyjemność, skoro jego fiut lekko twardniał. A może to sprawiły odgłosy, których Harry nie potrafił powstrzymać.
- Uhm – wyrwało mu się, bo nie wiedział za bardzo co powiedzieć.
Wtedy przeważnie było o wiele łatwiej milczeć, ale w tym też nie był dobry.
- Podziękować powinieneś komuś, kto z trudem i wbrew sobie postanowił ci coś podarować – ciągnął dalej Lucjusz. – Dlaczego mamy sobie dziękować za coś, co nam obu sprawia przyjemność?
W zasadzie nienawidził kiedy mężczyzna zadawał pytania retoryczne. Może nawet znajdowała się na nie odpowiedź. Harry jednak takowych nie posiadał. I ciekawiło go czy Snape poprowadziłby dla niego kolejny przyspieszony kurs; jak radzić sobie z Lucjuszem Malfoyem? Najszybszy sposób na wygranie potyczek słownych nawet, jeśli są prowadzone po orgazmie, który skasował twoje myśli na kolejną dobę.
- Merlinie – westchnął, bo nie chciał myśleć o Snapie w tej chwili, a Lucjusz wszystko zepsuł.
Podniósł się na łokciach na krótką chwilę, żeby sprawdzić gdzie znajdowało się jego ubranie, ale leżało tak daleko, że nie zamierzał na razie po nie sięgać. Zresztą jego ciało było tak rozgrzane, że nie sądził, aby dzisiaj spał inaczej niż nago.
Położył się z powrotem na plecach i zerknął niepewnie na Lucjusza, który obserwował go z pozorną obojętnością. Zaczynał jednak rozgryzać te spojrzenia. O wiele łatwiej mu było założyć również, że Malfoy zawsze miał jakiś cel. Na razie po prostu ich drogi się pokrywały i nie planował szybko wycofywać się z ich układu. W ustach nadal czuł resztki gorzkiego nasienia i nie miał pojęcia jak Lucjusz mógł połknąć jego spermę. To było jednak cholernie podniecające i też chciał to kiedyś zrobić. Chciał, aby Malfoy czuł się tak dobrze jak on. Albo bardziej – chciał być tak dobry w tym.
Jego dłonie drżały i zaczynało się robić chłodno. Niespecjalnie był zaskoczony, kiedy Lucjusz nakrył ich kołdrą. Trochę zdziwił się natomiast, kiedy Malfoy przyciągnął go do siebie bliżej, układając ich tak, że głowa Harry'ego leżała na jego klatce piersiowej. Słyszał bicie serca mężczyzny i to pewnie był dowód na to, że Lucjusz nie jest zombie. I posiada coś takiego jak serce.
- Nie wiem dlaczego nie jestem śpiący – przyznał.
- Oczekiwanie. Adrenalina jeszcze znajduje się w naszym organizmie – poinformował go Malfoy.
Łatwo było założyć, że mężczyzna wiedział po prostu wszystko.
- Poranne ćwiczenia, walka, a potem nerwowe oczekiwanie i gra wstępna traci na wartości – prychnął Lucjusz. – Widziałem, że podniecasz się tym jak moja szpada dociska się do twojej szyi – dodał.
Harry przełknął ciężko. Nie oczekiwał, że Lucjusz to przegapił, ale spodziewał się, że mężczyzna zachowa to dla siebie. Nie miał pojęcia nawet dlaczego nadal był tak naiwny. Malfoy nie posiadał żadnych granic. A rozmowy na żenujące tematy zapewne przeprowadzał na porządku dziennym.
- Twoja cisza jest niepokojąca. Szermierka to sztuka namiętności. Musisz kochać to co robisz. I zapewniam cię, że nie byłbyś pierwszym, którego kontrolowane niebezpieczeństwo przyprawiałoby o dreszcze – ciągnął dalej Malfoy. – Twoje ciało szybko pozna, gdzie leży granica pomiędzy zabawą, a prawdziwą walką. Chyba, że podnieca cię śmierć. To ewidentnie byłby problem.
Harry nie mógł nie prychnąć, a potem – ponieważ mógł – przygryzł sutek Lucjusza. W końcu guzek znajdował się w zasięgu jego wzroku i przywoływał go do siebie. Klatka piersiowa mężczyzny uniosła się wyżej niż przed chwilą, a potem opadła. Koło swojego uda poczuł charakterystyczne drgnięcie, więc to co zrobił, doczekało się reakcji. Polizał guzek, ale Lucjusz złapał go mocno za włosy, unieruchamiając.
Trudno było mu zarzucić, że mężczyzna kpił. Jego ton był tak cholernie nieczytelny. Harry jednak wyraźnie czuł, że Lucjusz z niego żartuje.
- Zmęczony? – spytał mężczyzna, pozornie bez związku.
Harry nie marnował czasu na odpowiedź. Wsunął się na większe ciało, walcząc po drodze odrobinę z pościelą, w której zaplątały mu się nogi. Nie był mistrzem gracji, ale kiedy ich biodra otarły się o siebie, Lucjusz chyba przestał mu mieć to za złe. Mężczyzna nadal nie wypuścił z pięści jego włosów, ale przynajmniej za nie nie ciągnął. Naprowadził go jedynie na swoje usta i Harry pocałował go, nie tracąc ani chwili. Nie spieszyli się tym razem, doprowadzając się do orgazmu powoli, bez wcześniejszego zabiegania i gwałtowności. I chociaż poprzednie spełnienie miało w sobie w pewien sposób smak krwi z jego przegryzionej wargi, to też miało w sobie coś szczególnego.
Zaczynał odnosić wrażenie, że mieli po prostu czas.
ooo
Nie pieprzyli się rano. Zapewne dlatego, że położyli się na tyle późno w nocy, że wstał z trudem, przypominając sobie o biegu, który czekał ich obu. Lucjusz był w doskonałym humorze i zaczynał go za to nienawidzić. Wyszedłby z jego komnat z gołym tyłkiem, gdyby miał pewność, że Snape nie pojawi się w dworze. A profesor wybierał różne pory, aby zjawić się i upewnić się, że nadal się nie pozabijali.
Dopiero w swoim pokoju zdał sobie sprawę, że jeszcze do niedawna nagość własna go krępowała. Goły Lucjusz natomiast sprawiał, że Harry sztywniał i bał się ruszyć. Jego ciało jednak nie przypominało już worka kości, które jakoś wiązała razem skóra. Wiedział też, że podoba się Malfoyowi na tyle, aby mężczyzna wodził palcami po jego żebrach i pośladkach z tym wyrazem twarzy, który wystarczał, aby Harry'emu robiło się gorąco.
Kiedy wybiegli z dworu dobre dwadzieścia minut później, żaden nie powiedział ani słowa. Harry cudem tylko zdążył zmyć z siebie ich zaschnięte nasienie i to nie był poranek, którego oczekiwał następnym razem. Ich wspólny czas kurczył się coraz bardziej. Kiedy zaczynali wspólne lekcje, dwa dni ciągnęły się w nieskończoność, kiedy uważał na każdy swój krok i słowa, które padały z jego ust. Nie mógł doczekać się powrotu do Hogwartu.
Tymczasem teraz, kiedy poranny jogging nie stanowił trudności, dziwił się temu, że zaledwie jedno mrugnięcie oka sprawiało, że mijało kilka godzin i zamiast ciąć powietrze szpadami, zasiadali z Lucjuszem przy obiedzie.
- Czy i w tym tygodniu mam się spodziewać prezentu? – spytał ciekawie.
Lucjusz spojrzał na niego znad kieliszka wina i kącik jego ust drgnął nieznacznie.
- Sądziłem, że uważasz to za tanie – powiedział mężczyzna, badając ewidentnie jego reakcję.
- A jestem w stanie powstrzymać cię przed przysyłaniem mi podarków? – rzucił.
Lucjusz nie odpowiedział.
- Dokładnie. Chciałbym zatem wiedzieć przynajmniej, bo jeśli Ron zacznie pytać, muszę coś wymyślić – przyznał.
- Powiedz prawdę – zaproponował Malfoy i tych słów na pewno nie spodziewał się w ustach mężczyzny.
Nie mógł się nie zaśmiać.
- Powiedz, że masz starszego, dobrze sytuowanego kochanka. To nie byłoby odstępstwo od normy w naszym społeczeństwie. Rozumiem, że mugole myślą o tym w innych kategoriach – rzucił Lucjusz.
- Gryfoni myślą o tym w innych kategoriach – wtrącił Harry.
Nie mógł sobie wyobrazić miny Rona, gdyby ten dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel sypiał z kimś,do kogo nic nie czuł. Weasley cały czas mówił o zakochiwaniu się i pocałunkach na Wieży Astronomicznej. Lucjusz nie pasował do tego zestawienia. Prędzej uprawialiby seks na stojąco przy jednej ze ścian. I Harry nie miał nic przeciwko. Tak nic się nie komplikowało.
- To idiotyczne – powiedział nagle, kiedy doszło do niego, że jedynym, co sprawiało, że czuł się nieswojo otwierając kolejny prezent od Lucjusza, było wychowanie ciotki Petunii i wuja Vernona.
Lucjusz nie płacił mu za seks. I zapewne byłby urażony, gdyby Harry zasugerowałby coś podobnego. Malfoy po prostu w swój porąbany sposób okazywał coś na kształt troski i pewnie wszyscy inni to doceniali. I wiedział doskonale, że Lucjusz nie ulegnie jego prośbom. Aby przestać, potrzebował argumentów, a tych Harry nie miał. Poza tym lubił tę koszulę. I cholerna szpada okazała się po prostu fantastyczna. Obaj wiedzieli, że te prezenty się podobały, ponieważ Malfoy myślał o nim i tylko o jego potrzebach, kiedy je wybierał.
- Jeśli przyślesz w nadchodzącym tygodniu kolejny prezent, po prostu zrób to tak, żebym nie dostał go przy całej szkole. Nawet jeśli masz gdzieś, co myślą moi przyjaciele, Albus Dumbledore jada z nami śniadania – poinformował go całkiem poważnie.
Lucjusz uśmiechnął się do niego i skinął głową, przyjmując najwyraźniej jego warunki. Nie wiedział nawet, że negocjowali, ale z drugiej strony, kiedy zwykła rozmowa z Malfoyem polegała tylko na konwersacji?
- Uhm – zaczął, odchrząkując, kiedy jeszcze coś wpadło mu do głowy. – I wiesz… Nie kombinuj czegoś dziwnego…
- Dziwnego? – spytał Lucjusz ciekawie.
I Harry poczuł cholerny rumieniec na policzkach.
- Nieważne – powiedział jedynie, chociaż był pewien, że Malfoy jakoś doskonale zrozumiał o co mu chodziło.
ooo
Severus Snape wsunął się do zbrojowni tak cicho, że żaden z nich go początkowo nie zauważył. Harry był zbyt skupiony na tym, aby nie dać się Lucjuszowi złapać w pułapkę. Na jego własnym nadgarstku powstało wcześniej niewielkie nacięcie, kiedy czubek szpady Malfoya zahaczył o cienką skórę. Początkowo był zszokowany, ale szybko doszło do niego, że to nie oznaczało, że Lucjusz był nieuważny. Mężczyzna po prostu nie miał pod kontrolą każdego swojego ruchu, bo Harry go zaskoczył. I chociaż jego dłoń piekła, nie mógł się nie szczerzyć jak idiota.
Lucjusz nie skomentował tego oczywiście, ale nie liczył na to. Komplementy były tylko pustymi słowami. Poza tym dlaczego Malfoy miałby mówić mu coś, co Harry wiedział już doskonale. Zaczynał robić spore postępy, skoro zaskakiwał kogoś, kto ewidentnie był mistrzem w tej dziedzinie. I miał ogromną świadomość tego, że nie osiągnąłby tego bez Snape'a i jego odwrócenia ról. Skoro wiedział jak być Lucjuszem, mógł odkryć jego słabe strony i wykorzystać to. I chociaż inaczej to odbywało się podczas treningów z Malfoyem, świat stał się nareszcie trójwymiarowy. Był nie tylko broniącym się amatorem, ale widział doskonale ruchy swojego przeciwnika.
Snape odchrząknął i zatrzymali się obaj ze szpadami w dłoniach. Harry miał na końcu języka zaklęcie, ale widok profesora uspokoił go. Snape zapewne uwielbiał swoje wielkie wejścia, bo Lucjusz uśmiechał się w stronę mężczyzny wrednie, jakby wiedział doskonale, co mistrz eliksirów chciał osiągnąć. Harry jednak od dawna nie czuł przed mężczyzną strachu. Respekt i owszem, ale na tym się to kończyło.
- Ufam, że czeka na nas kolacja? – upewnił się Snape.
- Szkolne jedzenie nie odpowiada twoim gustom? – zakpił Lucjusz.
- Nigdy nie odpowiadało – przyznał Snape. – Podobnie jak towarzystwo oraz wino. Na nic nie mam do tej pory wpływu.
- To musi być smutne – stwierdził Malfoy.
Snape'owi nie drgnęła nawet powieka, kiedy się wycofał bez słowa. Harry miał wrażenie, że mówili o czymś kompletnie innym, ale ono szybko minęło. Snape na pewno nie dzielił się z Lucjuszem informacjami o Zakonie. Znał obu na tyle dobrze, aby wiedzieć gdzie przebiegały te dziwne granice. Zapewne uratowaliby sobie życie, gdyby nadarzyła się taka okazja, ale nie ryzykowaliby specjalnie. I żaden potem nie miałby za to żalu.
Lucjusz zresztą powiedział wprost, że ponieważ szermierzy było tak niewielu, dałby szansę i jemu na przeżycie, gdyby miał taką możliwość. Ta miała się jednak nigdy nie pojawić. I obaj o tym wiedzieli.
- Idziesz Potter? – rzucił Snape, zniecierpliwionym tonem.
- Już, panie profesorze - powiedział, dotykając szpady opuszkami palców po raz ostatni dzisiaj.
Skaleczenie na jego ręce przypominało o tym jak długą drogę pokonał.
