Życie jest krótkie, za tem nie po zos tało nam wiele cza su na to, aby roz ra dować ser ca tych, którzy ra zem z na mi podążają ciemną doliną.

Henri Frédéric Amiel

Snape wydawał się bardziej milczący niż zwykle i Harry złapał się na tym, że zaczął spoglądać na niego z pewną obawą. Nie wiedział nic o tym, co działo się w Zakonie ani wśród śmierciożerców. Zapewne był najmniej poinformowaną osobą w tym towarzystwie i chociaż nie uderzyło go to wcześniej, teraz trafiło na podatny grunt. Nie wiedział dlaczego Dumbledore trzymał go w niewiedzy, ale to wcale nie sprawiało, że martwił się mniej.

Lucjusz wydawał się nieporuszony, ale ponieważ to była akurat norma – wiele mu to nie mówiło. Nie mógł ich też traktować jak dwie strony tego konfliktu, bo było jasnym, że każdy ma swoje własne plany i wizje tego, co działo się aktualnie w czarodziejskim społeczeństwie. Nawet on nie był pewien czy Ron i Hermiona poparliby wszystko, co działo się w jego głowie, kiedy myślał o Dumbledorze i Voldemorcie. Jego przyjaciele nadal patrzyli na świat jednowymiarowo, ale oni nie musieli być wplątani w tę walkę.

Lucjusz spojrzał na niego przelotnie i uśmiechnął się samymi kącikami ust, jakby wiedział doskonale, że to milczenie doprowadzało go do szaleństwa. Nie był specjalnie rozmowny, a przynajmniej tak mu się wydawało do tej pory. Ron przeważnie przewodził dyskusjom o quidditchu w Pokoju Wspólnym i łatwo było się z nim zgadzać. Po prostu mieli te same zapatrywania na grę. Hermiona z zasady zawsze miała rację w innych kwestiach, więc sprzeczanie się z nią nie miało sensu.

Rozmowy ze Snape'em i Lucjuszem miały swój własny smak. Tutaj nikt nie miał racji i nikt nie mógł wygrać. A jednak każda strona wychodziła z konwersacji usatysfakcjonowana.

I chociaż ostatnio nazwano go idiotą przynajmniej czternaście razy, nie miał wrażenia, że jest obrażany, co było czymś zupełnie nowym.

- Pott… - zaczął Snape, ale urwał i zbił usta w wąską kreskę, jakby nie wiedział teraz jak z tego wybrnąć.

Faktycznie przypominał sobie niejasno, że przeszli rozmowę na temat nazywania go w ten sposób, tym tonem. Nie sądził jednak, że Snape rzeczywiście będzie starał się to ukrócić. Zresztą zaciekawione spojrzenie Lucjusza powiedziało mu, że to też nie przeszło niezauważone.

- Czy fakt, iż kręcisz się jak nieszczęśliwy psiak, ma do czynienia z twoim brakiem postępów, którego się spodziewałem? – spytał szorstko Snape.

Harry nawet gdyby chciał, nie wiedziałby jak ma odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie. Ono nie zapraszało do kontynuowania rozmowy. Lucjusz zresztą wydał z siebie rozbawione prychnięcie, jakby doskonale wiedział, co Snape robił w tej chwili.

Westchnął zatem, starając się skupić na jedzeniu, aż doszło do niego, że mistrz eliksirów chyba chciał go wyprosić, aby zamienić kilka słów z Malfoyem na osobności. To wyjaśniało przynajmniej dlaczego Snape nadal patrzył na niego z wyczekiwaniem.

- Dobra, dobra. Nie mógł pan powiedzieć wprost? – spytał, odsuwając od siebie talerz.

- I przegapić tę długą chwilę, kiedy twoje komórki nerwowe zaczynały wzmożoną pracę? – rzucił Snape.

Harry nie planował odpowiadać i na to.

*ooo

Nie słyszał kiedy Snape wrócił do Hogwartu, ale skrzypnięcie drzwi sypialni Lucjusza było całkiem wyraźne. Przemykanie ciemnym korytarzem stanowiło w pewnym sensie idiotyzm. I tak zamierzał spędzić w łóżku mężczyzny całą noc, więc powinien był w końcu przenieść tam swoje ubrania. To się wydawało jednak dziwnie ostateczne. Nie był pewien czy Lucjusz nie zaprotestowałby. Planował jednak spytać i wytoczyć nawet całkiem logiczne argumenty. Albo Malfoy powinien zacząć przychodzić do niego.

Lucjusz stał z kieliszkiem wina w dłoni, nadal w ubraniu, i chyba na niego czekał, bo na jego ustach pojawił się ten uśmiech, który Harry lubił nazywać drapieżnym. Mężczyzna przeważnie tak mało po sobie pokazywał, że nie trudno było dokumentować każde odstępstwo od normy. Harry też był dość zaskoczony, kiedy Lucjusz wyciągnął w jego stronę kieliszek wina. Upił do obiadu kilka łyków i zamierzał jutro znowu poprosić o alkohol do posiłku. Wino nie było aż tak mocne, jak się spodziewał. Ta dziwna cierpkość na języku, która zostawała po każdym łyku, przypominała mu o Lucjuszu.

Objął szkło dłonią, obserwując Malfoya przez cały czas. Mężczyzna zaczął rozbierać się niespiesznie, zostawiając swoje ubranie dokładnie tam, gdzie upadło. Wydawał się całkowicie odprężony, chociaż to mogło być mylne wrażenie. Czasami sądził, że poznał Lucjusza już dość dobrze. innym razem odnosił wrażenie, że to nie jest możliwe w ogóle.

Wziął spory łyk wina i zorientował się, że to jedyny kieliszek w sypialni. Butelka stała koło łóżka. Sądził zresztą, że Lucjusz sięgnie po szkło, ale mężczyzna bez słowa ostrzeżenia przyciągnął go do siebie, zmuszając go do otworzenia ust. Część wina spłynęła po jego skórze. Planował nawet zaprotestować, ale Lucjusz zaczął zlizywać te krople, co było cholernie dobre.

- Kupię dla ciebie kolejną koszulę nocną – wyszeptał mu do ucha mężczyzna, pchając go w stronę łóżka dość sugestywnie.

Harry bynajmniej nie protestował, starając się jednak nie rozlać reszty wina, która została w kieliszku. Wziął kolejny łyk, nie będąc ani trochę zaskoczonym, kiedy Lucjusz ponownie go pocałował, bardziej nawet wylizując alkohol z jego ust. Zacisnął dłoń na szkle tak mocno, że zaczął obawiać się, iż kawałki wbiją się w jego skórę. Lucjusz jednak zabrał mu kieliszek jednym łykiem kończąc zawartość naczynia. Mężczyzna odstawił szkło na szafkę i Harry nie mógł powstrzymać się przed drżeniem, kiedy Malfoy zaczął ściągać z niego cienki materiał koszuli. Nie miał na sobie zbyt wiele, ale to zawsze był ten moment, który wprawiał go w największe zdenerwowanie. Może samo oczekiwanie miało w sobie coś ze słodkiej tortury.

Nie był pijany, ale alkohol przyjemnie rozgrzewał go od środka. Czuł się jednak bardziej rozluźniony, może nawet w pewien sposób odważniejszy, bo rozciągnął się na łóżku bez dalszego ponaglania ze strony mężczyzny i czekał, aż Lucjusz położy się na nim płasko, przyszpilając go do prześcieradła. Kąciki jego ust nadal lepiły się od wina i Malfoy bardziej zlizywał resztki alkoholu z jego skóry niż całował go, ale to tylko sprawiało, że jego palce stóp podwijały się.

Nie chciał się zastanawiać nad tym jak smakował. Zdążył się wykąpać. Leżał w wannie bardzo długo, czekając aż Snape odejdzie. I nie wiedział co z sobą zrobi, jeśli Lucjusz będzie rozmawiał z mężczyzną przez całą noc. Trochę teraz tego żałował, bo Malfoy smakował trochę bardziej sobą niż zwykle. Lekka warstewka słonego potu dodawała pewnej pikanterii. Czuł się o wiele zbyt czysty i może dlatego Lucjusz naprawiał jego nadgorliwość, wsuwając swój język w takie rejony jego ciała, że coś skręcało się w nim.

Nigdy nie sądził, że pępek jest miejscem podatnym na pieszczoty, ale w tej chwili mógł jedynie wbijać dłonie w poduszkę pod swoją głową, starając się nie ruszać zanadto. Oddałby wszystko, aby otworzyć oczy, ale nie potrafił się zmusić.

Lucjusz zaczął ponownie wycałowywać drogę wzdłuż jego ciała. Tym razem posuwał się w górę i Harry prawie żałował, że jego członek nie został dopieszczony tym razem. Lucjusz jednak najwyraźniej miał inne plany, które zakładały, że będzie leżał na swoim brzuchu. I nie miał nic przeciwko, bo szybko poczuł twardy penis Malfoya między swoimi pośladkami. Mężczyzna nie próbował się w niego wbić, jedynie ocierał się o niego, sprawiając, że jego skóra rozgrzewała się coraz bardziej. Odnosił wrażenie, że jego nerwy stawały w ogniu.

- Chciałeś wiedzieć co to za eliksiry – rzucił nagle Lucjusz.

Malfoy nie powinien wydawać mu się tak seksowny, kiedy szeptał do jego ucha. Harry nie potrafił jednak nie spinać się, kiedy usta mężczyzny zaczynały błądzić po jego karku.

Nie pamiętał nawet kiedy pytał o te pieprzone mikstury. Na pewno nie zamierzał rozmawiać o tym teraz, kiedy tępa główka penisa mężczyzny gładziła jego wejście, sprawiając, że mięśnie jego tyłka zaciskały się. Nie był nawet pewien czy chronił się przed penetracją czy tak bardzo jej chciał. Szpara między jego pośladkami była wilgotna od spermy Lucjusza. Ta cholerna kąpiel jak zawsze poszła na marne. Kiedy próbował zacisnąć pośladki, czuł jedynie jak bardzo mokre teraz są.

- To trucizny – poinformował go Malfoy i ton jego głosu był czymś, co uderzało w Harry'ego podwójnie.

Nie był pewien czy chodziło o sam fakt istniejącego zagrożenia, czy to że Lucjusz mówił do niego o tym, jakby to było oczywiste. Jakby każdego dnia przysyłał ludziom prezenty z postaci trucizn w niepozornych pudełkach. Bez etykietek. Zapewne większość była zabroniona przez Ministerstwo.

Biodra Lucjusza przysunęły się do jego pośladków tak blisko, że czuł włosy łonowe mężczyzny na tyłku. A penis Lucjusza wbijał się teraz w jego jądra, co było równie dobre jak wszystko. Jego własny członek zaczynał sączyć się na prześcieradło pod nim i nie mógł z tym nic zrobić. Może dlatego Lucjusz lubił go wciśniętego tak mocno w materac. Harry jednak nigdy nie protestował.

- Pokryjesz nimi pewnego dnia swoją szpadę. Wybierzesz jedną. Dwie. Trzy. Wszystkie – wyszeptał Lucjusz wprost w jego ucho.

I to nie powinno być tak seksowne. Podobnie jak szpada na jego szyi, ale teraz wyraźnie czuł ostrze na skórze. To było jedynie wspomnienie, ale stwardniał tylko bardziej.

- Prezenty ode mnie są zawsze praktyczne – poinformował go Lucjusz, kładąc dłoń na jego biodrze.

A potem mężczyzna obrócił go tak, że teraz leżeli do siebie twarzą w twarz. I chociaż teraz ich penisy ślizgały się po sobie, jego pośladki nadal się lepiły, jakby Lucjusz doszedł pomiędzy nie. Czuł wyraźnie jak twardy jest Malfoy i to chyba powinno boleć. A przynajmniej miał takie wrażenie, bo jego własny członek pulsował sam z siebie. I pewnie ta gruba żyła pod spodem była widoczna jak nigdy wcześniej.

Prawie zawinął się wokół dłoni, którą Malfoy objął ich obu, szybko i bez zbędnego wahania obciągając im. Jego ciało pokryło się potem, który nie należał do niego. Był pewien, że przynajmniej odrobinę pachnie jak Lucjusz i wino, a może i mieszanka ich nasienia. Nie bardzo to miało dla niego znaczenie, kiedy dochodził, a Malfoy całował go, tłumiąc swoimi ustami jego jęk.

ooo

Lucjusz wyszedł do łazienki i Harry nie był pewien czy to sygnał dla niego, aby wyjść. Znowu nie zasnął, ale nie potrafił ruszyć się z ciepłego łóżka. Poza tym sam powinien wziąć kąpiel, bo kleił się w takich miejscach, że to na pewno rano miało stać się nieprzyjemne.

Drzwi do łazienki Lucjusza pozostały odrobinę uchylone, więc z westchnieniem zsunął się z wilgotnych nadal prześcieradeł i stanął niepewnie w progu, obserwując jak mężczyzna napełnia wannę wodą. Harry nie był do końca pewien jak Malfoy to robił, ale nawet nagi zachowywał pewną godność i klasę. Sam miał wrażenie, że wszystkie jego kończyny były nie na miejscu. Ubrania jednak ukrywały niezgrabność i niedociągnięcia, do których miał tendencje.

Jednak nawet niewzwiedziony członek Malfoya wyglądał w pewien sposób godnie. Chociaż nadal zachował tę purpurową barwę, a nadmiar skóry był doskonale widoczny nawet z tego miejsca, w którym stał Harry.

Lucjusz bez słowa wszedł do wanny z ewidentną przyjemnością zanurzając się w wodzie. I kiedy otworzył oczy, spoglądał na niego. Harry nie był do końca pewien co Malfoy widział. Ani dlaczego patrzył. Nie wiedział nawet z jakiego powodu nogi poniosły go o wiele bliżej. Aż sam zanurzał się w ciepłej wodzie, która niosła ukojenie. Wanna była na tyle duża, aby pomieścić ich obu, ale Lucjusz chyba nie planował wspólnej kąpieli. Część wody rozlała się po podłodze, ale zanim zdążył zareagować, Malfoy rzucił jedno z tych sprytnych zaklęć, którymi Snape opustoszał ich kociołki podczas zajęć.

- Mam pudło pełne trucizn pod łóżkiem w dormitorium? – spytał niepewnie.

- Nie mam pojęcia gdzie je trzymasz – przyznał Lucjusz bez mrugnięcia okiem.

Harry wziął głębszy wdech, nie mogąc się powstrzymać.

- To bardzo w twoim stylu – rzucił jedynie, bo podziękowania nie były na miejscu.

Nie był pewien co odczuwał względem tego prezentu. Ani w związku z tym w jaki sposób Lucjusz zdecydował mu się opowiedzieć o miksturach, które mu podarował tak niedawno. Nie mógł nie zastanawiać się co Malfoy w ogóle myślał, wybierając coś podobnego dla niego.

- Czekaj, a twoja szpada nie jest nasączona… - zaczął i spojrzał niepewnie na ranę na ręce, która zdążyła się zagoić od ich ostatniego spotkania.

- To nie jest moja szpada – odparł Lucjusz, jakby to było oczywiste. – To nie jest szpada, która jest częścią mnie. Zaklęcia na mojej są starsze. Część sam rzucałem. Chyba nie sądzisz, że trenowałbym z tobą szpadą, która jest nasączona trucizną – prychnął.

- Nie wiedziałem, że w ogóle nasącza się ostrza – rzucił, przewracając oczami.

- To nie ma znaczenia – westchnął Lucjusz. – Wiesz dlaczego? – spytał. – Przypomnij sobie. Kiedy zaczynasz walczyć z kimś, kto jest od ciebie lepszy…

- Jestem martwy – odparł Harry.

- Każdy szermierz zabije cię o wiele szybciej niż trucizna – uściślił Lucjusz.

- Więc dlaczego? – spytał.

- Żebyś pamiętał – rzucił Malfoy, zamykając oczy i odchylając głowę lekko do tyłu. – Żebyś pamiętał, że równie łatwo możesz zranić się od swojego ostrza. Musisz uważać na to, co robią inni oraz co robisz ty. Wszystko ma swoje konsekwencje – wyjaśnił mu. – Połowa fiolek to trucizny. Druga połowa to antidota. Trucizny to prezent ode mnie jako od mistrza. Antidota to prezent od kochanka – uściślił.