Czasami ciemno od skrzydeł anielich.

Stanisław Jerzy Lec

Wiedział dokładnie, że artykuł Rity pojawił sięw Proroku Codziennym zanim jego oczy spoczęły na pierwszej stronie gazety. W Wielkiej Sali szeptano tak głośno, że szum było słychać, aż na korytarzu. Ten dźwięk nie przycichł nawet wtedy, kiedy pojawili się we trójkę na śniadaniu. Nie spojrzał nawet w stronę stołu nauczycielskiego, żeby nie wzbudzić niepotrzebnych podejrzeń. Snape'a zresztą i tak tam zapewne nie było.

- Profesor jest nieobecny. Przez cały weekend się nie pojawił – poinformowała go Hermiona.

- Mówił, że to jakiś prywatny protest – odparł. – Jest źle?

- Stary… - westchnął Ron. – Powiedziałbym, że znowu podejrzewają, że zwariowałeś, ale nareszcie mają na to dowody.

Wybraniec broni sławnego śmierciożercy.

Severus Snape winny czy nie winny?

Czy Ministerstwo pomyliło się?

Nagłówek krzyczał do niego i Harry jakoś nie potrafił się tym przejąć. Był jedynie zaskoczony, że słowa szesnastolatka miały tak wielkie znaczenie w świecie czarodziejów. Nie bardzo potrafił pojąć co siedzi w głowach tych, którzy czytali Proroka Codziennego. Przecież nie mogli wierzyć w każdą głupotę, którą napisał ten szmatławiec. To prawie tak, jakby zaczytywać się w Żonglerze Lovegoodów na poważnie. To była miła rozrywka, ale wszystko posiadało pewne granice. Prorok Codzienny od dawna naginał fakty, a Rita miała talent do manipulacji. Chyba każdy miał tego świadomość. A przynajmniej Harry miał taką nadzieję, chociaż ona powoli zaczynała umierać, kiedy dostrzegał jak wiele osób się w tej chwili na nich gapiło.

I byli to głównie jego koledzy z Gryffindoru, którzy zapewne czuli się zdradzeni nagłą zmianą frontu. Snape był Opiekunem Slytherinu i nienawidził Lwów pasjami, każdy o tym wiedział i większość odczuła na własnej skórze. Bronienie go i to publiczne, było pewnym wyznacznikiem szaleństwa. Robił jednak mniej rozsądne rzeczy do tej pory, jak walka z bazyliszkiem i jakoś nikt wtedy nie protestował.

- Chyba dzisiaj nie zjemy spokojnie – stwierdził.

Hermiona nie zdążyła sobie nawet niczego nałożyć na talerz. Na razie obserwowała tych, którzy obserwowali ich. Nawet Neville wydawał się oburzony, co nie wróżyło niczego dobrego.

Paradoksalnie, kiedy spojrzał na stół Slytherinu, tam panowała całkowita obojętność. I Harry nie mógł nie zauważyć, że Draco Malfoy nawet nie patrzył w ich kierunku. Snape poinformował Voldemorta o swojej domniemanej grze i zapewne artykuł nie zaskoczył tych, którzy byli zwolennikami Czarnego Pana. Miał swoją odpowiedź jak wielu ze Slytherinu popierało tego szaleńca.

- Zgarniemy coś w kuchni – zaproponował Ron. – Ginny, jedno słowo, a powiem mamie – zagroził Weasley, kiedy wychodzili.

ooo

Szeptano, kiedy byli mijani na korytarzach. Harry sądził, że ma to już za sobą, ale najwyraźniej od tej niechcianej uwagi nie miał się nigdy uwolnić. Przynajmniej ich koledzy nauczyli się tego, żeby mu niczego nie zarzucać prosto w twarz. A może to była kwestia tego, że Ron naprawdę sporo podrósł przez te wakacje i górował nad większością uczniów.

Nie bardzo wiedział czego się spodziewać, ale McGonagall obserwowała go podczas Transmutacji, jakby naprawdę trapił ją ten artykuł. Ginny spytała nawet czy w ogóle rozmawiał z Ritą, czy to kompletny wymysł mitomanki, ale nie planował zaprzeczać. Musieli trzymać się jednej wersji. I hogwarckie plotki nie stanowiły dla niego, aż takiego problemu jak się spodziewał. Może gdyby to był pierwszy raz, naprawdę by go to uraziło, ale bawili się w to po raz kolejny. Tym razem jednak kontrolował przepływ informacji i on wywołał tę burzę z pełną premedytacją.

Poza tym nic tak naprawdę się nie zmieniło. Zawsze miał Rona i Hermionę. Stali przy nim przez ten cały czas i naprawdę wątpił, aby odeszli. Zwrócenie się do nich po pomoc było tak oczywiste, że się nawet nie zawahał. I nie żałował tego ani przez chwilę.

Kiedy wrócił do swojego dormitorium, na łóżku czekała na niego kolejna paczka. Sztuka Retoryki nie była czymś, czego się spodziewał, ale najwyraźniej Lucjusz przeczytał już artykuł. A może widział go nawet przed wydrukowaniem. Nie wiedział jak duży wpływ Malfoy miał na Proroka Codziennego, ale nie zdziwiłby się, gdyby w gazecie nie ukazywały się rzeczy, których mężczyzna nie chciał zdradzać społeczeństwu. Jeśli ktokolwiek miałby manipulować tak światem czarodziejów to tylko on.

ooo

Albus Dumbledore zaprosił go na herbatę dopiero w środę. Nie za szybko i niezbyt oczywiście, aby nie wyszło to na reakcję na artykuł, o którym Hogwart jeszcze nie zapomniał. Harry wiedział jednak lepiej i spodziewał się najgorszego. Snape na razie nie wydawał się martwić niczym i Aurorzy nie pojawili się w szkole, więc zamierzał uparcie twierdzić, że to było ich pierwsze zwycięstwo. Nareszcie czuł, że miał stery w dłoniach, chociaż nie wiedział jak wielu pasażerów miał ten okręt ani gdzie zmierzali.

- Jak nauka, drogi chłopcze? – spytał dyrektor.

Na to nie było dobrej odpowiedzi.

- Eseje z Zielarstwa są coraz dłuższe – przyznał.

Dumbledore roześmiał się miękko i krótko.

- Faktycznie profesor Sprout lubuje się w pracach pisemnych – stwierdził dyrektor. – Kupiłeś wszystko, co było ci konieczne w Hogsmeade? – spytał mężczyzna.

- Tak – odparł Harry. – A nawet więcej. Hermiona nie potrafi przejść koło regału z książkami spokojnie – dodał, chociaż tak naprawdę wrócili z pustymi rękami.

Uważał, że i tak mieli doskonałą wymówkę. Rita faktycznie wytrąciła go z równowagi. Przez dwa kolejne dni potrafił myśleć tylko o artykule i tym, czy Snape zostanie przesłuchany. W końcu Ministerstwo nie musiało brać pod uwagę tego, co drukowano w gazetach.

- Profesor Snape powiedział mi, że powinienem przypomnieć Prorokowi Codziennemu, iż mają zakaz wypytywania uczniów – podjął Dumbledore ostrożnie.

- Rozmawiał pan z profesorem Snape'em? – zdziwił się Harry, ponieważ mistrz eliksirów nie wspomniał mu o tym podczas ich wczorajszczego treningu.

Może jednak spotkali się dzisiejszego dnia. W końcu nie śledził tego, co mężczyzna robił w każdej chwili swojego życia. Nie korzystał z mapy Huncwotów tak często jak poprzednio, odkąd wiedział, że Snape nie stanowi problemu w jego nocnych eskapadach.

- Profesor wydawał się zaniepokojony obecnością reporterki w Hogsmeade. Wiem jak wiele przekręcono, kiedy udzieliłeś pierwszych wywiadów – rzucił dyrektor.

I Harry prawie zaprzeczył. To był idealny haczyk, na który z pewnością złapałby się nieświadomie. Teraz jednak wypadało mu i tak zaczepić się, tym razem jednak z pełnym zaangażowaniem.

- Nie przekręcono aż tak wiele – przyznał ostrożnie. – Profesor Snape jest niewinny. Sam pan tak mówił – przypomniał dyrektorowi, który spojrzał na niego odrobinę zaskoczony. – A ja panu ufam. Skoro mówi pan, że profesor nie jest śmierciożercą, ja też w to nie wierzę.

Dumbledore zbił usta w wąską kreskę, kiedy odchylił się na swoich fotelu.

- Nie zrozumiałeś chyba sytuacji, Harry. Profesor jest szpiegiem. Nie możemy informować Voldemorta o tym jak bardzo mu ufamy. Jego życie może być zagrożone – powiedział Dumbledore wprost i Harry miał ochotę się roześmiać.

Snape był w niebezpieczeństwie przez cały czas. Mógł zostać zdradzony przez każdego. Jeśli do Dumbledore'a docierało to dopiero teraz, to było dopiero śmieszne. Snape poruszał się po granicy przez cały ten czas i to nie miało się szybko skończyć.

- Przesłuchanie aurorskie na pewno nie pomogłoby – stwierdził.

- Powiedział ci o aurorach? – spytał Dumbledore.

- Nie, Rita Skeeter pytała pana profesora o to czy jest aktywnym śmierciożercą – skłamał gładko.

Chociaż to nawet dokładnie nie było, aż tak złe. Po prostu nie powiedział całej prawdy. Profesor powiedział mu o tym jako pierwszy, ale Rita dokładnie wyjaśniła jak cała sytuacja się przedstawiała.

Dumbledore jednak nie dał się zwieść tym razem. Harry widział w jego oczach, że dyrektor zaczyna coś podejrzewać. Ta rozmowa miała sprawdzić go i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kiedy siadał w tym fotelu. Nie mógł jednak nie stawić się w gabinecie dyrektora. To dopiero wzbudziłoby wątpliwości wszystkich. Miał nadzieję, że nie dojdzie do jakiejś sytuacji kryzysowej, ale i na nią był przygotowany.

- Zaprzyjaźniłeś się z profesorem – stwierdził Dumbledore. – I to się chwali, drogi chłopcze. Severus zawsze potrzebował przyjaciół. Albo ludzi, którzy sądzili, że są jego przyjaciółmi – ciągnął dyrektor. – Zapewne nie umknęło ci, że z Lucjuszem Malfoyem łączy go dość specyficzna więź…

- Przyjaźnią się – potwierdził Harry, ponieważ Snape i Lucjusz tego nie ukrywali.

I Dumbledore zapewne wiedział od czasów szkolnych, że ta dwójka zapewne miała zawsze trzymać się blisko siebie. Harry tylko wątpił, aby dyrektor w pełni rozumiał na czym ta przyjaźń polegała. On chwilami zastanawiał się gdzie przebiegały granice.

Oczy Dumbledore'a zmrużyły się odrobinę i do Harry'ego dotarło, że dyrektor złapał go na jednym. Nie przeszkadzał mu ten całkiem niezrozumiały układ między Lucjuszem i Snape'em. Dla niego to jednak zaczynała być normalność. Widywał ich w końcu każdego weekendu razem.

- Nie nazwałbym tego w ten sposób – podjął dyrektor. – Trudno jest zrozumieć relacje międzyludzkie, kiedy nie zna się powodów ich postępowania. Motywy są ważne. Albo to, co ludzie wiedzą o tobie.

- Sugeruje pan, że Malfoy szantażuje profesora Snape'a? – spytał z lekką nutką niedowierzania.

Chociaż to nie było takie nieprawdopodobne. Lucjusz chwalił się tym, że wiedział wiele o Snapie i oczywistym było, że profesor ucinał sporo tematów, które Malfoy podejmował. Prowadzili pewnego rodzaju grę, ale Harry był pewien, że gdyby Snape czuł się faktycznie zagrożony, załatwiłby to z goła w inny sposób. I to też wiele mówiło o tej dwójce.

- Nie i tak. Oni wiedzą o sobie wiele – rzucił Dumbledore. – Ty jednak nie wiesz o nich nic. Nie wiesz o profesorze Snapie tak wiele jak ja – powiedział dyrektor i Harry się w pełni z tym zgadzał.

Mężczyzna nadal był chodzącą zagadką, ale to nie zmieniało nijak faktu, że nie mógł zostać przesłuchany przez aurorów.

- Severus popełniał w życiu wiele błędów – ciągnął dalej Dumbledore. – Jednym z tych błędów było zakochanie się w twojej matce.

Nie tego się spodziewał i nie musiał udawać niedowierzania. Nie potrafił powiedzieć czy dyrektor go okłamuje, bo jak powiedział Lucjusz, wszystko rozbijało się o informacje, których nie miał. Snape nigdy nie powiedział mu słowa na temat matki, ale Harry widział dostatecznie wiele, aby wiedzieć, że była dla mężczyzny miła. Zakładał, że się przyjaźnili, ale to, że Snape się w niej zakochał, było równie prawdopodobne. Widział jedynie niewielki urywek ze wspomnień mistrza eliksirów i mężczyzna nie dodał słowa komentarza do tego. No może prócz wielu niepochlebnych rzeczy na temat jego ojca. Ale z tym Harry nie mógł walczyć po tym, co zobaczył w tym wspomnieniu.

Snape schował w myślodsiewnej coś i nie tak dawno zapraszał go nawet do zapoznania się ze swoją przeszłością. Harry spodziewał się, że zobaczy jak mistrz eliksirów stał się zwolennikiem Voldemorta i nie chciał tego oglądać. Nie interesowały go powody Snape'a z wtedy, skoro teraz nie miały racji bytu. Harry po prostu nie wierzył, że mistrz eliksirów jest tą samą osobą co wtedy.

Jednak temat jego matki nie wypłynął nigdy i może powinien był uważać to za podejrzane, skoro Snape tak chętnie mówił o jego ojcu.

Dumbledore spoglądał na niego z pewną dozą zainteresowania, którego Harry nie potrafił nazwać zdrowym. To badanie cudzych reakcji sprawiało, że w jego oczach mężczyzna nie wypadał lepiej niż Malfoy. Lucjusz jednak przynajmniej bezczelnie się do tego przyznawał, więc paradoksalnie to nie było takie podłe i podstępne.

- Severus popełnił błąd – ciągnął dalej Dumbledore. – Obiecał Voldemortowi, że go poprze, jeśli dostanie Lily, twoją matkę, jako swoją nagrodę. Powinien był wiedzieć, że kiedy zdradzi położenie ich domu, Voldemort nie dotrzyma umowy. Był zrozpaczony, kiedy znalazł ją martwą. Wiem, bo pojawiłem się tam w chwilę później i znalazłem ciebie. Voldemorta nie było i Severus nad ciałem twojej matki przysiągł, że zrobi wszystko, aby nam pomóc zwyciężyć – poinformował go dyrektor.

Harry czuł się tak, jakby wrósł w fotel. I nie chciał nawet myśleć o tym dalej. Przypominał sobie nikle, że nawet przyszło mu do głowy, że Snape kochał raz bardzo mocno i jego ukochana zginęła w czasie wojny. Nie sądził jednak, nie podejrzewał, że chodziło o jego matkę. I pewnie gdyby Dumbledore mu nie powiedział, nie wiedziałby przez ten cały czas.

Jego ręce drżały odrobinę, kiedy unosił się z fotela, czując się bardziej skostniałym niż po spotkaniu z dementorem. Gula, która formowała mu się w gardle była dość nieprzyjemna. Walczył z sobą o to, by nie pytać dalej. Potrzebował znaleźć się w pokojach Snape'a i przejrzeć jego myślodsiewną już teraz. Albo po prostu nawrzeszczeć na mężczyznę, bo to przychodziło mu zawsze najłatwiej. I coś mu mówiło, że Snape nie protestowałby nawet.

Nie wiedział nawet dlaczego nie wydało mu się podejrzewane, że mistrz eliksirów chciał się z nim dzielić wspomnieniami. Pewnie powinien przycisnąć mężczyznę mocniej, ale był zajęty czymś innym. I zaczynał żałować, bo faktycznie zaufał Snape'owi. Dogadywali się. Przynajmniej wiedział, że pomoc mężczyzny nie była tak dokładnie bezinteresowna. Mistrz eliksirów mógł uciszać nim swoje wyrzuty sumienia, co nie zaskoczyłoby go, aż tak bardzo. W końcu wbrew pozorom każdego męczyły jego grzechy.

- Muszę wyjść, panie dyrektorze – poinformował Dumbledore'a.

A ten go nie zatrzymywał.