Ciem ność jest so juszni kiem tych, którzy za mie rzają uciekać.

Daniel Defoe

Harry zbiegł do lochów, nie przejmując się kompletnie czy będzie widzianym. Podejrzewał, że trudno będzie Draco Malfoyowi twierdzić, iż go przegapił, skoro wpadł w Ślizgona na schodach i nawet się nie zatrzymał. Usłyszał za sobą jedynie przekleństwo, ale nic go nie mogło powstrzymać. Nie przypominał sobie, aby czuł się w ten sposób kiedykolwiek. Chociaż wspomnienia z czasów, kiedy sądził, iż to Syriusz zdradził jego rodziców podsuwały się same – niechciane. Nie chciał czuć tak nieskomplikowanej złości. Ta emocja nie oddawała tak naprawdę niczego.

Wpadł do komnat Snape'a bez pukania i drzwi ustąpiły pod jego naporem bez najmniejszego problemu. Mistrz eliksirów w końcu zagwarantował mu stały wstęp i przynajmniej w tej kwestii nie skłamał. Mężczyzna zresztą siedział w swoim salonie, pogrążony w lekturze. Nie powstrzymał jego przemarszu, ale przynajmniej podniósł głowę, zauważając go.

Harry zatrzymał się dopiero przed myślodsiewnią i spojrzał w srebrne nitki wspomnień Snape'a. Uderzyło go, że nie wie nawet na ile one będą prawdziwe. Mężczyzna był legilimentą i oklumentą. Nie zapomniał o tym nawet przez chwilę, ale i tak kusiło go, aby sprawdzić jakie wyjaśnienie oferował. Harry był bowiem pewien, że znajdzie tutaj wszystko. Snape przygotował ten stek kłamstw o wiele wcześniej, zapewne, aby nie kłopotać się teraz.

Pochylił się nad myślodsiewnią i po prostu nie mógł. Nie wiedział co znajdzie tam w środku, ale zaczął się zastanawiać czy to w ogóle miało znaczenie. Nie wyobrażał sobie wyjaśnienia, które przemówiłoby do niego i ułaskawiło mistrza eliksirów w jego oczach. Jednak to nawet nie była kwestia odpowiednich słów czy gestów. Pytanie pozostawało cały czas to samo.

Czy ufał Snape'owi?

Miał ochotę się roześmiać, bo przecież nie spodziewali się w końcu niczego innego, niż Dumbledore'a sprawdzającego ich wzajemne kontakty. I pozwolił sobą manipulować, co teraz sprawiało, że był tylko bardziej wściekły. Wspomnienia Snape'a, podarowane kilka dni wcześniej, zanim rozpętało się to piekło, nie interesowały go. Ciekawiło go trochę teraz czy z kompletnie innym kontekstem, odebrałby je inaczej, ale to nie miało znaczenia. Nie w tej chwili. I wiedział, że nie dostanie odpowiedzi od Snape'a, nie takich które miałyby dla niego znaczenie.

Zrobił krok w tył, całkiem nieświadom jak długo wisiał nad myślodsiewnią. A potem ruszył w stronę drzwi.

- Potter? – rzucił Snape.

Trudno było wyczytać cokolwiek z tonu profesora.

- Rozmawiałeś z Dumbledore'em? – spytał mężczyzna wprost.

Harry był całkiem świadom, że nie musi odpowiadać na to pytanie. Nie mówili w końcu o oczywistościach w tym towarzystwie.

- Rozumiem – westchnął Snape. – Nie chcesz spojrzeć w moje wspomnienia? – upewnił się.

- To nie będzie konieczne – stwierdził.

- Potter, nalegam – powiedział mistrz eliksirów.

Harry wypuścił długie westchnienie z ust.

- Nie mogę rozmawiać w tej chwili z panem – przyznał bez cienia zawahania. – Zobaczymy się jutro podczas zajęć – obiecał jeszcze.

Snape nie wyglądał na zaskoczonego i nie zatrzymywał go tym razem, kiedy Harry wyszedł. A może uciekł. Nie był do końca nawet pewien, co gnało go do przodu.

ooo

Hermiona przyglądała mu się ewidentnie zmartwiona, a sądził, że dość dobrze się maskował. Nie mógł przestać myśleć o tym, co powiedział mu dyrektor. Zagłębienie się we wspomnienia Snape'a byłoby łatwe i proste. Tylko, że nie tędy wiodła droga. Zawartość myślodsiewni niczego nie zmieniała. A nie miał źródła informacji, które byłoby wiarygodne w tej chwili.

- Harry? – spytał Hermiona niepewnie.

- Hm? – wyrwało mu się.

- Próbuję z tobą porozmawiać od dobrych kilku minut. Albo właściwości wiesiołka tak cię pochłonęły, albo znowu zaczarowaliście grzbiety książek tak, żebym nie wiedziała, że to znowu Quidditch przez wieki – zakpiła.

Harry nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio w dłoniach miał coś innego niż podręcznik albo dodatkowe tomy z zaklęciami od Lucjusza. Ręka zaczęła go mrowić na samo wspomnienie.

Rozejrzał się wokół, ale nawet w środku tygodnia w bibliotece nie było zbyt wielu osób. Dlatego wyszedł z Hermioną. Potrzebował chwili na przemyślenie wszystkiego.

- Dumbledore powiedział, że to Snape zdradził moich rodziców. On doniósł Voldemortowi gdzie się znajdują – poinformował Hermionę.

Ona nawet nie mrugnęła okiem, co początkowo go zaskoczyło. Ron byłby uradowany, że Snape jednak okazał się zdrajcą. Hermiona jednak nie dawała się tak łatwo ponosić emocjom. Spoglądała na niego tylko ze zmarszczonymi brwiami.

- Dlaczego dyrektor to powiedział? – spytała.

I Harry przygryzł sobie wnętrze policzka, bo akurat powód był całkiem oczywisty.

- Nie, to znaczy dlaczego powiedział to teraz, skoro musiał o tym wiedzieć przez cały czas? – poprawiła się pospiesznie. – Nie przeszkadzało mu wcześniej, że profesor doprowadził do śmierci ludzi? – ciągnęła dalej.

- Chodzi o moich rodziców – przypomniał jej.

- I ostatnio sądziłeś, że to była sprawka Syriusza – zauważyła ze spokojem.

- Czyli sądzisz, że Snape tego nie zrobił? – spytał wprost.

- Nie wiem. Nie jestem profesorem Snape'em – westchnęła. – Nawet nie pamiętamy tamtych lat. Byliśmy nowonarodzonymi dziećmi albo jeszcze nie pojawiliśmy się na świecie – przypomniała mu. – Rozmawiałeś z profesorem na ten temat?

- Nie – przyznał. – Kilkanaście dni temu przeniósł część swoich wspomnień i powiedział, że mogę do nich zajrzeć – poinformował ją.

Hermiona skinęła głową, jakby pojmowała w lot w czym rzecz.

- Ale nie możesz zajrzeć – powiedziała. – Radzę, żebyś porozmawiał z kimś, kto żył w tamtym czasie. Remus wydaje się najbardziej bezstronny.

Harry wpadł i na to. Nie planował jednak wciągać w to Lupina. Miał całkiem dobre źródło informacji, które miało skłonność do manipulacji, ale jednocześnie był świadom na ile ufać mężczyźnie. Do spotkania z Malfoyem pozostało dwa dni. Nie był nawet pewien czy nie mógł się doczekać, bo miał pytania do zadania. Czy chciał po prostu odstresować się po dwóch intensywnych tygodniach. Seks był dobry i faktycznie zaczynał zastanawiać się ,dlaczego odbierał sobie tę przyjemność. Teraz, po zaledwie kilku dniach, jego ramiona ponownie były napięte. Znowu stał się nerwowy. Nie chciał nawet wspominać o bólu głowy. Miał tylko nadzieję, że Voldemort czuł jego zdenerwowanie tak jak Harry odbierał jego emocje. To byłaby idealna zemsta.

- Gdyby to było łatwiejsze… - westchnął Harry.

- Będzie tylko gorzej. To się nazywa dorastanie. Ludzie uważają, że mogą powiedzieć ci coraz więcej. Zrzucić coraz więcej na twoją głowę. I nie są świadomi, że tak naprawdę od tego, co było rok temu, dzieli cię zaledwie trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Nic poza tym – powiedziała Hermiona bez cienia wahania w głosie.

Nie mógł się z nią nie zgodzić. Nie odczuwał jednak najmniejszych wyrzutów sumienia, że sam przychodził do niej po radę za każdym razem.

- Nie powinieneś na razie mówić Ronowi. Na pewno nie w takiej formie, w jakiej przekazałeś to mnie – powiedziała jeszcze.

I tak, kompletnie nadawali na tych samych falach.

ooo

Powrót do komnat Snape'a był trudny. Nie miał odpowiedzi, ale musiał trenować. I to trochę przypominało tę pierwszą wizytę w dworze Lucjusza. Był niechętny i nieufny, ale nie miał innego wyjścia.

Snape spojrzał na niego z pewną dozą niepewności, która potem przerodziła się w obojętność. Coś, co doskonale znał. Mężczyzna nie nastawał przynajmniej na oglądanie jego wspomnień i ograniczyli się do grzecznościowych uwag. Musiał się skupić, bo szpada w jego dłoni ciążyła mu niemożliwie. Nawet teraz, kiedy nie był świetny, ale jedynie możliwy w szermierce, zabicie czy poranienie Snape'a byłoby dziecinnie proste. Mężczyzna radził sobie dobrze ze szpadą, ale bardziej w kategoriach, w których Harry od dawna nie walczył. On dążył do mistrzostwa. Snape jedynie do przetrwania i to zaznaczało się coraz mocniej podczas ich pojedynków.

I wystarczyłoby przesunąć ostrze o kilka milimetrów, a zagłębiłby się w bladej szyi mężczyzny, zanim ktokolwiek mrugnąłby okiem. Może jakaś część niego chciałaby tego. I Snape musiał to wiedzieć, bo obserwował go w ciszy uważnie, ale nie wahał się rozpocząć kolejnego pojedynku, kiedy przegrał raz jeszcze. Może kusił los całkiem świadomie – Harry nie znał jednak jego powodów, a nagle były na wagę złota.

- W sobotę rano wracam do dworu Malfoya – poinformował mężczyznę.

Snape skinął głową.

- Proszę pojawić się dopiero w niedzielę – rzucił.

I mistrz eliksirów nie wydawał się nawet odrobinę zaskoczony.

ooo

Lucjusz go nie powitał we drzwiach, ale mężczyzna od dawna po niego nie wychodził. Harry po prostu się przebrał i zszedł na parter, przygotowując się do porannego biegu. Jego myśli jednak były zajęte i to musiało być widoczne na jego twarzy, bo Malfoy uniósł brew pytająco.

- Rozmawiałeś ze Snape'em? – spytał wprost.

- Czy uważasz, że powiedziałbym ci o tym? – zainteresował się Lucjusz.

To było idiotyczne.

- Kto zdradził moich rodziców? – spytał wprost.

Malfoy nie mrugnął nawet okiem.

Harry planował przebiec się we względnym spokoju, ale odciąganie nieuniknionego nie miało sensu. Lucjusz miał albo odpowiedzieć, albo nie. Ta odpowiedź miała go usatysfakcjonować lub mogła przynieść tylko więcej pytań. Nie miał na to wpływu. Jednak znał Lucjusza na tyle dobrze, aby wiedzieć na ile mu wierzyć, a to sprawiało z kolei, że był najbardziej wiarygodnym źródłem informacji, co wiele mówiło o świecie.

- Nie znam ludzi, którzy twoich rodziców nie zdradzili w jakiś sposób – stwierdził Lucjusz. – Planujesz prywatną vendettę? – zakpił. – Nie musisz nawet ustawiać ich w kolejne. Wystarczy, że zabijanie zaczniesz już teraz.

Harry nie mógł nie przewrócić oczami.

- Wiem dlaczego pytam. Po prostu mi powiedz – rzucił.

- Nie wiem ile powiedział ci Dumbledore. Trudno odnosić się do czegoś, czego nie słyszałem – westchnął Lucjusz.

- Nie chcę, żebyś się odnosił do jego słów. Chcę faktów – powiedział wprost.

Malfoy przekrzywił lekko głowę i Harry prawie czekał na ten kpiący uśmieszek. I może jakąś uwagę o własnej głupocie. W końcu prosił Lucjusza, aby ten nie manipulował ten jeden raz.

- Chcesz, żebym zdradził ci najbardziej sekretne tajemnice mojego jedynego przyjaciela – poinformował go Malfoy i ton jego głosu był dziwnie twardy.

Harry mimowolnie się wyprostował.

- Odpowiedź brzmi; nie – powiedział wprost Lucjusz. – Musisz spytać Severusa – poinformował go. – Zrobisz to jednak przy przy mnie, bo znam go na tyle długo, aby wiedzieć, że będzie kajał się za grzechy, które nie są jego. Chcesz wiedzieć kto zdradził twoich rodziców? Brak wiary, brak zaufania. Brak informacji. Nadmiar informacji. Każda z twarzy, którą widzisz każdego dnia. Każdy z nich i nikt tak naprawdę. Śmierć nie jest procesem tak łatwym, jakby mogło się wydawać. Doprowadzanie do niej zajmuje sporo czasu. Mogę ci powiedzieć, kto ich zabił. I tą osobą nie jest Severus Snape, a to powinno cię interesować najbardziej.

- Chcę wiedzieć… - wtrącił.

- Och, doskonale wiem, co chcesz wiedzieć. Nie mam jednak odpowiedzi dla ciebie i nie będę miał. Zasugerowałem ci dostatecznie wiele wcześniej. Jeśli nie potrafisz złożyć tego w całość lub zebrać informacji samemu, to nie jest mój problem. Nie jestem twoim obrońcą i podporą. Jestem twoim mistrzem – poinformował go Malfoy z czymś dziwnym w głosie.

Lucjusz nie mówił o sobie często w takich kategoriach, ale te słowa teraz miały w sobie jakąś dziwną moc. Harry był świadom, że relacja między nimi ma dość istotny charakter, ale nie nazywali rzeczy po imieniu zbyt często. Lucjusz mówiący o oczywistościach potrafił to jednak zrobić w taki sposób, że Harry miał dreszcze.

- Wiem – powiedział krótko. – Nie mam jednak kogo spytać – przyznał.

- I to mówi wiele o ludziach, którzy cię otaczają. Nie mówi jednak nic o Severusie – zauważył cierpko Malfoy. – Chcę jedynie krótkiej informacji o tym, czy powinienem przygotować dla mojego drogiego przyjaciela drogę odwrotu – rzucił jeszcze.

Harry spoglądał na niego w czystym szoku, bo przez myśl mu nie przeszło, aby zostawić Snape'a samego. Czy oddawać go aurorom do rąk własnych. To w zasadzie była kwestia, w której nie miał najmniejszych wątpliwości. Tak jak oczywistym było, że nie mógł przestać trenować z profesorem. I uderzyło go nagle, że Lucjusz pojęcia nie miał jak blisko ze Snape'em byli przez ostatnie tygodnie. Jak wiele mężczyzna dla niego zrobił. Malfoy nie wiedział i ta myśl cieszyła go, ponieważ naprawdę trudno było ukryć przez Lucjuszem cokolwiek. Jednocześnie mężczyzna nie miał dostatecznie wiele informacji i zapewień, że Snape jest bezpieczny. A chyba tylko o to mu w tej chwili chodziło.

Harry nie wiedział wiele. Nie był pewien jak poradzić sobie ze świadomością tego, iż wie jaki cel miał Dumbledore, gdy wszystko w nim krzyczało, że w końcu Snape doprowadził do śmierci jego rodziców. Nie mógł o tym zapomnieć tylko dlatego, że mistrz eliksirów nie był niczym innym tylko wsparciem przez ostatnie dni. Gryfońska upartość nakazywała mu stanąć okoniem do zamiarów dyrektora, ale Gryffindor był znany również z porywczości. I pewnie Snape zastanawiał się teraz, dlaczego Harry wparował do jego komnat i jednak nie zajrzał do myślodsiewnej. To byłoby takie łatwe i oczywiste. Nie chciał jednak oglądać tych wspomnień.

- Jesteś jego przyjacielem – podjął Harry ostrożnie. – My nie jesteśmy przyjaciółmi – ciągnął dalej. – I może ja nie jestem przyjacielem Snape'a, ale nie wątpię, że on jest moim – powiedział w końcu, chociaż kosztowało go to naprawdę wiele.

Rozgryzienie tej zależności zajęło mu trochę.

Lucjusz nie wydawał się zaskoczony.

- Lubię fakty i dla mnie liczą się tylko one. I tak wyglądają – dodał.