Światłem bądź. Bądź światłem, im większa ciem ność wokół nas. Bądź światłem ro zumu, światłem mądrości dla tych, którzy tracą drogę.
Światłem bądź. Bądź światłem, im bar dziej zim no wokół nas. Bądź światłem miłości dla tych, którzy w roz paczy i w zniechęceniu.
Na ile w To bie darów Bożych. Choćby na mały oga rek, na led wo tlejące światełko. A może jak pochod nia. Albo jak płonący stóg. Na ile Cię stać?

Mieczysław Maliński

Dwór wyglądałby na opuszczony, gdyby nie niewielkie światełko, które błyskało w oknie należącym do biblioteki. Harry nie był do końca pewien o której powinien się pojawić, bo nie uzgadniali tego z Lucjuszem. Jedynie obiecał, że od tej pory piątkowe popołudnia będą należały do nich, a mężczyzna nie skomentował tego. Nie wiedział nawet czy Lucjusz nie zabawia obecnie innego kochanka. I ta myśl nie należała do najprzyjemniejszych. Nie byli sobie nic winni i pewnie powinien o tym pamiętać, ale to nie było takie łatwe, kiedy czuł ciężar pierścienia na swoim palcu.

Wszedł do środka z różdżką w dłoni i Lucjusz nie wyszedł na jego spotkanie. Światło przedostawało się przez wąską szczelinę niedomkniętych drzwi biblioteki i uznał to za zaproszenie. Nie kłopotał się nigdy pukaniem, ale skrzypnięcie zawiasów i tak uprzedziło o jego przybyciu. Nie przypominał sobie, aby dwór wydawał mu się kiedykolwiek tak pusty, ale czytający Lucjusz nigdy nie tryskał energią, która mogłaby wypełnić przestrzeń. Z oszczędnością ruchów Malfoya zawsze było coś tak bardzo nie tak.

Lucjusz odłożył pergamin na stolik i sięgnął po kieliszek wina, spoglądając na niego z wyczekiwaniem, jakby spodziewał się, że Harry coś powie. I może powinien. Żadne słowa jednak nie przychodziły mu do głowy. Podniósł do góry dłoń z pierścieniem i coś przebiegło po twarzy Malfoya.

- Wina? – zaproponował mężczyzna.

- Planujesz mnie upić? – spytał, nie mogąc się powstrzymać.

- Nie muszę – odparł Lucjusz z pewnością, którą ktoś kiedyś powinien zmyć z jego twarzy.

Harry nie sądził jednak, aby on miał być tą osobą.

Przysiadł na drugim fotelu, dopiero teraz odczuwając zmęczenie całego tygodnia. Nadgarstek nareszcie przestał boleć i nie wyglądał na opuchnięty, ale to i tak sprawiło, że musiał przystopować z treningami. Nie mógł się przeforsowywać tylko dlatego, że wywierano na niego presję. Nie radził sobie z nerwami najwyraźniej, ale przynajmniej tym razem nie lądował na szlabanie u Snape'a, czyszcząc kociołki.

Wyciągnął przed siebie nogi, spoglądając na Lucjusza znad swoich okularów. Mężczyzna pił wino niewielkimi łykami, rozkoszując się smakiem. Harry nie był pewien jak długo siedzieli w ten sposób, po prostu milcząc. Było ciemno, kiedy przeniósł się z hogwarckich błoni na teren dworu i księżyc jeszcze nie pokazał się na niebie. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio miał taką chwilę dla siebie, żeby tylko posiedzieć.

Lucjusz skończył swój kieliszek wina i spojrzał na jego rękę, tym razem pozwalając sobie na delikatne drgnięcie kącików ust. Atmosfera w bibliotece uległa zmianie w sekundzie. Harry zawsze był zaskoczony, że tak mocno reagował na nastrój Lucjusza. Nie chciał myśleć o tym jako o podatności, czymś nad czym nie miał kontroli. On podążał z prądem, a kiedy rzeka nie miała nurtu, czekał tak jak teraz.

Wstał, zanim mężczyzna zdążył powiedzieć cokolwiek i wyciągnął w jego stronę rękę. Ich palce zetknęły się na krótką chwilę, gdy zmienił zdanie i pchnął wstającego Lucjusza z powrotem na fotel. W końcu nie widział powodu, aby musieli się przenosić. Snape wiedział, gdzie Harry się znajdował, ale umówili się na spotkanie dopiero następnego wieczora. Jeśli wydało się to profesorowi dziwne, nie skomentował tego ani jednym słowem.

- Co robisz? – spytał Lucjusz, czekając ewidentnie na jakąś wskazówkę.

Usiadł na kolanach Malfoya, trochę zaskoczony, że nie były, aż tak kościste jak się spodziewał.

- To nie będzie wygodne – stwierdził Lucjusz, wydymając lekko usta. – Nie widzę powodu, abyśmy mieli gnieść się na fotelu, kiedy u góry są całkiem spore łóżka – dodał.

- Ściana w Hogwarcie też nie była całkiem wygodna – przypomniał mu, rozpinając pierwsze guziki jego koszuli.

- Wolałeś, żebym zabrał cię z powrotem do twojej Wieży i zbeszcześcił twoje łóżko w dormitorium przy wszystkich kolegach? – prychnął Lucjusz, ale zabrzmiało to dziwnie pociągająco.

- Może – odparł Harry, ponieważ ta wizja przemawiała do niego.

Sama reakcja Gryfonów na widok Malfoya w ich włościach byłaby warta zobaczenia. I kiedy był pewien, że sytuacja była czysto hipotetyczna, to było nawet całkiem zabawne.

Jego nogi nie do końca mieściły się w fotelu i naprawdę było niewygodnie, ale i tak udało mu się wyciągnąć koszulę ze spodni Lucjusza. Mężczyzna nie pomagał, ale Harry nie oczekiwał tego od niego. Malfoy rozparł się po prostu wygodnie, czekając na jego ruch i pod wieloma względami to było dobre. Mógł ze spokojem całować te części klatki piersiowej Lucjusza, które zdążył odsłonić, kiedy jego dłonie zsuwały się w dół, aby zacząć szarpać się z rozporkiem.

Lucjusz prychnął, jakby niczego innego się nie spodziewał i złapał go za nadgarstki, pchając w tył, więc Harry zszedł z jego kolan, odrobinę zdezorientowany. Malfoy podniósł się, zmuszając go do kolejnego kroku w tył, a Harry naprawdę nienawidził się cofać. I wiedział, co to oznaczało w szermierce. Lucjusz rozpiął rozporek, patrząc na niego przez cały czas. I chyba po raz pierwszy to Malfoy był bardziej rozebrany od niego, ale Harry wcale nie czuł się u władzy. W Lucjuszu było po prostu coś dominującego.

Zanim zdążył się nawet zastanowić, co robi, znalazł się na kolanach z całkiem przyjemnym widokiem przed oczami. Nie robili tego często, a on nie miał prawie wcale doświadczenia. To jednak zawsze było przyjemnie, kiedy Lucjusz brał go do ust. Teraz to jednak nie miała być gra wstępna, która prowadziłaby do czegoś później. W bibliotece nie było zbyt wiele miejsc, w których mogliby uprawiać wygodnie seks. Regały były zbyt niestabilne, aby się o nie opierał. Fotel wypadł już z gry, a jego kolana sygnalizowały mu, że podłoga pomieszczenia, chociaż pokryta dywanem – nadal była dość twarda. Nic dziwnego – dwór podobnie jak Hogwart zbudowano z sporej wielkości kamieni.

Lucjusz spoglądał na niego nadal, czekając i Harry zsunął jego spodnie niżej wraz z bielizną, uwalniając z materiału penisa mężczyzny. Wziął go w rękę, przypominając sobie znajomy kształt, niepewnie pochylił się do przodu, starając się zmieścić jak najwięcej. Jego usta były niewprawne, cały czas miał wrażenie, że jego zęby wysuwają się za bardzo, ale Malfoy nie powiedział ani słowa. Zamiast tego Harry poczuł palce mężczyzny wślizgujące się pomiędzy jego kosmyki włosów. Lucjusz chwycił go odrobinę mocniej, naprowadzając na siebie spokojnymi, długimi ruchami, których tempo mógł przewidzieć. Rozchylił odrobinę szerzej usta, starając się zetrzeć strużkę śliny, która zaczęła lać mu się z kącika ust.

- Zostaw – powiedział krótko i wyraźnie Lucjusz.

I chyba robił coś źle, skoro Malfoy brzmiał na tak opanowanego.

Zsunął dłoń niżej, łapiąc za trzon penisa mężczyzny, który nie mieścił się w jego ustach. Zacisnął rękę, obciągając go na całej dostępnej długości i z pewnością poczuł drgnięcie w ustach. I odrobine więcej gorzkawego smaku rozlało mu się w ustach.

Gdyby nie wiedział lepiej, pomyślałby, że oczy Lucjusza zaczynają błyszczeć, kiedy mężczyzna spoglądał na niego. I może coś w tym było, że palce Malfoya zacisnęły się na jego włosach jeszcze mocniej, prawie boleśnie, kiedy jego język trochę odważniej wysunął się do przodu, goniąc za jedwabistą skórą członka. Sam smak nie był przyjemny, ale faktura miała w sobie coś co chciał zbadać.

Ruchy Lucjusza stały się mniej monotonne, mniej kontrolowane, kiedy mężczyzna dążył do swojego spełnienia. I Harry nie był pewien czy jego usta to dobre miejsce do tego. Malfoy musiał się zgadzać, bo wycofał się tuż przed tym, gdy jego penis zapulsował, plamiąc nasieniem koszulę Harry'ego.

- A teraz usiądź na fotelu – rozkazał mu Lucjusz, patrząc na niego tak sugestywnie, że Harry nie miał wątpliwości, że zaraz pozna to o wiele przyjemniejsze zastosowanie siedzisk.

ooo

Trochę dziwnie się czuł, kiedy kładli się do łóżka po kąpieli w komnatach Lucjusza. Był tak wyczerpany, że ledwo ciągnął za sobą nogi i było coś w ruchach Malfoya, co powiedziało mu, że mężczyzna nie czuje się wcale lepiej. Orgazmy wyczerpywały i był po nich senny. Ciepła woda nie pomogła wcale, odprężając go jeszcze bardziej. Nie liczył na seks, a przynajmniej nie tej nocy.

Nigdzie nie widział swojej piżamy, którą zostawił tu tydzień wcześniej, więc położył się nago obok Lucjusza. Mężczyzna bez słowa naciągnął na nich nakrycie, gasząc jedyną świecę w pomieszczeniu. Bez źródła światła, nic nie rozpraszało ciemności, która jakoś mu nie przeszkadzała.

Nadal nie zdjął pierścienia, do którego ciężaru powoli się przyzwyczajał. Nie mógł jednak przestać się nim bawić i może tak wzory, które były na nim wcześniej, zostały wytarte.

- To pewnego rodzaju symbol – powiedział nagle Lucjusz.

- Symbol – powtórzył głucho.

- Jesteś moim kochankiem – poinformował go Malfoy. – I będziesz tak długo, aż zdejmiesz pierścień. Nie ma oznaczeń mojego rodu i nikt nie powinien go rozpoznać. Nie używano go od bardzo dawna.

Harry nie miał pojęcia, co powiedzieć.

- Dziękuję, jest ładny – wyrzucił z siebie w końcu trochę niezręcznie.

Lucjusz prychnął w ciemności.

- Ładny – powtórzył po nim Malfoy, ewidentnie smakując to słowo tak, jakby było ostatnim, które przyszło mu do głowy. – Odnoszę wrażenie, że opustoszyłbym dla ciebie jedną z krypt w Gringotcie, a to byłaby twoja jedyna reakcja.

- Mówiłem, że te prezenty nie mają dla mnie znaczenia – przypomniał mu Harry.

Nie chciał się czuć przekupywany. Seks był czymś, co powinno być za darmo.

Lucjusz odwrócił się w jego stronę tak nagle, że prawie spadł z łóżka. Nie widział w ciemności twarzy mężczyzny, ale to nie było ważne. Malfoy znalazł w mroku jego dłoń i Harry poczuł jak dwa pierścienie ocierają się o siebie.

- Prezenty – zakpił Lucjusz. – To nie prezenty. Ten pierścień ma pewne znaczenie. Są tradycje, które mogą nie mieć dla ciebie znaczenia, ale nie możesz ignorować ich tylko dlatego, że nie znasz ich fundamentu i historii. Nie wiesz jakie znaczenie mają dla innych. Moja żona wiedziałaby, że jesteś moim kochankiem, kiedy zobaczyłaby pierscień na twojej dłoni.

- Zwariowałeś? – spytał przerażony.

- Skoro ty wiesz o niej, dlaczego ona ma nie wiedzieć o tobie? – spytał Lucjusz. – Jesteś jej obojętny. Tak jak ona jest obojętna tobie. Znam kochanków mojej żony – poinformował go całkiem poważnie. – To jest pewien rodzaj układu, którego pewnie nie zrozumiesz. Pierścień jednak to całkiem wyraźny sygnał, że nie jesteś jednym z tych, których imion nawet ja nie pamiętam. Możesz go nie nosić, jeśli chcesz i napawa cię wstydem to co robimy, chociaż pewnie nie do końca zrozumiałbym cię, gdybyś tak postąpił. Chyba wiedziałeś na co się piszesz, kiedy zaczynaliśmy – rzucił Lucjusz.

I miał rację. Harry zaczął podejrzewać też, że tę rozmowę przechodzą tylko dlatego, że siedem dni wcześniej zauważył tę cholerną malinkę na skórze Lucjusza. I nie podobała mu się.

- Więc nie ma innych? – spytał wprost.

- W tej chwili nie. Nie ma powodu, czyż nie ?– rzucił Malfoy.

Harry przyjął to do wiadomości, nie bardzo wiedząc ,gdzie to go stawia. Był oficjalnym kochankiem Lucjusza? To nie mogło być normalne. Nie był jednak na tyle ignoratnem, aby nie wiedzieć, że ten pierścień, który miał na palcu, był drogi. A takich prezentów nie dawano byle komu.

- A twój pierścień? – spytał, bo wyraźnie czuł sygnet Lucjusza.

Widział go kilkukrotnie, w końcu walczyli z sobą i napatrzył się na dłonie Malfoya przez te wszystkie tygodnie.

- Pamiątka rodzinna, należąca do głowy rodu – poinformował go Lucjusz. – Przekazywana z ojca na syna. Będzie należał do Draco po mojej śmierci.

- Bardzo dramatyczne – stwierdził Harry, nie mogąc się powstrzymać. – Nie mogę pozbyć się wizji jak Draco ściąga go z twojego palca, kiedy leżysz w trumnie – dodał.

- Bezsensowna dygresja – odparł Lucjusz wcale nie urażony jego uwagą. – To do czego zmierzam to fakt, że te pierścienie są połączone. Zależne od siebie. Większość poprzednich właścicieli pierścienia, który znajduje się na twoim palcu, została zabita.

- Jakaś klątwa? – spytał Harry.

- Nie nazwałbym tego w ten sposób. Chyba, że chcesz to określić jako klątwę niewierności. Nie byli lojalni – wyjaśnił spokojnie Lucjusz. – Moi przodkowie nie pozwalali na nielojalność i pierścień jak do tej pory nigdy zbyt długo nie przebywał poza kryptą w Gringotcie.

- Nie nadążam – przyznał. – To miała być twoja forma podziękowania czy mnie przestrzegasz? – spytał wprost.

Myśli Lucjusza podążały dziwnymi torami. I jeśli znowu miał dostać kawałek z tego tortu, który w myślach już nazywał logiką według Malfoya, może powinni zasnąć w tej chwili. Lucjusz notorycznie spędzał mu sen z powiek i chyba nie miało być inaczej i tym razem.

Mężczyzna ścisnął jego dłoń tak mocno, że pierścienie zgrzytnęły w kontakcie z sobą.

- To jest dokładnie to, czym chcesz, aby było – poinformował go Malfoy.