Nie pamiętał dokładnie, kiedy po raz ostatni był u Grega na pizzy, jednak zaraz po wejściu do maleńkiego lokalu, ukrytego gdzieś na Brooklynie, poczuł cudowny zapach dobrze wypieczonego ciasta i sosu ze świeżych pomidorów - w jednej chwili uświadomił sobie, że wszystko może się jeszcze ułożyć. Pod warunkiem oczywiście, że Tony został oficjalnie poinformowany, jaki jest cel tego spotkania i z kim właściwie się spotka.
Steve zamknął oczy i zgarbił się nad stoliczkiem przykrytym obrusem w biało-czerwoną kratę. Najgorszy możliwy scenariusz zakładał, że Stark nie będzie miał pojęcia, po co Peggy zaprosiła go do pizzerii. Na widok Steve;a mógłby wtedy po prostu odwrócić się i wyjść z lokalu. Nie byłoby nawet dziwne; w końcu ile można przejść nieudanych prób swatania nim się zrozumie, że związek nie ma prawa bytu?
Drzwi skrzypnęły, wpuszczając do środka chłodne, jesienne powietrze, a wraz z nim młodego bruneta z głową opatuloną szczelnie wełnianym szalikiem. W pierwszej chwili Steve go nie poznał - grafitowy płaszcz nie wyróżniał się zupełnie niczym, podobnie jak przetarte jeansy i mocno znoszone tenisówki. Wszystko dlatego, że wyszedł z założenia, że Tony Stark nosi tylko garnitury, drogie koszule, czarne spodnie w kancik i wypastowane na połysk buty. Nie spodziewał się zobaczyć go przebranego za szarego człowieka i czującego się w tym przebraniu jak w drugiej skórze.
Para bystrych oczu przemknęła po sali, ewidentnie kogoś szukając. Steve zamarł.
Odwróci się i wyjdzie. Odwróci się i wyjdzie. Odwróci się i wyjdzie.
Nie mogąc znieść ani chwili dłużej tej niepewności, wstał i nieśmiało pomachał Starkowi. Przygotowany na rozczarowanie i odrzucenie, zupełnie nie spodziewał się ani rumieńca, ani nieśmiałego uśmiechu.
- Błagam, powiedz, że nie przyszedłeś bez kurtki - jęknął Tony chuchając zawzięcie w zmarznięte palce.
- Mam szybki metabolizm i generalnie w ogóle nie jest mi zimno. - Nie zastanawiając się nawet nad tym, co właściwie robi, chwycił bruneta za dłoń, rzeczywiście okropnie skostniałą. Dopiero po chwili dotarło do niego, co właściwie zrobił; chciał się wycofać, było już jednak za późno.
Tony złapał zachłannie jego rękę i siadając, przytknął do czerwonego od mrozu nosa. Rogers opadł z powrotem na krzesło, po czym wybuchł stłumionym śmiechem i oddał Starkowi do dyspozycji również drugą dłoń.
- Zamówiłem już jedną pizzę, żebyśmy nie musieli czekać - zaczął ostrożnie Steve. - Mam nadzieję, że się nie gnie...
- Gniewać się? Skąd! - Tony udał, iż jest dogłębnie przerażony takim pomysłem. - Umieram z głodu. Poza tym, ktoś mi kiedyś mówił, że mają tu najlepszą pizzę na całym Brooklynie.
Blondyn potrząsnął głową. Z jednej strony niezaprzeczalnie mu ulżyło. Najwyraźniej ciągle istniała szansa, że im się uda. Z drugiej jednak, wciąż pozostawało mnóstwo spraw, które wymagały omówienia. Oni natomiast albo rozmawiali o idiotyzmach albo milczeli. Owszem, było miło, ale...
- Tony, chciałem... - zaczął, ale Stark błyskawicznie wszedł mu w słowo:
- Mam nadzieję, że to nie dotyczy pracy.
- Również na to liczę, ale to czasem bardzo trudne do uniknięcia.
- Może powinniśmy ustalić jakieś hasło? - Usta Tony'ego rozciągnęły się w szerokim i nieco złośliwym uśmiechu.
- Co powiesz na „Coulson"?
Pomysł ten wydał się Steve'owi wyjątkowo śmieszny, Tony natomiast zmarszczył brwi, najwyraźniej nie potrafiąc zrozumieć aluzji.
- Myślałem, że go lubisz - bąknął z niejakim wyrzutem.
- Lubię z nim pracować - Rogers wzruszył ramionami. - Natomiast poza pracą... trochę mnie przeraża.
W tym momencie Greg postawił na ich stoliku wielką parującą pizzę, aż ciężką od kurczaka, kukurydzy i ananasa. Tony, z nieśmiałym uśmiechem błąkającym się po ustach, uwolnił dłonie Steve'a, po czym rozpiął płaszcz. Najwyraźniej było mu już cieplej, choć jego twarz wciąż wydawała się niezdrowo zaczerwieniona. Teraz jednak najwyraźniej to nie mróz zawinił.
