AN: Nie mogę uwierzyć, że umieszczam rozdział bez meczu w tle. Kiedy zabrałam się za pisanie, okazało się, że zajmie mi on około 5000 słów, więc musiałam go podzielić. Z góry przepraszam za mało obszerną scenkę "dla dorosłych" - nie umiem ich pisać.
Rzut oka na wypolerowane buty, powrót do lustra, poprawiony kołnierz śnieżnobiałej koszuli. Neville znów wszedł do salonu. Wybrał z malutkiego flakonika bukiet czerwonych róż.
- Myślisz, że jej się spodobają?
- Uhm…
Harry starał się ignorować przyjaciela. Wyglądał dziś przy nim jak menel z ulicy w powyciąganym, szarym podkoszulku i dresowych spodniach. Neville za to założył najnowsze jeansy i najbielszą koszulę, jaką miał w szafie. I stresował się jak szesnastolatek idący na pierwszą randkę z dziewczyną swoich marzeń.
- Chyba mi sterczą włosy z tyłu. Harry, sterczą mi włosy?
Potter niechętnie przerwał grę na konsoli. Zapisał wynik i przełączył telewizor na kanał muzyczny. Popatrzył przeciągle na poprawiającego fryzurę kolegę. Pytanie miałoby minimalny sens, gdyby Neville miał włosy dłuższe niż członek oddziału amerykańskich marines.
- To tylko Hannah, nie Jennifer Lopez.
- Będzie pierwszy raz w Madrycie – powiedział Neville i zawrócił do łazienki.
Harry bawił się przez chwilę pilotem, aż w końcu znalazł kanał sportowy. Prowadzący, senior Slughorn, żywo dyskutował o czymś z gośćmi, co jakiś czas przerywając ich wypowiedzi urywkami wywiadu z Charlie'm Weasleyem. Wszystko w przyprawiającym o ból głowy tempie i po hiszpańsku. Gdy doszli do porównania statystyk Realu i Barçy w pierwszych meczach sezonu, Neville wyszedł z łazienki.
- Oby nie było korków na mieście. Hagrid powiedział, że dowiezie mnie na czas, ale co, jeśli będą korki? Albo jak zastrajkuje obsługa lotniska? Chyba ostatnio znów grozili strajkiem…
Potter skupił całą uwagę na ekranie telewizora i zignorował wypełniony zmartwieniami monolog.
Cholera, każdy kogoś miał. Każdy jakoś sobie układał życie. Charlie ze swoją Tracey, Neville z Hannah, Theodore ze swoją idealnie piękną żoną i idealnie wychowanymi dziećmi. Zach i Terry nie znaleźli jeszcze swoich drugich połówek, ale Terry pewnie miał dosyć kobiet na jakiś czas, a Zach był szczęśliwy skacząc z kwiatka na kwiatek. Teraz okazało się, że nawet Draco Malfoy ma dziecko, i pewnie dziewczynę ukrytą we Francji przed wścibskimi dziennikarzami.
Dlaczego on musiał mieć wszystko? Nie wiedział nawet, że jednym słowem zniszczył marzenia Harry'ego i nigdy się o tym nie dowie.
Do tej pory miał wątłą nadzieję. Łudził się, że kiedyś, za rok albo dwa, Draco Malfoy spojrzy na niego jak na kogoś więcej niż kolegę z drużyny. Ci przychodzili i odchodzili w kolejnych okienkach transferowych. Harry nie chciał odchodzić, przynajmniej dopóki jasnowłosy piłkarz mieszkał w Madrycie.
- Nie oglądaj tego – Neville przechwycił nieopatrznie porzuconego na stoliku pilota i wyłączył telewizor.
- Będę robić, co mi się podoba.
- Przestań się dołować. Draco ma syna, to było do przewidzenia – powiedział spokojnie – To była tylko kwestia czasu. Ilu chłopaków pod trzydziestkę nie ma dzieci?
- Charlie nie ma – rzucił Harry defensywnym tonem.
- Wyobrażasz sobie coś, czego nigdy by nie było.
- Skąd możesz wiedzieć, co sobie wyobrażam? – zjeżył się – Ty masz Hannah, babcię i miejsce w pierwszym składzie. Nic więcej ci nie potrzeba.
- Za to ty chcesz nie wiadomo czego. Pogódź się z tym, że Draco jest hetero i poszukaj innego faceta…
- Jestem piłkarzem, Neville! – Harry wstał z sofy i dał upust zbierającej się od kilku dni wściekłości – Jestem zawodnikiem pieprzonego Realu Madryt! Może ty, gapiąc się na smsy od swojej modelki tego nie widzisz, ale co dzień rano wychodząc z hotelu rozdaję przynajmniej tuzin autografów. Kiedy idę ulicą, ludzie robią mi zdjęcia telefonami, a za każdym razem, gdy wychodzimy od seniory Minervy, po drugiej stronie placu czeka jakiś profesjonalny fotograf. A nie jestem nawet w połowie tak popularny, jak chłopaki, którzy mieszkają tu od kilku lat! Myślisz, że mogę iść do pierwszego lepszego baru i poderwać sobie kogoś? Myślisz, że mogę ot tak sobie zacząć flirtować z nowym masażystą, bo mi się podoba jego tyłek?!
Neville zamrugał zakłopotany. Harry cofnął się trochę.
- Pamiętasz, jaka afera wybuchła, kiedy Philipp publicznie stwierdził, że piłkarze homoseksualiści nie powinni się ujawniać? Miał przechlapane prze kilka tygodni. Wszyscy mieliśmy, jak prasa zaczęła węszyć wokół reprezentacji. A byliśmy wtedy w Niemczech, nie w Hiszpanii – umilkł na moment.
Zrobiło mu się głupio, że tak naskoczył na przyjaciela, ale ciągłe obserwowanie jego udanego związku grało mu na nerwach.
- Wymyślasz bzdury. A teraz zabieraj kwiatki i oddawaj pilota.
- Oby ci przeszły fochy, jak wrócę z Hannah – ostrzegł go w progu Neville.
Harry odetchnął z ulgą, gdy usłyszał dźwięk zamykających się drzwi. Opadł na sofę i włączył z powrotem program Slughorna. Właśnie trwała przerwa i leciała reklama zbliżającego się październikowego El Clasico. Ktoś wpadł na pomysł, by stworzyć planszę z Anthony'm Goldsteinem wpatrującym się w postać, której twarz zrobiono z koszulki Realu. Trzy granatowe paski z rękawa służyły jako brwi, na czole herb. Inna plansza przedstawiała Seamusa Finnigana z absolutnie poważną miną lustrującego twarz ukręconą z koszulki Barçy – granatową z purpurowymi cieniami i żółtymi ślepiami.
Wolał oglądać powtórki porażek drużyny niż myśleć o Draco Malfoyu. Niestety blondyn zagnieździł się w jego myślach jak złośliwy nowotwór, na który jeszcze nie wynaleziono lekarstwa. Każdy kolejny trening stanowił dodatkową pożywkę – praca mięśni, balans ciałem, śmiech z dowcipów Deana i Ritchie'go, uściski dzielone z Blaise'm i przebieranie się po powrocie spod prysznica. Harry unikał patrzenia, bo kiedy już podnosił wzrok, nie potrafił przestać.
Z transu wyrwało go pukanie do drzwi. Czyżby Neville zapomniał karty?
Niechętnie zwlókł się sprzed telewizora i otworzył.
- ¡Hola!
W progu stał Seamus Finnigan w modnie przetartych jasnych jeansach i podkoszulku z twarzą popularnej amerykańskiej piosenkarki.
- Co tutaj robisz? – wyrwało się odruchowo Harry'emu.
Drugi kapitan widocznie poczuł się zaproszony, bo bez wahania wszedł do środka i natychmiast zaczął się rozglądać.
- Spodziewałem się zastać ciebie w jakiejś kompromitującej sytuacji. Jest piękna, wtorkowa noc, a ty siedzisz jak ostatnia cnotka przed telewizorem.
Harry przypomniał o upokarzającym zamknięciu w szafce w szatni przed treningiem. Splótł ręce na piersiach.
- Co ci do tego?
- Człowieku, użyj trochę życia – Seamus klepnął go po ramieniu – Gdzie druga cnotka?
- Pojechał na lotnisko po dziewczynę.
To wyraźnie wzbudziło zainteresowanie Finnigana.
- Ładna?
- Ostatnio reklamowała w Azji podkład do twarzy – odpowiedział Harry bez zająknięcia.
- Auć. Jak długo się nie widzieli?
- Chyba jeszcze przed Euro…
Seamus schował ręce w kieszeniach i popatrzył na niego krytycznie.
- I naprawdę chcesz być tutaj, kiedy wrócą?
Harry poczerwieniał. Akurat tego nie wziął pod uwagę. Mógł być rozgoryczony roztrzaskanymi fantazjami o Draco i zły na Neville'a za to, że ten ma dziewczynę, jednak nie chciał wchodzić mu w drogę, kiedy ten nareszcie mógł się spotkać z Hannah.
Seamus przysunął się do niego, jak zwykle ignorując zasady dotyczące przestrzeni osobistej.
- A wiesz, co ostatnio słyszałem?
Potter potrząsnął głową. Nie podobał mu się uśmiech drugiego kapitana. Cofnął się odrobinę, ale Finnigan zrobił kolejny krok.
- Że obiecałeś mi wyjście na miasto.
- Niczego takiego ci nie obiecywałem.
- Mogę zadzwonić do Marcusa Flinta, jak chcesz – Seamus wyciągnął z tylnej kieszeni komórkę – Ostatni mecz z Katalońcami, mój wspaniały popis w kryciu Creeveya? Coś się przypomina?
- W meczach z Barçą pilnujesz napastników albo Rona Weasleya. To Dean kryje Dennisa.
- Dobry chłopczyk – Finnigan rozczochrał mu włosy – A teraz wyskakuj z tych ciuchów i zakładaj coś sexy. Nie pozwolę, byś przez całą noc słuchał jęków Longbottoma i jego kobiety.
- Seamus!
Harry wyśliznął się spod jego ręki. Starszy kolega miał nieco racji. Powinien pozwolić Neville'owi spędzić trochę czasu sam na sam z Hannah. Czuliby się niezręcznie, wiedząc, że śpi za ścianą.
X X X
Seamus prowadził go przez trzy kolejne poziomy. Agresywne dźwięki czystego techno z parteru przeszły w plumkające odgłosy glitch-popu ze zniekształconym wokalem, by wreszcie zmienić się w bardziej przyjazne uszom nu-disco na drugim piętrze nocnego klubu i słoneczne rytmy prosto z Ibizy na piętrze trzecim. Pomimo tego, że był środek tygodnia, dyskotekę szturmowało wielu imprezowiczów.
Finniganowi wystarczyła wymiana spojrzeń z ochroniarzem przy wejściu, by ominąć kolejkę. Z wprawą stałego bywalca znalazł wolne miejsca przy barze i gestem przywołał barmana.
- Piwo – rzucił Harry.
Miał wrażenie, że jego głos jest kompletnie zagłuszany przez ciepły, kobiecy wokal. W powietrzu zapachy ciężkich perfum mieszały się z dymem ze skrętów.
Seamus potrząsnął głową i zamówił mu drinka. Harry ledwie przełknął pierwszy łyk czegoś, co w smaku przypominało gorzką kawę wymieszaną z wódką. Za dużo procentów. To dobrze. Alkohol stępi zmysły, złagodzi żal i gniew, oderwie od problemów, choć na chwilę. Choć na jeden wieczór.
- Miesiąc w Madrycie, a ty wciąż w hotelu – zauważył Finnigan.
Jego drink mienił się odcieniami czerwieni.
- Obcym trudno kupić lub wynająć mieszkanie. Klub nas totalnie olewa, moja agentka też.
- Nie jesteś obcy – Finnigan przysunął się bliżej i popatrzył mu głęboko w oczy – Jesteś jednym z nas. Klub zawsze olewał chłopaków z zagranicy, Mister też ma nas gdzieś, a twojej agentce należy się kop w tyłek i pożegnanie bez prowizji.
- Hej, załatwiła mi transfer do was – odpowiedział mu Harry.
Nie bronił Rity, nigdy nie czuł do niej sympatii, ale nie można jej było odmówić uporu i umiejętności negocjacyjnych. Skeeter sprzedałaby wszystko, nawet działkę na Marsie.
- Mogę ci coś załatwić – zaoferował się Finnigan – Dom czy apartament?
- Wszystko mi jedno. Nic dużego.
Harry ledwie zauważył, że podstawiono mu drugiego drinka. Bez wahania sięgnął po wysoką szklankę.
- Mój dobry kumpel gra w Chelsea i przynajmniej do końca sezonu będzie mieszkać w Londynie. Wciąż ma tu mieszkanie. Przy Paseo del Prado. Zadzwonię do niego rano.
- Nie trzeba… - czuł jak z jego ciała znika całodniowe napięcie – Dam sobie radę.
- Człowieku, ja nie wątpię, że sam sobie poradzisz, ale skoro można sobie ułatwić życie, to trzeba z tego korzystać.
Po dwóch drinkach w dudniącej muzyką dyskotece słowa Seamusa brzmiały jak objawienie boskich prawd. Harry pokiwał głową i skoncentrował rozbiegany wzrok na grze świateł na skórze siedzącej za kolegą dziewczyny. Miała mocny makijaż i pofarbowane na platynowy blond długie włosy. Jej kusa, różowa sukienka była pozbawiona pleców.
Finnigan uchwycił jego spojrzenie i uśmiechnął się szeroko.
Odwrócił się do dziewczyny.
- Hola. Puedo pedir una copa para ti?
- Si.
Nie wiedział, jak wylądował na parkiecie. Po trzecim drinku świat wydawał się pięknym i przyjaznym miejscem, pełnym sympatycznych ludzi. Blondynka owijała się czule wokół niego do rytmu ciągnącej się w nieskończoność piosenki. Harry doceniał to, że naprawdę umiała tańczyć. Sam kiedyś wpadał z kolegami w Bremie do nocnych klubów po wygranym meczu. To było zanim trener i niektórzy piłkarze zaczęli coś podejrzewać. Zanim prezes Werderu zaczął mu szukać nowego klubu…
Cholera, musiał się napić.
Dziewczyna przytuliła się do niego.
- Me gustas… - mówiła mu do ucha – Eres muy guapo…
- Ty też – odpowiedział.
Z grzeczności zamówił jej lekkiego drinka. Przez chwilę sączyli alkohol i obserwowali jak pośród falujących ciał Seamus obmacuje poderwaną szatynkę o wybitnie hiszpańskiej urodzie. Kaskada ciemnych, kręconych włosów, obcisła czerwona sukienka podkreślająca nienaganną figurę i obfite piersi wylewające się z dekoltu. Nie miała nic przeciwko dłoniom znanego piłkarza na swoim ciele, nawet zachęcała go swoimi ruchami do bardziej odważnych gestów.
- ¿Te gusta bailar? – zapytała towarzyszka Harry'ego uwodzicielskim tonem.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i pociągnął ją znowu na parkiet.
Tym razem i ona zachowywała się odważniej. Jej dłonie wędrowały pod koszulkę Harry'ego i wsuwały się w tylne kieszenie jego spodni. Zatracił się w pulsującym rytmie. Dokładnie tak samo biło jego serce.
- Chodźmy gdzieś w ustronne miejsce – głos Seamusa wibrujący tuż przy skroni sprowadził go chwilowo na ziemię.
Położył jedną dłoń na ramieniu Harry'ego, a drugą na pupie swojej ognistej szatynki i popchnął ich w kierunku schodów. Blondynka w różowej sukience nie odstępowała od niego na krok.
Panele z dymionego szkła zasłaniały niezbyt atrakcyjnie wyglądający wąski korytarz i wejścia do łazienki. Tworzyły też, częściowo odizolowaną od głównego parkietu, przestrzeń z kondygnacją schodów służącą za sufit. Spomiędzy metalowych stopni sączyło się różowe i niebieskie światło przecinane ostrymi stroboskopowymi wiązkami.
Blondynka Harry'ego znów wsadziła mu ręce pod koszulkę i nakryła jego usta swoimi. Jęknął, czując smak jej słodkiego drinka na języku. Z boku dziewczyna w czerwonej sukience rozpinała Seamusowi pasek od spodni, on sam zainteresował się jej biustem.
- Zaczekaj… - Harry złapał oddech, ale niewiele tu było tlenu.
Za to opary trawki wydawały się gęstsze.
Finnigan na moment przerwał to, co robił z opalonymi piersiami dobierającej mu się do rozporka towarzyszki. Z perfidnym uśmiechem zaczął coś tłumaczyć blondynce.
Jednym zgrabnym ruchem uklękła przed Harry'm.
- O, Boże… - schował twarz w rękach.
Czuł, jak jej palce sprawnie radzą z zapięciem spodni. Nie traciła ani chwili. Jej drobna, chłodna dłoń zamknęła się na nim. Sekundę później zastąpiły ją wilgotne usta.
Przeklął ekshibicjonistyczne skłonności kolegi. Zerknął w bok słysząc pełen satysfakcji jęk szatynki. Oparta o ścianę, oplotła Seamusa nogami. Każdy jego ruch nagradzała wykrzyknikiem.
Harry nie mógł oderwać wzroku od miejsca, w którym ich ciała łączyły się. Przepocone ubrania kleiły się do skóry, krew szumiała w uszach, odpływając w dół.
Finnigan uchwycił jego spojrzenie i uśmiechnął się. Na moment przestał posuwać swoją dziewczynę.
- Wyluzuj – powiedział cicho.
Gorący oddech otarł się o skroń Harry'ego. Blondynka pomiędzy jego nogami wykonała językiem jakiś perfidny, magiczny ruch.
Harry Potter pierwszy raz w Madrycie zobaczył gwiazdy.
X X X
Ckliwa hiszpańska piosenka wśliznęła się do jego świadomości. Nie wiedział, co go bardziej boli. Po otwarciu oczu zdecydował, że to głowa mu się najbardziej daje we znaki. Miał wrażenie, że przez całą noc był zakneblowany skarpetą. Tylko tak mógł wytłumaczyć nieciekawy posmak i suchość w ustach.
Światło sączące się z okna padało na czarną, satynową pościel. W hotelu takiej nie używali. Nie był w hotelu.
Podniósł wzrok i omal nie krzyknął. Ze ściany gapiła się na niego głowa jelenia. Piękny samiec o zrudziałej sierści i ogromnym porożu patrzył na niego pustymi, ciemnymi oczyma.
- Seamus! Dlaczego, do diabła, masz w sypialni dla gości wypchanego jelenia?!
Po kilku chwilach drugi kapitan Realu Madryt wszedł do pomieszczenia tanecznym krokiem ze szklanką świeżo wyciśniętego pomarańczowego soku i dwiema aspirynami.
- Spodobał mi się, to go kupiłem. Pomyślałem, że będzie tu fajnie wyglądał.
Harry spojrzał na niego spode łba. Bez słowa przyjął tabletki.
- Dlaczego nie masz kaca? – zapytał oskarżycielsko.
Finnigan wzruszył ramionami. Oczywiście nie mógł w domu ubierać się normalnie, tylko paradował z upstrzoną tatuażami klatą.
- Wziąłem coś przed wyjściem.
- Dlaczego mi nie dałeś?
Teraz już Seamus wyglądał na skruszonego.
- Wyglądałeś na kogoś, kto potrzebuje się upić.
Piosenka dobiegająca z korytarza nie poprawiała Harry'emu samopoczucia.
- Możesz to wyłączyć?
- Nie podoba ci się, jak śpiewa moja dziewczyna?
- Ta wczoraj w czerwonym to twoja dziewczyna? – zdumiał się.
- Coś ty! Pierwszy raz ją na oczy widziałem. Ale twoja blondyna pokazuje się w tamtym klubie od czasu do czasu – Finnigan uśmiechnął się przekornie – Jest znana z tego, że potrafi świetnie robić loda.
W oczach Harry'ego musiało się malować śmiertelne przerażenie, bo zapewnił szybko:
- Jest czysta. Tam nie przychodzą trefne towary. Możesz spytać Zacha…
Naprawdę nie potrzebował wiedzieć, który z jego kolegów lubuje się w tego typu rozrywkach.
- Idę do łazienki – poinformował, ostrożnie wstając z łóżka – A ty mi zamów taksówkę na hiszpański.
- Sam cię zawiozę.
- Jak chcesz.
X X X
Gdy Neville wrócił z Hannah do hotelu, po Harry'm nie było śladu. Zostawił na stole w salonie kartkę z informacją, że wychodzi z Seamusem.
Neville'a wcale to nie uspokajało. Ich drugi kapitan nie wydawał się być osobą godną zaufania. W szatni zachowywał się beztrosko, na boisku łapał kartki. Podobno pobił w tym jakiś rekord. Pobił też któregoś z byłych chłopaków jednej ze swoich byłych dziewczyn, a kolejnymi podbojami miłosnymi znudził nawet miejscową prasę.
Jeśli Harry nie pojawi się na lekcji lub na treningu, wpadnie w kłopoty. Już teraz Snape lubił go zostawiać kwadrans dłużej z bramkarzem Castilli by poćwiczył jedenastki. Każde dotknięcie piłki opatrywał kąśliwym komentarzem, bez względu na to, czy Harry trafił w siatkę, słupek, czy dłonie bramkarza. Trenerowi nie podobało się to, że Harry w ogóle jest w Madrycie.
Dlatego Neville odczuł ulgę widząc siedzącego w ławce przyjaciela. Seniora Minerva dokładnie wycierała tablicę i ignorowała ich, dopóki staroświecki zegar w kącie nie wybił pełnej godziny.
- Gdzie byłeś? – zapytał przysiadając obok niego.
- Na mieście – odparł wymijająco Potter.
Miał wciąż wilgotne po prysznicu włosy i cudzy podkoszulek. Wyglądał, jakby nie spał całą noc.
- Po treningu zabieram swoje rzeczy z hotelu – poinformował obojętnym tonem.
- Nie chcesz już ze mną mieszkać? – zapytał cicho Neville.
- Wolę być sam.
Zabolało. Bardziej, niż się spodziewał.
- Señores! – nauczycielka odwróciła się do nich z błyskiem w mądrych oczach – Mamy kolejny, piękny, wrześniowy dzień. Dlatego porozmawiamy dziś o czymś miłym i przyjemnym.
Och, a więc miała jeden z tych dni, kiedy wrzucała program nauczania do szuflady, by się nad nimi trochę poznęcać.
- Mariposas – powiedziała z entuzjazmem, prezentując obok tablicy trzy różowe motyle wymalowane na przeźroczystym tle - … en el estómago.
Za motylami pojawił się obrazek ludzkiego brzucha.
- Pani wiedziała, że odwiedza mnie dziewczyna, prawda? – jęknął Neville.
Na Harrym nie robiło to żadnego wrażenia. Seniora Minerva uśmiechnęła się enigmatycznie.
- Próbowałam kiedyś nauczyć Owena hiszpańskiego, próbowałam wbić do głowy José Marii podstawy angielskiego, kiedy jeszcze nie miał żadnego tatuażu. Myśli pan, że jest w stanie czymkolwiek mnie zaskoczyć? Jak powiemy: „Chciałbym się z tobą znowu spotkać"?
- Me gustaría quedar contigo otra vez – odezwał się cicho Harry.
Nauczycielka uniosła w górę brwi.
- A: „Chętnie ci pokażę moje ulubione miejsca"?
- Con mucho gusto te enseño mis lugares favoritos.
- „To niezwykłe, ile nas łączy".
- ¡Es extraordinario que tenemos tanto en común! – Potter patrzył na nią niemal wyzywająco.
Neville gapił się na oboje z oczyma wielkimi jak spodki. Ciekawe, kto komu dziś bardziej zalezie za skórę? I skąd, u diabła, Harry zna takie słownictwo?
- Czym się różni „mamada" od „mamadas"?
Nauczycielce nie drgnęła nawet powieka.
- Widzę, że ma pan dziś ochotę porozmawiać o rzeczownikach odczasownikowych. Cieszy mnie to, że nareszcie zaczął pan przejawiać zainteresowanie tutejszym językiem.
AN: Od tego rozdziału opowiadanie ma podwyższony rating. Zrobi się mniej fajnie. Dlatego też na wszelki wypadek zaczynam umieszczać poprzednie rozdziały na AO3 pod tym samym tytułem jako Piwnicznik_Ponury. Ostatecznie między ffnet a AO3 będzie około 2 tygodni różnicy. Będę tam mogła również odpowiedzieć na komentarze anonimowym użytkownikom (ekhem... MargotX - czarnego mopsika jeszcze nie mam w planach, ale Harry niedługo pozna dziewczynę, której najpiękniejszą krągłością jest jej uśmiech).
