Notatka odautorska: Odstawiłam pisanie na wiele miesięcy i zapewne widać tego konsekwencje. Jestem jednak zdeterminowana i kiedyś ukończę to opowiadanie.
Ten rozdział dedykuję mojemu dziadkowi - człowiekowi, którego życie nigdy nie było łatwe, a mimo to do końca zachował otwarte serce i umysł.
Real Madryt - 4 : 3 - Real Sociedad
- W 1773 roku, 59 lat po tym, jak stolica Katalonii, Barcelona, została zajęta przez armię hiszpańską, a wszystkie państwowe instytucje rozwiązane, Synowie Wolności wywołali słynną Bostońską Herbatkę. Sednem ich protestu było przekonanie, że kolonie amerykańskie ponoszą ogromne ciężary podatkowe, a mimo to Londyn zupełnie nie liczy się z ich zdaniem. Podjęte w Bostonie działania stały się zalążkiem ruchu rewolucyjnego, w wyniku którego kolonie amerykańskie przekształciły się w Stany Zjednoczone Ameryki. Idee wolności, sprawiedliwości i demokracji stały się podwalinami nowej konstytucji…
Nie orientował się za bardzo w zwyczajach Amerykanów obowiązujących w okresie pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Tym bardziej dziwiło go, że ogromna aula najstarszej uczelni w Mieście Aniołów wypełniła się całkowicie ludźmi z uwagą słuchającymi prelekcji.
Stojąc na podium w stonowanej pastelowej garsonce i z przylizaną fryzurą Hermiona Granger-Pereira wydawała się oddalona o lata świetlne od dziewczyny biegającej do utraty tchu po boisku i przemądrzałym tonem pouczającej siwiejących panów w kwestii taktyki i przygotowania psychologicznego drużyny. Przynajmniej teraz ludzie brali ją na poważnie. Z matki chrzestnej ruchu wyzwolenia Katalonii podśmiewano się już tylko w kręgach starej, madryckiej politycznej elity.
- W latach 1936-1939 krajem wstrząsnęła wojna domowa. Kolejne 40 lat to rządy dyktatorskie. W tamtych czasach nie mogliśmy nawet publicznie używać naszego ojczystego języka. Po śmierci generała Franco w 1975 roku spodziewaliśmy się, że przestawienie Hiszpanii na tor demokratyczny poprawi sytuację Katalonii. I rzeczywiście coś drgnęło. W 1978 roku hiszpańska konstytucja przyznała Katalonii pewną autonomię. Powstały nowe instytucje państwowe a za mówienie po katalońsku na ulicach już nie szło się do więzienia. W ludzi wstąpiła nadzieja, lecz okazało się, że była płonna…
Nimfadora pokiwała głową z uznaniem.
- Długo jeszcze? – ton jej głosu różnił się całkowicie od nobliwej miny prezentowanej światu.
Remus uśmiechnął się.
- Zapomniałaś już, jak zapraszaliśmy ją w naszym starym domu co tydzień na kolację?
- Po pierwszych 45 minutach ulatniałam się tak dyskretnie, że żadne z was tego nie zauważało. Z wami przy stole mogły być tylko trzy tematy rozmowy: taktyka, polityka i narzekanie na Madryt.
- To… o czym wy rozmawiałyście, jak mnie nie było?
Nimfadora wzruszyła ramionami.
- O dzieciach. Problemach Trzeciego Świata. O tym, że otaczający nas mężczyźni to osobniki strasznie ograniczone w swoich zainteresowaniach.
Ścisnął dłoń żony.
- Cóż, wyszłaś za prostego człowieka.
Siedzieli w jednym z pierwszych rzędów zarezerwowanych dla specjalnych gości pomiędzy działaczami ruchów feministycznych, proekologicznych i antyrasistowskich. Nimfadora świetnie wpasowała się w to zróżnicowane towarzystwo, któremu spod eleganckich garniturów wystawały rebelianckie tatuaże. W prostej, liliowej sukience i z włosami w kolorze hebanowej czerni wykończonej jaskrawą purpurą nie wyróżniała się ani trochę, w przeciwieństwie do niego. W rodzinie Lupinów to on był tym porządnym.
Hermiona jeszcze długo rozwodziła się nad podobieństwami pomiędzy USA i Katalonią. Mówiła barwnie i z takim przekonaniem, że nikomu z obecnych nie przyszłoby do głowy, jak jedna decyzja jej matki o przeprowadzce do Hiszpanii zaważyła na całym życiu najważniejszej kobiety w historii futbolu.
x x x
Zagapił się na bezmiar wody. Szum oceanu wcale nie koił tępego bólu w skroniach a tylko potęgował nudności po balu sylwestrowym.
- Podkasaj nogawki – Hermiona zwróciła mu uwagę – Zaraz będziesz cały mokry.
Remus szybko wykonał polecenie i podbiegł kilka kroków za oddalającą się przyjaciółką.
- Więc wieczorem odlatujecie.
- Dziękuję za zaproszenie. Spędziliśmy z tobą wspaniale czas.
- Do usług – Hermiona skinęła głową.
Uśmiechnęła się bezwiednie patrząc na dwie bawiące się z psem dziewczynki, które biegały po plaży dobre 300 metrów dalej.
- Słuchaj… Jak się miewa Yaxley?
- Trzyma się.
Hermiona ze swoim byłym asystentem a obecnie jej następcą utrzymywała stricte profesjonalne stosunki. Yaxley był na tyle postępowym mężczyzną, że potrafił uznać zwierzchnictwo kobiety, o ile umiała kierować drużyną. Hermionie pomagała pewność, że jej najbliższy współpracownik nie zacznie kopać pod nią dołków w celu pchnięcia własnej kariery do przodu. To chłodne partnerstwo stało się fundamentem największych sukcesów klubu.
Remus nie spodziewał się, że Hermiona właśnie o niego będzie pytać.
- Remy, ale tak naprawdę.
- Kiepsko – potrząsnął głową – Widziałem go miesiąc temu. Cały czas bierze leki, robi dializy. Prowadzenie drużyny i spędzanie połowy dnia przy maszynie go powoli wykańcza.
- Nawet jeśli znajdą dawcę na kolejny przeszczep, nie wiadomo, czy przetrzyma operację – Hermiona splotła dłonie za plecami i spuściła wzrok – Zapraszałam go do siebie. Ma przylecieć w następnym miesiącu. Obejrzą go amerykańscy lekarze. Jest kilka eksperymentalnych terapii, które przynoszą pierwsze pozytywne rezultaty.
- Tylko że… - Remus zawiesił głos wspominając ostatnią rozmowę z chorym kolegą – Nie wiem, czy on dalej chce to ciągnąć.
- Życie jest najważniejsze.
- Za wszelką cenę? A co z jego komfortem?
Jego przyjaciółka nie odpowiedziała na pytanie. Szli kilka minut w całkowitym milczeniu.
Remusowi z trudem przychodziło porządkowanie myśli.
- Na Nou Camp pewnie już zaczyna się panika – spekulowała.
- Nie wiem. Z całego klubu to mam kontakt jeszcze tylko z Yaxleyem i Woodem, ale to nie oni tam rządzą.
Zebrał się na odwagę, by poruszyć jeszcze jedną sprawę. To ostatnia okazja na szczerą rozmowę przed powrotem do domu.
- Severusowi też się nienajlepiej powodzi.
- Oglądam telewizję.
- Ma chyba wszystkich przeciw sobie. Graczy, media, część kibiców.
- Gdyby Tomowi Marvolo zależało na chronieniu go, jedno słowo na konferencji wystarczyłoby, by zamknąć wszystkim usta.
Podejrzewał to samo. Madryckie hieny ujadały tylko dlatego, że ich żywiciel na to pozwalał.
- Sam na siebie sprowadził ten bałagan. Niech teraz sam poniesie konsekwencje.
- Jesteś rozżalona, bo odebrał ci mistrzostwo.
Hermiona zatrzymała się. Na jej twarzy pojawił się wyraz oburzenia.
- To on nigdy nie potrafił zaakceptować porażki. Próbuje wszystko kontrolować. Na siłę szuka sobie wrogów. Niech nie wyolbrzymia swojej roli w moim życiu. Nie zostawiłam Barcelony z jego powodu! – zawołała.
W jej głosie dało się odczuć żal i tęsknotę.
- Jeśli chce przeczekać do końca sezonu licząc na mój powrót i dalsze nakręcenie spirali nienawiści, to możesz mu przekazać, że nie wracam do domu.
Remus uniósł brwi. Hermiona mocno przywiązała się do rodzinnych stron. Utożsamiała się z Barceloną. Podczas kilku lat tułaczki jeszcze jako piłkarka w Japonii, Australii i USA często mówiła, jak bardzo jej brakuje języka katalońskiego, niektórych potraw i możliwości pójścia na Camp Nou kiedy tylko miała na to ochotę.
- Nigdy?...
- Przynajmniej dopóki nie zmienią się władze – dodała ciszej – Mam już podpisany kontrakt. Z klubem z topu. Zaczynam w czerwcu, ale prosili o dyskrecję. Nie chcą, żeby to wyglądało jakby wyrzucali obecnego trenera tylko dlatego, że przegrał w ubiegłym sezonie ligę.
W głowie Remusa zapaliło się jednocześnie kilka lampek. Nazwisko Hermiony było obecnie najgorętszym w piłkarskim światku. Zatrudniłby ją każdy klub, bez wyjątku. Takiej trenerskiej gwiazdy nie powstydziłby się u siebie nawet sam Tom Marvolo.
- Anglia?
- Boże broń, nie – przez ciało jego przyjaciółki przeszedł dreszcz obrzydzenia – Nie. Jak już będę stara i zechcę u nowobogackich dorobić do emerytury, to może… Ale nie! Co ty myślisz, że ja ambicji nie mam?
- Masz aż nadto – wymruczał, ale głośniej zapytał – Chcesz doprowadzić Malmö do finału Ligi Mistrzów czy Parmę do Mistrzostwa Włoch?
- Będę pracować tam, gdzie Sev na pewno nie pójdzie. Nie mam zamiaru wysłuchiwać jego gierek słownych przez dwa lata przed każdym ważniejszym meczem. Chcę się zająć futbolem a nie zażegnywaniem kolejnych kryzysów.
- Nie powiesz mi?
- Dowiesz się za kilka miesięcy – odpowiedziała krótko.
Hermiona nikogo nie faworyzowała, nawet starych przyjaciół.
Remus już nie mógł się doczekać końca spaceru. Musiał wykonać ważny telefon. Taka informacja nie mogła czekać.
Nie wiadomo, jakie plany na przyszłość mogły wykluć się w głowie Snape'a przez ostatnie dni. Jeśli dalej będzie tkwił w Madrycie na przekór wszystkim okolicznościom losu oczekując powrotu ulubionego arcywroga, to może sobie zniszczyć karierę.
XXX
Przestępowali z nogi na nogę. Po rozgrzewce serce pompowało więcej krwi. Na przemian rozluźniał i napinał kolejne partie mięśni.
- Co kupiliście dzieciakom na Trzech Króli? – Jack Sloper przestał podrygiwać i wcisnął się pomiędzy Theo i Michaela.
- Książkę o astronomii – odpowiedział bardzo poważnym tonem obrońca.
Jack skrzywił się.
- Robię wszystko, na co mnie stać, żeby w przyszłości nie musiały biegać za robotą.
Stojący za nimi Longbottom parsknął śmiechem. Dobrze, że ktoś wciąż rozumie, czym jest subtelny humor.
Theo poklepał Jacka po plecach.
- Juniora zabieram na trening koszykarzy, a mała musi się zadowolić koroną księżniczki.
- Zaszalałeś – skwitował Jack i obejrzał się na pozostałych kolegów.
- A ty? – zagadnął Malfoya.
- Zapas pieluch.
- Oj, no stary….!
Blondyn wzruszył ramionami.
- Luc i tak nic nie zapamięta.
- Ale intencje się liczą.
Zastanowił się chwilę.
- Dobrze. Strzelę dziś bramkę. Specjalnie dla niego.
- To się nazywa postawa! – Terence Higgs objął go ramieniem.
Ciekawskim wzrokiem wodził za wychodzącymi na ławkę rezerwowych kolegami i sztabem trenerskim.
- Godna kapitana – dodał znacznie ciszej.
- Daj spokój…
- Od dwóch lat Kapitan Francja, a dzisiaj też Kapitan Madryt.
- Czuję się jak w ciemnej dupie – mamrotał Terry Boot przepychając się po schodkach bliżej wyjścia.
- Gdybym miał fajki, to dałbym ci zapalić – za nim podążał wesoły Potter – Wiesz, tak dla rozładowania napięcia.
- Trzeba było poprosić Grahama zanim zwiał na trybuny! – wypalił Ritchie Coote.
Cała grupa zaniosła się śmiechem.
Po powrocie ze świątecznych ferii humory wszystkim dopisywały. Na pierwszych styczniowych treningach obgadali swoje przygody. Młodsi chwalili się podbojami miłosnymi, starsi egzotycznymi wypadami na Daleki Wschód. Miles Bletchley przygarnął psa. Lee Jordan wpadł, by koniecznie pokazać zdjęcia najmłodszej siostrzenicy. Żonie Justina Finch-Fletchleya zdechła papużka. Do domu Charliego zjechała cała rodzina. A Severus Snape choć wciąż niezadowolony z postawy drużyny, po wielu tygodniach apatii ponownie wyglądał na człowieka, który ma w życiu jakiś cel.
Ustawili się w szyku i na dany sygnał wybiegli na murawę.
Dalej akcja potoczyła się szybko. W niejednym meczu działo się mniej, niż w pierwszych pięciu minutach.
xxx
Przyszła pora na stopniowe wycofanie się z miasta. Severus był przekonany, że już nie nauczy swoich podopiecznych niczego nowego, a tym bardziej nic więcej z nimi nie wygra. W jego madryckim dorobku pozostanie tylko jedna wygrana Liga i kilka zębów Yaxleya.
Tom Marvolo, Charlie Weasley czy Horacy Slughorn niczego jeszcze nie podejrzewali, a może wprost przeciwnie – wiedzieli dużo wcześniej niż on, że dwa lata w klubie to aż nadto, że jakiekolwiek plany na trzeci rok, to już o rok za długo.
Wiadomości od Lupina zmobilizowały Severusa do poważnej rozmowy z żoną. Persefona była o krok od wysłania mu papierów rozwodowych. Synowie już nie próbowali udawać, że łączy ich z nim coś więcej niż geny i nazwisko. Dopiero dzięki obietnicy powrotu do Londynu stał się cud i chłopcy znów zaczęli mu patrzeć w oczy.
Jeszcze nie umiał odciąć się od wychodzących na murawę w białych strojach zawodników. Choć połowa szatni go nienawidziła, a pozostali oglądali się na niego z obawą, to dzięki niemu mogli się spotkać i lepiej poznać. Przestali być zbieraniną profesjonalistów zatrudnionych i opłacanych tylko w jednym celu.
Mimochodem słuchał ich rozmów. Blaise się cieszył, że jego maleńka córeczka wyzdrowiała po przeziębieniu. Graham za karę odesłany dziś na trybuny po dwóch dniach dąsów za przyłapanie go z papierosem zdobył się wreszcie na przeprosiny. Neville opowiadał kolegom, że jego dziewczyna kompletnie nie rozumie, dlaczego 6-go stycznia dał jej prezent, bo przecież od dawania prezentów jest Boże Narodzenie i ewentualnie 6-ty grudnia.
Zastanawiał się, co pomyślał Theo Nott, kiedy wybiegając z szatni zerknął w stronę ławki rezerwowych Realu Sociedad. Pomiędzy kilkoma krzepkimi Baskami siedział tam chłopaczek z koszulką z numerem 14, który za rzadkim, niechlujnym zarostem próbował ukryć fakt, że mógłby być dużo młodszym bratem Theo. Prasa już okrzyknęła go następcą Notta i dzieciakowi wyraźnie taka sława ciążyła.
Wzrok Severusa powędrował na swoją ławkę rezerwowych i od razu zapomniał o refleksyjnym nastroju. Charlie Weasley otulił się puchową kurtką i z zaciśniętymi szczękami wpatrywał się tępo przed siebie. Snape mógł przysiąc, że 2/3 działających na stadionie kamer i aparatów fotograficznych, zarówno tych należących do dziennikarzy jak i kibiców, wycelowanych jest właśnie w bramkarza.
Trener Realu Madryt popełnił grzech. Trener Realu Madryt posadził na ławce rezerwowych ulubieńca prasy i kibiców, który ostatni raz oglądał mecz z takiej perspektywy 10 lat temu,
Trener Realu Madryt odbył dzień wcześniej poważną ale dość jednostronną rozmowę z kapitanem, na której wyłuszczył po raz kolejny, że nie podoba się mu podejście zawodnika do treningów, poufałe kontakty z niektórymi dziennikarzami oraz że jego obecna forma jest tak mizerna, że dla dobra drużyny powinien odpocząć od pierwszego składu. Kapitan dał mu uprzejmie do zrozumienia, że ma formę taką, jak zawsze, że trenuje tak, jak zwykle trenował i że z racji dłuższego pobytu w Madrycie wie lepiej, co jest dobre dla drużyny.
Severus przygotował się do wojny. Jeśli ma odejść, to z hukiem, a nie tylnymi drzwiami jak złodziej.
Zanim zdążył skupić się na grze, rozległy się gromkie brawa. Jego podopieczni zbili się w ciasną grupkę, w której centrum znajdował się chyba Terry Boot. Koledzy napastnika z ławki rezerwowych wydali pełen zadowolenia okrzyk.
Spojrzał pytająco na Dołochowa, na co jego asystent roześmiał się.
- Stary, nigdy bym nie pomyślał, że Longbottom może takie asysty dawać.
Kibice przed telewizorami mieli szansę na powtórkę, a on na razie musiał posiłkować się relacją podwładnego. Zaklął w duchu obiecawszy sobie, że będzie bardziej uważać na to, co się dzieje.
Rzeczywiście działo się wiele. Królewskim dobrze zrobiła świąteczna przerwa. Choć defensywę sklecił prowizorycznie z takich asów jak stary Terence Higgs, niedoświadczony Miles Bletchley i grający po raz pierwszy w życiu na lewej obronie środkowy pomocnik Ritchie Coote, zawodnicy braki nadrabiali bieganiem.
Goście wywalczyli rzut rożny. Piłka wpadła między zawodników w pole karne. Jak zwykle w takich sytuacjach zapanowało zamieszanie, przepychanie się łokciami i nie do końca przypadkowe deptanie po nogach noszących inne barwy zawodników. Adan wpadł w Velę. Ponad głowy piłkarzy wystrzelił czerwony kartonik.
- No rzesz kurwa jego mać! – Antonin za bardzo wczuł się w rolę.
- Weasley, rękawice! – warknął Severus ucinając dalsze dyskusje w swoim sztabie.
Theo Nott podbiegł bliżej linii bramkowej i gestem pokazał, że trzeba przygotować szybką zmianę. Michael Corner i Draco Malfoy próbowali jeszcze coś wyjaśniać arbitrowi.
Na trybunach ktoś zaintonował przyśpiewkę „O królu Carlosie", kibice zaczęli wołać Weasleya po imieniu.
Adan zszedł z boiska z nosem na kwintę.
- Będzie dobrze – Severus klepnął go po ramieniu – Damy radę.
To nie wina faceta, że przez całą karierę w Madrycie grywał może po jednym meczu rocznie i to tylko w Pucharze Króla.
- Zdejmujemy Slopera – przekazał sędziemu technicznemu i podszedł do wciąż rozciągającego się Weasleya.
- Powodzenia, kapitanie.
Charlie popatrzył na niego jak na wariata, ale ostatecznie skinął głową.
Obaj byli profesjonalistami. Przenoszenie wewnętrznych konfliktów na murawę nie wchodziło w grę.
Charlie pozwolił sędziemu technicznemu obejrzeć buty i rękawice. Ledwie znalazł się na boisku, już podbiegł do niego Theo i objął go ramieniem.
- Strzela Xabi. Znam go. Wiem, gdzie najczęściej celuje.
Reszty rozmowy nie dało się usłyszeć, gdyż stadion przywitał swoją legendę burzą oklasków.
Weasley wyrobił sobie nazwisko właśnie dzięki takim sytuacjom. On i jego koci refleks kontra przeciwnik i piłka. W rzutach karnych bramkarz z góry znajduje się na straconej pozycji. Bardziej prawdopodobne jest, że piłkarzowi podchodzącemu do jedenastki puszczą nerwy i wystrzeli piłkę na księżyc niż, że bramkarz ją złapie. Charlie Weasley podczas swojej wieloletniej kariery złapał stosunkowo dużo takich piłek. Jeszcze rok temu można było mieć nadzieję, że to kapitan Realu Madryt wyjdzie z tego starcia zwycięsko.
Severus tej nadziei nie miał i dlatego nie poczuł rozczarowania, kiedy Charlie znalazł się na drodze lecącej piłki, ale zamiast ją złapać, wybił wprost pod nogi Prieto.
Antonin wypluł wiązankę niecenzuralnych słów tym razem po rosyjsku, by sędzia techniczny przypadkiem nie usłyszał.
Emocje nie opadły ani na chwilę. Po kilku dość statycznych spotkaniach starcie z gośćmi z San Sebastian było niczym powiew morskiej bryzy. Wypoczęci zawodnicy biegali na tyle dużo i z reguły ustawiali się na tyle inteligentnie, że nie dało się odczuć, że grają tego wieczora w dziesiątkę.
Longbottom rozegrał spotkanie roku z asystą i czterema okazjami na zdobycie gola, z których jedna zakończyła się sukcesem. Zarówno goście jak i gospodarze faulowali często, a główny arbiter nie litował się specjalnie nad obiema drużynami. Theo Nott zakasał rękawy i otwarcie kierował grą zarówno defensywy jak i pomocy często pokazując palcem gdzie który z jego kolegów powinien w danej chwili być.
Mając w ekipie Deana Thomasa, któremu katalońska prasa dała przydomek „Bestia" i Seamusa Finnigana – rekordzistę wszechczasów w zbieraniu czerwonych kartek, wystarczająco często omawiali na treningach grę w niepełnej formacji, by coś tam piłkarzom pozostało w głowach.
Ostatecznie Real Madryt wyszedł ze starcia zwycięsko. Theo Nott schodził z boiska jako jeden z ostatnich. Zmęczony ale szczęśliwy żegnał się ze znajomymi z San Sebastian.
Severus zgarnął go w tunelu pod ramię i pogratulował.
- Nie chcę mieć ciebie kiedyś za przeciwnika przy linii bocznej.
Nott zmarszczył brwi udając, że nic nie rozumie. Zdradzały go tylko iskierki w oczach.
- Nie wiem, o czym pan mówi, Mister.
Severus potrząsnął głową. Razem weszli do szatni.
- A kim ty chcesz zostać w przyszłości?
- Jamesem Bondem.
Odpowiedź ubawiła rozbierających się piłkarzy.
- No co? – Nott wzruszył ramionami – Ciuchy prosto od krawca, drogie samochody, piękne kobiety. Czego chcieć więcej?
- Theo! – Michael Corner objął go z tyłu ramionami – Przecież ty to wszystko już masz!
