AN: Rozdział miał być wcześniej, ale ciężko pisać z 40-stopniową gorączką. Przyjemnej lektury.


CA Osasuna – 0 : 0 – Real Madryt


Wcześniej kilka razy odwiedzał Erniego i Mirandę. Dziewczyna jego kolegi była naprawdę uroczą i trzeźwo myślącą osobą. Miała zupełnie inny charakter niż tabuny panienek, z którymi umawiali się Zach Smith czy Seamus Finnigan. Mimo to czuł się niezręcznie. Zanim zadzwonił do drzwi białej willi, posłał Hannah ostrzegawcze spojrzenie.

Dziewczyna Neville'a po raz pierwszy miała okazję spotkać się w Madrycie w celach towarzyskich z innym futbolistą niż Harry Potter. I była w zastraszająco dobrym humorze.

- Cześć! – Ernie wpuścił ich z uśmiechem.

Hannah od razu zaatakowała bezbronną, naiwną brunetkę.

- Cześć! Jestem Hannah Abbot, lepsza połówka Neville'a!

- Miranda…

Objęła ją mocno i cmoknęła po dwa razy w oba policzki pilnując, by nie pozostawić smug po intensywnie różowej szmince. Profesjonalne modelki umiały robić takie sztuczki.

- A nie Melinda?

- Na pewno nie Melinda.

- Chodźcie, chodźcie! Już się zaczyna – ponaglił ich Ernie i pogonił do salonu, którego przeszklone ściany wychodziły na minimalistyczny ogród. Serce pomieszczenia stanowił duży telewizor z dwiema kanapami i kilkoma fotelami ustawionymi półkolem.

- Czekoladki – Hannah wcisnęła gospodyni ozdobioną brokatem papierową torebkę ze słodyczami – Ze Szwajcarii.

Rzuciła okiem na transmisję z Nyonu.

- Byłaś?

- W ubiegłym roku – wyznała Miranda przytłoczona nadmiarem zainteresowania ze strony nieznajomej.

Neville pokornie spuścił wzrok. Niestety Hannah była dziś w nastroju, który definiował jako „humor królowej balu".

- … Ale niewiele widziałam. W sumie to tylko hotel w Nyonie i kilka sklepów…

- I nigdy nie byłaś w Alpach?

- Zastanawialiśmy się, czy lepiej nie przynieść wina – wyznał Erniemu Nev.

Miał nadzieję, że kolega rozumie jego przepraszające spojrzenie.

- My przynieśliśmy wino – odezwała się zza oparcia kanapy Luna.

- O! Potterowie, hola!

Harry i jego dziewczyna mieszkali bliżej MacMillana i pewnie dlatego pojawili się wcześniej.

- Ty też nigdy nie pojedziesz w góry z Neville'm – odezwał się cierpko Potter – Mamy to zapisane w kontraktach.

- Jeszcze tylko jakieś 10 albo 12 lat. Stęskniłam się za wami.

Tylko obecność jego najlepszego przyjaciela odwróciła uwagę Hannah od Mirandy.

- Widziałaś ich trzy godziny temu – zwrócił jej uwagę Nev.

Potrząsnął głową ale czuł jak kąciki ust mu drgają w uśmiechu.

- Cóż, kiedyś Harry'ego widziałam zawsze, kiedy odwiedzałam ciebie – usprawiedliwiła się Hannah.

Wciąż obejmowała w pasie Mirandę.

- Kochana, mam nadzieję, że nie jesteś na permanentnej diecie.

- Właściwie to po ciąży powinnam trochę przytyć.

- Mogę zobaczyć wasze małe cudo?

- Już zasnęło – powiedział Ernie – Ale zbudzi się co najmniej dwa razy zanim wyjdziecie.

- Poprosiłam, by niania została z nią na noc – wyjaśniła Miranda tonem spełnionej matki – Powiem jej, by dała znać, jak się mała się obudzi.

Dziewczyna Erniego przeprosiła na chwilę gości.

Neville wreszcie miał okazję, by skupić się na ekranie. Zatopił się w objęciach skórzanego fotela. Ernie postawił przed nim szklankę wody mineralnej i zajął fotel obok.

W Nyonie prezentowano jedenastkę roku.

- Dziwnie jest oglądać Draco obok George'a Weasleya – stwierdził Ernie.

- Grali razem w Manchesterze – powiedział cicho Harry.

Neville'a nie dziwiła znajomość życiorysu Malfoya u Pottera. Harry wykuł pewnie na pamięć nawet statystyki najlepszego piłkarza Realu Madryt, gdy ten jeszcze grał w szkółce Marsylii.

- Dziwnie to się ogląda Charliego obok Rona Weasleya.

- Są braćmi – odpowiedział Harry'emu Ernie.

- Tak…

- Chwila, bo czegoś nie rozumiem – Hannah zajęła miejsce na kanapie obok przyjaciela Neville'a – Czy wy nie widzicie tutaj nic złego?

- A co może być złego? Charlie gra dla nas, Ron gra dla Barçy. Każdy pracuje jak umie.

- Nie jestem szczególnie w temacie, ale wy tak jakby do jakichś stu lat nic nie wygraliście.

Po drugiej stronie Harry'ego Luna zaczęła cicho chichotać. Wtuliła się w jego bok.

Neville wiedział, że są tylko przyjaciółmi, a jednak na pierwszy rzut oka mogli uchodzić za naprawdę dobraną parę. Oboje mieli dobry charakter, ale wiedzieli, kiedy powiedzieć „dość". Luna od początku znajomości nie pozwoliła Hannah wejść na głowę. Z nocnych rozmów na Skype'ie wywnioskował, że studentka malarstwa z Madrytu zyskała szacunek i przyjaźń jednej z najlepiej opłacanych niemieckich modelek.

- Przesadzasz – fuknął Harry.

- A ta cała Barça od jakichś stu lat wygrywa wszystko. Przypadek? – Hannah komicznie wytrzeszczyła obramowane złotym cieniem oczy – Nie sądzę.

- My… - zaczął ostrożnie Ernie – Nie rozmawiamy o pewnych sprawach.

- Nawet w domu?

- Hannah – Neville westchnął – Jak byś miała do wyboru, praca albo rodzina, to co byś zrobiła?

Supermodelka wzruszyła ramionami.

- Zmieniłabym pracę.

Przytuliła się do drugiego boku Harry'ego i nagle największa nadzieja niemieckiej piłki znalazła się w objęciach dwóch bardzo ładnych blondynek.

- Tacy idioci, a tak lubią sobie komplikować życie – westchnęła.

- Jacy idioci? – zapytała Miranda wchodząc do salonu.

- Tych trzech – Hannah wskazała ręką na siedzących przed telewizorem mężczyzn – I kolejna setka w waszej dzielnicy.

- A co powiesz o tamtych? – Miranda zapytała o wracających na swoje miejsca jedenastu najlepszych piłkarzy roku.

- Ten wygląda mi na mądrego. On chyba gra u was, co?

Kamera uchwyciła obraz Theodore Notta siadającego obok klasycznie pięknej żony. W przeciwieństwie do innych piłkarzy nie obdarzył jej namiętnym całusem, tylko znacząco ścisnął dłoń.

- Klasa sama w sobie – westchnęła Hannah – Taki smoking, taka kobieta… Nawet wie, że nie powinien ślinić jej makijażu na ważnej gali.

- Kochanie, jeśli tego sobie życzysz, mogę już cię więcej nie całować - zasugerował Nev.

Hannah pokazała mu język i zaniosła się śmiechem.

- Raczej miała na myśli to, że mógłbyś choć raz idąc na randkę założyć garnitur – podpowiedziała mu Luna.

- Brawo! – Hannah wystawiła dłoń ponad głowę Harry'ego i przybiła dziewczynie piątkę, po czym odwróciła się do wciąż stojącej w progu Mirandy – My, WAGSy, musimy trzymać się razem.

Połowa interakcji pomiędzy dziewczynami odbywała się za pomocą spojrzeń i gestów. Nev nie rozumiał sekretnego języka płci pięknej, ale z rozluźnionej postawy Harry'ego wywnioskował, że Hannah i Miranda znalazły nić porozumienia. Potter jak nikt inny potrafił wyczuwać nastroje otoczenia, nawet jeśli nie do końca rozumiał miejscowy język i kontekst sytuacji.

- Nev – Ernie szturchnął go łokciem – Zdaje mi się, że zauważyłem pewną prawidłowość…

- Hmm?

- Dlaczego wszystkie blondynki się garną do Bambiego?

Zapewne miał na myśli nie tylko Lunę i Hannah, ale też chodzącą za Harry'm po różnych klubach Mandy.

- Bo jest uroczy – powiedziała głośno Luna.

- Tak! Wy nie macie całego domu w żółtych karteczkach z hiszpańskimi słówkami.

- Frazami – Harry poprawił dziewczynę przyjaciela.

- Wolę korzystać z książek.

Poza tym Neville skrycie uważał, że Harry dłużej zostanie w Madrycie. Z nich dwóch to wartość Harry'ego bardziej podskoczyła w ostatnich miesiącach. Kluby nie sprzedają zawodników, którzy mogą przejść do historii, a do takich właśnie należał jego najlepszy przyjaciel.

Ich trzy towarzyszki obgadały kreacje koleżanek przebywających w Nyonie i zaszyły się na wyższych kondygnacjach domu.

Ernie dostawał ataku śmiechu za każdym razem jak kamery robiły zbliżenie na Dennisa Creeveya. Najlepszy piłkarz Barcelony założył na dzisiejszy wieczór garnitur w wielkie białe kropki. Uśmiechał się czule do równie niskiej i równie pucołowatej dziewczyny. Pasował do eleganckiego towarzystwa jak kwiatek do kożucha.

Choć ostatnie głosy zostały oddane kilka tygodni wcześniej, a wynik plebiscytu wydawał się być przesądzony, realizatorzy transmisji równie dużo czasu poświęcali temu, który w oczach świata zawsze był drugi. Draco Malfoyowi odmawiano talentu, geniuszu, iskry bożej, cechy, która wywyższyłaby go do poziomu futbolowych bogów. Neville prywatnie wierzył, że boża iskra to nie wszystko. Poznał wielu chłopców, którzy przewinęli się przez szkółkę w Bremie. Część odpadła, bo za słabo spisywali się na treningach, później wykruszali się kolejni, bo odkryli dziewczyny, używki, imprezy bez końca lub po prostu rodzice wybrali im bardziej stateczne kariery. Draco urodził się w bogatej rodzinie o szlacheckich korzeniach, ale szybko poznał biedę. Z najgorszej marsylskiej dzielnicy, z największej nędzy i beznadziei wdrapał się o własnych siłach na sam szczyt. Za niebywały upór w dążeniu do celu i wytrwałość w codziennej rutynie podziwiała go cała szatnia Realu. Nawet największy talent łatwo jest zmarnować. Draco może miał go mniej od Creeveya, ale za to wykorzystywał każdą posiadaną cząstkę w stu procentach.

„- Pewnie nasi telewidzowie zastanawiają się, kim jest tajemnicza piękność u boku ulubieńca Madrytu… „- transmisję ze studia jednej z hiszpańskich telewizji komentowała wariatka Sybilla Trelawney.

- Takie szopki to akurat jej poziom – prychnął Ernie.

Draco Malfoy wkroczył na szwajcarskie salony z kobietą w bieli. Miała nogi do nieba i dekolt do pępka. Górna część jej sukni była skrojona tak, aby złakniony pięknych widoków mężczyzna mógł dostrzec kontury jej piersi. Długie, czarne włosy zostały upięte w misterną konstrukcję odsłaniającą szyję.

Idąc za przykładem innych kobiet ściskała dłoń swojego piłkarza i czasem szeptała mu coś do ucha.

Neville nie znał się zbytnio na przedstawicielkach płci pięknej i nie umiał wyczytać z gestów czarnowłosej bogini, czy naprawdę zależy jej na siedzącym obok mężczyźnie.

„- … ale my wiemy wszystko! Przed nami nie ma tajemnic!"

Harry zacisnął dłonie w pięści. Nie brał udziału w rozmowie od jakiegoś czasu.

„- Asteria ma 20 lat i jest u progu obiecującej kariery modelki. Co takiego odróżnia ją od setek dziewcząt przybywających do Madrytu?"

W świetle płynącym z telewizora jego twarz wyglądała blado.

„- Co takiego sprawiło, że akurat ona skradła serce najbardziej pożądanego kawalera w świecie sportu?"

- Nie… - jęknął z tylu Ernie chwytając za pilota – Musi być gdzieś jakaś transmisja po rusku, francusku, nawet arabsku! Cokolwiek!

„- I najważniejsze… - Sybilla wytrzeszczyła swe przerażające oczy w dodatkowym okienku u góry ekranu – Jak długo to serce będzie mogła…"

Obraz z gali wrócił do normy, ale zamiast nawiedzonej hiszpańskiej dziennikarki dwa męskie głosy entuzjastycznie łamały języki po arabsku.

Neville z niepokojem spojrzał na Harry'ego. Jego przyjaciel był o krok od wystrzelenia na dwór i rozpłynięcia się w mrokach nocy. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy Harry wyskoczyłby na rajd po madryckich nocnych klubach zakończony kilkoma drinkami i tańcami do białego rana w objęciach napalonych fanek liczących na coś więcej, ale tym razem skutki dla image'u piłkarza byłyby katastrofalne. Już niemal słyszał przemądrzały ton Slughorna w nocnej audycji zapewniającego, że Harry Potter nie umie sobie radzić z presją gry w wielkim klubie i świadomością, że nie został nawet zaproszony na galę.

Z głębi domu dobiegł go głos Hannah. Jego dziewczyna była zachwycona towarzystwem. Nareszcie mogła normalnie pogadać z koleżankami w swoim wieku, które nie próbowały ukraść jej faceta albo nowego kontraktu na sesję zdjęciową. Miranda i Luna nie zazdrościły modelce ani sławy ani urody.

Neville podniósł się z fotela.

- Ernie, dzięki za wspólny wieczór.

- Co ty?... – skrzydłowy zerwał się ze swojego miejsca i potrząsał głową.

- Będziemy się powoli zbierać, co Harry?

- Uhm… - Pottera nie stać było na bardziej rozbudowaną wypowiedź.

- Hannah!

Modelka zajrzała do salonu.

- Już idziemy?

Miał nadzieję, że jego spojrzenie jest wystarczająco wymowne.

- Ach, faktycznie! Pora na nas!

- Na nas też, prawda, Harry? – wtrąciła się Luna.

Neville mógł przysiąc, że ta dziewczyna miała szósty zmysł. Choć czasem gadała od rzeczy, to kiedy się minimalnie skoncentrowała, bezbłędnie odczytywała ludzkie nastroje.

- Fajnie było się spotkać!

Wycałowała Mirandę.

- Musimy to powtórzyć, jak następnym razem przyjadę do Madrytu – rzuciła entuzjastycznie Hannah.

- Tylko bez facetów – roześmiała się Miranda.

Zwinęli się błyskawicznie. Suche, zimowe powietrze podziałało odświeżająco na Neville'a.

- Podwieźć was? – zapytał przyjaciela wskazując na wynajęty samochód, za którego kierownicą siedziała już Hannah.

Harry grzebał coś w swojej komórce i tylko na moment podniósł głowę.

- Dzięki, ale nie skorzystam.

- Harry… - Neville przeciągnął głoski jego imienia.

Chciał powiedzieć coś więcej. Ostrzec, żeby jego najlepszy przyjaciel nie zrobił czegoś głupiego. Uświadomić, że targające nim uczucia nie mogą mieć nic wspólnego z miłością.

Neville'owi miłość kojarzyła się z radością, bezpieczeństwem, pewnością, że ktoś na świecie go rozumie i chce z nim dzielić przynajmniej część swojego życia. Miłość nie powinna ranić.

- Wysłałem SMSa do Hagrida. Pokręcę się trochę po Madrycie.

Neville przełknął nerwowo ślinę. Hannah patrzyła na nich obu z zaciekawieniem.

Zupełnie zapomnieli o Lunie. Dziewczyna musiała wrócić do MacMillanów po kurtkę. Teraz stanęła obok Harry'ego niczym złotowłosy anioł stróż. Uścisnęła jego dłoń i podniosła wzrok.

- Więc idę z tobą – ton jej głosu nie pozostawiał miejsca na dalszą dyskusję – Ty jeszcze nawet nie poznałeś ułamka tego miasta.

XXX

Wędrował po mieście pijany winem i mocnymi drinkami. Jedynie fakt, że Luna była bardziej trzeźwa od niego, pozwalał na w miarę sprawne odwiedzanie kolejnych lokali. Wreszcie wylądowali w kawiarni serwującej kakao i gorące churros.

- Wcale nie chciałem, żeby mi się życie tak ułożyło. Jestem młody. Jestem bogaty. Nie muszę pytać swoich starych, co dalej robić.

Harry'emu kręciło się w głowie.

- A mimo to cały czas odczuwam, że mnie omija coś bardzo ważnego… Może nie powinienem być tutaj. Może nie powinienem być w ogóle teraz…

Nagle Luna przerwała jego bezsensowny monolog. Przywarła ustami do jego ust. W jej geście nie było miłości, ani nawet pożądania, tylko zwykła desperacja, by go wreszcie uciszyć, by powstrzymać potok słów, którymi doprowadzał do samookaleczenia duszy.

Każdy kogoś miał. Każdy mógł na kimś bezwarunkowo polegać. Tylko nie on. Neville miał Hannah, a Draco miał Asterię. Seamusowi zawsze w trudnych sytuacjach pomagał brat. Harry mógł polegać tylko na sobie. Ale codzienna walka z całym światem wyczerpywała go mocno.

- Nigdy nie znałam, kogoś równie odważnego, jak ty – wyszeptała Luna – Równie upartego, jak ty.

Uciszył ją pocałunkiem, tak, jak ona jeszcze przed chwilą uciszała jego.

Na moment przedświt rozjaśniła lampa błyskowa w czyjejś komórce. Ktoś zaraz się pochwali pięknym zdjęciem w internecie.

Umysł Harry'ego znalazł się w błogim stanie ignorancji wobec świata zewnętrznego.

- Mam tego dość. Nie chciałem się urodzić. Nie chciałem, żeby mnie matka ratowała z rąk zabójcy dzieci. Nienawidzę starego od momentu, kiedy zabrał mi całą radość, którą dał – wyksztusił desperacko Harry.

Nawet nie był świadomy tego, w jakim języku wypowiada te słowa. Jeśli otumaniony alkoholem mimowolnie użył niemieckiego, to tak naprawdę nikt nie zrozumiał jego wołania o pomoc.

Tata nie powinien go zabierać na mecze Werderu Brema. Kibicowskie fascynacje towarzyszące większości Anglików powinny wyciszyć się wraz ze zmianą miejsca zamieszkania. A on, zamiast oszczędzić Harry'emu przyszłej męki, zapisał go do szkółki przy powszechnie respektowanym niemieckim klubie.

Nie pamiętał momentu wyjścia z kawiarni. Względny spokój wybrukowanej madryckiej uliczki przerwał dźwięk przychodzącego SMSa, potem kolejny i jeszcze jeden.

Wreszcie telefon Harry'ego zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pojawił się numer kapitana niemieckiej kadry narodowej.

- Gratulacje! – to było pierwsze słowo, które Harry usłyszał po odebraniu połączenia.

Czego można mu gratulować? Jego życie to pasmo żałosnych decyzji i zwyczajnych błędów skutkujących tym, że obecnie dryfował oderwany od jakichkolwiek znaczących relacji międzyludzkich.

- Harry, sprawdzałeś stronę DFB, prawda?

- Ostatni raz, jak jęczeli nad moim wystąpieniem w meczu z Włochami.

Philipp westchnął z głębi serca. Po imprezie odbywającej się po oficjalnej gali Balon d'Or powinien już być w Monachium.

- Harry, zostałeś właśnie najlepszym piłkarzem Niemiec.

- W Nyonie nie dają za to nagrody.

- Pieprzyć Nyon! Sami nudziarze. Hiszpanie, Francuzi, z nikim pogadać nie można.

Philippowi rzadko starzało się używać przekleństw, szczególnie poza boiskiem.

- Harry Potterze, jesteś najlepszym niemieckim piłkarzem roku 2012. Żaden Malfoy czy inny Creevey nigdy nie uzyska tego tytułu. Głosowało na ciebie prawie 40% fanów. Następny w kolejce Manu miał tylko 12% - ekscytował się kapitan – Wiesz, co to znaczy? Jesteś dzisiaj bardziej niemiecki od Rammsteina! Od Olliego Kahna!

- Nie da się być bardziej niemieckim od Olliego Kahna – poprawił go odruchowo Harry.

Rozumiał doskonale intencje przyjaciela. Dzięki jednemu konkursowi popularności zyskał możliwość lepszego zintegrowania z kadrą. W odniesieniu do mistrzostw świata, Madryt pozostawał tylko emocjonalnym epizodem.

- Odbieraj Skype'a, Harry – doradził mu Philipp – Basti narzeka, że nie może ci twarzą w twarz złożyć życzeń.

XXX

Pamiętał dokładnie tamten poranek. Sama data powoli wykruszyła się z jego wspomnień, ale waga rozmowy pomiędzy piłkarzami pozostała niezmieniona.

- Nie chcę takiego Realu Madryt.

Charlie Weasley przez pół sezonu był mało rozmowny. Udzielał się, tylko tyle, ile od niego wymagano w klubie. Blaise domyślał się, że kolegę pochłania batalia sądowa z byłym agentem i kłótnie z rodzicami obecnie reprezentującymi interesy zawodnika. Ostatnio dodatkowo Snape uwziął się na niego. Charlie nie próbował polepszyć sytuacji. Nie poszedł do jego gabinetu, by wygarnąć to, co mu się nie podobało. Nie dostosował się do poleceń, by ćwiczyć więcej na treningach.

Teraz wstał i zaczął deklamować, zupełnie jakby wiele dni przygotowywał to przemówienie.

- Jesteśmy zajechani kondycyjnie. Po Euro praktycznie od razu wróciliśmy do Madrytu, bez żadnej przerwy, bez wakacji. Samie dobrze wiecie, że nie wytrzymamy do końca sezonu.

- Jak komuś ciężko tyłek ruszyć, to potem na starość kondycja siada – rzucił cierpko ze swojego kąta Michael.

Na czole Charliego pojawiła się pionowa zmarszczka będąca oznaką wewnętrznego cierpienia.

- Ja wiem, że ty zawsze byłeś i do końca pozostaniesz żołnierzem Snape'a.

- Chryste, Charlie, posłuchaj siebie! Boisko to nie wojna. Nie jestem niczyim żołnierzem, tylko profesjonalnym sportowcem. A wiesz, co tacy robią? Słuchają swojego trenera.

- Ze Snape'm już nic nie wygramy – powiedział powoli Draco.

Blaise zaskoczony obejrzał się na niego. Przyjaciel w domowym zaciszu niejednokrotnie wyrażał swoją dezaprobatę dla metod Snape'a, ale czarnoskóry piłkarz nigdy nie przypuszczał, że powie to głośno przy kolegach dzień przed meczem.

Draco wzruszył tylko ramionami i cała uwaga młodych mężczyzn ponownie skupiła się na kapitanie.

- Zobaczcie, co on zrobił z naszym klubem. Nie tak tu było, jak przyjechałem do Madrytu jako chłopiec. Żadnych kłótni w gazetach, żadnych pomówień. Byliśmy klubem dżentelmenów.

- I nawet nie próbuje być miły – Seamus przejął pałeczkę od Charliego – Znacie jakiegoś innego gościa, który wali na konferencji prasowej, że nie ma drużyny? Że wymieniłby pół składu, gdyby mógł? Co on może wiedzieć, skoro sam nigdy nie grał w futbol? Dios… - przeczesał ręką resztki włosów a następnie przejechał po niedogolonej twarzy.

- Może… - zająknął się Ernie – dałoby się to jakoś wyjaśnić, porozmawiać z prezesem.

Pozostali nie wyrywali się przed szereg. Nawet sprowadzeni w ostatnim okienku transferowym zawodnicy znali swoje miejsce w szeregu. Szatnią rządziły trzy osoby i nikt nie kwestionował ich autorytetu.

- Porozmawiamy z nim. Ja, Seamus i Draco, jeżeli zechcesz nam towarzyszyć.

Malfoy skinął kapitanowi głową.

- Snape ma kontrakt jeszcze na dwa lata. Nie może zostać tak długo w Madrycie, bo zniszczy ten klub do reszty. Ktoś chce coś jeszcze dodać?

Charlie powiódł po kolegach zmęczonym wzrokiem.

- Dzięki Snape'owi pokonaliśmy Barcelonę – powiedział Blaise cicho.

- Akurat ty masz najmniej powodów, by go bronić.

- Nie bronię go, tylko stwierdzam fakt – i tak nie miał nic do stracenia. Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, on także latem odejdzie z Madrytu – Gdyby nie on, dalej odpadalibyśmy z takim Lyonem w Lidze Mistrzów.

- I dzięki niemu w tym sezonie pożegnaliśmy ligę – odburknął Seamus.

- I to już w październiku – dodał Charlie.

Blaise przemówił w imieniu neutralnych kolegów, którzy z wyczekiwaniem przyglądali się rozwojowi sytuacji nie zabierając głosu. Nie zamierzał być cierpiętnikiem i bronić przegranej sprawy i dlatego zamilkł. Nie zawdzięczał Snape'owi nic. Trener ledwie znosił jego obecność. Uważał, że Włoch ma zły wpływ na Malfoya.

XXX

Snape robił wszystko, by nie zostać w Realu Madryt na kolejny sezon.

Zanim wylecieli do Osasuny, przez korytarze Valdebebas przetoczyła się kolejna burza. Trener odbył z drugim kapitanem naładowaną emocjami, poważną rozmowę na temat jego zachowania w ostatnim meczu Pucharu Króla. Finnigan nie zagrał najlepiej i na dodatek nazwał głównego arbitra „dupkiem", który „powinien iść do okulisty", a zakończył wariantem jednego z popularnych hiszpańskich przekleństw: „Que te folle un pez". Oficjalnie przeprosił i wyraził skruchę, ale federacja piłkarska nie dała się zwieść jego słowom i Finnigan został zawieszony na pięć meczów. Na domiar złego lekki dyskomfort, który odczuwał czasem w stopie Dean Thomas, rozwinął się podczas świątecznej przerwy w poważną, wymagającą operacji kontuzję. W Madrycie został również Draco, który pauzował z powodu wyczerpania limitu żółtych kartek. Powołania na mecz dostali praktycznie wszyscy, którzy byli zdrowi i nie podpadli w ostatnich tygodniach za mocno sędziom. Pierwsza jedenastka wyglądała jeszcze bardziej egzotycznie niż w poprzednim spotkaniu.

Blaise tradycyjnie spędzał pierwszą połowę na ławce rezerwowych. Towarzyszył mu Jesus, który jako trzeci bramkarz zwykle mecze drużyny oglądał z trybun. Za Jesusem usiedli Lee Jordan i Potter, który bardzo się ucieszył z obecności dwóch, zawsze pozytywnie nastawionych do świata, kolegów.

- Żeby nie było – ostrzegł zawodników Lee Jordan – Ja tutaj jestem tylko dlatego, że Mister nie miał kogo wpisać na listę rezerwowych.

- Mogę ci pożyczyć mój różaniec – zaoferował się z tyłu Olivieira – Pomódl się za Grahama, żeby nic sobie nie naciągnął. Przynajmniej produktywnie spędzisz czas.

Lee położył dłoń na sercu.

- Nie ma takiej chwili w ciągu dnia, abym nie myślał o dobru moich kompanów.

- Ale nocki, to już inna para kaloszy – rzucił Terence szturchnąwszy w bok Jesusa.

- Jak się czujesz? – zagadnął kolegę Blaise.

- Lepiej… - Lee zawahał się – Naszych fizjoterapeutów znam teraz lepiej niż własną matkę. Wszystko przez to, że nie patrzyłem pod nogi.

Do tego błędu sprowadzała się większość kontuzji. Blaise przez długie miesiące cierpiał tak samo. Teraz wiedział, że urazy najczęściej zdarzają się piłkarzowi, kiedy nie wie, gdzie się znajduje. Wystarczy zderzenie z przeciwnikiem albo próba opanowania trudnej piłki, by się zdekoncentrować. Wówczas tracisz równowagę i nie wiesz, jak upadniesz, albo jak ustawiasz nogi przy robieniu zwrotu. A potem jest chrzęst i bliskie spotkanie z murawą. Ludzie ze sztabu medycznego niosą cię przez pół boiska, a trybuny milkną na chwilę. Blaise pamiętał, jak fizjoterapeuta kazał mu w szatni kopnąć piłkę, a on nie mógł nawet podnieść nogi. Kolejny tydzień tułał się po najlepszych europejskich klinikach, aż po dziesiątkach badań i skanów postawiono diagnozę i wysłano go na operację.

- Najgorsze nie jest wcale to, jak cię tną – powiedział cicho Lee – Ale to, że musiałem przychodzić godzinę przed wami na rehabilitację. Wychodziłem pół godziny później i nawet żaden z was, fagasy, nie został dłużej, by ze mną pogadać.

- Może gdybyś miał ładną masażystkę zamiast starego Alfonso – rzucił Higgs.

- Ja zostawałem – przypomniał się Harry – Jak już ciebie wypuścili na podwórko.

- Ach, no tak – Lee chwycił Pottera za szyję i zniszczył starannie nażelowaną fryzurę – Pałętałeś się raz czy dwa razy bez celu!

- Piłki ci podawałem… – wysapał Niemiec.

- Próbowałeś mi zastawiać drogę do bramki, jak strzelałem.

- W dobrej wierze! Żebyś wychodząc na boisko nie bał się większych ode mnie.

- Bambi… bo tak ciebie urządzę, że ci nawet żel do włosów Draco nie pomoże!

Blaise dyskretnie pociągnął zajętego Lee Jordana za czuprynę. Lewy obrońca puścił Pottera i do końca pierwszej połowy rzucał podejrzliwe spojrzenia na Włocha.

Osasuna nie wygrała żadnego z ostatnich sześciu spotkań, a mimo to ciężko było stwierdzić, która drużyna wypada gorzej. W szatni Realu atmosfera zgęstniała od okołosportowych problemów i odbijało się to na boisku. Zach Smith i Ernie MacMillan gubili się w polu karnym rywali. Miles i Justin czuli się mocno niepewnie na obronie, bo zwykle występowali w towarzystwie bardziej ogranych Seamusa albo Deana. Na pół godziny przed końcem meczu trener wymienił ofensywę. Blaise wbiegł na murawę wraz z Terry'm Bootem zmieniając Erniego i Zacha. Instynktownie poszukał wzrokiem Draco. Dopiero po kilkunastu sekundach przypomniał, że przecież przyjaciel jest w Madrycie z synem i nową, przyszywaną dziewczyną. Zapewne pozują na szczęśliwą, młodą rodzinę. Sfrustrowany zderzył się z pomocnikiem Osasuny, za co otrzymał żółtą kartkę. Theo Nott posłał mu zniesmaczone spojrzenie i powoli pokręcił głową. Dziesięć minut później dołączył do nich Harry Potter.

Choć na ławce rezerwowych wydawał się mieć dobry humor i ani razu od przemowy kapitanów nie zająknął się na temat sytuacji w szatni, to na boisku był równie efektywny, jak Blaise. To był jeden z najgorszych występów nadziei reprezentacji Niemiec, jaki Zabiniemu przyszło oglądać, a nie obejrzał zbyt wiele. Chciał się pokazać publiczności, przypomnieć im, jak wprawiał w zachwyt dziennikarzy komentujących występy sportowców w nocnych wiadomościach. Pomimo zniszczonych kolan i przesiadywania na ławce rezerwowych wciąż był jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Wyskoczył do piłki i dosyć niefortunnie zdarzył się w powietrzu z jednym z zawodników Osasuny. Odbił się ułamek sekundy wcześniej i znalazł się wyżej od rywala. Niechcący łokciem stuknął go pod brodą. Gwizdek arbitra zdezorientował obu. Upadli, a piłka potoczyła się powoli, w końcu przejęta przez Jacka Slopera.

Czerwony kartonik. Druga żółta kartka, zamieniona na czerwony kartonik. W tle protesty kolegów i szum głosów na trybunach. Nieprzepisowe starcie. Niosące ryzyko dla zdrowia przeciwnika. Blaise bardziej czytał z ust Closa Gomeza niż słyszał wyjaśnienie jego decyzji. Skinął głową i zawrócił w stronę szatni. Starał się nie spieszyć, ale też nie ociągał się.

- Każdy inny by ci tego nie odgwizdał – powiedział Pablo okrywając go kurtką.

Blaise podziękował mu cicho.

- Sędziowanie z każdym rokiem jest coraz bardziej mizerne – rzucił Dołochow wyciągając do niego rękę.

Blaise przybił piątkę wszystkim członkom sztabu szkoleniowego mijanym po drodze i zaszył się w szatni. Miał dwadzieścia minut by w samotności wziąć prysznic i przebrać się. W wygodnym dresie i z ręcznikiem na głowie ustąpił miejsca pozostałym zawodnikom schodzącym z boiska.

- Dobrze, że tego nie widziałeś – klepnął go po ramieniu Lee.

- Taki już parszywy los – narzekał Graham – Chcę już do domu, do Francji…

- To tylko faza przejściowa – Charlie miał minę człowieka, który wiedział wszystko i wszystko przewidział – Od czerwca zaczniemy od nowa. Następny sezon jest nasz, a teraz musimy zacisnąć zęby i przecierpieć.

Blaise był pewien, że nie dotrwa w Madrycie do nowego sezonu i przemowy kapitana nie robiły na nim wrażenia. Poczuł w kieszeni wibracje komórki i przepchnął się pomiędzy spoconymi zawodnikami na korytarz przed szatnią. Znalazł sobie w miarę ustronne miejsce i odebrał telefon.

- Żal było patrzeć – usłyszał znajomy głos Malfoya.

Prawie się uśmiechnął.

- Jestem tego samego zdania.

- Nie należało ci się.

- Wujek Tom zbiera pieniądze na letnie transfery. Nie ma forsy na przekupienie sędziów – Blaise na wszelki wypadek przeszedł na ojczysty język.

Draco zaśmiał się głośno.

- Chciałbym z tobą zagrać. Żałuję, że nie mogłem pojechać.

- Może z tobą coś byśmy ustrzelili.

- Tu nie chodzi o bramki – głos Malfoya nabrał miękkości. W taki sam sposób rozmawiał tylko z najbliższymi krewnymi – Po prostu lubię być z tobą na boisku. Lubię z tobą grać.

- Z wzajemnością – wyksztusił przez zaciśnięte zęby Blaise siląc się na przyjazny ton.

Uczucia Malfoya nie ostygły ani trochę pomimo przygarnięcia nowej dziewczyny i oczywistej fascynacji tyłkiem pewnego młodego Niemca. Gdyby Blaise miał inne preferencje i słabszy charakter, wysłuchiwałby podobnych wyznań codziennie.

- Byłeś chociaż z Asterią w jakimś ciekawym miejscu?

- Nie chce mi się rozmawiać o kobietach.

Teraz to Blaise miał ochotę się śmiać. Histerycznie. Najlepiej przez łzy wściekłości.

Co to będzie, jak on w końcu wróci do Włoch? Draco bez przyjaciół stanie się jeszcze bardziej oderwany od drużyny i egoistyczny. Podobny do ojca, od którego wizerunku całe życie uciekał.

Pośród znajomych ludzi pracujących na co dzień z drużyną Blaise dostrzegł wysoką sylwetkę trenera. Pożegnał się szybko z przyjacielem.

Snape też miał przy uchu komórkę i też szukał miejsca, w którym mógłby zamienić z kimś kilka zdań.

- Igor, dawno się pan nie odzywał.

Nie wydawał się ani zmartwiony ani też specjalnie ucieszony rozmową. Nie zwracał uwagi na przechodzących obok ludzi tak długo, dopóki nikt się nie zatrzymywał.

Blaise usunął się na bok, poza linię jego wzroku.

- Myślę, że to da się załatwić. Z mojej strony mogę powiedzieć na razie tylko tyle, że także chciałbym wrócić do domu.

Blaise zawrócił do szatni. Nie chciał dłużej podsłuchiwać trenera. W zupełności wystarczyły mu dwa wypowiedziane przez Snape'a zdania.