AN: Przepraszam za opóźnienie w publikacji nowego rozdziału. Fanfiction net ma problemy techniczne. Nie dość, że nie wysłało mi na maila informacji o ostatnich komentarzach, to jeszcze wcięło statystykę wejść najpierw z drugiej, a potem z pierwszej połowy miesiąca.


Valencia CF – 1 : 1 – Real Madrid (Puchar Króla)


Cztery osoby. Severus ogarnął wzrokiem pomieszczenie. Sylwetkę Toma Marvolo przed światłem dziennym skutecznie chronił cień wielkiego fotela. Za jego plecami za szybą weneckiego okna radosne obłoki pomykały po zimowym niebie. Pogoda nie miała jednak wpływu na ponury nastrój w gabinecie. Postacie na obrazach dalej wiły się w cierpieniu i niemymi ustami wołały o pomoc. W popielniczce dogasały resztki cygara. Na ciężkim biurku tekturowe teczki i luźne notatki leżały w równych kupkach. Pomiędzy nimi niemal nienaturalnie gładki wierzch zamkniętego laptopa. Prezes, jak na obrzydliwie bogatego konserwatystę przystało, z nieufnością traktował nowe technologie. Od tego miał ludzi, by odbierali faksy i pisali maile. Doceniał tylko walory telefonu komórkowego, w którego wygaszonym ekranie odbijało się niebo.

W części gabinetu przeznaczonej dla gości siedziało dwóch znajomych mężczyzn. Charlie Weasley mając więcej taktu i ogłady założył na spotkanie białą koszulę i cienki krawat pasujący do urody kogoś co najmniej dziesięć lat młodszego. Spod skórzanej bluzy Finnigana wystawała granatowa stójka klubowego dresu.

Po uprzejmym powitaniu Tom Marvolo wstał od biurka i wskazał Severusowi kącik z dwoma fotelami, stolikiem do kawy i skórzaną kanapą, aktualnie okupowaną przez dwóch piłkarzy.

- Wszyscy jesteśmy? – zagadnął Snape unosząc pytająco brwi.

Finnigan rozdziawił się, by coś powiedzieć, ale rozmyślił się zerknąwszy na przyjaciela.

- Wszyscy zainteresowani – odparł z wyższością prezes.

Kapitanowie, jak i Severus, spodziewali się przybycia Malfoya, ale Draco widocznie zadecydował, że reklama nowej linii męskiej bielizny jest ważniejsza od próby rozwiązania kolejnego kryzysu trapiącego klub.

Marvolo zajął jeden z wolnych foteli pozostawiając Severusowi drugi. Interesujący układ. Trzy strony, trzy punkty widzenia zamiast tylko dwóch. Prezes albo postanowił zostać mediatorem, albo pozostawiał sobie większe pole manewru.

- Ufam, że każdy z was zdaje sobie sprawę, czym jest ten klub i co reprezentuje. Mamy… pewne standardy, które powinniśmy bezwzględnie utrzymywać – zaczął powoli Marvolo – Niestety obecna sytuacja szkodzi nam wszystkim.

- Szkodzą nam głównie media – powiedział Severus patrząc znacząco na kapitana.

- Nie mam z tym nic wspólnego – obruszył się Wasley.

- Co nie zmienia faktu, że sypiasz z wrogiem, Charlie.

- Tracey jest lojalna wobec mnie i wobec mojej pracy.

- Studiowała dziennikarstwo. Ma znajomych we wszystkich madryckich gazetach – Snape pochylił się lekko do przodu.

- To jest Real Madryt – wymruczał prezes – To normalne, że tu każdy ma jakichś znajomych w mediach.

- A ja mam kreta w szatni – rzucił twardo Severus cały czas nie spuszczając oka z pierwszego kapitana.

- Dziennikarze piszą to, co widzą. Każdy wie, co się dzieje! – oburzył się Finnigan – Przez niego jesteśmy pośmiewiskiem całego kraju!

- Pośmiewiskiem byliście beze mnie. Po to zostałem sprowadzony do Madrytu, byście wreszcie przestali klęczeć przed Katalończykami. A teraz sami jesteście sobie winni. Jeżeli przegrywacie ze spadkowiczami tylko dlatego, że wam się nie podobają moje metody…

- To oszczerstwo!

Drugi kapitan zerwał się na równe nogi, ale Charlie Weasley chwycił go za rękę i wymruczał kilka słów, by jego przyjaciel się opanował.

- Lo siento… - bąknął Finnigan czerwieniąc się.

Poczekali, aż usiądzie.

- Nikt nie wynosi żadnych informacji z szatni – powiedział stanowczo Weasley – Mister Snape wszędzie doszukuje się poparcia dla swoich teorii spiskowych.

- Barcelona znała nasze ustawienie podczas meczów Supercopa. Atletico znało nasz skład na godzinę przed spotkaniem.

- Nie to, żebyśmy mieli jakieś duże pole manewru… - stwierdził kwaśno Finnigan.

Patrzył spode łba to na Severusa to na prezesa. Jeśli Marvolo do kogokolwiek z tu obecnych czuł choćby cień sympatii, to tylko do tego idioty. Takiemu nigdy nie przyszłoby do głowy podkopywanie autorytetu zwierzchnika ani publicznie ani też w szatni. Bez Draco Malfoya i Charliego Weasleya jakoś udałoby się poskromić jego krnąbrny charakter i wychować na ludzi.

- Mamy przez pana szpital.

Tym razem to Marvolo uniósł brwi i przeniósł wzrok na Severusa wyczekując, jakich argumentów użyje, by odeprzeć ten zarzut.

- Lee Jordana straciliśmy na przerwie reprezentacyjnej, Zabini po operacji jest cieniem dawnego zawodnika i sam dobrze o tym wie. Nott musi iść na operację pachwiny, ale przy odpowiednim rotowaniu środkiem pola można to odwlec do czerwca. Cała reszta to drobne urazy, które zdarzają się normalnie w każdym klubie.

- W Barçy się nie zdarzają – odgryzł się cicho Charlie.

- Mógłbym ci opowiadać długo, co jest tego powodem, ale twój brat na pewno już to wyjaśnił.

Weasley zacisnął szczęki i nie dał się sprowokować, więc Severus ciągnął dalej.

- Normalna drużyna złożona w większości z niskich zawodników, grająca szybką piłkę z częstą wymianą pozycji i dużą ilością podań w połowie roku kończy tak, jak Arsenal. Barcelona gra dalej. Coś zaczyna świtać?

- Próbuje pan usprawiedliwić własne porażki oczerniając innych.

- Tutaj nie ma czegoś takiego, jak czyjeś porażki – odezwał się prezes.

- Moja porażka jest porażką całej drużyny. I vice versa.

Seamus Finnigan znowu wstał. Nabrał powietrza w płuca i wypalił.

- Presi, nie możemy tego dłużej ciągnąć. Wybiera pan, albo on albo my!

Nagle powietrze jakby zgęstniało, a czerń garnituru prezesa wydała się głębsza.

- Nie próbuj mi stawiać żadnego ultimatum, młody człowieku – wysyczał – Nie ty decydujesz, jak mam prowadzić mój klub.

- To nie żadne ultimatum – Charlie pospieszył łagodzić napięcie i ratować przyjaciela – Wybór zawsze należy do pana. Prosimy tylko, by wziął pan pod uwagę nasze stanowisko. Nie możemy dłużej współpracować z panem Snape'm. Nie zgadzamy się z jego metodami zarządzania drużyną. Dlatego z bólem serca informuję pana, że jeśli Mister Snape, nie odejdzie do końca sezonu z Madrytu, będziemy obaj z Seamusem zmuszeni do szukania innego klubu.

Severus poprawił się w fotelu. Uśmiechnął się ironicznie na marną próbę manipulacji w wykonaniu kapitana. Charlie nie nadawał się na negocjatora. Jakiekolwiek resztki charyzmy, które posiadał za czasów pierwszych Galacticos wyparowały po pojawieniu się w jego życiu Tracey Davis.

- Jeżeli to was pocieszy, panowie, to dzwonił ostatnio do mnie Igor Karkaroff.

Nazwisko rosyjskiego bogacza, któremu zamarzyło się kupno przeciętnego angielskiego klubu i wygranie z nim Ligi Mistrzów było znane nie tylko wśród ludzi interesujących się piłką nożną.

Severus skupił na sobie uwagę pozostałych mężczyzn.

- Dostałem od niego propozycję. Mógłbym przez najbliższe cztery lata prowadzić Chelsea.

- Snape, masz pan wciąż ważny kontrakt tutaj – przypomniał mu chłodno Marvolo.

On, jako jedyny, nie wyglądał na zaskoczonego tą informacją. Nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby Karkaroff osobiście skontaktował się z prezesem Realu Madryt by wybadać szanse na ściągnięcie dawnego trenera.

- I drużynę, która mnie nie chce. A w Londynie mam rodzinę, którą widziałem raptem dwa razy w ciągu minionego półrocza. Tam nikt nie próbuje się włamywać do mojego domu. Nie napuszcza na mnie niezadowolonych kibiców. Nie opłaca ludzi, by wystawali godzinami pod bramą naszego ośrodka sportowego, tylko po to, by mnie obrażać.

- Pańskie sugestie są podłe i zupełnie bezpodstawne. Nie tak powinien się zachowywać trener tego klubu – powiedział Weasley cedząc każde słowo.

Severus wstał. Chciał na koniec mieć tę małą przyjemność jaką dawało mu patrzenie na kapitana z góry.

- Więc, panie Weasley, za słabo zna pan historię instytucji, w której przyszło panu pracować.

Następnie odwrócił się w stronę prezesa. Tom Marvolo należał do wpływowych ludzi. Nawet jeśli mieli wkrótce pójść różnymi drogami, Severus nie powinien w Madrycie robić dodatkowych wrogów. Miał ich już wystarczająco dużo.

- Oddaję się do dyspozycji zarządu – powiedział krótko – Jeżeli uważacie, że powinienem odejść, to mam dokąd iść.

Nawet nie próbował sugerować pozostania dłużej w klubie. Rozumiał również pozycję prezesa. Marvolo sukcesy sportowe miał gdzieś, dopóki interes się kręcił. A dopływ gotówki i darmową reklamę w mediach zapewniali mu słynni, niepokorni piłkarze, nie zaś trener, który chciał zaprowadzić w drużynie porządek.

- To tak samo, jak my – burknął Seamus Finnigan.

Obaj piłkarze wstali i pożegnali się. Gdy tylko wyszli, do gabinetu zapukał jeden z sekretarzy prezesa przypominając mu o zaplanowanym biznesowym spotkaniu z jednym z inwestorów.

Jeszcze na korytarzu Marvolo przytrzymał Severusa za ramię i popatrzył prosto w oczy.

- Snape, znasz ten klub. Jeśli dasz ludziom Decimę, wszystko zostanie wybaczone i zapomniane – te słowa brzmiały jak groźba.

- To zależy nie tylko ode mnie.

Nie wiedział, czy przypadkiem emocje niektórych piłkarzy okażą się silniejsze od ich ambicji. Nie mógł już im ufać.

- Panie Marvolo, w tym koszyku ma pan trzy zgniłe jabłka. Jeżeli pan ich szybko nie wyrzuci, pozostałe również zaczną gnić.

Prezes skinął mu głową. Potem odwrócił się do swoich asystentów i przestał interesować się osobą Snape'a.

Żeby jeszcze przestał interesować się piłkarzami, życie Severusa byłoby znacznie prostsze i spokojniejsze.

XXX

Jeden sms wystarczył, by Neville znalazł się w domu Harry'ego wydeptując dziurę w dywanie. Gdyby miał więcej włosów, pewnie rwałby je sobie z głowy.

Ponieważ nie mieli dzisiaj popołudniowego treningu, najbliższa okazja na rozmowę z pozostałymi zawodnikami nadarzyłaby się dopiero kolejnego dnia. Dlatego Seamus poczuł się w obowiązku zadzwonić do kilku kolegów, w tym Harry'ego z prośbą, by dalej poinformował Neville'a.

- Więc Snape idzie do Chelsea…

- Nic nie jest jeszcze zaklepane.

Harry przyjął wieści z nieco większym spokojem. Nie wpadał w panikę jak on.

- Muszę powiedzieć Skeeter.

- Co? Dlaczego?!

Harry zerwał się ze swojego fotela z zatrzymał go w pół kroku.

- Żeby zaczęła mi szukać nowego klubu!

- Nikt nikogo nie sprzedaje!

- Ale będzie!

Luna w odpowiedniej chwili przerwała im rozmowę przynosząc dwa kubki gorącej herbaty i podtykając im pod nos. Przynajmniej przestali się przekrzykiwać.

- Té verde.

Ponieważ od dobrego kwadransa rozmowa toczyła się po niemiecku, dziewczyna z premedytacją przeszła na hiszpański zabarwiony ciężko zrozumiałym południowym akcentem.

Harry podziękował jej i przyjął kubek, ale Neville potrząsnął głową.

Luna uniosła w górę jasne brwi i popatrzyła na niego z ironią.

- Té negro?

- Ostatnie, czego dziś potrzebuję, to herbata – wymruczał pod nosem.

Za nimi Syriusz Black zaniósł się śmiechem. Rozłożył się na zarzuconym poduszkami szezlongu i leniwie jedną ręką przerzucał strony gazety. W drugiej ręce trzymał piwo. Pod szezlongiem schował jeszcze trzy zapasowe butelki.

Ojciec chrzestny Harry'ego zagadał coś do Luny i ta z pełnym politowania uśmieszkiem ulotniła się z salonu.

- Zima nie nadchodzi, a raczej właśnie mija. Nie musisz mówić mojej dziewczynie, by kupiła zapas ciepłej bielizny – burknął Harry.

- Dziewczyna piłkarza powinna być gotowa na wszystko.

- Nie poprawiasz sytuacji!

- Syriusz ma rację – Neville pohamował przyjaciela.

Harry najwidoczniej odstresowywał się wrzeszcząc na jedyną osobę, którą uważał za członka rodziny.

- Posłuchaj i zastanów się – Nev chwycił przyjaciela za oba ramiona – Mister Snape odchodzi, więc przyjdzie nowy trener. Każdy ma jakąś tam wizję, jak powinniśmy grać. Nie wszystkim jest równie łatwo się dopasować, jak tobie.

Harry prychnął, ale pokornie słuchał go dalej.

- Mnie można łatwo się pozbyć. Nikt po mnie nie będzie płakał. Nie mówię, że chcę zaraz odchodzić z Madrytu, bo nie chcę. Ale wolę być przygotowany na wszystko.

- Cerveza dla młodzieńca! – zawołał ze swojego kąta Syriusz.

Było to jedyne ostrzeżenie przed lecącą butelką piwa.

- Na wszystkie znane mi świętości! Syriusz! Mogłeś mu rozwalić głowę! – zaklął Harry.

Neville przystąpił do zajmującego pół ściany barku i wyszukał otwieracz do butelek. Po pierwszym łyku piwa stwierdził, że właśnie tego mu było trzeba.

- Turyn to bardzo piękne miasto. Z tradycjami. Byłem tam kilka razy…

- Na pewno w areszcie.

- Zawsze też możecie wrócić do Anglii.

Harry gwałtownie potrząsnął głową.

- Twoja matka dostałaby histerii – Syriusz puścił do niego oko – Pomyśl.

Przyjaciel Neville'a umilkł, jakby rzeczywiście przez ułamek sekundy rozważał taką opcję, ale szybko oprzytomniał.

- Nev, pod żadnym pozorem nie możemy nic nikomu powiedzieć – stwierdził – Nie teraz. Sugeruj Ricie, co chcesz, ale nie mów jej nic konkretnego.

- Wiem.

Pierwszy program telewizyjny, audycja radiowa lub artykuł w prasie poruszający temat przyszłości Severusa Snape'a wskazałyby jednoznacznie, kto wyniósł informacje z szatni.

XXX

Matka powtarzała jej, że ma oczy dookoła głowy, że widzi więcej od innych dzieci i powinna polegać na swoim wzroku. Więc obserwowała nauczycieli, którzy ukrywali swą niewiedzę, przechwalające się w szkole koleżanki, chłopców biegających za piłką, którzy z wiekiem zamieniali się w pedantycznych lalusiów z przystrzyżonym idealnie zarostem i obsesją na punkcie własnego ciała. To Daphne wciągnęła ją w ten brudny światek mamiący zewnętrznym pięknem. Jeśli jednak zdrapać powłokę, wyłaziła spod niej cała ludzka brzydota. Jako modelka musiała być piękna lecz aby pozostać wciąż kobietą, która bez odrazy patrzy w lustro, potrzebowała znacznie więcej.

„Przyjdź do tego klubu, lala. Poznasz kogoś, kto może ci pomóc w osiągnięciu szczytu. Musisz się tylko trochę postarać i zrobić dobre wrażenie" – doradził jej agent.

W obecnych, szalonych czasach każdy, kto chciał coś znaczyć, musiał mieć agenta. Ktoś myślał za ciebie, mówił za ciebie i w ostatecznym rozrachunku czerpał więcej z życia niż przeciętna dziewczyna z prowincji starająca się o posadę modelki w reklamie bielizny.

Stawiła się we właściwym miejscu o wyznaczonej porze. Ubrana w strzępek białego, lśniącego materiału ledwie zakrywający jej stringi, ściskała miniaturową torebkę, w której było akurat tyle miejsca, że zmieściła się jej komórka, lusterko i pojemnik gazu pieprzowego. Balansując na ośmiocentymetrowych obcasach przecisnęła się przez mieszający się tłum i przysiadła na wysokim barowym krzesełku. Barman posłał jej zachęcający uśmiech, ale chwilowo był zajęty rozlewaniem drinków grupie rozchichotanych dziewczyn w krótkich sukienkach. Skupiła się na pulsującym rytmie muzyki. Daphne by się tam podobało – dużo młodych dziedziców madryckich fortun szastających pieniędzmi i szukających kobiety chętnej na jedną noc, czasem kilku kobiet. Często nawet dziewczynek, które już nie próbowały udawać dorosłych. W takich miejscach cena nie grała roli. Każdy mógł kupić każdego na kilka godzin lub na cały weekend.

Asteria obserwowała ten osobliwy targ zwany nocnym klubem bez odrazy. Była przecież już jedną z nich. Nie miała prawa osądzać dziewczyn sprzedających ciało za pieniądze lub oddających je za fałszywą obietnicę przyszłej sławy.

Po pięciu minutach od wejścia do klubu zaczął przystawiać się do niej pierwszy napaleniec. Nogi do nieba, kształtne piersi i natapirowane czarne włosy działały na facetów jak magnes. Spojrzała w lekko zaczerwienioną twarz dwudziestokilkulatka i rozszerzone mieszanką opiatów źrenice. Zaproponował jej drinka, ale szybko go odprawiła. To raczej nie jego miała tutaj spotkać.

Właściwie to nawet jej agent nie wiedział, kto zażyczył sobie ją dziś poznać.

Dudniąca basem cisza trwała kilka krótkich minut. Ktoś usiadł na wolnym stołku obok z kolejną propozycją. Skierowała wzrok w jego stronę, ale głos uwiązł jej w gardle. Do Asterii, modelki z dwuletnim stażem w madryckim światku reklam i fotografów uśmiechał się sam Draco Malfoy.

W pamięci poszukała znanych jej faktów o piłkarzu. Sportowe nagrody, niebotyczne kontrakty z reklam, drogie samochody i upodobanie do dziewczyn wyglądających jak tanie dziwki. Czy z którąś wytrzymał choćby pół roku? Chyba nie... Hiszpańskie brukowce przed jego przyjściem do Madrytu spekulowały, że co miesiąc ktoś inny sypia w jego łóżku.

Kilka dni pokazywania się w towarzystwie znanego sportowca znacznie zwiększyłoby jej wartość na rynku. Tylko czy potem mogłaby patrzeć w lustro?

Umiał flirtować, mówić o niczym, a rozbrajający uśmiech nadawał mu urok dużego chłopca, który doskonale wiedział, że nigdy nie musi rezygnować z marzeń i dorosnąć.

Zastanowiła się, czy jego poprzednie dziewczyny też dawały się tak łatwo zwabić na przystojną twarz i wysportowane ciało. Zapewne działał też efekt samego nazwiska. Kiedy te szare, bystre oczy całkowicie skupiły się na niej, wszystko przestało istnieć. Nawet muzyka zdawała się cichnąć.

Dopiero po dwóch randkach zorientowała się, że coś jest nie tak. Draco nie pchał rąk pod jej sukienkę, nie namawiał na spędzenie upojnej nocy w jego ramionach. Kiedy wreszcie zebrała się w sobie i chciała pocałować piłkarza, ten zaprosił ją do domu, by poznała jego matkę. Potem wszystko potoczyło się równie gładko, jak cała kariera Draco Malfoya.

Asteria czuła się trochę jak nowicjuszka stawiająca pierwsze kroki w szanowanym zakonie. W ciągu miesiąca zyskała status dziewczyny jednego z najlepiej opłacanych sportowców świata i miała go utrzymać przez co najmniej kolejne dwa lata. Taka była umowa.

Narcyza Malfoy instruowała ją w wielu sprawach dotyczących stroju, zachowania i towarzystwa, w jakim powinna się teraz obracać. Nie doradziła jej jednak co robić w obecności innych WAGS. Po dwóch meczach Malfoya oglądanych z wysokości loży honorowej Santiago Bernabeu zyskała nieco rozeznania. Towarzyszki piłkarzy miały swoją niepisaną hierarchię. Na jej szczycie były żony i narzeczone, dalej dziewczyny w poważnym wieloletnim związku, dziewczyny z którymi dany piłkarz sypiał albo chciał się przespać, a na samym dnie dziewczyny, które desperacko kleiły się do facetów w nadziei na poprawę swojego statusu. Te, które obdarzyły sportowców potomstwem, były bardziej szanowane. Te, które żyły wyłącznie dzięki kartom kredytowym swoich kochanków, traktowano lekceważąco.

Asteria znalazła się w tej samej kategorii, co Tracey Davis. Nieco starsza koleżanka szybko zaoferowała się wziąć ją pod swoje skrzydła. Mówiła dużo o pozostałych dziewczynach, ale młoda modelka wzięła do siebie ostrzeżenie Narcyzy Malfoy – towarzyszce Charliego Weasleya nie można ufać.

Podobno kiedyś, według katalońskich dziennikarzy, próbowała usidlić Dracona, niestety bezskutecznie. Wobec tego Asteria postawiła na jak największą neutralność w kontaktach. Nie wpraszała się sama na babskie pogawędki, czasem odmawiała udziału we wspólnych wypadach na zakupy wymigując się pracą, ale zaproszenia do Walencji nie mogła zignorować.

Tak znalazła się na Mestalli wśród czterdziestu tysięcy widzów oglądających rewanżowe starcie pomiędzy miejscową ekipą a Realem Madryt w ćwierćfinale Pucharu Króla.

Siedziały na miejscach dla vipów na świeżym powietrzu i panna Davis musiała przekrzykiwać tłum, by cokolwiek do Asterii dotarło.

Tracey paplała przez dobre pół godziny oglądając rozgrzewkę piłkarzy, że żony Theo Notta i Michaela Cornera są strasznie zadufane, że mała Pottera jest dziwna i lepiej się z nią nie zadawać. W ogóle jaka szanująca się dziewczyna piłkarza może zajmować się czymś tak trywialnym jak studiowanie sztuki nowoczesnej? Panna Davis poleciała za swoim facetem do Walencji po to, by go wspierać, bo przeżywa trudne chwile. Trener się na niego uwziął. To pierwszy ze szkoleniowców, który nie uważał jej Charliego za żywą legendę własną piersią broniącą honoru klubu.

Asteria udawała, że jej słucha. Co jakiś czas kiwała głową i nawiązywała kontakt wzrokowy. Jej zainteresowania sportowe ograniczały się do siłowni i utrzymania sylwetki. Starała się mimo wszystko skupić się na tym, co działo się na murawie i odgadnąć, czy ekipa Draco wygląda lepiej, czy też gorzej od gospodarzy.

W trzynastej minucie spotkania powstało zamieszanie pod bramką gości. Weasley wbiegł pomiędzy zawodników z pola walcząc o piłkę. Jego ubiór odcinał się intensywną, jasną czerwienią od pozostałych zawodników. Kibice zaczęli buczeć i gwizdać. Bramkarz wybił piłkę ale arbiter zatrzymał grę. Charlie odwrócił się plecami do pozostałych piłkarzy i w geście frustracji zdjął jedną z rękawic. Wyszedł poza linię boiska i przykucnął kładąc obie dłonie płasko na trawie. Asteria dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że nie słyszy natrętnego głosu koleżanki.

Na boisko wbiegli medycy z Madrytu i miejscowi sanitariusze.

- Charlie…

Tracey wstała ze swego fotela. Zakryła dłońmi usta i całą uwagę skupiła na swoim chłopaku.

Po trybunach przeszedł szmer. Klubowy lekarz w skupieniu oglądał jego dłoń, pytał go o coś. Z daleka było widać, jak bramkarz potrząsa głową.

- Boże, Charlie!...

Trener Realu wysłał rezerwowego bramkarza na rozgrzewkę. Tymczasem Weasley zdrową dłonią zasłonił twarz, żeby ludzie skupieni przed telewizorami w kilkudziesięciu krajach na świecie nie widzieli jego bólu.

Jeszcze raz potrząsnął głową, podniósł rękawice i w asyście sanitariuszy opuścił boisko.

Tracey Davis blada jak ściana pobiegła do najbliższego wyjścia.