John wyczuwał zdenerwowanie Strażnika i nie wiedział dlaczego ta emocja nagle wypełniła przestrzeń między nimi. Instynktownie wyciągnął dłoń, aby jakoś temu zaradził i Rodney splótł ich palce razem, a potem pocałował go w kłykcie. Gdyby zrobił to ktokolwiek inny – John uznałby go za wariata, ale McKay całujący go w ten sposób miał po prostu sens. Była to oznaka szacunku, może troski i z tym John mógł pracować na dłuższą metę. Już niedługo zresztą miał przyjść czas, gdy nie będzie w stanie odróżnić emocji swoich od uczuć, które targają Rodneyem.
McKay wpatrywał się w niego dłuższą chwilę i John zastanawiał się co mężczyzna zaraz powie. Ta cisza dobijała go, a czuł wyraźnie, że Strażnik jest skrępowany. Co nie powinno się pojawić między nimi, nie po wczorajszej nocy. Może jednak właśnie o to chodziło. O sam fakt, że byli w pewien sposób sobie jeszcze obcy, a kilka godzin wcześniej doświadczyli czegoś tak intymnego co stawiało ich w niepewnym punkcie. Był przyzwyczajony do współdzielenia emocji, ale Rodney zapewne całe życie unikał kontaktu. To musiało być mu obce, a w połączeniu z faktem, że naprawdę minęło sporo czasu od ostatniego razu – John widział tylko chaos emocjonalny. I teraz wszystko nabierało sensu.
Uśmiechnął się lekko, przysuwając się bliżej do mężczyzny, który zajmował prawie połowę jego łóżka. Nie chciał przypominać skradającego się kota, ale odkąd zaczął na nowo trenować z Fordem, jego ruchy stały się płynne i pewne, jak lata temu, gdy nadal był w aktywnej służbie.
Objął wolną dłonią policzek Rodneya, czując się trochę jak nastolatek, który przemycił do swojego pokoju swoja pierwszą miłość. Zresztą jego puls lekko podskoczył, gdy Strażnik spojrzał mu prosto w oczy i ten błękit był tak cudowny, że John nie mógł się oprzeć. Pocałował Rodneya delikatnie w usta, nie żądając do nich dostępu. To miała być zwykła oznaka czułości, może trochę nawiązanie do poprzedniej nocy, ale powinien był przewidzieć, że McKay nie należał do najbardziej cierpliwych ludzi. John szybko znalazł się na kolanach Strażnika, którego dłonie mocno przytrzymywały go za biodra. Normalnie między nimi była spora różnica wzrostu, ale ta pozycja ją tylko bardziej podkreślała.
- Nie powinniśmy siedzieć odwrotnie? – spytał John i zamierzał być tylko trochę dupkiem.
Oczy Rodneya zrobiły się trochę bardziej okrągłe.
- Tak, tak. Oczywiście. Nie powinienem był zakładać, że… - zaczął Strażnik i John prychnął, orientując się nagle w czym problem.
- Rodney – powiedział, przytrzymując mężczyznę pod sobą. – Lubię czasem być pieprzonym. Przez ciebie tym bardziej. Po prostu trudno cię całować, gdy jesteś pół metra poniżej – przyznał.
Strażnik zamrugał, jakby dopiero teraz to do niego dotarło, a potem położył się całkiem na łóżku, ciągnąc za sobą Johna, który nie mógł się nie zaśmiać. To oczywiście było najprostsze rozwiązanie, które umysł Rodneya znalazł w ciągu kilku sekund.
- Jesteś taki bezpruderyjny – prychnął McKay naprzeciwko jego ust.
Może John miał nigdy tego nie usłyszeć, bo Strażnik miał tendencje do gadania do siebie, ale nie mógł tego tak po prostu zostawić.
- A jaki powinienem być? – spytał ciekawie. – Jakim mnie widzisz?
Sądził, że to zajmie na trochę myśli Rodneya, ale ten zaczął wodzić palcami po jego klatce piersiowej, raz po raz niby przypadkiem zahaczając o jego sutek. I nie mieli wcale skończyć na całowaniu. John czuł wyraźnie jak twardnieje w spodniach. Strażnik musiał zauważyć unoszący się w powietrzu ciężki zapach podniecenia. Nawet John go odbierał, a jego zmysły nie działały nigdy aż tak sprawnie.
- Dalej jesteś moją włochatą truskawką – przyznał McKay bez żenady.
I to nigdy nie był ich wewnętrzny żart. Jakkolwiek śmiesznie nie brzmiałoby to dla pobocznych świadków – Strażnik wyrażał tak zainteresowanie jego osobą. John w końcu nie był tylko emocją, tylko uczuciem czy zapachem. Był czymś konkretnym i miał swoje miejsce w umyśle Strażnika. I włochata truskawka brzmiała po prostu słodko, czego przenigdy nie przyznałby na głos.
- Jesteś jednak tradycjonalistą – ciągnął dalej McKay. – Zostawiłeś we mnie nić tak jak robiono to w starych romansach i byłeś urażony tym, co zrobiła Jeannie. To nie jest zachowanie współczesnych. Nie dotykałeś mnie, gdy to nie było konieczne, zachowując dystans. Teraz intymność jest na sprzedaż…
- Nie mógłbym - zaczął John i urwał.
Nienawidził prowadzić, gdy był otoczony przez ludzi. Dlatego wyprosił wtedy Jeannie. To co się działo wtedy zawsze było pomiędzy nim i Strażnikiem. Zbyt wiele emocji wyciągał na wierzch, aby czuł się komfortowo z tym, że byli obserwowani. Nie był ekshibicjonistą w każdym znaczeniu tego słowa. I czuł, że Strażnik popiera to.
- W tych wszystkich filmach pokazują jak dwoje ludzi się dotyka, a nie mają nawet pojęcia jak wiele informacji to niesie – podjął Rodney, unosząc jego dłonie do kolejnego pocałunku. – Wiedziałem jak smakuje twój oddech. Byłeś wtedy tak blisko, że czułem zapach pasty do zębów, której użyłeś rano. I taniej kawy, którą macie w automatach szpitalnych. Czułem na tobie zapach kilku osób, ale przede wszystkim twój. Tak bardzo ciężki, pełen czegoś, przywołujący mnie. Wiedziałeś, że twoje dłonie mają zgrubienia? Teraz zastanawiam się czy powstały od używania broni czy od drążka w samolocie. Może jednak to teraz wina skrzyni biegów – ciągnął dalej Rodney i John nie mógł oddychać.
Strażnik wpatrywał się w niego swoimi szeroko otwartymi oczami, jakby chciał chłonąć każdy szczegół jego istoty. I było w tym coś o wiele zbyt intensywnego. A John sądził, że spektakularny seks mają już za sobą i nic go już nie zaskoczy.
- Wiedziałem, że twoje ciało pokryte jest włoskami. Mogłem je wyczuć na palcach twoich dłoni. I mimo tych wszystkich informacji, nie miałem pojęcia jak wyglądasz. I to nie miało znaczenia – przyznał Rodney, unosząc się na łokciach.
John musiał się wyprostować i znowu siedział na kolanach mężczyzny. Strażnik jednak wpatrywał się w niego z fascynacją, która przekraczała normalne ludzkie normy. I może dlatego opowiadano, że Strażnicy przenosili stosunek na całkiem inny poziom. Rodney na pewno miał to w sobie. I nie musiał się nawet starać.
Oddech uwiązł mu w gardle, gdy Strażnik wsunął swoje dłonie pod jego koszulkę, a potem podciągnął do góry materiał, odsłaniając jego klatkę piersiową. Skojarzenie z grizzly wróciło niechciane, ale Rodney nie wydawał się mieć nic przeciwko włosom, które gęsto porastały jego pierś. Teyla zawsze mówiła, że wyglądał bardzo męsko i dostrzegł parę razy, że Jennifer zagapiała się na niego, gdy się przebierał. Szczególnie w lecie, gdy z Rononem spędzali każdą wolną chwilę na plaży, a potem opaleni wracali do pracy. Teraz jednak jego skóra dawno nie doświadczyła słońca, a Rodney wodził palcami po jego odsłoniętych plecach tak leniwie, że jego nerwy protestowały. Nigdy nie sądził, że stanie się tak wrażliwy od czyjegoś spojrzenia, ale jego ciało płonęło.
Kiedy Rodney w końcu wziął do ust jego sutek, John wygiął się w łuk, nie przejmując się wcale tym, że jego penis ocierał się teraz o brzuch mężczyzny. I może ta pozycja była idealna do całowania – jednak. Nie zamierzał się nigdy kłócić z Rodneyem w tej kwestii. W końcu to Strażnik był rezydującym tutaj geniuszem.
Rodney wbił swoje palce w jego plecy, przytrzymując go skutecznie, gdy jego język zataczał leniwe kółka wokół wrażliwego wzgórka. Gdyby John był dziesięć lat młodszy, może doszedłby tylko od tego, bo czuł płynącą radość od Strażnika oraz cholerną satysfakcję. Możliwe, że Rodney był tak z siebie dumny, bo John nie mógł usiedzieć spokojnie, gdy te cholerne usta torturowały go z pełną siebie świadomością. Nigdy nie spotkał kochanka, który skupiałby się równie mocno na przedmiocie badań, ale Rodney wydawał się całkiem pochłonięty zajęciem. I nie odpuszczał nawet wtedy, gdy sensacja stała na skraju dyskomfortu i bólu. I John nie wiedział co jest lepsze, bo ten jeden maltretowany punkt był jakoś magicznie połączony z jego fiutem. Zapewne naginając czasoprzestrzeń, wysyłał sprzeczne sygnały. Rodney podniecał go, a jednocześnie ewidentnie sprawiał mu cierpienie. A może to był ból przyjemności – John nie wiedział dokładnie, a jego umysł powoli przestawał pracować.
I jęknął, gdy Strażnik oderwał się w końcu od niego, a potem nacisnął na jego sutek palcem, jakby chciał się upewnić, że John naprawdę będzie go czuł przez następne kilka dni. John wątpił, aby miał jakikolwiek wybór w tej kwestii. I nawet się nie wzbraniał, gdy Rodney ruszył do jego drugiego sutka. Symetria była ważna w ich świecie, podobnie jak emocje, ale John już po chwili czuł się przeładowany. Pod jego powiekami – zaciśniętymi do granic możliwości – formowały się łzy, a jednocześnie nie potrafił powiedzieć Rodneyowi STOP. Nie, gdy to wszystko było tak wspaniałe.
Strażnik ewidentnie testował wody. Nie wiedział wiele więcej od Johna. Może wiedział wręcz mniej, bo wydawał się mocno zaskoczony, że jego działa zostawiły Johna dyszącego i zarumienionego. Rodney nawet spojrzał w dół na jego spodnie, gdzie jego penis próbował utworzyć cholerny namiot, ale szorstki materiał dżinsów mu to uniemożliwiał. A potem Strażnik zerknął na niego z niewinnością na twarzy wypisaną. Jego oczy, chociaż zamglone wydawały się nie rozumieć, że tak – to on to zrobił. I w tej dziwnej nieśmiałości było coś ujmującego, bo seks nie był tematem, w którym Rodney czuł się swobodnie, a jednocześnie John nie po raz pierwszy miał ochotę nazwać go geniuszem. Wirtuozem – przynajmniej jego ciała.
Miał ochotę zedrzeć z siebie spodnie, ale nie był w stanie się poruszyć. Jego ciało było dziwnie ciężkie, a pulsujące sutki owiewało zimne powietrze wypuszczane przez klimatyzator, nie ułatwiając mu myślenia. Jedyne co miał przed oczami to opuchnięte od pocałunków usta Rodneya. Jego głowę wypełniało wspomnienie tych warg na jego sutkach.
- Rodney – wychrypiał, trochę zaskoczony, że udało mu się coś powiedzieć.
Może to była zresztą prośba, bo Strażnik spojrzał na niego, jakby czekał aż John będzie kontynuował. On jednak nie potrafił odnaleźć właściwych słów, co wcale nie było dziwne. Wokół działo się za wiele. W nim działo się za wiele. Jego sutki pulsowały. Jego krew krążyła w żyłach, gorąca i napędzana adrenaliną. Czuł się tak, jakby leciał, ale to było zbyt mało. Chciał spaść – tylko wtedy byłby nieważki. A chciał tego. Cholernie tego chciał i Rodney mógł mu to dać.
- Czego chcesz John? – spytał Strażnik miękko.
John polizał usta, a może je przygryzł. Nie był pewien. Sensacje mieszały się ze sobą, gdy Rodney wodził palcami po jego plecach. I to pewnie powinno go uspokajać, ale zostawiało takie wrażenie, jakby jego skóra płonęła.
Rodney poruszył się lekko pod nim i był tak słodko twardy. John cholernie mocno chciał to poczuć w sobie. Najlepiej od razu. Może powiedział to na głos albo Rodney sięgnął do niego poprzez więź – skoro to teraz jego Przewodnik odleciał – bo mężczyzna zsunął go ze swoich kolan i ułożył wygodnie na łóżku. John był tak bezwolny jak nigdy i nie uniósł nawet bioder, gdy Strażnik ściągał z niego spodnie. Usta Rodneya zresztą szybko wróciły do jego klatki piersiowej, na szczęście zostawiając na niej tylko mokre pocałunki, które zapewne miały go rozproszyć. John prawie przegapił fakt, że Strażnik miał w nim już nie tylko jeden, ale dwa palce. I wypełniał go tak doskonale jak tylko mógł. Czas płynął nie-ciągle, co pewnie zafascynowałoby Rodneya, John jednak by ł zirytowany, bo jego każde mrugnięcie okiem oznaczało, że dostrzeże Strażnika gdzie indziej. McKay całował go, a po chwili już uginał jego kolana, oplatając jego nogami swoją talię. John nie wiedział nawet kiedy Strażnik pozbył się własnych ubrań. I chciał tak bardzo sięgnąć do góry, aby dotknąć gładkiej piersi Rodneya, ale jego dłonie nie chciały go słuchać. Strażnik tymczasem wszedł w niego i to było jak porażenie prądem. John powinien był się tego spodziewać, skoro sam dotyk rąk doprowadzał go do wrzenia. Teraz czuł każdy centymetr długości Rodneya, a każde pchnięcie wypompowywało powietrze z jego płuc. Zaciskał się spazmatycznie na penisie Strażnika, nie mogąc się powstrzymać, a Rodney szybko zaczął wydawać z siebie dławiące jęki, które podniecały go tylko bardziej. Byli jak niekończona się spirala doznań – nakręcali się wzajemnie i wydawać by się mogło, że to nigdy nie będzie miało końca.
Strażnik był tak twardy, że pewnie mógłby ciąć szkło. I John czuł wyraźnie, że obaj są już na granicy wytrzymałości – jeśli nie fizycznej to właśnie emocjonalnej, bo Rodney nie spuścił go z oka nawet na chwilę. I w tych oczach było wszystkiego za wiele, a gdy Strażnik dotknął spoconą ręką jego twarzy z czułością, do której John nie był przyzwyczajony – tego było już dla niego za wiele.
Jego całe ciało wygięło się w spazmach i jego plecy nie przylegały już do łóżka. Przez sekundę wystraszył się, że to napad padaczkowy, ale jego penis wyrzucał z siebie nasienie tak gwałtownie, że poczerniało mu przed oczami. Usłyszał wyraźnie jak Rodney przestaje oddychać i zapewne zaniepokoiłoby go to, gdyby nie to, że mężczyzna rozlał się ciepłym nasieniem w jego wnętrzu, a potem upadł na niego bez sił.
Leżeli przez kilka minut wypompowani, a Strażnik wplótł palce w jego włosy, głaszcząc go delikatnie, jakby John był czymś drogocennym. Objął Rodneya mocniej, wiedząc, że jeszcze kilka minut i zaczną tracić ciepło. Nie miał jednak aż takich ambicji, aby nakryć ich kołdrą. To oznaczałoby ruch, a na to nie był jeszcze gotowy. Jego nogi były jak z waty i dopiero teraz odzyskał czucie w rękach. Jego sutki bolały i piekły, więc zapewne skóra była naruszona i już niedługo zapewne miały się tak uformować charakterystyczne malinki. Rodney był zafiksowany na punkcie ssania, ale nie zamierzał jego tłumaczyć Fordowi. Aiden był dostatecznie zszokowany śladami na jego szyi.
- To było… - zaczął Rodney i urwał.
John w pełni się zgadzał.
- Następnym razem zrobimy to jednak, gdy będziemy bardziej przytomni – dodał jeszcze, ponieważ nie podobały mu się te przeskoki.
Chciał widzieć jak Rodney się dla niego rozbiera. Chciał czuć dotyk tych palców w sobie odrobię dłużej. Nigdy jakoś nie pociągał go szczególnie seks analny – zawsze potrzebował czegoś dodatkowego, aby dojść, ale Rodney zmienił zasady gry. Jeśli tak miało wyglądać ich pożycie seksualne, mógł znosić komentarze i żarty marines na temat jego dziwnego chodu.
Rodney zachichotał w jego ramię i John zdał sobie nagle sprawę, że Strażnik jest cholernie ciężki. Jego niewielkie łóżko na pewno nie było przeznaczone dla dwóch dorosłych mężczyzn, więc nie spodziewał się odprężającego snu tej nocy. Może zresztą Rodney planował wrócić do siebie. Nigdy nie rozmawiali o aranżacjach mieszkaniowych, a Strażnik wydawał się kochać własną przestrzeń. John nie zamierzał jej mu odbierać. W pełni rozumiał potrzebę samotności.
- Byłem całkiem przytomny – prychnął Rodney.
- Jasne – odparł John, poznając ten ton.
- Oczywiście, że tak. I nic nie poradzę na to, że moje genialne zdolności… - zaczął mężczyzna, ale John przyciągnął jego twarz do pocałunku.
Kiedy w końcu wypuścił go z rąk, Rodney wydawał się niemy, co sprawiło mu prawdziwą przyjemność. Nie każdy miał okazję widzieć McKaya w tym stanie – cichego i posłusznego.
- Byłeś półświadom – powiedział John, ale to jakoś go nie trapiło. – Nie wiem co to było, ale możemy to powtórzyć. Bardzo chętnie to powtórzę – przyznał, ponieważ skoro Rodney miał problem z mówieniem o seksie, będzie to robił za nich dwóch. – I masz trochę genialne zdolności, co akurat powinno być oczywiste, skoro jesteś geniuszem. Sądziłem jednak, że nie lubisz marnować czasu na stwierdzanie oczywistości – dodał, starając się wzruszyć ramionami, ale Rodney mu to skutecznie utrudniał.
Strażnik zresztą zmrużył lekko oczy, doskonale odczytując jego sarkazm. Jak zawsze było to zaproszenie do słownych przepychanek i chociaż John był zmęczony – potrzebował szybo oczyścić swój umysł. Ta mgiełka była nie do zniesienia. A nikt nie działał na niego tak pobudzająco jak Rodney. Szczególnie sprowokowany.
- Widzisz, niektórzy dalej nie pojmują czegoś tak oczywistego i przez to muszę marnować czas dla ich dobra – odparł Strażnik bez chwili zawahania i John roześmiał się, bo to była jedyna prawidłowa odpowiedź.
A potem zdał sobie nagle sprawę, że nie rozmawiali wcześniej o poprzedniej nocy, a dzisiaj Rodney wbrew tonowi, który teraz miał – nie był taki pewny.
- Ale jesteś jednak geniuszem, więc jeśli planujesz jeszcze raz dzisiejszej nocy dojść, jestem jak najbardziej chętny i gotowy do pracy nad tym wspólnym projektem – przyznał bez żenady.
Na twarzy Rodneya pojawił się lekki rumieniec, ale mężczyzna roześmiał się tuż po chwili.
