Rodney czuł się tak, jakby całe jego ciało stało w ogniu. Przewodnik wydawał się doskonale o tym wiedzieć, a jednak nadal wodził po nim tymi swoimi długimi silnymi palcami. Nie był pewien do końca czy to jego kara czy nagroda. John nie podawał na człowieka, który się mści, ale jego jądra były tak ciężkie, że gdy rozsunął nogi, aby sobie ulżyć chociaż trochę, zsunęły się pod wpływem grawitacji tak nisko, że czuł jak jego skóra się naciąga. I to nie mogło być normalne. Całe jego ciało pulsowało i nagle był całkiem świadom najmniejszego nawet muśnięcia usta Johna.
Mężczyzna był bogiem albo diabłem. Albo to wszystko po prostu było związane z faktem, że jako jego Przewodnik – po prostu doskonale go znał.
- Hej – wyszeptał John w jego ucho i pewnie to miało przyciągnąć uwagę Rodneya, który tak bardzo chciał teraz po prostu odlecieć.
Skupić się na jakimś dźwięku – może ich ciężkich oddechów. Albo uczuciu, które wypełniało go teraz od środka. Nie potrafił jednak, gdy był tak mocno - och tak bardzo! - świadom obecności Przewodnika.
John pochylił się na jego sutkiem i Rodney poczuł jak jego oczy rozszerzają się. Te dwa guzki pulsowały czymś, co potrafił nazwać tylko mieszaniną bólu i przyjemności. John wracał do nich raz po raz i stały się tak wrażliwe, że jego penis drgał w powietrzu za każdym razem, gdy ten mokry język się z nimi stykał. Rodney słyszał o podobnych praktykach i na pewno należało porozmawiać o tym wcześniej. Albo coś. Jednak w ruchach Johna nie było agresji czy chęci dominacji. Przewodnik chyba chciał mu coś pokazać. Możliwe, ze chciał przekonać Rodneya, że ten jest w stanie dojść nawet, gdy jego członek styka się tylko z powietrzem, a jedynym co stymuluje ten ważny dla niego organ to przypadkowe podmuchy wiatru.
I normalnie roześmiałby się przednio rozbawiony, gdyby nie fakt, że jego członek wyrzucił z siebie zaskakująco sporą porcję spermy, gdy pociemniało mu przed oczami. I po prostu czuł jak nasienie przepływa przez jego obolały już sprzęt, którym nikt się nie zajął, bo John wolał zapamiętale lizać jego sutki. Jego jądra wcale nie zrobiły się lżejsze, a drobne włoski, które porastały jego mosznę, stanęły dęba. Normalnie uznałby to za jeden z tych suchych orgazmów, które krążyły w formie legendy pomiędzy mężczyznami, ale Przewodnik już rozmazał dłonią nasienie na po jego brzuchu.
- O fuj – wyrwało mu się.
Nigdy nie lubił zapachu samego siebie, ale teraz kiedy pokrywał on i część Johna – stawał się bardziej do zniesienia.
- Wow – powiedział Przewodnik uśmiechając się do niego w ten sposób, że Rodneyowi podwijały się palce u stóp. – Nie zdążyłem nawet… - zaczął John i po prostu wiedział, że mężczyzna nie będzie próbował z niego zakpić i jest pod wrażeniem.
Nie zmieniało to faktu jednak, że Rodney doszedł jak nastolatek, więc przyciągnął do siebie Przewodnika, skutecznie uciszając go pocałunkiem. Przeważnie też dyrygował ludźmi słownie, ale ten jeden raz zamiast mówić – fizyczną siłą, wciągnął pod siebie większego mężczyznę. John nadal miał spodnie i to było nie do pomyślenia. Jego własny penis chyba nie do końca zrozumiał, że to przed chwilą było orgazmem i powinien opaść, więc Rodney ocierał się o szorstki materiał dżinsów Przewodnika, przeklinając w duchu. Jeśli John nie zamierzał wejść w niego w tym stuleciu – Rodney brał sprawy w swoje ręce.
- Hej, hej, spokojnie – powiedział Przewodnik, głaszcząc go z zaskakującą czułością po udzie.
Możliwe, że Rodney promieniował desperacją, ale natychmiast musiał poczuć coś w sobie. A John się grzebał.
Nigdy nie należał do cierpliwych ludzi, ale najwyraźniej Przewodnik nie uważał tego za irytujące, ale zabawne, bo prychnął, gdy jakimś wojskowym sposobem przewrócił go na plecy. I John usiadł na nim okrakiem balansując biodrami na najbardziej bolesnej – rządnej uwagi – cholernie twardej i wrażliwej – części jego ciała. Rodney prawie zawinął się wokół niego, gdy jego ciało samo oderwało się od łóżka.
- Proszę – wyjęczał, bo godność osobistą mógł zostawić za drzwiami, gdy John pierwszy raz zaczął bawić się jego sutkami.
Nie wiedział nawet, że potrafił wydawać z siebie takie dźwięki. I wtedy nie był zażenowany, ale ten pierwszy orgazm otrzeźwił go i teraz był całkiem świadom tego jak brzmiał w uszach Johna. Wiedział też jak bardzo to cieszy Przewodnika, jaką satysfakcję mu sprawia. Może obaj mogliby się w innych okolicznościach wzajemnie nakręcać, ale czuł się tak pusty, że wszystko w jego ciele się kurczyło.
- Już – wyszeptał John, sięgając do jego szafki.
Butelka z lubrykantem była do połowy pusta albo do połowy pełna – w zależności czy ktoś był optymistą. A Rodney był, więc cholerna butelka nie miała w sobie na tyle dużo płynu, aby wystarczyło im na dzisiejszą noc. Zamierzał wykorzystać każdą cholerną minutę, którą miał na to, aby dotykać i całować – i dochodzić. To kategorycznie było najważniejsze, bo chociaż te niespieszne muśnięcia Johna miały swój urok, przegrzały mu mózg. Jeśli taki był plan – został zrealizowany w stu procentach i chciał wyć, gdy Przewodnik o wiele zbyt wolno ściągał swoje ubranie. Sukienki i spódnice były pod tym względem dużo praktyczniejsze, ale coś mówiło mu, że John nie zmieni swoich przyzwyczajeń ubraniowych tylko po to, aby w tempie hipernapędowym byli w stanie przejść od pocałunków do faktycznego stosunku.
- Hej, hej – powtórzył Przewodnik.
Może było coś fascynującego w tych dwóch sylabach, bo mózg Rodneya je faktycznie rejestrował, a nie miał pewności czy rozumiałby całe zdania w tej chwili. Jedyne co wiedział to to, że John w końcu unosi jego nogi i zaczyna dotykać jego jąder. I nie zamierzał nawet narzekać na to, że jego penis jest poza zainteresowaniem mężczyzny, bo śliski palec wszedł niego z pewnym trudem. Jednak zawsze! Zawsze to już coś i Rodney pchnął w dół, ponieważ John wydawał się nadal zbyt wolny.
- Nie – powiedział krótko Przewodnik, powstrzymując go i coś mówiło Rodneyowi, że powinien się mocno złapać.
A padło na to, że po prostu zacisnął rękę u podstawy swojego członka, żeby nie dopuścić do kolejnego żenująco szybkiego orgazmu. Nie był w ten sposób dość dawno w mężczyzną. I pewnie powinien był powiedzieć Johnowi, bo sensacja nie była aż tak przyjemna, ale Przewodnik poruszał ręką powoli i uważnie, jakby wiedział jak łatwo można byłoby go skrzywdzić. I coś pękało w Rodneyu, bo ostatnim razem ten wyraz skupienia na twarzy Johna widział podczas swojego własnego odlotu, gdy akurat zmysł wzroku się nie przyblokował.
Wsunęły się w niego dwa palce, więc oddychał z trudem, starając się rozluźnić na ile był w stanie. I może to było jednak świetne ćwiczenie, bo nigdy wcześniej nie próbował zwalczać swoich humorów ani radzić obie z emocjami. Był zdany na Przewodników z Centrum, ale dopiero John uświadomił mu jak bardzo go ranił.
- Wejdź we mnie – poprosił całkiem świadom tego, że to za wcześnie.
I John spojrzał na niego zdziwiony.
- Wejdź we mnie – powtórzył, wciągając pod swoje biodra poduszkę.
Przyciągnął do pocałunku Johna, nie pozwalając mu na protest. Jego dłonie były wilgotne ze zdenerwowania, ale i tak chwycił Przewodnika za ramiona, prawie stapiając ich w jedno. Nigdy nie był aż tak świadom swojej siły jak w tej chwili. Objął nogami Johna, trochę zaskoczony jak zawsze, że w tak szczupłym ciele kryje się tyle energii. Przewodnik z łatwością uniósł jego dolną połowę i nakierował się na jego wejście, a potem – och! Tak bardzo powoli! – wsunął się w niego, nie przerywając pocałunku. Rodney wciągnął może odrobine powietrza więcej przez nos, gdy John wydawał się tak wielki, że niemal niemożliwy do przyjęcia, ale to wrażenie znikło szybko, gdy Przewodnik zatopił się w nim aż po sam trzon. I trwali tak przez sekundy, minuty, godziny – całując się, złączeni i w teoretycznym bezruchu. Biodra Johna pracowały jednak, gdy mięśnie Przewodnika walczyły z sobą, aby nie poddać się własnej woli i nie pchnąć dalej. To musiało boleć – może tak bardzo jak członek Rodneya, który ktoś w końcu powinien dotknąć.
- John, już – wyszeptał, gdy obaj wzięli większy wdech, odrywając się pierwszy raz od wielu minut.
John klęczał nad nim, w nim, pozycja nie mogła być wygodna, ale przynajmniej wyrównywała różnicę wzrostu i Rodney mógł całować go po czole, policzkach, szczęce. Nawet powiekach, gdy John zamknął oczy dalej walcząc z sobą.
- Rodney – wysapał mężczyzna z wątpliwością w głosie.
I jak mógł tak wiele wyczytać w jednym słowie?
- Wszystko będzie dobrze – zapewnił go, bo pieczenie ustawało. – Mam plan – dodał.
I John zaczął się śmiać, gdy poruszył w końcu biodrami, a potem ten dźwięk został zdławiony. Przewodnik tak do końca nie załkał, ale niewiele temu brakowało. I spojrzał na Rodneya oczami tak błyszczącymi, że może to tak naprawdę były dwie gwiazdy.
- Jesteś tak… ciasny – wyrzucił z siebie John niemal przemocą.
To stwierdzenie musiało go wiele kosztować, bo gdy w końcu wysunął się z niego całkowicie, Rodney poczuł na policzkach coś mokrego, a gdy spojrzał w górę, zdał sobie sprawę, że Przewodnik nie jest nawet świadom, że z jego oczu spływają łzy. Twarz mężczyzny była wykrzywiona w tak błogiej przyjemności, że Rodney prawie go nie poznawała. I John zaczął się ponownie w niego wsuwać, a jednocześnie jego plecy wyginały się w łuk, więc kąt był całkiem inny i Rodney sam zobaczył własne gwiazdy. Możliwe, że coś wtedy między nimi pękło, bo Przewodnik wchodził w niego coraz szybciej i coraz pewien, dysząc i łkając i wydając z siebie wszystkie te dźwięki, których Rodney wstydził jeszcze kilka minut wcześniej. Jednak gdy pochodziły od Johna – były czystą muzyką. I chciał je słyszeć zawsze.
I zapewne czerpałby przyjemność z obserwowania reakcji kochanka, gdyby Przewodnik bez ostrzeżenia nie obwinął dłoni wokół jego członka.
- Blisko – wychrypiał John i brzmiał jak szaleniec.
Wyglądał zresztą jak wariat również, bo jego źrenice były rozszerzone, włosy potargane i poruszał się jak w amoku obciągając Rodneyowi o wiele zbyt szybko. A jednak doskonale w tym dziwnym szale, który opanował obu ich. I Rodney nie wiedział co wyrwało z niego orgazm – ta ręka, która poruszała się na jego członku czy zapach Johna, który dochodził – truskawek, ale z czymś pieprznym, ostrym, czego nie umiał uchwycić.
Przewodnik upadł na niego, a Rodney nie miał w sobie nawet dość siły, aby przeturlać ich na bok. John zresztą ssał tę część jego skóry na ramieniu, która dostała się w pobliże jego ust.
- Chyba żartujesz – westchnął Rodney, bo zaczynał się formować sporej wielkości ślad.
Jego koszulka powinna go zakryć, ale to nie zmieniało faktu, że John chociaż wyczerpany do granic możliwości – nadal go molestował, jakby nie potrafił sobie odpuścić. I może to miało coś wspólnego z faktem, że Rodney sam dotykał jego pleców – wciąż zaskoczony tym jak cudowna była faktura skóry Przewodnika. Mógłby nie odrywać od niego dłoni przez całe dni. A rajem byłoby, gdyby do tego pił kawę o smaku ust Johna.
Przewodnik przeniósł się kilka centymetrów dalej chyba tworząc nową konstrukcję i Rodney prychnął.
- John – wyszeptał w kark mężczyzny.
Widział doskonale jak na karku Przewodnika włoski stanęły dęba.
- Rodney – odparł John spokojnie, przestając maltretować jego skórę.
Obaj musieli smakować jak pot i seks. I może to właśnie było idealne połączenie. Nić była tak integralną częścią niego, że prawie jej nie zauważał. Przewodnik po prostu był wszędzie. I dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie tyle John sprowadzał go przy odlotach, ale Rodney po prostu cały czas był na haju swoich zmysłów – tylko przekalibrował je w innym kierunku.
Żyli w dziwnej homeostazie, gdzie John był powodem jego odlotów i jako jedyny potrafił go z nich sprowadzić. To było tak cudowne, że prawie w to nie wierzył. Potrafił jednak dostrzec na skórze Przewodnika najdrobniejsze zmiany jak pieprzyki, które zaczynały się formować. Czy linia opalenizny, która powstała, gdy John biegał z Rononem. Wokół łańcuszka nieśmiertelników zawijały się mikro włoski i John zapewne nawet nie był tego świadom. Krople potu zaczynały zasysać na skórze i Rodney był nawet w stanie znaleźć te, które sam naniósł na tę cudowną powierzchnię.
- Odpływasz? – spytał John ciekawie, układając się w końcu na boku i Rodney miał już nie tylko centymetry skóry do obserwacji.
Oczy jego Przewodnika były cudowne, chociaż coś podpowiadało mu, że zmęczenie, które przychodziło z wiekiem i doświadczeniami zapewne przyciemniło ich blask.
- Tak – przyznał szczerze.
Nie bał się jednak tego zawieszenia w czasie i przestrzeni. Ono raz w życiu dawało mu szczęście.

John sunął palcem po jego nagim ramieniu, gdy obaj wyszli spod prysznica i ułożyli się wygodnie na jego łóżku. Poprosił Jeannie kilka dni wcześniej o zamówienie nowych – większych mebli. Szafy, do której zmieściłyby się nie tylko jego ubrania, drugiego biurka i największego łóżka jakie znajdzie. Nie mrugnęła nawet okiem chociaż skomentowała to ostatnie w charakterystyczny dla siebie sposób. I chwała wszystkim, że żaden z marines nie słyszał ich rozmowy. Nie spytał Johna czy ten wprowadzi się do niego, ale i tak planował w przód. Zamierzał najpierw oddzielić całe piętro dla nich. Chciał ciszy i spokoju – namiastki domu w miejscu, w którym obaj pracowali.
- Kiedy masz ten bal? – spytał John ciekawie.
Rodney wziął głębszy wdech.
- Nie wiem. Pewnie pójdziemy na pierwszą imprezę, o której powie mi Jeannie – odparł, a potem zdał sobie sprawę, że jednak nie dopełnił formalności. – To znaczy zapraszam cię. Nie zakładam, że pójdziesz… Po prostu zapraszam cię oficjalnie. Jeśli chciałbyś ze mną pójść byłbym zachwycony – zaczął bełkotać bez ładu i składu aż John przyłożył mu palec do ust, skutecznie go uciszając.
I to było fascynujące, bo całe ciało Przewodnika pachniało jego żelem pod prysznic, a jednak nie straciło aromatu truskawek. Kiedy wymsknęło mu się coś podobnego przy Rononie, sądził, że John się wścieknie. Nie wyglądał na jednego z tych delikatnych facetów – stereotypów, które chodziły po tym świecie. Z ciemnymi włosami na przedramionach i kilkudniowym zarostem – wyglądał na jednego z tych męskich twardzieli, przy których nie wspomina się o truskawkach. I już wtedy Rodney powinien zdać sobie sprawę z tego jak inteligentny jest jego Przewodnik. Poczucie humoru i dystans do siebie były dwiema rzeczami, o których Jeannie mówiła jak o wyznacznikach IQ. Zazwyczaj wspominała o tym, gdy chciała go urazić, bo sam nie miał ani jednego ani drugiego – jednak coś w tym było.
- Zechcesz mi towarzyszyć? – spytał w końcu Rodney, robiąc głębszy wdech.
- Wiesz kto tam będzie? – zainteresował się John. - Kto przeważnie chodzi na takie spotkania?
Rodney wzruszył ramionami.
- Jeannie zapewne mogłaby ci dostarczyć listę. Zna tych wojskowych i polityków. Wspominała o senatorach… - urwał niepewnie.
John skinął głową, jakby przyjmował to do wiadomości.
- Politycy i wojskowi. Tych jestem w stanie znieść – stwierdził Przewodnik i Rodney odetchnął z ulgą. – Będę musiał oddać do czyszczenia mój mundur – dodał po chwili. – Wreszcie zobaczę cię w czymś innym niż w laboratoryjnym fartuchu – zażartował i Rodney poczuł rumieniec na twarzy.
- Widziałeś mnie w garniturze –przypomniał mu ostrożnie. – Nic szczególnego.
John prychnął.
- Armani wyciąga z ciebie co najlepsze – odparł jego Przewodnik kompletnie go zaskakując. – Pewnie nie masz nawet pojęcia jak dobrze tam wyglądałeś. Nie powinieneś jednak chodzić w czerni. Jesteś dość blady i twoje oczy przestają być takie błękitne… - urwał John.
Rodney przełknął nadmiar śliny z niedowierzaniem, przyglądając się rumieńcowi, który zaczął pokrywać skórę Przewodnika. Temperatura w pomieszczeniu wzrosła lekko, a może ten pożar po prostu został wzniecony przez słowa Johna.
- Tobie naprawę podobają się moje oczy – powiedział z niedowierzaniem, przypominając sobie jak Przewodnik żartował przy jego siostrze jeszcze kilka godzin wcześniej.
Wtedy nie potraktował tego na poważnie, bo ton Johna był lekki – jak zawsze, gdy mężczyzna się z nim drażnił.
John spojrzał mu prosto w oczy i uśmiechnął się jakoś dziwnie nieśmiało.
- Nie okłamałbym cię – powiedział Przewodnik, wydymając usta. – Po prostu nie chcę dokarmiać twojego ego, które już wypełnia naszą galaktykę.
- A co z innymi galaktykami? – spytał Rodney całkiem poważnie. – I tymi, których jeszcze nie odkryliśmy?
John uderzył go w ramię, posyłając go na łopatki, a potem wciąż się śmiejąc, pocałował go w usta.