Harry naprawdę odetchnął z ulgą, gdy Hermiona nie wypytywała jak poszła rozmowa z Ronem. Nie chodziło jedynie o sam fakt, że nie chciał jej powtórzyć słów ich wspólnego szkolnego przyjaciela. Do tej pory po prostu sądził, że nie będą angażować go w ich rozwód. Że nie będzie musiał stawać po którejkolwiek ze stron, ale sytuacja diametralnie się zmieniła i nie sądził, aby teraz miał taką możliwość. Ron dość skutecznie mu to uniemożliwił.
Dom był nieprzyjemnie cichy, gdy zamknął się w swoim pokoju podkurczając nogi na o wiele zbyt wielkim łóżku. Remont był konieczny i przeprowadził go z radością każdego, kto pierwszy raz posiada swojego cztery ściany. Kiedy pieniądze zaczęły się kończyć, po prostu zmniejszał ilość pomieszczeń, które wymagały przeróbek i część stryszku, chociaż nie groziła zawaleniem – na pewno nie stanowiła przyjemnego widoku.
Hermiona musiała pracować nad czymś usilnie, ponieważ nie słyszał nawet jej kroków, a przeważnie, gdy dopiero zaczynała swoje przemyślenia – kręciła się w kółko po swoim pokoju albo salonie, mamrocząc coś pod nosem niezrozumiale. Nigdy nie wiedział jakim językiem w takich chwilach posługuje się jego przyjaciółka, ale nie brzmiało to jak angielski.
Sam wpatrywał się w sufit, z którego usunięto pęknięcia. Kamienica Syriusza stanowiła miejsce zbiorcze dla Zakonu przez wiele długich lat, ale nikt o nią nie dbał. Stworek nie znał tak zaawansowanych zaklęć konserwujących, co przynajmniej tłumaczyło jego frustrację. Każdego dnia musiał obserwować jak jego dom rozpada się na kawałki.
Nigdy nie zastanawiało go dlaczego Ron wpadał pomóc jedynie w okresie, gdy Harry spotykał się z Ginny. Musiało mieć to coś wspólnego z jego, podobną do siostry, wizją małżeństwa. Ginny była zafiksowana na punkcie wspólnych dzieci i porzucaniu kariery. Brzmiało to teraz niezwykle znajomo, chociaż Hermiona też zapewne zdała sobie sprawę dopiero teraz.
Nigdy nie spytał dlaczego tak wcześnie zdecydowali się na dzieci. Ron i Hermiona dopiero zaczynali swoje kariery w Ministerstwie. Mieli przed sobą całe życie, a teraz najważniejszym punktem nie będą bliźniaki, ale rozwód, który wisiał nad nimi niczym miecz Damoklesa. Sam też zaczynał odczuwać presję, bo chociaż Hermiona prosiła go o nieobieranie stron – już to zrobił z pełną świadomością.
Przetarł oczy, odkładając okulary na stoliczek. Mógł już dawno naprawić wzrok, ale z czasem jego wada stała się też znakiem charakterystycznym. Niczym blizna na czole, której nie udało się do tej pory usunąć. Hermiona protestowała, gdy zaczął próbować – twierdząc, że to jest kawałek niego. Coś, co musi zaakceptować. Zgadzał się z tym, że przed przeszłością nie można było uciec, ale nie oznaczało to, że każdego dnia jego odbicie w lustrze przypominało mu o latach, które najlepsze nie były.
Blizna jednak nie poddała się żadnej maści ani odczynianiu uroków, które zarządziła Luna – bo aż tak zdesperowany był.
Wyszedł ze swojego pokoju dopiero po kilku godzinach, gdy głód dał o sobie znać. Hermionę zresztą zastał w kuchni przygotowującą coś, co pachniało podejrzanie zdrowo.
- Zmieniamy ci dietę na pełnowartościową. Czytałam o ciążach i porównałam nasze organizmy. Twój z zasady nie jest przystosowany do utrzymywania czegoś więcej niż ty sam. Musimy zatem… - zaczęła nawet nie odwracając się w jego stronę.
- Skąd wiedziałaś, że to ja? – spytał zaskoczony.
Nie pierwszy raz zresztą się to przydarzyło. Hermiona zdawała się też wyczuć, że wyszli z Hesperem do kuchni i coś się tam działo, chociaż przecież jeszcze chwilę wcześniej szczęśliwa wybierała imiona dla dzieci. Wierzył w jej podzielność uwagi oraz osobno w instynkt, ale tych zbiegów okoliczności było za wiele.
- Obłożyłaś mi dom zaklęciami? – spytał z niedowierzaniem, gdy to do niego dotarło.
Odwróciła się powoli z łyżką w dłoni i spoglądała na niego długo, jakby zastanawiała się co mu tak naprawdę odpowiedzieć.
- To ma coś wspólnego z tym, że jesteś Niewymowną? – zaryzykował.
- Też – odparła spokojnie. – Jednak więcej zaklęć założyłam ostatnio. Oboje jesteśmy w ciąży, twoja magia sprawia, że prawie nie masz jak się bronić, a nie oszukuj się… Jeśli ktokolwiek dowie się o twoim dziecku będą chcieli je odebrać. Chronię też swoje – dodała.
Harry przyłożył dłoń do czoła i zorientował się, że temperatura jego ciała chyba wariuje. Musiał mieć gorączkę, ale nie czuł się gorzej. W zasadzie nawet zastanawiał się czy ostatnie dni nie były skutkiem majaków. Po snach i wizjach od Voldemorta wiedział jak czasem trudno oddzielić prawdę od fikcji wytwarzanej przez własny umysł.
- Podwyższona temperatura ciała jest skutkiem działania magii o sporej mocy – wyjaśniła Hermiona, oczywiście czytając mu w myślach. – Jesteś zły? – spytała szczerze.
- Wiem, że do pewnych zmian musiało dojść… - westchnął. – Gorączka to nie problem. Nawet jej nie czuję.
- Mówiłam o zaklęciach – uściśliła, spoglądając na niego z neutralnym wyrazem twarzy.
- Nie, ale chciałbym, żebyś mnie też uwzględniła. Chcę wiedzieć co się dzieje w tym domu – powiedział po prostu, wzruszając ramionami.
Hermiona prychnęła.
- Wiesz co się dzieje w domu. Zaklęcie splotło obie nasze sygnatury. Będziemy wiedzieć nawzajem, co się dzieje z nami. Jak myślisz, skąd wiedziałeś, że jestem w kuchni? – spytała retorycznie. – Zawsze byłeś tak instynktowny, że nie zastanawiałeś się nawet skąd biorą się te wszystkie twoje przeczucia.
Przewrócił oczami, ponieważ to nie był pierwszy raz, gdy Hermiona wypominała mu coś podobnego.
- Gdyby nie twoja moc – westchnęła kiwając głową.
- Hej! – zaprotestował, ale ona tylko uśmiechnęła się krzywo.
- Jesteś w stanie zaprzeczyć temu, że przeważnie nie zatrzymujesz się, aby przeanalizować skąd wiesz pewne rzeczy? – spytała i dziwnie brzmiało to retorycznie.
Po dłuższym zastanowieniu faktycznie nie miał argumentów.
- To nie jest nic złego. Ty masz magię, a inni nadrabiają czymś innym – stwierdziła, jakby to było całkiem naturalne.
- Rozumem? – prychnął.
- Nie o to mi chodziło i nie chciałam cię obrazić. Po prostu nie musisz się zastanawiać nad tym jak zachowa się twoja magia i czy będziesz miał moc, aby rzucić zaklęcie. Po prostu to wiesz. To ważne…
- …dla aurora – dokończył za nią, czując gorycz na języku.
- Naprawdę chciałeś spędzić resztę życia walcząc? – spytała, wpatrując się w niego tym swoim przenikliwym wzrokiem. – Sądziłam, że ostatnie miesiące były dla ciebie kojące. Nigdy nie widziałam cię tak odprężonego.
Harry westchnął. Walka była jedynym co znał i wbrew temu co twierdził całe życie Snape, on naprawdę wiedział, w których dziedzinach poniesie porażki. Dlatego zrezygnował z kariery szukającego, chociaż wciąż uważał ją za wyjście awaryjne. Kurs aurorski miał być czymś, co na nowo połączyłoby go z rodzicami, ale nigdy tak naprawdę nie zastanawiał się w czym sam byłby dobry. Walczył przez cały czas w szkole. Może to po prostu było jego przeznaczenie, o którym tak często wspominał Dumbledore.
- Myślisz, że dyrektor wiedział? – spytał i nagle zdał sobie sprawę, że to olśnienie przyszło znikąd. – Znaczy czy wiedział, że mogę począć.. – odchrząknął zakłopotany.
Te słowa nie chciały mu przejść przez usta, chociaż mocno trenował przed lustrem, gdy oglądał swój brzuch ze wszystkich stron. Jego ciało wyglądało normalnie, ale czuł strach na samą myśl, że to będzie się zmieniać.
- Sądzę… - zaczęła Hermiona i urwała. – Sądzę, że Dumbledore wiedział o wielu rzeczach. Jeszcze więcej podejrzewał. To rzadkie przypadki nie tylko dlatego, że niewielu jest do tego zdolnych czarodziejów. Dochodzi jeszcze kwestia tego, że muszą być dla siebie atrakcyjni, jakieś emocje. Muszą spotkać się sygnatury, które są z sobą kompatybilne i moc tego drugiego musi być naprawdę spora. Lucjusz… - urwała.
- Lucjusz jest potężny – stwierdził Harry.
- Nie było tego widać, gdy Voldemort korzystał z ich magii, ale teraz to pewne. Wizengamot nareszcie jest złożony z czarodziejów najsilniejszych w Wielkiej Brytanii. Naciski nie pomogą tym razem, jeśli ktoś będzie chciał zdobyć władzę – stwierdziła bez wahania. – Cieszy mnie, że zaczęli przyjmować w poczet swoich członków czarodziejów, którzy mają doświadczenie w polityce i są w stanie przewidzieć rozwój naszego społeczeństwa. Te stare pryki…
Harry w pełni się z nią zgadzał. Reformy, które Amelia zaczęła wprowadzać wraz z pierwszym dniem swojej kadencji, naprawdę wiele pomogły. Nie tylko osieroconym dzieciom, które znalazły schronienie w szkołach dzięki stypendiom, ale również postronnym, którzy chcieli zgłaszać potrzeby swoich regionów. Czarodziejska Wielka Brytania nie składała się wyłącznie z Hogsmeade i Pokątnej jak zdawał się wierzyć Knot. Amelia otworzyła drogę wszystkim tym, którzy stawali się liderami małych i dużych regionów magicznej aktywności.
Pięćdziesięciu starców, z którymi niegdyś mierzył się Harry, zostało zastąpionych przez o wiele bardziej wyrozumiałych czarodziejów, którzy lepiej zdawali sobie sprawę jak należało osądzać i wydawać prawa, które naprawdę miały służyć. Lucjusz, Draco i Kingsley okazali się nieocenieniu podczas wydawania wyroków na schwytanych Śmierciożerców. Kto bardziej był w temacie jak nie oni. Na szczęście jego nie wzywano za często. Był zbyt zajęty z Hermioną i Ronem pogonią za horkruksami Voldemorta, więc nie brał udziału w tych bocznych bitwach. Nie spotkał na swojej drodze zbyt wielu Śmierciożerców, chociaż chodziły z goła inne plotki, które Hermiona skrzętnie wykorzystywała.
- Byłeś najmłodszym, któremu zaproponowano krzesło – poinformowała go przyjaciółka.
- Będę najmłodszym, który zdobędzie je samodzielnie – odparł, wzruszając ramionami, chociaż nie czuł się zbyt pewnie na samą myśl, że ponownie miałby stanąć przed Wizengamotem.
ooo
Kiedy obudził się rano i nie poczuł mdłości, uznał to za błogosławieństwo. Hermiona nie żartowała, gdy mówiła o zmianie jego diety, ale czuł się dziwnie po kontakcie z tak wielką ilością warzyw. Nigdy nie był dobrym kucharzem, a i jego przyjaciółka doszkoliła się wyłącznie przez konieczność. Nocowali pod gołym niebem bez zapasów przez miesiące.
Nie wiedział co zaniepokoiło go najpierw. Nie rzucał zaklęć wyciszających na swój pokój. Hermiona miała rację – wciąż nie byli bezpieczni. Kingsley rzucił kilka czarów ochronnych wcześniej, które miały o intruzach poinformować najbliższy patrol aurorski, ale Śmierciożercy nigdy nie pojawili się na jego progu.
Jednak teraz coś na pewno było nie tak. Czym prędzej zabrał różdżkę i zszedł na dół na palcach. Hermiona siedziała przy stole w kuchni z Prorokiem Codziennym w dłoni i wpatrywała się w szoku na artykuł na pierwszej stronie. Czajnik nie wydawał żadnego dźwięku, ale woda na pewno gotowała się ok kilku minut, bo metal zaczynał przybierać dziwny kolor.
- Uhm, Herm? – spytał pewnie, a dziewczyna spojrzała na niego półprzytomnie.
- O czym rozmawiałeś wczoraj z Ronem? – spytała dziwnym tonem.
Zawahał się i zabrał jej gazetę z rąk.
Złoty Chłopiec odbija żonę byłemu przyjacielowi – głosił artykuł.
Pod spodem pojawiło się kilka zdjęć jego i Hermiony z ich wspólnej wizyty w Ministerstwie. On wychodzący ze swojego domu, a potem idący na zakupy. Autor szeroko wypowiadał się o tym, że Hermiona mieszka w jego domu od kilku dni i nawet zdążyli zrobić niewielkie przyjęcie. Harry normalnie stwierdziłby, że to zbieg okoliczności, ale Ron szeroko wypowiedział się tuż poniżej wspominając też o Ginny, którą on podobno bezczelnie porzucił, upokarzając ją pośród znajomych.
- Nie zdążyłem z nim porozmawiać, bo zaczął się wydzierać – odpowiedział, widząc, że przyjaciółka czeka na jakąś jego reakcję. – Przecież to brednie. On o tym nie wie?
Hermiona pokiwała głową z niedowierzaniem.
- Nie chodzi o to co on wie, a czego nie. Dostałam wezwanie na stawienie się w sądzie o dwa tygodnie wcześniej. Czyli na jutro. Pociągnął za sznurki, żeby rozprawa odbyła się wcześniej. Wnioskowałam o rozwód za porozumieniem stron, ale teraz… - urwała i zakryła twarz dłońmi.
Harry nie wiedział co powiedzieć. Pisano o nim same bzdury odkąd pamiętał, ale przeważnie nie dotyczyły one jego przyjaciół. Nie wiedział teraz nawet kto był naczelnym Proroka Codziennego, ale jego naciski zapewne zostałyby odebrane jako potwierdzenie tych kłamstw. Nie chciał nawet dokładnie czytać co Ron nawymyślał. Znali wzajemnie tak wiele swoich tajemnic, że nie chciał medialnej wojny.
- Niech to szlag! Czy on do końca zwariował? Nie zdążyłem porozmawiać z Ronem. Nie powiedziałem mu o dziecku. Nie powiedziałem mu o tym dlaczego rozstaliśmy się z Ginny – poinformował ją spokojnie. – Zadzwonię do gazety i…
- Nie możesz wszczynać z nimi wojny! Wiesz jak to będzie wyglądało? Zanim zostaniemy oczyszczeni będzie po procesie – oznajmiła mu.
- Nie zamierzam się wymawiać. Zamierzam poinformować ich, że jestem gejem i zawsze byłem – stwierdził, wzruszając ramionami. – Zafiukam tylko do Ginny, bo jestem jej to winny. Niech Molly potem radzi sobie sama z tym co robi Ron, bo w życiu nie spodziewałbym się czegoś takiego po nim. Wie doskonale jako jeden z nielicznych jakie są moje osobiste kontakty z tą gazetą. – Wziął głębszy wdech. – A jakbym powiedział mu o dziecku?! – Doszło nagle do niego.
Nie zdążył nawet zacząć panikować, gdy poczuł na swojej ręce ciepłą dłoń Hermiony.
- Naprawdę zamierzasz wiesz… Powiedzieć wszystkim? Nie ukrywam, że pomogłoby mi to, ale Harry, jeśli nie chcesz… Nie jesteś gotowy… - zaczęła dziewczyna.
- Teraz i tak nie mam wyboru – stwierdził. – Mam na każdym kroku słuchać, że cię mu odbiłem? – spytał kiwając z niedowierzaniem głową.
Wciąż do końca to do niego nie dochodziło, ale artykuł jasno precyzował, że romans trwał, gdy Ron dzielnie bronił ich społeczeństwa przed Śmierciożercami. Oczywiście wspominano, że zamiast wypełniać swoje obowiązki, chodził przez ostatnie miesiące na bale, a Hermiona niejednokrotnie towarzyszyła mu.
Nagłe zerwanie z Ginny nie pomogło.
Zmiął Proroka i ze zdumieniem spostrzegł, że gazetę zaczęły trawić płomienie. Nie użył żadnego zaklęcia, tego był pewien.
- Dalej nie do końca kontrolujesz swoją magię. Takie wybuchy będą częstsze – poinformowała go Hermiona, robiąc głębszy wdech. – Myślałam o tym i sądzę, że powinniśmy zwalić to na to, co przeżyłeś podczas wojny. Nie jest normalnym dla czarodzieja w twoim wieku, aby nie kontrolować swojej magii. Na pewno ktoś w końcu zauważy.
- Znowu przeszłaś w tryb mentorski – zauważył sucho.
Chociaż dłonie wciąż jej drżały, wydawała się całkiem skupiona na zadaniu. Zawsze to ona pierwsza z ich trójki zaczynała myśleć logicznie w sytuacjach stresowych. Prorok dopalał się na stole nie zostawiając po sobie nawet śladu. Nie czuł nawet ciepła tych płomieni, ale nie potrafił się tym przejmować.
Kolejne doczytane przez niego linijki artykułu wracały jak zły omen i najchętniej porozmawiałby prywatnie z Ronem. Może nawet uderzyłby go, gdyby Weasley znowu zachował się tak jak w pubie.
- Umówię się z kimś z Proroka – powiedział w końcu, gdy Hermiona milczała.
- Lavender jest jedną z redaktorek. Chyba łatwiej będzie ci rozmawiać z nią, a nie Ritą – poinformowała go przyjaciółka.
- Rita jeszcze pracuje? – zdziwił się.
Jej nazwisko dawno nie błysnęło na pierwszej stronie.
- Amelia pilnuje, aby Prorok stał się rzetelnym źródłem informacji – oznajmiła mu Hermiona.
Harry prychnął.
- To Rita tam jeszcze pracuje? – powtórzył.
Hermiona jednak nie wyglądała na rozbawioną.
ooo
Hesper pojawił się popołudniem w ich domu bez zaproszenia. Zapewne powinien przewidzieć, że nawet jednorazowe zaproszenie Niewymownego w swoje progi oznaczać będzie, że nie pozbędą się go już nigdy. Mężczyzna usiadł na wysłużonym fotelu, który dawniej zajmował Syriusz i zaczął rozglądać się wokół, jakby nagle zainteresowały go wnętrza.
- Zrobiłeś remont – zauważył Hesper, gdy Hermiona wróciła z filiżankami z herbatą.
- Remont wciąż właściwie trwa – stwierdził Harry ostrożnie, zastanawiając się czy Niewymowny nie wie czasem o jego problemach finansowych.
To byłoby nawet logiczne.
Hesper uśmiechnął się sztucznie.
- Nie powinienem był chyba przychodzić – podjął mężczyzna. – Chciałem tylko powiedzieć, że nikt w wydziale nie wierzy w ten romans. Nikt – powiedział z naciskiem.
Harry poczuł niemal natychmiast wyrzuty sumienia. Ostatnim razem kiedy się widzieli nie wiedział jeszcze o ciąży i nie traktował nikogo jako swojego wroga. Może nawet nazwałby Hespera dobrym znajomym, więc ta wizyta wcale nie była aż tak nagła.
- Jesteśmy oburzeni i… Po prostu nie wierzę, że Ron mógłby naopowiadać komukolwiek takich głupot. Rozwody nigdy nie są łatwe, ale to… - powiedziała Hermiona. – Musisz nam wybaczyć, ale…
Hesper podniósł dłoń do góry przerywając jej.
- Oczywiście. Sam byłem w niemałym szoku. Znamy się kilka dobrych lat i wiem, że nie ma bardziej lojalnych od ciebie – zaczął mężczyzna. – A ja jestem też lojalny w stosunku do tych, którzy są lojalni w stosunku do mnie… - dodał.
Hermiona prychnęła.
- Sugerujesz, że mnie zwolnią? – spytała i nie brzmiała wcale na zaskoczoną.
- Nie mogą cię zwolnić. Jesteś w ciąży – stwierdził Harry.
- To przepisy mugolskie, a nie czarodziejskie. Tutaj wciąż głównym żywicielem rodziny jest mężczyzna, a Ron ma stałą dobrą pracę – oznajmiła mu Hermiona bez zająknięcia. – Wiedziałam, że będzie taka możliwość, ale dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. Wiem ile ryzykujesz…
- To tylko plotki – wszedł jej w słowo Hesper. – Zasłyszane szepty. Mogłaś nawet nie dowiedzieć się tego ode mnie – dodał.
Hermiona pokiwała z niedowierzaniem głową.
- Jednak oni chcą cię przenieść jak najdalej od Londynu. Jako Departament współpracujemy z Aurorami – westchnął Hesper. – Nie mogą cię stracić, bo jesteś zbyt cenna, ale nie chcą, żeby ich pracownik pojawiał się na pierwszych stronach uwikłany w romans z Wybrańcem – poinformował ją.
Harry prawie upuścił swoją filiżankę.
- To wierutne kłamstwa – zaprzeczył z mocą i od razu poczuł na ramieniu dłoń Hermiony.
- Wiem o tym, ale to nie zmienia faktu, że zdjęcia Niewymownej trafiły do Proroka. To nie jest pożądana uwaga – oznajmił Hitchens bez ogródek.
- Nie ma czegoś takiego jak pożądana uwaga – powiedziała Hermiona spokojnie. – Gdzie chcieliby mnie wysłać? – spytała ciekawie.
Hesper zawahał się lekko.
- Daleko – powiedział tylko mężczyzna. – Powinienem się zbierać – dodał, wstając.
Harry zerwał się na równe nogi, nagle orientując się, że nie zdążyli nawet dopić herbaty. Jeśli Hesper wychodził tak wcześnie nie mogło to oznaczać niczego dobrego. Nie był specjalistą od Niewymownych, ale Hermiona zawsze wydawała się mieć uszy otwarte, jakby nawet strzępki rozmów były ważne. A przynajmniej od czasu, gdy awansowała w Ministerstwie. Nigdy nie powiązał tych dwóch faktów, ale teraz wiedział, że Niewymowni głównie tak zdobywali informacje.
Hesper wychodził, więc nie chciał wiedzieć nic więcej. Albo samo przybywanie w ich domu narażało go na zwolnienie. Gdyby Prorok sfotografował ich razem, może byłby kolejnym z domniemanych kochanków Hermiony, a teraz jak nigdy potrzebowała dobrej prasy.
Odprowadził mężczyznę do drzwi i prawie podskoczył, gdy Hesper odwrócił się nagle.
- Rozumiem, że jutro przeczytamy sprostowanie na temat twojej orientacji seksualnej? – spytał mężczyzna.
Harry spojrzał na niego zszokowany. Myśl o tym, że będzie musiał przeszukać dom na obecność zaklęć podsłuchowych niemal natychmiast zagościła w jego głowie. Hesper jednak roześmiał się, jakby czytał w jego głowie i niedorzeczność sytuacji uderzyła w niego z całą siłą.
- Po prostu jesteś przystojnym mężczyzną, Harry Potterze – powiedział spokojnie Hitchens z lekkim uśmiechem, który wciąż gościł w kącikach jego ust. – I mnie to nie umknęło – dodał.
Harry nie bardzo wiedział, co powinien o tym myśleć, ale zapewne rumieniec na policzkach zdradził go od razu.
- Też jesteś bardzo przystojny – powiedział skrępowany, nie wiedząc jak powinien zareagować.
Hesper roześmiał się krótko.
- Miło było cię poznać – dodał jeszcze mężczyzna na odchodnym.
Harry odwrócił się i spojrzał na Hermionę, która musiała obserwować ich z drugiej strony korytarza.
- Coś z tego rozumiesz? – spytał, wzruszając ramionami.
- Doszło do niego, że raczej nie będziecie się potajemnie spotykać, gdy wyjdzie na jaw, że jesteś gejem. Nie mógłby być twoim parterem. Za dużą uwagę przyciągasz – powiedziała Hermiona.
Harry wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
- Ale skąd wiedział…
- To się nazywa gej radar i jest całkiem normalne. Zresztą byłam pewna, że ostatnim razem podczas tych pokazowych walk flirtowaliście, ale chyba robisz to nieświadomie – stwierdziła.
- Co? – spytał niemal natychmiast.
- Przyciągasz do siebie ludzi – odparła spokojnie.
