Lavender wpatrywała się w niego, jakby do końca nie wierzyła swojemu szczęściu. Harry z drugiej strony coraz bardziej żałował tego, że nie umówili się w miejscu publicznym, ponieważ dziewczyna zdążyła obejrzeć ich całe mieszkanie. A teraz siedziała i nie spuszczała go z oka, zapewne czekając na jego pierwsze słowa.
Samopiszące pióro wisiało zresztą w gotowości, a Hermiona rzuciła na nie kilka odpowiednich zaklęć, które miały powstrzymać pojawianie się nieprawdy na kartach przygotowanego pergaminu.
Lavender nie wyglądała nawet na urażoną. Może dzięki pracy w Proroku Codziennym zdała sobie sprawę jak faktycznie wyglądał wywiad Rity z reprezentantami Turnieju Trójmagicznego. Harry wciąż sztywniał na samo wspomnienie.
- Więc… - zaczął i urwał.
Nie wiedział co powinien powiedzieć jako pierwsze. Nigdy nie był dobry w te klocki, a nawet teraz, gdy uczestniczył w kilku balach, zawsze pozwalał Amelii grać pierwsze skrzypce. Teraz jednak ich droga się rozeszła i dostał to co chciał. Zasłużoną wolność. Minister nie kontrolowała już jego życia oraz prasy.
- Jestem gejem – powiedział spokojnie.
W końcu należało zacząć od faktów.
Oczy Lavender zrobiły się wielkie jak spodki, a pióro zaczęło notować jak szalone.
- Kiedy się dowiedziałeś… - zaczęła dziewczyna, ale jej przerwał.
- Chciałem tylko sprostować dzisiejszy artykuł. Wszyscy w czarodziejskim świecie zapewne zdają sobie sprawę, że Rona i Hermionę poznałem w pociągu do Hogwartu. To było moje pierwsze zetknięcie z magią. A oni stali się moimi prawdziwymi i pierwszymi przyjaciółmi. Nigdy nie pragnąłem niczego więcej niż szczęścia dla nich, a wiadomość o ich ślubie ucieszyła mnie. Byłem zresztą świadkiem, bo kocham ich oboje – ciągnął niewzruszony tym, że Lavender stara się mu przerwać. – Hermiona jest moją przyjaciółką. Nawet gdybym był heteroseksualistą, nie myślałbym o niej inaczej niż o swojej siostrze. Wychowaliśmy się razem i po prostu inny związek byłby nieodpowiedni. Nie chciałem być wciągany w ich rozwodowe sprawy, ale Ron najwyraźniej postanowił wykorzystać moją niechęć do prasy. Jeśli mamy mówić o zdradzie, powinniśmy zacząć od tego co zrobił Ron, sprzedając komuś te brudne kłamstwa, które pozostawiają tylko gorycz w moich ustach. Przeżyliśmy tak wiele. Pokonaliśmy Voldemorta, a… - urwał.
- A pomiędzy wami staje kobieta – dopowiedziała Lavender.
- Nie – sprostował szybko Harry. – Jako przyjaciel mam obowiązek nie stawać po żadnej ze stron i tego nie robiłem do dzisiaj. Nie chciałem niczego więcej niż tego, aby rozwiązali sprawy między sobą na drodze dialogu. Ron jednak zawsze był upartym durniem i najwyraźniej się to nie zmieniło przez lata. Są jednak pewne granice, których się nie przekracza, a on to zrobił. Oskarżył nas publicznie o coś, czego nigdy nie zrobiliśmy. O czym doskonale wie, bo znamy się ponad dziesięć lat.
Jego głos się lekko załamał i miał nadzieję, że Lavender nie doda jakiegoś płaczliwego komentarza.
- Czego naprawdę nie potrafię zrozumieć to jakim cudem mężczyzna woli, aby matka jego dziecka nie miała domu. Ponieważ Ron obrzucił mnie tymi śmiesznymi oskarżeniami tuż po tym jak odmówiłem wyrzucenia ciężarnej kobiety z mojego domu. I tu nawet nie chodziło o sam fakt, że to Hermiona. Gdyby jakakolwiek matka potrzebowała mojej pomocy, nie potrafiłbym jej odmówić. Nasz świat wciąż się odbudowuje po wojnie. Kobiety traciły mężów, dzieci traciły matki… - urwał i wziął głębszy wdech.
Lavender wpatrywała się w niego w szoku. W końcu dziewczyna nerwowo poruszyła się na swoim krześle.
- Czy możemy porozmawiać o czymś innym? – spytała niepewnie.
Harry skinął głową.
- Wspomniałeś, że jesteś gejem… Jednak twój związek z Ginewrą Weasley – zaczęła Lavender.
- Jesteśmy z Ginny przyjaciółmi. Podczas wojny nie miałem czasu zastanawiać się nad tym gdzie leży podział pomiędzy kochaniem kogoś jak członka rodziny, a miłością do kobiety, z którą chce się spędzić resztę życia. Kiedy kurz opadł, została nam tylko przyjaźń i to uczucie jest obustronne. Też nie byłem kimś na kogo zasługiwała i mam nadzieję, że odnajdzie mężczyznę, który ją uszczęśliwi – powiedział i po raz pierwszy od tygodni nie brzmiało to jak wyuczona formułka.
Lavender zdawała się być zadowolona z jego odpowiedzi.
- Czyli zdałeś sobie sprawę ze swojej orientacji dopiero niedawno… - ciągnęła dalej.
- Tak, to dla mnie dość świeże. Zamierzałem wycofać się z życia publicznego i zaznać trochę spokoju, ale oczywiście moje plany spaliły na panewce – dodał.
- Doszły nas słuchy, że wycofałeś swoje podanie z Biura Aurorów. Wszyscy sądzili, że planowaliście z Ronem wspólnie ukończyć kurs. Czy martwiłeś się jaki wpływ na to jak będziesz tam traktowany będzie miała twoja orientacja? – zainteresowała się Lavender.
- Prawdę powiedziawszy nie – odparł szczerze. – Nikt nie wie. To znaczy o tym, że nie interesują mnie kobiety wiedziała Ginny, z którą rozmawiałem jako pierwszą. Hermiona była kolejną, która się dowiedziała z moich ust.
- Nie Ron – zauważyła Lavender.
- Ron był na misji. Chciałem z nim porozmawiać po jego powrocie, ale wszystko potoczyło się nie tak jak zaplanowałem – przyznał z westchnieniem.
Lavender zaczęła rzuć końcówkę zapasowego pióra i spojrzała na niego jakoś tak dziwnie intensywnie.
- Czy jest ktoś kto w tej chwili zajmuje serce Harry'ego Pottera? – spytała wprost dziennikarka.
Harry niemal natychmiast przypomniał sobie o Lucjuszu. Coś musiało go zdradzić, bo Lavender uśmiechnęła się triumfalnie.
- Koniec wywiadu – wtrąciła się Hermiona, wstając nagle ze swojego fotela.
Harry zdążył zapomnieć, że przyjaciółka towarzyszyła mu przez cały czas. I był jej naprawdę wdzięczny. Czuł się też dziwnie wiedząc, że jutro wraz z porannym wydaniem gazety cała prawda wyjdzie na jaw. A przynajmniej fakty, które pozwolił puścić w obieg. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że wcześniejszy artykuł Rona tak mocno w niego uderzył, ale jego dłonie trzęsły się teraz od emocji, które w nim buzowały.
- Mam nadzieję, że nie zrobisz z tego niczego… - zaczął i urwał, bo Lavender położyła uspokajająco dłoń na jego ramieniu.
- Mam wyznanie Wybrańca. Nie muszę pisać niczego więcej. Ten artykuł stworzył się sam – uspokoiła go dziewczyna. – Podeślę wam wszystko za kilka godzin do autoryzacji – dodała.
Hermiona skinęła w jej stronę głową, jakby w ten sposób chciała podziękować.
- Jeśli mielibyście ochotę wyskoczyć gdzieś… - zaczęła Lavender. – Bez samopiszących piór i tak dalej…
Harry uśmiechnął się lekko i skinął głową, chociaż oboje wiedzieli, że raczej nie spotkają się przy wspólnym stole. Nie byli przyjaciółmi nawet w Hogwarcie i chociaż teraz ufał Lavender bardziej niż Ricie to raczej wiązało się ze złymi wspomnieniami o tej drugiej. Wierzył w rzetelność Brown, ale z drugiej strony pamiętał jak zafascynowana słuchała Trelawney.
Hermiona musiała mieć podobne zdanie w tej kwestii, bo chociaż pozwoliła się uściskać dziennikarce na do widzenia, jej ramiona pozostały spięte.

ooo

Lucjusz trochę zszokowany wpatrywał się w pierwszą stronę Proroka Codziennego. Krzykliwy nagłówek przyciągnął jego uwagę tylko dlatego, że zawierał trzy największe nazwiska poprzedniej wojny i raczej nie spodziewał się po raz kolejny zobaczyć ich w tej konfiguracji. Prorok już od pewnego czasu skupił się wyłącznie na Potterze, śledząc jego kroki polityczne. Wspominano głośno o planach młodego Gryfona, który zamierzał wejść w aurorskie szeregi. Jednak to kronika towarzyska najczęściej wymieniała jego nazwisko.
Weasley tymczasem pojawiał się w kryminalnej rubryce. Często wypowiadał się o misjach, które miał za sobą. Czy tych planowanych przez Biuro Aurorów. Mówiło się, że jeśli Harry Potter nie zdecyduje się na kurs, Weasley będzie nowym szefem całego departamentu. Media kochały Ronalda, tym bardziej, że odpowiadał potrzebom obecnego społeczeństwa. Pochodził z rodziny o wielowiekowej tradycji, ale jego żona nie była czystej krwi. Był najwierniejszym przyjacielem Harry'ego Pottera i już samo to gwarantowało mu karierę. Odnalazł i zamknął taką ilość śmierciożerców, że Lucjusz wciąż z zaskoczeniem obserwował coraz to nowe procesy.
Sprawa z Granger-Weasley miała się z goła inaczej. Draco wspominał, że kobieta jest niesamowicie inteligentna, ale Lucjusz nie dostrzegał żadnych wzmianek na temat jej kariery. Rzadko pozwalała się fotografować, nawet z mężem, więc wywnioskował, że coś więcej musiało się za tym kryć. Nie był nawet zaskoczony, gdy dostrzegł ją na ministerialnych korytarzach. Nigdy jednak na wyższych piętrach. I oboje udawali, że nie widzą się wzajemnie, gdy mijali się przy wejściu.
Tymczasem ten artykuł był idiotycznym oskarżeniem. Potter był gejem. Lucjusz miał dziwną tego pewność. Oczywiście jego zerwanie z młodą Weasleyówną nabrało sensu, gdy spędzili tę jedną jedyną noc razem. Takiej pasji się nie udawało. Potter był wygłodniały, nie do końca doświadczony, ale całkiem świadom tego, co robił.
Każdy w końcu dorastał i chociaż Draco opisywał Harry'ego jako lekko tępego narzędzia Dumbledore'a, najwyraźniej Gryfon wyrósł i z tego. I sam zaczynał brylować w towarzystwie ludzi, którzy bez skrupułów dążyli do celu. Jego przyjaciele najwyraźniej nie odstawali. Weasley zapewne miał nadzieję, że prasa przysłuży się podczas procesu, ale Lucjusz nie był już tego taki pewien. W końcu nazwisko Pottera zostało postawione zaraz koło Granger. Dwoje przeciwko jednemu. I nikt nie miał wątpliwości kto w tej trójce grał pierwsze skrzypce.
Weasley był narzędziem podczas wojny i teraz nastawiony był jedynie na używanie różdżki, a nie głowy.
- Coś cię zainteresowało? – spytał Draco, sięgając po kieliszek wina.
Lucjusz niemal od razu odłożył gazetę na stolik. Spotkanie z Amelią przeciągnęło się, ale był zadowolony z jego skutków.
- Granger się rozwodzi – odparł jego syn tonem tak neutralnym, że prawie mu to umknęło. – Zawsze byłem zaskoczony, że poszła za tym tłukiem – dodał Draco.
- Większym idiotyzmem wykazał się Weasley – prychnął, nie mogąc się powstrzymać.
- Nie powiedziałbym. Wiadomo, że Potter nienawidzi prasy. Prędzej się ukryje znowu w Hogwarcie, a nie odpowie. Prorok Codzienny niszczył go przez lata. Kilka nie całkiem napastliwych artykułów, które się pojawiły ostatnio na pewno nie sprawiło, że z własnej woli zwiąże ponownie swoje nazwisko z tym tytułem. Nie dobrowolnie – odparł Draco. – Prędzej stawiałbym, że wypowie się w Żonglerze Lovegoodów, ale kto to czyta? – spytał Draco retorycznie.
Lucjusz poczuł, że jego wargi zaciskają się nieznacznie, więc starał się rozluźnić mięśnie szczęki. Dwór wydawał się dziwnie cichy. Nieliczne skrzaty, które nie były aż tak przerażone, by funkcjonować w tych ścianach, ukryły się w kuchni. Coraz więcej pomieszczeń pozostawało nieużywanych. Odkąd Narcyza odeszła nie mieli powodu, aby wydawać przyjęcia. Nie miał kto dbać o biblioteki i sale balowe. Nie znał się na tym. To zawsze miała być działka jego żony, ale jakoś wątpił, aby Amelię interesowało coś podobnego.
- Kiedy ponownie wyjeżdżasz? – spytał i Draco zesztywniał.
- Kiedy sobie zażyczysz, ojcze – odparł jego syn, zgodnie z jego przewidywaniem.
Lucjusz skinął głową, starając się nie myśleć o nazwisku Pottera na pierwszej stronie Proroka Codziennego. Mogło być gorzej. Mogło wydać się, że chłopak odrzucił ich propozycję. Wizengamot zaczyna dopiero odbudowywać zaufanie społeczeństwa.

ooo

Harry poprawił swój krawat, czując się nagle bardzo dziwnie. Koszula opinała go o wiele bardziej niż powinna. I dostrzegł z przerażeniem, że chociaż wiele nie przytył, jego ciało faktycznie się zmieniało. Wciąż było szczupłe i umięśnione, ale również dziwnie miękkie. Jakby nasycone magią. Czuł ją zresztą pod palcami. Cały jego brzuch zdawał się naładowany i nie potrafił ukryć swojego zdenerwowania, gdy zszedł na parter.
Hermiona prezentowała się jak zawsze bardzo oficjalnie. Makijaż nie był jednak w stanie ukryć tego jak bardzo zmęczona była. Jasna bluzka tylko podkreślała jej podkrążone oczy i Harry zastanawiał się czy powinien jej zwrócić na to uwagę. Jej piersi powiększyły się odrobinę od czasu, gdy zaszła w ciążę, więc ukrywała je pod marynarkami, jakby nic bardziej jej nie irytowało. Zawsze wolała być zauważana ze względu na swój intelekt.
- Czy to normalne, żeby całe moje ciało pulsowało? – spytał, decydując, że jeśli coś jest nie tak, powinien powiedzieć o tym od razu.
Nie chciał zostawiać Hermiony samej, ale nie mógł wyjść do Ministerstwa, jeśli miałoby się wydać, że jest w ciąży. Wszystko miało swoją cenę – tego nauczyło go życie. I na zapłacenie tej nie był gotowy.
Jego przyjaciółka uśmiechnęła się lekko.
- Magia chroni płód – powiedziała tylko i Harry pokiwał głową, czując nagle ogromną ulgę.

ooo

- Nie wierzę! – krzyknął Draco, sprawiając, że Lucjusz prawie wylał swoją poranną herbatę.
Jego młodsza latorośl trzymała w dłoniach najnowsze wydanie Proroka Codziennego i wpatrywał się w pierwszą stronę z szokiem wypisanym na twarzy. Ostatni raz tak wiele emocji Lucjusz obserwował u niego, gdy stali nad grobem Narcyzy. I nie chciał sobie nawet przypominać tych chwil.
- Potter wcisnął Prorokowi kit, że jest gejem – oznajmił mu Draco.
- Nie sądzę, żeby w tej gestii kłamał – odparł Lucjusz spokojnie.
Draco otworzył usta, ale początkowo nic z nich nie wyszło.
- Wiedziałeś wcześniej i mi nie powiedziałeś? – zdziwił się jego syn.
- Nie interesowała cię orientacja Pottera – odbił piłeczkę Lucjusz. – Jeszcze wczoraj zresztą byłeś pewien, że Potter nie będzie rozmawiał z tą gazetą…
- Najwyraźniej przyjęli tę małą Brown – prychnął Draco, jakby to cokolwiek tłumaczyło. – Jej artykuł jest… możliwy, ale mogłaby wydusić z Pottera więcej. Weasley leży. Nie chcę nawet wiedzieć, co zrobią z nim szmatławce, gdy ten głupek się pojawi publicznie. Zapomniał, że siłą Pottera jest jego idiotyczna szczerość… - wyjaśnił jego syn.
Lucjusz zerknął przelotnie na pierwszą stronę gazety, skąd spoglądał na niego mocno skonsternowany Potter. Jego zielone oczy były szeroko otwarte, jakby chłopak zastanawiał się dlaczego w ogóle mu się to przytrafia. Zdrada przyjaciela od zawsze zadawała najmocniejsze rany, ale przynajmniej ta nie była śmiertelna. Potter już dawno powinien nauczyć się, że ludzie nie bywali altruistami i korzystali z niego jak długo mogli. Weasley najwyraźniej postanowił zakończyć ekspansję nazwiska. Ronald dostatecznie długo krył się w cieniu sławnego przyjaciela i wyszedł z niego w najbardziej idiotyczny z możliwych sposobów.
Lucjusz był przekonany, że Granger doradziła wywiad albo chociaż czuwała nad jego przebiegiem. Z tego co zdążył przeczytać, Potter zdecydował się głównie zaprzeczyć plotkom, ale również oficjalnie przyznał się do swojej orientacji. Nie było jeszcze żadnej wypowiedzi młodej Weasley, ale Lucjusz był pewien, że Potter rozmawiał z byłą dziewczyną wcześniej, żeby ją uprzedzić.
- Wygląda na to, że drogi Ronald nie wiedział – rzucił Draco.
- Przyjaźnie się rozluźniają – odparł Lucjusz.
- Ta przyjaźń miała być po grób. Zabawne jest, że po gryfońsku łatwiej im było ryzykować dla siebie życia niż załatwić wszystko po cichu… - prychnął jego syn.
- Publiczne pranie brudów to raczej wina Weasleya, nie widzę nigdzie odpowiedzi Granger-Weasley… - zauważył Lucjusz.
I wątpił, aby doczekali podobnej. Kobieta musiała być Niewymowną. Całe to zamieszanie nie działało na jej korzyść. Departament unikał rozgłosu. W zasadzie rozpoznawano ich członków po tym, że prawie nic na ich temat nie wiedziano. Granger była dostatecznie odcięta od czarodziejskiego świata, aby ich zainteresować. Skryta. Zauważył to podczas spotkań z Zakonem. Trzymała się z tyłu dopóki nie miała czegoś do powiedzenia. Draco był chyba najmocniej zaskoczony zachowaniem Gryfonki. We wcześniejszych latach podobno wyrywała się do odpowiedzi. Wojna zmieniła ją albo propozycja z Departamentu otworzyła jej oczy.
- Nie chcę nawet wiedzieć jak będzie wyglądał ten proces – prychnął Draco.

ooo

Parter Ministerstwa był tak wypełniony gapiami, że Harry prawie dostał ataku klaustrofobii. Aurorzy otoczyli ich szczelnym kordonem, chcąc oddzielić ich od prasy, ale flesze błyskały z każdej strony. Nie znał nawet tych ludzi i zaczynał podejrzewać, że spora część tych ludzi nie jest nawet z czarodziejskiej Wielkiej Brytanii.
- Tak się kończy informowanie prasy o terminie rozprawy – warknęła Hermiona.
- Przecież to miało być tajne – zaczął.
Nie zdążył przeczytać porannego Proroka, ale ufał, że wywarł on odpowiednie wrażenie. Spodziewał się, że przez kolejny tydzień lub dwa będą musieli uważać z Hermioną na prasę, ale Ministerstwo miało być najbezpieczniejszym miejscem w Wielkiej Brytanii.
Wciąż wykrzykiwano jego imię i nie wiedział nawet w którą stronę patrzeć. Jego wzrok szybko jednak zatrzymał się na wyciągniętej dłoni Lucjusza Malfoya, który zdawał się machać w jego stronę. Jego serce zabiło szybciej, chociaż coś ciężkiego leżało w jego żołądku na samo wspomnienie ostatniej rozmowy, którą przeprowadzili.
Hermiona przeciskała się z trudem. Nie była jeszcze ogromna, ale jednak nie poruszała się z taką łatwością jak dawniej. Jego dłonie mrowiły, gdy patrzył na Lucjusza. Nie potrafił zdecydować czy podnieść rękę, ale los zdecydował za niego, gdy Draco nagle stanął koło ojca, a Malfoy senior odwrócił się obejmując syna ramieniem. Zniknęli w jednym z przejść nie niepokojeni przez nikogo, a Harry nagle poczuł, że robi mu się słabo.
- Muszę stąd wyjść – powiedział, starając się przepchnąć.
Coś unosiło się w powietrzu, wzbierało. I prawie nie mógł oddychać.
- Harry – zaczęła Hermiona, dotykając jego czoła.
Na jej palcach zobaczył krew i po prostu wiedział, co to oznacza.
- Śmierciożercy! – krzyknął, chwytając za różdżkę.
Kilku aurorów popatrzyło na niego zaskoczonych i przez krótką chwilę zrobiło się bardzo cicho. Szkło nie eksplodowało, gdy pierwsze dźwięki aportacji zaczęły wypełniać pomieszczenie. Ktoś zaczął krzyczeć, a aurorzy starali się przesunąć do przodu, aby ochronić prasę, ale tłumek w panice utrudniał im zadanie.
- Tędy! – krzyknął Harry, ciągnąc za sobą Hermionę, gdy wypatrzył szczelinę w kordonie aurorskim.
Ludzie rozbiegli się jeszcze zanim zaklęcia zaczęły przecinać powietrze. Mieli kilka sekund, aby ustawić się w odpowiednich pozycjach. Dostrzegł Lucjusza i Draco, którzy pojawili się w tym samym przejściu, w którym zniknęli jeszcze chwilę wcześniej.
- Tam! – zdecydował, gdy odkrył, że Malfoyowie będą kryci chociaż z jednej strony.
Krzyki za ich plecami i kolejne dźwięki aportacji nie wróżyły niczego dobrego.
- Myślałem, że nie da się tutaj przenieść – syknął, odbijając zabłąkane zaklęcie.
- Używają skrzatów – poinformowała go Hermiona. – Z lewej! – krzyknęła nagle, spychając go w bok.
Zaklęcie minęło go na milimetry. Kolejne odbił zanim nawet odzyskał równowagę i starał się schować za siebie Hermionę, która z trudem łapała dech. Nie znał śmierciożerców, którzy ich okrążyli. Nie nosili masek, ale twarze wydawały mu się obce. Albo po prostu miał za mało czasu, aby ich rozpoznawać. Nie wiedział jakim cudem pojawiło się ich aż tylu, ale ta grupka aurorów, która została wysłana przez Ministerstwo do ochrony, zaczynała się wykruszać.
Nie wiedział jak wielu jest rannych, ale jęki wypełniły całkiem sporej wielkości parter Ministerstwa i nagle było tak jak wtedy, gdy Dumbledore zmierzył się z Voldemortem po raz pierwszy. Fontanna rozprysła się pod wpływem zaklęcia eksplodującego, a szyby okien zasypały wnętrze pomieszczenia. Ostry deszcz boleśnie poranił jego odsłonięte dłonie, ale zignorował to, robiąc pierwszy krok do przodu. Wiedział, że jeśli mieli się kimkolwiek zadowolić, to musiał być on. Nie przyszli tutaj po nikogo innego.
Nie wiedział gdzie jest Hermiona, ale nie starał się też odwracać. Nie było nic gorszego niż rozproszenie na wojnie i może to był błąd, bo nagle zdał sobie sprawę, że jest okrążony. Kilka ciał leżało u jego stóp jako nieme świadectwo tego, że nie da się pojmać żywcem.
Jego blizna krwawiła tak mocno, że czuł jak wąski strumień płynie po jego czole. Wiedział, że wygląda jak szaleniec. Hermiona podzieliła się z nim częścią swoich wspomnień o wojnie. I miał nadzieję, że nigdy więcej nie stanie się kimś takim jak wtedy. Wszystko jednak wróciło w jednej chwili.
Lucjusz z Draco zostali okrążeni, a nieliczni aurorzy zaczęli składać różdżki, jakby nie wiedzieli, że śmierciożercy nie brali jeńców.
Wszystko mogło trwać nie więcej jak kilka minut, więc posiłki z Biura mogły nawet nie być w drodze.
Spojrzał w oczy najbliższego mu śmierciożercy i zobaczył w nich nienawiść. Starą dobrą emocję napędzającą świat. Gdyby nie wiedział lepiej, pomyślałby, że słabnie, ale to magia w nim zaczynała odmawiać mu posłuszeństwa i po prostu wiedział, że nie pozostało mu wiele czasu.
- Padnij! – krzyknął, mając nadzieję, że wszyscy zrozumieją jego komendę.
Było zresztą za późno. Jego magia wydostała się z niego, nie dbając o kierunek. Usłyszał krzyki, które zmieszały się niemal w jeden dźwięk, a potem poczuł, że ktoś ociera mu twarz.
- Harry! – krzyknęła Hermiona. – Harry!