Harry nie spodziewał się, że po powrocie z Ministerstwa zobaczy w swoim salonie Draco Malfoya. Chłopak wyglądał naprawdę dziwnie na jego wysłużonej kanapie ubrany w szaty o jakimś podejrzanym kroju. Zapewne najnowszym tego sezonu. Harry nie znał się na modzie, ale z drugiej strony nigdy nie obchodziła go za bardzo.
Hermiona odłożyła filiżankę na stolik, nie podnosząc się jednak. Malfoy był tym, który poderwał się na równe nogi i Harry nie spodziewał się, że ta szczupła dłoń zostanie wyciągnięta w jego stronę. Dziecięce animozje pozostawili co prawda w Hogwarcie i nie rozmawiali o tym jak Draco uratował im życie w dworze Malfoyów, ale jednak nie mógł nazwać chłopaka swoim przyjacielem. Dzieliło ich zbyt wiele.
- Draco wpadł na herbatę – poinformowała go Hermiona, gdy Harry ściskał zaskakująco chłodną dłoń.
Zawsze sądził, że mężczyźni mają ciepłe ręce, ale może Malfoy był zbyt szczupły, żeby generować coś takiego. Albo arystokratyczne wychowanie pozostawiło go lodowatym w kontaktach z ludźmi.
- Jasne – rzucił Harry, wzruszając ramionami.
Nie bardzo wiedział co powinien powiedzieć jeszcze. Malfoy nie odezwał się ani słowem, a Hermiona nazwała w końcu chłopaka po imieniu, więc może powinien zostawić ich samych. Nie znał protokołu. Może żaden taki nie istniał.
- Będę… - zaczął pospiesznie.
- Och, Potter, przecież nie uciekaj – powiedział Malfoy zaskakując go. – Jestem ciekaw wieści z wielkiego świata – dorzucił chłopak.
Harry wpatrywał się w niego niepewnie. Przeważnie na balach starali się unikać. Draco zresztą przebywał we Francji dość długi czas. A potem chyba nawet wyjechał do Stanów. Może uciekał przed wspomnieniami związanymi ze śmiercią matki. Harry sam nie potrafił zdobyć się na zamieszkanie w Dolinie Godryka, chociaż nie pamiętał rodziców.
Hermiona podała mu filiżankę herbaty, więc usiadł na kanapie koło Draco, orientując się, że jego przyjaciółka po raz pierwszy wybrała fotel Syriusza.
W pokoju zrobiło się dość cicho. Harry starał się znaleźć jakiś interesujący ich wszystkich temat, ale mocno wątpił, aby takowy istniał.
- Więc… - zaczął, kręcąc się nerwowo.
W końcu dotarło do niego, że spał z ojcem Malfoya, co oznaczało też, że nosił w sobie młodszego brata lub młodszą siostrę Draco. Jakoś wcześniej go to nie uderzyło i teraz nie mógł przestać o tym nagle myśleć.
- Wpadaliśmy na siebie z Draco w Ministerstwie ostatnio – odparła Hermiona. – Zastanawia się nad pracą w jednym z departamentów – dodała.
- O, którym? – spytał Harry niemal od razu. – Nie sądziłem, że wrócisz do Wielkiej Brytanii – dodał, zanim zdążył się powstrzymać.
Malfoy nawet nie drgnął.
- Departament do spraw wykorzystania czarnomagicznych artefaktów – odparł Draco, spinając się lekko, jakby czekał na nieprzyjemny komentarz.
Hermiona nie wydawała się jednak zaskoczona, więc musiała słyszeć o tym wcześniej. Ron zapewne faktycznie wtrąciłby coś złośliwego, ale on jakoś nie mógł z siebie niczego wykrztusić. Draco był doskonałym kandydatem do pracy w tym wydziale. Na pewno stykał się z podobnymi podczas wojny i znał ich działanie. Może nawet wypróbowano je na nim. Harry nie wiedział co działo się we dworze, ale Bellatriks nie wydawała się wyjątkowo zadowolona ze swojego siostrzeńca, gdy widzieli ją ostatnio.
- To byłaby raczej niebezpieczna praca – wtrącił Harry, starając się brzmieć niezobowiązująco.
Malfoy spojrzał na niego niewzruszenie i nagle wróciła cała nagła niechęć do arystokratycznych dupków.
- Musisz być tak nadęty? – spytał wprost. – Normalnie ludzie okazują jakieś emocje, kiedy rozmawiają…
- Harry – zaczęła Hermiona starając się go najwyraźniej uspokoić.
- Nie Harry – mruknął. – Siedzi tak spięty, jakby nie chciał tutaj być, a skoro jakimś cudem odnalazł nasz dom, to raczej chciał tutaj być… - zaczął się plątać.
Malfoy uniósł brew niezwykle wysoko.
- Jesteś tak poirytowany, bo Harpie przegrały mecz? – spytał Draco wprost.
- Ani przez moment nie przestałem być fanem Armat – obruszył się.
- Myślałem, że ten twój związek z Weasley zmusił cię do zmiany drużyn – stwierdził Malfoy tak lekko, że Harry prawie nie wyłapał aluzji.
Niemal natychmiast poczuł jak rumieniec wkrada mu się na policzki.
- Dosłowną zmianę drużyn – powtórzył Draco, odstawiając filiżankę. – Powiem ci, że nigdy cię nie brałem za geja. Gdyby Blaise wiedział… - urwał całkiem sugestywnie.
- Gdzie się podziewa Zabini? Sądziłem, że wyjechał – podchwycił pospiesznie Harry, starając się zmienić temat.
- Zastanawiają się z matką nad powrotem. Cecilia jednak chyba poznała jakiegoś wyjątkowo interesującego Włocha, więc Blaise może dorobić się kolejnego ojczyma. Na pewno jest w ekstatycznym humorze, zatem spodziewaj się jego powrotu. Mam przekazać mu, że jesteś zainteresowany? – zakpił Malfoy i nagle było jak w szkole, chociaż bez całej tej agresji.
Harry prychnął, bo chociaż musiał przyznać, że Zabini był przystojny, nie czuł się w kondycji do zawiązywania bliższych znajomości.
- A co u Astorii? Czy nie tak miała na imię twoja narzeczona? – odbił zręcznie piłeczkę.
Był zaskoczony, gdy zobaczyli w Proroku Codziennym informację o zaręczynach. Tylko Malfoyowie mogli chcieć ściągać na siebie uwagę podczas wojny. Twarz Draco zresztą pociemniała niemal natychmiast.
- Nie żyje – powiedział chłopak cicho.
- Przykro… - zaczął Harry.
- Zabiłem ją, gdy opuszczaliśmy z matką dwór. Nie mogliśmy pozostawić za sobą wrogów. Dołączyła do Voldemorta i dała się oczarować jego planom panowania nad światem – wyjaśnił Draco cierpko.
Nie wydawał się jednak zrozpaczony z powodu jej śmierci.
Hermiona poruszyła się niepewnie.
- Mogę popytać czym dokładnie zajmuje się departament – wtrąciła pospiesznie, zmieniając temat.
- Nie zdecydowałem jeszcze czy Wielka Brytania jest warta pozostawania tutaj ze wszystkimi duchami – poinformował ją Draco. – Nie zastanawialiście się nigdy nad tym dlaczego wciąż nas tutaj ciągnie? Może to jakaś klątwa, którą rzucono na nas, gdy nie patrzyliśmy.
- Mugole nazywają to patriotyzmem – odparła Hermiona spokojnie, ale coś niebezpiecznego błyszczało w jej oczach.
Draco pokiwał głową, jakby to słowo dziwnie mu pasowało. Cały przyjemny nastrój prysł i Harry nie zdziwił się, gdy Malfoy podniósł się niemal natychmiast.
- Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze porozmawiać przy jakiejś okazji – rzucił chłopak na odchodnym, znowu wyciągając do Harry'ego dłoń. – Gdybyście potrzebowali… - zaczął Malfoy i urwał. – Informacji…
- Skontaktuję się z tobą jutro i powiem ci czego się dowiedziałam – obiecała Hermiona pospiesznie.
- Dziękuję – odparł Draco, ściskając jej dłoń może odrobinę za długo. – Pot… Harry, Hermiono – powiedział na odchodnym i wszedł do kominka, pozostawiając go oniemiałego.
Malfoy zniknął w zielonych płomieniach, a Hermiona zabrała się za zbieranie filiżanek. Harry zrobił głębszy wdech, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
- Powiedziałam mu, żeby nazywał nas po imieniu, bo przypomina mi się za każdym razem jak nazwał mnie szlamą. To nie jest miłe wspomnienie – odparła Hermiona w drodze do kuchni. – Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że go wpuściłam. Trzymanie go przed drzwiami w tych czasach… - urwała.
- Hej, to też twój dom. Poza tym… - urwał Harry. – Wydaje mi się, że on też za bardzo nie wie co robić w tym świecie – dodał.
Hermiona uśmiechnęła się do niego, gdy mijała go w drzwiach.
ooo
Oczy zaczynały go piec, ale wciąż nie przebrnęli nawet przez połowę tekstu. Jakiekolwiek brzmienie poprawek wydawało mu się nieodpowiednie. Chcieli stworzyć przepis, który uniemożliwiłby wszelkie machinacje, ale wydawało się to niemożliwe. Sam dopiero po kilku godzinach znajdował kolejne kruczki, które można było wykorzystać przy zręcznych manipulacjach.
- Zastanawiam się czy nie zaprosić Malfoya do współpracy – stwierdził Harry w końcu.
- Lucjusza? – spytała Hermiona, nie odrywając się nawet od swoich notatek.
Harry zamarł niemal natychmiast.
- Draco – sprostował.
Hermiona zerknęła na niego zaciekawiona.
- No wiesz, on zawsze wydawał mi się największym kombinatorem – wyjaśnił.
- Stereotypy – westchnęła Hermiona.
- Może raczej nieuprzejme sformułowanie dotyczące jego nadzwyczajnych umiejętności w tej kwestii – odparł.
Dziewczyna parsknęła i spojrzała na niego tak, jakby chciała spytać czy nie upadł na głowę, gdy ostatnim razem gonił za zniczem. Może i mu się to zdarzyło, ale nie pamiętał dokładnie. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatni raz siedział na miotle. Jego mięśnie zdawały się zwiotczałe, a ciało magazynowało zaskakujące ilości wody. To nie było naturalne. Nie wiedział jak Hermiona to znosiła, ale stawy zaczynały go boleć, a jeszcze nie zaczął nawet tyć.
- To byłby dobry pomysł – przyznała mu rację. – Ale Draco nie może uczestniczyć w projekcie. Lucjusz byłby bardziej odpowiedni.
Harry przygryzł wnętrze policzka. Lucjusz nie interesował się ich ustawą. Poparł ją wraz ze swoimi ludźmi, ale nie pytał o przebieg prac. Nie starał się dowiedzieć co dokładnie robili. Nawet Swingwood podchodził od czasu do czasu do pokoju, który zajmowali wraz z Hermioną w Ministerstwie i spędzał kilka godzin na pogaduszkach z nimi. Chciał ich poznać albo wybadać. Harry nie był pewien.
Szkalujące Hermionę artykuły przestały się ukazywać, ale Prorok tak łatwo nie odpuszczał. Harry czekał na burzę, która miała wybuchnąć po tej ciszy. Ron musiał szykować coś dużego, bo widywali go coraz częściej na ministerialnych korytarzach. Twierdził też coraz głośniej, że Hermiona jako rozwodząca się nie szanowała ich tradycji, więc jako członek najwyższej rady czarodziejskiej była niebezpieczna dla ich zwyczajów.
Harry nie potrafił nie porównywać tego do tez, które głosił Voldemort. I nienawidził tego coraz bardziej. Nie chciał tracić przyjaciela, ale czuł, że Rona już tam dawno nie było. Nie dawnego Rona, który dla nich poświęcił się na pierwszym roku. Tego samego chłopaka, który poszedł za nim do Zakazanego Lasu, a potem nawet dalej – szukać cząstek duszy Voldemorta.
- Nie będzie uczestniczył w tworzeniu, ale zajmie się obalaniem – spróbował Harry raz jeszcze. – Żadne z nas nie ma prawniczego wykształcenia – przypomniał jej i zdał sobie sprawę, że on w zasadzie ukończył ledwo Hogwart.
Gdyby nie inicjatywa McGonagall może nie udałoby mu się i to.
- To nie przejdzie. Zresztą pracuje w Ministerstwie. Zdecydował się jednak przyjąć stanowisko – poinformowała go Hermiona.
Harry nie mógł ukryć zdziwienia.
- Kiedy się widzieliście? – spytał.
- Czasami mijamy się w drodze do stołówki urzędniczej – wyjaśniła Hermiona, wracając do swoich notatek.
- Malfoy nie dokuczał ci z powodu rozwodu? – upewnił się.
Odgadnięcie intencji Draco nigdy nie było łatwe. Nawet wtedy we dworze Malfoyów nie wiedzieli do końca czy wyjdą z tego żywi. Nie pierwszy raz widział Draco marzącego się jak dzieciak, ale wtedy zrozumiał, że Ślizgon nawet w Hogwarcie grał tak jak kazał mu ojciec, aby wyszli z tego wszyscy żywi. Więc chłopak chociaż zdawał się przerażony Bellatriks, skłamał jej prosto w oczy może odmieniając na zawsze losy tej wojny.
- Wiesz, że nie jesteśmy już w szkole? – spytała retorycznie. – Może ci to umknęło, ale już raz go uderzyłam i raczej o tym pamięta – dodała.
Harry prychnął. To były piękne czasy.
- Powiedziałabym raczej, że w swój dziwny sposób pokazuje, że mnie wspiera – odparła Hermiona, kompletnie go zaskakując. – Nie mruczy nic o Ronie, ale czasem pyta co u mnie i zawsze chowa za siebie Proroka.
- Troszczący się Malfoy – westchnął. – Dożyliśmy czasów, gdzie unikają nas Gryfoni, a Malfoy pija herbatkę u mnie w salonie – dodał z niedowierzaniem.
- Nie przeżywaj. Był tutaj raz i pewnie długo się nie pokaże – odparła Hermiona.
- Moglibyśmy go zaprosić – zaproponował pospiesznie Harry.
- A wtedy ty podsunąłbyś mu naszą ustawę – odgadła Hermiona.
Czasami nienawidził jej przenikliwości.
ooo
Lucjusz był przygotowany do kolejnego spotkania z Wizengamotem. W jego dłoni znajdował się ponad dwudziestostopowej długości pergamin z planem jak unowocześnić Biuro Aurorów. Kingsley nie był zaskoczony, gdy pewnego dnia zajrzał do jego gabinetu i chociaż Weasley ze swojego krzesła rzucał mu nieprzyjemnie spojrzenia, nie zamierzał przejmować się jakimś szczeniakiem.
Postawił Biuru ultimatum i musieli się do tego dostosować. Kolejne artykuły nie miały prawa się ukazać i chociaż Wizengamot nie zamierzał się wtrącać do prywatnych spraw swoich członków, sama nazwa rady nie mogła się ponownie pojawić na łamach Proroka w innym wypadku Lucjusz też zamierzał doprowadzić do niewielkiego wycieku informacji. W końcu nie mieli stuprocentowej pewności, że pobity na śmierć w sali przesłuchań był śmierciożercą. Dziewięćdziesiąt osiem i pół procent to wciąż mogło być za mało w oczach prasy. Tym bardziej, że chłopak był młody. Może nim manipulowano albo trzymano pod wpływem Imperio. Lucjusz mógł zniszczyć każdą karierę i nie zamierzał się cofać przed rozżalonym Weasleyem. A Ronald czynnie uczestniczył w napaści. To jego nazwisko tkwiło jako pierwsze w raporcie, który Lucjusz otrzymał wprost na biurko.
Kingsley oczywiście bronił swojego podwładnego, ale coś jak aprobata błyszczało w jego oczach, co oznaczało tylko, że aurorzy zaczynali chodzić samopas. Coraz trudniej było ich opanować w czasach, gdy otwarcie napadano na Ministerstwo po miesiącach obietnic pokoju.
Musieli pokazać ludziom, że nowy odmieniony Wizengamot radził sobie. Przyjęcie w poczet członków Pottera było dobrym krokiem, ale niewystarczającym, gdy szkalujące bohaterów artykuły pojawiały się w najbardziej poczytnym dzienniku czarodziejskiego świata.
- Kolejne zebranie rozpoczynamy od wystąpienia pana Lucjusza Malfoya – powiedział Swingwood, a potem cofnął się, aby zrobić mu miejsce.
Odchrząknął przykładając różdżkę do swojego gardła. Sonorus połaskotał jego skórę, więc ostrożnie sprawdził głośność.
- Podczas ostatnich spotkań rozmawialiśmy o tym jak konieczne są zmiany w Biurze Aurorów. Rozmawiałem z szefem Kingsleyem i wiem, że młodzi rekruci… - zaczął spokojnie, błądząc wzrokiem po sali.
Potter siedział jak zawsze wraz z Granger. Oboje byli pogrążeni w rozmowie i zdawali się nie zwracać na niego uwagi. Nie wiedział dlaczego tak nagle go to zaczęło drażnić. Przeważnie członkowie Wizengamotu skupiali się głównie na głosowaniach. Przedstawiał plan naprawczy, a nie zamierzał zlikwidować Biuro. Gdyby tak było, obradowaliby tygodniami. Taka decyzja musiała być mocno przemyślana.
Amelia spojrzała na niego ze swojego miejsca i uśmiechnęła się lekko z aprobatą. Ich prawnicy prawie kończyli prace. Draco zdawał się być kompletnie tym niezainteresowany. Przyjął dokładnie tyle ile Lucjusz zaproponował. Majątek już dawno stracił na znaczeniu. Obaj też wiedzieli, że Draco nie może wyprowadzić się z dworu. Na razie stanowił najbezpieczniejsze miejsce w Wielkiej Brytanii. Nie dlatego, że nie można było się do niego dostać, ale ponieważ Lucjusz nałożył na niego tak potężne zaklęcia krwi, że sama myśl o skrzywdzeniu mieszkańców kierowała w stronę wroga tak straszliwą zemstę domu, że napastnik zostawał unicestwiony w ciągu sekund.
Przestali zapraszać gości, ale przynajmniej mogli spać spokojnie.
Potter podniósł głowę i spojrzał na niego zza swoich okularów, które fazowo wracały do łask. Czasami chłopak nosił zaklęcie poprawiające wzrok całymi dniami, by z kolei podczas następnego spotkania pojawić się w tych swoich okropnych szkłach. Lucjusz nie wiedział co jest gorsze. Gdy widział te zielone tęczówki wbite w niego, czy gdy nie mógł dostrzec wzroku Pottera.
- Dziękuję – zakończył, odchrząkując.
Swingwood zajął niemal natychmiast jego miejsce.
- Czy ktoś ma pytania? – zainteresował się przewodniczący.
- Czy rozmawiałeś z Kingsleyem? – spytał Handit.
- Szef Biura uważa, że dopóki nie wyszkolimy młodych aurorów powinniśmy wprowadzić pewne restrykcje – odparł Lucjusz.
- Czy sądzisz, że to konieczne? – spytał ktoś inny.
- Biorąc pod uwagę ostatnie wypadki – zaczął i nawet nie dokończył. – Jeśli nie zajmiemy się tym teraz za kilka lat aurorzy będą pukać do domów przypadkowych obywateli, szukając śmierciożerców. Biorąc pod uwagę jak odbywają się przesłuchania, wątpię, aby ktokolwiek z nas chciał z nimi rozmawiać na ich warunkach – dodał.
- Ministerstwo zostało zaatakowane. Może aurorzy jednak mimo wszystko idą w odpowiednim kierunku. Pojawił się tylko jeden atak. Nie ma przypadkowych zabójstw – wtrąciła Seer.
Lucjusz nie spodziewał się po niej niczego innego.
- Atak na Ministerstwo był niewielkim sprawdzianem i wiemy, że aurorzy nie są zdolni do odparcia go – przypomniał Lucjusz gorzko. – Mieliśmy tego dowody. Każdy musi bronić się sam, a nie czekać kiedy nasze niezłomne formacje się odnajdą.
- Może zatem powinniśmy wprowadzić obowiązkowy Klub Pojedynków w Hogwarcie? – zaryzykowała Seer.
- Uczniowie nie mogą patrolować ulic wyręczając aurorów, ale to dobry pomysł. Uzupełniający mój plan – uściślił.
Potter teraz otwarcie się w niego wpatrywał i Lucjusz nie potrafił się powstrzymać przed wyprostowaniem.
ooo
Harry nie spodziewał się, że Amelia podejdzie do niego po spotkaniu Wizengamotu, ale Minister Magii uśmiechnąwszy się do kilku członków rady, przedarła się w końcu do nich. Hermiona skinęła jej głową, niemal natychmiast przepraszając. Znikła na korytarzu, a Amelia poklepała go po ramieniu.
- Cieszy mnie, że jednak dołączyłeś – powiedziała Bones.
- Życie prowadzi nas różnymi ścieżkami – odparł.
Nie potrafił kłamać nikomu prosto w twarz. Tym bardziej Amelii, która nie była niczym dla niego innym, ale wsparciem.
- Nie ukrywam, że byłam zdziwiona tym, że zdecydowałeś się ubiegać jednak o miejsce w Radzie – ciągnęła dalej Minister Magii.
Harry błagał wszelkich bogów o to, aby kobieta nie była urażona tym, że nie powiadomił jej wcześniej.
- Rozumiem jednak dlaczego – dodała Amelia, uśmiechając się lekko. – Gdyby pani Weasley wykazała zainteresowanie…
- Nigdy tego nie planowaliśmy – wszedł jej w słowo Harry. - Wiesz jak fatalny w planach jestem. Pani Minister – dodał nieskładnie, starając się jakoś trzymać odpowiednich form.
W Wizengamocie wszyscy mówili sobie po imieniu, ale trudno mu było przywyknąć. Teoretycznie byli teraz z Amelią od siebie wzajemnie zależni i żadne nie stało ponad żadnym. Stali się bardziej kolegami niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet w czasie, gdy ich różdżki wzajemnie wspierały się w bitwie.
- Nie podejrzewam cię czy nie oskarżam – zaczęła Bones.
- Wiem, ale chciałem, żeby to było jasne. Po prostu moja sytuacja się zmieniła i zdecydowałem się jednak nie przystępować do kursu aurorskiego. Potem przypomniałem sobie o propozycji Lucjusza, ale było już za późno – dodał i poczuł, że ktoś wywierca mu dziurę w karku swoim wzrokiem.
Odwrócił się tylko po to, aby dostrzec parę szarych tęczówek. Lucjusz przyglądał mu się może jeszcze ułamek sekundy, a potem wrócił do przerwanej rozmowy.
- I nie jest z tego zadowolony – dokończył niemrawo, nie wiedząc nawet dlaczego zwierza się Amelii.
- Porozmawiam z nim – obiecała kobieta.
- Nie, nie – powiedział pospiesznie. – To minie. Jestem już dorosły, więc… jakoś to załatwię – dorzucił.
Amelia poklepała go po ramieniu.
- Mam nadzieję, że znajdziesz czas, aby wpaść do mojego gabinetu. Słyszałam o waszym projekcie i chciałabym wyrazić dla niego poparcie, gdy tylko zobaczę jego końcowy projekt – poinformowała go Amelia. – Mam nadzieję, że wiecie jak trudne będzie znowelizowanie tych ustaw – dodała.
- Mamy pewne pojęcie – przyznał Harry.
Zaczynali podejrzewać z Hermioną, że Wizengamot tak szybko przystał na ich propozycję, ponieważ wszyscy wiedzieli, że utknął. Może chciano ich tak odciągnąć od ważniejszych spraw. Albo sądzono, że w końcu się poddadzą, ale najwyraźniej nie słyszeli o Hermionie, która nigdy nie cofała się przed podobnym wyzwaniem. Sam nie lubił być manipulowanym, więc tylko bardziej przykładał się do prac.
Zresztą jego koszule zaczynały być coraz węższe. Spędzał tylko więcej czasu siedząc lub półleżąc, a Hermiona zaczynała budować dziwne gniazda z poduszek dla ich dwójki nieopodal kominka.
Lucjusz podszedł do nich i Harry zesztywniał mimowolnie. Nie rozmawiali ze sobą poza sporadycznie wymienianymi pytaniami podczas posiedzeń rady. Malfoy nigdy nie zamienił nawet dwóch zdań z Hermioną, więc nie wiedział kompletnie dlaczego mężczyzna zaszczycił go nagle swoją obecnością.
Lucjusz jednak spojrzał z niesmakiem na jego garnitur zanim skinął im głową na powitanie.
- Pouczasz pana Pottera w kwestii odpowiedniego ubioru podczas posiedzeń? – spytał mężczyzna i może miało to brzmieć jak żart, ale Harry poczuł, że kurczy się w sobie.
Jak większość z obecnych, szaty Lucjusza zapewne były krojone na miarę. Jego garnitury natomiast przestały być modne chyba nawet w mugolskim świecie. Nie zastanawiał się nawet ile kosztują czarodziejskie szaty, ale jęki Rona przed Balem Bożonarodzeniowym dały mu pewne rozeznanie. Biorąc pod uwagę rosnące rachunki, wątpił, aby było go stać na kupienie całkiem nowej szafy ciuchów tylko na posiedzenia.
Amelia prychnęła rozbawiona, najwyraźniej łapiąc żart. Harry jednak zdecydował się na nieszczery uśmiech.
