Lucjusz obserwował oddalającego się chłopaka, zastanawiając się co mu umyka. Potter wydawał się teraz nienaturalnie spokojny, co mogło być efektem zmęczenia albo ulgą, że wszystko z Weasleyem zostało definitywnie skończone. Chłopak miał nie pozostać długo aurorem, Lucjusz szczerze wątpił, aby udało mu się uniknąć Azkabanu, ale podejrzenia nigdy miały nie paść na pozostałych dwóch członków wyprawy. To w końcu Granger i Potter zdemaskowali jego personę, więc od tej pory miano zapewne wiązać ich w ten sposób. Może nawet dziewczyna zostanie wyniesiona przez prasę na ołtarze za cichą walkę. Prorok powinien jakoś odkupić swoje winy a Wizengamotowi na pewno przyda się dobra prasa.
Lucjusz nawet nie chciał myśleć o tym komu wytrącono argumenty z dłoni. Weasley był za głupi, aby na taką skalę walczyć ze swoją żoną. Ktoś musiał mu pomóc. Może był nawet narzędziem w dłoniach zręcznego członka Wizengamotu. Lucjusz miał typ lub dwa, które znakomicie pasowałyby do opisu.
Fakt, że użyto na Granger czarnej magii i, że zrobił to jej mąż, tylko wspierał ustawę, która wciąż nawet nie miała początkowego brzmienia. Nowi członkowie Rady dopiero rozpoczęli prace, a już zrobiło się głośno o zmianach. Nawet jeśli Wizengamot nie zgodzi się z nowelizacją, trudno byłoby to teraz przegłosować. Opinia publiczna uwielbiała skrzywdzone matki. A jeśli jedną z nich była bohaterka spod Hogwartu – każda mogła się teraz z nią utożsamiać.
Drzwi zamknęły się cicho, obwieszczając mu, że Potter wyszedł z sali. Lucjusz zerknął na sferę, która błyszczała tak mocno jak nigdy przedtem i podążył za nim.
ooo
Malfoy był w salonie. Harry nie widział nigdzie Hermiony, ale chłopak po prostu spojrzał wymownie w sufit, dalej masując swoją dłoń. Cios musiał być naprawdę mocny, skoro odczuwał jego skutki nawet teraz.
Harry nie myślał do końca, gdy oddawał przyjaciółkę w ręce Draco. Wydawało mu się to naturalne, bo obaj jej bronili. Może instynkt podpowiadał mu, że tak należy. Teraz jednak, gdy wszystko przycichło, jego decyzja wydawała mu się dziwna. Nie bardzo wiedział też co zrobić z Malfoyem siedzącym w jego salonie.
- Podałem jej eliksir uspokajający – poinformował go Draco i Harry skinął głową, przyjmując to do wiadomości.
Dalej nie był specjalistą od mikstur, ale Malfoyowi w tej kwestii można było zaufać. Może i był ulubieńcem Snape'a, ale Harry był już na tyle dorosły, żeby stwierdzić, iż stało się tak nie bez powodu.
- Co z Weasleyem? – spytał Draco, trochę zaskakując go.
- Nie mam pojęcia i raczej nie będę się interesował w najbliższym czasie – odparł, a potem opadł na fotel Syriusza.
Malfoy nerwowo pukał palcem o swoje udo, co nie było dla niego normalne.
- Wiedziałeś? – spytał w końcu Draco.
I nie musiał dodawać o czym.
Harry spojrzał na niego tylko przelotnie.
- Oczywiście, że nie wiedziałeś – prychnął Malfoy. – To nie jest do końca klątwa – wyjaśnił chłopak, nagle pochylając się w jego stronę. – To z zasady miało być pewnie zaklęcie monitorujące rozwój płodu. Dodatkowa ojcowska ochrona. Mój ojciec rzucił coś podobnego na moją matkę, gdy była ze mną w ciąży – ciągnął dalej Draco i Harry nie mógł nie dotknąć swojego brzucha. – W razie sytuacji kryzysowej, gdyby cokolwiek działo się z dzieckiem, ojciec może jakoś zareagować. Podtrzymać ciążę swoją magią aż pojawią się uzdrowiciele… - urwał, a potem potrząsnął głową, jakby mu się w głowie nie mieściło co zrobił Ron.
Do Harry'ego wciąż to do końca nie docierało.
- A Weasley, a Weasley… - zaczął ponownie Malfoy, ale najwyraźniej nie potrafił odnaleźć właściwych słów. – Zrobił z tego system jakiejś kontroli – wypluł w końcu.
Harry wziął głębszy wdech, starając się jakoś uspokoić. Jeden wybuch dziennie w całości mu wystarczał. Już i tak czuł się wyczerpany.
Harry wiedział jak powstawały najgorsze z klątw. To była jedna z nielicznych rzeczy, których zdążył się nauczyć podczas ich wędrówki. Zaklęcia miały tak naprawdę jeden fundament magiczny, ale intencja je przekształcała. Klątwę można było stworzyć z każdego dowolnego czaru o ile ktoś potrafił to zrobić. A Ron uczył się tego razem z nimi. Nie posiadał do tego jakiejś wyjątkowej smykałki. Nie tworzyli klątw, ponieważ stało to o wiele zbyt blisko granicy z czarną magią, ale jednak znali mechanizm.
Hermiona jako jedyna z nich próbowała kiedykolwiek stworzyć zaklęcie, które pozwoliłoby im wywołać jak największe zamieszanie w razie, gdyby znowu zostali pojmani, ale nigdy się jej to nie udało. Nie miała tego czegoś w sobie, a przynajmniej tak próbowała to wytłumaczyć. Nigdy nie była dobra w znoszeniu porażek nawet na takim polu.
Harry natomiast rozpoznawał doskonale klątwy, gdy takowe widział. Czuł ich magię i wiedział, że dla pobocznego widza sam ślad rąk Rona na brzuchu Hermiony – czarny i nieprzyjemny – był dowodem użycia najmroczniejszej z mocy dostępnych w tym czarodziejskim świecie. Dobro i zło już dawno zatarły się między sobą, ale to nie było poruszanie się w szarości.
Harry czuł pulsowanie tego zaklęcia i to tylko mocniej przyprawiało go o mdłości.
- Potter, dobrze się czujesz? – spytał Draco nagle.
Harry podniósł głowę, spoglądając na chłopaka i wziął głębszy wdech.
- Prawdę powiedziawszy nie – przyznał szczerze. – Muszę odpocząć – dodał.
Draco pokiwał głową i podniósł się z kanapy.
- Powiedz jej… - zaczął Malfoy i urwał. – Słuchaj, powiedz, że musiałem wyjść, ale żeby skontaktowała się ze mną, gdy będzie chciała… - urwał i oblizał nerwowo wargi.
- Pogadać – dokończył za niego Harry. – Przekażę jej. Na pewno chciała ci podziękować za eskortę, a nawet jeśli nie; to ja ci dziękuję – powiedział całkiem szczerze i tym razem to on jako pierwszy wyciągnął dłoń na pożegnanie.
Malfoy spojrzał na niego lekko zaskoczony, ale uścisnął jego rękę.
ooo
Hermiona leżała zwinięta w kłębek na swoim łóżku. Jej monotonny płytki oddech świadczył tylko o tym jak głęboko spała. Przeważnie, gdy polowali na horkruksy nie mieli czasu zaznać takiego luksusu jak nieprzerwany niczym sen. Może to i lepiej, bo w tym okresie wciąż miał wizje zsyłane przez Voldemorta i najczęściej budził Rona lub Hermionę w najmniej oczekiwanym momencie. Nie mogli na siebie rzucać zaklęć wyciszających, bo blokowały dźwięki wokół namiotu, a zależało im na tym, aby zostać wcześnie powiadomionym w razie ataku śmierciożerców.
Kiedy wojna się skończyła nie wychodzili przez całe dnie z łóżek. Hermiona została w tym pokoju, a Ron pojechał do Nory, aby odpocząć wraz z rodziną. Weasleyowie zaprosili ich, ale oboje byli tak wyczerpani, że woleli zostać w kamienicy Syriusza. Ron wrócił kilka dni później wraz z pierścionkiem i w salonie na dole spytał go czy Harry zgadza na się na ten ślub. Wtedy wydawał mu się to najlepszy pomysł na świecie. Marzenie jego życia. Dwoje jego najlepszych przyjaciół razem.
Kiedy spoglądał na Hermionę teraz, nie był już tego taki pewien. Wiedział, że jego przyjaciółka zapewne uzna związek z Ronem za doświadczenie w życiu, może trochę niechciane, ale zawsze pozostawiające za sobą coś pozytywnego – dwójkę dzieci.
Hermiona wymruczała coś, a potem objęła się jeszcze mocniej, więc wstał i nakrył ją szczelniej kołdrą. Jego magia przestawała wyrywać się spod jego kontroli. Czasami wydawało mu się, że jest całkiem żywa i świadoma. Nie do końca działała według jego zasad, ale nigdy też nie przekraczała pewnych granic, które sobie wyznaczył. Hermiona twierdziła, że to ważne, aby wiedzieć takie rzeczy o sobie. Do czego posunąłby się, gdyby… W ten sposób utrudnili śmierciożercom stosowanie na nich Imperio, gdyby doszło do takiej sytuacji. Harry wiedziałby od razu, kiedy jest sobą, a kiedy to ktoś inny na niego wpływa.
Pierwszym co go zastanowiło to właśnie zachowanie Rona, gdy rozmawiali kilka dni wcześniej. Weasley jednak ku jego zaskoczeniu był jak najbardziej sobą. Starszym i bardziej upartym. Hermiona mówiła, że to właśnie działo się z ludźmi, którzy dostawali do rąk władzę, a nie potrafili sobie z nią poradzić. Ron nie był manipulowany, chyba że przez własną żądzę posiadania. Jednak żadna obca magia nie brała w tym udziału i Harry prawie żałował. Zawsze łatwiej byłoby przyjąć do wiadomości, że Weasley był pod wpływem Imperio. Mogliby zakończyć zaklęcie i znaleźć winnego. Znów byliby przyjaciółmi i Hermiona może po kilku długich latach potrafiłaby zaufać Ronowi ponownie.
ooo
Starał się skupić na prawie rozpadającym mu się w rękach kodeksie, gdy ciche kroki odwróciły jego uwagę od czytanego przepisu. Hermiona stała w progu, przyglądając mu się z niepewnym wyrazem twarzy.
- Obudziłaś się? – spytał i oczywiście to było idiotyczne, bo skoro stała przed nim, nie spała nadal w swoim łóżku. – Draco wyszedł kilka godzin temu. Prosił, żebyś się z nim skontaktowała, gdy tylko poczujesz się lepiej.
Hermiona zesztywniała momentalnie i Harry już miał pytać czy Malfoy jej nie obraził jakoś, ale ona uśmiechnęła się wymuszenie.
- Draco? – spytała.
- Malfoy – przypomniał jej.
- Nazwałeś go Draco. Nie przypominam sobie, żebyś się tak do niego odnosił – zauważyła, wchodząc do środka.
Zajęła swoje miejsce na kanapie i spojrzała na jego notatki rozrzucone po całym stoliku.
- Chyba czas najwyższy. Malfoyów jest w końcu dwóch. To faktycznie bywa mylące – stwierdził, starając się brzmieć niezobowiązująco.
Fakt faktem, ale powoli oswajał się z chłopakiem. Nie na tyle, żeby nazwać go kumplem, ale Malfoy ewidentnie miał prawidłowe reakcje. Sięgał po różdżkę, gdy to było konieczne, a po pięści, gdy magia wydawała się zbyt błahym sposobem załatwiania rachunków. Harry zaczynał doceniać podobnych ludzi.
- Zniknąłeś gdzieś z Lucjuszem – zaczęła Hermiona.
- Nie chcesz porozmawiać o… - urwał, patrząc sugestywnie na jej brzuch.
Dziewczyna spięła się mimowolnie i objęła ramionami, jakby chciała zakryć sporej wielkości już ciążę.
- A co mam ci powiedzieć? – odpowiedziała pytaniem. – Zaklęcia nie da się neutralizować. Samo się zakończy, gdy urodzę – odparła.
- Ale Ron…
Hermiona przygryzła swoje wargi tak mocno, że Harry był pewien, że zaraz pod jej zębami pojawi się krew. Jej oczy błyszczały czymś podejrzanym, co wyglądało jak łzy, a on naprawdę nie chciał znowu widzieć jak dziewczyna płacze.
- Herm… - zaczął, pochyliwszy się w jej stronę.
- Co mam ci powiedzieć? – spytał, wzruszając nagle ramionami. – Czasami słyszysz o tych kobietach, które są nieodpowiednio traktowane w małżeństwie, ale zawsze myślisz, że nie jesteś jedną nich. Bo jesteś lepsza. Bo stanęłaś przeciwko Voldemortowi i przeżyłaś, więc nic nie jest w stanie cię pokonać, ale to nie prawda. Bo jesteś dokładnie taka sama jak reszta tych tępych kwok, które pozwalając się bić… i… - urwała.
- Ron cię uderzył? – spytał Harry z niedowierzaniem.
Hermiona zaśmiała się gorzko.
- Nie był taki głupi, żeby zostawiać ślady, ale to czasem nie chodzi o przemoc, ale o to jak jesteś traktowany jak obywatel drugiej kategorii, bo pan mąż może zrobić z tobą co chce – wyjaśniła Hermiona.
- Powinnaś była mi powiedzieć. Zmusiłbym go, żeby… - spróbował jeszcze raz, ale Hermiona ścisnęła jego dłoń.
- Wiem, ale nie chciałam, żeby ojciec moich dzieci wylądował w Azkabanie – odparła i wzięła głębszy wdech. – Sądziłam, że jak dam mu czas do namysłu zrozumie, że… - urwała. – Ale to posunęło się za daleko i teraz kiedyś będę musiała powiedzieć moim dzieciom, że ich ojciec został zamknięty tam, gdzie śmierciożercy, których zwalczaliśmy, bo używał tej samej magii co oni. I jak mam to zrobić? – spytała retorycznie.
Harry nie znał odpowiedzi na to pytanie. Podobnie jak wiele innych. Jednak w pełni rozumiał co miała przez to na myśli. Sam zastanawiał się jak będzie wyglądało jego życie, gdy jego dziecko się narodzi. Jak wyjaśni fakt, że takie posiada. Czy wciąż będzie mieszkał w czarodziejskiej Wielkiej Brytanii, a jak nie – to gdzie się przeniosą. Nie znał świata. Zwiedził szkockie lasy, gdy ukrywali się przed śmierciożercami, ale podejrzewał, że nie przeżyłby w nich z niemowlęciem. Nie można było się też wiecznie ukrywać.
- Gdzie poszedłeś z Lucjuszem? – spytała Hermiona, zmieniając temat.
Harry zastanawiał się czy nie wrócić do kwestii Rona, ale przyjaciółka patrzyła na niego z taką nadzieją w oczach, że tym razem postanowił odpuścić. Każdy musiał poradzić sobie z pewnymi rzeczami na własną rękę. Wiedział zresztą, że Hermiona porozmawia z nim, gdy będzie gotowa. Potrzebowała czasu, a on zamierzał go jej ofiarować tak wiele jak będzie konieczne. Nigdzie się nie wybierał.
- Wizengamot kumuluje magię niektórych członków – zaczął Harry, chcąc jej wyjaśnić wszystko od początku.
Sam był zaskoczony takim pomysłem, ale faktycznie to miało swój sens. Sprzymierzeni ze sobą czarodzieje byli silniejsi.
- Och, pokazał ci sferę – ucieszyła się jego przyjaciółka.
Zamrugał zaskoczony.
- Czy jest coś o czym nie wiesz? – spytał trochę poirytowany.
Hermiona spięła się niemal natychmiast.
- Czasami nie wiem co zrobić ze swoim życiem – odparła całkiem szczerze.
ooo
Harry próbował schować kolejnego Proroka Codziennego, ale nie odnalazł go przed drzwiami. Hermiona siedziała wraz z poranną herbatą w dłoni i nowym wydaniem gazety w dłoni. Nie dostrzegał pierwszej strony, ale podejrzewał, że nie mogło być to nic złego, bo jego przyjaciółka nie wyglądała na mocno poruszoną.
- Seer mówiła o zbliżającym się Czarodziejskim Szczycie Dyplomatycznym – rzuciła na jego powitanie. – Ministerstwo jeszcze nie zdecydowało kto będzie naszym reprezentantem. Mówi się, że Minister Magii najprawdopodobniej przekaże i to Wizengamotowi, więc Lucjusz zapewne będzie miał za zadanie przygotowanie obrad.
Brwi Harry'ego uniosły się tak wysoko, że zakryła je grzywka.
Jego nowe szaty miały pojawić się jeszcze tego wieczoru. Maise zdjęła miarę i odesłała go do domu, nazywając kompletnie bezużytecznym. Żartowała tylko, że zaczyna przybierać na wadze bez tego ciągłego ruchu i obiecała tak je uszyć, aby nie było widać dodatkowych kilogramów. Czuł się trochę nagi pod jej spojrzeniem. Nikt nie uprzedził go, że do zdejmowania miary będzie musiał się aż tak bardzo rozebrać. Hermiona wydawała się przednio bawić, ale ta chwila przeminęła.
Widział to teraz, gdy jego przyjaciółka lustrowała wzrokiem Proroka, jakby chciała przejrzeć gazetę na wylot.
- Mam spytać skąd to wiesz? – spróbował.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko.
- Słucham, gdy mówią wokół mnie – odparła. – Tobie też polecam. Jeszcze nie są do nas przekonani. Zresztą zrobiłam za dużo hałasu, żeby mnie przyjęli z otwartymi ramionami. Jednak mówią przy nas, ignorując nas, czym popełniają swój największy błąd – dodała.
Harry usiadł na swoim zwyczajowym krześle i nalał sobie herbaty. Mógłby zabić za kubek kawy, ale Hermiona twierdziła, że mógł wypić naprawdę niewiele tego życiodajnego płynu, a szkoda było drażnić kubki smakowe. Po porodzie zamierzał otoczyć się kawą.
- Myślę, że Wizengamot wyznaczy Lucjusza. Tylko on ma takie zdolności organizacyjne, a do tego obecny szczyt ma zainteresować się głównie utworzeniem wspólnoty, która miałaby zająć się monitorowaniem działalności czarnych magów na terenie poszczególnych społeczności. Przewodniczymy, ponieważ u nas odbyły się dwa ostatnie poważne ataki. Grindenwalda i Voldemorta – wyjaśniła Hermiona. – Jednak jeśli chodzi o Amelię… - urwała.
- Zapraszała do siebie – wtrącił, ciesząc się, że to jest jednak coś, co mógł dodać do rozmowy.
- Wiem. Dlatego się zastanawiam – odparła, a potem ponownie schowała się za artykułem. – Kolejne spotkanie odbędzie się za cztery dni, więc musimy się przygotować. Widziałam, że wczoraj pracowałeś…
- Niewiele udało mi się zrobić – przyznał.
Nie sądził też, aby zdążyli. Nie mieli nic co mogliby przedstawić Wizengamotowi, a Swingwood twierdził, że tego oczekują. Wszystko było w rozsypce. Dopiero pozbierali wszystkie przepisy, które należało unowocześnić. Poprawianie nawet wstępne każdego to była praca dla dziesiątki ludzi, a i tak nie zdążyliby w ciągu tego roku.
- Myślę, że przesuniemy termin – odparła Hermiona. – Szczyt i tak zostanie tematem numer jeden oraz restrykcje nałożone na Biuro Aurorów – dodała.
- Restrykcje? – spytał skołowany.
Hermiona odłożyła Proroka na stół.
- Chyba nie sądzisz, że to co stało się wczoraj, obejdzie się bez reperkusji – odparła kompletnie zszokowana, jakby dopiero teraz dotarło do niej jakim laikiem był Harrym. – Akcja rodzi reakcję – wyjaśniła mu.
- Nic nie dzieje się bez niczego? – spytał z nadzieją.
- Przyczyna rodzi skutek – poprawiła go niemal natychmiast.
Wziął głębszy wdech, zdając sobie nagle sprawę, że czekały ich naprawdę długie dni.
ooo
Ludzie, którzy przychodzili do nich tego dnia, przeważnie skupiali się na Hermionie. Część kobiet szczerze wyrażało współczucie, a inne gwarantowały swoje poparcie. Nieliczni mężczyźni, którzy usiedli przy biurku Harry'ego, żeby porozmawiać na temat problemów swojej okolicy, zerkali na nią, jakby nie wiedzieli co powiedzieć.
- Wiecie, że nie musicie przepraszać – poinformował Harry jednego, nie mając pojęcia jak zareagować.
Czarodziej spuścił głowę i wycofał się do wyjścia bez słowa komentarza. Hermiona zerknęła na niego i uniosła brew. Odpowiedział wzruszeniem ramion. Nie miał pojęcia co się działo, ale jak zawsze paraliżowano ich prace, więc przynajmniej to pozostało bez zmian.
Hermiona wstała, wypraszając na korytarz kolejnych petentów i zarządziła przerwę.
- Musimy coś z tym zrobić – poinformowała go.
- Mam rzucać na nich klątwy w progu? – spytał szczerze. – Mają wewnętrzną potrzebę wyrażenia swojego poparcia dla nas. Nie możemy ich odesłać z kwitkiem – odparł.
Hermiona przygryzła wargę i wzięła głębszy wdech.
- Zorganizujemy otwarte spotkania dla poparcia ustawy. Wtedy ludzie będą mogli przyjść i się otwarcie wypowiedzieć. Wizengamot ma specjalną salę do takich zebrań. W Proroku zrobimy niewielkie ogłoszenie z dwutygodniowym wyprzedzeniem, żeby ludzie zdążyli się zebrać i powiedzmy raz w miesiącu któreś z nas poprowadzi coś takiego. Będziemy dzięki temu mieć uwagi społeczeństwa, a ci ludzie nie zabiorą nam więcej czasu niż to konieczne – wyjaśniła.
Harry nazwałby ją geniuszem, gdyby to nie było takie oczywiste. Zdolność kobiet do prostego rozwiązywania problemów zawsze stanowiła dla niego tajemnicę. Może posiadały jakiś dodatkowy gen, który pozwalał im łączyć dwa punkty najkrótszą linią. On zawsze błądził tak długo, aż przypadkowo natrafiał na rozwiązanie.
Ciche pukanie do drzwi zwróciło ich uwagę i Harry powstrzymał się ostatkiem sił, żeby nie wrzasnąć, że mają przerwę. Dłoń bolała go od ściskania. Nie był kandydatem na stanowisko Ministra Magii i bynajmniej nie potrzebował swoich zwolenników.
- Proszę – powiedziała Hermiona, siadając za swoim biurkiem.
Amelia weszła do środka zaskakując ich oboje i Harry wstał tak szybko, że oparcie jego krzesła uderzyło o ścianę.
- Pani Minister – przywitała się Hermiona niemal natychmiast.
- Kawy? Herbaty? – zaryzykował Harry.
Amelia uśmiechnęła się lekko.
- Jeśli masz minutę, Harry – zaczęła kobieta.
- Zejdę do stołówki. Ktoś jest czymś zainteresowany? – spytała Hermiona, kierując się w stronę drzwi.
Co prawda miał ochotę na coś słodkiego, ale to nie był najlepszy pomysł. Najczęściej łapał się na tym, że szybko nadrabiał cukry, a potem mdliło go do wieczora. Potrzebował kanapki, a ta z kolei leżała przygotowana zaraz koło czajnika z wodą. Wystarczyło kilka minut, ale przeważnie w ciągu dnia nie mieli nawet tego. Te kolejki przed ich drzwiami były przerażające.
Drzwi zamknęły się cicho za Hermioną, gdy wyszła na korytarz. Amelia tymczasem usiadła na ich niewielkiej kanapie, więc dołączył do niej, starając się nie wyglądać na spiętego.
- Całkiem sporo petentów – zauważyła Minister Magii.
- Gdyby tylko przychodzili z faktycznymi problemami, a nie po to, żeby porozmawiać ze mną lub Hermioną – odparł.
Uśmiech Amelii wcale się nie zmniejszył.
- Nie wiem czy słyszałeś, że wielu dyplomatów odwiedzi Ministerstwo w ciągu najbliższych dwóch tygodni – zaczęła Amelia.
- Szczyt dyplomatyczny – rzucił, czując się naprawdę szczęśliwym, że Hermiona poruszyła ten temat.
Nie lubił czuć się niepoinformowanym idiotą. Nie był ignorantem. Po prostu najczęściej nie wiedział, które informacje są naprawdę ważne. A ich szum ostatnio zaczynał go ogłuszać.
Amelia uśmiechnęła się tym razem szerzej.
- Moje obowiązki uniemożliwią mi uczestnictwo, a brać udział w szczycie powinien ktoś kto odpowiednio będzie reprezentował nasz kraj. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że chociaż jestem Minister Magii pod różdżki powołałbyś nie mniejszą rzeszę ludzi, ponieważ nasi obywatele wierzą w ciebie i to tobie ufają przede wszystkim – zaczęła Amelia i Harry po prostu wiedział do czego to wszystko zmierza. – Byłoby mile widziane, gdybyś z mojego ramienia uczestniczył w szczycie. Wizengamot wyśle zapewne swojego przedstawiciela podobnie jak Biuro Aurorów oraz departamenty Ministerstwa – wyjaśniła. – Czy mogę na ciebie liczyć? – spytała wprost.
