Lucjusz nie musiał mu towarzyszyć w drodze powrotnej do domu w Dolinie Godryka, ale wszyscy zdawali się go bacznie pilnować. Hermiona i Draco nie odstępowali go ani o krok, gdy przemierzał ministerialne korytarze, a Hesper i starszy z Malfoyów prześcigali się w tym, kto mocniej go wkurzy, gdy sprawdzali fundamenty domu.
Możliwe, że powinni zrobić to zanim przywrócił pokoje, ale nie znał się na czarodziejskich posiadłościach. Rzucił kilka zaklęć, których wymowę podał mu Lucjusz, nie zastanawiając się nawet nad tym ile będzie go to kosztować. Poczuł uderzenie w pierś i przez sekundę lub dwie nie mógł nabrać powietrza w płuca, a Malfoy podtrzymał go.
Harry nie pamiętał, aby dotykali się kiedykolwiek poza tamtą nocą taką powierzchnią ciała. Przez niego przeszedł kolejny dreszcz – tym razem nie powodowany przez magię i zerknął w stronę przyglądającego im się Hespera.
- Fundamenty zdają się być w porządku – rzucił, gdy Lucjusz zabrał ręce z jego talii.
Nawet przez warstwę materiału czarodziejskiej szaty czuł jak ciepłe były i gdy zniknęły – odczuł brak tych dłoni. Jego głowa zaczynała płatać mu figle, ale zapewne nie powinien był spodziewać się niczego innego. Ataki i stres wytrącały go z równowagi.
Czuł, że dom teraz mocniej reaguje na niego, jakby dopiero teraz oficjalnie się sobie przedstawili. Przez myśl przeszło mu, że może Lucjusz dopiero teraz podał mu zaklęcie, ponieważ widział w jego oczach wcześniejszą niechęć albo nawet strach w stosunku do tej posiadłości. Jeszcze kilka tygodni temu roześmiałby się w twarz każdemu kto zasugerowałby, że mężczyzna wykazywał się czasem zrozumieniem i troską, ale wszystko się zmieniło odkąd zaczął poznawać Lucjusza.
Zerknął na Hespera, który bez chwili zawahania zaczął rzucać zaklęcia ochronne. Oczy Niewymownego jednak wciąż błądziły między nimi.
ooo
Nie spodziewał się, że Hermiona wstanie przed nim, ale jednak. W dniu procesu Rona najwyraźniej nikt nie mógł spać. Sowy od Molly były konsekwentnie odsyłane z kwitkiem i chociaż naprawdę chciał później porozmawiać z panią Weasley, czuł, że to nie jest odpowiedni moment. Wszystko było zbyt świeże, aby cokolwiek dobrego wynikło z tego spotkania. Był pewien, że gdy Molly ochłonie, dotrze do niej, co Ron tak naprawdę zrobił i komu.
Hermiona odłożyła wczorajszego [i]Proroka[/i] na blat stołu i spojrzała wymownie na parującą w dzbaneczku herbatę.
- Zaczynam się uzależniać – próbował zażartować, ale wypadło to słabo nawet w jego uszach.
Czarodziejskie prawo sądownicze było najgorszym, jakie poznał w swoim życiu. Nie wyznaczano świadków zbyt szybko. Większość osób zamieszanych w sprawy wiedziało, że będą przesłuchiwani, ale ponieważ w tym świecie rządziła magia, gdy podczas przesłuchań wychodziły nowe wątki – po prostu aurorzy aportowali się po kolejnych świadków odrywając ich od ich zajęć bez żadnego ostrzeżenia.
Harry tylko raz został tak wezwany – był bowiem pewien, że nikt nie będzie miał wątpliwości co do działalności ludzi takich jak Milicenta Bulstrode. Dziewczyna nawet w czasach szkolnych nie była zainteresowana polityką. Nie miała Mrocznego Znaku. Jednak jej rodzice oboje wspierali Voldemorta, więc ujęto i ją, i przetrzymywano w tymczasowej celi.
Harry nigdy wcześniej nie był tak wściekły.
- Wszystko będzie w porządku – rzucił.
Hermiona uśmiechnęła się krzywo.
- Jesteś wspaniałym przyjacielem. Nawet okłamujesz mnie w odpowiednim czasie – prychnęła.
- Nie kłamię. Po prostu wychodziliśmy z gorszych rzeczy. Ta sytuacja uderza w nas w inny sposób, ale i proces Rona przeżyjemy – wyjaśnił i westchnął. – Nie możemy się jednak dać zwariować. Wiem, że na sali będzie Molly i wiem, że będzie winiła nas oboje.
Hermiona skrzywiła się lekko, najwyraźniej wyobrażając sobie przyszłe sceny. Molly bywała głośna i nie obchodziło jej kto słucha. A reporterzy na pewno nie przegapią takiej sensacji. Ochrona podczas procesu miała zostać potrojona, ale Harry miał złe przeczucia. Już raz zaatakowano ich w Ministerstwie i chociaż logika podpowiadała mu, że rozbili śmierciożerczą główną komórkę, więc wprowadzili zamieszanie w organizacji, jednak jego obawy nie malały. Bellatriks w końcu udowodniono szaleństwo, więc nie można było od kobiety oczekiwać racjonalnych i przemyślanych działań. Mogła zaatakować tylko dlatego, że miała do wiadomości publicznej podaną datę, gdy na pewno Harry i Lucjusz pojawią się w Ministerstwie.
- Kto broni? – spytał ciekawie, chcąc jakoś podtrzymać temat.
- Nie Percy. Wycofał się. Rodzina rodziną, ale wie, że to przegrana sprawa – wyjaśniła jego przyjaciółka. – Nie mogli znaleźć prawnika i sprawą zajmie się obrońca aurorski. Nie sądzę, żeby się tak przyłożono do tego procesu jak do mojej sprawy rozwodowej – urwała. – Wczoraj przyszły papiery. Podpisał je – dodała, uciekając wzrokiem.
Harry był pewien, że dostała również jakąś miłą notatkę. Ron znany był ze swojej złośliwości i upartości.
Położył przyjaciółce dłoń na ramieniu i lekko ścisnął.
- Przeżyjemy i to – obiecał jej.
ooo
Hermiony nie wezwano na świadka, ale była obecna cały czas na sali. Siedziała z Draco, który zajął im miejsca i Harry był mu naprawdę wdzięczny, ponieważ wątpił, aby mógł stać przez kilka godzin i wysłuchiwać tych peanów, które prawnik Rona wygłaszał na jego cześć. Mowy wstępne ciągnęły się jak flaki z olejem.
Ron wyglądał dobrze, biorąc pod uwagę, że paski nie pasowały do jego karnacji i figury. Molly i Ginny zajmowały miejsca tuż za prawnikiem Weasleyów, i Harry naprawdę był szczęśliwy, że nie widzi nigdzie Artura czy bliźniaków.
Hermiona siedziała zesztywniała koło niego przez całą rozprawę i nie powiedziała ani słowa, gdy Ron opowiadał, że była nieposłuszną żoną i dlatego musiał znaleźć sposób, aby jakoś ją kontrolować. Aurorzy, dwójka, która towarzyszyła Ronowi tamtego dnia, udostępniła swoje wspomnienia i Harry dopiero wtedy zobaczył jak naprawdę wyglądał jego wybuch z punktu widzenia obserwatora. Zacisnął dłoń w pięść, gdy jego magia zawibrowała, przypominając mu o swojej ciągłej obecności.
Z jednej strony czas zdawał się rozciągać, ale ledwo mrugnięciem okiem zajęło sędziom wydanie wyroku. Ron trafił do Azkabanu na piętnaście lat i miał zakaz widywania z dziećmi oraz pisania do byłej żony. Mężczyzna wychodząc spojrzał jeszcze na nich wściekle, ale Harry nie potrafił odnaleźć w sobie żadnych emocji. Czuł się po prostu zmęczony i widział po Hermionie, że dla niej to też było za wiele.
Wyszli bocznym wejściem, chcąc ominąć tłumy. Molly rozmawiała z prasą zarzekając się, że złoży jeszcze odwołanie. Draco próbował osłaniać Hermionę przed błyskami fleszy, dlatego Harry był mocno zaskoczony, że pani Weasley jakoś dopchnęła się do nich.
- Mamo – syknęła Ginny, uśmiechając się do nich wymuszenie. – Wychodzimy.
- Zaraz tylko powiem do słuchu tej – warknęła Molly i Harry westchnął.
- Ron złamał prawo – powiedziała krótko Ginny. – Za co powinniśmy przeprosić – dodała ewidentnie w ich stronę, odciągając matkę.
Możliwe, że brała w tym udział jakaś magia, bo Molly nie mogła wykrztusić ani słowa. Albo po prostu bezczelność córki odebrała jej mowę. Harry nie zamierzał sprawdzać i Draco najwyraźniej był tego samego zdania, bo weszli w pierwszy lepszy korytarz, korzystając z blokady ustawionej przez aurorów. Ministerstwo musiało normalnie pracować, niezależnie od tego, co działo się na niższych piętrach.
Weszli do windy i zapadła niewygodna cisza. Harry nie był pewien czy nie powinien czasem odwieźć Hermiony do domu. Jego przyjaciółka się nie trzęsła. Wyglądała wręcz dość normalnie i to go martwiło. Najgorsze załamania przychodziły właśnie wtedy, gdy ktoś za bardzo trzymał się w ryzach. Emocje musiały mieć jakieś ujście i jeśli oznaczało to płacz przy najlepszym przyjacielu i mężczyźnie, który się nią interesował – Hermiona powinna sobie na to pozwolić.
- Przynajmniej jedna osoba w tej szurniętej rodzinie ma jakieś wyczucie – rzucił Draco w końcu.
- Dla nich to tragedia – odparła Hermiona, co wcale nie zaskoczyło go.
- Nie możesz obdzielać empatią wszystkich, bo to cię zniszczy. Jakoś nie widziałem, żeby Weasley przejęła się faktem, że jej synalek stosował na tobie czarną magię – mruknął Draco i w windzie zrobiło się naprawdę cicho.
Najwyraźniej nie rozmawiali jeszcze o tym i Harry mógł wyczuć napięcie, które zawisło na tej niewielkiej przestrzeni. Najchętniej wysiadłby, ale przed nimi pozostały do pokonania ostatnie piętra. Najdłuższe półtorej minuty jego życia.
- Nie znaczy to, że mam się zniżać do tego poziomu – odparła w końcu Hermiona. – Nie chcę zatracić siebie tylko dlatego, że powinnam mścić się na byłym mężu. Nie cieszy mnie jego więzienie. Pozostaje ojcem moich dzieci. Biologicznym, ale nadal – dodała i spojrzała na Draco.
Harry czuł, że nie powinno go tutaj być. Jeszcze nigdy wcześniej nie stanowił piątego koła u wozu aż tak bardzo. Może tym różnił się związek Rona i Hermiony od relacji, którą ona zawiązywała z Draco. Był potrzebny przyjaciołom, wiązał ich równie mocno co ich uczucie. Dla Draco i Hermiony był zbędny.
Malfoy spoglądał na jego przyjaciółkę z dziwnym spokojem i znowu zapadła między nimi nieprzyjemna cisza, którą przerwał dopiero dzwonek windy. Najchętniej zostawiłby ich samych, ale zebranie Wizengamotu z powodu tego procesu przesunięto na późne popołudnie i do tego czasu chcieli popracować nad ustawą. Podejrzewał, że z kolejnego spotkania – tym razem w dworze Malfoyów wróci w środku nocy. Hesper obiecał go odprowadzić, co uznałby za szarmanckie, gdyby nie fakt, że naprawdę nie potrzebował niańki
- Wyślę do ciebie sowę dzisiaj wieczorem – powiedział Draco do jego przyjaciółki, gdy znaleźli się pod ich pokojem. – Harry, Hermiono. Miłego dnia – dodał i odwrócił się na pięcie.
Harry spoglądał za nim, nie mogąc nie odnieść wrażenia, że działo się więcej niż prawdopodobniej powinien wiedzieć. Wtrącił się w życie Hermiony już dostatecznie, ale i teraz korciło go, aby spytać wprost przyjaciółkę co dzieje się z nią i Draco. Może był naiwny sądząc, że problemy się jakoś rozwiążą, gdy Hermiona stanie się wolna, ale teraz wcale na to nie wyglądało.
Zawsze zastanawiał się jak wiele z Lucjusza jest w Draco, ale im bliżej poznawał ich obu – tym bardziej zdawał sobie sprawę, że naprawdę byli całkiem odrębnymi osobami. Młodszy z Malfoyów wydawał się żywszy, bardziej nieskrępowany. Lucjusz uważał na słowa, nawet w towarzystwie osób, którym powinien ufać. Mężczyzna wolał zakładać, badał różne scenariusze. Harry'ego uderzyło to, gdy tylko zaczęli omawiać szczyt dyplomatyczny i ich rolę w tym wydarzeniu. Lucjusz zakładał, że Norwedzy jako najbardziej liberalni, nie podejdą zbyt pozytywnie do ich obecnych zmagań z rozbiciem ostatnich komórek śmierciożerców. Dla nich każde społeczeństwo powinno być złożone z ludzi o skrajnie różnych opiniach. A fakt, że akurat jedno ugrupowanie [i]Avadami[/i] zwalczało pozostałych – był dla nich tematem bocznym. Lucjusz spodziewał się, że odbędą wiele rozmów o tym czy kiedykolwiek wysłuchali Voldemorta i już samo to sprawiało, że Harry miał ochotę parsknąć śmiechem.
Każdy kto chociaż raz spojrzał na tego szaleńca – wiedział, że żadne słowa nie zmienią jego przekonań. Norwedzy jednak byli bezpieczni za całkiem sporym morzem. Lucjusz miał niewielką nadzieję, że uderzy w nich fakt, że są goszczeni przez dwójkę młodych ludzi, którzy w pewien sposób byli ofiarami wojny.
Hermiona straciła rodziców, podobnie jak on. I chociaż te dwie sprawy mocno różniły się od siebie – efekt pozostawał ten sam. W swoich wczesnych latach dwudziestych musieli wziąć za siebie pełną odpowiedzialność. Nie mieli doradców czy ludzi, którzy zaglądaliby do nich, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.
Harry miał ochotę walnąć Malfoya jak za starych dobrych czasów, gdy Lucjusz szczerze wyznał im swój plan. Musiał jednak przyznać, że mężczyzna miał rację. Jeśli ten szczyt miał się powieść – musieli manipulować ludźmi, ponieważ na tym polegała polityka. Zresztą nikt od Harry'ego nie wymagał kłamania. Prawda była dostatecznie zła i doszło to do niego, gdy Kingsley zaczął unikać jego wzroku po tej rozmowie, jakby wstydził się za cały Zakon.
Gdy wojna trwała – z każdym z nich był w dobrym, prawie codziennym kontakcie. Potem jednak wrócili do rodzin, a on do pustego mieszkania po kolejnym martwym członku rodziny. Harry zastanawiał się co zrobiłby Kingsley, gdyby usłyszał o jego finansowych problemach, ale temat był mocno przedawniony. Odkąd Hermiona zajęła się rachunkami – stanęli na nogach. To musiało mieć coś wspólnego z faktem, że jego przyjaciółka była po prostu chodzącym geniuszem.
Wątpił, aby magicznie rozmnożyła ich pieniądze, ale teraz mieli nawet oszczędności, które musiały im wystarczyć w okresie, gdy oboje nie będą pracowali.
Życie nie stawało się łatwiejsze. Rozwiązywanie jednych problemów, nie chroniło przed kolejnymi. Jednak i z tym dawali sobie radę. Zastanawiał się czy kiedykolwiek dożyje chwili, gdy nie będzie musiał walczyć – w ten czy inny sposób.
ooo
Swingwood z pewną rezerwą przyjął ich propozycję. Oczywiście wstępne prace wykazały, że planowali się zająć najbardziej palącymi problemami, ale Harry podejrzewał, że temat czarodziejskiej rodziny, praw i obowiązków małżonków dopiero został przez nich poruszony. Hermiona robiła notatki jak szalona, a większość z nich nie dotyczyła przedmiotu ich badań. Ta ustawa jednak miała być najważniejsza i przetrzeć im szlaki. W chwili, gdy rozwód Weasley-Granger był sfinalizowany, a na jaw wyszło nadużycie Rona, Harry wątpił, aby ktokolwiek z Wizengamotu miał ochotę zablokować nowelizację i mierzyć się samemu z opinią publiczną. Nawet jeśli starszym członkom Rady było nie w smak, że dawano kobietom taką swobodę – jednak nie byli głupcami. [i]Prorok Codzienny[/i] czekał niecierpliwie na kolejne sensacje, a ponieważ do szczytu pozostało kilka dni – społeczeństwo nie miało plotek, którymi mogłoby się karmić.
Harry zaczął dostrzegać, że kolejni członkowie Wizengamotu – ich koledzy po fachu, coraz częściej podchodzili do nich po zakończeniu obrad. Nie inaczej było i tym razem. Hermiona z radością opowiadała o ich planach. Szkic zmian, które chcieli wprowadzić, był imponujący. Przed nimi były tygodnie o ile nie miesiące prac. Należało wprowadzić kilka nowych ustaw w takich dziedzinach jak czarodziejskie finanse i dziedziczenie, aby ruszyć z kolejnymi punktami ich nowelizacji. Nie wszystko było możliwe do przeprowadzenia już teraz. Ich projekt obejmował tak wiele płaszczyzn życia, że kiedy zaczął orientacyjne spisywać czyjego poparcia potrzebowali – nie wierzył, że im się to naprawdę uda.
Jednak prawnicy, specjaliści od edukacji i finansiści Wizengamotu chcieli faktycznie omówić z nimi to jak najłatwiej prowadzić zmiany w ich kręgach zainteresowań i Harry naprawdę miał ochotę przetrzeć oczy ze zdumienia. To mogło się udać. To musiało się udać, ponieważ czarodziejskie społeczeństwo potrzebowało tych zmian. I coraz więcej osób zaczynało być tego świadomych.
ooo
Obserwowanie Harry'ego stało się szybko jego zwyczajem. Chłopak przeważnie podczas zebrań Wizengamotu notował cokolwiek wpadło mu w ucho. Lucjusz był pewien, że później oboje z Granger siadywali przy wieczornej herbacie i omawiali poruszone tematy. Potter z opowiadań Draco nie był zdolny do systematycznej pracy, ale młody mężczyzna, który z rumieńcami opowiadał o tym, że nowa ustawa musiała być wprowadzona jeszcze w tym roku, jeśli chcieli się nazywać nowoczesnym społeczeństwem – był w pełni świadom tego w jak opłakanym stanie znajdowała się ta dziedzina życia.
A do tego potrzebował naprawdę wielu godzin przegrzebywania się przez nie całkiem jasne linijki kodeksów.
Lucjusz nie potrafił wyjść ze zdumienia. Minął zaledwie weekend – dwa dni od ataku śmierciożerców i nieudanego porwania Pottera, a chłopak wyglądał zdrowo. Na tyle zdrowo na ile Harry potrafił wyglądać. Lucjuszowi nie umknęło, że Potter schudł, gdy zaczął zasiadać w Radzie, ale to przeważnie była normalna reakcja. Chłopak dalej pozostawał blady, ale jednocześnie nie w ten martwiący sposób.
Granger była spokojna i to jednocześnie stanowiło potwierdzenie faktu, że Potter był zdrowy.
Jego skoki magii musiały mieć coś wspólnego ze stresem, którego doświadczał przez ostatni czas. Lucjusz wątpił, aby on sam radził sobie lepiej w takiej sytuacji. Śmierciożercy, Ronald, a potem atak – gorszych kilku tygodni Potter zapewne nie potrafił sobie wyobrazić. Jednak chłopak wydawał się nieugięty i to imponowało Lucjuszowi.
Nie słyszał ani słowa skargi z ust Harry'ego, chociaż pracowali przy posiadłości wiele godzin, a potem jeszcze siadywali u Kingsleya lub w jego dworze omawiając szczyt. Po wysłuchaniu samego wprowadzenia do wstępnych prac, które Granger i Potter planowali – Lucjusz był pod wrażeniem. Niemożliwym było też, aby przyjaciółka Harry'ego wykonała szkice sama. Pewne zdania brzmiały jak żywcem wyjęte z ust Pottera i on też referował – odpowiadał na pytania. Był głęboko w temacie i Lucjusz miał ochotę zatrzymać go po kolejnym spotkaniu w swoim domu i po prostu spytać jak i kiedy planowali przedstawić ostateczne brzmienie ustaw.
Potter jednak pojawił się z Bootem i całkiem innym notatnikiem. Zapewne przeznaczonym do tematu szczytu. Chłopak jak zawsze poprosił skrzata o herbatę, uprzejmie odmawiając alkoholu. Lucjusz nie mógł nie zwrócić na to uwagi. Kiedy ostatnim razem widział pijącego Pottera, wylądowali w łóżku. Możliwe, że chłopak obawiał się takiego obrotu sprawy po raz kolejny, bo Lucjusz nie był ślepy. Harry spoglądał na niego inaczej niż na pozostałych. Nawet cholernego Niewymownego, który w pewnym momencie zaczął się interesować nimi bardziej niż domem, który miał ochraniać swoimi zaklęciami.
Harry spoglądał na niego. Tak po prostu. I nie powinno być w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ Lucjusz spędzał tak wiele czasu również ze Swingwoodem. Kingsley dotrzymywał mu towarzystwa niejednego wieczora, a Amelia stanowiła doskonałe towarzystwo nie tylko do omawiania obecnego stanu ich gospodarki, ale również gry w szachy, które tak uwielbiał.
Lucjusz nie chciał myśleć o tym dlaczego Potter był wyjątkowy. Z łatwością mógł wymienić tuzin rzeczy, które odróżniały chłopaka od pozostałych – jego rówieśników, współbohaterów wojny. Potter był potężny – zaprzeczanie temu nie miało sensu. Chłopak był Wybrańcem – o czym przekonał się Voldemort. Harry ocalił im wszystkim życie.
Lucjusz jednak nie widział w nim ikony. Potter zalazł mu za skórę bardziej niż ktokolwiek. Jako jeden z nielicznych przeciwstawiał mu się wprost. Nie pozwalał się wciągać w polityczne zabawy i jego 'nie' faktycznie oznaczało brak aprobaty, którego przeważnie nie można było złamać. Lucjusz szybko nauczył się, że pokonanie Harry'ego Pottera nie było możliwe za pomocą środków, z których najczęściej korzystał. Kompromis, który osiągali kosztował obie strony naprawdę wiele. Jednak zawsze parli naprzód i Lucjusz nie mógł nie dostrzec, że pod tą rozczochraną czupryną kryje się całkiem przyzwoity umysł.
Draco nie uprzedził go, że Potter potrafił żartować. Jego dowcip nie porażał, ale stanowił często odpowiedni komentarz, który nawet Kingsley doceniał, ale szef aurorów najczęściej śmiał się jednak ze swoich żartów.
Lucjusz odkrywał Pottera powoli. I każda z kolejnych warstw zdawała się frustrować go jeszcze bardziej. Nigdy nie poznał wcześniej kogoś, kto był jednocześnie tak bezgranicznie szczery i skryty zarazem. Wszyscy wiedzieli, że Potter jest gejem, ale to był jedyny pewnik. Jego prace nad ustawą trafiły na pierwsze strony [i]Proroka[/i], ale nawet Swingwood nie znał szczegółów. Potter nie miał zbyt wielu przyjaciół, a Granger najczęściej zachowywała wszystko dla siebie.
Te sprzeczności intrygowały go. Jeszcze kilka tygodni wcześniej Harry miał być narzędziem w rękach w Wizengamotu i Lucjusz szybko zdał sobie sprawę, że jeśli Potter zostanie jednym z nich – odbędzie się to tylko na jego zasadach. I miał rację. Harry dostosował do siebie zasady i nie zrobił tego wywierając na nich nacisk swoją magią, ale przez szczerość, z którą nikt nie mógł się kłócić. Może i chłopak wywołał burzę, ale oficjalnie nikt nie miał takiej siły, aby mu się przeciwstawić.
Lucjusza bawiło to poniekąd, ponieważ ostrzegał ich. Do tej pory nie był pewien czy ich wspólna noc była błędem. Automatycznie przyczyniła się do tego, że źle osądził chłopaka, gdy ten przyszedł do niego po pomoc, ale Lucjusz był pewien, że ta przysługa nie zmieniłaby wiele. Jednocześnie Potter stawał się przy nim inny. Ewidentnie zdobyli historię, która wisiała między nimi, zmieniając ich relacje na bliższe i paradoksalnie ostrożniejsze. Potter żartował przy nim i do niego, ale omijał tematy seksu, które były tak charakterystyczne dla młodych ludzi, którzy dopiero z tematem się zapoznawali.
Lucjusz nie był pewien czy ta noc była błędem. Stała się jednak wspomnieniem, do którego zapewne miał wracać, gdy wieczorami kładł będzie się w łóżku ze swoją żoną.
