Lucjusz wrócił do swojej rezydencji, nie będąc nawet zdziwionym, że Draco od pewnego czasu całe dnie spędzał z Granger. Rozwódka spodziewająca się dzieci jakimś cudem przyciągnęła uwagę jego syna. I o ile się nie mylił – jego zainteresowanie nie zmieniło się od czasów szkolnych. Draco co prawda zachowywał pozory nawet w domu, gdzie tylko skrzaty mogły usłyszeć ich rozmowy, ale wspominał o dziewczynie przy każdej okazji. Oczywiście jej zażyłość z Potterem uniemożliwiała mu kręcenie się wokół niej, ale Lucjusz potrafił przejrzeć go na wylot.
Ślub Granger i Weasleya sprawił, że Draco zamieszkał we Francji na wiele lat, dochodząc do siebie nie tylko po wojnie, która złamała każdego z nich i pogrzebie Narcyzy, ale również po utraconej miłości. Nigdy nie mogli pozwolić sobie na ożenek względem serca i Draco wiedział o tym doskonale. Przerzucił swoje zainteresowanie na młodą Parkinson, co tylko mocniej ustosunkowało ich rodzinę.
Świat się jednak zmienił. Anonimowa Gryfonka stała się jedną z najbardziej wpływowych czarownic Wielkiej Brytanii. Nie bez powodów. Lucjusz był świadom jej wielu cnót i talentów. Dziewczyna miała niezwykłą pamięć, była inteligentna i oczytana. Pewne braki w znajomości obyczajów co większych rodów nadrobiłaby w ciągu kilku dni. Miała tę niezwykłą zdolność, że patrzyła na człowieka i przy ocenie jego osoby brała pod uwagę nie tylko stan obecny, ale i marzenia, przeszłość, koligacje rodzinne, które zmuszały go czasem do gry według zasad, które jemu samemu czasem nie odpowiadały.
Możliwe, że jej kariera Niewymownej rozwinęła tę cechę w niej tak mocno. Lucjusz jednak podziwiał jej zmysł polityczny.
Hermiona stała się symbolem. Bezprecedensowy rozwód przeprowadzony tak błyskawicznie zszokował społeczeństwo, ale nie przez śmiałość dziewczyny, ale to czego się dopuszczono względem niej. A mimo to Granger wyglądała na niezłamaną, co oczywiście było tylko pozorem. Gdyby nie jej własny ból prace nad ustawą nie szły by tak szybko. Dostrzegał pasję tam, gdzie faktycznie istniała.
Był pewien, że Draco nie spotykał się z nią. Widywali się, ale Granger trzymała go na odległość, zapewne wciąż zbyt wystraszona. Normalnie powiedziałby synowi, że czas odpuścić. Za wiele przegrali bitew, aby i tym razem jego życie się zatrzymywało, ale Draco wydawał się inny, odkąd wziął tą śmieszną posadkę w Ministerstwie.
Lucjusz zapewne protestowałby silniej, gdyby nie fakt, że Malfoy na tak niskim stanowisku potwierdzał jego wiarygodność. Na świecie wciąż istnieli ludzie, którzy sądzili, iż faktycznie służył szaleńcowi nie pomny na swoje obowiązki względem rodziny.
Potter sam odnosił się do niego z pewnego rodzaju rezerwą, a potem nastąpiło to przepięcie, którego Lucjusz nie potrafił do końca zaklasyfikować. Harry nadal zachowywał się przy nim ostrożnie, ale jednocześnie Lucjusz czuł, że są z sobą bliżej. To jak chłopak pozwalał mu na sobie używać magii – całkiem instynktowne zachowanie, z którego Potter zapewne nawet nie zdawał sobie sprawy.
Lucjusz bywał strategiem, gdy musiał. Potrafił doskonale planować. To zrobili z Amelią, gdy zastanawiali się na czym powinni oprzeć obecną czarodziejską Wielką Brytanię. Omówili bezdusznie każdy szczegół, kolejne wystąpienia publiczne, ustawy, układy, podział wzajemnych majątków. Prawnicy przygotowali wszystko, a on po prostu nie potrafił tego podpisać.
Logicznym było pójść w stronę Minister Magii, z którą rozumieli się bez słów i mieli podobne cele. Jednak raz zakiełkowała w nim myśl o Potterze i nie potrafił jej wyrzucić z głowy. Mogło mu się nie udać. Harry mógł go odrzucić, to nawet było całkiem prawdopodobne, ale sam widok Draco tak po ludzku szczęśliwego z tych rozmów z Granger miał go zapewne dręczyć do końca życia.
Albo uśmiech Pottera – delikatny i nieśmiały, gdy chłopak sądził, że nikt go nie obserwuje.
Lucjusz miał go na oku. Patrzył na niego, gdy tylko mógł. Gdy mijali się na korytarzach, siedzieli w odrębnych częściach sali podczas zebrań Wizengamotu albo w jego prywatnej bibliotece w rezydencji. Kiedy chłopak zarzucał kłam jego słowom z łatwością, która nie przyszłaby żadnemu z obecnych członków Rady.
Nie mieli nic na Harry'ego, więc mógł poruszać się bezpiecznie w sferze politycznej. Chłopak niczego nie chciał, co utrudniało im manipulacje. Widział potomków wielkich rodów, którzy zaczynali pojmować jak skończy się dla nich ustawa Granger-Potter jak ją teraz nazywano. I to jak główkowali jak przekupić Harry'ego. Lucjusz wiedział, że to się nie uda. Podobnie jak blokada ustawy. Obecne społeczeństwo potrzebowało zmian i pewności, że idą w dobrym kierunku.
Przeżył ponad dwadzieścia lat w małżeństwie, w którym nie było miłości. Nie był pewien czy chciał, aby kolejne siedemdziesiąt wyglądało dokładnie tak samo.

ooo

Harry nie miał wątpliwości, że coś się zmieniło. Lucjusz spoglądał na niego teraz odrobinę dłużej. Mężczyzna śledził go wzrokiem ilekroć znaleźli się na ministerialnym korytarzu, a takich spotkań było tylko więcej. Trudno było mu pogodzić spotkania z Wizengamotem oraz zajmowanie się Norwegami, ale Draco sporo mu pomógł organizując dla nich zajęcia u siebie w departamencie. Podejrzewał, że wszystko było lepsze od sprawdzania rzekomo zaklętych przedmiotów, więc intencje Malfoya nie były tak do końca czyste.
O dziwo, względem Hermiony też nie podejrzewał go o altruizm. Draco chciał jej, ale ponieważ Harry widział, że w odróżnieniu od Rona Draco również chciał jej dobra – nie miał nic przeciwko. Hermiona potrzebowała teraz wsparcia bardziej niż kiedykolwiek.
Ron nigdy nie rozumiał, że posiadanie ludzi było złe. Nie można było mieć kogoś na własność i kształtować go wedle własnego uznania. Hermiona nie była gliną, którą należało formować we własnych rękach. Jeśli już – ona powinna dowodzić. Tak jak zresztą po cichu zawsze, gdy znajdowali się w kłopotach. Gdyby nie wyciągała ich z tarapatów przez ostatnią dekadę, zapewne patrzyłby na całą sytuację inaczej, ale Ron powinien był wiedzieć lepiej.
Norwegowie bawili w departamencie Draco, a Harry siedział samotnie na zebraniu, czując wbity w swoją głowę wzrok Lucjusza. Wiedział, że to Malfoy tak patrzy na niego. Może drobinki magii w powietrzu dawały mu o tym znać, ale jednak miał tą dziwną pewność jak zawsze, gdy Lucjusz znajdował się blisko. Może gdyby zapytał Norwegów, poinformowaliby go, że to dziecko w nim – jego dziecko i Lucjusza – rozpoznawało magię ojca.
Nie chciał o tym myśleć na dłuższą metę. Jeszcze nie zdecydował jak wyjaśni pojawienie się dodatkowego niemowlęcia. Wątpił, aby udało mu się jakoś załatwić lewe papiery adopcyjne, chociaż zastanawiał się nad tym jak wielkie możliwości miał Hesper. Hermiona mogłaby go potem obliwiatować, ponieważ żaden Niewymowny nie mógł być świadom tego, że urodził.
Nie chciał nawet myśleć o tym, że zmuszony będzie do opuszczenia Wielkiej Brytanii. W Norwegii zapewne byłoby mu łatwiej, ale nie wyobrażał sobie życia bez Hermiony. Bez Wielkiej Brytanii i znajomych, którzy tutaj mieszkali. Bez Lucjusza.
Chociaż nie widywali się zbyt często, za często również nie rozmawiali i wiedział, że mężczyzna dopiero zaczął go tolerować – obecność Malfoya zawsze dziwnie go uspokajała. Może coś z tym wspólnego miał fakt, że obaj z Draco nie opuścili ich boku, gdy doszło do pierwszego ataku na Ministerstwo. Podobnie rzecz się miała, gdy go porwano. To Lucjusz odnalazł go z Kingsleyem, chociaż nie był już w czynnej służbie i zapewne grubo tłumaczył się Swingwoodowi dlaczego jeden z ważniejszych członków Wizengamotu ryzykował swoim życiem zamiast zostawić wszystko aurorom.
W tym względzie dziwnie się rozumieli. I gdyby sytuacja była odwrotna – Harry też odszukałby go.
Zebranie dobiegło końca i Harry zdał sobie sprawę, że nie zapamiętał ani słowa. Oczywiście odbił sygnaturę swojej magii na liście obecności, ale czuł wyraźnie, że zmarnował swój czas. Nie wiedział nawet o czym dyskutowano. Wziął głębszy wdech i poczekał przy drzwiach na Lucjusza, wiedząc, że powinni od razu mieć tę rozmowę za sobą. Musieli sobie ufać, szczególnie teraz ,gdy już wieczorem przybywali ostatni dyplomaci tego szczytu.
Lucjusz nie okazał zdziwienia jak zawsze, ale Harry widział wyraźnie, że mężczyzna trzymał się bardziej prosto niż normalnie – jakby to było jeszcze możliwe.
- Słuchaj… - zaczął, biorąc głębszy wdech. – Wiem, że pewnie to wygląda tak, jakbyśmy byli z Halldorem świetnymi kumplami, ale nie zdradzam naszych planów na ten szczyt. Nie rozmawiamy nawet na ten temat. Są ciekawi tylko naszego świata, więc gram dobrego gospodarza tak jak mi kazaliście… no i może wieczorami się upijają, ale ani ja ani Hermiona nie pijemy. No i Draco bywa każdego wieczoru, więc on ci to…
- Nie podejrzewałbym nigdy, że zdradzisz państwowe tajemnice – przerwał mu pospiesznie Lucjusz. – Nie martwi mnie to – powiedział szczerze mężczyzna i wyglądał nawet na trochę urażonego. – Wiem, że nie jesteś idiotą, a swoją lojalność udowodniłeś prawie oddając za nas życie. Jeśli to nie jest potwierdzenie… - Lucjusz zawiesił głos.
Harry nie wiedział co powinien powiedzieć. Mężczyzna przez ostatnie kilka dni nie spuszczał go z oka, jakby mu nie ufał, ale najwyraźniej się pomylił. Lucjusz też prawie go skomplementował w ten swój specyficzny sztywny sposób. Nie bardzo wiedział co z tym fantem zrobić. Zaskoczenie musiało być wyraźnie widoczne na jego twarzy, bo Lucjusz uśmiechnął się krzywo z wyraźną satysfakcją.
- Pomyślałem, że moglibyśmy się mimo wszystko spotykać u mnie, żeby porozmawiać na temat szczytu. Kinglsey dostał Włochów. Już rozpoczęli luźne rozmowy, ale moglibyśmy omówić ich obecną sytuację – rzucił mężczyzna.
To miało sens. Halvor wspominał o tym, że sami mieli problemy na swoim terytorium. Trudno zresztą było nazywać krajem skupisko kilkunastu wiosek rozsianych na tak wielkim terenie. Większość nie miała z sobą nawet styczności, ale w Norwegii konieczna im była szkoła Czarodziejstwa i Magii, ponieważ ich zioła były unikatowe i wiedza o nich nie mogła tak po prostu zginąć.
Halldor obiecał, że podeśle mu kilka paczek z opisem jak je stosować. Miały pomóc przy bólach porodowych, które nie były do końca fizyczne. Jego magia miała stać się już niedługo nie całkiem stabilna i tego obawiał się od samego początku. Obecnie nie korzystał z zaklęć publicznie. Nie było ku temu powodu, ale nadal pozostał w nim strach, że ktoś zauważy zmiany, które zachodziły w żółwim tempie.
Lucjusz jako jeden z nielicznych wiedział jak potężny był, ale nie zdradził tego nikomu. Pozostali obecni podczas konfrontacji z Ronem musieli być w zbyt wielkim szoku, aby zauważyć, że nie używał różdżki. Jednak nie mógł tak ryzykować. Nie chciał, aby ktokolwiek dodał dwa do dwóch. Albo żeby jakiś idiota w Proroku skonstruował teorię o tym, że słynny Harry Potter mógłby zajść.
Chciał wyeliminować przypadek.
- Wiem, że nasza ostatnia prywatna rozmowa nie wyszła najlepiej – podjął Lucjusz tak cicho, że Harry prawie niedosłyszał.
Uderzyło go jednak natychmiast o czym wspominał mężczyzna.
- Nie zamierzam cię szantażować ani… - zaprzeczył pospiesznie Harry. – Jeśli dałem ci podstawy…
- Nie – przerwał mu Lucjusz ostro i wyglądał na zirytowanego. – Pozwolisz mi dokończyć? – spytał mężczyzna cicho. – Chciałem cię przeprosić. Od pewnego czasu wiem, że nie miałeś nic złego na myśli. Zapewne jak każdy Gryfon źle się wyraziłeś, a ponieważ jestem kim jestem, zrozumiałem cię opatrznie… Nie mylę się?
Harry skinął tylko głową.
- Współpracujemy teraz jednak. Widujemy się codziennie i czuję, że jest pewna niezręczność między nami… - podjął Lucjusz i zrobił głębszy wdech.
- Nie powinniśmy chyba rozmawiać tutaj – rzucił Harry, rozglądając się niepewnie.
- Rzuciłem zaklęcie wyciszające – poinformował go Lucjusz, jakby to była oczywistość. – Wracając jednak do tematu…
Harry przygryzł wargę i wziął głębszy wdech.
- Nie powiedziałem nikomu, jeśli chcesz wiedzieć. Znaczy Hermiona wie, ale ona wie o wszystkim. Poza tym sądziła, że się pobiliśmy… Zdaje się, że wróciłem w kiepskim stanie do domu, ale ona nie powie Draco. Potrafi zachować sekrety – poinformował go szybko Harry.
Teraz to Lucjusz pokiwał głową ze spokojem, pewnie nie spodziewając się z jego strony niczego innego. Potrafił być dyskretny. Swoją orientację ukrywał w końcu całkiem nie najgorzej.
- Między nami wszystko w porządku. Nie jestem zły, że zareagowałeś tak… gwałtownie – wyjaśnił Harry. – Rozumiem, że to mogło wyglądać… ale ja nigdy bym nie… - zaczął się jąkać. – Zresztą przecież na koniec wyszło nawet nam to na dobre – dodał i nawet w jego uszach brzmiało to słabo.
Jeśli Lucjusz to wychwycił, nie dał tego po sobie poznać.
- Jaką lubisz herbatę? – spytał mężczyzna całkowicie go zaskakując.
- Herbatę? – zdziwił się Harry.
- Bywałeś u mnie wielokrotnie i piłeś herbatę. Skoro preferujesz ten napój, a nasze spotkania nadal będą trwały, chyba sensowniej będzie, gdy zaopatrzę się w odpowiedni napój. Nie mogę przecież pozwolić, aby mój gość czuł się niekomfortowo – rzucił Lucjusz z lekkim uśmieszkiem.
- Zwykłą – odparł Harry krótko, czując się trochę jak idiota.
Mieszkał w kraju, w którym ceniono ten napój, ale na dobrą sprawę nigdy nie mógł sobie pozwolić na luksus kupowania czegoś drogiego i ekskluzywnego. Herbata w domu Lucjusza była naprawdę dobra, chociaż zostawiała cierpki posmak na języku.
- Czarna, zielona, czerwona? Biała? – wypytał go Malfoy.
Harry czuł, że jego ręce zaczynają się pocić. Nie sądził jednak, żeby Lucjusz poddawał go jakiemuś głupiemu testowi. Nie chciał jednak wypaść na ignoranta. I z kolei nie chciał kłamać. Odwieczny dylemat.
- Nigdy nie piłem białej – przyznał ostrożnie.
Lucjusz wzruszył ramionami, jakby to nie był dla niego problem.
- Poproszę skrzaty, aby kupiły tyle rodzajów herbat na ile trafią. Czas, aby te wieczorne spotkania stały się ciekawsze – poinformował go Malfoy lekko. – Jakie owoce lubi Hermiona? Jabłka będą dobre?
Harry zamrugał jak zawsze nie bardzo wiedząc skąd ta szybko zmiana tematu.
- Obrazisz się, jeśli sprawdzę czy nie działasz pod Imperio? – spytał ostrożnie.
Kącik ust Lucjusza drgnął lekko.

ooo

Norwedzy rozłożyli się w ich salonie na dobre. Harry nie poznawał własnych ścian. Czary unosiły kolejne warstwy papieru, gdy mężczyźni zaczęli pokrywać je wszystkimi informacjami, które uznali za konieczne dla niego. Oczywiście wątpił, aby miał przeczytać chociaż połowę.
Draco obserwował mężczyzn z pewnym wahaniem i Harry rozumiał w pełni jego nerwowość. Słowa takie jak ciąża przeplatały się niemal cały czas i chłopak musiał uznać, że banda dzikusów planuje poród Hermiony. Jego przyjaciółka natomiast z początkowej podejrzliwości przeszła do tylko lekkiej nieufności. Możliwe, że Norwegowie byli zbyt jowialni.
Halldor czasami odwiedzał go w pokoju i rzucał kilka zaklęć skanujących, które najpierw pokazał Hermionie dla pewności i bezpieczeństwa. Harry zaufał mu w pełni, gdy przydomowy eliksir ojcostwa wykazał, że faktycznie byli z Halvorem spokrewnieni w bliskim stopniu. Norwegowie zresztą roznosili wokół siebie dziwną aurę, jakby ich magia była jeszcze bardziej mistyczna niż jego własna. Może krzyżowanie się mocy po wielu pokoleniach, doprowadzało do tego, że władali jej czysta odmianą. Nieskażoną przez ludzkie stereotypy.
Brzmiało to bardzo fantastycznie, a zawsze uważał się bardziej za racjonalistę. Prócz tego jednego razu, gdy uparł się, że pokona Voldemorta.
Nie miał za bardzo ochoty opuszczać swojego bezpiecznego lokum, ale godzina spotkania Lucjusza powoli dobiegała i Terry pojawił się na ich progu z lekkim uśmiechem, jakby doskonale słyszał już od ulicy śpiewy Norwegów. Grupa była naprawdę głośna, ale rzucali na siebie zaklęcia wyciszające, gdy Hermiona tylko kładła się spać.
- Francuzów mogę ci oddać jak masz problem. Nie wiem dlaczego nie siedzą u Lucjusza – rzucił Boot.
- Nie, dzięki – odparł, może odrobinę za szybko, bo Terry zaśmiał się głośno.
- A jednak! Jak mu tam, Halvar? – spytał Niewymowny.
- Halvor – poprawił go Harry automatycznie i to chyba był jego błąd, bo Terry mrugnął do niego porozumiewawczo. – Nic nas nie łączy – dodał pospiesznie, nagle pojmując o czym Lucjusz mówił kilka godzin wcześniej.
Może i zachowywał się przyjaźnie względem Norwegów, ale nie sypiał z żadnym z nich. Jeśli Lucjusz chciał mu wyjaśnić na przykładzie ich samych, że seks nie musiał wpływać na wzajemne relacje w pracy, strzelił kulą w płot. Halvor bywał zbyt dotykalski, ale to wiązało się z tym, że oni wszyscy chcieli go chronić. Podobnie zresztą jak Hermionę.
- Jasne – odparł Terry. –Ale wiesz, nikt cię nie wini, że nie utrzymałeś w spodniach. Nie widywano cię z nikim od czasu tego artykułu w Proroku. Ludzie wprost czekają, aż zaczniesz się z kimś spotykać, żeby okazać ci swoje wsparcie.
- Przemawia przez ciebie przyjaciel czy Niewymowny? – spytał Harry bezlitośnie.
- Gdyby przemawiał Niewymowny, byłbym wściekły, że o niczym nie wiem. Wiesz, że znani jesteśmy z tego, że wszystko wiemy – zakpił Terry.
Harry niemal poczuł wyrzuty sumienia, że zachował się tak ostro. Boot w zasadzie był fajnym facetem. Nigdy nie tworzył im problemów, a mógłby zadać o wiele więcej pytań.
- Nie jesteśmy z Halvorem razem – poinformował go całkiem poważnie. – I nigdy nie będziemy. Jest przyjacielem, którego w tej chwili potrzebuję – dodał.
- Skoro tak twierdzisz – odparł lekko Terry. – Wiesz, ale mam oczy. Wysoki, przystojny, blondyn i te oczy…
- Zdajesz sobie sprawę, że opisujesz Lucjusza? – zakpił Harry, a Terry popatrzył na niego całkiem zaskoczony.
- Zabawne, ale nie przeszło mi to przez myśl – stwierdził Boot i Harry miał ochotę ugryźć się w język.
- Wiesz. Nie musisz daleko szukać po prostu. Draco jest chyba zajęty, ale Lucjusz… - urwał sugestywnie.
Terry zarechotał tak głośno, że kilka osób obejrzało się za nimi ciekawie.
- Wiem, że nie lubisz plotek, ale chodzą słuchy, że lord Malfoy i Minister Bones zamierzali zacieśnić więzy. Prawnicy przygotowali już kontrakty małżeńskie, więc wybacz, ale nie będę robił sobie nadziei. Wątpię nawet czy stać mnie na poślubienie Malfoya – rzucił Terry, rozbawiony do łez.
- O czym ty mówisz? – zdziwił się Harry.
To, że był w szoku byłoby niedopowiedzeniem stulecia. Czuł się tak jak wtedy, gdy Hagrid powiedział mu, iż jest czarodziejem. Możliwe, że lekko zbladł, bo Terry przystanął, przyglądając mu się uważniej.
- Słuchaj, tak zawsze żartowaliśmy, że żeby poślubić Malfoya trzeba byłoby mieć skrytkę u Gringotta, która zajmowałaby całe piętro. Ich śluby są polityczne albo majątkowe. Uzyskują wpływy albo pomnażają majątek – poinformował go Terry. – Jeśli martwisz się o Hermionę, przestań. Jeśli Lucjusz poślubi Amelię, będą ustawieni. Małżeństwo z Narcyzą dało im skrytkę Blacków. Całą skrytkę, odkąd Bellatriks zostanie odebrany majątek. Draco nie będzie musiał szukać politycznych więzi, ponieważ już mają wysoką pozycję. Dążyli do tego przez lata i udało im się. Więc Draco może ożenić się z kim chce. A prawdę powiedziawszy Hermiona teraz to genialna partia, chociaż rozwiodła się i wiesz… Ta sprawa z dziećmi.
Harry otworzył usta, aby zaprzeczyć i powiedzieć, że wcale się nie martwił o kwestie Draco. Czuł się naprawdę dziwnie. Nie było mu słabo. Po prostu nigdy nie myślał o tym, że Lucjusz znajdzie kolejną żonę. Oczywiście idiotyzmem było sądzić, aby ktoś pokroju Malfoya pozostał długo wolny. Nawet bez kwestii majątkowych i tych dotyczących członkostwa w Radzie, Lucjusz dalej był przystojnym i pewnym siebie mężczyzną, co zapewne przyciągało kobiety. I nie tylko. Może to było śmieszne, ale przez myśl mu nie przeszło, że ten sam Lucjusz, który dzisiaj żartował z nim na temat herbat, był zaręczony.
To oczywiście wyjaśniało dlaczego mężczyzna miał dostęp do rezydencji Amelii. Wiedział dokładnie gdzie trzymała najlepszy alkohol.
Harry czuł się chory, ale bynajmniej nie fizycznie. Zawsze uważał się za przyjaciela Minister. Była dla niego jak matka, odkąd Dumbledore zostawił go na pastwę polityki. Jego umysł zaczął działać na naprawdę sporych obrotach.
- Kiedy prawnicy załatwili kwestie majątków? – spytał ciekawie, ponieważ w życiu nie uwierzyłby, aby Lucjusz zdradził kogoś, kogo uważał za serdecznego przyjaciela.
To jak wspominał Narcyzę, kobietę, o której mówił raz Harry'emu, że jej nie kochał, ale szalenie szanował – mówiło o tym mężczyźnie wszystko.
- W tamtym miesiącu – powiedział Terry niepewnie. – To coś zmienia?
- Zmienia wszystko – rzucił Harry bez zastanowienia. – Znaczy po prostu Draco wydawał się od tamtego czasu bardziej zdecydowany – dodał, czując się fatalnie, gdy tylko kłamstwo wyszło z jego ust.
Z drugiej strony mu ulżyło. Nie zdradził w żaden sposób – nawet nieświadomie, zaufania Amelii. I nie mylił się też w stosunku do Lucjusza. To też było coś.