Bliźniaki były mniejsze niż się spodziewał. W zasadzie jednak nigdy nie widział dzieci tuż po narodzinach, więc może odnosił mylne wrażenie, że poród zaczął się za wcześnie. Dla niego zawsze byłoby za wcześnie. I kiedy widział Hermionę leżącą na łóżku z dziećmi w obu rękach – nie mógł nie myśleć o tym, które od dobrych kilku miesięcy zamieszkiwało jego ciało. Jego też czekał poród i miał być zdany tylko na przyjaciółkę. Nie wątpił, że tajemnicę będą musieli zachować przed Draco, ale Hermiona nie wydawała się w ogóle tym poruszona.
- Jak się czujesz? – spytał.
Miał lekkie wyrzuty sumienia, że nie został pomóc jej w tak ciężkich chwilach. Jednak to ona go przegoniła. Miała też całkiem silne argumenty, z którymi nie mógł wygrać. Czuł jak magia była niestabilna w całym domu nawet teraz. Fundamenty nie zostały uszkodzone, bo Hermiona nie była aż tak potężna, ale z pewnością posiadłość Blacków miała dochodzić do siebie przez pewien czas. Zastanawiał się czy przyjdzie jemu rodzić w jakiejś przypadkowej szopie. Nie chciał zniszczyć swojego domu, chociaż posiadłość rodowa Potterów coraz bardziej go do siebie przyciągała. Chciał się tam przeprowadzić, gdy jakoś uda mu się wyjść na prostą. I tak był zmuszony do utrzymywania jej, co pochłaniało sporo jego zarobków i odbiło się mocno na skrytce w Gringotcie.
Gdyby Hermiona miała zamieszkać z nim na stałe i pojawiłoby się jeszcze jedno dziecko – potrzebowaliby miejsca. Dolina Godryka ze swoim ogrodem nadawałaby się do tego znakomicie. Gdzieś w tle jednak majaczyła mu sylwetka Draco i sądził, że młody Malfoy będzie miał w tej kwestii jeszcze coś do powiedzenia.
Hermiona uśmiechnęła się do niego, chociaż ewidentnie zmęczona miała problem z utrzymaniem oczu otwartych. Ktoś rzucił zaklęcie odświeżające na pokój, ale jej twarz błyszczała od potu, a pozlepiane włosy wołały o kąpiel. Usiadł na krześle i podniósł pozostawioną przez kogoś szmatkę. Przetarł Hermionie twarz, nie mogąc się powstrzymać. Dzieciaki były piękne, ale jej rumieńce dawno przeszły etap, gdy były zdrowe i dodające urody.
- Zmęczona – przyznała i ziewnęła.
Skinął głową, nie wiedząc co powiedzieć. Halldor wrócił do swojego pokoju i zwalił się na łóżko. Nie był pijany, ale potrzebował czasu, aby wytrzeźwieć.
- Na kogo patrzę? – spytał ostrożnie.
Uzdrowiciel, który minął go w drzwiach, wcisnął mu w dłoń notatki, krzycząc, że spieszy się do kolejnego porodu. Harry wątpił też, aby Draco pojawił się zbyt wcześnie. Chłopak wyglądał na śmierć na nogach. Jeśli Lucjusz miał rację, magia jego syna przeszła sporą próbę. Nigdy nie zamierzał powiedzieć tego na głos, ale młody Malfoy miał w sobie sporą moc.
Cud narodzin na pewno miał swój urok, ale wymagał takich pokładów energii, że Harry nawet nie pytał Draco jak bardzo jest zmęczonym. Malfoy zresztą udał się do swojej sypialni, gdy tylko go poinformował, że jest już po wszystkim.
- Septimus Severus Granger-Weasley – powiedziała Hermiona, spoglądając wymownie na dziecko w swojej prawej. – Lucretia Narcyza Granger-Weasley – dodała, zerkając na swoje lewe ramię.
I Harry zamarł. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale sądził, że Hermiona nosi dwóch synów.
- Hm? – wyrwało mu się.
Jego przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko.
- Nie wszystkie czary są nieomylne – powiedziała mu radośnie. – Draco jeszcze nie wie, ale te imiona po prostu mi się podobają. I jeśli się dobrze zastanowisz to Lu-Na też nie brzmi najgorzej – dodała, mrugając do niego porozumiewawczo.
Lovegood zapewne będzie wniebowzięta. Harry nie był do końca pewien czy Molly również, ale nie mógł nie zauważyć, że pierwsze imiona bliźniaków były żywcem wzięte z drzewa genealogicznego Weasleyów. I nie był jakoś wstrząśnięty. Nie wiedział tylko, że jego przyjaciółka postanowi uhonorować dwójkę ludzi, którzy dla ich zwycięstwa zrobili tak wiele.
Nie wiedział co powiedzieć – ponownie. Miał ochotę ją przytulić, ale jej ramiona były pełne. Nie mieli również rodzin, które odciążyłyby ich w godzinach pracy, a wątpił czy jest ich stać na opiekunki. Pozostawali przyjaciele, których dość mocno podzieliły obie rozprawy sądowe. Część z nich uważała, że oboje z Hermioną – przez swoją ambicję potraktowali Rona jak zbędny balast. Weasley był najmniej rozpoznawalnym z ich trójki, chociaż Harry nigdy tego nie rozumiał. Ron miał szerokie ramiona i odpowiedni wzrost – mógł być kimkolwiek. Nawet modelem dla 'Czarownicy'. To on był tym chudym, niedożywianym z dzieciństwie, niskim chłopakiem z blizną na czole. A jednak jego sława nie malała – z czego wcale nie był zadowolony.
Hermiona stanowiła całkiem inną kategorię. Nie widział w niej słabych stron. Doskonała naukowiec, doskonała Niewymowna. A i Rada Wizengamotu nie miała jej nic do zarzucenia. Hermiona po prostu do mistrzostwa doprowadzała wszystko za co się zabrała.
- Będziesz wspaniałą matką – powiedział jej z pewnością w głosie.
Spojrzała na niego trochę zaskoczona, jakby nie spodziewała się akurat tego.
- Po prostu – głos utknął mu w gardle.
Struny nie chciały współpracować, a krtań się zaciskała. Nigdy nie był dobry w tych emocjonalnych sprawach. Nie wiedział też kiedy ostatnim razem płakali – tak po prostu. Hermiona miała dwójkę dzieci. Jakoś ten fakt nie uderzał go tak mocno, gdy oboje nosiła pod sercem. Może nie wiedział jak wiele to zmieni i cokolwiek sobie wyobrażał – to po prostu nie miało porównania.
Hermiona nie wyglądała na przytłoczoną, ale coś w jej wzroku pojawiło się bardziej tkliwego. I dlatego chciał być silny dla niej, ale nie potrafił. Wyciągnęła w jego stronę Lucretię, ale się zawahał. Nigdy nie trzymał w rękach tak małego dziecka. I nie chodziło tylko o to, że dziewczynkę mógłby upuścić. Jego ręce nagle wydawały się jak z waty.
- Weź ją, Harry. Wtedy będziemy mogli potrzymać się za ręce – poinformowała go Hermiona spokojnie.
- Potrzymać się za ręce – powtórzył trochę tępo.
- Tak jak wtedy, gdy szliśmy do Hogwartu i ustawili nas w rzędach parami. Szedłeś z Ronem, ale ja trzymałam za rękę jakąś Krukonkę – przyznała Hermiona. – To jest naprawdę przyjemne uczucie, gdy ktoś jest tutaj obok i przeżywa to samo.
Wziął głębszy wdech i uniósł Lucretię tuląc ją do siebie. Dziecko pachniało czystością.
Kiedy Zgredek wpuścił Draco kilka godzin później, Harry nadal siedział na krześle z niemowlęciem, które zasnęło. Malfoy nie powiedział ani słowa, gdy zobaczył ich złączone palce. Hermiona przyciskała do piersi Septimusa, ale nawet na moment nie puściła jego dłoni. Jak przez ostatnie lata, które wydawały się wiecznością.

ooo

Od porodu Granger minęło kilka dni i Lucjusz nawet nie był zaskoczony, że Draco nie wybierał się na bal. To byłaby doskonała okazja dla jego jedynaka, aby nawiązał nareszcie kontakty z Ministerstwem na poziomie, na którym powinien. Draco jednak wydawał się bardziej zainteresowany Granger i było w tym coś poruszającego. Lucjusz nigdy nie sądził, że uda im się przeżyć tę wojnę, jednak żył – podobnie jak jego syn. I dzieci Granger mógł uznać częściowo za swoje wnuki. Jego ojciec zapewne przewracał się w grobie na samą myśl o tym, że Draco zadawał się rozwódką, ale ze wszystkich rówieśników jego syna – Granger posiadała rozum i urodę. Nigdy nie można było o nim powiedzieć, że nie szanował kobiet – miały zdolności, które przewyższały ich możliwość przewidywania. Narcyza na ten przykład nigdy nie była dobra w zaklęciach, ale dla Draco była w stanie wykrzesać z siebie tyle magii, że z powodzeniem znalazłaby sama miejsce w Wizengamocie, gdyby testy Rady przebiegały w czasie, gdy ich jedyne dziecko byłoby w niebezpieczeństwie.
Harry pojawił się w jego domu punktualnie – tak jak się umawiali – i chociaż wyglądał na zmęczonego, jego oczy błyszczały. Czarodziejska szata, którą miał na sobie, wyglądała na rozmiar za małą. Chłopak ostatnimi czasy przybrał kilka kilogramów, ale w zasadzie brak ruchu dawał się we znaki każdemu z Radnych. Bradley był posiadaczem rekordowej liczby podbródków, o których 'Prorok' rozpisywał się z prawdziwą przyjemnością.
Potter jednak wydawał się cały czas aktywny. Jego maratony pomiędzy piętrami stały się legendarne. Odkąd Granger urodziła – on stał się jedynym fundamentem reformy, a wielu chciało mu utrudnić prace, więc musiał do archiwum schodzić sam.
- Wyglądasz bardzo dobrze – powiedział Lucjusz, podając chłopakowi filiżankę herbaty.
Sam wolał wino przed imprezami tego typu, ale nigdy nie dyskutował z fetyszami innych. Jeśli Harry wystrzegał się alkoholu, zapewne miał powód i z czasem wyznałby mu go. Rozmawiali naprawdę na wiele tematów i chciał zdobyć pełne zaufanie chłopaka, co nie było takie proste. Zawsze łatwiej Harry'emu było się otworzyć, gdy Lucjusz już coś podejrzewał – jak w przypadku niestabilnej magii, z którą Potter walczył przez pewien czas. Moc tak wielka trudna była do ujarzmienia.
- Dziękuję, Lucjusz. Sam prezentujesz się nienagannie – odparł chłopak i brzmiało to tak formalnie jak tylko mogło.
Harry zapewne sądził, że jego komplement był wliczony w koszty spotkania. A chłopak naprawdę prezentował się cudownie. Jego włosy były świeżo podcięte i Granger nareszcie je ujarzmiła. Zniknęły okulary, zakrywające te piękne oczy. Potter był przystojnym mężczyzną, gdy nie wyglądał na przestraszonego nieśmiałego chłopaka.
A ten rumieniec, który teraz się pojawił na jego twarzy tylko dodawał mu uroku.
- Jak się czuje Hermiona? – spytał Lucjusz.
- Wypoczęła – odparł krótko Harry. To dziwne, ale nie sądziłem, że będzie tak…
Lucjusz czekał, aż chłopak dokończy.
- Że będzie tak cudownie. Dzieci płaczą prawie cały czas, Lavender przyszła nas odwiedzić, podobnie jak Luna i czasem mam wrażenie, że brakuje tylko rodziców Hermiony. Nie rozmawiamy o nich – dodał szybko Harry. – Nie, to zabrzmiało źle. Nie narzekam na płacz w nocy. W zasadzie to jest miła odmiana od ciszy, którą przeważnie mieliśmy w domu. Pytałeś czemu nie przeprowadziłem się do posiadłości moich przodków. Prawda jest taka, że tam otaczałaby mnie cisza. Dolina Godryka jest idealna do wychowywania rodziny i…
- Teraz ją masz – dokończył za niego Lucjusz, rozumiejąc doskonale w czym tkwił problem.
Harry skinął głową, a potem wziął głębszy wdech.
- Ale ja tutaj rozprawiam o pieluchach, a tymczasem co słychać w wielkim świecie? – spytał chłopak z nutką humoru w głosie.
Lucjusz nie musiał się długo zastanawiać nad odpowiedzią.
- Amelia będzie chciała dzisiaj porozmawiać z Francuzami. Nasza obecność będzie mile widziana – poinformował Harry'ego.
Pierwszy raz zdradził plany Amelii i nie wiedział nawet dlaczego to robił. Z zasady chronił przyjaciół tylko im podając jakiekolwiek informacje, ale Harry'emu należało się ostrzeżenie z wyprzedzeniem. Ta rozmowa nie będzie należeć do przyjemnych.
- Och, no tak – odparł Potter. – Zaprosiłeś mnie po to, żeby mnie mieć na oku? – spytał chłopak, obserwując go uważnie.
- Nie, to wyskoczyło w ostatniej chwili. Przeważnie robię dla Amelii takie rzeczy. Po śmierci jej męża, jej sytuacja nie była najlepsza – przyznał Lucjusz, chociaż tłumaczenie się Harry'emu nie miało sensu.
Nie robił w końcu niczego złego. Harry jednak wpatrywał się w niego ze szczerym zainteresowaniem.
- Sytuacja kobiet nie była najlepsza – przypomniał mu Lucjusz. – A Francuzi nie należą do tej rozwojowej społeczności.
- Sądzisz, że zignorują Amelię? – spytał z pewną obawą Harry.
- Jeśli tak, zignorują głos czarodziejskiego społeczeństwa Wielkiej Brytanii, a nie radziłbym im tego robić. Nasze rodziny mają kontakty. Nie każdy z delegacji jest w stanie się z nimi zmierzyć. Podobnie jak z mocą sfery. Zmiany polityczne w naszym kraju mogą zapoczątkować zmiany na całym świecie. I prawdę powiedziawszy mam taką nadzieję – przyznał Lucjusz. – Obawiają się tego, więc będą próbowali to zastopować wszelkimi sposobami. Jeśli spróbują cię przekupić, nie bądź zaskoczony.
Brwi Harry'ego uniosły się naprawdę wysoko.
- Oczywiście cię nie znają. Sądzą, że jesteś rozsądny w ich kategoriach – ciągnął Lucjusz przednio rozbawiony.
Nie mógł się doczekać, gdy delegacja francuska stanie twarzą w twarz z Harrym Potterem – czarodziejem tak nieskazitelnym, że stawiał w wątpliwość moralność samego Merlina. Potter bywał tak niewinny, że mógł przegapić subtelną propozycję łapówki. I Lucjusz nie zamierzał chłopaka bronić – chciał po prostu zobaczyć na własne oczy jak Francuzi próbują sobie poradzić z Harrym.
- Wolę być rozsądny w swoich kategoriach – rzucił chłopak, a jego oczy błysnęły czymś złowrogim.
- Nie wątpiłem w to ani przez chwilę – przyznał Lucjusz. – Chyba czas się zbierać. Zamówiłem połączenie do Amelii – dodał, odkładając kieliszek na stolik.
Harry wstał pospiesznie ze swojego fotela, a czarodziejska szata zaszemrała z kontakcie z dywanem. Chłopak ewidentnie nie potrafił się w niej poruszać. Jego chód był ciężki i niepewny, jakby jego środek ciężkości zmienił się kompletnie.
- W zasadzie żałuję, że zwróciłem ci uwagę na czarodziejskie tradycje. Te smokingi i garnitury podkreślały twoją sylwetkę – rzucił mimochodem Lucjusz.
Potter spojrzał na niego w czystym szoku.

ooo

Harry przypomniał sobie od razu dlaczego nie cierpiał przyjęć. Amelia przywitała ich tuż koło kominka i nie wiedział jak powinien się zachować. Miała być przyszłą żoną Lucjusza i chociaż oboje tego nie ogłosili, Harry czuł, że ta wiedza nakładała na niego pewien obowiązek. Amelię traktował z przyjaźnią od lat i kobieta nie chciała dla niego niczego więcej prócz szczęścia. Może trochę próbowała go kierować na tory, które uznała dla niego za właściwe, ale to wypływało z troski o niego.
I teraz czuł jej dłoń na swoim ramieniu. Widział jej zaskoczone spojrzenie, gdy pojawił się z Lucjuszem i czuł, że musi jakoś zareagować.
- Lord Malfoy był tak dobry, że postanowił mnie ratować przed tymi wszystkimi harpiami – rzucił, uśmiechając się jak najszczerzej mógł.
Możliwe, że mu to nie wyszło, bo brwi Amelii uniosły się tylko wyżej. A potem kobieta spojrzała ze szczerym zainteresowaniem w stronę niewzruszonego jak zawsze Lucjusza.
- Prawdziwy rycerz na białym koniu, czyż nie? – spytała Minister.
- Przecież mnie znasz – westchnął Lucjusz i zapanowało między nimi dziwne napięcie.
Harry nigdy nie radził sobie w takich sytuacjach. Przeważnie nie wychwytywał drugiego dna rozmów i może tak było lepiej, bo teraz gdy wiedział nareszcie co jest grane – wcale nie było mu lepiej. Nie chciał zdradzać zaufania Amelii, ale z drugiej strony przyjaźń z Lucjuszem była dla niego ważna. Nie chciał zrywać kontaktu z Malfoyem teraz, gdy tak dobrze się dogadywali. Mieli współpracować zapewne do końca swojego życia, a biorąc pod uwagę sytuację Hermiony i Draco – w interesie wszystkich leżało to ciche porozumienie.
Lucjusz zresztą zdawał się ostatnio chcieć wyjaśnić wszystkie nieścisłości między nimi. Żartował nawet z ich wspólnej nocy, więc ten temat należało przenieść do 'rzeczy mniej ważnych'. Harry czuł, że nie musi się już tak pilnować i szczerze powiedziawszy – ulżyło mu.
- Delegacja norweska skorzystała z propozycji Kingsleya i przenieśli się specjalnymi świstoklikami. Nie mają zbyt wielu artefaktów i magicznych przedmiotów u siebie. Byli zachwyceni – powiedziała Amelia, zmieniając nagle temat.
- Będziemy musieli pomyśleć nad nawiązaniem stałego kontaktu. Separacja Norwegii nie jest tylko ich problemem – dodał Harry, ponieważ zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu.
Pokłady magii na tamtym pierwotnym terenie musiały być silne, skoro mężczyźni w ciąży nie byli nowością. Oczywiście stanowili odrębną grupę – Mistrzów, ale to nie wywoływało takiego szoku jak w pozostałej części Europy. Gdyby udało się zjednać ku sobie obie kultury, mieli szansę na długofalową współpracę. Hermiona była bardziej niż zainteresowana rytuałami, które Norwedzy odprawiali podczas ich wspólnych posiłków. Harry po jedzeniu z dodatkiem magii czuł się o wiele lepiej, a jego przyjaciółka podobno przeszła przez poród bezproblemowo. Cały ich dom był teraz nasączony nieskomplikowaną, pierwotną magią, która nieantagonistycznie współgrała z zaklęciami jego, Hermiony i Hespera. Jakby czary Norwegów dopasowały się ich potrzeb. I to było ciekawe zjawisko – na pewno warte zbadania.
Wielka Brytania mogłaby zaoferować swoich aurorów oraz nauczycieli. Mistrzowie Eliksirów zapewne z chęcią eksperymentowaliby z tamtejszą florą i fauną. Snape zapewne już pakowałby walizki.
- Na szczycie są tylko obserwatorami, ale musimy pokazać się z jak najlepszej strony. Francuzi uznali ich za teren neutralny i chyba chcą ich podbić – poinformował Amelię, ponieważ Halldor, chociaż był rozbawiony wyperfumowanym fircykiem, jednak słuchał każdego uważnie.
A oni musieli przedstawić bardziej intratną propozycję. Strata wschodnich rubieży nie wchodziła w grę w czasach, gdy poszukiwali pozostałych na wolności śmierciożerców. Nie chcieli, aby transfer poszukiwanych odbywał się pod ich okiem z Francji do Norwegii.
Harry zamarł, gdy dostrzegł Ginny z Deanem Thomasem. Jego była dziewczyna nie wspomniała, że się pojawi, ale z drugiej strony byli już po etapie, gdy uprzedzali się wzajemnie. Prasa i tak była zainteresowana bardziej szczytem i ustawami niż jego romansem zakończonym ponad pół roku wcześniej. Dean zresztą o wiele lepiej nadawał się na bożyszcze tłumów. Jego szata była idealnie skrojona i podkreślała tylko szerokie ramiona. Harry nie pierwszy raz czuł się jak wieszak, który przytył, ale w najmniej odpowiednim miejscu.
- Doskonale – powiedziała Amelia, gdy zaklęcie poinformowało ją o kolejnych zbliżających się przez kominek gościach. – Porozmawiamy, gdy tylko znajdziemy chwilę. Na osobności – rzuciła o wiele ciszej, witając się z wystrojoną w drogą suknię kobietą.
Harry nie zwracał jednak na nie uwagi. Lucjusz ujął go pod ramię i poprowadził w stronę gości. Dłoń mężczyzny była ciepła, wydawała się niemal gorąca. A dotykali się przez dobre dwie warstwy materiału. A jednak czuł jego palce, siłę i pewność, z którą Lucjusz wymijał poszczególnych pomniejszych urzędników. Kilku członków Wizengamotu skinęło im głową, więc Harry odpowiedział tym samym, zastanawiając się czy wylądują ze Swingwoodem, który przyczaił się w rogu sali. Przewodniczący obserwował zebranych swoimi wyblakłymi, ale nadal cholernie inteligentnymi oczami. Był sam, co Harry'ego nie dziwiło. Mężczyzna rzadko odsłaniał się na przyjęciach tego typu. Nigdy nie pozwalał do końca poznać swoim oponentom, kto jest jego zwolennikiem.
- Przyjęcie zapowiada się ciekawie – powiedział Lucjusz tak cicho, że Harry'emu wydawało się, że się przesłyszał.
- Huh? – wyrwało mu się z ust.
I po prostu wiedział, że nie będzie tutaj brylował, ale sądził, że jednak uda mu się nie zrobić z siebie idioty chociaż przez pięć minut. Lucjusz jeśli zauważył jego zmieszanie czy brak elokwencji – nie powiedział ani słowa, wpatrzony w przemieszane delegacje. Włosi trzymali się z dala od Terry'ego i Francuzów. Kingsley starał się zagadywać jakąś matronę, ale ona spoglądała na niego tak, jakby chciała odgryźć mu głowę.
- Próbował im wyjaśnić dlaczego wszystkie domy w okolicy są zabezpieczone tak mocno, że zaklęcia maskujące się dezaktywują. Pani de Moirselle nie do końca pojęła powagę sytuacji – odparł Lucjusz, spoglądając wymownie na tamtą dwójkę.
- Po cholerę komuś zaklęcia maskujące? – spytał Harry, a potem zdał sobie sprawę, że kobieta zapewne używała ich jak 'Glamour'.
Hermiona stroniła od ingerencji magii w swoją urodę, ale pamiętał ile tego Lavender potrafiła na siebie nałożyć w Hogwarcie. Parsknął, nie mogąc się powstrzymać i widział jak kącik ust Lucjusza unosi się lekko.
- Poza tym to w szóstym pokoleniu kuzynka Bellatriks – poinformował go Malfoy. – I oczywiście Narcyzy – dodał, jakby to nie było aż nazbyt oczywiste.
Harry nie wiedział jak to skomentować. Muzyka ustała i członek magicznej orkiestry przygotowywał kolejny czar, który miał wprawić instrumenty w ruch. A cisza, która między nimi zapadła stała się aż nazbyt słyszalna.
- Hermiona postanowiła nazwać córkę Lucretia Narcyza, nie wiem czy Draco ci wspominał – rzucił, odchrząkując lekko.
- To bardzo miłe z jej strony. Draco bardzo mocno ją kochał – odparł Lucjusz. - Nie wiem tylko co Weasleyowie pomyślą o tym.
- Narcyza i Severus byli dwójką niedocenionych bohaterów – stwierdził Harry. – Nie wiem czy gdyby nie jej odwaga, wyszedłbym żywy z tamtego lasu.
- Wszystko co musiała zrobić to skłamać. A na tym polegało nasze zadanie od lat – odparł Lucjusz, wzruszając ramionami, jakby to faktycznie było tak proste. – Dziwię się, że jako bohater uważasz to za czyn godny – zakpił Lucjusz, ale nie było w tym ostrej nuty.
Mężczyzna po prostu z niego żartował i Harry uśmiechnął się krzywo.
- Kłamstwo wypowiedziane w dobrą godzinę czasem jest sprawcą większego dobra, niż prawda powiedziana w złą – odparł spokojnie.