Lucjusz do końca nie był pewien czy jest w stanie stanąć przed Harrym. Przede wszystkim Draco dał mu jasno do zrozumienia, że po tym jak Norwegowie opuścili Wielką Brytanię, Hermiona zamknęła dom i ograniczyła listę gości jak tylko mogła. Lucjusz podejrzewał, że magia Harry'ego może płatać mu figle teraz, gdy była na skraju własnej dezintegracji. Moc tylko nie lubiła, gdy jej grożono.
Różdżka, którą trzymał w sypialni koło swojej – nie należała do niego. I zachował ją głównie jako pretekst do odwiedzin, ale Draco odradził mu wszelkie podstępy. Granger była niczym cerber strzegący bram piekieł. Wątpił, aby umknął trójgłowemu psu. A słyszał, że ta gryfońska dwójka miała już z podobnym doświadczenia.
Jego ramię prawie wróciło do dawnej sprawności i Swngwood oczekiwał go w Wizengamocie lada dzień. Oczywiście Harry był na zwolnieniu lekarskim i nikt nawet nie pytał kiedy młody Potter się pojawi. Granger, która niedawno urodziła, również nie zapowiedziała swojej obecności, więc na dobrą sprawę jedynie 'Prorok Codzienny' i jego reporterzy koczujący pod posiadłością Blacków, byli jedynym źródłem informacji dla opinii publicznej. Lucjusz miał przynajmniej Draco, który zapewniał go, że Harry chociaż nie opuszczał swojego pokoju od przeszło trzech dni – czuł się coraz lepiej. Sporadyczne napady niestabilności magii nadal mu się zdarzały, ale to była norma przy poprzednim wysiłku. Żadna cena, którą chłopak płacił za kontakt z klątwą uśmiercającą.
Minęły trzy dni i Lucjusz zaczynał tracić cierpliwość. Różdżka leżąca na szafce koło jego łóżka wołała go co noc. I wiedział, że powinien ją bezzwłocznie oddać. Jednak bez niej nie miałby powodu, aby odwiedzić Harry'ego, a chciał tego. Tak po prostu czegoś chciał. I nie był przyzwyczajony, aby swoje intencje czynić zbyt jasnymi, na wypadek, gdyby jednak sytuację rozumiał źle. Lub ktoś miał wykorzystać informacje o nim i nagłym zainteresowaniem Potterem. Które ani nie było nagłe, ani nie było tylko zainteresowaniem.
Już Draco nawet zauważył jego niepokój i ciągle powtarzające się pytania o Harry'ego. I nie męczyło go, że jego pierworodny powtarzał te same odpowiedzi.
W końcu trzeciego dnia zdecydował się, że odczekał dostatecznie długo, by przerwać milczenie. Jego ramię było na tyle sprawne, aby trzymać pióro. Ministerialna poczta sowia wciąż była otwarta i wiedział, że jego list zostanie przesłany priorytetowo pod adres Harry'ego.
Spojrzał na różdżkę, która samotnie leżała na szafce i zagryzł wargę.
Drogi Harry,
Mam nadzieję, że twój stan się poprawił. Nie wiem czy przypominasz sobie naszą rozmowę podczas tego, gdy oddawałeś część własnej magii do sfery. Sam przechodziłem coś podobnego i powinieneś poinformować swoją przyjaciółkę, że moja obecność byłaby w stanie ustabilizować twój stan.
To dlatego Dumbledore – jeden z najsilniejszych czarodziejów w historii – był dyrektorem Hogwartu przez tak wiele lat. Sama jego obecność wpływała kojąco na uczniów, którzy dopiero zaczynali posługiwać się magią.
Mógłbym spędzić z tobą kilka godzin dłużej, gdy będę oddawał twoją różdżkę, która spoczywa bezpiecznie pod moją opieką przez cały ten czas.
Życzenia powrotu do zdrowia,
Lucjusz A. Malfoy
Przeczytał list jeszcze raz, a potem drugi i spojrzał na sowę, która czekała na parapecie. Od czasu, gdy zaistniało podejrzenie, że ktoś mógłby przechwycić jego pocztę upewnił się, aby ptaki posiadały odpowiednie zaklęcia. Draco uważał, że to przesada dopóki jedna z sów nie dotarła na wpół martwa do Francji, gdzie przebywał. I Lucjusz nie mógł wyzbyć się wrażenia, że Bellatriks wyjechała tam, aby dostać w szpony jego jedynego potomka.
ooo
Nie dostał odpowiedzi na swój list i przeżył prawdziwy szok, gdy Harry pojawił się na pierwszym spotkaniu Wizengamotu, od czasu przerwanego szczytu. Granger nie towarzyszyła chłopakowi, ale nie umknęło jego uwadze, że Boot oraz Hitchens odprowadzili go pod samą salę. Lucjusz zacisnął zęby, nie wiedząc za bardzo jak rozumieć całą sytuację. Harry powinien był zostać w łóżku albo po prostu w domu, gdzie miał możliwość odpocząć. Pojawianie się w Ministerstwie było tylko niepotrzebnym ryzykiem, chociaż szybko zdał sobie sprawę, że tylko on dostrzega cienie pod oczami chłopaka. Jego mniej pewny chód.
Pottera niemal natychmiast okrążyli ludzie, ściskając jego ręce i sam Swingwood podszedł, aby zamienić z nim dwa słowa. Lucjusz nie słyszał odpowiedzi Harry'ego, ale widział zmęczony uśmiech na pobladłej twarzy. Jasnozielone oczy straciły swój dawny blask i to martwiło go najbardziej. Odczekał aż wszyscy wrócą na swoje miejsca i podszedł bliżej, nie spuszczając z oka twarzy Harry'ego.
Biorąc pod uwagę, że ostatnim razem, gdy się widzieli – chłopak był nieprzytomny – naprawdę teraz prezentował się lepiej. Lucjusz jednak stosował całkiem inne standardy, a im już Harry nie sięgał.
- Odniosłem wrażenie, że gdy ktoś wysyła do ciebie list, powinien otrzymać na niego odpowiedź – zaczął Lucjusz, zamiast powitania.
Sądził, że po twarzy chłopaka przebiegnie cień, ale ten uśmiechnął się tylko.
- Mnie również cię miło widzieć – odparł Harry. – Hermiona odradziła mi sprawdzanie poczty i odnalazłem twój list dopiero dzisiejszego poranka, za co cię serdecznie przepraszam. I dziękuję za propozycję, ale jak widzisz, czuję się już dobrze – dodał chłopak.
Lucjusz nie chciał zarzucać mu kłamstwa, więc skrzywił się tylko.
- Wiem co widzę – odparł spokojnie. – I wiem, że jesteś bez różdżki – dodał, unosząc brew.
Uśmiech zniknął z twarzy chłopaka momentalnie.
- Przeniesiemy się do mojej posiadłości – poinformował Harry'ego spokojnie.
- Po zebraniu – uściślił chłopak.
- Skoro taka jest twoja wola – dodał cierpko.
ooo
Hermiona nie była szczęśliwa, gdy powiedział jej, iż musi wstać. Nie przewidzieli takiej sytuacji, ale nie miał innego wyboru. Wizengamot miał swoje zasady, a on z oczywistych powodów nie mógł wziąć sobie zwolnienia z powodu ciąży. Nie mógł powtórzyć tego, co w Hogwarcie, że każdą najmniejsza potyczkę odchorowywał. Nie uczestniczył w zajęciach lekcyjnych, ale był członkiem Rady i nie mógł paraliżować jej prac.
Kiedy wyliczył, że sprężając się jest w stanie wrócić po porodzie do pracy wykorzystując tylko przydzielony przez Ministerstwo urlop, nie pomyślał, że jakikolwiek z ataków śmierciożerców odbije się na nim aż tak mocno. Może to było głupotą z jego strony, ale nie miał wyboru. Mógł już teraz zrezygnować z pracy i pozostać bez jedynego środka utrzymania z porodem za trzy miesiące i niestabilną magią. Nie było sensu czekać, aż Swingwood zwróci mu uwagę na częste nieobecności. Nie chciał być wydalony głosowaniem Rady, bo znowu sięgnąłby pierwszych stron w 'Proroku' a miał dość sławy na całe życie. Wątpił też, aby po czymś podobnym szybko znalazł pracę. Wróciłby do punktu wyjścia, gdzie nie byłby w stanie przejść kursu aurorskiego – o ile Kingsley zrobiłby dla niego wyjątek tym razem. Nie mógł przenieść się do mugolskiego świata bez wykształcenia. Dursleyowie zresztą zapewne zgłosili, że uciekł, żeby nie musieli tłumaczyć się z jego nieobecności. Nie wątpił, że jego zdjęcie zapewne gościło w serwisach dla zaginionych, aż w końcu o nim zapomniano.
Hermiona podała mu poranną herbatę i garść eliksirów, które postawiły go na nogi. Dom wyglądał jak ruina. Kiedy Halldor wraz z pozostałymi wyjechali, trudno im było utrzymać zaklęcia czyszczące bez dodatkowej mocy Norwegów. Dotychczasowe czary oparte na jego magii przestały działać i musiał je ponowić, gdy tylko odzyska siły. Hermiona nadal była zbyt słaba, chociaż zaczynała dochodzić do siebie dzięki Draco, który bywał częściej u nich w domu niż w rodzinnej posiadłości.
Harry czuł jego niechęć, która budowała się z każdym dniem, gdy Malfoy zdawał sobie sprawę, że coś przed nim ukrywają. Jednak tak było lepiej. Mógł wyprosić Wieczystą Przysięgę, ale zdradzanie Draco, że nosił jego brata lub siostrę w ten sposób – wydawało mu się naprawdę okropne. Wolał już ukrywać prawdę przed całością rodziny Malfoy, a nie zmuszać Draco do uczestnictwa w czymś podobnym wbrew swojemu ojcu. Wiedział jak chłopak jest w stosunku do niego lojalny.
Hermiona w końcu zgodziła się z jego argumentami i odetchnął z ulgą, chociaż dostrzegł jak bardzo starała się przy nim nie wymawiać imienia Lucjusza, jakby dzięki temu miał zapomnieć o mężczyźnie. Przypomniały mu się pierwsze dni, gdy udawał, że Ron nie istnieje, bo bał się, że jego przyjaciółka znowu się załamie. Nie tędy była jednak droga.
Nie był też ani trochę zszokowany, gdy we własnym salonie dostrzegł czekających na niego Terry'ego i Hespera. Obaj żartowali z Hermioną, gdy on przygotowywał się do pracy. I jako jego przyboczni przeprowadzili go przez całe Ministerstwo. Nie sprzeczał się nawet z tym, że potrzebował ochroniarzy. Bez magii pod ręką nie czuł się tak pewnie, a jego różdżka wciąż znajdowała się u Lucjusza. Krótki list mężczyzny pokazał Hermionie jeszcze poprzedniego wieczora i to był też jeden z powodów, dla których zebrał wszystkie swoje siły i wstał z łóżka. Nie był słaby, nie chciał być za takiego uważany. A Lucjusz zaczynał snuć teorie na temat jego złego stanu. Oczywiście uwaga o Dumledorze miała zapewne go pocieszyć i zapewnić, że niestabilna magia to nie jest nowy problem, ale Harry wiedział, że jeśli nie będzie się trzymał na baczności – Malfoy domyśli się wszystkiego. Nie takie zagadki rozwiązywał ten mężczyzna, gdy miał tylko garść poszlak.
I teraz obserwował ze swojego miejsca jak Lucjusz opowiadał o całym jednym spotkaniu szczytu, które się odbyło tego feralnego dnia. Oczywiście więcej rozmów przeprowadzili zakulisowo i część z nich Malfoy streścił, dodając relacje od Terry'ego i Kinglseya, którzy nie byli obecni podczas zebrania. Podejrzewał, że Amelia nie chciał go teraz kłopotać, ale Hermiona wspomniała, że powinien zobaczyć się z Minister jak najszybciej. Wciąż pozostawał jej delegatem dopóki nie zdejmie czaru, który dawał mu prawo do decyzji w jej imieniu.
Nie bardzo wiedział z czego miałby jej zdać relację – Norwedzy okazali się dość specyficznymi gośćmi, ale wtedy usłyszał jak Lucjusz powiedział z mównicy;
- Mistrz Halldor wnioskował o utworzenie ambasady na terenie ich kraju. Sądzę, że to dość racjonalna prośba. Powinniśmy utrzymywać z nimi szerszy kontakt. Odcinanie jakiejkolwiek magicznej krainy w obecnych czasach byłoby niebezpieczne – podjął mężczyzna i spojrzał sugestywnie w jego stroję, jakby czekał, że Harry ze swojego miejsca doda coś jeszcze.
- Istnieje oczywiście problem kwestii przesyłania informacji. Ambasador byłby odcięty od Wielkiej Brytanii, więc kontakt byłby utrudniony - dodał więc i po sali przeszedł nieprzyjemny szmer.
- Mówimy zatem o samodzielnym stanowisku – podjął Lucjusz. – O stanowisku, gdzie ambasador nie tylko czuwałby nad interesami naszego kraju, ale również byłby jednym głosem Wielkiej Brytanii na tamtym terenie – dodał.
Swingwood zamyślił się ewidentnie i skinął w stronę Lucjusza.
- Czy to wszystkie naglące problemy? – spytał Przewodniczący, podchodząc do mównicy.
- Przekazuję panu głos – odparł Lucjusz.
Swingwood odchrząknął i zaczął odczytywać plan obrad. Harry nie potrafił się skupić, gdy pod jego skórą pulsowało coś tak wielkiego. Jedyne na co liczył dzisiejszego dnia to opuszczenie Ministerstwa z jednym kawałku. Nie miał ataku od przeszło dwunastu godzin, a przez pierwsze dwa dni cała moc, która do niego wracała falami, nie mogła się w nim utrzymać. Czuł się trochę tak jak wtedy, gdy w komórce pod schodami zapalały się maleńkie światełka, a on nie wiedział jakim cudem panował nad elektrycznością. I nie dziwił się nawet Dursleyom, że ukryli go w miejscu, gdzie nie mógł go nikt zobaczyć. Że odcięli go od przedmiotów, które mógł zniszczyć. O ile dobrze wiedział – nigdy nie zrobił krzywdy Dudleyowi – tego nie wybaczyliby mu do końca życia. I w tym też pokładał nadzieję, że ludzie wokół niego byli bezpieczni. Zresztą Lucjusz miał rację. Sama jego obecność pomagała. Czuł jak mężczyzna przemieszcza się z powrotem na swoje miejsce. Ich spętane wspólnie magie pulsowały w sferze tak niedaleko i chociaż czuł również pierwiastek Swingwooda – wiedział, że to tylko namiastka prawdziwej mocy, którą dysponowali on i Lucjusz.
Zastanawiał się czy Malfoy też go czuł. Te fale musiały być odbierane przynajmniej przez część obecnych. Hermiona była wyczulona na te zmiany od czasów wojny, ale widział jak Terry przypatruje mu się niepewnie, jakby wiedział, że Harry jest chodzącą bombą zegarową.
- I wniosek delegatów szczytu na temat obsadzenia stanowiska Ambasadora na terytorium Norwegii. Czy ktoś ma jakieś propozycje? – spytał Swingwood.
I oczywiście na sali znowu podniosły się szepty. Harry czuł się dziwnie bez Hermiony. Jeszcze bardziej świadom tego, że ludzie otaczający go nie do końca mu ufali. Nie wymieniali poglądów i nie żartowali z nim. A od czasu zajść w Ministerstwie było tylko gorzej. Widział w ich oczach wątpliwość. Ludzie od zawsze bali się tego, czego nie rozumieli – i Hermiona ostrzegła go, że może jeszcze nie być gotów wrócić. Nie chodziło tylko o to, że jego magia się buntowała. Nigdy nie radził sobie dobrze z gapiami.
Prawdę powiedziawszy najbardziej bał się rozmowy z Lucjuszem. I na nią paradoksalnie najbardziej czekał. Może jego podświadomość liczyła na to, że mężczyzna spojrzy na niego czulej. I to było śmieszne, bo miał do czynienia z Lucjuszem.
I przez to bał się, że mężczyzna przejrzał go na wylot. Nie chciał pytania o uczucia. Może kolejnego wykładu, że tak naprawdę źle się zrozumieli. Już raz to przechodzili. Tym razem nie było niedopowiedzeń i nieporozumień. I miał przygotowaną odpowiedź, że Lucjusz przecież powinien wiedzieć, że Harry Potter poświęcał się dla wszystkich swoich przyjaciół. To była częściowo prawda, chociaż Hermiona zapewne zdzieliłaby go w głowę, gdyby usłyszała, że był gotów na przejście czegoś podobnego dla niej. Ona nie chciała poświęceń. Chciała go żywego – jak powtarzała wielokrotnie.
- Chciałbym zgłosić kandydaturę Harry'ego Pottera – powiedział ktoś z tyłu i Harry zamarł.
Obrócił się również, ale nie poznawał tego głosu. Na sali huczało.
- Sprzeciwiam się! – krzyknęła jakaś kobieta w pierwszym rzędzie. – Pan Potter jest zbyt cennym członkiem Wizengamotu!
- Mówisz tak przez tę ustawę – rzucił ktoś uszczypliwie.
I jego również Harry nie znał.
- Gdyby nie ta ustawa nie chciałbyś się pozbywać tego chłopaka z Londynu! – syknęła kobieta i wiele głosów przyznało jej rację.
Harry odchrząknął nieśmiało.
- Niestety nie mogę przyjąć tej znakomitej nominacji – przyznał szczerze. – Dziękuję jednak za wyróżnienie. Wciąż za mało nauczyłem się podczas pracy z państwem i nie byłbym godnym strażnikiem interesów Wielkiej Brytanii – dodał i dostrzegł, że Lucjusz uśmiecha się krzywo z drugiej strony sali.
Malfoy musiał wiedzieć, że taka będzie jego odpowiedź. W końcu rozmawiali o tym tak niedawno, chociaż Harry'emu wydawało się to wiecznością.
- Dziękujemy, panie Potter – wtrącił Swingwood. – Proszę o kolejne nominację i chciałbym, abyśmy ograniczyli wzajemne przekrzykiwanie do minimum – dodał mężczyzna.
ooo
Lucjusz złapał go pod ramię, gdy tylko Harry ruszył do drzwi. Zebranie pozostawiło go kompletnie wyczerpanym. A ból głowy, który towarzyszył mu od rana tylko się wzmógł. Nie chciał zażywać eliksiru na oczach swoich kolegów, żeby nie prowokować kolejnych plotek, ale czuł się coraz gorzej.
- Jesteś blady – poinformował go Lucjusz. – Bledszy niż wcześniej. Źle się czujesz? – spytał całkiem poważnie.
I Harry na końcu języka miał szorstkie podziękowanie za troskę, ale zdał sobie właśnie sprawę, że Lucjusz nie był niczemu winien. I nie mógł warczeć na niego za okazywanie mu zainteresowania. Hermiona była jedyną, która do tej pory się o niego troszczyła, ale gdzieś w międzyczasie w ich małe kółko przyjaźni wślizgnął się Draco, który chociaż nie nazywał uczuć po imieniu, zdradzał niepokój jego stanem.
- To tylko ból głowy – odparł tylko i wziął głębszy wdech.
Lucjusz zmarszczył brwi.
- Chodź, mój gabinet jest bliżej. Mam eliksir – poinformował go Malfoy i ta dłoń na jego ramieniu była naprawdę gorąca, a potem przesunęła się na dół jego pleców, co było jeszcze lepsze, gdy mężczyzna prowadził go do siebie.
- Mam eliksir – powiedział tylko Harry, ale faktycznie nie chciał zażywać go na korytarzu Ministerstwa.
Kilka osób skinęło im głową, więc odpowiedział tym samym, starając się za bardzo nie ruszać karkiem. Sekretarka nie mrugnęła nawet okiem na ich widok i nie minęło kilka sekund, a Lucjusz zamykał za nim drzwi. Jego dłoń sama zawędrowała do kieszeni, gdy sięgał po fiolkę z eliksirem. I nie powstrzymywał nawet westchnienia ulgi, gdy chłodny płyn rozlał mu się w ustach.
Lucjusz obserwował go spokojnie zza swojego biurka, gdy zbierał najwyraźniej potrzebne mu w domu dokumenty.
- Gotowy? – spytał mężczyzna.
Harry spojrzał na niego nie bardzo rozumiejąc o co pytał.
- Och, tak, tak. Różdżka – wyrwało mu się. – Masz kominek w gabinecie? –zdziwił się.
- Skorzystamy z tego Amelii, jestem pewien, że nie będzie miała nic przeciwko – rzucił Malfoy. – Potrzebujesz czegoś ze swojego gabinetu?
Harry przypomniał sobie ostrzeżenia Hermiony, żeby się nie przepracowywał. Na spotkaniach Wizengamotu musiał być, ale prace nad ustawą mogły zwolnić. Nie podali Swingwoodowi kolejnego terminu czytania. Nie wątpił też, że Przewodniczący weźmie pod uwagę fakt, że współpomysłodawca jest na urlopie macierzyńskim. Chociaż Hermiona akurat nie uznawała czegoś podobnego. Widział ją nad dokumentami, które kończyła jeszcze dla Niewymownych. W Świętym Mungu wybudzono dzięki niej jednego pacjenta. Gdyby liczby określały jak wielki sukces osiągnęła – zapewne to wypadałoby blado, ale to jedno życie, które udało się uratować i ta rodzina na pewno była jej wdzięczna.
ooo
Czuł się dziwnie, gdy pojawili się w rezydencji Lucjusza, a Draco siedział na kanapie z kieliszkiem wina w dłoni. Jakoś nie był przygotowany na ten widok. Wiedział, że Draco mieszkał dalej w posiadłości, ale nigdy tak naprawdę nie widzieli się na terytorium chłopaka. Malfoy raczej spędzał czas z Hermioną w domu Syriusza, a odkąd pojawiły się bliźniaki nawet stamtąd nie wychodził.
Draco podniósł się na równe nogi, zapewne spodziewając się tego spotkania jeszcze mniej niż on sam, co tylko trochę go rozbawiło. Mdłości spowodowane podróżą kominkiem nadciągnęły zaraz potem i połknął gorzką ślinę, która zalała mu usta. Na szczęście pomimo obaw Hermiony poranne mdłości nie wróciły, ale przemiany związane z dzieckiem przebiegały teraz o wiele gwałtowniej.
- Pot… Harry – wyrwało się Draco.
- Widzimy się na kolacji? – spytał, starając się brzmieć dowcipnie, ale wyszło mu słabo.
- Wstałeś? Czy ty, do jasnej cholery, nie powinieneś leżeć? – spytał chłopak podniesionym głosem trochę go szokując. – Nie po to trzy dni cię pilnowaliśmy na zmianę, żebyś się z powrotem doprowadził do tego stanu – warknął Draco.
Harry wiedział, że musi mieć głupią minę, bo Lucjusz uśmiechnął się krzywo.
- Tyle dramatyzmu – prychnął Malfoy senior. – Gdybyś był tak uprzejmy i przyniósł mi z sypialni różdżkę Harry'ego… - zaczął i zawiesił sugestywnie głos.
Draco zmarszczył brwi, ale posłusznie odłożył kieliszek wina z powrotem na stolik.
Harry przełknął, jakoś nie spodziewając się, że Lucjusz trzymał jego różdżkę tak blisko siebie przez ostatnie dni. Sądził, że leżała gdzieś w gabinecie, a może nawet salonie, w którym razem przesiadywali. Był to najbardziej osobisty przedmiot jaki posiadał każdy czarodziej i chociaż Harry nie polegał na niej tak jak dawniej – jednak wiele dla niego znaczyła. Dla niej poświęcił Czarną Różdżkę. Nic nie było w stanie zastąpić tej, którą dostał w wieku jedenastu lat. Jej kształt, to jak układała się w jego dłoni – pamiętał nawet teraz, chociaż nie trzymał jej w ręce.
Nie był jeszcze gotów do używania magii, ale miał nadzieję, że przyzwyczajanie się do mocy przyjdzie mu łatwiej niż wtedy, gdy zaczynał w Hogwarcie wraz z innymi.
- Jakkolwiek nie jestem przyzwyczajony do podobnych wybuchów, jednak zgadzam się z moim synem – podjął Lucjusz. – Nie zamierzam krytykować twoich decyzji, ale zwróć uwagę na to, że jeśli nie pojawisz się jeden dzień w pracy, nie będzie to tragedią. Nikt nie pomyśli, że korzystasz ze specjalnych przywilejów. W tamtym miesiącu McDermott wziął zwolnienie z powodu wrastającego paznokcia. Klątwa uśmiercająca jest dostatecznie dobrą wymówką, aby trochę odpocząć, nie sądzisz? – spytał mężczyzna unosząc brew.
- No tak, jeśli byłaby skuteczna. Wieczny odpoczynek i te sprawy – powiedział i miał to być żart, ale już po minie Lucjusza wiedział, że mu się nie udało.
- To nie jest śmieszne – poinformował go Malfoy z nagłym chłodem w głosie, tylko potwierdzając jego przypuszczenia.
