Ano właśnie, Teal`c... wypadałoby zajrzeć i do niego. Tym razem na krótko, ale już niebawem postaram się wrzucić ciąg dalszy. Miłego czytania ;-)


Ciemność powoli ustępowała. Jej miejsce zajął piekielny, pulsujący ból głowy; stawał się coraz wyraźniejszy. I smak krwi w ustach. To były dobre odczucia. Prawdziwe. Należały do niego i tylko do niego. Zresztą… ani krew, ani ból nie były mu obce. Wiernie towarzyszyły mu odkąd był jeszcze dzieckiem. Potrafił sobie z nimi radzić. Potrafił je okiełznać i obrócić na własną korzyść. Świadczyły o tym, że wciąż pozostaje żywy. A póki żyje, póty wciąż może walczyć. Do końca.

Zaczerpnął głęboki oddech, a potem powoli wypuścił powietrze, koncentrując się na biciu swojego serca. Ból nie minął, lecz nie przeszkadzał w działaniu. Otworzył oczy i ostrożnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Znajdował się na statku. To było jedno z mniejszych pomieszczeń służących zazwyczaj za ładownie lub, jak w jego przypadku, za więzienie. „Co ja robię na statku?" Pomyślał. Ostatnie co pamiętał, to drwiący wyraz twarzy Olokuna i mdlące uczucie strachu przed tym, do czego pragnął Teal`ca wykorzystać. Ale nie udało mu się. Teal`c pozostał sobą. Był Shol`va i był z tego dumny. Goa`uld zapewne nie zdawał sobie z tego sprawy. Choć z drugiej strony jest uwięziony, więc proces mógł się jeszcze nie zakończyć. Jeżeli tak jest w istocie, Olokun niebawem przyjdzie do niego, by dokończyć swe dzieło. Dlatego został przeniesiony z planety? Zastanawiał się, czy O`Neill również gdzieś tu jest? Czy został na planecie i oczekuje tam, aż Teal`c poddany woli Olokuna przybędzie i zakończy jego życie?

Z trudem dźwignął się z podłogi. Już wcześniej był osłabiony. Teraz, po kilku sesjach tortur kara Kesh, jego siły były już na wyczerpaniu. Podczołgał się do ściany i oparł o nią wygodnie. Ból, w odpowiedzi na wysiłek fizyczny, wzmógł się jeszcze bardziej. Odchylił głowę, oparł ją o ścianę i przymknął oczy. Oddychał miarowo, starając się skupić na tej czynności całą uwagę. Cichy zgrzyt otwieranych drzwi niemal umknął jego uwadze, lecz kroki zbliżającego się człowieka usłyszał już dokładnie. Otworzył oczy. Do pomieszczenia wszedł Jaffa. Nie nosił hełmu. Był starszy od Teal,ca. Miał złotobrązową skórę, w kilku miejscach poprzecinaną bliznami. W kącikach jego oczu i wokół ust rysowały się zmarszczki. W prawej ręce trzymał opartą o podłogę lancę.

- Mój pan Olokun wzywa cię, byś mógł oddać mu cześć. - Oświadczył bez ogródek.

- On nie jest moim panem. - Odparł cicho. - Możesz mu to przekazać. Możesz też zaprowadzić mnie przed jego oblicze. Wtedy sam mu to powiem.

- Śmiesz bluźnić w obliczu śmierci? - Jaffa odbezpieczył lancę i wycelował ją w pierś więźnia. - Olokun, twój bóg, w swej wspaniałomyślności uczynił cię swym sługą. Jesteś mu winien posłuszeństwo i bezwarunkowe oddanie.

- Olokun nie jest moim bogiem. - Teal`c wyprostował się nieco. - Nie jest w ogóle bogiem. Jest śmiertelny jak ty, czy ja.

- Zginiesz za te słowa, shol`va! - Wojownik uniósł lancę nieco wyżej. Przed oczami więźnia przeskoczyła gorąca iskra.

- Jestem gotów na śmierć. - Teal`c żałował tylko, że zginie w takiej pozycji. Wolałby stać dumnie wyprostowany, ale w końcu, jakie to miało znaczenie? - Umrę wolny. Przekaż to Olokunowi. Nie złamał mnie. Nie udało mu się. Jestem wolny.

Oczekiwał na śmiertelny błysk. Huk wypełniający uszy i ból niosący wieczny spokój. Zamiast tego ujrzał uśmiech na twarzy starszego Jaffa.

- Rzeczywiście jesteś tak twardy, jak powiadają. - Opuścił lancę i wyciągnął w kierunku Teal`ca rękę. - Mamy mało czasy. Jeśli chcemy się stąd wydostać, musimy ruszać natychmiast.

- Nie rozumiem…

- Nie jesteś sam bracie. - Wojownik przyklęknął tuż obok. - A Olokun nie jest bogiem. Wiem to od dawna. Dzisiaj on sam przekonał się o tym niezwykle boleśnie. Planeta, na której miał zbudować swoją siedzibę, wymknęła mu się z rąk. Zresztą nie tylko ona. Dziś powstało niemal całe jego dominium. Stracił władzę i niewolników. Uciekł jak zwykły tchórz.

- Jak...? Jak to? - Teal`c oszołomiony wpatrywał się w drugiego mężczyznę niebotycznie zdumiony. - Kim ty jesteś? Dlaczego mi pomagasz?

- Kimś, kto pragnie odkupić swe dawne winy. Pomogłem już wielu. Choć równie wielu nie byłem w stanie. Jestem Shol`va, podobnie jak ty. - Uśmiechnął się smutno. - Choć o tym wiedzą jedynie nieliczni.