Betowała absolutnie najcudowniejsza Disharmonie.

Nakurishi, Victor Black, Ziebuszka, Star1012, K, Kinetsuko, Mareen7, rose29 i CreepyMary - oczywiście z całego serca dziękuję za komentarze! Sprawiły mi naprawdę wiele radości. Niesamowicie miło widzieć, że ktoś tym tłumaczeniem jest zainteresowany ;)

Star1012, tak, wiem, że ten fic istnieje - ale od razu przyznaję, że nie jestem zainteresowana tłumaczeniem go ;). Hermiona natomiast rzeczywiście bardzo biednie tu skończyła :(. K, niezwykle miło mi słyszeć, że fic Ci się podoba! Podróż do lewego skrzydła już w poniższym rozdziale, więc przekonasz się, na ile sprawdziły się Twoje teorie. Niezwykle ciekawie czyta mi się Twoje przypuszczenia ;). Co się natomiast tyczy tytułu - mogę powiedzieć tyle, że pojawi się dodatkowo rozdział o identycznym tytule i tam też chyba najbardziej zostanie on wyjaśniony. I, czytając Twój komentarz, oczywiście, że się nie nudziłam! Bardzo się cieszę, że poświęciłaś czas na jego napisanie :) Kinetsuko, można się spodziewać przepowiedni, wierszyka lub klątwy. Choć właściwie można by było uznać to w tym przypadku za jedno i to samo. Zresztą sama wkrótce zobaczysz ;). rose29, Bella zdecydowanie też byłaby bardzo ciekawym pomysłem, muszę przyznać Ci rację! A że Potwór gorszy jest w swoim zabijaniu od Bestii - zgadzam się całkowicie! Miło mi też słyszeć, że fic Cię wciągnął i że podoba Ci się pomysł zrobienia krótszych przerw między rozdziałami kosztem dłuższych przerw między danymi ficami.

Miłego czytania!


Przeklęte pocałunki

Rozdział piąty

Przeszłość i Przepowiednia

W otulonym nocą domu Riddle'ów było coś upiornego – co nie powinno chyba dziwić, bo, jakby nie patrzeć, już za dnia potrafił przyprawić o niezłe ciarki.

Harry czuł przemykające wokół niego cienie. Nie mógł się również oprzeć wrażeniu bycia obserwowanym, co, jak przypuszczał, było sprawką Potwora. Chociaż, o dziwo, nigdzie go nie widział.

Drzwi otworzyły się, zanim zdołałby ich dotknąć i przejście przez puste, nieskazitelnie czyste pokoje nie zajęło mu wiele czasu. Szybko dotarł do lewego skrzydła domu.

Początkowo nie dostrzegał w nim niczego, co odróżniałoby go od reszty dworku. Rezydencja została zaprojektowana symetrycznie, więc na pierwszy rzut oka zdawało się, że lewe skrzydło odzwierciedla dokładnie prawą część domu. A to spowodowało, że ogarnęło go dziwne wrażenie, iż wie, do którego pokoju powinien się kierować.

Zamiast jednak drzwi, które spodziewał się tam zastać, ujrzał wielki portret.

I podobnie jak w przypadku Riddle'a oraz Bezimiennego, również ten zachowywał w pełni naturalne rozmiary. A także został podpisany jako „Tom Riddle Junior".

W przeciwieństwie jednak do obrazu Riddle'a i Bezimiennego, z tego spoglądało na niego szeroko rozwartymi oczami dziecko.

Wyglądało jak młodsza wersja Riddle'a. Tyle że łagodniejsza, jakby bardziej niewinna. Miało na sobie niewyróżniające się niczym ubrania i siedziało na gołej podłodze ponurego, szarego pokoju, nieprzypominającego żadnego, jaki widział do tej pory w dworku.

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, wszystkie pomieszczenia w domu Riddle'ów były bardzo wystawne. Bogate. Nie wiedział, gdzie namalowano ten portret, ale z pewnością nie powstał on w tym domu. A przynajmniej nie w tym, jaki teraz znał.

— Witaj – powiedział miękko Harry, próbując się uśmiechnąć. – Kim zatem jesteś? – Miał swoje przypuszczenia. Dziecko posłało mu w odpowiedzi nieśmiały uśmiech, który chwilę później zniknął bez śladu.

— Jestem Przeszłością – oznajmił uroczyście chłopiec. – Przyszedłeś się ze mną pobawić? Nikt mnie nigdy nie odwiedza.

Harry'ego ścisnęło za serce. Czy tym był właśnie Riddle, nim sięgnęła go klątwa? Zanim stał się Voldemortem? Z drugiej strony, inskrypcja pod portretem Bezimiennego również głosiła „Tom Riddle"…

— Szukam Przepowiedni – stwierdził. Dziecko posłało mu kolejny mały uśmiech.

— Wejdź więc, Harry. Wskażę ci drogę.

— Mam przejść przez obraz? – Zmarszczył brwi ze zdziwienia.

— Oczywiście – odparła Przeszłość. – Prędzej czy później będziesz musiał. Tak jak przez obraz Riddle'a i Bezimiennego. – Malowidło uparcie wyciągnęło w jego stronę rękę.

Harry zamarł. Nie chciał wątpić w słowa dziecka, ale biorąc pod uwagę okoliczności…

— A będę w stanie wyjść potem z powrotem z obrazów? I skąd znasz moje imię?

— Jestem Przeszłością – odpowiedział obraz. – Oczywiście, że znam twoje imię. Wiem wszystko o tym, skąd pochodzisz. Ale by dowiedzieć się, dokąd zmierzasz, będziesz musiał porozmawiać z Przepowiednią. Przechodzisz więc, czy nie? – Kiwnął niecierpliwie palcami.

— Będę w stanie wyjść potem z powrotem z obrazów? – zapytał ponownie Harry, zaciskając mocno szczękę. Przeszłość przewróciła oczami.

— Tak.

Harry wahał się jeszcze przez chwilę. Czy aby na pewno był to dobry pomysł?

Wiedział jednak, że musi przed świtem wrócić do swojego pokoju lub tak czy inaczej umrze. Ludzie zawsze gadali, że jest lekkomyślnie odważny, co zresztą potwierdził, zgłaszając się na ochotnika. Równie dobrze mógł znów zaryzykować.

Zacisnął mocno oczy i ruszył do przodu.

Chwilę później zimne palce owinęły się wokół jego dłoni. Natychmiast otworzył oczy.

Znalazł się w widocznym na obrazie pomieszczeniu. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył, jak miejsce, z którego właśnie przyszedł, zamyka się tuż przed nosem szturmującego w ich stronę Potwora, którego usta otwarte były w niemym krzyku. Chwilę później znajdowała się tam już tylko szara ściana – i absolutnie nic, co łączyłoby go z domem Riddle'ów.

Coś ścisnęło go w żołądku.

— Chodź – powiedziała Przeszłość. – Wskażę ci drogę. – Chłopiec skierował się w stronę drzwi, podczas gdy Harry wciąż przyglądał się swojemu nowemu otoczeniu. Skromne łóżko. Siedem ułożonych na parapecie kamieni.

— Gdzie jesteśmy? – zapytał, mimo że otaczająca go rzeczywistość zaczęła się już zmieniać. – Lub raczej: gdzie byliśmy?

— W sierocińcu. Rok tysiąc dziewięćset trzydziesty szósty. Nie rozmawiaj lepiej z żadnymi duchami, bo możesz utknąć.

W tej wypowiedzi znajdowało się tak wiele informacji, które Harry pragnął rozważyć, że nie wiedział nawet, od czego zacząć.

— A teraz?

— Teraz idziemy zobaczyć się z Przepowiednią.

Nagle tuż przed nimi wyłonił się cmentarz. Harry natychmiast spostrzegł, że to ten sam, co znajdujący się na terenie domu Riddle'ów. Nawet widział górujący w oddali dwór – choć wyglądał inaczej niż ten, do którego przywykł.

Dom Riddle'ów, który znał, miał w sobie tylko resztki swojej dawnej majestatyczności. Kłębiły się w nim na każdym kroku cienie, zawsze było w nim zimno i ciemno. Ten natomiast, który miał właśnie przed sobą, posiadał okna pełne ciepła i światła.

Harry odwrócił głowę i spojrzał na rozciągającą się u podnóża wzgórza wioskę. Wnet uderzyła w niego z całą siłą nostalgia i godna pożałowania tęsknota za domem.

Rozpoznawał nawet zarysy budynku, w którym się wychował. W którym mieszkał, dopóki jego mieszkańcy, jeden po drugim, zostali wybrani na ofiary wiszącego nad miasteczkiem cienia.

Przełknął z trudem ślinę. Chwilę zajęło mu też spostrzeżenie, że się zatrzymali. Rozejrzał się, zaskoczony, i ujrzał, że Przeszłość wpatruje się w leżący przed nimi nagrobek.

Jeszcze zanim Harry przeczytał widniejącą na nim inskrypcję, poczuł w żołądku mocny ucisk.

TOM RIDDLE

Jak to możliwe? Spojrzał pytająco na Przeszłość. Wyraz twarzy stojącego obok niego dziecka był teraz jednak całkowicie beznamiętny, zniknęła wszelka widniejąca na nim wcześniej niewinność.

— Pobawisz się ze mną, Harry? – zapytał cicho chłopiec. Harry'ego ścisnęło za gardło.

— Pobawię się z tobą? – powtórzył. – A w co mielibyśmy się pobawić? Możemy z tym poczekać, aż porozmawiam z Przepowiednią? Obawiam się, że nie mogę zostać na zbyt długo.

Przeszłość spojrzała na niego ostro.

— Nie.

— Nie?

— Chcę się bawić teraz. Nigdy nie miałem się z kim bawić. Zostaniesz tutaj ze mną.

— Nie mogę tu z tobą zostać – odparł ostrożnie Harry. – Muszę złamać klątwę.

Dziecko nawet nie mrugnęło.

— Pobawisz się ze mną albo cię zabiję. A wtedy utkniesz ze mną w tym obrazie na zawsze. I będziesz musiał zostać moim przyjacielem.

To było po prostu, kurwa, niemożliwe. Czy naprawdę nikt w tym domu nie mógł być normalny? Nawet dzieci?

Spostrzegł, że dom zaczyna się wokół niego przyciemniać, podobnie jak zwykł to robić poza obrazem. Cienie zalały ten nowy świat niczym rozlany na kartkę atrament. Wyglądało również na to, że także otaczający go ogród ożył. Zarośla zaczęły się ku niemu piąć, a długa, niekoszona trawa owijać wokół jego kostek niczym lina, kiedy usiłował na nią nadepnąć.

Zaczął szybko myśleć.

Jeśli miał być szczery, nie miał zbytniego doświadczenia w interakcjach z niesfornymi dziećmi. Nie mówiąc już o takich jak to. Zacisnął mocno pięści.

— Przyjaciele się tak nie zachowują – odpowiedział. – Nie możesz groźbami zmusić kogoś, by się z tobą zaprzyjaźnił.

Każde wcielenie na swój sposób poszukuje tego, czego nie ma…

— Mogę. Popatrz tylko.

Również róże – ostre i pełne kolców – rozkwitły nagle znikąd z ziemi i przytwierdziły go do pobliskiego nagrobka. Nagrobka Toma Riddle'a, jakby tego było mało. Zaczęły ściskać jego gardło.

— Jestem Ofiarą, będziesz mnie słuchał i nie wyciągał ręki po coś, czego ci nie ofiarowuję! – syknął Harry. Kolce zatrzymały się kilka cali od jego gardła.

Przeszłość patrzyła się na niego beznamiętnie, zaciskając u boków dłonie. Harry odwzajemnił stanowczo to spojrzenie, dysząc ciężko.

— A teraz mnie puść.

Usta dziecka zacisnęły się z rozdrażnienia.

Czekam, Tomie Riddle – powiedział Harry, czując, jak serce wali mu w piersi. Hermiona pisała, aby uważał, co nazywa, ale…

Reakcja była natychmiastowa. Znów opadł ciężko na trawę, podczas gdy róże skurczyły się z powrotem do postaci nasion, a trawa wróciła do swojej normalnej długości.

Gęsta, żywa ciemność jednak dalej nie zniknęła.

Potarł gardło i podniósł się na kolana, zaczynając powoli rozumieć, jak wielką władzę miały w tym miejscu imiona.

— I tak nie chcę mieć żadnego przyjaciela – prychnął Tom. – Przyjaciele są bezużyteczni. Zobacz tylko, do czego doprowadziła cię troska o innych ludzi. Umrzesz w tym domu, podobnie jak wszyscy inni. Zawsze umierają.

— Podejdź do mnie.

Przeszłość łypnęła na niego podejrzliwie, ale Harry po prostu czekał.

Wiedział, naprawdę wiedział, że powinien nienawidzić tego chłopca za to, co próbował mu zrobić. Podobnie jak wszystkich innych rezydentów tego domu nienawiścią tak gorącą, że wypaliłaby mu serce.

Ale nie mógł nienawidzić dziecka.

Potwór był całkowicie świadomy swoich działań, podobnie jak Bestia, Riddle i Bezimienny. Dziecko natomiast, uwięzione brutalnie przez tę klątwę, nie wydawało się mieć w tej sprawie żadnego wyboru.

Harry sam aż za dobrze wiedział, jak to jest być samotnym.

Po chwili Przeszłość zrobiła ostrożny krok w jego stronę i Harry natychmiast przyciągnął ją do siebie, zamykając w uścisku. Chłopiec momentalnie zesztywniał, ale Harry go nie puszczał, tylko jeszcze mocniej owinął wokół niego swoje ramiona.

Nie miał czasu do stracenia i cholera jedna wiedziała, w jaki sposób czas mijał wewnątrz obrazu, skoro nie był on tylko zamrożoną w jednej chwili wiecznością, ale…

Doszłam do wniosku, że ofiara musi w pełni stawić czoła każdej części, aby właściwie złamać klątwę.

Ostatecznie puścił chłopca i położył mu ręce na ramionach.

— Wydostaniesz się z obrazu, gdy przełamię klątwę, obiecuję – oznajmił. – Nie jesteś złym dzieciakiem, Tom. Lub przynajmniej… nie musisz takim być. Co ty na to, byś pokazał mi teraz, gdzie jest Przepowiednia?


Przeszłość – znów pogrążona w ciszy – poprowadziła go w stronę domu. Przez jego główne wejście, tym razem lśniące i promienne, między innymi za sprawą zwisającego z sufitu wielkiego, diamentowego żyrandola.

Harry przypuszczał, że tak właśnie najpewniej musiał wyglądać dom Riddle'ów przed uderzeniem klątwy. Był naprawdę piękny.

W sali balowej spostrzegł kilkakrotnie kątem oka młodego, przystojnego Riddle'a, podobnego do tego z portretu. Niemniej nie zatrzymali się, pozostawiając za sobą muzykę, gdy Przeszłość zaciągnęła go za rękę do lewego skrzydła domu.

Dotarli do miejsca, gdzie znalazł wcześniej obraz, choć tym razem stały tu tylko drzwi. Dziecko unikało obecnie jego wzroku.

— Dzięki – powiedział Harry. Kiedy Przeszłość w żaden sposób mu nie odpowiedziała, sięgnął ku drzwiom i otworzył je. Gdy już miał przez nie przejść, mała dłoń znowu chwyciła go za koszulkę.

Odwrócił się lekko na pięcie i spojrzał na swojego towarzysza.

— Nie widzę twojej przyszłości, Harry Potterze – oznajmiło cicho dziecko. – Jestem przywiązany tylko do przeszłości.

— Nic nie szkodzi? – odparł Harry, nie do końca pewien, jak odnieść się do tego oświadczenia. Twarz chłopca nie wyrażała żadnych emocji, ale jego oczy były teraz bystrzejsze niż wcześniej. Nie jednak w taki złośliwy sposób, a raczej… pełen rozważania.

— Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Przyszłość zawsze opiera się na przeszłości. Aby mieć pełny wgląd w sytuację, potrzebujesz ich obu.

Chwilę później zniknął, a Harry został sam na sam ze stojącymi przed nim drzwiami.

Przeszedł przez nie.


Znalazł się w dziecięcym pokoiku.

Nie tego oczekiwał, choć biorąc pod uwagę, że to właśnie Przeszłość strzegła tych drzwi, dzieciństwo i wszystko, co z nim powiązane, nie powinno go tak dziwić.

Niemniej oblało go zimne przerażenie.

Postać przypominała z wyglądu Przeszłość, ale akurat tego Harry powinien się już spodziewać. Choć i tak ścisnęło go okropnie w gardle na myśl, że Przepowiednia także jest dzieckiem.

I to nie byle jakim…

Jego oczy były zamknięte, a ciało przymocowane różami do ściany – ich pełne kolców pnącza natychmiast przywiodły Harry'emu na myśl te, którymi sam został niedawno opleciony – niczym maszyna podłączona do głównej bazy. W dłoniach siedzącego po turecku na łóżku chłopca znajdowało się serce. Bijące, zakrwawione ludzkie serce spoczywające w małym, szklanym pudełeczku z umieszczonym na wierzchu zegarem, z którego wychodziły wszystkie łańcuchy.

Także sam otaczający ich pokój był całkowicie zarośnięty. Harry mimowolnie przypomniał sobie te nieco dziwaczniejsze opowieści o czyhającym w domu potworze, które słyszał, zanim spotkał jeszcze którekolwiek z jego wcieleń.

— Mój Boże – szepnął, nie mogąc się powstrzymać. Nie sądził, że coś w tym domu będzie go w stanie jeszcze tak przerazić.

Przepowiednia rozchyliła powieki. W przeciwieństwie do całkowicie czarnych oczu Potwora lub niebieskich Riddle'a, lub nawet płonących piekielnym ogniem oczu Bestii i Bezimiennego, te były białe.

Bez żadnej źrenicy czy tęczówki. Po prostu… białe.

— Harry Potterze.

— Jesteś Przepowiednią – wykrztusił z siebie.

— A ty Ofiarą. Wybawcą. – Dziecko wykrzywiło lekko wargi.

Wybawcą? No cóż, to przynajmniej zapowiadało jakąś szansę na powodzenie. Nie zapomniał jednak o ostrzeżeniu Hermiony. Dlaczego miał strzec się Przepowiedni?

Podobnie jak Przeszłość, była tylko dzieckiem – i do tego przytwierdzonym do ściany. Czy naprawdę mogłaby go aż tak okropnie skrzywdzić?

— Czyje to serce? – Nie zdołał powstrzymać swojej ciekawości. Uśmiech Przepowiedni poszerzył się.

— Bestii.

Oczy Harry'ego rozwarły się szeroko. Czy to dlatego słyszał kapanie? Ostatecznie jedna z krążących po miasteczku opowieści o tym, co działo się z ofiarami w domu Riddle'ów mówiła, że Bestia zabierała sobie ich serca, aby wypełnić nimi widniejącą w jej piersi pustkę.

— Dlaczego ci go nie odebrał?

— Bo nie może. Ani nie chce. Serce potrafi ranić, a nieśmiertelność, jakby nie patrzeć, nie.

Nieśmiertelność?

— Powiedz, co muszę zrobić, aby to naprawić.


Harry wybiegł z pokoju Przepowiedni, czując, jak serce wali mu w piersi.

Tym razem nie spotkał żadnego obrazu, tylko zwykłe drzwi, które zaprowadziły go z powrotem do domu Riddle'ów. Wyskoczył przez nie, natychmiast stając oko w oko z wyraźnie rozwścieczonym Potworem.

Spojrzał na niego ze szczerym zdumieniem.

— Obiecałeś mi bezpieczne przejście…

Przynajmniej nie nastał jeszcze poranek.

— A więc widzę, że wciąż żyjesz.

— Myślałem, że będziesz brzmiał na bardziej tym rozczarowanego – warknął Harry. Potwór zbliżył się do niego, a młodzieniec spostrzegł, że za jego plecami znów pojawił się portret Przeszłości.

Mogłoby się niemal zdawać, że Potwór wręcz dosłownie ocieka cieniami. Sięgnęły one ku Harry'emu niczym wstęgi, otulając ich tak gęstą ciemnością, że nie widział nawet czubka własnego nosa.

— Jestem Ofiarą – spróbował swojej poprzedniej taktyki. – Nie możesz wziąć czegoś, czego ci nie ofiarowuję.

— A ja jestem Potworem. Nie dotyczą mnie zasady Ofiary – warknął w odpowiedzi stwór. – Nie dotyczą mnie żadne zasady. Nie obchodzisz mnie ty, przepowiednie czy przeklęte pocałunki.

Harry wyprostował się, starając się nie zwracać uwagi na ostre zęby znajdujące się kilka cali od jego twarzy.

— A jednak obiecałeś mi bezpieczne przejście – odparł. Dłonie musnęły jego policzki i czuł, jak serce wali mu w piersi.

— Jesteś głupcem. Nie masz pojęcia, w jaką grę sobie pogrywasz.

— Właściwie – fuknął Harry – w końcu mam. I wiem, jak ją zakończyć. Pocałunkiem prawdziwej miłości. Oddając Bestii jego serce. To dlatego właśnie na początku próbowałeś odebrać mi wszystkie moje pocałunki? Wybacz, że cię rozczaruję, ale ci się nie udało.

Potwór roześmiał się okropnie, wywołując u niego ciarki.

— Jesteś głupcem, Ofiaro. A do tego ślepym. Nie dostrzegasz nawet, co masz tuż przed nosem. Panna Granger to zrozumiała, ale ty, głupiutki chłopcze, nie.

— Zabiłeś Hermionę – warknął w odpowiedzi Harry. – Przynajmniej tyle wiem. Bestia mi powiedziała.

Stwór zacisnął mocniej szczękę i spojrzał na niego swoimi dzikimi oczami. Dłoń zacisnęła się mocno na klatce piersiowej Harry'ego, a jej palce wbiły w nią w ten sam sposób, co pierwszej nocy palce Bestii.

— Nie cień, a zegarek. Nie klątwa, a zamek. Strzeż się przeklętych pocałunków, Ofiaro. Przeklętych pocałunków.

— Tak, tak. Strzegę się ciebie – odparł chłodno Harry. – I tego, do czego zdolne są twoje pocałunki, gdy pożerasz wszystko na swojej drodze. Bestia nie jest zła, bo nie ma wpływu na swój udział w tej grze. Ale Potwór ma, co? Jesteś klątwą. Zawsze nią byłeś.

— Jak myślisz, do czego jest podłączona Przepowiednia?

— Że co?

— Przepowiednia. Do czego jest podłączona?

— Do serca Bestii.

— I?

— I… i ścian?

— I ścian – zgodził się bardzo cicho Potwór. – A zatem również do domu, a co za tym idzie – także do gry. To ona ustala zasady i steruje wszystkim jak w zegarku. Powstrzymuje mnie przed wejściem do twojego pokoju.

— No cóż, mam jej w takim razie za co dziękować, co? – warknął Harry, oddychając ciężko.

— A czym jest? Czym jest Przepowiednia?

— Co? – Harry zmarszczył brwi. Potwór pokręcił głową i roześmiał się ponownie. Był to okropny śmiech.

— Jest dzieckiem.

— Jeśli próbujesz mi coś powiedzieć, postaraj się mówić tak, by łatwiej cię było zrozumieć lub przesuń i dotrzymaj obietnicy – fuknął Harry. Potwór spoglądał na niego przez dłuższą chwilę twardo i bezlitośnie, po czym w końcu pokręcił głową i przesunął się.

— Gdybym był tobą, nie chadzałbym już w nocy po domu. Wybrałeś swoją stronę.

A potem zniknął mu z oczu, gdy tylko pierwsze promyki słońca padły na podłogę.

Harry zaklął.