Betowała najcudowniejsza Disharmonie.

Z całego serca dziękuję za komentarze Ingula, Ziebuszka, Victor Black, Nakurishi, Kinetsuko, Mareen7, Star1012, rose29, Wieczna Panna oraz Megi1986. Ich czytanie, jak zawsze, sprawiło mi przeogromną przyjemność, dla której po prostu brak mi słów :). Przepraszam też, że raczej na Wasze komentarze nie odpisuję, ale naprawdę jestem za nie ogromnie wdzięczna!

Kinetsuko, kto chce, a kto nie chce przełamania klątwy - na ten temat milczę jak zaklęta :) Niestety, jak na mój gust, więcej pytań i odpowiedzi będzie cały czas aż do ostatniego rozdziału, więc pozostaje mi tylko rozkładać ręce i mieć nadzieję, że ich rozwiązywanie sprawiać będzie Ci większą przyjemność, niż Harry'emu. Star1012, dokładnie! Wszystko ma swoją cenę, więc Potwór za swoją współpracę oczekuje czegoś w zamian. I nie tyle Potwór łamie zasady, co po prostu go one nie dotyczą. No ale ogólnie wszystko zrozumiałaś dobrze :D. rose29, tym bardziej więc jestem za Twoje komentarze ogromnie wdzięczna! Wcale się nie dziwię, że czujesz się skołowana, bo to zupełna norma przy czytaniu tego fica - ja wszystkie szczegóły dopiero przy tłumaczeniu tak naprawdę spostrzegłam ;) No ale cieszę się, że nie przeszkadza Ci to w cieszeniu się tym opowiadaniem. A że w każdym kolejnym tłumaczeniu widać u mnie poprawę - chyba lepszego komplementu nie mogłabym sobie zażyczyć :) Bardzo dziękuję! Wieczna Panna, naprawdę ogromnie się cieszę, że poprzedni rozdział sprawił Ci tyle przyjemności! Zagadek, jak zobaczysz, w tym rozdziale jeszcze więcej, więc pozostaje tylko Harry'ego żałować ;)

Miłego czytania!


Przeklęte pocałunki

Rozdział siódmy

Obietnica przyszłości

Potwór się w nocy nie pojawił.

Harry nie wiedział, co o tym myśleć. Z jednej strony – nie musiał przynajmniej słuchać, jak krzyczy na niego głosami jego bliskich. Riddle wytłumaczył mu już, że Potwór dokonywał tego poprzez wyszarpywanie ich z jego wspomnień. Że obracał jego własny umysł przeciwko niemu.

Z drugiej strony fakt, że Potwór nie czyhał pod jego drzwiami rodził pytanie, gdzie się w takim razie podział. No i zmusił Harry'ego do gnicia w pokoju, jako że nie był w stanie zobaczyć się z Przeszłością.

Mógł, oczywiście, przebiec ile sił w nogach przez rezydencję, ale bez gwarancji bezpieczeństwa wydawało się to kompletną głupotą. Gdyby Potwór złapał go poza pokojem bez uprzednio zawartej umowy, równałoby się to zapewne z wyrokiem śmierci. A nie mógł zawrzeć żadnej umowy, skoro stwora nie było nawet w pobliżu.

Innymi słowy: zagadkowa sprawa.

Skazany był więc na towarzystwo Bezimiennego, wciąż mając w głowie dotyczące obrazów słowa Przeszłości. Portret uniósł na niego swoją bezwłosą brew, zauważywszy jego spojrzenie. Harry zebrał się w sobie, po czym zbliżył do malowidła i z wahaniem wyciągnął w jego stronę rękę… ale nie mógł przejść.

Jego dłoń napotkała twarde płótno, choć ręka Sam-Wiesz-Kto przesunęła się w taki sposób, by wnętrze jego dłoni obrócone było w jego stronę, a palce rozciągnięte pod jego. Niemniej dalej była to tylko farba.

Może się mylił.

— Jeszcze nie teraz – oświadczył beznamiętnie Bezimienny. Harry przechylił głowę, rozważając to stwierdzenie.

— Jeszcze cię nie odblokowałem. Jak mam to zrobić? Możesz mi powiedzieć? Muszę w pełni stawić ci czoła, ale nie mogę tego zrobić, nie wchodząc do obrazu, mam rację? Podobnie jak było w przypadku Przeszłości?

Bezimienny skinął w odpowiedzi głową, niemal niezauważalnie, a jego szkarłatne oczy spoczywały bez zawahania na jego twarzy.

— Nie możesz mi nawet powiedzieć, jak mam się dostać do twojego obrazu? – fuknął sfrustrowany Harry. – Jakim cudem ktoś ma w ogóle wygrać tę grę?

— Ma wykazywać się choć marginalną inteligencją, jak przypuszczam – wycedził Bezimienny. Harry spojrzał na niego spod byka i odsunął dłoń. – Lub – kontynuował portret – może polegać na innych ludziach.

Harry podążył za wzrokiem portretu – co doprowadziło go do spoczywającego na łóżku notatnika Hermiony.

— Przeczytałem go od deski do deski. Nic tam takiego nie ma – oświadczył, zdezorientowany. – Twierdziła, że spisze ceny wykonywania różnych ruchów, ale…

— Strona dwudziesta trzecia – nadeszła odpowiedź. Harry zmarszczył brwi, ale przeszedł przez pokój i zmrużył przez nienaturalne ciemności oczy na pismo dziewczyny.

Bliźniak pierwszego zawsze jest ostatni,

A sięgnięcie w przyszłość oznacza zatopienie się w przeszłości matni.

Odpowiedzi chcąc poznać, dobre pytanie zadać należy,

Bo tylko wtedy dojrzy się, co tak naprawdę pod maskami leży.

Lecz uważaj, ofiaro, albowiem wszystko ma swą cenę,

I nim się choć spostrzeżesz, pocałunek twe życie odbierze.

Najbardziej pilnuj się jednak w dokładnym drzwi za sobą zamykaniu,

Bo róże mają kolce, co od wieków przemyka w ludzkim rozważaniu.

Harry zamrugał. Po czym przeczytał to jeszcze raz. A potem kolejny.

— Naprawdę uwielbiacie niejednoznaczne odpowiedzi, co? — burknął. Potarł skronie, próbując zmusić się do myślenia, zerkając raz na jakiś czas w stronę drzwi.

— Każda klątwa ma próby, które trzeba przebyć, aby ją rozwiązać. Musisz udowodnić, że jesteś tego godzien – odparł Bezimienny. Harry z trudem powstrzymał się przed posłaniem kolejnego morderczego spojrzenia ku tej doprowadzającej go do szału mieszaninie farb.

— Drugi wers odnosi się, oczywiście, do tego, że trzeba przejść przez Przeszłość, aby dotrzeć do Przepowiedni. Te są bowiem przyszłymi wydarzeniami lub przynajmniej się na nich opierają.

Zerknął na Bezimiennego, który posłał mu tylko szelmowski uśmieszek. Harry postanowił więc zakładać, że jak na razie jego przemyślenia są na dobrej drodze. Przygryzł wargę.

Bestia zasugerowała, że udało mu się już odblokować Przeszłość, więc… czy to znaczyło, że była „pierwszym"?

— O mój Boże, istnieje kolejność, w której muszę was odblokowywać i stawiać wam czoła? – jęknął Harry.

— Wszystkie zamki mają jakąś kombinację – oświadczył Bezimienny.

Nigdy wcześniej w swoim życiu Harry nie miał tak bardzo ochoty rąbnąć się w głowę.

— A co się stanie, jeśli otworzę je w złej kolejności?

— Może okazać się, że nie otworzysz tego, co zamierzałeś. A wtedy najpewniej wyślemy cię z powrotem do wioski w pudełku do zapałek, podczas gdy świat pogrąży ciemność.

Harry zamrugał, zarówno w wyniku usłyszanej odpowiedzi, jak i swobodnego tonu, jakim została wypowiedziana.

— Uroczo – mruknął.

Następnie spojrzał ponownie na zagadkę, powtarzając ją pod nosem i tłumiąc ziewnięcie. Istniała szansa, że być może nawet się dziś trochę prześpi, skoro nie wrzeszczał na niego Potwór. Z drugiej strony, naprawdę musiał pomówić jak najszybciej z Przeszłością.

Rozmowa z Przepowiednią też mogłaby przynieść jakieś korzyści. Może udałoby mu się zawrzeć z nią jakiś układ, skoro kontrolowała dom.

Tak czy inaczej…

— Zagadka jest pytaniem – mruknął. – I odpowiedzią. Pytaniem, które samo na siebie odpowiada. Ma to coś wspólnego z Riddle'em?

Bezimienny spoglądał na niego bez słowa.

Zapowiadała się bardzo długa noc.


— Sprawiasz wrażenie zadziwiająco wypoczętego – stwierdziła siedząca naprzeciwko niego przy stole Bestia. Najwyraźniej nie zawracała sobie już głowy ukrywaniem swojego wyglądu, skoro Harry w końcu się z nim zapoznał.

Choć, jeśli miał być szczery, chyba jednak wolałby nie mieć przed sobą tego groteskowego widoku, kiedy próbował coś zjeść. Z całej siły usiłował nie kierować w tamtą stronę wzroku, ale i tak przyłapywał się na tym, że nieustannie wędruje on ku zakrwawionej róży.

— Tak więc – odezwał się, gdy cisza zaczęła się niezręcznie przeciągać. Szturchnął widelcem swoje śniadanie, pełne dojrzałych owoców i luksusowych przysmaków, o których można było w wiosce tylko pomarzyć.

Bestia dalej się w niego jednak wpatrywała. Zupełnie jak wcześniej Bezimienny. Nic nie mówiąc.

— Tak więc – zaczął ponownie zdeterminowany Harry – powiedziałeś, że ty i Przepowiednia odliczacie innym zegarem. Że twój informuje, kiedy nie będzie już można złamać klątwy i ta rozprzestrzeni się po całym świecie. Do czego zatem odlicza Przepowiednia?

— Myślę, że wkrótce się przekonasz, jak niezwykle samospełniające się bywają przepowiednie – odparł cicho Voldemort.

Harry zmarszczył brwi.

— Ale przecież chodzi właśnie o to, abym złamał klątwę. Dlaczego więc miałby odliczać do czegoś innego?

Tym razem nie miał wątpliwości, że rzeczywiście widzi, jak szkarłatne oczy Bestii rozpalają się bielą niczym raca. Niemal wyskoczył ze skóry. Kilka sekund później znów świeciły czerwienią, a Harry poczuł, jak momentalnie zasycha mu w ustach.

— Nie mogę ci powiedzieć – oznajmiła Bestia.

— To była Przepowiednia, prawda? Kontroluje wszystkie pionki w grze. Powstrzymała cię właśnie przed udzieleniem mi odpowiedzi – powiedział Harry, czując, jak serce wali mu szaleńczo w piersi.

Hermiona pisała, aby strzegł się Przepowiedni.

Bestia wyciągnęła zza fałd swojego jedwabnego płaszcza parę nożyc i podała mu je nad stołem.

— Przytnij ją. Może zyskasz trochę więcej czasu, jeśli róża będzie odpowiednio pielęgnowana.


Ogarniał go niepokój.

Riddle również pozostawał tylko grubym płótnem, nie pozwalając mu do siebie wejść.

Mijał dzień za dniem, kolejne płatki róży opadały, a Potwór dalej nie pojawił się pod jego drzwiami, uniemożliwiając mu poruszanie się po domu.

Posiadanie bezpiecznego pokoju nie wydawało się nagle takim błogosławieństwem, jak wcześniej.


— Szczerze odradzam tego, co zamierzasz zrobić – oznajmił cicho Bezimienny. Harry zignorował go, zamiast tego upewniając się, że noże, które zabrał z kuchni, znajdują się dokładnie tam, gdzie powinny.

Jego jedyna broń.

— Ofiaro. Nie waż się udawać, że nie słyszysz…

— Mogę pozwolić sobie na dalszą zwłokę? – Harry odwrócił się w stronę obrazu, spoglądając na niego ostro. – No właśnie: nie.

— Zdajesz sobie sprawę, że tego właśnie chce abominacja? – powiedział Bezimienny, łypiąc na niego okiem. – I że te twoje ostre błyskotki na nic ci się nie przydadzą? Siłę woli może odebrać ci jako pierwszą.

Harry'ego ścisnęło mocno w gardle.

— Coś musi na niego działać.

— Wiesz, jaką siłę mają imiona. I ofiara.

Harry zerknął znów na obraz. Ten posłał mu okrutny uśmieszek.

— Jesteś dziś zadziwiająco pomocny – mruknął Harry. – Powinienem zacząć się martwić?

— Pewnie tak, ale wydajesz się z natury raczej dość ufny, więc na twoim miejscu nawet bym sobie tym nie zawracał głowy – odpowiedział Bezimienny. Harry wykrzywił się kpiąco w odpowiedzi.

— Tęskniłbyś za mną, gdybym umarł lub zamienił się w pustą skorupę – mruknął.

— Bez wątpienia. Ale głównie ze względu na twój zmarnowany potencjał.

Harry nie do końca wiedział, co o tym myśleć. Jeszcze przez chwilę przyglądał się uważnie portretowi, po czym zebrał się w sobie i wyszedł na korytarze pogrążonej nocą rezydencji Riddle'ów.


Krzyki rozbrzmiały mu w uszach, gdy tylko przekroczył próg pokoju, ale ucichły mniej więcej w połowie jego drogi ku obrazowi Przeszłości.

To było jedyne ostrzeżenie.

W jednej chwili otaczały go śmieszne wręcz ciemności, a w drugiej zamieniły się one w broń. Bezwzględne, zbudowane z cieni wstęgi wystrzeliły w jego kierunku, owijając się wokół jego nadgarstków, kostek i gardła.

Uderzył instynktownie swoim nożem, ale ten przeszedł tylko jak gdyby nigdy nic przez pozornie stałą, owijającą się wokół niego ciemność. Harry przeklął.

Imiona. Imiona i ofiary…

— No, no, no. Cóż to za przepiękny głuptasek. – Jego ucho otulił gorący oddech.

Harry przekręcił głowę, ale nikogo tam nie było. Szarpał się, niestety bezskutecznie, w objęciach cieni i przyszło mu do głowy, że nigdy wcześniej nie przypuszczał, że będzie kiedykolwiek tak dosłownie walczył z ciemnością.

— Tom… — zaczął, mając nadzieję, że wypowiedzenie jego imienia przyniesie ten sam efekt, co w przypadku Przeszłości. Cienie jednak owinęły się mocniej wokół jego ust, zagłuszając jego słowa.

— Nazywasz mnie, ofiaro? – Potwór w końcu się przed nim pojawił, spoglądając na niego chłodniej, niż kiedykolwiek wcześniej. – No proszę, toż to po prostu niegrzeczne. Ale już wcześniej udowodniłeś, że potrafisz być nieuprzejmy, głuptasie. Spodziewałem się po Ofierze czegoś więcej. Choć przynajmniej jesteś ładniutki.

Harry warknął, wytrzeszczając oczy.

Przynajmniej wyglądało na to, że „nazywanie" jednak coś dawało – w końcu Potwór w jakiś sposób na nie zareagował.

Serce waliło mu mocno w klatce piersiowej, gdy próbował się wyrwać. Potwór wyszczerzył do niego ostre zęby w uśmieszku. Jego blade ręce sięgnęły w kierunku Harry'ego i oparły się na jego ramionach, zwisając za jego plecami. Stworzenie przywarło do niego całym ciałem, zachwycająco ciepłe w porównaniu do otaczającego ich chłodnego powietrza.

Czy to tak miał właśnie umrzeć? Po tym wszystkim, co go spotkało? Nie. Harry nie męczył się z tym całym gównem i tajemnicami, aby miało się to tak zakończyć.

— Jak myślisz, co powinienem zabrać jako pierwsze? – westchnął mu przy uchu Potwór, przechylając mu głowę i przesuwając językiem po jego szyi, ssąc ją. – Smak twojej skóry? Dźwięk twojego głosu? Twoją wolę? Myślę, że jednak wolałbym patrzeć, jak aż do samego końca ze mną walczysz i wrzeszczysz. Chciałbym przekonać się, jakie dokładnie dźwięki potrafią wydobyć twoje usta, zanim ci je zabiorę.

Harry zadrżał, jeszcze szerzej otwierając oczy.

— Mógłbym odebrać ci ból, jeśli naprawdę ładnie mnie o to poprosisz – kontynuował Potwór, którego ostre niczym szpony paznokcie przesunęły się przerażająco powoli po materiale jego koszuli.

Harry walnąłby go głową, gdyby nie dłoń, która zacisnęła się na jego włosach, aby go przytrzymać.

Spróbował myśleć. Może i nie był najlepszy w rozwiązywaniu zagadek, ale zawsze dość dobrze sprawdzał się w walce na pięści. Trudno było jednak walczyć, gdy ciemności owijały się wokół niego niczym węże.

— Nie mogę o nic ładnie poprosić, kiedy mnie praktycznie krztusisz. – Jego odpowiedź została, oczywiście, całkowicie stłumiona, ale miał nadzieję, że Potwór zrozumiał chociaż po wyrazie jego twarzy jej pełen złości przekaz.

Ostre zęby wbiły się w jego obojczyk, w wyniku czego Harry krzyknął cicho i drgnął, zupełnie się tego nie spodziewając. Miał wrażenie, jakby po skórze przeszło mu wyładowanie elektryczne.

Poczuł spływający mu po piersi, coraz to bardziej wzrastający strumień lepkiej i mokrej krwi. Zaklął ponownie, próbując się wyrwać.

— A może zabiorę ci przyjemność – kontynuował Potwór słodkim niczym miód głosem. Jego dłonie przesunęły się jeszcze niżej, zanim… — Ach, jeszcze jej nie zaznałeś. Nie znajduję w tym twoim zachwycająco nieuporządkowanym umyśle żadnych wspomnień niezręcznego, niezgrabnego pierwszego razu.

Potwór czytał mu w myślach. No oczywiście. Harry zarumieniłby się mocno, gdyby jego sytuacja nie była tak tragiczna. Zresztą może rzeczywiście się zarumienił, ale z całą pewnością wypełniała go przede wszystkim ogromna determinacja.

Skoncentrował się na swoim najobrzydliwszym wspomnieniu. Na tym, jak czuł się, gdy po raz pierwszy oparzył sobie rękę, jeszcze mieszkając u Dursleyów, zanim ich zabrano.

Na każdej najgorszej rzeczy, jaka mu została.

Potwór odskoczył z zaskoczenia, zabierając ze sobą wszystkie cienie i Harry upadł na podłogę. A chwilę później rzucił się przed siebie, chwycił nóż i przyłożył go do gardła stwora.

Cienie były niematerialne i dziwne, ale mógł się założyć, że sam Potwór stanowił coś znacznie bardziej cielesnego.

— Och, mój drogi, naprawdę sądzisz, że to mnie powstrzyma?

Oczy Harry'ego rozszerzyły się ponownie, gdy Potwór zamigotał niczym ekran telewizora przy słabym sygnale, po czym, jak gdyby nigdy nic, zniknął z jego uścisku i pojawił się kilka metrów za jego plecami.

— Chciałbyś spróbować może uciec? Pobawić się w chowanego? Mogłaby przyłączyć się nawet Przeszłość, uwielbia tę zabawę – kontynuował stwór.

Harry wciągnął ostro powietrze.

— Nie zabijesz mnie – oświadczył stanowczo. – Tom.

— Oooch, aż mnie przechodzą ciarki, gdy używasz tego imienia – stwierdził zdecydowanie zbyt pogodnie Potwór. – Jakby ktoś przeszedł po moim grobie.

Harry krzyknął, gdy stwór nagle się za nim pojawił i wykręcił mu rękę, wyrywając z niej bezużyteczny nóż.

— Ja ludzi nie zabijam, ofiaro – mruknął do jego ucha. – Technicznie rzecz biorąc, ich serca nadal biją.

Harry obrócił się na pięcie, ale Potwór zamigotał i ponownie zniknął. To było szaleństwo – jakby walczył z duchem. Poltergeistem.

Boże, naprawdę był potworem.

Trybiki pracowały szybko w głowie Harry'ego, podczas gdy w jego stronę znów sunęły ciemne wstęgi. Ścisnęło go w żołądku – wzrastająca świadomość, że nie wyjdzie z tego cało. A przynajmniej nie do końca. Nie wiedział nawet, co Potwór mu już odebrał…

— Nie możesz zabrać czegoś, czego jeszcze nie zrobiłem – oświadczył szybko. – Mam rację? Czyż nie byłoby więc marnotrawstwem zjeść mnie teraz całego? Marnowaniem zasobów. Możliwości. To tak jakby zjeść przystawkę i sałatkę, zamiast dania głównego i deseru.

Potwór zatrzymał się tuż przed nim, przechylając na jedną stronę głowę.

Harry zacisnął mocno pięści u boków – ale zarazem wyprostował ramiona i odwzajemnił spojrzenie, nie dając się przytłoczyć lub zmusić do odwrócenia wzroku.

Minęła chwila i Potwór się roześmiał.

— Sugerujesz, żebym zachował cię przy życiu, aby potem lepiej się najeść? Jakże wspaniałomyślnie z twojej strony – powiedział śpiewnym głosem.

— Mówię, że wydarzenia i doświadczenia z mojej przyszłości same by się napędzały. Nie mam racji? W końcu przyszłość niesie ze sobą nieskończone możliwości. Mógłbyś wyciągnąć z niej całe… ach, pożywienie… — Przełknął z trudem ślinę. — …jakie potrzebujesz lub chcesz, nie musząc przy tym robić z ludźmi tego, co robisz.

Potwór przechylił głowę w drugą stronę, a jego czarne oczy skupiły się nienaturalnie na jego twarzy, jakby się nią napawały. Mały uśmieszek wykrzywił jego usta.

— Może jednak istnieje dla ciebie jeszcze jakaś nadzieja, moja ofiaro.

— Więc, uch, co, mamy układ? – zapytał ostrożnie Harry. – Bo, widzisz, mam dość napięty harmonogram i wolałbym nie być w lewym skrzydle domu, gdy wzejdzie słońce.

Blade palce ujęły jego twarz i pogładziły policzek.

— Inni nie będą zadowoleni, że się ze mną sprzymierzasz.

— Więc może powinni postarać się, by ten dom nie był na każdym kroku takim nagromadzeniem śmiertelnych pułapek – odparł Harry. Potwór zachichotał niemal z czułością.

— Roszczę sobie prawa do twoich przyszłych doświadczeń i zabiorę je sobie, kiedy się zakończą. Podobnie jak my wszyscy nie będziesz mógł się rozwijać, tylko każdej nocy wrócisz na nowo do tej chwili, niczym największej traumy – powiedział stwór, tym razem poważniej. – W zamian nie będę ci już odbierał przeszłości i teraźniejszości.

— Zgoda – wykrztusił Harry. – Ale teraz naprawdę muszę pogadać z Przeszłością i przemyśleć dokładnie te… er, nowe doświadczenia.

Zdusił w sobie każdą iskierkę paniki, jaka groziła rozpaleniem.

Potwór zamruczał.

— Na twoim miejscu dałbym sobie spokój z łamaniem tej klątwy. Niech świat pogrąży się w ciemności. Zaopiekuję się tobą. Upewnię się, że ci się to spodoba.

Harry cofnął się o krok.

— Nie wybieram stron. Bez względu na to, co wydajecie się z Bestią na ten temat sądzić.

— Prędzej czy później będziesz musiał – oznajmił cicho Potwór. – Nie możesz opierać się na samym przetrwaniu. Przepowiednie bywają niezwykle samospełniające się.

Harry zawahał się. Wiedział, że powinien jak najszybciej ruszyć w stronę portretu Przeszłości, porozmawiać z nią, zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, ale…

— Przepowiednia – powiedział. – Bestia zasugerowała, że odlicza do czegoś innego. Innego niż czas pozostały do złamania klątwy. Wiesz, co to takiego?

— Oczywiście.

— Powiesz mi? W wyrazie dobrej woli?

— Zdradź mi swoje imię, a wyjaśnię ci, do czego odlicza Przepowiednia.

Cholera jasna. Zgodzenie się na to było kompletną głupotą.

Potwór uniósł brew.

— Tik tok – przypomniał szyderczo. Harry zacisnął szczękę.

— Jestem Ofiarą. Mam na imię Harry Potter.

— Harry Potter. – Stwór porwał to imię niczym delikatny skarb, coś godnego czci. Harry poczuł, jak jego ciało przechodzą mocne dreszcze.

— Więc? – zażądał.

— Przepowiednie są samospełniające się – oświadczył ponownie Potwór. – Nie cień, a zegarek. Nie klątwa, a zamek. Klątwa to wiążący nas zamek. Ustala nasze pozycje w tej grze, przetrzymuje w tych postaciach.

Harry'emu zaschło w ustach.

— Najbardziej pilnuj się jednak w dokładnym drzwi za sobą zamykaniu. Bo róże mają kolce, co od wieków przemyka w ludzkim rozważaniu – szepnął.

— To zamek pozwala na zamknięcie drzwi. Ale one nie prowadzą tylko w jedną stronę. Jeśli je otworzysz, możesz przez nie przejść i wykonywać kolejne kroki w grze… ale nie jesteś wtedy w stanie kontrolować, co przez nie wychodzi. Bestia powiedziała ci, że jeśli klątwa nie zostanie złamana, cień rozprzestrzeni się po reszcie świata.

— Tak. I to dlatego próbuję ją zniszczyć – stwierdził sfrustrowany Harry.

— Ale przyszłość nie jest niezmienna i to dlatego przepowiednie chcą być takie samospełniające się. Są świadectwem nieuchronności w tym wiecznie zmieniającym się świecie.

— Więc… co to dokładnie znaczy?

— Dziecko ma przed sobą nieskończone możliwości. Skoro Przeszłość posiada w sobie wszystko, co się wydarzyło, Przepowiednia musi być szalona – bo posiada całą przyszłość, a ta zawsze się zmienia.

Dom zatrzeszczał ostrzegawczo i Harry rozejrzał się niespokojnie po swoim otoczeniu.

— Nie rozumiem.

— Oczywiście, że Przepowiednia pragnie przede wszystkim złamania klątwy i zrobi wszystko, aby tak się właśnie stało. Ale ma też na wszelki wypadek plany awaryjne dotyczące innych rezultatów, a nie tylko tego, do którego sama próbuje doprowadzić. Jeśli klątwa nie zostanie złamana, nadal będzie potrzebowała do swojego istnienia głównej bazy.

— A to Przepowiednia jest tą główną bazą – powiedział Harry, przypominając sobie sposób, w jaki chłopiec połączony został z domem.

— Naprawdę sądzisz, że dziecko chce spędzić całe swoje życie przykute do ścian dziecięcego pokoju? Jeśli klątwa nie zostanie złamana, reszta z nas zostanie uwolniona i będzie mogła robić, co się tylko żywnie podoba. Ale nie Przepowiednia. Jest w końcu sercem klątwy. – Potwór posłał mu złośliwy uśmieszek. – Zasilającą nas mocą.

— A Przepowiednia tego nie chce – zrozumiał Harry. No bo kto by chciał, zwłaszcza łatwo nudzące się dziecko, spędzić całe swoje życie w jednym miejscu? Posiadałoby całkowitą władzę nad przyszłością, ale żadnej przed sobą nie miało.

Każde wcielenie poszukiwało tego, czego nie miało. A Przepowiednia nie była wolna od losu.

— By jednak wszystko poprawnie działało, niezbędna jest główna baza – oznajmił Potwór, uważnie się mu przypatrując; miał na twarzy dość okrutny wyraz. – Jeśli nie będziesz w stanie złamać klątwy, Harry, zapewniam cię, że Przepowiednia z całą pewnością spróbuje sprawić, abyś zajął jej miejsce. Jak byś się więc czuł, przykuty na wieczność do ściany ze swoim sercem w pudełku?

Gardło Harry'ego zacisnęło się.

— Nie myślałeś może o tym, że istnieje powód, dla którego niektóre rzeczy chroni zamek?

Harry ruszył szybko w stronę obrazu, słysząc w uszach swój własny śmiech.


Przeszłość przypatrywała się mu uważnie, ściskając lalkę w swoich małych dłoniach.

Ładną, rudowłosą lalkę z zielonymi oczami i wyrazem udręki na twarzy.

Harry poczuł, jak ściska mu się żołądek, kiedy na nią spojrzał, zatrzymawszy się przed obrazem.

— Pobawisz się dziś ze mną, Harry? – zapytała Przeszłość. – Bardzo byśmy chcieli.

— Jacy „my"? Twoja… uch, twoja lalka?

— Ma na imię Lily. Proszę, pobaw się z nami.

— Lily. – Harry czuł się, jakby ktoś z całej siły uderzył go w brzuch. Lily jak jego matka?

— Jeśli zostaniesz z nami w obrazie, Potwór cię nie dopadnie – oznajmiła Przeszłość, a na jej drobnej twarzy pojawiło się coś niemal bliskiego desperacji. Desperacji i głodu. – Ani przyszłość.

— Może innym razem – wykręcił się. Dalej nie był w stanie oderwać wzroku od zabawki. – To właśnie robisz? Zamieniasz ludzi w lalki?

— Mówią, że się ze mną pobawią, ale potem są strasznie smutni – powiedziała cicho Przeszłość. – Smutni i nudni. Nie mam tu zbyt wielu gier. Tylko wspomnienia.

— Mam do ciebie kilka pytań. – Harry siłą zmusił się do skupienia, bo naprawdę nie miał czasu do stracenia. Już wystarczająco przegadał go z Potworem. – Chciałbym dowiedzieć się, jak zaczęła się ta klątwa.


Harry wszedł do swojego pokoju, absolutnie odrętwiały, gdy pierwsze promyki słońca ogrzały dom Riddle'ów.

Jego gardło ściskała okropna gula.

Na twarzy Riddle'a widniał nieprzejednany wyraz, kiedy się pojawił, choć jego oczy lśniły, podczas gdy Bezimienny wyglądał, jakby chciał go zamordować.

— A więc wiesz już, jak to się wszystko zaczęło – wymamrotał obraz. – I dlaczego musi być, jak jest.

— Wcale nie musi – szepnął Harry. Riddle uśmiechnął się i wyciągnął rękę w sposób niezwykle przypominający jego młodsze ja.

— Chodź, Harry. Może pobawisz się w takim razie ze mną?