Betowała wspaniała Disharmonie.
Megi1986, Star1012, Nakurishi, K, Jackie. Jacqueline, Wieczna Panna, CreepyMary, Kinetsuko, rose29 – dziękuję, oczywiście, za każdą sekundę, jaką poświęciliście na napisanie komentarza. Bez wątpienia sprawiły mi one szalenie dużo radości :)
Star1012, w tym ficu w ogóle jest wiele motywów czy to baśniowych, czy konkretnie powiązanych z "Piękną i Bestią". Imiona na pewno mają w sobie moc, ale, całe szczęście, nie dają aż takiej władzy, o jakiej wspomniałaś :). K, czy to, co Harry zrobił, wyjdzie mu ostatecznie na dobre, czy na złe - to się przekonasz! Na pewno będzie miało swoje konsekwencje. Co do "Niknącej rzeczywistości" - jak tylko skończę "Przeklęte pocałunki", zabieram się za wszystkie swoje zaległe tłumaczenia. Więc nie jestem w stanie podać konkretnej daty, ale mam nadzieję, że w miarę niedługo. Jakoś w październiku? Wieczna Panno, niedługo się przekonasz, jakie będą konsekwencje układu z Potworem. Powiedzieć mogę tyle: na pewno jakieś będą :) Kinetsuko, fic raczej skupia się głównie na tym, co dzieje się w domu Riddle'ów. Więc, niestety, wątek przeszłości Harry'ego zbytnio poruszany nie będzie. Muszą wystarczyć takie skrawki informacji, jakie pojawiały się na ten temat do tej pory :) rose29, nie jestem pewna, czy Potwór by się na cokolwiek innego zgodził. Chociaż Harry, oczywiście, bez wątpienia poczuje skutki swojej decyzji. Tak czy siak - bardzo dziękuję za komentarz!
Miłego czytania!
Przeklęte pocałunki
Rozdział ósmy
Róża i kolec
To była, tak naprawdę, tragiczna historia.
Tom Riddle, młody i samotny. Tom Riddle, szesnastoletni i arogancki, na skraju nieśmiertelności, który swoimi mocami spowodował śmierć jedynego mężczyzny, jakiego Meropa Gaunt kiedykolwiek kochała.
Lord Voldemort, o zwężonych niczym u wężach oczach, wciąż arogancki, gardzący odkupieniem. Lord Voldemort, który posunął się aż do rozszczepienia swojej własnej duszy, siejący spustoszenie w innym świecie, wiele mil od spokojnego miasteczka ze swoich wyobrażeń.
Meropa Gaunt, duch na jego ramieniu, pulsująca w czarnym kamieniu w pierścieniu spoczywającym na jego palcu, pragnąca lepszego losu dla swojego syna.
Meropa Gaunt, która nawet po śmierci podpisała straszny cyrograf. Meropa Gaunt, która rzuciła klątwę na własnego syna, kiedy okazał się on zbyt podobny do swojego znienawidzonego ojca. I zarazem ofiarowała mu szansę na odkupienie.
Rozdarcie duszy miało katastrofalne konsekwencje, a śmierć obrzydliwe poczucie humoru, gdy przybywała zebrać długi – nie cierpiała ludzi, którzy uważali się za lepszych od innych.
Jedynym lekarstwem dla takiej nienawiści była miłość. I Meropa miała nadzieję – wierzyła – że gdzieś znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie zaoferować ją jej synowi. Więc stworzyła zamek, za którym ukryła klątwę i schowała do niego klucz. A samolubne, samotne dziecko zrobiło z tego grę.
Tom Riddle został przeklęty, gdy tylko zdecydował się zrobić wszystko, by zapewnić sobie swoją straszną nieśmiertelność, ale to jego matka stworzyła z tej klątwy wiecznego życia coś, co musiało się prędzej czy później złamać. To ona zebrała kawałki jego porozrywanej duszy i stworzyła z nich to, czym teraz były.
A to wszystko w nadziei, że potwór być może odnajdzie miłość. Miłość, która odkupi jego duszę, scali ją znowu w jedną całość.
Biorąc pod uwagę straty w ludziach, jakich na przestrzeni lat przyczyną stała się ta klątwa, Harry'emu trudno było wytłumaczyć to wszystko nawet matczyną troską.
Czy to on sam miał pokochać Voldemorta na tyle, by siła jego uczucia uleczyła złamane kawałki duszy i przywróciła utracone po drodze serce, czy może to Voldemort miał znaleźć kogoś, na kim w końcu będzie mu zależeć – nie wiedział. Niemniej i tak nie napawało go to optymizmem – no a Bezimienny wciąż uważał go za idiotę.
Hermiona jednak powiedziała, by stawił czoła każdej części, każdemu wcieleniu…
Bolała go głowa od samego myślenia na ten temat.
Pokój Riddle'a, ten na obrazie, wyglądał dokładnie tak samo jak ten, który Harry właśnie opuścił. Posiadał identyczne łóżko z baldachimem i majestatyczne biurko, które bez wątpienia musiało należeć do ojca Toma.
Riddle wciąż ściskał mocno jego dłoń – ciepłą, kiedy już wkroczył do świata portretu. Po chwili Harry zauważył, że jest uważnie obserwowany i przełknął ślinę.
Nie miał pojęcia, co powinien teraz zrobić.
Odpowiedzi chcąc poznać, dobre pytanie zadać należy,
Bo tylko wtedy dojrzy się, co tak naprawdę pod maskami leży.
Problem w tym, że nie miał pojęcia, jakie powinien zadać to pytanie.
Pokój promieniował swoją dawną chwałą. Widniejący za oknem ogród był pełen dumy i splendoru.
Harry'ego niemal oślepiało słoneczne światło. Jasne słońce, niczym niebiański blask, było piękniejsze niż cokolwiek, co w swoim życiu widział. Jego siła spowodowała, że zmrużył oczy. Czuł na swojej skórze niesłychane wręcz ciepło. Nie spodziewał się nigdy, że prawdziwe słońce może tak wyglądać.
Przełknął z niepokojem ślinę.
Odpowiedzi chcąc poznać, dobre pytanie zadać należy,
Bo tylko wtedy dojrzy się, co tak naprawdę pod maskami leży.
Odnosiło się to do Riddle'a, czyż nie?
— Co to za czasy? – zapytał cicho. – Chyba jeszcze sprzed rozpoczęcia się klątwy?
Naprawdę miał nadzieję, że nie zaliczało się to do niewłaściwych pytań – takich, które skutkowałyby wysłaniem go kawałkach z powrotem do wioski.
Zerknął kątem oka na Riddle'a, spostrzegając, że ten dalej go obserwuje.
— To dzień, w którym zamordowałem mojego ojca – oznajmił mężczyzna. – Dzień, w którym rozpoczęła się klątwa. Powtarza się teraz każdej nocy. Widzisz, kiedy tego dokonałem, był to prawdziwy koszmar.
— To dlatego Bestia i Potwór zmieniają się w dzień i noc? – Mówili… mówili, że Potwór to potwór, bo jest abominacją, najgorszy z nich wszystkich, ale nikt Harry'emu nigdy nie odpowiedział, co dokładnie takiego strasznego uczynił…
Czy to właśnie była jego zbrodnia?
Nie pierwsza, oczywiście; biorąc pod uwagę mordercze zapędy Przeszłości, Tom Riddle miał problemy z moralnością już od bardzo długiego czasu. Niemniej najważniejsza.
Morderstwo Toma Riddle'a Seniora.
— Dokładnie – mruknął Riddle.
Harry rozejrzał się więc po tym pięknym domu z jeszcze większą uwagą. Nie mówiono przypadkiem o jakichś próbach, konfrontacjach? Jak niby miał stawić czoła Riddle'owi?
No i dalej nie miał zielonego pojęcia, jak brzmiało te ważne pytanie.
— Chodź – kontynuował Riddle, wyciągając do niego dłoń. – Przejdź się ze mną. – Harry wahał się przez chwilę, ale ostatecznie zaakceptował rękę Riddle'a i pozwolił mu wyprowadzić się z pokoju. Również reszta rezydencji okazała się czystsza niż kiedykolwiek wcześniej widział. Pełna świeżego powietrza i efektowna; jej okna zostały otwarte na oścież przed światem, który potem pochłonęła.
Odwrócił się za siebie, kiedy wychodził, po czym stanął w miejscu jak wryty, gdy jego wzrok padł na miejsce, w którym powinien spoczywać obraz Riddle'a, gdyby znajdował się w swoim własnym pokoju, poza obrazem.
Poczuł ucisk w żołądku, spoglądając w pełnym zdumieniu na…
— Masz mój obraz – powiedział niepewnie. Riddle posłał mu uśmieszek, który, jeśli miałby być szczery, niepokojąco przypominał Potwora.
— Oczywiście.
Stał pośrodku obrazu, nie opierając się o jego ramę czy poruszając jak reszta malowideł. Jego wizerunek zamarł z wyciągniętą ręką, jakby wciąż sięgał nią w kierunku dłoni Riddle'a, aby przejść. A na dodatek…
— Mam wokół głowy wiano róż i kolców.
— Tak. – Drań miał czelność wyglądać na rozbawionego jego reakcją.
— Wyjaśnisz mi to może bez żadnych przyprawiających o szaleństwo zagadek? – zażądał ostro Harry.
Riddle przyglądał mu się oceniająco przez moment, przekrzywiając głowę. Wydawał się mieć wyjątkowo pobłażliwy nastrój. Harry zastanawiał się, czy nie powinien być z tego powodu bardziej ostrożny.
— Co zauważyłeś odnośnie znajdujących się w domu obrazów? – zapytał Riddle.
Harry zmarszczył brwi.
— Zmieniają się, są jak żywe… mogę do nich wejść…
— I?
Harry spoglądał na Riddle'a, próbując zrozumieć, dokąd zmierza. A może był po prostu wyjątkowo głupi i nie dostrzegał czegoś oczywistego? Zamyślił się mocno, znów skupiając wzrok na stojącym przed nim obrazie.
— I… i… — Przypomniał sobie, jak Potwór zdaje się zniekształconym odbiciem Riddle'a. Że Bezimienny wygląda jak Bestia, tylko że dalej ma serce. Że również Przeszłość wydawała się normalną wersją Przepowiedni. – Każdy z was ma odpowiednika. Wyglądacie podobnie, ale… ale nie macie ich dziwnych dodatków.
Riddle parsknął.
— Blisko. Obrazy pokazują… prawdę o tym, jak jest. Czym wcześniej byliśmy, można by powiedzieć.
— Prawdę o tym, jak jest? – Harry spojrzał ponownie na swój portret i cienkie strużki krwi spływające mu po policzkach z miejsc, w którym kolce wbijały się w jego czoło. Miał wrażenie, że Przepowiednia – czy kto tam był za to odpowiedzialny – miała naprawdę chore poczucie humoru, skoro namalowała go z koroną z różanych kolców na głowie. – Nie jest to zbyt pocieszające.
Miał niemal ochotę podnieść dłoń ku własnym włosom, by sprawdzić, czy wszystko jest tam tak, jak powinno.
— To nie ma być pocieszające. Ma odzwierciedlać rzeczywistość – odpowiedział Riddle.
— Ale to inwersja. W moim… w prawdziwym świecie nie ma mojego obrazu.
— W prawdziwym świecie. – Riddle wykrzywił usta.
— Tak – warknął Harry. – W prawdziwym świecie. Nie w obrazie. – Nie miał zamiaru pozwolić Riddle'owi jeszcze bardziej tego wszystkiego skomplikować jakimś egzystencjalnym pierdoleniem. – Przestań zbaczać z tematu.
Dłoń Riddle'a ścisnęła nieco mocniej jego ramię.
— Istnieje wiele płaszczyzn świata, Harry. – Imię wydawało się przeszyć aż najdalsze zakamarki jego duszy. – To po prostu jedna z nich. Skoro wyglądasz normalnie w „prawdziwym świecie", jak to nazwałeś, gdzie cała reszta z nas jest inna i zniekształcona… logicznym by było, aby przez inwersję, którą już zauważyłeś, tu znajdował się twój wizerunek z tymi wszystkimi „dziwnymi dodatkami". Taki właśnie efekt wywiera na tobie klątwa. Taką formę zaczynasz przybierać. To obraz Ofiary.
Coś przewróciło się w żołądku Harry'ego.
— A już myślałem, że jest w tym miejscu choć jeden pokój, który nie będzie przyprawiał mnie o gęsią skórkę – mruknął i wykrzywił się, gdy Riddle wybuchł głośnym śmiechem.
— Chodź. Lepiej, byś opuścił ten obraz przed zapadnięciem nocy, bo inaczej wtargniesz przypadkiem na teren Sam-Wiesz-Kogo.
Harry pozwolił mu się zaciągnąć, szaleńczo o tym wszystkim rozmyślając.
— Skoro wszystkie obrazy zmieniają się między dniem a nocą… czym jest Przeszłość? Ty… erm, Potwór i Hermiona twierdzili, że jest was sześciu. – Choć Hermiona powiedziała również, że czegoś wydaje się tu brakować, mimo że wszystko tworzy jedną całość. – No i co z tymi wszystkimi zniszczonymi obrazami w pozostałej części domu?
Meropa wyrzuciła klucz do klątwy. Usunęła go z domu Riddle'ów, ukrywając gdzieś w zewnętrznym świecie. Chyba że jednak wciąż tu był, w obrazie Przeszłości? Przeszłość mówiła, że Harry potrzebuje zarówno przeszłości, jak i przyszłości, aby mieć pełny wgląd w sytuację. Jeśli coś się między nimi jeszcze skrywało, powinien to znaleźć właśnie tutaj – w malowniczych krajobrazach obrazu.
— Eurydyką.
— A więc… nie jest was jednak tylko sześciu? – Czyżby Potwór kłamał? Tego by mu jeszcze tylko brakowało, by do już zdumiewającej serii prawd dodać jeszcze kłamstwa.
— Eurydyka nie jest jedną z nas.
— A więc kim? – Hermiona pisała, aby strzec się Eurydyki…
— Znasz tę historię?
— Jaką?
Riddle westchnął ciężko, brzmiąc zdecydowanie zbyt cierpiętniczo, biorąc pod uwagę, że to nie on musiał wysilać się w zrozumieniu tego całego szaleństwa.
— O Eurydyce i Orfeuszu. To mit grecki. Eurydyka była żoną Orfeusza. Krótko mówiąc: byli w sobie szaleńczo zakochani, umarła, a on ruszył ratować ją z krainy zmarłych. Nie brzmi ci to dziwnie znajomo?
Kilka sekund zajęło Harry'emu zrozumienie, co takiego – wprawdzie bardzo luźno – sugerował Riddle.
— Czy to jakieś niejasne odniesienie do tego, że zgłosiłem się, aby zająć miejsce Gin… kogoś innego? – Naprawdę mieli na tym punkcie fioła!
Riddle tylko się do niego uśmiechnął. I nie był to jakoś szczególnie przyjemny uśmiech. Choć może po prostu nazbyt nawykł już do widoku ostrych zębów Potwora.
— Orfeuszowi pozwolono zabrać ją z podziemi pod warunkiem, że nie oglądnie się za siebie, gdy będzie wychodził. A kiedy złamał, oczywiście, tę zasadę, historia mówi o dwóch zakończeniach. Albo Eurydyka powraca znów do krainy umarłych, albo oboje zamieniają się w kamień. Na wieczność ze sobą uwięzieni. Osobiście wolę tę drugą wersję. Jest bardziej… hmm… poruszająca – ogłosił lekko Riddle.
— No jasne – mruknął Harry. – A dlaczego macie tu obraz Eurydyki?
— Pamiętasz, jak wymieniłem ci zasady domu?
— Nie… nazywaj bezimiennego, szanuj dom i obrazy… nie… oglądaj się za siebie, jeśli dostaniesz pozwolenie na odejście. – Harry poczuł, jak serce wali mu w piersi. – Będę miał szansę na odejście?
— Możesz wykonać w tej grze wiele ruchów – oznajmił wymijająco Riddle. – Niemniej możliwe jest, że, w pewnych okolicznościach, coś takiego się wydarzy.
Po raz pierwszy, odkąd tu dotarł, Harry poczuł iskierkę nadziei. Szybko jednak przygasła.
— A jaki jest haczyk? Przecież nie pozwolilibyście mi tak po prostu odejść.
W końcu z jakiegoś powodu Hermiona powiedziała, by strzec się Eurydyki. Choć radziła również, by strzec się przeklętych pocałunków, a szło mu to, po prostu, świetnie, biorąc pod uwagę umowę z Potworem…
— Świat to dziwne i tajemnicze miejsce – oświadczył sucho Riddle. Harry fuknął.
Dotarli do jadalni i Riddle zatrzymał się ponownie. Gdy się odezwał, jego ton stał się znowu bardziej złowieszczy:
— To tu tego dokonałem. Zabiłem mojego ojca i dziadków. Jedli wtedy przy stole kolację.
— Czy to dlatego Bestia tak ogromny nacisk kładzie na to, bym na nią uczęszczał?
— Owszem, może mieć to coś wspólnego z jego obsesją.
— A więc zabiłeś ich o osiemnastej?
— Nie, ale wtedy zasiedli do kolacji. Klątwa zaczęła się równo o północy.
— Więc… zabiłeś ich o północy?
— Ich śmierć była katalizatorem, a nie początkiem klątwy. Stworzyła Potwora. A na pewno zauważyłeś, że spotkałeś także Bestię i różne inne „części".
To było naprawdę fascynujące. Ale też nie pomagało Harry'emu w zrozumieniu, jak powinno zabrzmieć to najważniejsze pytanie.
Jadalnia wyglądała zdecydowanie zbyt nieszkodliwie jak na miejsce tak przerażającej zbrodni jak ojcobójstwo i rozszczepienie czyjejś duszy. Przekręciło się mu lekko w brzuchu na myśl, iż codziennie siadał tam do posiłku.
Skąpana była w tym samym ciepłym słońcu, co wcześniej sypialnia. I musiał przyznać, że to światło wydobywało z rezydencji pewne piękno, zwykle przyćmione przez pochłaniające wszystko ciemności.
Stali w ciszy, dotykając się łokciami.
— Dlaczego to zrobiłeś?
Riddle zerknął na niego, sprawiając wrażenie absurdalnie zdziwionego, iż w ogóle go to interesuje.
— Ja… Jako że Przeszłość urzęduje w sierocińcu, przypuszczam, że domyślasz się, iż nie dorastałem pod opieką swoich rodziców – powiedział młodzieniec. Harry poczuł, jak serce zaciska mu się na myśl o tym, do czego to najpewniej zmierza. Zwłaszcza że wiedział już, iż Meropa z całą pewnością nie żyje. – Nienawidziłem tego miejsca. Moja matka była czarownicą, jak już się bez wątpienia domyśliłeś po jej wkładzie w tę klątwę.
— A twój ojciec? – Harry czuł naprawdę nieprzyjemny posmak w ustach.
— Mój ojciec porzucił zarówno ją, jak i mnie, kiedy dowiedział się, czym była. – Oczy Riddle'a pociemniały nagłą wściekłością, niemal przypominając przy tym Potwora. – A mimo to… — Roześmiał się tym razem z pogardą, która uszczypnęła niemal swoją namacalnością skórę Harry'ego. – A mimo to wciąż była w nim szaleńczo zakochana.
— Czy to dlatego Bestia sądzi, że miłość to głupota?
— Bo miłość to jest głupota, co powie ci każdy z nas, mimo że naprawdę nie cierpimy się na jakiś temat zgadzać.
No jasne, w takim razie złamanie klątwy powinno pójść po prostu jak po maśle. Zaczynał mieć poważne podejrzenia, że Meropa była ślepa i cholernie optymistyczna, bo naprawdę niepojęte wydawało się, aby ktokolwiek mógł pokochać bestię, nie mówiąc już o potworze.
Gdzieś daleko Śmierć musiała najpewniej śmiać się do rozpuku.
— Więc zabiłeś go, bo cię porzucił.
— Zasłużył na to – stwierdził Riddle, na którego twarzy pojawiła się okrutna satysfakcja. Może i była to racja, ale Harry i tak zacisnął mocno pięści.
— A co – zaczął, czując, że jego oczy również ciemnieją – z tymi wszystkimi rodzinami, które rozdarliście, odkąd zaczęła się klątwa? – Riddle otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Harry bezlitośnie mu przerwał. – Co z tymi wszystkimi ludźmi, których skazaliście na samotność i przerażenie, jakie sami kiedyś czuliście? Czy oni też na to zasłużyli? – Czy on sobie czymś na to zasłużył? Nie.
Miał roczek, gdy stracił rodziców – najpierw Jamesa, a rok później swoją matkę.
Riddle spoglądał na niego migoczącymi oczami.
— My też nie wybraliśmy sobie takiego losu.
— Ale żądacie ofiar.
— Tylko ofiary mogą złamać klątwę.
— Tak, ale nie musicie ich przecież zabijać, co? – wypluł z siebie. Riddle zmrużył oczy, a pokój zdawał się zagęścić od cieni, podczas gdy ciemność w straszliwie znajomy sposób zasłoniła słońce. Nie cofnął się jednak, bo zmagał się już z tym Bóg jeden wie jak długo i musiał w końcu wybuchnąć.
— Nie musimy, ale tak jest prościej – odparł chłodno Riddle, zbliżając się do niego i osaczając go, póki plecy Harry'ego nie uderzyły o stojący w jadalni stół. – Bestia potrzebuje serc, by ulżyć swojej wszechogarniającej agonii wywołanej wielką dziurą w klatce piersiowej i by napędzać zegar, póki spełnione zostaną warunki klątwy. Potwór potrzebuje dusz i emocji, aby być w stanie w ogóle manifestować się w jakiejkolwiek fizycznej postaci i nie zamienić się w zimną pustkę. Ogarnia nas nieustający głód i jedna ofiara na rok naprawdę nie wystarcza. Powinniście być wdzięczni, że nie najeżdżamy na wasze nic nieznaczące miasteczko i że nie zrównaliśmy go jak do tej pory z ziemią.
Harry zapomniał na chwilę, jak się oddycha.
— Ale to niczego nie usprawiedliwia.
Choć musiał jednak przyznać, że, niestety, rozumie.
Dłonie Riddle'a ścisnęły z powolną rozwagą stół po obu stronach jego ciała, uniemożliwiając mu ucieczkę. Harry napiął się, ale nie miał zamiaru się odsuwać, nawet gdy usta mężczyzny zawisły kilka cali od jego.
— Masz rację – zgodził się Riddle. – Ale nie mówimy teraz o tym, co można usprawiedliwić, a co nie. To miłość i wojna. Ciemność i jasność. I wszystko pomiędzy.
Harry po raz pierwszy od pewnego czasu ponownie zauważył, że Tom Riddle był kiedyś naprawdę przystojny. Nie żeby fizyczna atrakcyjność wiele znaczyła.
— A ty? – rzucił wyzywająco. – Jak ty zabijasz swoje ofiary?
Bo nie miał wątpliwości, że zabijał. Wiosce często odsyłano uszkodzone lub niereagujące na nic ciała i Harry wiedział już, że były robotą Bestii lub Potwora. Niemniej wiele osób nigdy nie wróciło.
Na przykład jego matka, która stała się lalką na obrazie Przeszłości.
Kciuk Riddle'a popieścił jego policzek z pozorną czułością.
— Bez wątpienia zauważyłeś już jakiś wzór…
— Potwór jest twoim odpowiednikiem – stwierdził ochryple Harry. I to właśnie najpewniej dlatego Riddle się z tym stworem jakoś dogadywał, mimo że wszyscy inni głęboko nim gardzili.
Kolano Riddle'a wsunęło się między jego uda i Harry zaczął poważnie zastanawiać się nad brutalnym odepchnięciem go od siebie. Bo mimo dużych podobieństw w wyglądzie, w przeciwieństwie do Potwora Riddle nie był tylko cieniem i dymem.
Riddle mruknął potwierdzająco, owiewając oddechem jego usta.
Harry natychmiast przypomniał sobie Przeszłość, która także próbowała go zabić. Na wszelki wypadek zasłonił dłonią wargi Riddle'a. Czuł suchość w gardle.
Lecz choć Riddle bez wątpienia również podążał w swoich morderstwach emocjonalną ścieżką, raczej chyba nie dokonywał ich tak samo jak Potwór?
Niemniej, jeśli chciał coś teraz powiedzieć, będzie musiał odsunąć się trochę od Harry'ego i zakrywającej jego usta ręki. To nie Harry był z nich dwóch słaby – wiele rzeczy działało na jego korzyść. Nie zaszedł w końcu tak daleko, by zostać zwykłą ofiarą. Nie było absolutnie żadnej mowy.
— Nie zabijesz mnie, Tom – powiedział mimo wszystko na wszelki wypadek. Riddle uniósł brwi, ale po chwili cofnął się o kilka kroków.
— Oooch, aż mnie przechodzą ciarki, gdy używasz tego imienia… Jakby ktoś przeszedł po moim grobie.
O tak, z całą pewnością był odpowiednikiem Potwora. Riddle posłał mu szyderczy uśmieszek, jak gdyby wiedział, o czym Harry myśli.
Zastanawiał się, czy był to jakiegoś rodzaju test.
To było aż zbyt proste.
Lecz uważaj, ofiaro, albowiem wszystko ma swą cenę,
I nim się choć spostrzeżesz, pocałunek twe życie odbierze.
Hermiona twierdziła, że każdy uczyniony w grze ruch ma swoją cenę.
— Wiesz już, bo powiedział ci o tym Potwór, że ani ja, ani on nie zabijamy ludzi…
— No jasne, wy im przecież tylko odbieracie duszę – warknął Harry.
Patrzyli na siebie przez chwilę w ciszy, podczas gdy pokój stopniowo oświetlało na nowo światło słoneczne.
— Śmierć, jaka spotkała mojego ojca była, ostatecznie, szybka i bezbolesna. Pragnąłem wtedy wyrwać mu duszę. Zrobić z niego pustą skorupę, pochłonąć jego umysł i zobaczyć, dlaczego mi to zrobił. Inna część mnie chciała rozerwać go na kawałeczki, zadać mu choć przez chwilę ból, który sami czuliśmy. – Głos Riddle'a znów był ciepły, niemal dziwny.
Ale, no cóż, to przynajmniej wiele wyjaśniało, jeżeli chodzi o sposoby zabójstw. No i mógł zgadywać teraz, czego brakowało poszczególnym częściom.
Bestia chciała serca. Potwór duszy. Przeszłość przyjaciela, a Przepowiednia przyszłości. Dalej nie wiedział jednak, czego poszukiwali Riddle i Bezimienny. No chyba że, oczywiście, Bezimienny pragnął imienia – ale nie raz nie dwa ostrzegano go, jak bardzo było to niebezpieczne.
Co do pytań i odpowiedzi… w tym domu tkwiło zbyt wiele zagadek, aby potrafił tę bez problemu rozwiązać.
Mógł jednak przypuszczać, że gdyby wykonał jak do tej pory jakiś zły ruch, dawno by go zabili. A to już coś.
Przełknął ślinę.
— Sugerowano mi – zaczął ostrożnie – że każdy z was chce od ofiary czego innego. Serca, duszy… Czego ty pragniesz?
Riddle wykrzywił usta.
— Czy to nie jest oczywiste? Jestem pytaniami i odpowiedziami. Pragnę twojego umysłu. Twoich myśli.
— No cóż, ostatnimi czasy myślałem zdecydowanie tylko i wyłącznie o was, jeśli to się jakoś liczy – spróbował Harry. Riddle roześmiał się ponownie, w jednej chwili się do niego przybliżając. Nie migotał tak jak Potwór, gdy się pojawiał i znikał, niemniej i tak był szybki.
— Czy to nie tak się kogoś kocha, Harry? – szepnął. – Umysłem, ciałem i duszą?
— To chyba zależy od tego, o jakiej miłości mówimy. Nie jestem w tym ekspertem. – Nie ma mowy, by dał się speszyć, mimo że nagle ogarnęło go wrażenie, jakby serce miało wyskoczyć mu zaraz z piersi. Tym razem Riddle położył dłonie na jego biodrach, wsuwając swoje długie palce pod materiał jego koszuli i sunąc nimi powoli po wzniesieniach jego żeber. – Niemniej – dodał sugestywnie – co obmacywanie mnie ma niby wspólnego z moim umysłem?
— Mózg to mieszanina nerwów reagujących na jak najbardziej fizyczne bodźce. – Riddle spojrzał mu w oczy. – To za sprawą twojego umysłu widzę, jak mój dotyk rozszerza twoje oczy i czuję na twoim ciele gęsią skórkę. To fascynujące. Masz niesamowicie ekspresyjną twarz.
Stanowczo powstrzymywał się przed zarumienieniem. Nie było mowy, aby…
— A teraz się rumienisz. – Cholera jasna. Harry warknął i odsunął od siebie dłoń tego piekielnego drania.
W niczym to nie pomagało. Nie robił kolejnego kroku w grze, tylko kręcił się w kółko. Co prawda były to sporadycznie całkiem informacyjne kółka, ale dalej kółka.
— Jesteś strasznym kutasem. – Nie było to zbyt elokwentne, ale przynajmniej wyrażało dosadnie jego myśli.
— A jednak się rumienisz.
— Nie rumienię się!
— Peszysz się tak za każdym razem, gdy ktoś się do ciebie przybliża, czy może jestem wyjątkiem? – Dłonie nie sięgnęły w jego stronę, aby znów go dotknąć, ale wisiały tak blisko jego ciała, że równie dobrze mogłyby na nie napierać. Harry czuł ich ciepło, a także ostry, akrylowy zapach.
Posłał Riddle'owi mocne spojrzenie, choć oddech uwiązł mu gdzieś w gardle. Mężczyzna dmuchał w jego policzek, pochylając się nad nim.
Harry uniósł wysoko brodę.
— Biorąc pod uwagę, że istnieje dość wysokie prawdopodobieństwo, iż zaraz spróbujesz mnie zabić, powiedziałbym, że nie jestem tyle speszony, co raczej… przezorny.
— No tak, bo przecież zawsze masz w sobie tyle przezorności – prychnął Riddle. – Sam się na to zgłosiłeś. Narzekasz ciągle, że nie wybrałeś sobie takiego losu, ale w przeciwieństwie do nas, Harry, jesteś tu z własnej woli.
Nie cierpiał, gdy Riddle wypowiadał jego imię. Zaczynał rozumieć, dlaczego powinien być w ich sprawie ostrożny – ponieważ tu nie były już one tylko słowem. Zdawało się, że przemawiano przez nie prosto w czyjąś duszę. Jego ciało drżało i dźwięczało, jakby w jednej chwili pozbawiano go wszystkich mechanizmów obronnych i zostawiano gołego niczym dziecko – narażonego na dogłębną analizę.
— Nie myślałem, że piszę się na coś takiego.
Tym razem oczy Riddle'a się zwęziły.
— Nie. Myślałeś, że skazujesz się na wygodną egzekucję.
Nie wiedział, jak na to odpowiedzieć. Odwrócił wzrok.
— Mam rozumieć, że nie możesz mi powiedzieć, co mam zrobić, aby odblokować kolejny krok?
— Odpowiedzi chcąc poznać, dobre pytanie…
— Już to znam – przerwał tę znajomą litanię Harry, krzywiąc się. – Jak Boga kocham, jesteście najmniej pomocnymi stworzeniami, jakie kiedykolwiek spotkałem. Można by normalnie pomyśleć, że tak naprawdę nie chcecie, aby ta klątwa została złamana.
— Jak sądzisz, jaki jest twój kolejny krok?
— Eee… co? – Harry zamrugał.
— Jak myślisz, dokąd dalej zmierzasz? Kogo chcesz kolejnego odblokować, inaczej mówiąc.
— Oczywiście tego, kto jest następny.
— Czyli według ciebie kogo? – Riddle uniósł brew. – Bezimiennego? Przepowiednię? Musisz mieć gdzieś pod tym ptasim gniazdem jakiś mózg, jestem tego pewien.
Harry skupił się na chwilę na zastanawianiu nad tym pytaniem, zamiast wykrzywianiu twarzy do Riddle'a.
Bliźniak pierwszego zawsze jest ostatni – Przeszłość odblokował jako pierwszą, więc wiedział przynajmniej, że Przepowiednia powinna być ostatnia, jako że (a przynajmniej tak zakładał) były parą.
Więc… Przeszłość, potem Riddle. A na końcu Przepowiednia. To pozostawiało Bezimiennego, Bestię i Potwora. Choć nie był do końca pewien, czy Bestię i Potwora dotyczyły te same zasady, jako że nie byli oni obrazami, a więc bez żadnych problemów mógł rozmawiać z nimi w dzień i noc. Tak naprawdę to niewdawanie się z nimi w rozmowy stanowiło większy problem.
Czuł, że Riddle wciąż się mu przygląda. Było to irytująco rozpraszające.
No cóż, skoro „odpowiedzi chcąc poznać, dobre pytanie zadać należy" odnosiło się do Riddle'a, to „tylko wtedy dojrzy się, co tak naprawdę pod maskami leży" musiało mówić o tym, który jest kolejny. Który z nich więc najbardziej przypominał maskę?
Bestia, ponieważ nie chciała zostać zobaczona? Czy Bezimienny, którego imię stanowiło rzekomą tajemnicę, której nie można było wymówić?
Nie sądził, by chodziło tu Potwora. Akurat Potwór był z nich wszystkich najbardziej bezpośredni. Z całą pewnością nie można było „dojrzeć, co tak naprawdę leży pod jego maskami". A więc: Bestia czy Bezimienny?
Oczywiście mógł zapytać o to Potwora. Nie był jednak pewien, jak wiele miał jeszcze rzeczy do przehandlowania, zważywszy na to, jak wiele już obiecał. No i raczej nie mogłoby się to wtedy zaliczyć jako przejście testu Riddle'a.
Wciąż posiadał całą swoją przeszłość: swoją pierwszą miłość, pierwsze spojrzenie w twarz rodziców, ostatnie wspomnienie z Ginny i wszystko inne, co mogłoby zainteresować Potwora. Po prostu… nie chciał się niczego pozbywać.
Jakie jednak pytanie mógł zadać na temat Bestii lub Potwora? Ciekawiło go, oczywiście, bardzo wiele rzeczy na ich temat, ale nie przychodziło mu do głowy żadne magiczne pytanie, które należałoby zadać. A może powinno dotyczyć ono Riddle'a? Skoro to jemu stawiał niby czoła?
Kompletnie nie wiedział.
Naprawdę miał już serdecznie dość tej całej swojej niewiedzy. Ten, kto zdecydował, że jest „wybrańcem", czy jakim tam mianem powinien się teraz nazywać, był chyba porządnie stuknięty.
On i Tom Riddle? Jaka niby miała być tu podstawa jakiegokolwiek związku, nie mówiąc już o prawdziwej miłości? Nie miał w końcu czasu na gawędzenie z nim o swoim światopoglądzie, będąc tak zajętym utrzymaniem się jakimś cudem przy życiu.
Meropa Gaunt była popieprzona.
Nagle wpadła mu do głowy pewna myśl.
— Czekaj… powiedziałeś Bezimienny czy Przepowiednia. Czy to znaczy, że kolejnym nie jest ani Bestia, ani Potwór?
Riddle posłał mu spojrzenie. Harry uśmiechnął się szeroko.
Bezimienny.
— Jak nazwiesz Bezimiennego? – mruknął cicho do samego siebie. – Nigdy nie odpowiedziałeś mi na to pytanie.
Riddle uśmiechnął się pod nosem.
Bestia utkwiła w nim ostre spojrzenie, gdy tylko go zobaczyła.
— Coś ty sobie myślał? – syknął Voldemort, podnosząc się zaraz z miejsca, w którym najwyraźniej już od jakiegoś czasu na niego czekał. Harry zdał sobie nagle sprawę, że nie pojawił się na śniadaniu. Tak bardzo był wszystkim zajęty. Jego żołądek ścisnął się w proteście. – Głupi dzieciaku.
Harry pokręcił głową.
— Domyślam się, że chodzi ci o Potwora?
Wydały się minąć niemal wieki, odkąd zawarł z nim układ, mimo że tak naprawdę miało to miejsce zaledwie wczoraj w nocy.
Palce chwyciły mocno jego brodę i Bestia przyjrzała mu się uważnie, gdy siadał.
Boże, był tym wszystkim okropnie zmęczony. Oczywiście nie wystarczyło, oj nie, by mieszkał z jednym szaleńcem. Musiała być ich pierdolona szóstka. Harry stłumił westchnienie, zwłaszcza na myśl o tym, że również najbliższej nocy zazna, najłagodniej mówiąc, raczej mało snu.
Ale przynajmniej poczynił jakieś postępy. Choć tak naprawdę dopiero wieczorem dowie się, czy zadał dobre pytanie. Tak czy inaczej udało mu się wyjść z obrazu Riddle'a żywym.
— Oczywiście, że chodzi o abominację – oznajmił Voldemort. – Wiem, że nie jesteś głupi, choć przyznaję, że zupełnie nie rozumiem, co takiego zmusiło cię do zawarcia tak idiotycznej umowy z tym… z tym czymś!
— Daj spokój, Voldemort. – Nałożył sobie trochę kurczaka. – Nie jest aż taki zły.
Bestia posłała mu groźne spojrzenie. Harry powstrzymał się od wykrzywienia ust w mściwym uśmieszku. Wiedział, że zdecydowanie nie działało na jego korzyść to, że wszystkie wcielenia były tak irracjonalnie zaborcze wobec „swojej ofiary", ale i tak lubił pogrywać sobie z ich oczywistą niechęcią do siebie nawzajem. Tak tylko czasami, naprawdę.
— To najgorsza osoba, jaką kiedykolwiek spotkasz.
— Łał, naprawdę się zbytnio nie lubisz – odparł. Nóż przeleciał tuż obok jego głowy i Harry zesztywniał, podnosząc nagle wzrok.
Najwyraźniej posunął się jednak trochę za daleko.
Voldemort zaciskał mocno usta.
— Nie wiem, w co dokładnie sobie tutaj pogrywasz, ale zapewniam cię, że Przepowiednia…
— Och, daj spokój, co niby zrobi? Zapłacze, bo pogubiła zabawki? O ile nikt nie wyswobodzi jej z łańcuchów, nic nam się nie stanie. Wróć lepiej do zgrywania niańki, Bestio.
Harry w jednej chwili odwrócił głowę i… i Riddle przeszedł swobodnym krokiem przez drzwi, i… że niby jak? To… to zdecydowanie był właśnie Riddle, a nie Potwór i jakim niby pierdolonym cudem się to działo, i…
Najbardziej pilnuj się jednak w dokładnym drzwi za sobą zamykaniu,
Bo róże mają kolce, co od wieków przemyka w ludzkim rozważaniu.
O cholera, co on najlepszego uczynił?
