Rozdział 11. Ciepło i przytulnie.

Rozgrzany i lekko zarumieniony szeroko uśmiechnięty Harry wpadł do Wielkiej Sali na kolację jako jeden z ostatnich, chociaż tym razem jeszcze nie spóźniony. Tak miło im płynął czas, że obiad sobie tego dnia darował jednak gdyby opuścił kolejny posiłek, zaczęłyby się niepotrzebne pytania.

Na jego widok Snape też się uśmiechnął (w duchu) oddychając z ulgą. Tak nagłe i wyraźnie nieprzyjemne wezwanie go zaniepokoiło - nie wiedział o co chodziło, ale Potter najwyraźniej wyjaśnił problemy jakie miał Czarny Pan i się pogodzili.

Nie miał pojęcia jak i kiedy do tego doszło - ale wcale mu to nie przeszkadzało, że Potter robił z Lordem co chciał.

Zadowolona mina chłopaka oznaczała, że jego Pan też będzie zadowolony na wieczornym spotkaniu, na które dostał wezwanie tuż przed kolacją - pewnie wysłał je od razu, gdy tylko chłopak opuścił Mroczny Zamek.

Tylko że po kolacji miał szlaban z Potterem - to znaczy Potter miał szlaban u niego - uśmiechnął się pod nosem na to przejęzyczenie i naskrobał szybko notkę, którą wysłał chłopakowi przywołując szkolną sowę.

Za to Draco widząc Harry'ego wcale nie był zadowolony - dalej miał tę samą obcisłą koszulę i spodnie - bez szaty i mimo że wyglądał fantastycznie jemu się to nie podobało, bo oznaczało, po pierwsze, że cały ten czas spędził ze swoim chłopakiem (co potwierdzała też jego zadowolona z siebie mina) no i po drugie: że wszyscy się w niego wgapiali - zazgrzytał zębami - jako jego chłopak będzie musiał z nim o tym porozmawiać. Tak dalej być nie może!

Nieobecność Harry'ego na obiedzie i jego obecny dobry humor zwróciły też uwagę Gryfonów, którzy mieli własne wytłumaczenie.

- Znowu latałeś na miotle, Harry? - Seamus tracił go łokciem, gdy siadał między nim i Ronem.

- Treningów nigdy za wiele. - Stwierdził filozoficznie, kładąc obok siebie na ławie trzymaną w ręce księgę - nie potwierdzając i nie zaprzeczając.

Ron odsunął od ust rękę z udkiem kurczaka, które właśnie ogryzał, by rzucić mu pełne wyrzutu spojrzenie.

- Mogłeś mi powiedzieć, że idziesz poćwiczyć. Też by mi się to przydało przed jutrzejszym meczem - boję się, że nie dam rady.

Harry wzruszył ramionami a Hermiona rzuciła bardziej wyniośle niż pocieszająco.

- Jesteś bardzo dobrym graczem Ronaldzie, masz tylko problem z prawidłowym wartościowaniem i samooceną.

Ron zamrugał oczami, próbując wyłowić sens z tego zdania. Harry litościwie mu pomógł.

- Musisz wierzyć w siebie, stary. Chyba nie sądzisz, że wystawiłbym cię do meczu, gdybym nie był przekonany, że dasz radę?

Przyjaciel nie wyglądał na przekonanego, wyraźnie tracąc humor a co bardziej znaczące – także apetyt, na samą myśl o jutrzejszym meczu. Seamus wychylił się zza Harry'ego i klepnął go w plecy, nieprzygotowany na to Ron zarył ręką wciąż trzymającą udko w talerz z sałatką.

- Będzie dobrze Ron, Harry ma rację - dobrze grasz tylko niepotrzebnie się denerwujesz. To tylko Puchoni, grają ostro, ale czysto - zmieciemy ich, prawda Harry?

- Jasne. - Rzucając im promienny uśmiech Harry rozwinął zwój, który mu dostarczyła spóźniona sowa. Spojrzał na podpis - nie była spóźniona, wysłano go już po rozpoczęciu kolacji.

"Panie Potter - przypominam o dzisiejszym wieczorze, muszę wyjść po kolacji, więc wejdź sam i się rozgość. Dzisiejsze hasło to: gorące lochy."

Harry wybuchnął śmiechem - to fakt - wprosił się na szlaban mówiąc o zaklęciu rozgrzewającym, nie podejrzewał jednak do tej pory Snape'a o poczucie humoru - najwyraźniej pozwalał sobie na nie tylko wśród swoich. Harry poczuł dumę i radość, że profesor go zaakceptował - a może nawet polubił?

- Co to za wesoły list? - Ron próbował zajrzeć mu przez ramię i przeczytać pergamin.

Harry szybko go złożył i schował do kieszeni spodni - przed szlabanem musi zajść po wierzchnią szatę - jak będzie wracał do Wieży w zamku zrobi się chłodniej, no i będzie miał gdzie schować księgę, zamiast nosić ją w ręku. Nie zmieniając wesołej miny odwrócił się do przyjaciela.

- Snape przypomina mi o dzisiejszym szlabanie - przygotował mi "zadanie specjalne".

- I to cię tak cieszy? Jak go znam zadanie specjalne, to pewnie siekanie jakiś robaków czy inne okropieństwo.

Wzruszywszy ramionami Harry stwierdził.

- Nie będę przez to płakał. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. - Zdecydowanie był w nastroju na życiowe mądrości. - Zresztą nic go tak nie wkurza, jak dobry humor uczniów - nie dam mu satysfakcji zobaczenia, że się tym przejmuję.

- Słusznie. - Potwierdził Ron, rzucając Mistrzowi Eliksirów wrogie spojrzenie. Ponieważ nie był mistrzem intelektu teraz sobie przypomniał. - Nie miałeś na dzisiaj szlabanu! Kiedy ci go wlepił?

- Na spotkaniu u dyrektora - stwierdziłem, że ma problemy ze sobą, bo za dużo siedzi w zimnych lochach.

Teraz Ron się roześmiał, jak i wszyscy słuchający ich rozmowy.

- Nieźle mu dogadałeś.

Uśmiechnął się skromnie w odpowiedzi wzruszając ramionami. - Warto było.

Snape patrząc na ich radość bez problemu zgadł, że właśnie jego obgadują. Wyczuwając jego spojrzenie Harry uniósł wzrok i rzucił mu kolejne ukradkowe mrugnięcie, przypominając, że mimo wszelkich gier między gryfonami i wężami między nimi dwoma już nie ma wojny.

Profesor od razu poczuł się lepiej, a jeszcze lepiej gdy pomyślał sobie, że równie dobry humor jak Potter ma też Czarny Pan.

Co prawda mogło to nic nie zmienić, ale mogło też zmienić bardzo wiele - wbrew pozorom zawsze ponurego wyglądu Mistrz Eliksirów był optymistą.


Pierwszy raz Harry był sam komnatach Mistrza Eliksirów i to z jego oficjalnym pozwoleniem, nie chciał go jednak nadużywać buszując po prywatnych pokojach, więc rozejrzał się tylko po salonie, zdejmując szatę.

Najpierw obowiązek, przyszedł tu z konkretnym zadaniem - wyciągnął wziętą dzisiaj od Voldemorta księgę i szybko odnalazł potrzebne mu zaklęcie rozgrzewające - autor wskazywał, że najlepiej jest używać go na podłogę - jest to wydajniejsze niż rzucanie go na ściany, no i przyjemniejsze, co sam stwierdził chodząc boso w Jego sypialni.

Dokładnie przeczytał jego główną wersję, zaznaczając palcem i wyróżniając magicznie wybrane wcześniej dodatkowe funkcje. Położył księgę na stole i wyciągnął różdżkę - czarowanie czas zacząć.

Zaklęcie nie było skomplikowane i nie miało żadnych odrębnych komponentów - tylko prawidłowe wskazanie różdżką i staranna recytacja, ale pochłaniało dużo mocy - na szczęście z tym nie miał problemu.

Szybko załatwił sprawę od razu czując jego efekty. Snape napisał, że ma się rozgościć, zatem zdjął buty i rozsiadłszy się na kanapie, podwijając nogi zaczął przeglądać swoją księgę: "Przydatne zaklęcie domowe i gospodarskie" - na pewno nikt nie spodziewałby się znaleźć taką pozycję w bibliotece Mrocznego Zamku.

Mimo mało zachęcającego dla młodzieży tytułu były tu naprawdę ciekawe rzeczy - lektura go wciągnęła i kompletnie zapomniał, gdzie się znajduje. W komnatach profesora czuł się zadziwiająco dobrze, teraz gdy nie były takie lodowate - miał tu ciszę i spokój i mógł się skupić bez kręcących się wokół wścibskich i głośnych gryfonów.

Tak go to pochłonęło, że nawet nie zauważył powrotu profesora, który bezszelestnie otworzył drzwi i stanął w progu mile zaskoczony.

Po pierwsze przyjemnym ciepłem, które wypełniało jego dotąd ponure lodowate lochy. Drugą niespodzianką był Harry, który wygodnie rozsiadł się na jego kanapie - nikt jeszcze nie siedział w ten sposób w jego komnatach, nawet on sam - jego obecność i swobodna poza sprawiały, że pokój wyglądał jeszcze bardziej przytulnie i domowo.

Chciał chrząknąć, żeby zasygnalizować chłopakowi swoją obecność, ale ten nagle zesztywniał - czując na sobie czyjś wzrok a potem podniósł oczy i widząc go uśmiechnął się szeroko i ciepło - w tej chwili Severus poczuł, że naprawdę wrócił do domu.

Ciepłego domu, w którym ktoś na niego czekał i witał go uśmiechem.

- Jak ci się to podoba, profesorze? - Zapytał Harry, jakby w nawiązaniu do jego myśli. Severus popatrzył na niego oszołomiony. - Nie chciałem tu siedzieć marznąc, jednak jeśli to zaklęcie ci nie odpowiada, - kontynuował chłopak, - mogę je od razu zdjąć, - przechylił głowę patrząc przepraszająco i prosząco. – Jednak byłoby mi miło, gdybyś dał mu szansę, chociaż przez kilka dni.

No tak, Harry nie czekając na niego sam rzucił zaklęcie i teraz nie był pewien, czy to był dobry pomysł. Uśmiechnął się do niego uspokajająco, nigdy nie czuł potrzeby, żeby samemu coś z tym zrobić, a z usług dyrektora nie chciał korzystać, jednak teraz musiał przyznać, że powrót z Mrocznego Zamku do ciepłych komnat był bardzo przyjemny.

- Jest dobrze, panie Potter. - Przesondował pomieszczenie swoją magią. - Rzuciłeś je na podłogę? To raczej niespotykane.

- Nie wiem dlaczego. - Harry wzruszył ramionami, wyraźnie nie pojmując, jak ktoś mógł na to nie wpaść. - Ogrzewanie ścian powoduje, że ciepło rozchodzące się od nich nie daje stałej temperatury i zmienia się w zależności, jak blisko od nich jesteś a poza tym wymaga więcej energii, powierzchnia podłogi jest mniejsza, a grzeje równomiernie całość pomieszczenia. - Uśmiechnął się zawadiacko, przechylając głowę.

- No i zawsze najbardziej marznie się właśnie w nogi - szczególnie wstając rano postawienie nóg na zimnej podłodze jest bardzo nieprzyjemne. - Widząc, że Snape nie jest zły, Harry był już całkiem pewny siebie i swobodnie wyjaśniał cechy zaklęcia. - Jest lepsze niż to, które Dumbledore rzucił w innych komnatach Hogwartu, bo nie dostosowuje temperatury do tej na zewnątrz tylko dopasowuje się do życzeń mieszkańców.

Chłopak wszedł w tryb wykładowcy - Snape pierwszy raz to u niego widział i musiał przyznać, że dobrze z tym wyglądał. - Można je ustawić na wypośrodkowanie życzeń wszystkich obecnych lub tylko na odczuciach właściciela. Potrzebuje większej mocy niż standardowe odnawialne używane przez dyrektora, ale raz rzucone potem już samo się ładuje, pobierając energie z powietrza spoza budynku - słońce, wiatr itp.

- I gdzie znalazłeś takie cudo? - Snape nie mógł się powstrzymać przed zapytaniem.

Harry uniósł brew.

- A jak myślisz? - I zaraz sam mu odpowiedział. - Dla Niego temperatura nie jest istotna, ale ponieważ inni nie lubią chłodu i czują się z tym niewygodnie lub wręcz cierpią, więc ustawił w swoim zamku zaklęcie na niską temperaturę, a w lochach wręcz lodowatą i do tego jeszcze pobierające energię z jego "gości".

- Oczywiście od razu powiedziałem Mu, że nie mam zamiaru Go odwiedzać w takiej zimnej norze, więc wyciągnął to zaklęcie, żeby w Jego prywatnych pokojach ustawić temperaturę dostosowaną do odczuć rzucającego i nauczył mnie go, żebym to ja sam je w nich ustawił i przystosowywało się do mnie.

Severus spojrzał na niego badawczo, Czarny Pan wyraźnie bardzo się starał a Harry wyraźnie był z nim szczęśliwy.

- Lubisz się uczyć nowych zaklęć, prawda? - Chłopak radośnie skinął głową.

- Dumbledore co prawda cały czas mówi, że jestem zbawcą i ode mnie zależy los czarodziejskiego świata, ale niczego mi nie pokazuje, ani nic nie tłumaczy a On nie ma z tym problemu starczy, że o czymś napomknę i od razu stara się by mi z tym pomóc – nie zrobić za mnie, ale nauczyć tak abym sam mógł sobie radzić.

- A ty przekazałeś część tej wiedzy Draco… - Nie mógł się powstrzymać od skomentowania – w jego głosie słychać było wyrzut.

Harry wyszczerzył się odpowiadając radośnie.
- Nie mogłem pozwolić, żeby się zbłaźnił. – Przechylił głowę, jakby się zastanawiając. - Zresztą przewidywałem, że bardziej się z Lucjuszem postaracie, żeby być przekonującymi. – Zacmokał kręcąc głową nad ich nieudolnością. – To nie było imponujące.

- Staraliśmy się, żeby nie zrobić mu krzywdy. – Ratując swój honor odpowiedział mu wyniośle, chociaż też z nutką uśmiechu – faktycznie na początku tak było ale potem obaj trochę też po prostu stracili kontrolę nad sytuacją, tyle że do tego nigdy się nie przyzna.

Harry tylko pokiwał głową z drwiącym uśmieszkiem.
- Tak to sobie tłumaczycie… - Jednak zaraz spoważniał i przyjrzał mu się dokładniej.

- A jak tam dzisiejsze spotkanie? Nie wyglądasz na sfatygowanego? Coś nowego, o czym chciałbym wiedzieć?

Snape zastanowił się przez chwilę - rzeczywiście, o czymś powinien wiedzieć.

- Żadnych specjalnych efektów, tylko omówił kolejną akcję i odesłał nas, żebyśmy się przygotowali. - Harry nie wyglądał na zbytnio uspokojonego, no tak, ostatnia ich akcja nie skończyła się dobrze. Nie ma potrzeby, by chłopak się denerwował. - Postanowił jeszcze raz wypróbować Ten Plan, ale tym razem ktoś się za Niego zakamufluje, a On będzie czekał z tyłu, żeby wkroczyć w odpowiedniej chwili, kiedy się na tamtym skoncentrują. - Bezwiednie przejął styl Harry'ego aby nie używać żadnej z nazw Voldemorta

Zmarszczone przez chwilę z niepokoju czoło Harry'ego wygładziło się i troska zniknęła z jego oczu. Jeżeli miałby do tej pory jakieś wątpliwości to na pewno to by go przekonało – Harry'emu naprawdę zależało na jego Panu i martwił się o niego.

Nikt nigdy by czegoś takiego nie przewidział i nie tylko dlatego, że był to właśnie Harry Potter – chłopak był pierwszą i zapewne pozostanie jedyną taką osobą.

Profesor uznał, że czas zmienić temat na nieco lżejszy.

- Twój pomysł na ogrzanie moich komnat jest niezły, pozwól jednak, że teraz ja podzielę się z tobą moim. - Przywołał z zamkowej kuchni dzbanek z herbatą a potem wyjął dwie szklanki i butelkę ognistej whisky.

Harry aż zagwizdał ze śmiechem kręcąc głową. Snape nalał sobie pół szklanki whisky, Harry'emu o połowę mniej – rozpijanie uczniów nie jest dobrą drogą do rozwoju kariery, chociaż i tak wracając do Wieży dzisiaj już raczej nikogo nie spotka, a nawet jakby tak się stało, to na pewno by go nie wydał - resztę uzupełnił herbatą.

- Myślałem, że herbatę pija się z rumem? - Harry uniósł brew, ale bez oporów przyjął napój i wziął łyk. - Niezłe, faktycznie grzeje.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu sącząc swoje napoje. Snape stwierdził, że nigdy jeszcze w żadnym towarzystwie nie czuł się tak dobrze i swobodnie jak zdarzało mu się ostatnio z Potterem.

Ale wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Herbata z wkładką wyraźnie rozłożyła chłopaka a przecież nie może tu zostać na noc, dopiero byłaby afera, gdyby nie wrócił ze szlabanu - Gryfoni nie tylko pobiegliby do MaGonagall i dyrektora ale może i jeszcze zawołaliby Aurorów.

Westchnął z żalem patrząc na przysypiającego chłopaka, przypominając sobie, jak przyjemnie było go nieść w swoich ramionach ostatnim razem, jednak lepiej się do takich rzeczy nie przyzwyczajać, Czarny Pan szybko by go nauczył, żeby kolejny raz tego nie próbował.

Delikatnie potrząsnął jego ramię, a potem rzucił lekkie zaklęcie trzeźwiące, nie chciał kompletnie oczyścić go z alkoholu - trochę rozluźnienia mu nie zaszkodzi - tylko rozbudzić, żeby mógł bez problemów wrócić do Wieży.

Harry otworzył oczy, przytomniejąc. Rozejrzał się dookoła i uśmiechnął się z zawstydzeniem.

- Chyba trochę przysnąłem. - Rzucił Tempus. - O cholera. - Zagryzł wargę, ale Snape zignorował jego język. - Da mi pan przepustkę?

- Lepiej sam cię odprowadzę, żebyś znowu nie zasnął gdzieś po drodze, bo zanim cię znajdą to wsadzą mnie do Azkabanu. - Roześmiał się niewesoło, to nie był do końca żart - Złoty Chłopiec był bezcenny a on był przecież jego oficjalnie zadeklarowanym wrogiem.

Harry spojrzał na niego przepraszająco.

- Takie życie, profesorze. Żaden z nas nie ma lekko.

Snape pokiwał głową. To fakt, chociaż od kiedy Harry zaczął się spotykać z Voldemortem jego życie się trochę polepszyło, a jeszcze bardziej, od kiedy się o nich dowiedział.

- Wstawaj, Potter. - Podał mu buty a ponieważ Harry miał z nimi problem rzucił zaklęcie zawiązujące sznurówki a potem pomógł mu założyć szatę i wziął księgę z kanapy by mu ją podać.

- "Przydatne zaklęcia domowe i gospodarskie"? To księga z Jego biblioteki?!

- Wiem! Nieźle, co? - Harry pokręcił głową śmiejąc się, - Wyobraź go sobie w różowym fartuszku z miotełką krzątającego się po domu i zagrodzie.

Severus też się roześmiał, ale szybko przestał. Zdecydowanie mógł tak sobie wyobrazić, tyle że Harry'ego. Aż zrobiło mu się gorąco. To nie są mądre myśli o kochanku szefa, szczególnie Tego szefa - zresztą Harry był dzieckiem jego przyjaciółki i tak lepiej żeby o nim myślał – jak o dziecku - upomniał sam siebie.

Chłopak tymczasem zapakował księgę do kieszeni i ruszył w stronę drzwi, które profesor dla niego otworzył. Nieśpiesznie szli pustymi korytarzami Zamku, tej nocy nikogo nie spotykając na swojej drodze.

Pożegnawszy się z Harrym przy portrecie Grubej Damy Severus zawrócił do swoich komnat.

Kiedy otworzył drzwi znowu go przyjemnie zaskoczyło zaklęcie rozgrzewające, jednak bez Harry'ego komnata nie była już tak ciepła i przytulna.