Rozdział 18. Prawdziwi mężczyźni.

Po otwarciu zwoju na pergaminie zaczęły pojawiać się płonące zlotem litery. Harry uśmiechnął się - czerwień i złoto - jakże gryfońsko - (i jakże ślizgońsko sprytnie). Rozejrzał się wokół, czy kogoś nie zainteresowała jego korespondencja, ale co prawda Gryfoni gapili się z ciekawością, jednak bez zdziwienia, czy zachwytu, czyli mógł spokojnie czytać - ten obraz był tylko dla jego oczu.

Widząc uśmiech Harry'ego jeszcze zanim zaczął czytać list, Severus od razu poczuł się nieco lepiej. Wszystko będzie dobrze - Czarny Pan wie, jak postępować ze swoim Potterem.

Inni jednak mieli trochę inne zdanie na temat autora listu, które wyraził Ron.

- No i co ci Fretka napisał, że tak się szczerzysz?

Harry spojrzał na niego z roztargnieniem, a potem ze złośliwym uśmiechem odpowiedział:

- Kocha, tęskni, całuje...

Ron zaprezentował odruch wymiotny i natychmiast odsunął się od Harry'ego. Hermiona zaśmiała się kręcąc głową, a pozostali Gryfoni nie mogąc wybrać miedzy rozbawieniem z Rona i obrzydzeniem do Malfoya, siedzieli z tępymi minami.

Harry zignorował widownię i już miał zacząć czytać, kiedy poczuł ostre dziabnięcie, uniósł zwój, przed nim na stole siedziała nastroszona Hedwiga, wyciągając łapkę z woreczkiem. Z westchnieniem zdjął go i schował do kieszeni.

Dookoła rozległy się śmieszki i szepty komentarzy: cóż to było w woreczku i czemu Harry nawet go nie otworzył?

Jasne, jakby miał to zrobić w takim towarzystwie?! Nawet gdyby nie wiedział, co to jest to i tak sprawdzałby to w swoim pokoju, albo jeszcze lepiej w Pokoju Życzeń - sam!

Hedwiga dalej kłapała dziobem, więc podał jej kawałek mięsa z półmiska i uroczyście podziękował.

- Świetna robota, dziewczyno, bardzo ci dziękuję. - Na pytanie w spojrzeniu sowy, dodał. - Wszystko już w porządku, możesz lecieć. - Sowa przełknęła mięso i zadowolona z siebie na pożegnanie jeszcze raz go dziobnęła, żartobliwie. Po czym zatoczyła kolo nad stołem, żeby każdy mógł zobaczyć, jaka jest piękna i jak zgrabnie lata zanim zniknęła za oknem.

W miarę lektury pergaminu uśmiech Harry'ego znikał, zastąpiony zakłopotaniem i troszkę smutkiem. Kiedy dotarł do końca zwinął i schował zwój, po czym wzruszywszy ramionami wziął głęboki wdech i zrobił dziarską minę biorąc się za jedzenie.

Musi szybko skończyć, żeby się przebrać przed następnymi zajęciami - nie żeby sam profesor coś zauważył, ale miał już dość spojrzeń kolegów.


Po obiedzie mieli jeszcze historię magii, co nie tylko nie wymagało od uczniów koncentracji a bardziej wręcz ją uniemożliwiało. Nawet najbardziej zawzięta kujonka w historii Hogwartu - Hermiona Granger nie była w stanie wysłuchać wykładów do końca.

Po zajęciu miejsca Harry miał zamiar w spokoju przemyśleć ostatnie zdarzenia, ale gdy tylko Binns zaczął mówić, Ron stuknął go w ramię, pytając:

- Czy to prawda o Malfoyu?

- Jaka prawda? - Harry odpowiedział pytaniem, nie wiedząc o co może mu chodzić.

Ron pochylił się ku niemu, wcale jednak nie ściszając głosu.

- Są plotki, że jego wujka zabili Śmierciożercy i dlatego ojciec go zabrał do domu.

Harry nie chciał kłamać, więc powiedział dokładnie to, co usłyszał.

- Śmierciożercy napadli na jego miasteczko i potem znaleziono jego zwłoki. Dostał zestawem jakiś potężnych zaklęć, ale kiedy byliśmy u dyrektora Aurorzy jeszcze nie wiedzieli jakimi i nie wiadomo, czy da się to ustalić. W zamieszaniu bitewnym nie było świadków, więc nie wiedzą nawet, jak do tego doszło. Może dostał przypadkiem, ale Snape powiedział, ze mógł też tam pójść dla żony.

Na zdumione spojrzenie kolegi doprecyzował.

- Ciotki Draco - Bellatrix. Voldemort uwolnił ją z Azkabanu i przyłączyła się do niego.

- Z tego, co widziałem na zdjęciach w Proroku, to bym jej nie brał nawet za dopłatą.

Harry uśmiechnął się pobłażliwie.

- To nie były normalne zdjęcia, Ron, tylko z więzienia. Wyobraź sobie ją umytą, odkarmioną, uleczoną i w nowych ciuchach. - Pokiwał głową dopingując mózg przyjaciela. - No, no...

Zmarszczona z wysiłku twarz Rona zaczęła się wreszcie rozpogadzać, aż pokiwał z uznaniem.

- Faktycznie niezła sztu... AUĆ! - wrzasnął, kiedy Hermiona trzepnęła go w głowę "Wielką Historią Magii" szepcząc wściekle.

- Jesteś na zajęciach Ron, przestań gadać i spróbuj słuchać.

Na bolesny krzyk Rona wszyscy się na nich obejrzeli - oprócz profesora Binnsa, jak zawsze tak zajętego swoją monotonną recytacją, że nie widział i nie słyszał co się wokół niego dzieje, reagując jedynie na szkolny dzwon.

- Jasne... - Ron uznał, że lepiej porzucić temat atrakcyjności innych kobiet i odnosząc się do słów swojej dziewczyny przewrócił oczami. - ...Jakby się dało tego słuchać i nie zasnąć. - Marudził, ale z szerokim uśmiechem, przysuwając się do Hermiony i trącając ją w ramię.

Dziewczyna jeszcze potrząsnęła głową, udając złą, jednak nie odsunęła się od niego.


Pozostawiony w spokoju Harry wreszcie mógł zając się swoimi myślami. Argumenty Czarnego Pana były jak najbardziej słuszne:

Po ich rozmowie na temat głupich sług i że powinien znaleźć sobie mądrzejszych faktycznie mógł się zasugerować, ale Voldemort miał rację, bo:

Czy kiedykolwiek traktował go jak sługę?

Absolutnie nie, zawsze słuchał jego zdania, nawet sam o nie pytał, dyskutowali (mniej lub bardziej gwałtownie) i dochodzili do kompromisu. Żaden z jego sług nie miał takich możliwości.

Czy maska i peleryna są symbolem statusu, skoro i On też ma dokładnie takie same?

Także nie.

I gdyby chodziło tylko o to - przyznałby, że zdecydowanie był zbyt pochopny i powinien go wysłuchać zamiast od razu uciekać - tylko że gdyby miał być ze sobą szczery - podświadomie wykorzystał tę kwestię, aby nie rozmawiać/ nie myśleć o tej drugiej - ważniejszej.

Voldemort dobrze wiedział, że Harry nie chciał wybierać między nimi, wykrzyczał mu to, kiedy chciał go użyć jako przynętę na Dumbledore'a. Wiedział, że Harry chciał skończyć szkołę a nie walczyć po którejkolwiek ze stron.

Nigdy nie pytał Czarnego Pana o jego plany - nie chciał wiedzieć.

A ten mu teraz wyskoczył z tą maską...?!

Co on sobie myślał? Harry prychnął ze złością. To było nie fair, nie powinien znowu zaczynać tego tematu...

Oczywiście rozumiał, dlaczego Voldemort chciał, żeby Jego Harry stanął przy nim i wspierał go w walce, ale przecież wiedział, że nie może tego zrobić.

Dlaczego kolejny raz chce przez to przechodzić, dlaczego teraz?

Kolejny już raz tego dnia poczuł uporczywe naciskanie na jego osłony, opuścił je, wyczuwając, jak jego ukochany zamiera zaskoczony nagłym sukcesem, ale zanim zdążył wybuchnąć pytaniami i zapewnieniami rzucił mu krótko.

- Później. - I ponownie go odciął.

Wciąż nie był gotowy o tym rozmawiać, mógł tylko mieć nadzieję, że kiedy się spotkają Voldemort zajmie się tematem jego urażonej dumy i już nie wróci do samej propozycji.

Westchnął kręcąc głową i rozejrzał się wokół. Prawie wszyscy drzemali, oprócz Hermiony, która jeszcze słuchała profesora, nawet robiąc jakieś notatki... I Rona, który przyciskał się do niej, maślanym wzrokiem śledząc jej twarz i usta.

Od czasu ich pierwszego pocałunku romansik zdecydowanie nabierał tempa.

I dobrze, kibicował im, bo po pierwsze: cieszyło go szczęście przyjaciół i po drugie: dzięki temu szczęściu nie poświęcali jemu tyle uwagi, inaczej własne sekretne życie miłosne miałby bardzo utrudnione, o ile nie w ogóle niemożliwe.


Ponieważ szlabany zaczynały się o dwudziestej Severus był przekonany, że spokojnie zrobi porządek zanim dzisiejszy delikwent się stawi - o ile się stawi. Ale ostatnio Harry Potter nie działał standardowo, więc nie powinien być zdziwiony, że gdy zszedł do lochów po kolacji chłopak już podpierał ścianę obok wejścia do jego komnat.

- Witam panie profesorze, nie chciałem się spóźnić - Wyszczerzył się bezczelnie, co też nie powinno go dłużej dziwić.

- Wchodź, Potter. - Rzucił ponuro otwierając drzwi i wchodząc do gabinetu.

Kiedy je za chłopakiem zamknął, przyjrzał mu się i ze złośliwym uśmieszkiem skomentował.

- Widzę, że złość już ci przeszła.

Zamiast spodziewanego radosnego potwierdzenia, Harry westchnął i się zasępił.

- Przeszła, w inną... Czy możemy porozmawiać, jak dokończę szlaban i sprzątnę po sobie?

Severus bardzo był ciekaw tej rozmowy, więc rzucił zaklęcie, które szybko poporcjuje i zafiolkuje jad.

A bałagan uprzątną razem...

- Czy z tej twojej przydatnej księgi nauczyłeś się także innych zaklęć oprócz ogrzewania? - Harry pokręcił głową, powoli znowu zaczynając się uśmiechać. - Zatem pokażę ci jak się sprząta.

Harry przechylił głowę z tym swoim szelmowskim uśmiechem, który dopiero niedawno poznał a już uwielbiał.

- Może źle pamiętam, ale czy na szlabanach nie musimy pracować bez magii?

Severus też się uśmiechnął.

- Szlabany są karą, a my zrobimy sobie przyjemność. Wyciągaj różdżkę, panie Potter, nauczysz się dbać o porządek, na wypadek buntu skrzatów, o co tak walczy panna Granger.

- Jakoś w to wątpię, Hermiona jest uparta, ale skrzaty nie są takie głupie, żeby robić bunt… I lubią pracować. - Wyciągnął różdżkę, gotowy do nauki.

- A zatem zaczynamy. - Profesor wskazał na popalony blat stołu i rzucił pierwsze zaklęcie...

W ciągu kwadransa wszystko było zrobione, pokój aż lśnił a Harry nie był ani brudny ani zmęczony. Do tej pory czarodziejskie sprzątanie widział tylko w wykonaniu różnych Weasleyów oraz Hermiony i musiał przyznać, że jednak od nich wszystkich wolał wersję Snape'a.

Miał nadzieję, ze po tylu powtórzeniach zapamiętał wszystkie zaklęcia. Rozejrzał się z dumą dokoła siebie. Jeżeli będą kiedyś potrzebne, takie ich wykonanie na pewno zaszokuje wszystkich.

Profesor tymczasem przeszedł do salonu, gdzie czekał na niego z dostarczoną przez skrzaty herbatą i ciastkami - jego życzenia spełniały błyskawicznie.

Wyciągnął też swoją whisky. Co prawda wskazał ją Harry'emu kiwając zachęcająco, tym razem jednak chłopak wolał ją sobie darować - spróbował, wie co to jest i to mu wystarczy. Przysiadł na kanapie, podwijając nogi i grzejąc ręce kubkiem, nie żeby było mu zimno - jego zaklęcie działało bezbłędnie, ale takie trzymanie gorącego napoju było przyjemne i uspokajające.

Severus nie poganiał go, czekając aż sam wyłuszczy, o czym chciał z nim porozmawiać. W końcu Harry z oporami, wzdychając zaczął.

- On chciał mi dać maskę Śmierciożercy po Lestrange'u. - Mężczyzna syknął, zaskoczony. - Oczywiście zrobiłem aferę, że nie będę jego sługą i zwiałem...

- Ale wcale nie o to w tym chodzi? - Cicho spytał, kiedy chłopak zamilkł.

Kolejne westchnienie.

- Nie, nie o to. Dobrze wie, że nie chcę brać udziału w tej ich wojnie, że nie chcę wybierać między Jasnym i Czarnym. Dumbledore może i nie zawsze był w porządku, ale traktuję go jak dziadka, mam przyjaciół wśród Aurorów i uczniów. - Przerwa na westchnienie. - Ale mam też innych przyjaciół, jak Draco... Pan? - Uniósł pytająco twarz i Severus pokiwał głową, zdecydowanie tak było, nie wiedział kiedy i jak do tego doszło, ale teraz są przyjaciółmi. - No i... Kocham Go.

- Nie przyznajesz się otwarcie do Niego, więc szuka potwierdzenia, że naprawdę jesteś jego. - Stwierdził mężczyzna i patrząc na niego uważnie dodał delikatniej, patrząc mu w oczy. - Może i nie chcesz się deklarować przed światem ale przecież już wybrałeś swoje miejsce.

Harry zagryzł wargę i po chwili pokiwał głową.

- Nie chcę, żeby mi mówił o swoich planach, żeby nie mieć problemu, czy powinienem to zachować dla siebie...

- Ale jeśli dyrektor powie ci, jak chce zniszczyć Czarnego Pana... - zawiesił głos.

- Ostrzegę go, od razu. - Odparł cicho, opuszczając głowę. - Nie chcę brać udziału w ich akcjach, ale jeżeli chodzi o Niego samego, zrobię wszystko, żeby go chronić.

- Powiedz mu to.

Harry uniósł twarz, zabawnie marszcząc nos.

- Ale to takie...

- Prawdziwe? Romantyczne?

- Gryfońskie! ...I raczej naiwne... i słodkie ... i... - Wstrząsnął się prychając.

- Prawdziwemu mężczyźnie do twarzy w różowym. – Rzucił Mistrz Eliksirów sentencjonalnie. Harry wytrzeszczył oczy: czyżby Snape zmuszony przez Dumbledore'a do nauczania w szkole magii w końcu zwariował?:

- Co?

- Jesteś – obaj jesteście - więcej niż wystarczająco męscy i potężni, by móc sobie pozwolić na bycie słodkim… i uroczym. – Wzruszył ramionami. – A jak ktoś się z tym nie zgadza, możesz mu bezoperacyjnie wyprostować kręgosłup i wtedy powinien uznać, że nie warto być sztywniakiem.

Harry aż otworzył usta z wrażenia, to było zarazem mocne i takie... Snape'owskie.

Nie potrafił, na szczęście, wyobrazić sobie Voldemorta w różowej szacie, ale za to przypomniał sobie Mistrza Eliksirów w żakiecie (co prawda nie różowym) i w gustownym kapelusiku - z Sępem.

Szybko zatrzasnął usta i zacisnął oczy, potrząsając głową, by o tym zapomnieć. Potem odetchnął i otworzył oczy i usta, nim jednak zdążył to skomentować:

- Powiedz mu. - Severus powiedział ponownie. - To lepsze niż udawanie idioty i unikanie tematu. Uspokoicie się - obaj.

- Jestem spokojny. - Harry wycedził, marszcząc czoło.

- Dlatego zniszczyłeś mój gabinet? - W odpowiedzi Złoty Chłopiec zaprezentował mu tylko oburzone spojrzenie spode łba i Severus musiał się roześmiać. Chłopak po prostu był zbyt gryfoński, zbyt naiwny i zdecydowanie zbyt uroczy. Westchnął. - Idź do niego.

Harry pociągnął kolejny łyk herbaty, nie ruszając się z miejsca i nie odpowiadając. Severus popatrzył na niego i coś jeszcze przyszło mu do głowy.

- Możesz mi pokazać ten twój świstoklik? - Harry spojrzał pytająco, ale wyciągnął pierścień z woreczka i podał mu. Severus nie wziął go do ręki, tylko obejrzał i pokiwał głową.

- To pierścień Gauntów. Poważna sprawa. - Przechylił głowę. - Taka szkoda, że musisz go chować…

Harry przyjrzał mu się podejrzliwie. Profesor na pewno nie zaczął tego tematu bez powodu.

- W swojej krypcie masz pierścień Potterów, jako ostatni z rodu już czas najwyższy abyś go wyciągnął i zaczął nosić. - Jeszcze bardziej podejrzliwe spojrzenie. - Mógłbyś zaczarować ten, żeby wyglądał jak twój i tylko On widziałby go naprawdę.

- I każdy, kto zna prawdę o nas. - Uzupełnił Harry i ciągnął dalej. - A ja mógłbym mu dać swój i tak samo zaczarować. Wtedy już nie mógłby mieć żadnych wątpliwości. - Uśmiechnął się promiennie. - Dzięki, profesorze. Tak zrobimy.

Czarodziej znowu uniósł brew patrząc na niego wyczekująco i Harry opuścił ramiona wzdychając i wyrecytował jak skarcony uczeń.
- A dzisiaj pójdę do niego poważnie porozmawiać. - Dokończył herbatę i odstawił kubek wstając i kierując się do drzwi.

Na pytające spojrzenie profesora przewrócił oczami.

- Nie wiem, o której wrócę a przecież nie możesz tak przeciągać szlabanu, dyrektor i tak już uważa, że mnie dręczysz. Pójdę pokazać się w Wieży a potem wezmę książki, żeby się w spokoju pouczyć w Pokoju. - Uśmiechnął się zawadiacko. - Dzięki. Jesteś najlepszym przyjacielem.

Osłupiały Severus jeszcze przez chwilę patrzył na zamknięte drzwi. Harry Potter powiedział, że jest jego najlepszym przyjacielem...

O Merlinie! Nadchodzi koniec świata!