Rozdział 19. Możesz na mnie liczyć.
Dopiero, gdy już dotarł do schodów Harry przypomniał sobie o czymś jeszcze. Tak się przejął swoimi problemami, że zapomniał o tym, co może być problemem dla Snape'a.
Zawrócił w stronę jego komnat. Idąc, usłyszał kroki w sąsiadujących korytarzach. Rzucił Tempus - no tak, przyszedł tu nie czekając na szlaban, od razu po kolacji i wciąż było jeszcze dużo czasu do ciszy nocnej, Ślizgoni mogli chodzić po swoich lochach.
Przyspieszył kroku, żeby zniknąć z widoku, zanim pojawią się i w tym korytarzu. Zastukał do drzwi, które bezgłośnie się otworzyły, ukazując wciąż siedzącego z kubkiem w swoim fotelu Mistrza Eliksirów.
Profesor zdziwił się na jego widok mówiąc drwiąco:
- Zapomniał pan o czymś, panie Potter? - Chłopak skinął głową bez słowa. - Wejdź!
Harry szybko przekroczył próg a Snape zatrzasnął za nim drzwi i jak zawsze dołożył kilka zaklęć prywatności. Już całkiem normalnym tonem, choć lekko zniecierpliwionym zapytał ponownie.
- Co cię tu znowu sprowadza? Zaraz pojawią się tu moi Ślizgoni, mam dzisiaj wieczór otwarty, - Chłopak otworzył szeroko oczy, więc wyjaśnił mu dokładniej. - Dla wszystkich Ślizgonów potrzebujących Opiekuna Domu.
Harry zadziwiony informacją zapomniał o swojej sprawie.
- Wieczór otwarty u Opiekuna Domu? A co to takiego?
Mężczyzna zmarszczył brwi i wytłumaczył oczywistość.
- Uczniowie czasem potrzebują rozmowy, czasem bardziej konkretnej porady, czy pomocy. Dom Slytherina ma być dla nich jak prawdziwy dom, jak rodzina. W pilnym sprawach mogą przychodzić zawsze, ale w takich normalnych mam specjalnie dla nich wolny wieczór. - Jeszcze bardziej zmarszczył brwi. - Czyżby Profesor McGonagall w ogóle się wami nie zajmowała?
Chłopak wzruszył ramionami z obojętną miną.
- Niby mówiła, że możemy do niej przychodzić, ale nikt tego nie robi. Raz jak spróbowałem, to mnie zbyła, bo nie miała czasu, z innymi uczniami było tak samo. Zatem nie zawracamy jej głowy i radzimy sobie sami...
Snape z dezaprobatą zacisnął usta, kręcąc głową nad swoją niefrasobliwą koleżanką.
- Też nie mam czasu. Jako Mistrz Eliksirów mam więcej zajęć niż ona.
- ... I nie lubię uczniów... - Wtrącił Harry, nie mogąc się powstrzymać.
Profesor spiorunował go wzrokiem, jednak nie zaprzeczył.
- Ślizgoni mogą liczyć tylko na mnie. Zawsze mogą na mnie liczyć. - Westchnął ciężko i spojrzawszy z troską na swojego gościa, dodał miękko. - I Ty też... - Zaraz jednak utwardzając i wzrok i głos. - Chciałeś mi o czymś powiedzieć? Czyż nie tak?
- Tak, jasne. - Chłopak otrząsnął się i uznał, że skoro nie mną czasu, trzeba mówić wprost.
- On wie. - W odpowiedzi otrzymał tylko pytające spojrzenie, więc sprecyzował. - On wie, że ty wiesz.
Mężczyzna rozszerzył oczy, wreszcie łapiąc enigmatyczne stwierdzenie.
- Powiedziałeś Mu?!
Harry poczuł się trochę jakby miał DejaVu. Trochę, bo jego własna odpowiedź była inna, niż ta dla Voldemorta.
- Tak. Miał dobry humor, więc lepszej okazji by nie było. - Machnął ręką, zbywając protesty. - Zresztą On i tak już się domyślił. Nie jest idiotą. Lepiej, żeby pomyślał, ze czekałem na właściwą chwilę niż gdyby uznał, że to przed Nim ukrywamy. Czyż nie tak? - Dodał ironicznie.
Snape w milczeniu pokiwał głową, patrząc na niego z uwagą i chłopak odpowiedział na niezadane pytanie.
- Nie był aż tak zły, wie że to może być dla Niego - dla nas użyteczne. Obiecał mi, że nie będzie miał o to pretensji, jednak lepiej uważaj, jeśli będzie miał zły humor oberwiesz podwójnie.
Mężczyzna spojrzał na niego skrzywiony.
- To może mógłbyś się postarać, żeby miał dobry humor?
Harry uśmiechnął się szeroko, entuzjastycznie kiwając głową.
- Sie wie. Biegnę się tym zająć.
W tej chwili do drzwi salonu rozległo się stukanie i jego uśmiech szybko zmienił się w równie skrzywioną minę jak ta Mistrza Eliksirów, który zaklęciem otworzył drzwi z gabinetu na korytarz, mówiąc.
- Skończyłeś szlaban, panie Potter. Następnym razem uważaj na swoje zachowanie.
- Taa, jasne. - Odparł chamsko Złoty Chłopiec i zaraz z fałszywym uśmiechem dodał, akcentując szyderczo każde słowo. - Oczywiście, panie Profesorze Snape. Dobranoc.
I ruszył szybko omijając Ślizgonów, zanim ten zdążył zareagować. Mężczyzna zatrząsnął więc tylko drzwi do gabinetu i kręcąc głową i pomstując nad gryfońską bezczelnością otworzył te do salonu, zapraszając do środka swoich podopiecznych.
Zastanawiając się nad tym, czy jednak wieczór u Voldemorta nie byłby lepszy niż wysłuchiwanie problemów jego dzieciaków, Mistrz Eliksirów kontemplował swój poranny ból głowy, na który niestety nie pomagał żaden eliksir. Już wolałby nawet kaca: na to miał stary rodzinny przepis swojej matki, która musiała go często przyrządzać dla swojego małżonka.
Bez entuzjazmu żuł swoje płatki, kiedy Albus znowu jęczał mu nad głową: "ach, gdzież to może być moje Cudowne Złote Dzieciątko, że znowu nie dotarło na śniadanie?". Odpowiedź zapewne nie ucieszyłaby starca, więc wzruszył tylko ramionami, jak zawsze stwierdzając, że nie ma pojęcia ale na pewno nie ma powodu, żeby się tak nad chłopakiem trząść.
Jakby wezwany myślami dyrektora, choć to nie z nim miał połączenie Harry Potter właśnie pojawił się w drzwiach, kusząco rozchełstany z lekko wilgotnymi włosami - pewno dopiero co wziął prysznic a ubierał się po drodze. Jak to zwykle rankiem bywa na twarzy miał glamour a na ustach wciąż rozkwitał mu uśmiech.
Wyraźnie wskazywało to, czym się zajmował poprzedniej nocy, zapewne aż do świtu i Severus miał ochotę trzasnąć go po głowie - jak może się tak zachowywać, kiedy jego rzekomy "ukochany" wyjechał z zamku? Co za głupi bachor!
Rzeczony bachor usiadł a raczej osiadł leniwie na ławie łapiąc za leżącą obok kanapkę z bekonem, ku oburzeniu jej twórcy - Rona Weasleya i zaczął ją leniwie pożerać. Przyjaciel uznawszy, że protestując tylko zmarnuje czas, przygotował kolejne kanapki: sobie i od razu dla sąsiada, żeby mu nie podkradał, w czasie gdy Hermiona nalała im wszystkim kawy.
Severus patrzył na to z nieskrywaną zazdrością. Złoty Chłopiec siedział sobie jak udzielny król, a wierni poddani przygotowywali mu śniadanie. Czemu on tak nie ma?
Pomyślał o swoich sąsiadach: od Dumbledore'a mógłby co najwyżej dostać ociekające syropem naleśniki i przesłodzoną herbatę, a od Sprout jakieś zielsko i zieloną herbatę - chociaż nie dzisiaj, bo wciąż jej nie było.
Brrr, wzdrygnął się z obrzydzenia na obie alternatywy i dokończył swoje śniadanie, by nabrać sił przed pierwszymi dziś zajęciami - z jego ulubioną grupą.
Pomimo nieobecności jego nowego partnera i niemożności do skupienia się, Harry całkiem nieźle sobie radził z przygotowywaniem dzisiejszego eliksiru. Jednak nauka z Draco dawała wymierne efekty, dlatego też postanowił częściej korzystać z jego pomocy.
Jego eliksir na oparzenia wesoło bulgotał przybierając właściwy dla tej fazy różowy kolor i Harry przypomniał sobie wczorajszą rozmowę ze Snape'm.
A propos wczorajszej rozmowy, Harry westchnął współczująco nad swoim udanym dziełem i wrzucił do niego całkowicie niepotrzebne skrzydełko muchy siatkoskrzydłej, przezornie odsuwając się do tyłu. Eliksir wściekle zasyczał i wystrzelił do góry, opadając już nie tak radośnie bulgoczącą masą na jego stół.
Profesor mściwie zmarszczył brew.
- Szlaban panie Potter, do końca tygodnia.
I tyle z jego świetnie zapowiadającej się kariery warzyciela. Hermiona będzie zadowolona, że wszystko wraca do normy.
Nie czekając na polecenie Harry uprzątnął stanowisko i wyciągnął podręcznik.
- Ooo! - Odezwał się po chwili ze zdziwieniem.
- Coś pan odkrył, panie Potter? - Snape zapytał sarkastycznie.
Chłopak pokiwał głową.
- Eliksir wybuchł, bo skrzydełko muchy zakłóciło łączenie się utartych larw z syropem ślazowym, - wyjaśnił autentycznie zdziwiony i zarazem zadowolony z siebie, że to odkrył.
Profesor był pod wrażeniem: jego najbardziej dotąd tępy uczeń zaczynał faktycznie coś rozumieć.
- Dwa punkty dla Gryffindoru. Za spóźnione oświecenie.
Wszyscy zastygli w szoku, w tym Hermiona z przechyloną fiolką z syropem, z której kapały krople ślazu stanowczo zwiększając pożądaną dawkę. Kiedy się otrząsnęła z szoku, jej wywar z kremowego zmieniał się coraz szybciej w galaretowaty i Snape błyskawicznie wyrównał straty.
- Minus dziesięć punktów od panny Granger za brak skupienia na zajęciach. - Po czym machnięciem różdżki usunął efekty jej działalności.
Dla poprawy nastroju dodał jeszcze dziesięć punktów dla Zabiniego za udaną pracę. Co prawda jego mikstury nigdy by nie użył, ale jako jedyna dzisiaj, w ogóle przypominała mu eliksir.
Po dźwięku dzwonu, gdy wszyscy jak zwykle zaczęli błyskawicznie sprzątać, zbierać się i uciekać z klasy, Harry zdecydowanie zwolnił tempo i mimo, że miał najmniej do roboty skończył z tym w już niemal pustej klasie. Gdy ostatnia z uczniów - Hermiona prawie dotarła do drzwi, on stanął przed biurkiem Snape'a.
- Panie profesorze, mam do pana pytanie.
Mistrz Eliksirów wykrzywił się do niego i spiorunował wzrokiem dziewczynę, która przyśpieszyła, ale i tak zatrzaskiwane przez zniecierpliwionego profesora drzwi trzasnęły ją w plecy, wypychając na korytarz.
Severus nie mógł co prawda teraz zamknąć magicznie drzwi, ale rzucił zaklęcie antypodsłuchowe.
- I jak tam poszła wczorajsza rozmowa? - Zaczął od najbardziej interesującej go kwestii.
Harry lekko się zaczerwienił i podrapał po głowie.
- Wcale nie poszła... Jakoś nie było okazji... Od razu zaczął mnie przepraszać i tak nam zeszło... - Z kolejnym nieobecnym uśmiechem oblizał lekko opuchnięte wargi.
Severus mógł tylko przeklinać swoją nadgorliwą wyobraźnię, która po tych słowach natychmiast wzięła się do pracy. Przypominając mu też o innej kwestii - wyciągnął z kieszeni szaty buteleczkę z już znanym Harry'emu eliksirem łagodzącym.
- Może chcesz wziąć więcej na zapas do sypialni? - Zaproponował łaskawie, kiedy chłopak już ją wypił i westchnął z ulgą.
W odpowiedzi na to Harry znowu westchnął, tym razem z żalem.
- Nie mogę, Ron cały czas grzebie w moich rzeczach, może nie od razu ale jednak by się zorientował, co to jest i po co.
- Nie o tej sypialni mówię. - Snape sprostował złośliwie i chłopak tym razem mocno się zaczerwienił, ale ze smutnym uśmiechem znowu odmówił.
- Lepiej nie, będzie Mu głupio, że sam o tym nie pomyślał. - Tu uśmiechnął się z nadzieją, unosząc porozumiewawczo brwi. - Ale gdyby było na to jakieś zaklęcie, to nie pogardzę.
Profesor zamyślił się.
- Nigdy takiego nie używałem, ale na pewno jest i to niejedno. - Też się uśmiechnął, z nutką złośliwości. - Lepiej żebyś tego nie szukał w szkolnej bibliotece, mam u siebie kilka ksiąg, - Tu Harry znowu uniósł brwi z uśmiechem i Severus uśmiechnął się w odpowiedzi kończąc. - Znajdę jakieś i pokażę ci wieczorem.
- Super. - Harry zatarł ręce z entuzjazmem. - Ale ja nie o to chciałem zapytać. - Spoważniał i wyjaśnił swój prawdziwy problem. - Chciałbym wziąć ten pierścień ze swojej skrytki, tylko że dyrektor ma klucz i zaraz albo będzie chciał iść ze mną, albo w ogóle wymyśli, żebym powiedział czego chcę i sam wyjmie, a ja chciałbym się po niej rozejrzeć.
Mężczyzna pokiwał głową. Faktycznie to skrytka chłopaka i powinien mieć prawo ją zbadać, bez konieczności pytania Dumbledore'a i korzystania z jego nadzoru. Zamyślił się.
- Dzisiaj po lunchu macie wolne ale za to dyrektor ma spotkanie z Radą Szkoły, gdybyś zaszedł do gabinetu od razu po lunchu albo nawet lepiej tuż przed nim i powiedział, że to pilne, nie mógłby ani ci towarzyszyć ani w tym wyręczyć.
- No to wyśle ze mną Hagrida. - Harry nadal nie był zachwycony, krzywiąc się z westchnieniem.
Severus też westchnął: nie mógł go tak zostawić - nie miał pojęcia, dlaczego nikt nie doceniał dobroci jego serca.
- Przyjdę tam pięć minut po tobie, zanim Puchoni nie wrócą też mam wolne. Jestem pewien, że dyrektor od razu wykorzysta okazję, żeby mnie z tobą wysłać.
Harry rozpromienił się, nieomal oślepiając go szerokim uśmiechem.
- Dzięki profesorze, jesteś najlepszy. - Zrobił ruch, jakby chciał go uściskać i Severus odruchowo zrobił krok w tył.
Ocalił go szkolny dzwon. Harry zaklął i rzucił się do drzwi.
- Cholera, spóźnię się na transmutację. - Kolejny uśmiech i jeszcze jedno. - Dziękuję. - Otworzył z rozmachem drzwi i już go nie było.
Severus pokręcił głową i z pogrzebową miną podszedł do drzwi, witając kolejną grupę ofiar.
- Czemu jeszcze nie wchodzicie, mimo że lekcja już się zaczyna? Minus dziesięć punktów od trzech ostatnich uczniów.
Ze złośliwym uśmiechem obserwował, jak się przepychają, by nie być tymi ostatnimi.
- Pięć minut spóźnienia, panie Potter. - McGonagall patrzyła na niego kręcąc głową z potępieniem.
Harry przepraszająco uśmiechnął się robiąc niewinną minę.
- Przepraszam pani profesor, zatrzymał mnie profesor Snape po Eliksirach. - Wyraźnie było widać, jak bardzo był nieszczęśliwy i jak przykre to było dla niego.
- Dobrze, siadaj na miejsce. - Czarownica z westchnieniem mu odpuściła. Harry przeprosił jeszcze raz i szybciutko pomknął do swojego stołu, siadając miedzy Ronem i Hermioną.
Dziewczyna od razu skomentowała:
- Jak możesz tak bezczelnie kłamać? Snape cię wcale nie zatrzymał, sam go o coś pytałeś.
- I zatrzymała mnie jego odpowiedź. - Dokończył. - Nie nudź, Miona.
Przyjaciółka aż się zapowietrzyła na taki tekst, ale ponieważ profesor zaczęła już tłumaczyć nowe zaklęcie tymczasowo mu odpuściła.
- Pogadamy po zajęciach. - Pogroziła.
Harry z uśmiechem pokręcił głową.
- Sorry, po zajęciach to ja muszę iść do Wieży odłożyć książki i się przebrać przed lunchem.
Ron spojrzał na niego, jakby wyhodował sobie drugą głowę.
- Przebierasz się na lunch? - Zasępił się, odpowiadając sam sobie. - To przez Malfoya. Wiedziałem, że ta fretka chce zrobić z ciebie takiego samego gogusia jak on. - Zawyrokował ponuro, jakby jego przyjaciel właśnie złapał nieuleczalną zarazę i leżał na łożu śmierci.
- Nie panikuj, Ron. - Harry roześmiał się w odpowiedzi. - Przebieram się, bo przed lunchem idę jeszcze do dyrektora, chciałbym go o coś prosić i dlatego muszę zrobić dobre wrażenie.
- Cisza! - McGonagall miała już dość ich rozmowy i podeszła aż na koniec sali, by na nich krzyknąć.
- Przepraszamy. - Cała trójka zgodnie odpowiedziała, patrząc potulnie. Profesor prychnęła ze złością, ale nie będzie przecież odbierać punktów swojemu Domowi, więc nie mówiąc już nic więcej na ten temat wróciła do wykładu.
