Rozdział 38. Prawdziwa prawda.
Nie spiesząc się i nie odzywając do siebie Harry i Draco szli korytarzami w kierunku wyjścia ze Szkoły.
Draco co prawda nie miał pojęcia o co też może mu chodzić, ale z jego zachowania jasno wynikało, że nie spodziewa się niczego, z czego byłby zadowolony.
Harry wciąż zastanawiał się i nie miał pomysłu, co i jak ma powiedzieć, aby kompletnie wszystkiego nie popsuć. Naprawdę chciał, aby pozostali z Malfoyem przyjaciółmi, ale jeżeli Ślizgon się na niego definitywnie obrazi, to będzie mógł mieć o to pretensje tylko do siebie samego.
Umowa między nimi od początku była jasna i wszelkie złudzenia i nadzieje, jakie Draco mógł mieć wynikały tylko z jego ostatnio wyjątkowo głupiego i niekonsekwentnego zachowania.
Może ten pomysł ze spacerem nie był jednak aż tak dobry, była już jesień i rano w górach temperatura ledwo przekraczało zero stopni. Gdy tylko wyszli poza drzwi Harrym wstrząsnął dreszcz i automatycznie rzucił na nich obu bezróżdżkowo zaklęcie ogrzewające, nie zauważając przy tym zdumionego spojrzenia kolegi.
Zwykle bardziej uważał na to, co i kiedy robi, ale teraz był zbyt pogrążony w myślach, by się nad tym zastanowić. Było zimno, a oni nie mieli ciepłych szat, więc użył zaklęcia.
Draco oczywiście wiedział, że Harry jest ponoć najpotężniejszym żyjącym czarodziejem, ale na lekcjach nie było tego wcale widać. Z tym właśnie rozgrzewającym zaklęciem jeszcze kilka dni temu miał problemy w zwykłej postaci, a teraz rzucił je od niechcenia i to w sposób o wiele trudniejszy.
Od kiedy zawarli pakt i zbliżył się do Gryfona, dzieląc jedną z jego tajemnic, zauważał coraz więcej innych, dziwnych rzeczy, które go dotyczyły. Wiedział, że o ich umowie nie powiedział nic swoim gryfońskim przyjaciołom, ale wiedział też, że oni z kolei znają inne jego sekrety.
...i oczywiście jeszcze była ta jego dziwna relacja ze Snapem…
Nie mógł nie pomyśleć, że Złoty Chłopiec skrywa o wiele więcej tajemnic niż któremukolwiek z jego powierników się wydaje.
Ni stąd ni zowąd przypomniał sobie też, co jego ojciec mówił o ostatnich „porwaniach" Pottera przez Czarnego Pana i znowu zobaczył przed oczami to zdjęcie z Proroka po jesiennym balu…
A jeżeli to nie była gra? Ani przebranie… Jeżeli Złoty Chłopiec naprawdę jest związany z Czarnym Panem?
Chciał wyrzucić ten pomysł z głowy, ale nie potrafił: sama myśl o czymś takim mroziła mu krew.
Bo jeśli to jest naprawdę prawdziwa prawda, to... Salazarze, nie potrafił nawet ogarnąć, co by to mogło oznaczać.
Gdy znaleźli się już wystarczająco daleko od budynków szkoły, by mieć pewność, że ich stamtąd nie widać i że żadne znane uczniom zaklęcia podsłuchowe ich nie wyłapią, Harry przysiadł na głazie przy brzegu jeziora, wskazując Draco sąsiedni.
Wciąż nie do końca wiedział, jak to załatwić, ale od czegoś musiał zacząć, a potem się zobaczy...
Z ociąganiem spojrzał w twarz Ślizgona i zobaczył w jego oczach słabo skrywany strach. To nie był zwykły niepokój przed prawdopodobnie niemiłą rozmową: Draco był autentycznie przerażony.
Bez zastanowienia sięgnął do jego umysłu i z wrażenia aż wstrzymał oddech.
Cholera, już chyba gorzej być nie mogło: Voldemort się wścieknie...
Jednak nie miał wyjścia. Mógłby udawać, że nic się nie dzieje, ale wiedział że Dumbledore często przegląda myśli swoich uczniów, a Draco nie miał pojęcia o oklumencji.
Wstał i objął chłopaka za szyję, biorąc w palce prawej ręki, umieszczony na lewej świstoklik.
- Przepraszam, Draco. – Powiedział z prawdziwym smutkiem, wywołując jeszcze większy strach u Malfoya i przekręcił pierścień, przyciskając go do jego karku..
Czarny Pan przeglądał właśnie ostatni raz swój plan na dzisiejsze poranne spotkanie Śmierciożerców, upewniając się, że dobrze wybrał co i komu najlepiej zlecić, kiedy poczuł znajomy ruch magii.
Zdziwił się, bo Harry nie zapowiadał wizyty, a wręcz przeciwnie: mówił, że będzie musiał je ograniczyć..
A tu proszę. Ledwo co go opuścił i już wraca.
Z uśmiechem, który prezentował tylko swojemu narzeczonemu podniósł wzrok i zastygł.
Na Salazara, przecież nawet dzisiejszego poranka o tym rozmawiali! Jego chłopiec był niemożliwy!
- Harry… - Zaczął z rezygnacją, bo nie miał nawet siły się wściekać. To było już za wiele.
Zloty Chłopiec miał czelność przewrócić oczami, podtrzymując jedną ręką swojego kolegę, który omal nie zemdlał ze strachu, kiedy zobaczył do kogo Harry go zabrał.
Na widok tej obejmującej Malfoya ręki Voldemort stwierdził, że jednak może się wściec i zazgrzytał zębami.
Harry oczywiście od razu załapał o co chodzi i przywołał fotel, na którym posadził swój ciężar, samemu podchodząc do kochanka i zasłaniając mu widok na niechcianego gościa.
Z krzywym uśmiechem zażartował.
- Widać nasz związek nie jest aż tak niemożliwy, skoro kolejny czarodziej zdołał się go domyślić. - Chmurniejąca twarz czarnoksiężnika wymagała jednak poważnych zapewnień, więc z westchnieniem pospieszył z wyjaśnieniami.
- Przecież to ty sam chciałeś, żebym się z nim umówił na to udawane chodzenie, a skoro Lucjusz jest twoim najmądrzejszym sługą, to nie dziw się, że i jego syn nie jest idiotą. Skojarzył ile to mam różnych tajemnic i układów, no i na myśl o naszych "przebraniach" na Balu jesiennym przyszło mu do głowy, że to też może być skrywaną prawdą i że coś mnie z Tobą łączy.
- I nie mogłeś mu tego wybić z głowy, zamiast przyprowadzać tutaj? - Czarny Pan skrzywił się, wyraźnie niezadowolony z jego decyzji.
- Przestań, sam wiesz jak takie głupie pomysły się trzymają. Nawet gdybym zaprzeczył, to wciąż by o tym pamiętał, choćby jako żart a jeśli Dumbledore taką myśl by odczytał, to mógłby ją wziąć na poważnie. To byłoby dla nas zbyt ryzykowne.
Kolejne ciężkie westchnienie, tym razem ich obu. Voldemort zrozumiał sytuację i teraz już mogli przejść do konkretów.
- Naszą umowę na udawanie pary kryje haczyk zawarty w przysiędze, ale to jest poważniejsza sprawa. Oczywiście nauczę go oklumencji, ale do tego czasu musisz z zewnątrz zapieczętować ten temat w jego umyśle. – Ponieważ zagrożenie minęło, chłopak wrócił do swojego zwykłego swobodnego i przesadnie wrednego tonu. – I przestań z tą ponurą miną, bo biedny dzieciak zejdzie na zawał.
Voldemort parsknął śmiechem i przyciągnął Harry'ego do siebie opierając o siebie ich czoła.
- Nie rób więcej takich rzeczy. – Powiedział cicho, już bez uśmiechu.
Harry króciutko, przepraszająco go pocałował.
- Nie planowałem tego, jak wejdziesz w jego umysł to sam się przekonasz. – Wysupłał się z objęć kochanka i odwrócił w stronę wciąż nie całkiem przytomnego Ślizgona, przyklękając przed nim i ujmując chłodne od szoku dłonie.
- Draco, nie mamy teraz czasu, ale ten twój pomysł to rzeczywiście prawdziwa prawda. Nie chcę ci modyfikować pamięci, bo to zawsze ryzykowne i myślę, że tak chyba będzie nawet lepiej, ale musimy ukryć takie myśli przed innymi i dopóki sam się tego nie nauczysz, Czarny Pan zrobi to dla ciebie. - Mówił cicho, ale stanowczo, rozcierając jego palce i patrząc uspokajająco w oczy Malfoya.
- W porządku. – Ślizgon wcale nie przestał być wystraszony, ale chyba zrozumiał o co chodzi i skinął głową. Zresztą nie miał wyjścia.
Harry przesunął się i Draco spojrzał prosto w karmazynowe oczy Lorda Voldemorta, poczuł jakby go pochłaniały, pogrążając cały świat w czerwieni, opuścił swoje ciało i zapadał się. Przez chwilę odruchowo chciał to zatrzymać, ale w końcu się poddał, tym razem już całkowicie tracąc przytomność.
Obudził się słysząc prowadzoną obok niego rozmowę.
- Bogowie, czy ty zawsze musisz być taki brutalny? Malfoy cały się trzęsie, a musimy wracać do Szkoły, każdy zobaczy, że coś mu dolega. – To był Harry: pouczający Czarnego Pana! I jeszcze na koniec prychnął ze zniecierpliwieniem!
Chyba jednak jeszcze nie wrócił do przytomności.
A potem usłyszał urażoną odpowiedź równie zniecierpliwionego Lorda Voldemorta.
- Salazarze, Harry, byłem tak delikatny jak się da przy takich zaklęciach. To nie moja wina, że ta mimoza tak źle reaguje na magię.
Draco miał ochotę zaprotestować, że wcale nie jest mimozą, ale niestety dokładnie tak się czuł, Czarny Pan miał całkowitą rację. Poruszył się, wydając niezamierzony jęk i otworzył oczy.
Przed nim stał Złoty Chłopiec patrząc na niego z troską, a za jego plecami Lord Voldemort, obejmujący chłopaka w pasie i szyderczo krzywiący się w jego stronę.
Malfoy ostrożnie się podniósł, trochę się chwiejąc i niestety by nie upaść z powrotem na siedzenie musiał przytrzymać się oparcia fotela. Harry wyjął z kieszeni sporą fiolkę z eliksirem i podał mu ją.
- Wypij go. To środek uspokajający i łagodzący ból głowy, dostałem go od Snape'a.
Ślizgon dopiero teraz poczuł, że faktycznie: pęka mu głowa. Bez namysłu odkręcił fiolkę i wypił całość. To była słuszna decyzja, od razu poczuł się lepiej odzyskując równowagę: fizycznie i psychicznie.
Oceniwszy go Potter widać uznał, że nadaje się do wyjścia między ludzi, bo obrócił się w objęciach czarnoksiężnika i pocałował go, po raz kolejny.
- Będziemy już lecieć. Do zobaczenia, kochany.
Po czym wyciągnął rękę do Draco, który z chęcią ją chwycił. Harry może czuł się swobodnie przy Czarnym Panu, ale on miał już dość, podejrzewał że tylko wcześniej szok, a teraz mikstura trzymają go przy zdrowych zmysłach.
Poczuł przekręcany pierścień i wciągnęła go pustka, by po chwili wyrzucić go w Pokoju Życzeń.
Harry nie był pewien, czy Draco jest gotowy, żeby teraz usłyszeć całą historię, a przynajmniej jej podstawowe zarysy, ale z drugiej strony nie znając jej może się jeszcze bardziej denerwować. Przyjrzał mu się uważnie i postanowił zostawić Ślizgonowi tę decyzję.
- Możemy jeszcze iść na śniadanie i spotkać się później, ale jeżeli chcesz to teraz porozmawiamy, darowując sobie posiłek w Wielkiej Sali. – I wywołując kolejne plotki, pomyślał.
Malfoy na chwilę przymknął oczy, rozważając to, zanim odparł.
- Chyba lepiej powiedz mi teraz, póki działa ten eliksir a potem to przetrawię.
Harry skinął głową: to dobry pomysł, lepiej mieć to już za sobą.
Usiadł zatem na fotelu, poczekał aż Ślizgon zajmie miejsce naprzeciwko niego i zaczął od samego początku:
- Jak wiesz, decyzją Dumbledore'a po śmierci rodziców musiałem zamieszkać u mojej mugolskiej ciotki, ze względu na ochronną magię krwi, tylko że w ostatnie wakacje coś się zmieniło…
Opowieść trwała ponad kwadrans. Draco nie przerywał słuchając go z otwartymi oczami i popijając gorącą herbatę, którą Harry zamówił u Zgredka, razem z kanapkami.
Skrzat na pewno powie to dyrektorowi i dzięki temu Starzec nie będzie się czepiał, że jego Złoty Chłopiec znowu opuścił posiłek i jeszcze namówił do tego samego Malfoya.
- Kurczę, Harry. – Draco odezwał się, kiedy wreszcie skończył i patrzył na niego pytająco, oczekując na komentarz. – W życiu bym nie wymyślił, że coś takiego w ogóle jest możliwe.
- Ja też. – Harry wzruszył ramionami. – Ale z sercem nie wygrasz. - Stwierdził sentencjonalnie.
Ślizgon pokręcił głową, to faktycznie była najbardziej niesamowita historia na świecie.
- Trochę się teraz boję tej naszej umowy. Co będzie jak Sam Wiesz Kto pomyśli, że za bardzo się staram i faktycznie chcę cię poderwać? – Przeszył go dreszcz.
Najwyraźniej cała kiełkująca w nim miłość do Harry'ego uschła i rozsypała się na wietrze, po usłyszeniu kto jest jego chłopakiem. Złoty Chłopiec poczuł lekki smuteczek, ale szybko się otrząsnął: tak jest dobrze, właśnie o to mu chodziło. Odetchnął i przeszedł do konkretów.
- Bez obaw. Sam tego chciał, więc nie może marudzić, że się staramy. I więcej nie mów „Sam Wiesz Kto", tylko po prostu „On". Nie wiadomo kto i gdzie podsłuchuje i lepiej być ostrożnym.
Ślizgon skinął głową. Ta prosta uwaga przemówiła do niego bardziej niż wcześniejsze tłumaczenia.
- Naprawdę jesteś chłopakiem Lorda Voldemorta. - Od razu zakrył dłonią usta i poprawił się. - Jesteś Jego Chłopakiem. - Stwierdził akcentując każde słowo i kręcąc głową. Harry roześmiał się sięgając po kubek i Draco zamarł wpatrzony w jego palce. - To nie jest twój pierścień! - Wydusił w końcu, patrząc mu w oczy.
I teraz Harry miał już pewność, że Draco uwierzył i zaakceptował jego więź z Czarnym Panem. Zaklęcie, które rzucili razem na pierścienie mówiło, że ten kto o nich wie, będzie widział prawdę.
- To Jego pierścień. Jesteśmy zaręczeni. Teraz go widzisz, bo już wiesz, że jesteśmy razem.
Ślizgon znowu zamyślony zapatrzył się na jego rękę.
- Snape'owi też o tym powiedziałeś. - Po chwili bardziej stwierdził niż zapytał. Uniósł głowę. - Słyszałem kiedyś jak proponował ci zwolnienie ze szlabanu, żebyś spotkał się ze swoim chłopakiem. - Zaśmiał się kręcąc głową. - Myślałem, że go czymś szantażujesz, albo coś w tym stylu, że jest taki pomocny.
- Nie mówiłem mu, tak jak ty sam się domyślił i zaczął mi pomagać. - Harry skrzywił się, przypominając sobie aferę, jaką zrobił Voldemort na tę informację. - Kiedy Mu o tym powiedziałem był naprawdę wściekły, ale Snape jest wiernym sługą i dzięki tej wiedzy jest jeszcze bardziej użyteczny, więc mu odpuścił.
Uśmiechnął się, rozsiadając wygodniej.
- Wtedy musiałem go solidnie przekonywać i pewno dzięki tamtej dyskusji teraz przyjął to tak lekko i od razu zaakceptował. - Nawet nie chciał myśleć, jak Draco odebrałby jego walkę z Voldemortem: mógłby naprawdę dostać zawału... albo wylewu.
Myśli Ślizgona widać szły podobnym torem, bo z wahaniem cicho się odezwał mocno ściskając pusty już kubek.
- Wy razem... To było naprawdę dziwne. - Przerwał, szukając słów. - Ojciec zawsze mówił o Nim z szacunkiem i strachem, był kiedyś na spotkaniu u nas w domu i wszyscy padają przed Nim na twarz... A ty traktujesz Go jakby był normalnym czarodziejem. - Pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Trudno bić pokłony przed facetem, którego widziałeś nago. - Roześmiał się na to, a Malfoy gwałtownie poczerwieniał i wciągnął powietrze zastygając z otwartą buzią. I Harry zagryzł wargę, żałując że nie ugryzł się w język, zanim to powiedział,
Draco oczywiście już wiedział, że sypiał ze swoim chłopakiem, ale chyba dotąd nie załapał, co oznacza to, że tym jego "chłopakiem" jest Czarny Pan. Zdecydowanie czas już zakończyć tę rozmowę. Rzucił Tempus.
- Musimy jeszcze zabrać torby z sypialni a już prawie czas iść na lekcję. Pogadamy później.
Draco był wdzięczny za zakończenie tej rozmowy, szybko odstawił kubek i zerwał się gotowy do wyjścia.
- Jasne. - Zawahał się, opuszczając wzrok a potem znowu spojrzał prosto w oczy Harry'ego, wciąż lekko zaczerwieniony. - Dziękuję. Za to, że uznałeś, że mogę o tym wiedzieć. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Harry uśmiechnął się, ściskając jego ramię.
- Przez tyle czasu nas kryłeś i dotrzymałeś tajemnicy. Jestem pewien, że mogę ci ufać. - Na promienny uśmiech Draco lekko zakłuło go sumienie. Był tego pewien, ponieważ Czarny Pan założył blokadę na jego myśli: Ślizgon faktycznie nie mógłby nikomu o tym powiedzieć.
Ale nie chciał mu o tym mówić, bo sam naprawdę wierzył, że Draco może zaufać.
