Od autorki: Trochę to zajęło, ale jest, kolejny rozdzialik - przegadany i głównie napisany jako ekspozycja kolejnych postaci, ale mam nadzieję, że do gustu przypadnie ^^ I od razu uprzedzam, że moja wersja Raven bardzo różni się od filmowej, a całe opowiadanie jest umiejscowione pod koniec lat 70., więc wszystko po DoFP to moja inwencja twórcza i nie będzie prowadzić do Apokalipsy (którą widziałam wczoraj i serdecznie polecam! ^^). Jeśli macie jakieś pytania, pytajcie śmiało!

- Witaj – zaczął łagodnym głosem, w którym wyraźnie zabrzmiał przyjemny, brytyjski akcent. Dopiero to, jak i dłoń Remy'go delikatnie muskająca dół pleców Eris, zmusiły ją do ruszenia z miejsca.

Kiedy zamrugała, skupiając się na bardziej na samym mężczyźnie, niż otaczających go barwach, dojrzała, że z wypracowaną precyzją wysunął się zza biurka, by się do niej zbliżyć. I szybko musiała ukryć swoje zadziwienie, zobaczywszy, że siedzi na wózku.

- Jestem Charles Xavier, dyrektor szkoły – przedstawił się, podawszy Eris dłoń na powitanie. Uścisnęła ją serdecznie, nadal nieco zaskoczona bijącą od niego wibracją.

- Eris… - mruknęła, całkowicie zapominając, że powinna dodać nazwisko. Zmarszczyła lekko brwi, gdy z bliska zdołała lepiej mu się przyjrzeć. – Mam przeczucie, że powinnam kojarzyć pana twarz – dodała w zamyśleniu.

Nie wyglądał na wiele starszego od niej, a jednak już po wejściu do gabinetu poczuła, że wszyscy darzą go ogromnym szacunkiem. Nawet pomimo chłopięco rozrzuconych, brązowych kosmyków i błękitnych oczu, w którym mogła dojrzeć tylko potwierdzenie ciepłego uśmiechu zdobiącego wąskie wargi.

- Występowałem publicznie raz czy dwa, nic specjalnego – zbył i wskazał jej miejsce na sofie po swojej lewej. – Proszę, usiądź. I mów mi Charles lub Profesor, nie chcę już czuć się staro – dodał, by potem mrugnąć do niej porozumiewawczo. Od razu poczuła się bardziej rozluźniona. – Cieszę się, że jesteś cała, Eris. Nawet nie wiesz, jak bardzo – ton jego głosu znacznie spoważniał, a w aurze zabłysła bladobłękitna poświata.

- Również się cieszę. I dziękuję. Za ratunek i gościnę – odpowiedziała ciepło, posyłając dyrektorowi niewielki, wdzięczny uśmiech, i przysiadła na brzegu sofy.

Była tylko połowicznie świadoma obecności pozostałej, nieznanej Eris trójki mutantów, ale za to całą sobą nadal czuła energię Remy'ego, który usadowił się wygodnie naprzeciwko i ponownie tasował karty. Już na sam tego dźwięk czuła, jak włoski na jej skórze podnoszą się, a gęsia skórka wędruje przez całe ciało. Wiedziała, po prostu wiedziała, że ciągle zerka znad talii, a po jego wargach błąka się uśmiech. Równocześnie trzy pary oczy świdrowały sylwetkę Eris, jedne w wyjątkowo łagodny, a jednak dogłębny sposób, jakby mogły zajrzeć w głąb jej duszy – i już nie była pewna, czego powinna najbardziej się obawiać.

Odetchnęła, skupiając się na wyciszeniu wszelkich bodźców, by potem wznieść na powrót bariery, które oddzieliły emocje pozostałych cienką membraną. Nadal widziała i czuła wibracje ich aur, jednak w pewnym stopniu pozostawała na nie odporna. Mimo to całą mocą obierała prezencję Remy'ego – rozluźnionego, rozbawionego i zaciekawionego – jakby jego energia za nic sobie miała wszelkie granice czy ochronne mury.

Nim zdołała zgłębić naturę tego zjawiska, głos Charlesa przywrócił ją do rzeczywistości:

- To nic takiego – zaczął w odpowiedzi – staramy się wyrwać z rąk ludzi Traska jak najwięcej osób zdołamy. Bywa, że nie zdążymy na czas – jego ton stwardział nieco pod koniec, szybko jednak powrócił do poprzedniego stanu – na szczęście udało nam się namierzyć bazę, do której cię zabrali. Czy wiesz, jak długo cię trzymali? Jeśli mogę…

Musiała się zastanowić, bo gdy wracała do tych wspomnień, wszystko wydawało się zamazane i nierzeczywiste, jakby rozmyte w czasie. Tylko ucieczka jaśniała żywym plaskiem w jej pamięci.

- Który dziś jest? – zapytała, pocierając palcami czoło w roztargnieniu.

- Wieczór 12 lipca – podsunął Profesor.

- Więc dwie noce – odparła po chwili i westchnęła cicho. – Przez większość czasu byłam nieprzytomna, nie pamiętam zbyt wiele.

Skinął, nadal nie spuszczając z niej uważnego wzroku. Nagle zaklęła cicho. Brwi Charlesa powędrowały w górę, Remy również podniósł wzrok, a w jego aurze zafalowały nowe barwy.

- Przepraszam – mruknęła, z frustracją przeczesują kosmyki. – Prowadzę zajęcia w swoim mieście. Reszta dziewczyn mogła zacząć się martwić, skoro wczoraj się nie pojawiłam, może nawet to zgłosić… Mogę zadzwonić albo jakoś inaczej je zawiadomić, że nic mi nie jest? – Przygryzła wargę, zerkając na Profesora.

- Oczywiście – odparł ciepło, jednak niemal od razu potem zawahał się na chwilę. – Tylko, Eris, wracanie tam może nie być bezpieczne…

Zastygła, nagle porażona świadomością, że miał rację – że w momencie porwania skończyło się jej poprzednie życie. Wiedzieli, gdzie mieszkała, co robiła, kogo znała. Jeśli wróciłaby do siebie, jakby nic się nie stało, prawdopodobnie skazałaby się na powtórkę.

Przymknęła powieki, uciszają żal powoli wkradający się do serca.

- Rozumiem – odpowiedziała po chwili, głosem cichszym i wyraźnie smutniejszym, choć nadal opanowanym. Charles posłał jej pocieszające spojrzenie.

- Jeśli zechcesz, możesz zostać tutaj. Będziesz bardzo mile widziana.

- Bardzo – zawtórował mu kobiecy głos i dotąd cicha mutantka skoczyła na równe nogi, by podejść do Eris z wielkim uśmiechem na twarzy. – Raven – przedstawiła się i uścisnęły dłonie serdecznie. – W końcu miałabym inną kobietę na pokładzie! Nawet nie wiesz, jak czasem trudno z nimi wytrzymać. Jeśli czegoś byś potrzebowała, wal śmiało.

- Będę pamiętać – obiecała, odwzajemniając uniesienie kącików. – Ach, pewnie mam na sobie twoją sukienkę?

- I chyba nawet lepiej w niej wyglądasz. – Mrugnęła do niej porozumiewawczo i Eris parsknęła cichym śmiechem, kręcąc głową. – Póki nie pojedziemy po twoje rzeczy, możesz ją zatrzymać. Remy'emu chyba też się podoba. – Zerknęła przez ramię na wspomnianego delikwenta, który od razu przybrał swój markowy, nieco grzeszny wyraz twarzy.

- Oui, bardzo.

Eris prawie się zarumieniła, napotykając jego lśniący wzrok. Raven tylko się roześmiała i kontynuowała:

- A skoro Charles się nie pofatygował, przedstawiam resztę składu twojej ekipy ratunkowej. Alex aka Havok – wskazała na blondyna przy biurku, który uśmiechnął się do niej lekko na powitanie – i Logan, znany też jako Wolverine. – Niższy mężczyzna tylko skinął do niej z totalnie znudzonym wyrazem twarzy, a nim zdołał coś dodać, Charles uciął:

- Przyszedłby na to czas, Raven. Miałem zamiar to zrobić, ale wpierw chciałem... dowiedzieć się, jak czuje się nasz gość.

- A skoro już o tym mowa – wtrącił Remy, zaprzestając tasowania, by skupić pełną, czarującą uwagę na Eris. – Jak się czujesz, cherie? Wyglądasz jeszcze bladziej niż chwilę temu… - Brzmiał na bardziej zatroskanego, niż wyglądał, a promieniujące z jego aury ciepło tylko to potwierdzało, okalając ją jak kocem w chłodnym dzień.

Potrząsnęła głową, ponownie skupiając się, by utrzymać empatię i emocje w ryzach. Kąciki już znacznie bardziej różanych warg zakręciły się ku górze.

- Tak, wszystko w porządku. Dziękuję, Remy. – Zerknęła na niego krótko, by odkryć lekkie zaskoczenie w rubinowych oczach. - Jestem po prostu trochę… skołowana. Te dwie noce mnie rozstroiły i nie mam takiej kontroli jak zwykle, więc przebywanie z wami tutaj ma większy wpływ niż powinno. To… trochę skomplikowane, ale za dzień lub dwa powinno wrócić do normy. O ile oni… - urwała, nie do końca pewna, co miała na myśli.

- Nie przytępili ani nie zmienili twoich umiejętności? – podsunął Charles, w jego energii dojrzała rosnące zaciekawienie. Skinęła krótko.

- Nie ma strachu, cherie, nie potrafią tego.

Podniosła wzrok na Remy'ego, napotykając odległy, znacznie zimniejszy blask w jego aurze, choć na twarzy dalej trzymał to samo rozbawienie. Tylko czerwone tęczówki lśniły niebezpiecznie spod ciemnych rzęs.

- Eris – podjął powoli Xavier, skupiając na sobie uwagę – czy mogłabyś opisać nam, co potrafisz?

- To…. dość trudne do opisania w kilku słowach.

- Jesteś telepatką? – wtrącił nieoczekiwanie Logan, gburowaty i bezpośredni jak zwykle, choć w jego aurze mogła wyczuć szczere zainteresowanie.

- Nie, nie potrafię odczytywać ludzkich myśli ani zaglądać w umysły, ale…

-… ale potrafisz zmusić ich do własnej woli? – Zmarszczył brwi, świdrując Eris spojrzeniem.

- To nie było miłe, mon ami – rzucił do niego Gambit, ale Logan w ogóle się nie przejął. Na twarzy empatki pojawił się podobny grymas, choć bardziej zamyślony.

- Tak – odpowiedział z wahaniem Wolverine'owi. – Chociaż zawsze myślałam, że to coś w stylu hipnozy.

- Cajun twierdzi, że przejęłaś kontrolę nad strażnikiem, tak żeby znokautował drugiego i zemdlał. To wynik hipnozy? – burknął.

- Logan… - ostrzegł Charles, ale Eris już kręciła głową.

- Nie jestem pewna, jak to naprawdę działa. Nie miałam zbyt wiele okazji do rozwijania tego, ale tak, potrafię to robić w pewnym stopniu, tylko muszę mieć kontakt z celem. Skóra, głos, spojrzenie, punkt zaczepienia, bez tego nawet nigdy nie próbowałam.

Zakończyła i w pomieszczeniu zapadła cisza. Eris przebiegła wzrokiem po wszystkich obecnych, nie unikając nawet Remy'ego, chociaż jego spojrzenie działało na nią w niespotykany sposób. Potem odetchnęła głęboko, próbując nie wracać myślami do celi, w której spędziła ostatnie dni i chwili, w której wyczuła nową, przynoszącą nadzieję energię.

- Jest coś jeszcze, prawda? – odezwał się w końcu Xavier, znów skupiając jej myśli. Skinęła bez zastanowienia.

- Nazywam to empatią, z braku lepszego określenia. Jestem w stanie wyczuć emocje innych osób, ciepłotę ciał i dojrzeć aury. Prawie wszystko ma w nich swoje odwzorowanie. Każdy ma wokół siebie inną kombinację barw, każdy oddaje inną wibrację. To… taki trochę szósty zmysł – wyjaśniła, świadoma, że w trakcie odpłynęła i zaczęła brzmieć niemal jak rozmarzona. Uwielbiała widok aur, chociaż jej dar potrafił być niezwykle uciążliwy. Wtedy też przypomniała sobie ostatnią rzecz. – Czasami potrafię też wpłynąć na czyjeś emocje. Może stąd po części bierze się moja „hipnoza" – zakończyła, nieco nieelegancko wzruszając ramionami.

Ucichła, świadoma ciężaru spojrzeń całej reszty. Charles przyglądał jej się z niekłamaną fascynacją i śladem… żalu? Współczucia? Dokładnie to samo niemal od razu wyczuła w Raven, która westchnęła cicho.

- Rany, to musi być cholernie trudne, czuć nas wszystkich wokół.

Eris zaśmiała się cicho.

- Teraz już nie jest tak źle, potrafię je zablokować. A widzenie waszych aur to zupełnie inna bajka. Żałujcie, że ich nie widzicie, są niesamowite. – Uśmiechnęła się ciepło, szczerze, swoimi słowami wywołując parsknięcie Logana.

- Eris – odezwał się ponownie Charles – może ty nie jesteś telepatką, jednak ja, cóż, tak. Nie chciałem wchodzić do twojego umysłu bez twojej zgody, ale naprawdę chciałbym to zobaczyć. Mogę?

Wahała się tylko przez chwilę. Promieniująca od niego szczerość i rosnące zaintrygowanie sprawiły, że szybko skinęła z uśmiechem, zastanawiając się, czy zawsze tak podchodził do nowych mutantów w swoim Instytucie. Otaczającego Xaveria złoto tylko utwierdzało ją w tym przekonaniu.

Sekundy później dziwne uczucie nacisku przepłynęło przez umysł Eris i już była świadoma, że telepata dostał się do środka. Niebieskie oczy rozszerzyły się, wypełnione zadziwieniem, które owionęło mutantkę ciepłą bryzą.

„To niesamowite…" odezwał się głos w jej głowie. Charles był szczerze zafascynowany światem, który widziała, tak różnym i podobnym równocześnie. Barwy falowały wokół sylwetek jego przyjaciół – jaskrawe i pastelowe, jasne i głębokie, a każda wydawała się sięgać do nich zachłannie. Widział, że wysyłały coś w ich stronę, lecz rozbijały się i rozpraszały bezradnie o niewidoczną ścianę, tylko pozostawiając lekkie echo, nim dotarły do celu. Prócz jednego wyjątku.

Uniósł brwi, spoglądając na Eris pytająco.

„Nie wiem dlaczego" odparła w myślach, zerkając na Remy'ego „jego energia jest zupełnie inna, nie potrafię jej zablokować, ale też nie widzę, dlaczego…"

Xavier przez chwilę milczał. Chwilę dla innych nieodczuwalną, po czy zaproponował łagodnie:

„Masz w sobie większy potencjał, niż myślisz, Eris. Spróbuj skupić się tylko na nim."

„Jeśli tu zostanę, nie da mi o tym zapomnieć" westchnęła. Kąciki warg Charlesa drgnęły z rozbawieniem, jednak nie zdołała tego dojrzeć.

Wyciszyła się, skupiając całą uwagę tylko na Remym. Czarno-fiołkowe oczy utkwiły wzrok w wysokiej, smukłej sylwetce, w energii otaczającej całą jego postać i buzującej na granicy wyczuwania. Szukała w niej tego, co tak ją wyróżniało. Odchyłu innego od zwyczajnej różnorodności ludzi, czegoś, co wiedziała, że tam jest, bo ciągle czuła pod samą powierzchnią. Wtedy podniósł na nią rubinowe tęczówki, by ich spojrzenia się skrzyżowały, i wszystkie zapory puściły. Wokół Gambita i jego zwyczajowej aury rozbłysła nowa, głęboko fioletowa z przebłyskami żywej, krwistej czerwieni i pulsująca własną wibracją, która nagle przyćmiła wszystkie pozostałe. Nigdy nie widziała ani nie czuła niczego podobnego.

- Widoki się podobają, ma belle? – wymruczał tym miękkim, zachrypłym tonem i czerwień zapulsowała jeszcze żywiej, równocześnie płynąc ciepłem po jej skórze.

Zadowolony, nieco zawadiacki uśmiech zdążył jedynie zabarwić wargi Eris, nim ucisk na umyśle znikł i Profesor uprzedził odpowiedź:

- Muszę się zgodzić z naszym gościem – powiedział – szkoda, że nie możecie się zobaczyć jej oczyma. To naprawdę niezwykły widok.

- Można przywyknąć – zbyła, choć oboje dobrze wiedzieli już, jak wygląda prawda.

- To nie fair, Charles – wyrzuciła mu Raven, zaplatając ręce na piersi. Profesor zaśmiał się serdecznie.

- Wybacz, Raven, nie mogłem się powstrzymać. Eris, jeśli zechcesz tu zostać, najlepiej byśmy przewieźli tutaj twoje rzeczy jak najszybciej. Raven i Remy ci w tym pomogą.

- Więc zostajesz? – zapytała, świdrując wzrokiem Eris. Skinęła lekko.

- Nie chcę znów tam trafić albo narażać bliskich, nie warto ryzykować.

- Wybornie – podsumował telepata. – Remy, odprowadzisz Eris?

- Oui, z przyjemnością.

- Profesorze – wtrąciła nieco niepewnie empatka, od razu alarmując swoim tonem Charlesa. Ten tylko wskazał, by kontynuowała. – Wspominałeś, że wracanie dla mnie jest niebezpieczne, czy w takim razie… moja rodzina jest bezpieczna?

- Jeśli boisz się szantażu, ludzie Traska jeszcze nie odważyli się posunąć do podobnych kroków. O ile reszta twej rodziny to ludzie, nie masz czego się obawiać, cher – odpowiedział łagodnie Remy, starając się zabrzmieć jak najpewniej, by mogła się rozluźnić. Wszyscy jednak od razu dostrzegli, jak jej mina rzednie.

- Ale nie wszyscy są, prawda, Eris? – zapytał cicho Charles i Eris skinęła z ledwie trzymaną na wodzy obawą.

- Mój brat, Patrick, też jest mutantem, ale… znacznie niebezpieczniejszym ode mnie – zakończyła zdławionym głosem, choć ani na sekundę nie spuściła wzroku z Profesora. Wbrew jej wyobrażeniom, ten tylko uśmiechnął się lekko.

- Jeśli tylko twój brat będzie chciał do nas dołączyć, jest jak najbardziej mile widziany, Eris – zapewnił łagodnie, a buzujący wokół niego spokój i pewność powoli zaczęły koić nerwy empatki. – O nic nie musisz się bać, tylko go przekonaj. A jeśli bardzo się martwisz, mogę sprawdzić, jak się miewa jeszcze dziś.

- Nie, nie, nie trzeba – zaprzeczyła szybko. Brwi wszystkich od razu podjechały do góry, więc z lekkim przygryzieniem wargi wyjaśniła: - Wiedziałabym, gdyby coś mu się przytrafiło. To… chyba też część mojej mutacji. Po prostu zawsze wiem, gdy coś mu się stanie. – Wzruszyła ramionami, nie bardzo wiedząc, jak inaczej ubrać to w słowa. Profesor tylko skinął i była mu wdzięczna, że nie kontynuował tematu, choć miała przeczucie, że jeszcze na pewno do tego wrócą, skoro miała zamieszkać w Instytucie.

Zamiast tego więc tylko zarządził:

- Dobrze zatem, przygotujemy wszystko i w najbliższych godzinach będziecie mogli wyruszyć po twoje rzeczy, Eris. Resztę proszę jeszcze na słówko. – I z tymi słowami odwrócił wózek, by skierować się z powrotem za biurko.

Eris, zaciskając lekko dłonie, skupiła się na odetchnięciu i wzmocnieniu swoich barier. Teraz już musiała pogodzić się z myślą o zostaniu w Instytucie Xaviera i porzuceniu poprzedniego życia. Może chociaż uda jej się zapewnić Patrickowi dobrą ochronę i nadzieję na poprawę panowania nad mutacją. Może…

- Cherie? – Remy zwrócił jej uwagę, wyciągając dłoń.

Zamrugała, nagle zalana jego energią. Z ledwie widocznym rumieńcem podała mu własną i pozwoliła pociągnąć się ku górze. Na wargach Gambita błądził już dobrze znany Eris uśmieszek, gdy czerwone oczy szczegółowo prześledziły jej twarz. Tym razem nie czekając na pozwolenie, zahaczył kobiecą dłoń o swój łokieć i przytrzymał palcami tylko trochę dłużej, niż to było konieczne.

Kiedy ich sylwetki zniknęły za drzwiami gabinetu, cała reszta już zdążyła zebrać się wokół biurka Profesora.

- Charles – zaczął Alex, odwracając wzrok od zamkniętych drzwi. – Jesteś pewien, że zostawianie jej w rękach Remy'ego to dobry pomysł?

Raven skrzywiła się nieznacznie na dobór słów, Logan tylko odrobinę zmarszczył brwi. Choć było to głównie humorystyczne, Profesor i tak spojrzał na nich groźnie.

- Jak tak to ująłeś… - przyznała mutantka.

- Przestańcie – uciął z tylko lekką naganą Charles. – Jest nim zafascynowana, ale to mądra dziewczyna, a Remy ma swój rozsądek. I prawdopodobnie ze swoją mocą Eris potrafiłaby go przejrzeć lepiej niż każdy z was. – Przerwał na chwilę, nagle zafrasowany pewną myślą. – Właściwie to bardzo możliwe że jej hipnoza jest po prostu mocniejszą wersją perswazji Gambita.

- Nie przekonamy się, póki nie sprawdzimy na własne oczy – mruknął Logan. – Pewnie nie grzebałeś w jej głowie na tyle, by się dowiedzieć, co, Charles?

Profesor potrząsnął głową. Wszyscy dobrze wiedzieli, że od pewnego czasu nigdy nie zagłębiał się zbyt daleko w czyjś umysł, zwłaszcza bez wyraźnego pozwolenia i najwyższej konieczności.

- Ale ma potencjał – odezwała się Raven, mimo pewnego tonu jednak zerkając na telepatę.

- Tak – skinął – nawet dość spory. Chciałbym zobaczyć, jak daleko można rozwinąć jej umiejętność.

- Ten trik w bazie był całkiem niezły – przyznał Alex.

- Mówicie, że zmusiła kogoś, by obezwładnił towarzysza i potem zemdlał? – upewnił się Profesor.

- Tak opisał to Remy, my zobaczyliśmy już tylko leżące ciała.

- Myślisz, że byłaby w stanie zamrażać ludzi tak jak ty? – wtrąciła Raven, ze zmarszczonymi brwiami wpatrując się w Charlesa.

- Możliwe, chociaż jej umiejętność nie polega na kontroli umysłu, to bardziej jak… - zawahał się, szukając odpowiednio określenia na to, co zobaczył. – Jakby dostrzegała i kontrolowała energię duszy. Trochę jak chi, chociaż też nie do końca, nie z tymi wszystkimi emocjami.

Zamilkł, uświadamiając sobie ponownie, jak wyraźną i promieniującą aurę miał w oczach Eris Remy. Ile pytań odnośnie tego błądziło po jej głowie, ile emocji plątało się pod powierzchnią opanowania, które starała się za wszelką cenę utrzymać spokój w nowym otoczeniu. Trochę go to martwiło, choć prawie nie znał tej młodej damy. Teraz jednak znalazła się pod skrzydłami Charlesa i miał zamiar dopilnować, by nie cierpiała.

- Będę uczył ją osobiście, jeśli tylko zechce – zadecydował po chwili. – Widziałem w umyśle Eris echo wielu doświadczeń, ale nie jestem w stanie powiedzieć, ile niewiadomych tak naprawdę skrywa. Tego jednak dowiemy się w odpowiednim czasie, jeśli zechce nam wyjawić, a niektóre chciałabym sprawdzić już niedługo. Kto wie, może nawet w przyszłości byłaby w stanie pomóc nam w szkole…

- Myślisz, że byłaby w stanie pomóc innym mutantom, którzy mają moce powiązane z emocjami? – domyśliła się Raven. – Mogłaby ich uspokoić.

- To może nie być takie proste, jak się wydaje, Raven. Choć nie ukrywam, że byłoby niezwykle pomocne – odpowiedział łagodnie Charles. – Przemyślę to i na pewno zaproponuję. Jeśli będzie gotowa, przyjmie propozycję – zadecydował już z pewnym zadowoleniem. – Dziękuję za wasze opinie. Miejcie na nią oko jeszcze przez jakiś czas, gdy będzie w pobliżu. Po takim doświadczeniu trudno szybko wrócić do siebie.

- Jasne, Profesorze – burknął Logan, przewracając oczami, i opuścił gabinet. Brzmiał jak zazwyczaj, choć dobrze wiedzieli, że przyjął zadanie.

- Przygotuję wszystko i znajdę ich – dodała Raven, by zaraz potem podążyć śladami Wolverine'a. Ostatni wyszedł Alex, pozostawiając Charlesa samego z myślami i obrazami, które dojrzał w głowie nowej rekrutki.