Od autorki: Trochę minęło, ale w końcu jest - nowy rozdział! Ciut krótszy, ale myślę, że równie treściwy ^^ Nadarza się okazja, by Remy i Eris mogli porozmawiać w odosobnieniu - w ciszy i spokoju nocy. Co z tego wyniknie? To się jeszcze okaże.
Mam szczerą nadzieję, że wychwyciłam wszystkie błędziki i już żaden się nie znajdzie - jeśli jednak, z góry przepraszam i za wytknięcie będę wdzięczna. Zapraszam serdecznie do czytania! ^^

Szelest pościeli rozszedł się po cichym pokoju, wtórując delikatnemu szumowi drzew zza otwartych okiennic. Zaraz potem urwane, bolesne westchnienie dobiegło spod kołdry i rozbłysło światło lampki nocnej. Eris podniosła się ciężko z materaca, próbując z całych sił zapanować nad drżeniem. Objęła się ramionami w marnej próbie uspokojenia, jakby chciała jeszcze bardziej skulić się w sobie. Przez długą chwilę słychać było tylko jej ciężkie, głębokie oddechy, bardzo powoli wracające do normy – jakby sama przyroda ucichła w obliczu podobnego bólu. Pokonując własne strachy, sięgnęła sobie tylko znanym sposobem w głąb aury, w barwy i wibracje non stop wirujące wokół, by znaleźć jedną, cieniutką i emanującą ciepłem nitkę. Gdy poszukiwanie przedłużało się, czuła, że jej oddech znów przyspiesza, a w sercu wzbiera panika. Co jeśli faktycznie coś mu się stało? Jeśli ostrzeżenie nie wystarczyło? Jeśli… Jest! Znalazła! Delikatną, czerwonawą niteczkę, która drżała jak pajęczyna na wietrze i dawała spokój, jakiego łaknęła od wielu dni. Patrick był bezpieczny.

Z cichym oddechem odrzuciła okrycie i wygramoliła się z łóżka. Musiała odetchnąć innym powietrzem; w podobnej sytuacji nawet przestronny pokój zdawał jej się więzieniem, które niebezpiecznie zaciskało się wokół niczym objęcia dusiciela. Narzuciwszy na ramiona przydużą bluzę, ruszyła korytarzami posiadłości dokądkolwiek tylko mogły ją ponieść nogi w tym niemal całkiem nieznajomym miejscu. Na szczęście cisza i spokój panujący w Instytucie zdołały nieco uspokoić nerwy Eris, nim dotarła do końca swojej małej wycieczki. Jednak wchodząc do kuchni, absolutnie nie spodziewała się kogoś tam zastać.

Remy spojrzenie miał utkwione w rozłożonych na blacie kartach, a między ciemnymi brwiami na jego czole widniała głęboka zmarszczka. Wyglądał na zirytowanego; czymkolwiek. Jednym płynnym ruchem zebrał karty w talię i westchnął cicho. Wtedy odważyła się przekroczyć próg i rubinowe oczy niemal od razu odnalazły drogę do jej sylwetki.

W pierwszej chwili ciemne brwi Remy'ego uniosły się lekko, ale zaraz potem niewielki uśmiech wstąpił na jego wargi.

– Nie powinnaś odpoczywać, cherie? – wymruczał, odchylając się wygodnie na krześle. – To na pewno nie był dla ciebie łatwy dzień.

– Tak, cóż… Ostatnie dni w ogóle nie były zbyt przyjemne – odparła z lekkim uśmiechem i oparła się o szafki, sięgając po szklankę. I tak już zbyt mocno chrypiała. – Nie mogłam spać – dodała ze wzruszeniem ramion, biorąc mały łyk zimnego soku. Chłód od razu przyjemnie złagodził suchość w gardle.

– To niezbyt dobrze, cher…

– Czasem dopada mnie bezsenność, nic wielkiego – zbyła, jednak uważne spojrzenie Remy'ego nie straciło na intensywności. Odłożyła pustą szklankę i oparła się o blat wysepki naprzeciw niego. – A Ty, Remy? Czemu tam długo na nogach?

– Przywykłem do nocnego trybu życia – odpowiedział nonszalancko. – Przy mojej… dawnej profesji to nieuniknione. – Uniosła brwi, tak słodko nieświadoma. Kąciki warg Gambita drgnęły ku górze w drapieżniejszym wyrazie. – Przez jakiś czas w Nowym Orleanie dowodziłem Gildią Złodziei, cherie. Noc to mój najlepszy sprzymierzeniec.

– Och…

Była w szoku, na pewno, a jednak gdzieś w głębi umysłu wiedziała, że mogła się tego spodziewać. Sposób, w jaki Remy się poruszał, pełen gracji widocznej zwykle tylko u kobiet i tancerzy, jak bez problemu dostał się po nią do bazy i jak uważne miał spojrzenie. Dostrzegał znacznie więcej, niż przyznawał i mogła podejrzewać. Wydawał się też wyraźnie zadowolony jej zszokowaną reakcją.

– To dość imponujące – dodała w końcu i Remy parsknął cicho. Przeczesała nerwowo ciemne kosmyki i jej wzrok padł na karty wciąż spoczywające w jego dłoniach. Przygryzła wnętrze kącika. – Słyszałam, że ponoć potrafisz zobaczyć w nich przyszłość. – Wskazała na talię. Przez ułamek sekundy to Gambit wydawał się zaskoczony. – To prawda?

– Oui, prawda. – Utkwił spojrzenie w Eris. – Dzięki temu wiedziałem, że potrzebujesz pomocy, ma belle. – Jego głos zniżył się prawie do szeptu; miękki, głęboki i delikatnie zachrypnięty przesłał po jej ciele gorący dreszcz. Wtedy gdzieś w piersi poczuła nowe, zaciskające się nagląco uczucie, jakby nieznana energia próbowała przekazać tym coś niezwykle istotnego. Przełknęła ciężko ślinę, znów w roztargnieniu rozczesując włosy.

– Teraz też patrzyłeś? W przyszłość?

Skinął na potwierdzenie, ale irytacja ponownie przebiegła po jego przystojnej twarzy.

– Oui – westchnął – niestety dziś karty nie były łaskawe. – Spojrzał na swoją talię w zamyśleniu, po czym wrócił wzrokiem na Eris, spoglądając delikatnie spod rzęs. – Nie chciałabyś poznać swojej przyszłości, cher?

Na chwilę objęła dłonią lewy nadgarstek i przesunęła palcami po wrażliwej, lekko nierównej skórze. W końcu zebrała odwagę i uśmiechnęła się lekko.

– Czemu nie? Może warto…

Remy odwzajemnił jej uśmiech i wskazał na miejsce obok siebie. Gdy usiadła, obracając się w jego stronę, ich kolana prawie zetknęły się w ciasnej przestrzeni. I nagle była znacznie bardzie świadoma swoich odsłoniętych nóg i jego rozchylonej koszuli, pod którą dostrzec mogła twardy tors i wyraźną linię obojczyka. Znikąd naszła Eris ochota, by przesunąć po niej wargami, przygryźć delikatną skórę. W aurze Remy'ego rozbłysła mocniej żywa czerwień, a jego własne spojrzenie prześledziło kobiecą sylwetką. Musiał dojrzeć jej spojrzenie i lekki rumieniec, jednak nie skomentował tego w żaden sposób; tylko kąciki jego ust drgnęły ku górze.

– Połóż dłoń na talii – poinstruował tym swoim miękkim głosem, tak że niemal bezwiednie podążyła za wskazówkami.

Remy drugą dłoń położył na wierzchu jej własnej i Eris drgnęła lekko, prawie zapomniawszy, jak ciepła i przyjemna w dotyku była. Potem jego palce rozświetlił fioletowy blask i poczuła delikatne mrowienie. Nim jednak mogła się nad tym zastanowić, energia wystrzeliła do jej wnętrza, przez dłoń i na karty. Sapnęła cicho, czując gorącą sensację rozprzestrzeniającą się po ciele; przepłynęła po skórze dreszczem zupełnie innego rodzaju, niż kiedykolwiek doświadczyła. Eris musiała powstrzymać jęk, gdy finalnie zacisnęła się w podbrzuszu słodkich napięciem. Przymykając powieki, nie dostrzegła, jak rubinowe oczy wwiercając się w nią – uważne i zszokowane – tylko ledwie zdała sobie sprawę, że drgnął nieznacznie. Sam Remy zupełnie nie rozumiał, co się wydarzyło, ale w głębi siebie czuł, że właśnie doświadczyli tego samego. W końcu odetchnął, zabierając dłoń.

– Teraz będziesz musiała wybrać jedną kartę – powiedział dziwnie bez tchu, a jednak jego głos wydawał się znacznie bardziej gardłowy i schrypnięty.

Przetasował talię i rozłożył w dłoniach, wskazując Eris, by dokonała wyboru. Niepewnie zerknęła na lśniące rubiny, jednak dojrzawszy płonący w nich ogień, spuściła wzrok z ledwie widocznym drżeniem. Po krótkim wahaniu wyciągnęła delikatnie kartę.

– Nie patrz ani nie pokazuj mi jej – poinstruował i schował resztę do kieszeni, po czym przysunął się do Eris. Byli już tak blisko, że czuła wibrację aury Remy'ego z całą mocą, a jej nagie uda zostały całkiem uwięzione pomiędzy odzianymi w czarne spodnie kolanami. Rubinowe oczy znów z powodzeniem złapały wzrok dwubarwnych. – Wyciągnij kartę w moją stronę, malunkiem do dołu, i nie puszczaj.

Przełknęła nagłą suchość w ustach i zrobiła, co kazał. Gambit ujął drugą krawędź z zadziwiającą delikatnością. Fioletowa energia znów objęła jego palce, potem kartę i załaskotała jej dłoń. Przyjemne, mrowiące ciepło rozeszło się po ciele empatki, a jego aura rozbłysła jak nigdy wcześniej, całkowicie pochłaniając Eris swoją wibracją, gorącem i energią. Myślała, że zaraz utonie w tej sensacji i już nie będzie chciała się wynurzać. I nawet nie miała sił, by bać się tej wizji.

Remy zmarszczył brwi, spuszczając wzrok na kartę. Przez chwilę zdawał się nasłuchiwać – lub może wyczuwać – po czym nachylił się w jej stronę.

– Nie widzę wiele – powiedział w końcu, jakby ostrożnie. – Wydaje mi się, że… Dostaniesz szansę, dużą szansę, by spełnić swoje marzenia, ale staniesz też przed wyborem, który je ziści lub zaprzepaści. Twoja przyszłość jest bardzo niejasna, ma belle – mówił łagodnie, jednak w jego głosie dźwięczało dziwne napięcie. Podniósł wzrok, krzyżując ze spojrzeniem Eris, a w czerwonych tęczówkach zapłonął nowy ogień. Widziała w nim tyle emocji… Troskę, niepewność, iskry pragnienia i pożądania, ale też… tęsknotę? Nie, musiała się mylić. Może w jego aurze zaczynała tracić własne zmysły? Remy wziął głęboki oddech i dodał: – Wszystko będzie zależało od ciebie, Eris. Nie jestem w stanie więcej powiedzieć.

Przez chwilę wpatrywała się w niego i niemal z nadzieją szukała potwierdzenia. Potwierdzenia, że nie traciła zmysłów i naprawdę widziała to, co czuł, i czego równocześnie tak się bała. W końcu odepchnęła to beznadziejne uczucie i skinęła, układając sobie w głowie jego słowa.

– To i tak sporo – odpowiedziała zadziwiająco miękko, unosząc lekko kąciki warg. – Chociaż teraz będę się stresować, żeby nie przegapić tej szansy.

Oboje zaśmiali się cicho. Remy cofnął dłoń i swoją energię, a Eris od razu poczuła, jak ogarnia ją chłód. Dopiero po przebyciu paru centymetrów zorientowała się, że nieświadomie pochyliła się w stronę pokerzysty i natychmiast zdrętwiała. Za to wargi Gambita drgnęły znacząco, a w aurze zalśniło zadowolenie.

– Możesz odwrócić kartę, cherie – wymruczał cicho. Z wahaniem spojrzała na malunek i zamrugała zaskoczona. – Królowa Serc – głos Remy'ego wydawał się niemal zachwycony – tak jak myślałem. Pasuje do ciebie…

Uniosła brew niby sceptycznie, jednak jej policzki i tak zaogniły się rumieńcem. Odłożyła kartę i odchyliła się na stołku, by zyskać chociaż trochę dystansu od dezorientującej aury.

– Więc jaka karta pasuje do ciebie? – zagadnęła, uśmiechając się jednym kącikiem. Powoli, spoglądając delikatnie spod powiek, zmierzyła wysoką, szczupłą sylwetkę wzrokiem, by na koniec zatrzymać się na lśniących czerwono tęczówkach. – Król Serc? Może nawet As? – Zdołała nawet skopiować jego mruczący ton głosu i mogła być z siebie dumna, dostrzegając, jak w barwnej poświacie rośnie pragnienie. Remy zaśmiał się cicho.

– Non, nie sądzę. Chociaż czuję się zaszczycony, że tak sądzisz, cher. – W demonicznych oczach rozbłysły nowe iskierki, a uśmiech nabrał niemal znaczącego wyrazu. – Jestem jednak prostym złodziejem, który raczej wolałby skraść serce z rąk Królowej… – Zerknął na kartę, a kiedy ich spojrzenie znów się skrzyżowały, niemal poczuła, jakby ponownie stopiła się z jego aurą.

– Szkoda – mruknęła trochę bez tchu. – Wydaje mi się, że Królowa chętnie spotkałaby kogoś równego sobie – dodała zaczepnie, a iskry zatańczyły również w czarnych oczach.

– Możliwe – odparł powoli, bez pośpiechu nadrabiając centymetry dzielącego ich dystansu – możliwe też, że wolałaby w końcu spotkać kogoś, kto zabierze ją ze sobą i wyrwie w końcu z okowów, w których się dusi – dokończył cicho, głosem niczym jedwab przeznaczony tylko dla niej. Wtedy też musnął palcami ciepły policzek, odgarniając samotny kosmyk za ucho, i Eris zadrżała od tej ledwie wyczuwalnej pieszczoty.

Był tak blisko. Zaledwie na wyciągnięcie ręki. Topiła się w jego gorącej aurze, w tęsknocie i pragnieniu, w niezrozumiałej wibracji, spod której czaru nie potrafiła się wyrwać. Patrzył na empatkę, jakby chciał ją pożreć, złapać i nie puścić, jakby czekał na podobną chwilę latami. A wraz z rosnącą w sercu Eris ekscytacją i równie mocnym pragnieniem, poczuła, że ogarnia ją panika. Wciągnęła powietrze ze świstem i podświadomie zaczęła szukać drogi ucieczki, ale nie potrafiła się ruszyć. Jak jeleń złapany w światła reflektorów.

Remy cofnął dłoń, opadając na oparcie. Emocje wirowały w jego aurze ostre i desperackie, jednak nie była w stanie skupić się na nich dostatecznie. Przymknęła oczy, od razu przeklinając w myślach swoją głupotę. Jakby nie potrafiła chociaż raz zawczasu pomyśleć o konsekwencjach.

Po krótkiej chwili w końcu uniosła powieki, zerkając ostrożnie na Remy'ego. Był poruszony, ale uspokoił się znacznie szybciej od niej, przynajmniej zewnętrznie.

– Może zagramy, cherie? – zaproponował nagle, zyskując tym sobie zaskoczone spojrzenie. Nieco niebezpieczny błysk przebiegł po jego twarzy i uśmiechnął się. – Oboje raczej szybko nie wrócimy do snu, oui? Możemy jakoś wykorzystać ten czas.

Przyjrzała mu się uważnie, lecz szybko dostrzegła, że mówił szczerze i zaśmiała się cicho.

– Niestety muszę cię zawieść, Remy, nie umiem grać w pokera. Ani w cokolwiek związanego z kartami – przyznała nieco wstydliwie. Gambit wyglądał na zszokowanego, jednak szybko się pozbierał.

– Zatem może czas się nauczyć?

– No nie wiem – zawahała się – ponoć jestem na to zbyt ekspresywna. A przynajmniej tak wszyscy mi mówią…

Remy prześledził twarz Eris powoli, z niespotykaną wręcz intymnością, i ciepło ponownie zaczęło silniej rezonować z jego aury.

– Cóż, cher, lepszego nauczyciela nie znajdziesz. Może warto spróbować? – Pochylił lekko głowę, zachęcający błysk zalśnił w rubinowych oczach, wwiercających się w jej oczy. Przygryzła wnętrze kącika w zamyśleniu. Może faktycznie miał rację?