Od autorki: Ten rozdział napsuł mi więcej krwi, niż jakikolwiek wcześniej - stąd też tyle to trwało. Na szczęście wydaje mi się, że dość obszerny i treściwy, a z następnymi już nie powinno być tak źle. Zapraszam! ^^

Zdążyło minąć kilka dni, nim Eris całkowicie uporała się z przeprowadzką, oddaniem mieszkania, mnóstwem papierkowej roboty związanej ze studiami i uspokojeniem martwiących się przyjaciół. Mimo to dzięki pomocy Raven przynajmniej z zadomowieniem się zdołała szybko sobie poradzić. Nadal nie za dobrze orientowała się w ogromnej posiadłości – chociaż tak niebieskoskóra piękność, jak i Remy często oprowadzali ją po całym terenie – znała już najważniejsze miejsca i dzięki temu bez większych problemów dotarła pod drzwi gabinetu Xaviera, gdy usłyszała jego telepatyczne wezwanie.

Zapukała, czując na skórze dziwne, łaskoczące, ale nie nieprzyjemny wibrowanie, jakby jakimś cudem kogoś wyczuwała. Z wnętrza dobiegło ciche „Proszę" i niepewnie uchyliła drzwi. Od razu uderzyła w nią lśniąca, ciepła aura wokół Remy'ego. Gdy ujrzał jej sylwetkę, czarujący uśmiech uniósł kąciki jego warg.

– Ach, cherie, miło znów cię widzieć – powitał Eris, swoim mruczącym tonem głosu przypominając Cassiego. Tylko znacznie większego i pociągającego w nieco inny, koci sposób.

– Witaj, Remy – odparła, prawie idealnie kopiując jego ton i uśmiech. Oczy Gambita rozbłysły nowymi ognikami. – Jaka szkoda zatem, że to nie do ciebie tu przyszłam… – dodała, jednak nim mógł odpowiedzieć, odwróciła się. – Profesorze, wzywałeś mnie?

– Tak, wzywałem – przyznał, w niebieskich oczach dostrzegła rozbawienie pełne zrozumienia – chciałem porozmawiać o twoich mocach. Remy, mógłbyś?

– Oczywiście, Profesorze – odparł miękko, ustępując miejsca Eris. Nim jednak zdołała go wyminąć, ujął jej dłoń i złożył na niej lekki, tylko odrobinę przeciągnięty pocałunek. – Nie martw się. Zobaczymy się później, cher – wymruczał jakby tylko dla uszu Eris i opuścił gabinet.

Bezwiednie odprowadziła smukłą sylwetkę wzrokiem, na knykciach wciąż czując ciepło zmysłowych warg. Gdy energia Remy'ego całkiem zniknęła z pola jej wyczuwania, nagle miała wrażenie, jakby w pomieszczeniu temperatura spadła o kilka stopni. I dziwiła się samej sobie, jak bardzo przywykła do obecności pokerzysty w ostatnich dniach. Bariery na niego nie działały, a jednak czuła się w jego towarzystwie prawie tak dobrze, jak gdy mogła dać upust emocjom w tańcu. Może poczuła zbyt wielki wpływ aury Remy'ego…

– Eris – głos Charlesa wyrwał dziewczynę z wnętrza głowy – proszę, usiądź.

Nerwowo wytarła dłonie w czarne, obcisłe jeansy i zajęła miejsce naprzeciw Profesora. Nim jednak zwróciła się do niego, wyciszyła wszystkie emocje i wibracje, by całkowicie się uspokoić. Od razu ją przejrzał.

– Tutaj nie musisz się chronić – powiedział łagodnie. – Wszyscy jesteśmy jak ty, jesteś bezpieczna.

– Wiem – zaczęła, ale zawahała się. – To… odruch. Bariery nie tylko chronią, one też utrzymują mnie w kontroli.

– Nad czym dokładnie?

– Nad emocjami.

W oczach Xaviera błyszczały iskry zrozumienia, mimo to cicho poprosił:

– Możesz mi to bardziej wyjaśnić, Eris? Swoimi emocjami czy innych? – Empatka zmarszczyła brwi i spuściła wzrok w skupieniu.

– Wszystkimi właściwie. Jeśli nie oddzielam się barierami, ich energie wpływają na mnie, czasami nawet je przejmuję, nieświadomie. Z jedną lub dwiema nie jest źle, ale im więcej osób, tym bardziej aury stają się przytłaczające… – Pokręciła głową nad wspomnieniami, o których raczej wolałaby nie pamiętać.

– Z barierami tylko je dostrzegasz. – Skinął ze zrozumieniem, przypomniawszy sobie pobyt w jej umyśle.

Eris zastanawiała się, czy Charles wspomni o Remym i tym, jak nie mogła go zablokować. Było w tym coś przerażającego, ale też niesamowicie pociągającego – a to stanowiło niebezpieczeństwo znacznie większe od kilku przechwyconych emocji.

– To dzieje się cały czas? Gdy nie chronisz się barierami, oczywiście – dopytał Charles, świdrując empatkę wzrokiem. Było w tym coś niepokojącego, jakby nawet bez czytania w myślach wiedział, co kryje się teraz w jej umyśle.

– Tak – skinęła – chociaż czasami znacznie… mocniej.

– Co masz na myśli?

– Gdy próbuję kogoś zahipnotyzować, albo tylko wpłynąć na czyjeś emocje, muszę chwycić jego aurę, tak jakby scalić się z nią. – Wzięła głębszy oddech, przypominając sobie sytuację z bazy. Gdyby tylko chciała, mogłaby bez problemu przywołać uczucia i kryjące się za nimi myśli. – Wtedy następuje największy przepływ. Nie jestem w stanie tego skontrolować…

Zamilkła, a Xavier z zamyśleniem potarł podbródek. Już myślała, że będzie chciał drążyć temat, może nawet zajrzeć w jej myśli, jednak otrzymała zupełnie inną odpowiedź.

– Masz duży potencjał, Eris – zaczął, uśmiechając się do niej delikatnie, zachęcająco. – Chciałbym wziąć cię pod swoje skrzydła. Możemy nad tym popracować. Myślę, że jest szansa, byś zaczęła lepiej to kontrolować – mówił, a serce empatki z każdym słowem zdawało się przyspieszać. – Będziesz musiała tylko całkowicie mi zaufać, Eris. Inaczej się nie uda – zakończył poważnie, jednak jego niebieskie oczy nadal były pełne łagodnej, ciepłej zachęty.

Z wahaniem uchyliła nieco swoich barier i poczuła, jak od razu opływa ją czysta, wibrująca nadzieja, podszyta niemal ojcowską troską i cichym, ledwie wyczuwalnym drgnieniem, które przebijało się przez złotą poświatę. Przygryzła wnętrze policzka, studiując jeszcze chwilę aurę Profesora. Wiedziała, że przy nim nie musiała się bać. Całą sobą czuła, jak dobrą był osobą i jak bardzo chciał wszystkim pomóc. Ona sama miała przecież podobne marzenie.

– Chcę – powiedziała w końcu, przełamując blokadę – jeśli mogę jakoś to opanować, chcę spróbować.

Xavier uśmiechnął się do niej z radością i kolejny, złoty błysk poszybował w stronę Eris.

– Bardzo mnie to cieszy, Eris. Możemy zacząć, kiedy tylko będziesz chciała – oznajmił, a to dziwne drganie nie dawało jej spokoju. Nawet nie zorientowała się, kiedy zmarszczyła delikatnie brwi.

– Jest coś jeszcze, prawda? – zapytała delikatnie. Profesor najpierw zamrugał z lekkim zaskoczeniem, a potem zaśmiał się cicho.

– No tak, zapomniałem, że teraz nie tylko ja potrafię przejrzeć innych – przyznał i pokiwał głową. – Mam dla ciebie propozycję, Eris. Wiem, że studiowałaś psychologię. Póki w szkole jest jeszcze niewielu uczniów, wszyscy zwracają się z problemami, czy to z mocą czy osobistymi, do mnie. To mnie naturalnie bardzo cieszy, oczywiście, jednak w przyszłości mogę nie zawsze mieć dla nich czas…

Wiedziała, do czego zmierza, nim jeszcze skończył mówić. Ponownie serce zaczęło dudnić o jej żebra zdecydowanie zbyt mocno, a dawne doświadczenia powoli napierały na mury, które wzniosła wokół swych myśli. Nie, nie była jeszcze gotowa. Nie teraz.

– Podejrzewam, że byłabyś w stanie pomagać im również dobrze co ja, jeśli nie lepiej – ciągnął. – Przydałby się tutaj ktoś, z kim mogliby porozmawiać… niezależnie.

– Profesorze, czyli chciałbyś – podjęła po dłuższej chwili – bym została kimś w rodzaju szkolnego psychologa?

Skinął, uśmiechając się ciepło. Nie dodał, że chętnie pociągnąłby Eris do pomocy studentom w opanowaniu emocji i lepszym ich okiełznaniu. Widział jej dyskomfort i niepewność. Nie łudził się, że nawet na tę propozycję zgodzi się od razu, a dalsze… mogły wyniknąć w trakcie. Widział w niej trochę z siebie kiedyś, dużo skrywanych nadziei i chęć pomocy innym, ale też ogromny strach – a z nim musiała uporać się sama. Póki co chciał przede wszystkim, by poczuła się wśród nich bezpiecznie, pozwoliła sobie na otworzenie się – na siebie, swoje moce i innych. Potrzebowała tego, by ruszyć dalej.

Eris nie potrafiła spojrzeć na Profesora. Nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho i przeczesała kosmyki lekko drżącą dłonią.

– Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, Profesorze…

– A jednak oboje wiemy, że chciałabyś pomagać innym – zaznaczył. Uniosła brwi na ułamek sekundy, nim zorientowała się, że przecież Xavier czytał w myślach. Skinął głową z lekkim uśmiechem. – Rozumiem twoje obawy, Eris, i nie będę naciskał. Jeśli zdecydujesz, że jesteś gotowa, posada będzie na ciebie czekać.

Wpatrzyła się w jego poczciwą twarz, szukając czegokolwiek, co mogła uznać za podejrzane. Nie doszukała się niczego. Cicho nabrała powietrza i odwzajemniła uśmiech. Niewielki pęd nadziei zaczął kiełkować w jej sercu, nim w ogóle zdała sobie z tego sprawę.

– Dziękuję, Profesorze, przemyślę to – obiecała.

Nic na to nie odpowiedział, tylko uniósł kąciki warg jakoś bardziej tajemniczo i niby to wrócił do przeglądania papierów. Jego aura jednak rozświetliła się rozbawieniem.

– Remy już umiera z niecierpliwości, czekając, aż wyjdziesz. Chyba możemy już skrócić jego męki, nie sądzisz? – Uniósł na nią znaczące spojrzenie i tym razem uśmiech na jej ustach poszerzył się znacząco.

Wychodząc musiała jednak walczyć z rumieńcem, który niebezpiecznie czaił się pod powierzchnią policzków, gdy tylko zobaczyła znajomy błysk w rubinowych oczach. Miała przeczucie, że pakowała się właśnie w wielkie kłopoty – co gorsza, aktualnie nie miała też nic przeciwko.

Już następnego dnia Eris w końcu otrzymała długo wyczekiwany telefon. I mogła odetchnąć z ulgą, słysząc w słuchawce głos młodszego brata.

– Ponoć chcesz mnie wywieźć z domu – zaczął bez ogródek, kpina i rozbawienie wyraźnie słyszalne w tylko pozornie rozdrażnionym tonie.

– Cześć, Patrick, tak, też miło mi cię słyszeć – odparła z lekką naganą, wznosząc oczu ku sufitowi, lecz odpowiedziało jej tylko parsknięcie. – Nie wywieźć, tylko zabrać do miejsca dla takich jak my.

– Mam mówiła, że ponoć mogę być w niebezpieczeństwo i stąd cała ta szopka. – Patrick wyraźnie spoważniał, mogła sobie nawet wyobrazić jego minę przy słuchawce. – To prawda?

Westchnęła, przeczesując włosy.

– Tego się obawiam.

– Co się stało? – zapytał z naciskiem. Przymknęła powieki. Rodzicielkę potrafiła zbyć, Patrick jednak nie odpuściły, póki nie powiedziałaby prawdy. Czasami zachowywał się jak nadopiekuńczy starszy brat.

– Pamiętasz Traska? – Potwierdził mruknięciem. – No więc na nim się nie skończyło.

– Porwali cię?!

– Ciszej! – syknęła. – Tak, porwali, ale nic nie zdążyli zrobić. Uciekłam, z pomocą osób, które chronią to miejsce. Też byłbyś tu bezpieczny.

– Nie wierzę, że dałaś się zabrać…

– Nie wszyscy mają moc, by kogoś usmażyć na skwarkę – odburknęła, tym razem bawiąc się kablem telefonu. I wtedy coś sobie przypomniała. – Patrick… ponoć nie pilnujesz medytacji.

Po drugiej stronie przez chwilę panowała grobowa cisza. Wtedy westchnął cicho.

– Dobrze wiesz, że to nigdy nie była moja brożka. Nie umiem się odpowiednio skupić.

– Patrick, wiesz, że to jest niebezpieczne…

– Wiem, Eris, wiem – odparł zbolałym tonem. – Postaram się bardziej, obiecuję… - Urwał, a Eris cierpliwie czekała. W końcu ze zrezygnowaniem dodał: – I przyjadę do tej głupiej szkoły. Ale jak mi się nie spodoba, to nie zostaję.

– Nie pożałujesz, zobaczysz! Na pewno ci się spodoba. – Uśmiechnęła się, a z drugiej strony dobyło się jeszcze ciche burknięcie.

– Ta, na pewno. Muszę kończyć, na razie. – I rozłączył się, nim mogła powiedzieć coś więcej.

Z cichym westchnieniem odłożyła słuchawkę, mając nadzieję, że Patrick nie zdąży do tego czasu wywinąć żadnego numeru. Jej brat miał prawdziwy talent do pakowania się w kłopoty, a teraz już nie była w stanie przybyć mu na ratunek.

– Wydajecie się sobie bliscy – dobiegł Eris głos z korytarza i niemal podskoczyła w miejscu. Już dawno nikt jej tak nie podszedł.

– Tak, cóż, to mój młodszy brat w końcu – odpowiedziała, wzruszając lekko ramionami. Alex uśmiechnął się do niej ze zrozumieniem, chociaż w jego aurze dostrzegła bladoniebieskie ukłucie smutku.

– Też mam młodszego brata – odparł i odepchnął się od framugi. Ciche westchnienie opuściło jego wargi. – Ale nie potrafię za bardzo z nim rozmawiać.

Eris zmarszczyła brwi pytająco, wysyłając w stronę mężczyzny delikatną, uspokajającą energię. Alex widocznie się rozluźnił, po czym podszedł do niej i wskazał, by za nim podążyła. Razem ruszyli poza posiadłość, na tylny dziedziniec. Podjął temat dopiero, gdy przystanęli pod cieniem wielkiego klonu, skąd mieli doskonały widok na wszystkie miejsca spotkań na terenie Instytutu.

– Bardzo długo byliśmy rozdzieleni – kontynuował, obserwując grających w koszykówkę nastolatków. – Ostatnim razem widziałem go jako małego berbecia, jeszcze zanim moje moce się ujawniły. Kiedy Profesor niedawno znalazł go przez Cerebro… – Pokręcił głową i bezwiednie zmierzwił jasne, roztrzepane kosmyki. Eris wyraźnie widziała szalejącą feerię barw w jego aurze. – Chyba boję się, że nie wybaczy mi tej obecności – westchnął, spuszczając wzrok na swoje buty.

Przez chwilę milczała, w głowie ważąc opcje i przeszukując otaczającego go skupisko energii. Gdy odnalazła złotą iskrę nadziei, chwyciła ją bez wahania.

– Wyjaśniłeś mu, dlaczego cię nie było? – zapytała łagodnie.

Skinął, jednak wydał się przy tym jeszcze smutniejszy.

– Więc na pewno zrozumiał – zapewniła, delikatnie rozciągając działanie swojej uspokajającej energii. Choć czuła wszystkie jego emocje i uczucia, skupiła się na złotej iskrze, potrafiąc całkowicie zapomnieć o innych konsekwencjach. – Jestem pewna, że tęsknił za tobą tak, jak ty za nim. Może być trochę zły i niepewny, ale kto by nie był? – Uniosła kąciki warg w pocieszającym uśmiechu, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu Alexa. – Daj mu szansę, by ci wybaczył. Na to nigdy nie jest za późno.

Błękitne oczy uniosły się na nią – niepewne, zagubione, lecz tlące się rosnącą nadzieją. Podtrzymała ten wzrok, a jej własna energia napłynęła do Alexa, by złoto w jego aurze zalśniło silnym blaskiem. W końcu oderwał od niej spojrzenie, kiwając głową jakby bardziej do siebie.

– Okey, skoro tak mówisz… Dzięki. – Niewielki uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny i to całkowicie wynagrodziło jej wszystkie możliwe konsekwencje. Wycofała własną energię, pozostawiając resztę w rękach Havoka.

– Nie ma za co – odparła pogodnie i żartobliwe trąciła go pięścią w ramię. – Zawsze wal śmiało. Nie jedno już zniosłam.

– Nawet sobie nie wyobrażam – odpowiedział, nieco poważniejąc. – Pewnie twój dar też potrafi nieźle dać w kość…

– Nie, nie jest źle – zaprzeczyła szczerze. – Czasem jest ciężko, ale nauczyłam się z tym żyć. Poza tym macie piękne aury. – Alex uniósł sceptycznie brew i Eris prawie parsknęła cicho. – Mówię serio. Na przykład twoja jest bardzo spokojna, pełna jasnych, pastelowych barw, ale ma też trochę żywej purpury na brzegach. Logan ma ciemniejszą, wypełnioną brązami i zielenią, silną i nieustraszoną. A Profesor… ma chyba jedną z najbardziej niespotykanych aur, jakie widziałam. Pełną żywych, radosnych barw i przepełnioną niesamowitą ilością złota… – zakończyła głosem niemal rozmarzonym, jakby mówiła o magii w najprawdziwszej postaci.

– Kolory aur mają znaczenie? – zapytał po chwili ALex, unosząc lekko brew. Skinęła w odpowiedzi. – Więc co oznacza złoto?

Ciepły uśmiech rozjaśnił twarz Eris.

– Nadzieję – odparła miękko.

Zamilkli na dłuższą chwilę, oboje pogrążeni we własnych myślach, po czym Alex pokręcił głową; kąciki jego warg drgnęły ku górze.

– Tak, to by się zgadzało…

Wrócili do przyglądania się grającym nastolatkom, wtedy jednak Eris poczuła pociągnięcie znajomej energii i dreszcz przebiegł po jej ciele. Odwróciwszy się, wzrokiem napotkała wysoką, rozluźnioną sylwetkę w gładkiej, szkarłatnej koszuli. Jakby na zawołanie rubinowe spojrzenie skrzyżowało się z czarnym, a jego wargi wygięły się w ten specjalny sposób. Remy skinął jej z oddali, palcami delikatnie ujmując krawędź swojego kapelusza, po czym odwrócił się i zniknął poza murami posiadłości. Prawie westchnęła z żalu, gdy ciepło jego energii rozpłynęło się w oddali.

– A on? – głos Alexa wyrwał Eris z gonitwy myśli. Zamrugała, zdezorientowana. – Jaką ma aurę?

Taką, której nie potrafiła zablokować… I za którą zdecydowanie za często tęskniła, choć nie powinna.

– Wyjątkową – odparła, przełykając ciężko ślinę. – Jak nic, co do tej pory widziałam… Możliwe że to przez jego moc. Ona też ma wpływ na barwy – zreflektowała się w ostatniej chwili, nerwowo strzepując niewidzialne pyłki ze spódnicy. Alex zmarszczył brwi. Jego uważne spojrzenie prawie przewiercało ją na wylot, a w aurze już tliło się zmartwienie.

– Może powinnaś na niego bardziej uważać – zaproponował. Gdy posłała mu pytające spojrzenie, wzruszył ramionami. – Jest tu nowy, nie znam go zbyt dobrze, ale różne rzeczy już słyszałem. Zresztą nie tylko ja.

– Dzięki, Alex. To miłe, ale niepotrzebne – odparła ciepło. – Remy jest… specyficzną osobą, ale nie jest zły. Widzę aury, zapomniałeś?

Zaśmiał się cicho, lecz zmartwienie nie zniknęło z jego aury. Eris rozejrzała się, szukając czegoś, by szybko zmienić temat. I znalazła.

– To twój brat? – zagadnęła, wskazując na jednego z grających nastolatków. Miał na nosie dopasowany, zabudowany wizjer o czerwonych szkłach i gdyby nie energia, jaką emanował, chyba nie dostrzegła by podobieństwa.

– Tak, to on. Scott. Skąd wiedziałaś?

– Macie podobne aury. – Przez chwilę przyglądali się grze i wtedy w końcu zdołała dostrzec, jak młody Summers co jakiś czas zerka w ich stronę. – Wiesz… – zaczęła niewinnie – powinieneś pójść z nimi zagrać.

– Na pewno? Nie wiem, czy…

– Chcesz pogodzić się z bratem? To musicie częściej spędzać ze sobą czas. No, dalej, bo stracisz okazję – ponagliła, uśmiechając się krzepiąco.

Alex wahał się długą chwilę, gdy jednak w końcu zdecydował, pewność zalśniła w jego aurze i Eris mogła tylko patrzeć z radością, jak grają potem razem, ramię w ramię.