Od autorki: Witajcie znów! Relacja między bohaterami nam się zacieśnia, a już niedługo coś się podzieje konkretniejszego - ale więcej nie zdradzę, przeczytacie w następnym rozdziale ^^ Za wszelkie błędy z góry przepraszam i serdecznie do czytania zapraszam!
Z każdym kolejnym dniem w Instytucie Eris miała coraz większy problem ze znalezieniem sobie zajęcia. Zwykle zapełniała czas poznawaniem kolejnych osób, czytaniem lub wgłębianiem się w fascynującą postać Remy'ego, który zdawał się zawsze chętnie jej towarzyszyć, ale prócz tego błąkała się tylko po korytarzach i parku. Oprócz tego zdarzało jej się też zerkać na Patricka, lecz jej brat szybko znalazł sobie własne towarzystwo, więc nie zamierzała za bardzo się wtrącać – w końcu nie była aż tak nadopiekuńcza. Któregoś dnia jednak podczas błądzenia korytarzami natknęła się na ciekawe znalezisko – wielką, lustrzaną salę z odtwarzaczem. Minęło co prawda trochę czasu, nim odważyła się z niej skorzystać – oczywiście, za zgodą Profesora – ale nie mogła być z tego powodu szczęśliwsza.
Powolny, melodyjny utwór płynął z głośników czystym, uwodzicielskim głosem i wibrującym rytmem instrumentów, skupiając całą uwagę tylko na sobie. Wypełniał każdy skrawek przestrzeni i zdawał się przysłaniać wszystkie inne bodźce, a Eris po raz pierwszy od dawna dała się skusić, znosząc wszelkie bariery. Wsłuchała się w melodię, przymknęła oczy i dała się ponieść tej zmysłowości. Czuła zmęczenie mięśni i krople potu spływające jej po czole po ostatnich godzinach, ale nie mogła się oprzeć temu utworowi. Pozwoliła sobie całkiem odpłynąć, wyciągnąć na wierzch tę stronę, jaką pokazywała na scenie tylko przez pewien mroczny czas swego życia – czas, którego na ogół wolała nie pamiętać.
Uśmiechnęła się pod nosem, odrzucając włosy z twarzy i miękko zakręcając biodrem. Gdyby nie brak tchu, może nawet roześmiałaby się w głos. Spojrzała w lustro i dojrzała w nim tańczącą, rozpromienioną i zmysłową Eris. Przez krótką chwilę poczuła żal, że nie była taka na co dzień – a potem odrzuciła tę myśl i podążyła za swoim ciałem.
Melodia płynęła dalej, nabierając tempa, nagląc. Ciężki, płytki oddech unosił pierś Eris, ale ani raz nie wypadła z rytmu, kierowana muzyką. W którymś momencie jednak prócz muzyki wyczuła coś jeszcze. Inną, kuszącą wibrację – ciepłą, niemal palącą – i przysłuchała się jej, aż po chwili zdała sobie sprawę, że w sali pojawił się ktoś inny. Nie musiała nawet sprawdzać, by wiedzieć kto. Na sekundę przeraziła się, że opuściła bariery i jej taniec mógłby na niego wpłynąć w nieznany sposób, ale potem odetchnęła i z uśmiechem kontynuowała.
Nie zmieniła absolutnie nic. Jej ruchy nadal były miękkie, zmysłowe i idealnie współgrały z uwodzicielską muzyką. Nie wiedziała, czy to przez nią, czy też nagle odezwała się w niej jakaś lekkomyślna odwaga, ale całkowicie nie miała ochoty przejmować się ewentualnymi konsekwencjami. Robiła, co kochała, czuła za plecami energię, której równie mocno nie mogła się oprzeć, i nagle zapragnęła móc pokazać tę swoją stronę chociaż jednej osobie. Sprawdzić, czy może jakimś cudem i na to był odporny – jak jego energia na jej bariery. Może to właśnie był ten moment, gdy mogła się o tym przekonać.
Muzyka ucichła, a Eris wyprostowała się powoli, odrzucając włosy z twarzy, i niemal natychmiast napotkała w lustrze rubinowe spojrzenie.
Remy stał w wejściu, oparty ramieniem o framugę, i przyglądał jej się z dość nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała wrażenie, że w kącikach jego warg widziała błąkający się uśmiech, ale mimo to w jednej chwili opuściła ją cała odwaga. Jakby wraz z końcem piosenki straciła całą pewność w swoje trenowane latami ruchy czy naturalną zmysłowość. Lekko trzęsącą się dłonią odsunęła parę przylepionych kosmyków i odwróciła się do pokerzysty.
– I jak? – zapytała niby nonszalancko, próbując ukryć drżenie głosu. Na twarzy Remy'ego od razu wykwitł szeroki uśmiech.
– Magnifique, ma belle, jestem pod wrażeniem – powiedział miękko, tylko nieco niżej i ciszej niż zazwyczaj, ale to starczyło, by po jej skórze rozlało się przyjemne ciepło. Remy skłonił się lekko na koniec swych słów, a wokół niego czerwień buzowała tyloma odcieniami i tak wyraźnie, że inne barwy zdawały się przy niej blaknąć. – Przepraszam, że ci przeszkodziłem, cher. Usłyszałem muzykę i nie mogłem się powstrzymać, by zajrzeć. – Nie uszło uwadze Eris, jak psotne iskry rozświetliły jego spojrzenie.
– Nic się nie stało, i tak już kończyłam – zapewniła, machnąwszy ręką, i postanowiła nie wspominać o efekcie, jaki jej taniec mógł wywołać. Zamiast tego uśmiechnęła się lekko, nawet trochę nieśmiało. – Miło mi, że ci się podobało…
– Potrafię docenić sztukę w każdym wydaniu, cher – zapewnił, równocześnie mrugając do niej porozumiewawczo. Eris poczuła rosnące na policzkach rumieńce.
– Dziękuję – odpowiedziała, nieco ciszej, niż zamierzała, i prawie spuściła wzrok na jego poszerzający się uśmiech. – Uczę się całe życie. Trochę tu, trochę tam, trochę uczyłam, zanim zdarzyło się to wszystko – machnęła ręką w bliżej nieokreślonym geście i uniosła kąciki ust w nieco nieśmiały geście, przygryzając wargę – więc chyba coś umiem.
Remy przyjrzał się Eris nieco uważniej, aż poczuła, że coś skręca ją dziwnie w żołądku, i potem na wpół westchnął, na wpół zaśmiał się cicho.
– Więcej niż trochę, cher – odparł – nie musisz umniejszać swoim zdolnościom. Nie jedna kobieta oddałaby wiele, by umieć tak się poruszać. A nie jeden mężczyzna oddałby jeszcze więcej, by znaleźć się na moim miejscu – dodał miękko, tym swoim niemal mruczącym tonem. I choć przyjemny dreszcz przeczył ciało Eris na dźwięk jego słów, coś bolesnego również ukuło ją w piersi.
Zmieszała się i nim nad sobą zapanowała, Remy zdołał dostrzec tę subtelną zmianę. Ból, żal i gorycz przebiegające po jej twarzy. Nie zdołał jednak zapytać, bo empatka szybko otrząsnęła się i z nowym entuzjazmem zapytała:
– A Ty? Masz jakieś hobby? Oprócz ogrywania wszystkich w pokera i wysadzania różnych rzeczy, oczywiście – zażartowała w nadziei, że tym odciągnie jego uwagę. I choć kąciki warg Remy'ego uniosły się w rozbawieniu, zmartwienie jeszcze chwilę lśniło w czerwonych tęczówkach.
– Oui – podjął w końcu, iskierki wróciły na swoje miejsce w spojrzeniu – okradanie najwspanialszych skarbców, jakie mogłem znaleźć, to też chyba jakieś hobby, czy nie, cher?
Eris parsknęła cicho.
– No tak, mogłam się domyślić – odpowiedziała, a gdy ich spojrzenia skrzyżowały się, na krótką chwilę oboje zastygli. I kiedy empatka już chciała się wycofać, Remy podjął.
– Pomijając to jednak, choć może cię to zdziwić, miałem też styczność z tańcem – wyznał, sprawiając, że oczy Eris od razu rozjaśniły się nowym blaskiem.
– Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem, trochę bez tchu. Remy patrzył na zafascynowaną empatkę i stwierdził, że w takim wydaniu wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle.
– Oui – potwierdził – ale było to coś zgoła innego. Taniec towarzyski. Tango, przede wszystkim, najbardziej przypadło mi do gustu – wyjaśnił, a nieco bardziej znaczący uśmiech wpłynął na jego usta. Eris od razu odwzajemniła ten gest.
– Ach, taniec miłości, przez niektórych nazwany najbardziej zmysłowym… – mruknęła z lekkim rozbawieniem, równocześnie mierząc pokerzystę wzrokiem, którego jeszcze u niej nie widział. – Pasuje do ciebie… – dodała, zatrzymując wzrok na lśniących tęczówkach.
– I nie tylko do mnie, ma belle…
Coś się w niej zmieniło. Na pewno stała nieco bardziej wyprostowana niż zwykle, dzięki czemu miał piękny widok na wszystkie cudne krzywizny jej ciała, ale przez tę pozę przemawiało znacznie więcej. Jakby nabrała pewności siebie, wpadła na pomysł, który bardzo jej się spodobał i tym razem nie miała zamiaru odrzucić go ze strachu. Szeroki, nieco nabierający zadziorności uśmiech zdobił jej twarz lepiej niż jakikolwiek makijaż mógłby, a w czarnych oczach błyszczały małe diabliki. Gdyby mógł, wpatrywałby się w nią tak jeszcze długie godziny, ale wtedy jego zamyślenie przerwała cudnie miękkim i zadziwiająco zmysłowym głosem.
– To może… – zaczęła, więżąc spojrzenie pokerzysty ze swoim – sprawdzimy, jak sobie radzisz? – wymruczała i uniosła brew, a Remy mógł doskonale dostrzec, jak niemal drży w oczekiwaniu.
– Grzechem byłoby odmówić takiej propozycji – odparł ciepło i z rozbawieniem obserwował, jak twarz Eris zaczyna promieniować radość. Zaraz potem pognała w stronę odtwarzacza, by znaleźć odpowiednie utwory.
Remy z niemałą uwagą obserwował każdy jej ruch. Odziane w czarne, obcisłe spodnie z miękkiego materiału nogi i okrągłą krzywiznę bioder, którą przy każdy kroku muskała końcówka splecionych w warkocz włosów. Musiał sam przed sobą przyznać, że choć wolał widzieć te ciemne, fioletowe loki rozpuszczone, tym razem cieszył się, że je zaplotła – mógł w pełni podziwiać widok szczupłej talii i odkrytych ramion. I smukłej, jasnej szyi, idealnie gładkiej pod jego palcami. Prawie widział oczami wyobraźni, jak podchodzi do niej całkowicie niezauważony i staje tuż za jej plecami. Jest zajęta szukaniem muzyki, więc zupełnie go nie zauważa – dopóki nie poczuje jego dłoni na swoich biodrach i oddechu przy uchu, gdy szepnąłby parę gorących słów. Wyobraził sobie doskonale, jak przeszywa ją dreszcz, a głos więźnie w gardle. W myślach czuł już ciepło skóry pod palcami i fiołkowy zapach w nozdrzach, i ani się obejrzał, gorąco rozlało się po jego ciele.
Nim jednak znalazł się choćby w połowie drogi, w pomieszczeniu rozległa się muzyka, a Eris odwróciła się do niego z uśmiechem. Mógł więc już tylko poczekać, aż prawie w podskokach zbliży się dostatecznie, i przy okazji obserwować, jak pełna życia i radości była.
– Gotowy? – zapytała, unosząc znacząco brwi. Podobnie zaczepny uśmiech uniósł jego wargi.
– Oui, cher, jak nigdy – odmruknął i wyciągnął dłoń. Eris zawahała się tylko chwilę, ale podała mu swoją, a kiedy jego palce zacisnęły się delikatnie wokół jej, wyraźnie się rozluźniła.
Remy przyciągnął empatkę delikatnie do siebie, kładąc drugą dłoń na dole jej pleców, a spojrzenia ani na chwilę nie spuścił z iskrzących się, pełnych emocji czarnych oczu. Pozwolił sobie nawet pomyśleć, że w tym wzroku było coś więcej niż zwykła fascynacja podszyta nieśmiałością, i na tę myśl poczuł, jak ściska go w dołku nieznany stres. Policzki Eris ponownie zabarwił delikatny róż, a jej druga dłoń powędrowała na ramię pokerzysty.
– Co powiesz na małą rozgrzewkę najpierw? – zapytała, usilnie starając się zabrzmieć normalnie, choć oboje słyszeli, jak już brakowało jej tchu. – Musimy się zgrać, by to wyszło – dodała wyjaśniająco, mimo że to wcale potrzebne nie było.
– Oczywiście, cher, jak sobie życzysz. Mamy mnóstwo czasu… choć coś czuję, że nam to dużo nie zajmie, hm, ma belle? – Diabelskie iskry tańczyły w jego oczach i Eris musiała się zmusić, by nie odwrócić wzroku.
– Obyś miał rację – odparła tylko nieco ciszej, niż zamierzała, i zaczęli.
Na początku szło im dość koślawo. Ciała musiały sobie przypomnieć kroki, a umysły przyzwyczaić się do tak bliskiego kontaktu. Zdarzyło się kilku zachwiań, źle postawionych kroków i trochę śmiechu, lecz gdy w końcu odnaleźli wspólny rytm, zaczęli tworzyć coś znacznie więcej niż taniec. Wyczuwali swoje intencje i ruchy prawie jak zawodowi partnerzy, a zerkali i patrzyli na siebie prawie jak para. Gdyby ktoś ich obserwował, nawet bez żadnej wiedzy odgadłby, że to właśnie było tango, najbardziej zmysłowy taniec świata.
Wiele utworów zdążyło minąć, a oni dalej poruszali się jakby w rytm jakiejś nieznanej melodii. Eris przez chwilę nawet przemknęło przez myśl, że ich kroki zdawały się pasować do zmieszanych wibracji ich aur, ale szybko odrzuciła tę myśl. Remy zaś nie mógł oderwać od niej wzroku. Cała jego uwaga skupiła się na empatce, tak że prawie przestał słyszeć muzykę czy zdawać sobie sprawę z własnych kroków. Gdy już poruszali się w całkowitej synchronizacji, wydawało mu się to najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Czuł się na swoi miejscu. Z dłonią w jej dłoni, z ciałem przy jej ciele – tak, jakby dokładnie tu należał.
Zatrzymali się na środku sali, a ciężkie oddechy unosiły ich piersi. Ciemne kosmyki opadły Remy'emu na czoło i płonące czerwienią oczy, mimo to doskonale widział, jak Eris drży lekko. Czuł jej szybki, ciężki oddech na ustach i ledwie mógł ustać w bezruchu. Nie miał pojęcia, jak mogła wyglądać teraz jego aura, ale pewnie bardziej paląca jeszcze nie była.
Eris jakby w końcu ocknęła się i uśmiech znów zagościł na jej wargach. Uniosła dłoń i całkowicie zaskoczyła Remy'ego, odgarniając pasmo włosów z jego twarzy.
– Że też ci one nie przeszkadzają – mruknęła z rozbawieniem, przeciągając palce po kosmyku, za ucho i aż na szyję. Patrzyła na niego w sposób, jakiego jeszcze nigdy nie widział, i oddałby wiele, by widywać jak najczęściej. A kiedy jej wzrok zsunął się niżej, na jego wargi, nie wytrzymał.
Uniósł własną dłoń i ujął gładki policzek Eris, czując, jak serce dudni mu w piersi. Jej oddech na chwilę stał się urywany i nim Remy zdołał całkiem się pochylić, empatka zdrętwiała pod jego palcami. Z lekkim zaskoczeniem oderwał wzrok od różowych warg i dojrzał, jak w fioletowych tęczówkach nagle zalśniło coś bardzo bliskiego strachowi. Sparaliżowanie i chęć ucieczki, jak u złapanej w światła reflektorów łani. Remy przełknął ciężko ślinę i przeklął w duchu.
Z wyraźnym wysiłkiem wyprostował się i skopiował jej ruch, choć żaden niesfornych kosmyk nie wydobył się z warkocza, po czym opuścił dłoń wzdłuż boku.
– Nie podobają ci się moje włosy, cher? – zapytał gardłowo, siląc się na nonszalancki uśmiech.
Eris zamrugała, drgnęła i zmieszała się lekko.
– Nie, nie, źle mnie zrozumiałeś – wypaliła szybko i dopiero na dźwięk zaaferowania w jej głosie, na twarzy Remy'ego pojawiło się lekkie, ale szczere rozbawienie. Eris uśmiechnęła się z zakłopotaniem, pocierając ramiona. – Podobają mi się, bardzo… Tylko mi po prostu by przeszkadzały… – Wzruszyła ramionami, przygryzając wargę.
– Niestety, ja nie wyglądałbym tak dobrze jak ty w spiętych włosach – odparł, a Eris nagle podniosła na niego spojrzenie.
– A sprawdzałeś?
Remy trochę oniemiał. Uniósł brwi nieco i po chwili z pewną ostrożnością odpowiedział:
– Non, nigdy nie próbowałem. Lubię je rozpuszczone…
– To możemy sprawdzić! – rozentuzjazmowała się Eris, a widząc jego powątpiewającą minę, swoim najsłodszym głosem dodała: – Proszę, Remy, tylko raz. Na chwilę…
Pokerzysta spojrzał podejrzliwie w wielkie, czarno-fioletowe oczy, lśniące błagalnie, i westchnął cicho.
– Niech będzie…
Uśmiech Eris od razu poszerzył się niespotykanych rozmiarów, po czym ściągnęła gumkę z własnych włosów. Jej warkocz od razu zaczął się samoistnie rozplątywać, ale nawet nie zwróciła na to uwagi. Kazała Remy'emu się pochylić, po czym zaczęła przeczesywać jego kosmyki palcami. Było to całkiem przyjemne uczucie i prawie żałował, że tak szybko skończyła. A potem spojrzał w lustro i zdecydowanie zaczął żałować. Większość kosmyków faktycznie została ściągnięta i spięta z tyłu głowy, ale kilka niesfornych pasm już wymykało się ze środka i opadało wokół twarzy. Nie wyglądało to oczywiście tak źle, jak sądził – Eris nawet się podobało, chociaż nie mógł o tym wiedzieć – ale jego skrzywiona mina sprawiła, że empatka parsknęła śmiechem.
– Wiedziałem, że to był zły pomysł – mruknął pod nosem, patrząc spod byka na swoje odbicie. Eris zakryła dłonią usta i z całych sił starała się opanować.
– Przesadzasz, Remy, mi się bardzo podoba – odpowiedziała w końcu po chwili, ale dalej było widać, że ledwie powstrzymuje śmiechem. Zwłaszcza, gdy mężczyzna spojrzał na nią podejrzliwie.
– Bardziej niż zwykle? – Uniósł jedną brew.
– Cóż… – zaczęła przeciągle, ale pod naciskiem wzroku Remy'ego, w końcu z uśmiechem pękła – chyba jednak nie aż tak.
– Très bien – podsumował z satysfakcją, ściągając narzędzie cierpień i od razu roztrzepując ciemne kosmyki. Eris odebrała od niego gumkę i na nowo zaplotła swoje włosy, z niemal rozczuleniem przyglądając się, jak ten układa pasmo po paśmie. Kiedy oboje skończyli, w końcu odważyła się znów odezwać.
– Mogę zapytać, gdzie nauczyłeś się tak tańczyć? – Remy wrócił spojrzeniem do empatki i uśmiechnął się lekko.
– Już jakiś czas temu, gdy jeszcze byłem w Gildii – przyznał, z pewną nostalgią wspominając tamten czas. – Musiałem wmieszać się w tłum gości na balu pewnego bardzo bogatego mężczyzny. Miał pewien kryształ, na którym nam bardzo zależało. – Mrugnął do niej porozumiewawczo. – Jeden z mes amis był zawodowym tancerzem, więc mnie nauczył. Ot, cała historia. – Wzruszył ramionami, za to brwi Eris powędrowały znacząco do góry.
– Jeden z? – dopytała, jakby nie dowierzając własnym uszom. Remy zaśmiała się cicho i kiwnął potwierdzająco.
– Oui, ma belle. Reszta miała z nas sporo śmiechu, niecodziennie można spotkać dwóch tańczących w parze mężczyzn – odparł z rozbawieniem i tym razem to Eris parsknęła.
– Aż żałuję, że tego nie widziałam – przyznała. Ich spojrzenia spotkały się na krótko i dziwne, przyjemne ciepło ścisnęło ich oboje w piersi.
– Cóż, na pewno nie był to tak przyjemny taniec jak dzisiejszy – dodał Remy, znów nieco ciszej, tonem, który zdawała się za każdym razem spływać po skórze Eris. Skłonił się lekko, jak miał w zwyczaju, i zaskoczył empatkę, składając na wierzchu jej dłoni delikatny pocałunek. – Dziękuję, Eris.
Soczysty, krwisty rumieniec zagościł na twarzy młodej kobiety i tylko cichy szept opuścił jej wargi:
– Nie, Remy, to ja dziękuję…
Odetchnął głęboko, wychyliwszy głowę za drzwi swojego pokoju – Petera nigdzie nie było widać. Rozejrzał się jeszcze kontrolnie, ale w dalszym ciągu korytarz pozostawał pusty. Oczywiście srebrny sprinter mógłby pojawić się obok, kiedy tylko by mu się to spodobało, ale Patrick postanowił zignorować podobną możliwość. Skierował się do damskiego skrzydła i pewnie zapukał w drzwi pokoju Eris. Czekał chwilę, lecz nic się nie wydarzyło, a gdy spróbował nacisnąć klamkę, zamek okazał się zamknięty. Wiedział, że gdyby była w środku, na pewno jakoś by się odezwała – no i wiedziałaby doskonale, że to on. Z pewną konsternacją odwrócił się i skierował, gdzie podpowiadał mu instynkt. Musiał się z nią w końcu zobaczyć.
Chwilę to trwało, jednak w końcu trafił na obiecującą, choć nieco zadziwiającą poszlakę. Stłumiony rytm tanga, a przynajmniej tak mu się wydawało – za wiele z tańcem wspólnego nie miał. Podążył za dźwiękiem muzyki i dość szybko dotarł do źródła. Melodia wypływała zza uchylonych drzwi, a gdy zajrzał do środka, wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
Eris tańczyła. Z kimś. Z Remym! I nie mógł zaprzeczyć, że poruszali się w idealnej harmonii, jak zawodowcy tańczący dla czystej przyjemności samego aktu. Wpatrzył się w nich prawie jak zahipnotyzowany i dopiero wtedy przypomniał sobie, co potrafiła jego siostra. Otrząsnął się, nauczony latami przebywania z Eris, i przyjrzał im się uważnie.
Eris musiała opuścić swoje bariery, skoro poczuł jej moc, i to samo w sobie było zadziwiające. Nie robiła tego nigdy – za bardzo bała się wpłynąć na innych – a jednak teraz wyglądała, jakby w ogóle się tym nie przejęła. Zdawało się być wręcz na odwrót. Radość, jaką widział na jej twarzy, nie przypominała żadnej innej ekspresji, którą mógł u niej zobaczyć od lat. Zdawała się szczęśliwa jak nigdy.
A pokerzysta… Nie ma mowy, by jakoś na niego wpłynęły jej umiejętności – przynajmniej te hipnotyczne. Nie przypominał w ogóle osoby w transie. Prowadził wyśmienicie, a Eris sprawnie podążała za jego ruchami. Wydawali się poruszać idealnie do rytmu utworu, a równocześnie do jakiegoś innego, swojego. Patrick prawie czuł, jak pieką go policzki. Wtedy też muzyka ucichła, a Eris i Remy zatrzymali się na środku sali. Nie oderwał od nich wzroku, chociaż wiedział, że nie powinien podglądać siostry w tak intymnej sytuacji. Naruszał jej prywatność w każdym znaczeniu tego słowa, ale nie mógł się odwrócić, musiał wiedzieć! I kiedy ten pokerzysta zaczął się do niej jeszcze bardziej zbliżać, prawie wpadł do środka przez uchylone drzwi – jednak wtedy jego siostra odzyskała zmysły. „Na szczęście…"
Odetchnął i szybko wycofał się ze swojego miejsca. Wolał nie myśleć nad tym, czego właśnie mógł być świadkiem, a równocześnie nie potrafił przestać zastanawiać się, jak bardzo Eris musiała być zaślepiona, że nie wyczuła jego obecności. I zdecydowanie mu się to nie podobało. Nie, kiedy upatrzył ją sobie tak podejrzany typ. Przecież zawsze była rozsądna! Porządna. Znała się na ludziach. Jak mogła… Ufał siostrze, jednak w tej sprawie wyjątkowo nie potrafił. Skoro nie mogła obronić się sama, będzie musiał zrobić to sam.
Przystanął za załomem korytarza kilka przejść dalej. Nie miał absolutnie żadnej pewności, że starszy mężczyzna też obierze tę drogę, ale i tak postanowił to sprawdzić. Czekał dłuższą chwilę z dziwną nadzieję, że może jednak Peter tym razem się pojawi, aż prawie podskoczył, słysząc obok siebie głos.
– Patrick, salut! – powitał go gładki, wręcz wesoły ton pokerzysty. Chłopak drgnął i odwrócił się na pięcie, napotykając iskrzący się wzrok.
– Uch, cześć… – odparł niemrawo. Gambit uśmiechnął się do niego przyjaźnie i chciał odejść, lecz jemu wydawało się, że tkwiła w tym jakaś kpina. Poderwał się, wołając za nim: – Hej, Remy…!
– Oui?
Odwrócił się z powrotem do chłopaka, skupiając na nim swoją uwagę. Starał się być uprzejmy i taktowny, jak zawsze dla nieznanych mu za bardzo osób, widział jednak, jak bardzo rozstrojony był Patrick. I miał wrażenie, że zaraz dowie się, dlaczego.
– Widziałem was – oznajmił w końcu nastolatek, już poważniejszym tonem. Skrzyżował wzrok z demonicznymi oczami i nie spuścił go, a Remy od razu domyślił się, o co chodziło.
– Ach, na sali, oui? – dopytał i Patrick skinął potwierdzająco. – Cóż, twoja siostra jest niezwykle utalentowana…
– Tak, jest – przerwał Remy'emu, a ten spojrzał na niego trochę zaskoczony. Mina chłopaka była bardzo zacięta i zdecydowanie nie zwiastowała nic dobrego. – Zazwyczaj też nie pozwala nikomu się oglądać. A już zwłaszcza ze sobą tańczyć.
Brwi pokerzysty najpierw uniosły się w zdziwieniu, a potem zmarszczyły. Nie powiedziała o tym ani słowa, wydawała się wręcz bardzo swobodna, tańcząc z nim. Nim jednak zdołał o cokolwiek zapytać, Patrick znów go uprzedził.
– Nie chcę patrzeć, jak znów cierpi, więc lepiej zastanów się, co robisz. Bo jak ją skrzywdzisz… nie daruję ci tego. – Determinacja i napięcie wręcz promieniowały z sylwetki Patricka i Remy nawet trochę był pod wrażeniem, że tak otwarcie to zadeklarował. Nie spodobało mu się to jednak za bardzo.
Odwrócił się do brata Eris powoli, a jakikolwiek ślad uśmiechu całkowicie zniknął z jego twarzy. Jeśli chciał poważnej rozmowy, proszę bardzo, mógł mu ją dać. Lepiej tak niż wcale.
– Rozumiem, że się martwisz o siostrę – zaczął spokojnie, utkwiwszy uważny wzrok w oczach chłopaka. – Jednak tak jak ja nie wiem jeszcze wszystkiego o Eris, bo wolałbym usłyszeć to od niej, tak ty nie wiesz prawie nic o mnie, Patrick. A grożenie nieznanym ludziom, z którymi będziesz mieszkał, nie jest chyba zbyt rozsądnym krokiem, non? – Wraz z każdym słowem Remy widział, jak czerwony rumieniec rozlewa się na jego policzkach, i wiedział, że trafił idealnie w punkt. Patrick zapowietrzył się, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć, a na wargi Gambita znów wpłynął lekki uśmiech. – Miłego dnia, mon ami, Remy jednak musi już iść. Gdybyś jednak czegoś potrzebował, zawsze możesz mnie znaleźć. Adieu. – Skłonił głowę i ramiona w swoim zwykłym geście, po czym odwrócił się na pięcie.
Patrick już chciał coś za nim ponownie zawołać, lecz wtedy srebrna smuga śmignęła mu przed oczami i trajkoczący głos przeszył powietrze.
– Siemanko, szukałem cię! Jakieś… kilka sekund, ale…
Przeklął w duchu, głęboko i bezdźwięcznie wzdychając. Teraz już nie miał najmniejszych szans, by mu się wyrwać…
