Pierwszy raz. Pierwszy raz od miesięcy wrócili z misji sami. I gryzło go to bardziej, niż byłby w stanie przyznać. Dlatego zaraz po wyjściu od Profesora postanowił wskoczyć w treningowy strój i skierować się prosto do siłowni usytuowanej na niższych piętrach Instytutu. O tej porze co prawda mógł spotkać tam sporo dzieciaków, ale nie miał zamiaru się tym przejmować – zawsze był też Danger Room piętro niżej. Tam często widywał Logana, jednak jeśli by na niego wpadł, nie przeszkadzałoby mu to specjalnie. Co prawda, nadal za bardzo go nie znał i coś w prezencji Wolverine'a stawiało Alexa w gotowości, ale znał się na rzeczy i na misjach zawsze robił swoje. Wolał już chyba biegać po bazach w jego towarzystwie niż prawie całkiem obcego mu Gambita – ten to dopiero wzbudzał niepokój. Nigdy nie wiedział, kiedy Cajun mówił prawdę, a kiedy kłamał, czy miał szczere intencje, czy tylko knuł – wydawał się całkowicie nie do przejrzenia. Logan przynajmniej wyglądał na szczerego do bólu i prostolinijnego; z takim mógł się dogadać, nawet jeśliby za nim nie przepadał.
Westchnął cicho, zbiegając po schodach na parter. Po drodze powitał kilku uczniów, ale nie zatrzymał się ani razu – a oni nie nalegali, widząc, że nie był w nastroju. Jean nawet życzyła mu miłego treningu i był niemal pewny, że dojrzał w jej oczach iskrę czegoś na kształt współczucia. To mu nie pomogło, ale szybko wypadło to z jego głowy. Cały czas maglował w myślach przebieg misji i nie potrafił pozbyć się tego paskudnego przeświadczenia, że się spóźnili.
„Przeszukajcie zachodnie i północne skrzydło, my zajmiemy się resztą" poinstruowała ich Raven, gdy tylko wdarli się do środka. Nie dyskutowali, już któryś raz wykonywali misje w tym a nie innym składzie.
Alex razem z Loganem ruszyli w przeciwległy do Raven i Gambita korytarz, początkowo wolno i ostrożnie. Chowali się za rogami i wychylali, by sprawdzić, czy gdzieś nie czaili się strażnicy, ale w bazie było przerażająco pusto. Po kilku minutach Wolverine się widocznie zirytował i ruszył środkiem korytarza, totalnie nie zważając na jakiekolwiek potencjalne niebezpieczeństwo.
„Co ty robisz, do cholery?" Alex zawołał za nim przyciszonym głosem, ale ten nawet się nie obejrzał.
„Nie podoba mi się to" przyszła gardłowa odpowiedź. Alex ze zdławionym przekleństwem na ustach w końcu dogonił Logana.
„Co takiego ci się konkretnie nie podoba?"
Wolverine spojrzał na niego spod byka.
„Jest za cicho" mruknął chrapliwie. „Albo się przenieśli, albo jesteśmy za późno. Albo to pułapka."
Alex sapnął cicho pod nosem, pocierając brwi w irytacji.
„Mam rozumieć, że dlatego idziesz jak taran, tak? Żeby wpaść prosto w możliwą pułapkę?"
„Wolę, by zrzucili na nas, cokolwiek mogliby mieć, od tej cholernej ciszy" warknął. „Przynajmniej miałbym pewność, że ktoś jeszcze tu jest" dodał i Havok prawie zatrzymał się w miejscu, nagle z pełną świadomością orientując się, co miał na myśli Logan. A to… To było przerażające. Zacisnął wargi i sam przyspieszył kroku.
Z każdą kolejną minutą mijali coraz więcej pustych pomieszczeń i korytarzy, a serce w jego piersi zdawało się boleśnie zaciskać. Przecież nie mogli się spóźnić, nie mogli… Wtedy właśnie dotarli do długiego, wąskiego pomieszczenia, po którego obu stronach znajdowały się oszklone od wejścia cele. Wszystkie puste.
Logan zaklął siarczyście. Spóźnili się. Alex przez chwilę przyglądał się wnętrzom cel – porozrzucanej pościeli, zniszczonym meblom, porysowanemu szkłu – i czuł, jak serce opada mu do żołądka.
„Chodźmy znaleźć Raven" powiedział po chwili i chociaż spodziewał się sprzeciwu, Wolverine tylko mruknął coś cicho pod nosem. „Może oni coś znaleźli…"
I znaleźli. Stertę strzępków informacji i grupę maruderów, jakby nie dość im było złych wieści. To jednak odkryło przed Alexem tę stronę Gambita, której się nie spodziewał – i która pierwszy raz wydawała mu się całkiem szczera. Było widać, że przejął się tymi aktami bardziej, niż ktokolwiek mógłby go o to podejrzewać, nawet niż ktokolwiek z nich. Jasne, musieli chronić Eris, dla jej i ich bezpieczeństwa, ale przynajmniej Alex nie sądził, by cały czas na nią polowali tak pilnie. Remy jednak jakoś zafiksował się na tej myśli, co potem pokazało się wyraźnie u Profesora. I Summers sam już nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Głowa zaczynała boleć go od tych wszystkich rozmyślań, więc z czystą radością powitał widok niemal pustej siłowni. Niemal, bo w rogu zauważył brata Eris.
Patrick korzystał z jednej z bieżni, biegnąc, jakby go diabli gonili - albo jego wściekła siostra. Diabły z ich ogniem pewnie były dla niego mniej straszne.
Uśmiechnął się lekko pod nosem na tę myśl i powoli podszedł do bieżni zaraz obok, a w jego głowie z każdym krokiem zaczynał się kiełkować pewien pomysł. Chłopak zauważył Alexa w lustrze i odwzajemnił gest.
– Patrick – powitał go skinieniem głowy, wchodząc na taśmę.
– Huh, cześć – odparł dość niezgrabnie, ale nie stracił swojego rytmu. Miał już jednak lekką zadyszkę, więc musiał biegać dłuższą chwilę.
Kiedy Alex powoli zwiększał prędkość na swoim pulpicie, Patrick stwierdził, że ma dość, i zaczął zwalniać. Zerkał też ukradkowo na starszego mężczyznę, jakby zastanawiając się głęboko nad jakimś pytaniem, które bał się zadać. Havok skończył na szybkim marszu, dopasowując się do aktualnego rytmu chłopaka, ale nijak nie dał po sobie poznać, że widzi jego skrępowane zachowanie. Minęła jeszcze chwila, nim Patrick w końcu się odezwał.
– Hej, Alex, słyszałem… słyszałem, że ponoć mieliście dzisiaj jakąś misję? – zapytał dość nieskładnie, zerkając na Summersa równie niepewnie. Ten uniósł brew.
– Ciekaw jestem, od kogo to słyszałeś – mruknął i kiedy Patrick zmieszał się jeszcze bardziej, uśmiechnął się lekko. – To prawda, mieliśmy. Właściwie to dopiero co wróciliśmy.
Oczy chłopaka rozszerzyły się znacząco.
– I chciało ci się po tym jeszcze przychodzić tutaj? – Jego głos brzmiał na co najmniej zdziwiony.
– Powiedzmy, że misja nie do końca się udała – odparł zdawkowo Alex, ale widząc jeszcze gorszą reakcję, pospieszył z wyjaśnieniem: – Nic złego się nie stało, spokojnie. Po prostu… można powiedzieć, że wróciliśmy z niczym.
Patrick wydał z siebie ciche westchnienie zrozumienia i skinął.
– To faktycznie może być frustrujące – stwierdził, zaraz potem milknąc. Było widać, że nie chciał kończyć rozmowy, ale zupełnie nie wiedział, jak dalej ją potoczyć.
– Ta – potwierdził niemrawo i chwilę szli w ciszy, aż w końcu Alex postanowił wcielić w życie kiełkujący mu od wejścia na siłownię plan. – Słuchaj, Patrick, kiedy chciałbyś zacząć szkolenie?
Chłopak zamrugał szybko, dość zaskoczony.
– Kiedy tylko będziesz miał chwilę, tak myślę – odpowiedział, po czym skrzywił się lekko. – I tak za dużo się tutaj nie dzieje, więc najchętniej jak najszybciej. Oczywiście, rozumiem, że macie misje i masę innych rzeczy na głowie, więc nie chciałem się narzucać…
– Teraz ci pasuje? – wtrącił się Havok, patrząc na niego znacząco. Patrick najpierw otworzył usta, nic nie mówiąc, po czym zamknął je szybko i skinął trochę niepewnie.
– Jasne, chętnie, tylko… – Spojrzał po sobie nieco niepewnie, zaraz potem podnosząc wzrok z powrotem na starszego mężczyznę. – Nie powinienem się przebrać w coś… sam nie wiem, specjalnego?
Alex zaśmiał się cicho pod nosem i pokręcił głową.
– Nie, nie musisz, chyba że byłoby ci bardzo szkoda tych ubrań.
Patrick pokręcił głową, odwzajemniając uśmiech.
– Nie, mam jeszcze pełno takich – odpowiedział.
– To dobrze. Daj mi chwilę, rozgrzeję się i pójdziemy – poinstruował go Alex i przyspieszył tempo na bieżni, wchodząc w szybki bieg. O dziwo Patrick do niego dołączył i kilka kolejnych minut zeszło im na przyjemnym truchcie.
– Dobra, starczy. Chodź.
Oboje zeszli z maszyn, kierując się do tajemniczych, metalowych drzwi w jednej ze ścian siłowni. Alex stanowczo prowadził za sobą młodszego chłopaka, który ciekawie zaglądał mu przez ramię, a kiedy weszli już do – jak się okazało – stalowej windy, nacisnął kilka guzików w skomplikowanym kodzie i ze znaczącym uśmiechem obrócił się do Patricka.
– Zaraz zobaczysz jeden z naszych sekretów, więc lepiej cicho sza – powiedział, sprawiając, że zaskoczone spojrzenie wwierciło się w niego z ciekawością. Oczywiście póki nie wyszli z windy na mały korytarz, a z niego do ogromnego, owalnego pomieszczenia, którego ściany wydawały się pokrywać metalowe płyty. – Witaj w Danger Roomie – ogłosił, rozkładając ręce.
– Woah – sapnął cicho pod nosem Patrick. – Robi wrażenie…
– Wiem – odpowiedział prosto Alex, uśmiechając się lekko. – To miejsce służy głównie do odtwarzania symulacji niebezpieczeństwa, co za tym idzie, trenowania walki i przetrwania, ale nam po prostu posłuży jako miejsce na ćwiczenia, gdzie nikt i nic nie ucierpi. Uczniowie póki co nie mają tu wstępu – wyjaśnił, uważnie obserwując twarz Patricka.
– Póki co? – zapytał ciekawie i Havok nie mógł nie poczuć zadowolenia na znak takiego zainteresowania.
– Tak, próbujemy namówić Profesora, żeby pozwolił niektórym z nami ćwiczyć, ale nie daje się przekonać. – Westchnął cicho, przypominając sobie ostatnią rozmowę o tym. Zdawało się, jakby Charles nawet nie chciał o tym słyszeć. Pokręcił głową, ale zaraz potem znów uśmiechnął się lekko. – Ale może uda nam się niedługo przeforsować zajęcia z samoobrony i sztuk walki dla chętnych, ostatnio już prawie się na to zgodził.
– To… byłoby całkiem niezłe w sumie – potwierdził w zamyśleniu Patrick, a w jego brązowych oczach Alex dostrzegł znaczące iskierki. Ten chłopak na pewno by na to poszedł. – Też się tutaj uczyłeś? – dodał nagle, wyrywając Havoka z zamyślenia.
– Nie – odpowiedział ze śmiechem. – To pomieszczenie powstało niedawno. Ale to też było w Instytucie, a właściwie wtedy jeszcze posiadłości Profesora. On sam mnie uczył, dawno temu. – Zamilkł na chwilę, przypominając sobie tamte czasy. Tyle zdążyło się podziać przez lata. Kuba, Wietnam, całe zamieszanie z Raven, Erikiem i prezydentem USA. Alex powstrzymał westchnienie, wracając myślami na odpowiednie tory. – Trenowałem w betonowym hangarze, był prawie jak bunkier, nawet moja energia nie była w stanie zniszczyć tych ścian – dodał z pewnym rozbawieniem, mimo wszystko te wspomnienia należały do tych przyjemnych, które lubił sobie czasem przypomnieć.
Patrick sam na chwilę się zamyślił, skubiąc zębami wargę, i zerkając na swojego – bądź co bądź – mentora. Wahał się jakiś czas, ale w końcu zapytał:
– Huh… pokazałbyś, wiesz, jak to wygląda?
Alex spojrzał na niego uważnie, jakby rozważając wszystkie za i przeciw, po czym w końcu niewielki uśmiech rozciągnął jego wargi. Skinął, skierowując się do niewielkiego panelu w ścianie, którego na początku Patrick w ogóle nie zauważył. Wystukał na klawiszach jakiś kod, po czym z podłogi po przeciwległej stronie wyłoniło się kilka solidnie wyglądających manekinów. Zaraz potem Alex podszedł do jego boku.
– Używamy ich czasem jako celów – wyjaśnił mu, po czym spokojnie odwrócił się w stronę jednej z kukieł. Podniósł prawą rękę, jakby celując, a skórę wokół jego nadgarstka rozświetlił różowawy blask. Wtedy błysnęło, huknęło i nim Patrick się obejrzał, pierścień energii pofrunął w stronę manekina, urywając jego górną połowę. Ta, która spadła, tliła się lekkim płomieniem.
Alex zerknął na teraz już swojego ucznia i dojrzał, że ten wpatrywał się w miejsce jego uderzenia z rozwartą szczęka, jakby bezgłośne „woah" zastygło mu na ustach. Nie przeczył, schlebiało mu to.
– Kiedyś nie umiałem tak skupić swojej energii – wyznał, ponownie zwracając na siebie uwagę Patricka. – Te pierścienie… tworzyły się wokół całego mnie, nie potrafiłem ich za bardzo ukierunkować. Hank mi w tym pomógł, stworzył urządzenie, które skupiało całą energię tutaj – postukał się w pierś – więc mogłem bez obaw celować. Od jakiegoś czasu już tego nie potrzebuję – zakończył, obserwując, jak w ciemnych oczach przewijają się przeróżne emocje, od zaskoczenia, przez podziw, po ciekawość. Alex dał mu jeszcze chwilę na przetrawienie tego wszystkiego, po czym podjął: – Na początek chciałbym zobaczyć, jak sobie radzisz, Patrick.
Ten podniósł na niego wzrok trochę niepewnie, ale po chwili westchnął, rozluźnił ramiona i skinął.
– Okej, co mam robić?
– Potrafiłbyś zapanować nad tym płomieniem? – Alex wskazał na manekina, który nadal tlił się lekko i powoli spalał w wyniku jego małego pokazu. Patrick wyglądał bardzo niepewnie, ale w końcu podniósł dłoń.
– Spróbuję – mruknął tylko i zmarszczył brwi, skupiając się na niewielkim płomieniu.
Czuł jego ciepło, płynące przez powietrze, i lekkie drgania, gdy się poruszał. Był obcy i nieokiełznany, nie to co ogień, który sam tworzył – choć i ten rzadko kiedy całkiem mu się podporządkowywał. Ale musiał spróbować. Musiał.
Odetchnął, próbując wczuć się w specyficzny rytm płomienia. Chciał się z nim połączyć, poczuć go. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że w efekcie wokół niego powietrze zaczynało falować i nagrzewać się, ale Summers nie reagował, więc nie przerywał. Minęła chwila, ale – tak! Udało się! Poczuł ciepłe liźnięcia ognia, jakby tańczył właśnie pod jego skórą, i tak się tym ucieszył, że nie zdołał go skontrolować. Płomień na manekinie buchnął na metry w górę, skrząc się i sycząc. Jasny blask rozszedł się po pomieszczeniu i Patrick sapnął, odskakując do tyłu. Pociągnął wysuniętą rękę z całym sobą, a ogień od razu całkiem zgasł. Danger Room znów lśnił metalicznie.
– No – odezwał się po chwili Alex – to było coś.
Patrick spojrzał na niego z pewnym przestrachem, ale gdy dojrzał na twarzy mentora ogromny uśmiech, odetchnął i zaśmiał się cicho.
– Dzięki.
Logan nie miał w zwyczaju się przejmować. Mało co go obchodziło, tak naprawdę. Ostatnimi czasy jednak zdążył wczuć się w swoją rolą – jakkolwiek dziwnie brzmiało to nawet dla niego – i ten dzień, nieudana misja, rozbity Remy i sfrustrowana reszta zdołały dobrać mu się do tyłka. Zaczęło to gryźć Wolverine'a, a to – to była rzadkość. Dlatego z jeszcze większym grymasem na twarzy i siłą w krokach skierował się do kuchni, gdzie zazwyczaj udawało mu się znaleźć trochę spokoju. Wszyscy jeszcze obecni wieczornymi godzinami na korytarzach uskakiwali mu z drogi, odprowadzając zadziwionymi a nawet lekko przestraszonymi spojrzeniami, ale to też mało go obchodziło. Kiedy w końcu dotarł do celu swej podróży, szarpnął za drzwiczki lodówki, które zaskrzypiały w cichym proteście, i skrzywił się na widok zawartości. Chwilę wpatrywał się w puszkę piwa, jakby siłą spojrzenia potrafił sprawić, że nagle zmieni się w butelkowane, ale w końcu zirytował się i chwycił browar, mrucząc niezrozumiale pod nosem. Zamaszyście zamknął zdradliwą machinę, po czym klapnął ciężko na stołek przy wysepce. Otwierana puszka syknęła lekko, a zaraz potem w powietrzu rozległ się dźwięk popijania i szelest papieru. Logan rozłożył wielką gazetę, z umiarkowanym zainteresowaniem zaczytując się gdzieś w dziale sportowym, i powoli sączył złocisty płyn. Gdzieś w tle słyszał pełno rozmów, chichotów i entuzjastycznych okrzyków uczniów, którzy przebywali ostatnie możliwe godziny na rozrywce, ale po chwili zdołał się w pewien sposób na nie uniewrażliwić. I nawet nie zdawał sobie sprawy, jak już przyzwyczaił się do życia w Instytucie.
Nie minęło jednak nawet kilka minut, gdy Logan usłyszał w korytarzu znajome kroki i głosy. Stłumił zirytowane mruknięcie z nadzieją, że może miną jego mały azyl i pójdą dalej, ale ich rozmowa niezmiennie stawała się coraz głośniejsza. Aż w końcu Alex z Patrickiem przekroczyli próg kuchni, a Wolverine zmarszczył groźnie brwi za gazetą.
– …Powiedziałbym ci, że powinieneś ćwiczyć częściej, ale… może beze mnie nie próbuj – dokończył Alex w stronę młodszego chłopaka, kiedy oboje podeszli do blatu. Wtedy dostrzegł siedzącego przy wysepce Wolverine'a i skinął do niego. – Logan.
Ten odwzajemnił skinienie z cichym mruknięciem, ale nic więcej nie powiedział. Patrick posłał mu zmieszane spojrzenie, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Rozbawiłoby go to, gdyby właśnie nie wolał bardziej być sam. Alex jednak zauważył skrępowanie swojego ucznia i znów zaczął mówić, sięgając równocześnie do lodówki po sok.
– Pamiętasz jeszcze, jak mówiłem ci o zajęciach z walki? – zagadnął Patricka, który od razu chętnie wrócił do niego swoją uwagę.
– Jasne, to byłaby świetna sprawa.
– No więc Logan planowo miałby prowadzić zajęcia w Danger Roomie – wyjaśnił, zerkając na Wolverine'a, który wychylił się zza swojej gazety z uniesioną brwią.
– Nie słyszałem, by jakieś były – odburknął i strzepnął gazetę, by ją nieco wyprostować.
– Jeszcze – odpowiedział zdawkowo Alex, by znów zwrócić się do Patricka, którego spojrzenie skakało to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Rozlał sok do dwóch szklanek, po czym schował go z powrotem do lodówki i, popijając powoli, kontynuował: – Tak naprawdę, jeśli Profesor kiedykolwiek by na to poszedł, pewnie prowadzilibyśmy takie zajęcia w parach. W Danger Roomie potrafi być przerażająco.
Patrick zamyślił się na chwilę, po czym wzruszył ramionami i wziął do ręki drugą szklankę.
– Nie wyglądał tak źle…
– Bo nie widziałeś jeszcze symulacji – odparł prosto Havok. – I nie, nie zobaczysz w najbliższej przyszłości. Musimy dobrze poznać twoje możliwości, już nie mówiąc o ich opanowaniu – dodał od razu, gdy usta Patricka samoistnie zaczęło się otwierać do spytania. Zaraz po tym zamknął je i westchnął cicho.
– To nie będzie łatwe – mruknął jakby bez entuzjazmu.
– Coś o tym wiem, młody – odpowiedział z pewnym rozbawieniem Alex i dzięki temu zdołał wydusić ze swojego ucznia mały uśmiech. Zanim jednak zdążył coś dodać, Logan wychylił się zza swojej gazety.
– Patrick, tak? – burknął, świdrując młodszego chłopaka spojrzeniem. Ten skinął głową lekko. Wyraźnie się zdenerwował, ale Wolverine'a niewiele to obchodziło. – Właściwie to co potrafisz? Eris nigdy nie mówiła o tym za wiele. – Oczy Patricka rozświetliły się nieco na wzmiankę o siostrze i to nie umknęło uwadze żadnego z nich.
– Właściwie to niewiele na razie – odparł niemal równie burkliwie i Logan uniósł brwi w pewnym zaskoczeniu. Zaraz jednak Patrick zreflektował się i dodał: – Pirokineza. Panowanie nad ogniem. A przynajmniej w teorii. Alex mnie uczy. – Zerknął na Havoka, a ten uśmiechnął się do niego lekko.
Wolverine chwilę jeszcze świdrował go wzrokiem, po czym skinął, jakby usatysfakcjonowany.
– Przydatne – mruknął tylko, znów zagłębiając się w lekturę.
– Logan ma rację – podchwycił od razu Alex. – Gdyby udało ci się opanować swoją moc, a Profesor zgodził się na zajęcia z walk, po jakimś czasie, kto wie, może nawet mógłbyś do nas dołączyć.
– Naprawdę? – Zdawało się, że oczy Patricka nagle stały się wielkie jak monety.
– Możliwe – powiedział wymijająco Alex, chociaż starał się nie pokazać, jak bardzo podoba mu się entuzjazm ucznia. I że zdaje sobie sprawę z utkwionego w nim, niezadowolonego spojrzenia drugiego mężczyzny.
– Mógłbyś mnie uczyć też walki wręcz? – zapytał powoli i dość niepewnie Patrick.
– Nie, to nie moja działka – pokręcił głową. – Ale Raven, Logan albo Remy już tak.
Alex prawie zdziwił się, jak bez mrugnięcia okiem zaproponował Gambita. Widział go jednak w akcji i wiedział, że mógł być w tym najlepszy z nich. Patrick nie przyjął tego aż tak spokojnie. Zmarszczył brwi, świdrując swojego mentora wzrokiem.
– Remy? – Prawie się skrzywił przy jego imieniu. – Sądziłem, że on tylko rzuca się na… – Ugryzł się w język, widząc, jak wbija się w niego groźny wzrok Logana i dość zdziwiony Alexa. –… rzuca tymi swoimi kartami…
Zamilkł, kręcąc się trochę w miejscu i czując, jak złość zmieszana z wstydem wspina się czerwienią po jego karku.
– Cajun zna się na tym, co robi – poniósł się w końcu chropowaty głos Logana, który spojrzeniem wrócił do swojej gazety. – Jak każdy z nas, inaczej by go tu nie było – zakończył nieznoszącym sprzeciwu głosem, nawet nie zerkając na chłopaka.
Alex zmierzył Wolverine'a nieco zaskoczonym spojrzeniem, ale nie wiedział, co mógłby na to powiedzieć. Od jakiegoś czasu wydawało mu się, że między Loganem i Remym utworzyła się jakaś nić porozumienia – może przez styl życia, jaki kiedyś prowadzili, może przez totalnie różne osobowości, ale zdawała się prawdziwa. I nie mógł stwierdzić, czy powinien się z tego cieszyć.
– To ja już pójdę – powiedział cicho Patrick. – Dzięki za dzisiaj – dodał w stronę Alexa i wycofał się, nim ten mógł cokolwiek powiedzieć.
– Jasne – mruknął pod nosem Alex, obserwując jeszcze chwilę przejście, w którym zniknął Patrick.
– Nieźle go zachęciłeś – burknął do niego Logan zza swojej gazety. Gdy się odwrócił, by mu odpowiedzieć, ten zdawał się dalej pogrążony w lekturze ciągle tej samej strony. Alex zmarszczył brwi, siadając na jednym z pobliskich stołków.
– Muszę dać mu jakąś motywację – odpowiedział, wzruszając ramionami, czym zaskarbił sobie jedno znaczące zerknięcie znad rąbka papieru.
– Nieprawdziwą? Bo coś ci powiem, Profesor się nie zgodzi.
– Na razie – próbował Alex, ale usłyszał tylko niehumorystyczne parsknięcie w odpowiedzi. Zmarszczka na jego czole jeszcze się pogłębiła. – W końcu się zgodzi. Raven popiera ten pomysł, Remy… – Wolverine znów zerknął na niego, popijając piwo z puszki. Nie wiedział dlaczego, ale wystarczyło jedno jego spojrzenie, by czuł się niespokojnie. – Okej, przyznaję, że nie wiem, ale raczej nie miałby wiele przeciwko. Poza tym… widziałeś te niektóre dzieciaki? Mają tak samo dobre zdolności jak my albo lepsze. Jean, Peter, Patrick…
– Scott? – przerwał mu chrapliwie Logan i Alexowi na chwilę odebrało mowę. – Tak myślałem. Zresztą, sam to powiedziałeś, to tylko dzieciaki – dodał, znów wracając do swojej gburowatej pozy i gazety.
– Nie byłem wiele starszy od nich. – Wolverine zatrzymał się, nim przewrócił kolejną stronę, i z nową uwagą przyjrzał się towarzyszowi. Alex westchnął cicho. – Gdy mnie zwerbowali. I potem, na Kubie… Może pomogłoby mu to tak, jak mi wtedy…
Zamilkł, a Logan nie wiedział, co mógłby na to odpowiedzieć. Mierzył przez chwilę wzrokiem młodszego kompana, po czym wrócił oczami do zadrukowanych stron i westchnął bezgłośnie. Nie pamiętał, kiedy ostatnio się o kogoś troszczył. Kiedy ostatnio ktoś go choćby bardziej obchodził. A jednak…
Alex podniósł się z miejsca. Odstawił pustą szklankę i już zamierzał wyjść bez słowa, ale w ostatniej chwili rzucił na odchodnym:
– Czas na mnie. Dobrej nocy, Wolverine.
Po czym obrócił się na pięcie, a Logan na chwilę wbił wzrok w jego plecy.
– Hej, Summers! – zawołał jeszcze i Alex zatrzymał się, odwracając z uniesioną brwią. Logan zawahał się na moment, ale potem wychrypiał: – Mógłbyś użyć tego argumentu na Profesorze. Następnym razem.
Alex przyjrzał mu się chwilę uważniej, jakby rozważając jego słowa, na wpół obrócony do wyjścia. Potem uśmiechnął się lekko i skinął.
– Spróbuję.
Od autorki: Fiuu, trochę mnie nie było. Cóż, miałam bardzo ciężki początek roku i nadal nie jest łatwo, ale powoli się zbieram. Ten rozdział miałam już napisany jakiś czas temu, ale chciałam mieć chociaż trochę do przodu, zanim go opublikuję. Teraz mam dwa następne w fragmentach napisane i powiem Wam... to tutaj to taki mały oddech przed emocjonalną burzą ;D A przynajmniej mam nadzieję, że następne będą dla Was emocjonujące ^^
Także tego, mam nadzieję, że się Wam podobało! Co sądzicie o takim męskim rozdziale? Lubicie to trio? Mnie całkiem ciekawie pisało się ich perspektywy, dość odświeżające doświadczenie, że tak powiem. Może chętnie poczytalibyście/poczytałybyście fragmenty z czyjejś konkretnie perspektywy? Dajcie znać, wszystko wezmę pod uwagę ^^
