Drzwi gabinetu Profesora zamknęły się za empatką z lekkim szmerem, odcinając wszelkie znajdujące się wewnątrz aury. Eris odetchnęła z ulgą, jednak to niestety nie pomogło wystarczająco. Czuła rosnący za oczami, pulsujący ból – zaczynał dudnić pod czaszką i zachłannie wżerać się w tkanki, aż musiała zacisnąć zęby.
Nie wiedziała, co dokładnie mogło być przyczyną, ale nie chciała tego za bardzo roztrząsać. Jak na razie miała swoje podejrzenia i to jej starczało, a zamiast o tym myśleć, musiała jak najszybciej dostać się na świeże powietrze. Obraz rozmazywał się Eris przed oczami, kiedy ściany zdawały się zbliżać do niej z każdej strony. Panika lepkimi mackami wspinała się po jej ciele, mrożąc krew w żyłach, aż mięśnie zaczęły drżeć, a serce przyspieszać.
Przystanęła, opierając rękę o najbliższą ścianę. Wzięła głęboki, długi oddech, przymykając powieki i czując, jakby zaraz miała się przewrócić. Przez długą chwilę stała tak, prawie bez ruchu – gdyby nie liczyć widocznego drżenia jej ciała – potem poczuła wyraźny podmuch powietrza.
– Eris? – znajomy, zmartwiony głos rozbrzmiał tuż obok zadziwiająco wolno. – Wszystko gra?
Empatka odwróciła się do Petera, nabierając głęboko powietrza i zaraz wypuszczając długi oddech. Chłopak wyglądał na całkowicie wytrąconego z równowagi – i to na pewno nie zmartwieniem o jej stan. Niepokój i zdenerwowanie wypływały z niego tak gęstymi falami, że prawie przebijały się przez bariery, a ich echo rezonowało tak mocno, iż sama poczuła się jeszcze bardziej rozbita niż chwilę wcześniej.
– Gra, gra, to nic wielkiego – odpowiedziała w końcu, machnąwszy dłonią. Odsuwając wszelkie własne emocje, zamknęła je szczelnie wewnątrz umysłu, by na chwilę przestały ją gnębić i mogły to zrobić innym razem. Gdy upewniła się, że nie wymkną się spod kontroli, zwróciła się całkiem w stronę wiercącego się sprintera. – O co chodzi, Peter? Coś się stało?
Chłopak zakołysał się na piętach, nadal nie mogąc przestać się kręcić i mnąc krawędź kurtki w dłoniach. Eris prawie potrafiła sobie wyobrazić, jak jego myśli pędzą z prędkością dźwięku lub nawet szybciej.
– Ja, uch… Zastanawiałem się, czy mogłabyś… – Ściął się, z irytacją wsadzając dłonie w kieszenie. W końcu niemal na jednym wydechu wyrzucił: – Moja siostra ma właśnie jeden ze swoich ataków, a od jakiegoś czasu nie wiem, jak jej pomóc, bo jest coraz gorzej, i myślałem, że może mogłabyś… No, wiesz… Jakoś pomóc? – Zwrócił na nią błagalne spojrzenie i empatka poczuła, jak ściska ją żal. – Prooszę? – spróbował jeszcze raz, cały czas się wiercąc.
Eris nie miała pojęcia, co mógł mieć na myśli przez ataki ani czy jego siostra nie była przypadkiem niebezpieczna, ale gdy tak patrzyła na Petera i otaczające go emocje, nie potrafiła odmówić. Nie, kiedy znajomy ucisk w piersi mówił jej, że prawdopodobnie wiedziała, co właśnie przechodziła ta biedna dziewczyna – a czas uciekał.
– Okey, pomogę – zgodziła się, skinąwszy lekko głową. – Ale gdzie ona jest? Jeśli ma ten… atak teraz, to jak zdążymy?
– Spokojna głowa, zabiorę cię tam w parę sekund – rzucił niedbale, machnąwszy ręką, i nim się zorientowała, stał za nią, podtrzymując tył jej głowy.
– Co…?
Nie zdążyła dokończyć, bo nagle świat się rozmazał w bezkształtną plamę, ogromne ciśnienie naparło na nią z każdej strony, aż musiała zamknąć oczy, a kiedy je otworzyła, była już zupełnie gdzie indziej. I to wszystko zdecydowanie nie trwało nawet paru sekund, może góra jedną.
– To normalne, zaraz przejdzie – usłyszała głos Petera i musiała chwycić go za ramię, by się nie przewrócić. Czuła się tak, jakby jej żołądek właśnie chciał zwrócić całą zawartość, dlatego skupiła się całkiem na oddychaniu, by jakoś się uspokoić. Chwilę później (szybciej, niżby wolała) wyprostowała się, choć nadal ją mdliło. – W porządku? – Peter zapytał ze zmartwieniem, ale w jego głosie słychać też było zniecierpliwienie, którego nie mógł całkiem ukryć.
– Tak, w porządku, prowadź – odpowiedziała, siląc się na spokojny, zrównoważony ton, mimo że wcale się tak nie czuła. Biorąc głęboki oddech, zdawała sobie sprawę, że już mogło być po wszystkim, ale dla Petera nie mogła odpuścić.
Chłopak zmierzył ją jeszcze szybkim spojrzeniem i odwrócił się do drzwi, przed którymi właśnie stali. Dopiero w tym momencie Eris zauważyła, że znajdują się w długim korytarzu z mnóstwem podobnych drzwi, zupełnie jak w akademiku – i wtedy przypomniała sobie, że od prawie tygodnia trwał nowy rok szkolny. Ledwie to zauważyła. Nie dość, że w Instytucie czas zdawał się płynąć inaczej, to prawie zawsze coś się działo, odbywały się jakieś zajęcia, lekcje i inne aktywności, więc dla kogoś niewciągniętego całkiem w uczniowską społeczność, przejście z wakacji w nowy semestr było prawie niezauważalne. A do tego były rzeczy – i nie tylko – które zajmowały sporą część jej uwagi przez te ostatnie dwa miesiące, nie orientowała się w sprawach szkolnych zbyt dobrze. Na szczęście, to nie dla nich się tu znalazła.
Nim zdołała dojrzeć więcej szczegółów w zacienionym korytarzu, Peter zapukał lekko w jasne drewno i uchylił drzwi.
– Wanda? – zawołał cicho, wchodząc powoli do środka. Dał znak Eris, by podążyła za nim w głąb pomieszczenia.
Mimo ładnego, klasycznego wystroju, wyglądał ponuro przez właściwie brak światła. Za zasłoniętymi niebieskimi kotarami oknami musiało również być ciemno, bo nie prześwitywały zza nich choćby promienie zachodzącego słońca. I przez sekundę zastanawiała się, gdzie się znalazła, skoro w tym miejscu był wieczór, bądź nawet noc, kiedy nad Instytutem dopiero szarzało.
– Przyprowadziłem przyjaciółkę – odezwał się znów Peter. – Może ci pomóc…
– Szczerze w-wątpię – odpowiedział mu cienki, damski głos, wyraźnie naznaczony strachem i długim szlochem. Wtedy dopiero Eris dostrzegła sylwetkę – zwiniętą w ciasny kłębek na podłodze przy stojącym w kącie łóżku. I był to zdecydowanie niespotykany widok.
Ciemne włosy, wraz z wszelkimi, drobnymi przedmiotami jak długopisy czy kartki, unosiły się w powietrzu wokół dziewczyny, krążąc wokół jej głowy i lśniąc lekko czerwonawą poświatą, a ona chowała twarz w dłoniach i trzęsła się niekontrolowanie. Urywany, ciężki oddech zdawał się jedynym dźwiękiem wypełniającym powietrze wokół nich.
Eris zerknęła na Petera, który spoglądał na siostrę z bólem w oczach, stojąc na uboczu i wyraźnie nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Zebrawszy się na odwagę, empatka zwróciła wzrok na Wandę i postąpiła krok w jej stronę.
– Pozwól mi spróbować – zaproponowała miękko, nadając głosowi kojący ton i całkowicie wyciszając własną aurę. Zniosła nawet bariery, ale wtedy Wanda poderwała wzrok, a Eris syknęła, czując nagły ból w czaszce.
– Wanda, przestań! – głos Petera poniósł się po pokoju i w mgnieniu oka sprinter był przy boku siostry. Zaraz potem Eris odetchnęła, bo ból zniknął tak nagle, jak się pojawił. A kiedy podniosła wzrok, wielkie, lśniące czerwonawo oczy wpatrywały się w nią z cierpieniem, żalem, ale też rozpoznaniem i współczuciem.
– Przepraszam – wydukała drżącym głosem, obejmując się ramionami – to był odruch…
Eris pokręciła głową, machnąwszy ręką zbywająco.
– Nie szkodzi, rozumiem – odetchnęła, nawet uśmiechając się lekko, ale dziewczyna jakby tego nie zauważyła.
– Widziałam… – zaczęła, wpatrując się w empatkę wielkimi oczami. – Ty wiesz. Wiesz, jak to jest.
W pierwszej chwili Eris nie zrozumiała, o co chodziło, ale kiedy dostrzegła zaschnięte łzy na policzkach dziewczyny, pozycję, w której siedziała, nazwanie tego „atakiem" przez Petera, pulsującą smutkiem, bezsilnością i strachem aurę, pojęła, co Wanda miała na myśli. I wargi drgnęły jej lekko ku górze, choć raczej w bardziej smutnym wyrazie, bo nie było sensu udawać.
– Wiem – przyznała, powoli podchodząc do Wandy. – I jeśli mi pozwolisz, spróbuję ci pomóc – dodała miękko, nie spuszczając wzroku z oczu, które barwą przypominały jej tęczówki pewnego pokerzysty.
Wanda niepewnie zerknęła na Petera, który teraz siedział przy boku siostry i obejmował ją ramieniem. Gdy skinął z zachęcającym uśmiechem, zwróciła się znów do Eris i również pokiwała głową na zgodę, ciągle się trzęsąc.
Empatka ostrożnie przyklękła naprzeciw dziewczyny, wyciszając już całkiem swoje emocje, po czym skupiła się na ostrej aurze mutantki. Buzowała wokół niej bardzo mocna, czerwonawo-purpurowa energia, zapewne świadcząca o jej mocach – zwłaszcza że wirujące wokół przedmioty emanowały podobną barwą – a pod tym lśniło wiele jasnych, skrzących się kolorów. Jasny błękit zdecydowanie dominował wśród nich, ale Eris zauważyła też granatowo-szare plamy, które bardzo jej się nie spodobały. Wanda nosiła w sobie wiele emocji. Smutek, żal, zmartwienie, ale też świeże i stare poczucie winy.
Eris odetchnęła cicho i przyjęła sięgające do niej kolory, w zamian wysyłając trochę własnego spokoju i ciepła. Równocześnie sięgnęła do delikatnych, pastelowych barw, ukrytych szczelnie pod czerwienią i granatem, i do nich skierowała swoją energię, by wyłoniły się spod zasłony i mogły zacząć rosnąć.
Oczy Wandy na to rozszerzyły się znacznie, a w barwach aury rozbłysły pomarańcz i ledwie dostrzegalne złoto, na co Eris prawie podskoczyła z radości. W tym samym czasie czerwień w oczach mutantki zbladła, a dotąd unoszące się wokół przedmioty powoli zaczęły opadać ku ziemi. Wanda otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się powstrzymała. Empatka, widząc to wahanie i czując teraz dziewczynę niemal jak samą siebie, ujęła delikatnie jej drobne, zimne dłonie.
– Coś się stało, prawda? – spytała cicho, utkwiwszy spokojne, ciepłe spojrzenie w ciemnych oczach. Wanda przełknęła wyraźnie i skinęła, nie będąc w stanie odwzajemnić jej wzroku. – Możesz opowiedzieć? Nie będę oceniać – dodała, delikatnie gładząc wierzch dłoni dziewczyny. Nie chciała jej do niczego zmuszać, ale musiała od czegoś zacząć.
Wanda wzięła głęboki oddech i, spojrzawszy na nią krótko, znów skinęła.
– Na roku jest kilku chłopaków – zaczęła powoli, jej głos nadal drżał i rwał się, ale brzmiał już nieco pewniej. – Bywają dość nachalni, ale zwykle szybko dają spokój… Jeden się dzisiaj do mnie szczególnie przyczepił. – Zadrżała nieco mocniej i ramię Petera zacieśniło się wokół siostry. Eris widziała, jak w czarnych oczach lśnią gromy, a w aurze na równi ze zmartwieniem zaczyna wirować gniew, ale musiała skupiać się na Wandzie, nie jej bracie. – Gdy profesor na chwilę nas zostawił w laboratorium chemicznym… Nie mogłam się go pozbyć, a on nie chciał słuchać, zbliżał się cały czas, aż… aż… Zaczęłam panikować i-i roztwór na naszym stoliku w-wybuchł! – Przerwała, a nagły, potężny dreszcz wstrząsnął jej ciałem. Peter obok już cały buzował.
– Jak go znajdę – syknął pod nosem, zaciskając pięści.
– Nie, Pietro, proszę! – poderwała się zaraz Wanda, wbiwszy wzrok w brata. – Nie możesz… Byłoby jeszcze gorzej!
– Ale…!
– Wanda ma rację, Peter – przerwała mu Eris, poważnie patrząc w czarne oczy. – Mógłbyś tylko pogorszyć sprawę, a tego nie chcemy – wyjaśniła, i choć Peter cały się niemal gotował, prychnął ciche „niech będzie" i mocniej objął siostrę. Eris uśmiechnęła się do niego lekko, po czym znów zwróciła się do Wandy. – Co było dalej?
– Wszystko wylądowało na nim – szepnęła, kurcząc się w sobie. – Myślałam, że go sparzyło. Krzyczał… ale ponoć roztwór był nieszkodliwy…
– Ale ty ciągle się obwiniasz – dokończyła empatka, nie przestając gładzić lekko dłoni dziewczyny. Wanda skinęła na to powoli.
– I oni… widzieli. Wszyscy widzieli. Boję się, że… że w końcu się domyślą – wyznała, podnosząc wzrok na Eris. – Dzisiaj to wyglądało jak przypadek, ale… takie rzeczy mi się zdarzają, nie pierwszy raz… Niektórzy chyba zaczynają coś podejrzewać.
Przedmioty, które już prawie opadły na ziemię, zaczęły znów podnosić się i niebezpiecznie wirować, a Eris poczuła, że rosnący strach dziewczyny ma na to ogromny wpływ. Sięgnęła więc do samego środka i powoli zaczęła rozluźniać jego sploty, równocześnie zaczynając mówić:
– Wando, słyszałaś kiedyś o medytacji? – zapytała lekko, a ponownie czerwonawe oczy spojrzały na nią z pewnym niezrozumieniem, ale i tak skinęła. – Widzisz, sama medytuję każdego ranka, jeśli tylko jestem w stanie. Zaczynam od kontrolowania oddechu, wczucia się we własne ciało, a potem emocje, uczucia i aurę – wyjaśniła, zaś z każdym jej słowem Wanda zdawała się uspokajać. Zainteresowanie powoli przebijało się przez strach, nad którym Eris ciągle pracowała, więc spokojnie kontynuowała: – To mi bardzo pomogło, gdy przechodziłam podobny okres. Wyciszałam się, nim cokolwiek mogło się zdarzyć. To oczywiście niełatwe i zajmuje sporo czasu, nim przyniesie widoczne efekty, ale pomaga się skupić, poznać siebie. Mogłabyś spróbować – zaproponowała miękko, z cichą nadzieją, że również pomoże to Wandzie tak jak jej.
Oczywiście, Eris wtedy miała też inną pomoc, ale gdyby nie medytacja, prawdopodobnie nigdy nie dałaby rady dojść do stanu, w którym umiała sobie poradzić na własną rękę. A poznawszy już trochę tę mutantkę, jej energię, aurę, emocje, niezwykłą wrażliwość, była gotowa zadeklarować swoje całkowite wsparcie i gotowość przybycia, gdyby tylko tego potrzebowała. Wanda, teraz wpatrując się uważnie w empatkę, uniosła nieco brwi, jakby usłyszała tę myśl, ale szybko się czymś speszyła i spuściła wzrok. Trwała tak chwilę, a ani Eris, ani Peter nie poganiali jej w żaden sposób, aż odetchnęła głęboko i fruwające przedmioty znów zaczęły opadać.
– Spróbuję – zdecydowała w końcu, głosem już pewniejszym i niemal wyzbytym wcześniejszego drżenia. Eris od razu poczuła, jak uśmiech wkrada się na jej wargi.
– To dobrze, cieszę się – powiedziała miękko, ściskając lekko dłonie Wandy. Ona podniosła na nią wzrok, a w ciemnych oczach już nie lśniła czerwień. – Powiedziałabym, żebyś zobaczyła w moich myślach, jak to wygląda, ale wolałabym, byś tego nie robiła. Nie chcę zrzucać na ciebie czegoś, co mogłabyś przypadkiem zobaczyć – dodała. Choć wpierw dziewczyna uniosła brwi, wkrótce zrozumienie przebiegło po jej twarzy i skinęła. – Podstawy są dość nieskomplikowane, więc powinnaś szybko załapać…
Eris powoli i wyraźnie zaczęła opisywać Wandzie, jak powinna zacząć medytację, od czego i jak długo prowadzić sesje, by utrzymać koncentrację. Co kilka słów dziewczyna potakiwała lekko lub marszczyła brwi, ale zdawała się wszystko rozumieć – co więcej, powoli się uspokajała. Na koniec tego wywodu, empatka pokazała, jak powinno to wyglądać i przećwiczyła odpowiednie wdechy i wydechy razem z mutantką. To mogło jej się przydać w każdej sytuacji, nie tylko gdyby chciała pomedytować.
– To są mniej więcej całkowite podstawy. Powinny starczyć, póki nie będziesz gotowa, by sięgnąć dalej. Jeśli będziesz chciała, dasz znać Peterowi i gdy tylko będę mogła, weźmie mnie do ciebie. Może być? – zapytała, uśmiechając się lekko, zachęcająco.
Wanda znowu skinęła, jednak zdenerwowanie jakoś mocniej zaczęło lśnić w jej aurze i przez chwilę gryzła wargę, nim podniosła wzrok na Eris.
– A… a gdybym znowu… – zaczęła cicho, a jej głos nów zadrżał i przerwała. – No wiesz…
– Wtedy tym bardziej – odpowiedziała stanowczo, ale nadal łagodnie, empatka, pewnie podtrzymując spojrzenie Wandy, by jasno dać jej do zrozumienia, że ma to na myśli całym sercem. – Jeśli tylko poczujesz, że nie dasz rady, daj znać bratu. Zabierze mnie tu od razu. Rozumiesz, Wando? Od razu. – Eris położyła wyraźny nacisk na swoje słowa, posuwając się nawet do tego, by przesłać z nimi kolejną dawkę spokoju i ciepła, dzięki czemu mogły wryć się w umysł mutantki znacznie skuteczniej. Nadal nie dawało to pewności, że Wanda faktycznie się do niej zwróci po pomoc, ale zapewniało przynajmniej większe szanse.
– Rozumiem – szepnęła tylko w odpowiedzi, jakby nieśmiało spoglądając w czarno-fiołkowe tęczówki. Ciemne plamy w jej aurze już niemal całkiem się rozpłynęły, a bordowa energia uspokoiła się na granicach, choć nadal buzowała. – Dziękuję…
– Kiedy tylko będziesz potrzebowała, Wando – odpowiedziała ciepło empatka, podnosząc jedną dłoń, by odgarnąć kilka ciemnych kosmyków z czoła dziewczyny. Przesunęła delikatnie kciukiem po jej policzku i uśmiechnęła się lekko, a Wanda po raz pierwszy odwzajemniła uśmiech. I choć był słaby, ledwie widoczny, to jednak drgnął w kącikach jej różowych warg cieplejszą emocją.
Dokładnie wtedy Peter odchrząknął cicho, wyrywając mutantki z tej cichej, intymnej atmosfery. Jego dziwnie podejrzliwie, uważne spojrzenie przebiegło szybko między jedną i drugą, aż w końcu spoczęło na oczach siostry i tam zatrzymało się na dłużej, jakby prowadzili między sobą jakąś osobistą, niemą rozmowę. I musiała to być ciekawa rozmowa, bo w aurze Wandy zalśniło zawstydzenie, a na jej policzkach wykwitł niewielki rumieniec. Wtedy też odwróciła wzrok, a Peter złożył na czole siostry krótki pocałunek i odsunął się lekko.
– Musimy już powoli iść – powiedział cicho. Wanda tylko skinęła na to krótko, ale nie chciała na nich spojrzeć.
Peter podniósł się już z ziemi, ale Eris pozostała na podłodze, gryząc nieświadomie wnętrze policzka, gdy w myślach wciąż i wciąż rozważała jedno pytanie. Dziewczyna chyba to wyczuła, bo w końcu podniosła na nią pytający wzrok.
– Wando… nie myślałam o tym, by dołączyć do Instytutu? Tak jak Peter? – zapytała w końcu empatka, ostrożnie i ciepło, by jakoś jej nie wzburzyć.
Wanda wzruszyła ramionami, ale jej aura jasno mówiła, że wcale nie było to dla niej tak obojętne.
– Chcę skończyć studia – powiedziała cicho. – I mam tu paru przyjaciół, jestem z dala od centrum wydarzeń między mutantami… I… chyba bym tam nie pasowała…
– Pleciesz bzdury, siostra, tam są sami mutanci! Jak mogłabyś...
– Peter – Eris przerwała chłopakowi – Wanda ma co innego na myśli. Prawda? – Ciemne oczy podniosły się na empatkę i zobaczyła w nich wszystko, czego potrzebowała. Eris tylko skinęła z pełnym zrozumienia uśmiechem, ale nie miała zamiaru drążyć tematu. Jeśli w przyszłości będzie chciała powiedzieć, powie, tego była pewna. Dlatego spróbowała jeszcze tylko delikatnie. – Mimo to, proszę, przemyśl to, Wando. Jestem pewna, że Profesor ma możliwość załatwienia tego, byś pod jego skrzydłami skończyła studia. Instytut też może ci pomóc…
– A ty? – przerwała jej cicho Wanda. Eris zmarszczyła lekko brwi, nie do końca rozumiejąc, i mutantka podjęła: – Mieszkasz tam?
Niewielki uśmiech wpłynął na wargi empatki i uśmiechnęła się do niej ciepło.
– Tak, mieszkam – przyznała. – I bardzo mi się tam podoba – dodała, nie mogąc powstrzymać myśli o pewnym mutancie, który był tego sporym powodem (nawet jeśli aktualnie przeszła między nimi lekka burza).
Oczywiście, ważny czynnik stanowiło też jej bezpieczeństwo, ale postanowiła o tym nie wspominać. Zwłaszcza, że Wanda mieszkała z dala od Nowego Yorku, więc bardzo możliwe że daleko od niebezpieczeństwa ludzi polujących na mutantów, i póki co nie chciała dokładać kolejnych, możliwych powodów dla jej ataków paniki. Im spokojniejsza była, tym większe miała szanse, że nikt nie dostrzeże w niej mutantki.
– Przemyślę to – obiecała po chwili Wanda i sama podniosła się, siadając tym razem na krawędzi łóżka.
Eris poszła w jej ślady, ostatni raz ściskając delikatni zimną dłoń.
– Dobrej nocy, Wando – pożegnała ją cicho, ale zanim całkiem cofnęła własną rękę, podniosła ją i ponownie delikatnie pogłaskała palcami policzek dziewczyny. Zdawała się od razu uspokajać na ten dotyk, głównie dlatego to zrobiła, na koniec przesuwając palcami po ciemnych pasmach. Zaraz potem Wanda odwzajemniła uśmiech Eris.
– Dobranoc, siostrzyczko – dodał Peter, przytulając mocno dziewczynę. Gdy tylko się odsunął, od razu zjawił się przy boku empatki.
– Dobranoc – pożegnała ich Wanda i wtedy Eris znów doświadczyła okropnego uczucia superprędkości Petera. Na szczęście nim zdążyła cokolwiek mocniej odczuć, sprinter zatrzymał się i przytrzymał ją za ramiona.
– Wszystko gra? – zapytał po chwili, powtarzając się, i Eris powoli się wyprostowała.
Nadal nieco kręciło jej się w głowie, a emocje (nie tylko jej) zaczynały powoli wyrywać się z ich ciasnej skrytki, ale póki co jeszcze trzymała je w ryzach, więc skinęła na potwierdzenie. Gdy już całkiem stanęła o własnych siłach, Peter ponownie się odezwał:
– Dzięki – powiedział cicho, mnąc rękawy kurtki. – Za pomoc Wandzie. I w ogóle.
– Jasne, nie ma sprawy – odparła Eris, ale zaraz potem posłała Peterowi twarde spojrzenie. – I mówiłam poważnie. Jeśli tylko znów będzie tego potrzebować, zabierz mnie do niej. Tak? – Uniosła brew, jakby dla dodania efektu, ale Peter już kiwał głową w zgodzie.
– Tak, tak, będę pamiętać. Naprawdę, wielkie dzięki – powtórzył i z tymi słowami przytulił empatkę do piersi. Mocno, ale krótko. – No, to branoc!
I nim się obejrzała, stała sama przed drzwiami do jej własnego pokoju. W korytarzu Instytutu też było już znacznie ciemniej, niż gdy wychodziła od Profesora, jednak zarejestrowała to tylko połowicznie. Emocje Wandy wirowały w umyśle Eris, żywe i prawdziwe, a jej własne rozrywały od wnętrza ciężką skrzynię w tyle umysłu, gdzie je schowała. Cóż, spodziewała się tego. Jedynym, co pozostało empatce, to kolejna próba odsunięcie tego i przetrwania nocy.
Wstyd przyznać, ale zapomniałam wrzucić ten rozdział (a raczej pierwszą część większego, ale tu akurat nie ma to znaczenia), więc publikuję go dopiero teraz od razu z następnym. Rozdzielnie, by lepiej czytało się osobom, które wolą krótsze części. Za wszystkie możliwe błędy przepraszam! I mam nadzieję, że się podobało, dajcie znać, co myślicie!
