ROZDZIAŁ 2

Uwaga: Występują elementy drastyczne +16.

Nick obudził się, nie wiedząc dokładnie co stało się wieczorem po akcji. Spojrzał na swój budzik, który wskazywał 8.00. Był już spóźniony o całą godzinę. Już miał wyrywać się z łóżka, gdy doznał dziwnego uczucia czyjejś obecności. Obejrzał się za siebie, a widok jaki ujrzał przyprawił go o kolejny zawrót głowy. Na drugim końcu jego łóżka leżała Judy w swoim mundurze i jeszcze pogrążona we śnie.

Co ona tu robi?!

Pomyślał, powoli wstając. Wiedział jednak, że jego materac nie należy do najlepszych, więc jeśli wstanie, skrzypienie obudzi ją. Ale czy nie powinien jej obudzić? W końcu oboje byli spóźnieni do pracy. Wykonując jednak bardzo powolne ruchy, wreszcie wstał, okrywając króliczkę kołdrą. Mimo dość ciepłej nocy, rano zrobiło się bardzo zimno. Nie chciał żeby się przeziębiła. Szybko ubrał się w mundur policyjny i wyszedł, szepcząc cicho przy drzwiach.

-Miłych snów… Moja karotko.

Od teraz gdy pracował jednocześnie jako policjant i agent, nie musiał martwić się o autobusy. Stać go było na nowy dom, z już nie aż tak nowymi meblami oraz samochód. Jeden z lepszych modeli produkowanych w Sawannie. Droga do pracy przebiegała dosyć spokojnie. Nie było korków na autostradzie, a wszystkie światła jakoś za każdym razem wyświetlały zielony. Może to był jego szczęśliwy dzień? Gdy zajechał na parking, zauważył wychodzącego z komendy Pazuriana.

-Cześć!

Krzyknął, zamykając swój pojazd.

-Nick?! To ty nie masz dzisiaj wolnego?

Te słowa go trochę przybiły. Mógł sobie smacznie spać, jednak wolał nie robić na złość Bogo… Jaka dobroć w niego wstąpiła.

-Judy chyba też ma dzisiaj wolne. Komendant mówił, że miała się tobą zająć, po tym wczorajszym wybuchu.

Teraz kompletnie zgłupiał. Był aż w tak złym stanie psychicznym, że jego najdroższa przyjaciółka musiała się nim zająć? Nie do pomyślenia, jak na szczwanego lisa. Nigdy nie był takie emocjonalny… Dopiero miesiąc pracy z jego partnerką, doprowadził go do takiego stanu.

-Jest szef?

Spytał, ruszając na schody. Pazurian jedynie obrócił się i pokiwał głową twierdząco. Nick ruszył do biura komendanta. Co miał mu powiedzieć? Nie wiedział o dniu wolnym i przyszedł do pracy? Szef dałby mu jakieś papierkowe roboty, których nie znosił. Podszedł jednak do drzwi i zapukał.

-Wejść!

Odezwał się potężny bas Bogo.

-Nick? Dałem ci na dzisiaj wolne, żebyś doszedł do siebie. A z centrali nie ma żadnych wezwań specjalnych.

-Wiem… To znaczy dowiedział się jakieś trzy minuty temu.

-Skoro jesteś…

Tego się obawiał, cały dzień przy papierach.

-A w sumie nie ma dzisiaj nic do stemplowania. Jak chcesz to wracaj do domu.

Uśmiechnął się i pożegnał z komendantem. Nie spodziewał się tak łatwego załatwienia sprawy. Wsiadł ponownie w samochód i wrócił do domu. Wchodząc znów zobaczył śpiącą Judy. Już miał do niej podejść, gdy ujrzał kapiącą z łóżka krew. Jego serce ponownie stanęło. Podbiegł i pierwsze co postanowił to sprawdzić puls. Żyła… Ale traciła ciągle krew. Ktoś pod jego nieobecność wszedł do domu i dźgnął ją nożem w podbrzusze. Wyraźna rana wskazywała, że zdarzyło się to niedawno. Może nawet parę minut temu.

-Gdzie ten cholerny telefon?!

Szukał po kieszeniach aż wreszcie natrafił na komórkę. Pierwsze co wykręcił to numer na karetkę. Dopiero po przyjeździe służb ratowniczych, postanowił zadzwonić na posterunek o całym zajściu. Technicy przyjechali zabezpieczyć dom, jednak nie było żadnych odcisków palców ani żadnych innych śladów.

Lis siedział przed salą operacyjną, nerwowo tąpiąc swoją łapą o podłogę. Myśl, że naraził ją na śmierć, była najgorszą jaką w życiu miał. Minęła już dobra godzina, aż wreszcie z sali wyszedł nosorożec w stroju lekarskim.

-Co z nią?!

Stanął jak wryty przed doktorem.

-Spokojnie. Ten kto to zrobił musiał pierwszy raz na oczy widzieć nóż. Rana nie była nawet duża, ale jednak gdyby nie pana szybka reakcja, panna Hopps mogłaby się wykrwawić. Jutro będzie mogła już wyjść ze szpitala.

Nickowi kamień spadł z serca.

-Mogę się z nią zobaczyć?

-Tak, sala numer osiem. Łóżko trzecie.

Lis udał się pod wybrany pokój. Pierwsze co dostrzegł to jego partnerkę, czytającą jakiś kryminał. Powoli podszedł do jej łóżka, aby jej nie przestraszyć.

-Witaj Judy.

Króliczka zerknęła na Nicka z błyskiem w oku. Położyła książkę na szafkę obok i przytuliła się do niego.

-Co ty…

-Dziękuję.

Lis jednak wolno odepchnął ją od siebie.

-Za co? Za to, że naraziłem cię na śmierć? Powinienem zostać z tobą, zamiast iść do tej cholernej roboty.

-To nie twoja wina. Nie wiedziałeś, że się tak stanie. Powinnam wstać wcześniej…

Nick usiadł i podał małą różę, którą dla niej przyniósł.

-Piękna.

-Wiesz kto cię zaatakował? Nie daruję mu… lub jej.

-Spałam. Poza tym podczas snu poczułam, że wszystko się wali. To chyba wtedy mnie zaatakował.

-Zrobię śledztwo.

Mina Judy nie wyglądała na zbyt radosną. Jej uszy oklapły.

-Sam?!

-Tak. Nie pozwolę, żeby ten który ci to zrobił, żył sobie dalej bezkarnie.

-Bogo cię nie dopuści samego do tego śledztwa.

-Mam gdzieś jego opinię. Poza tym… Nie powiedziałem, że muszę to śledztwo zarejestrować na komendzie.

Jej mina już przypominała strach, zamiast zwykłej niepewności.

-Bez kamer, bazy danych ani niczego, nie znajdziesz go od tak.

Nick jedyne westchnął i pogłaskał Judy po jej małej głowie.

-Do zobaczenia później.

Dał jej jeszcze całusa i wyszedł. Nie wiedział czemu to zrobił. To była reakcja silniejsza od niego. Kochał ją, prawdziwie i bezgranicznie. Ale nie wiedział jak jej to udowodnić. W końcu… Królik i lis? Razem?! Te myśli powodowały w nim dziwne uczucia. Jednak mimo wszystko chciał żeby byli razem.

-Załatwiłeś ją?

Spytał największy tygrys ze wszystkich. Na oczach miał czarne okulary, a jego garnitur był wsparty materiałem, który uniemożliwiał jego przecięcie. W pokoju panowała ponura atmosfera, a kojot był wyraźnie zdenerwowany zaistniałą sytuacją.

-Nie…

Zapanowała bezwzględna cisza. Ochroniarze bossa popatrzyli po sobie, jednak czekali dopiero na rozkaz swojego szefa.

-Na hak.

Wtedy jeden z tygrysów, chwycił kojota za czarny płaszcz i zaniósł do mroźnego pokoju obok. Na środku wisiały różne haki, małe, duże, ostre i tępe. Ochroniarz odsłonił jeden z ostrzejszych, zakleił paszczę kojota klejem i zamknął drzwi.

-Szefie… Mam się zająć tą małą?

Spytał równie wysoki tygrys co boss. Ten jednak pokiwał głową przecząco i wrócił do swojego gabinetu z tyłu.

Nieco dłuższe od poprzedniego rozdziału. Byłbym wdzięczny za pisanie komentarzy i opinii. Bardzo pomagają przy tworzeniu kolejnych części :)