-Gdzie ta latarka?!

Krzyczał do siebie Nick, poszukując zguby w swojej szafie. W całym domu panował bałagan co nie było domeną lisa. Mimo wielkiego pośpiechu zawsze był w stanie zdążyć posprzątać. To także się zaczęło od spotkania Judy.

-Mam cię!

Wyjął z małego kuferka latarkę i podczepiany laser do swojego pistoletu. Wiedział jednak, że będzie mu potrzebny tłumik, a taki dostaje tylko w razie akcji specjalnych. Wyjął szybko telefon i wykręcił numer do Finnicka.

Muzyczka Disco-Polo… Co ja mogłem się po nim spodziewać…

Wreszcie dzwonek, przerwał dźwięk odbieranej komórki.

-Co jest stary?

Spytał znajomy głos w słuchawce.

-Cześć, potrzebuje tłumika do USP H&K kalibru 9 mm. Znalazłby się jakiś?

-A ty co, dla mafii teraz robisz?

Podśmiechiwał się jego przyjaciel, nie zważając na powagę słów Nicka.

-Po prostu dałbyś radę mi to załatwić?

-Jasne… Ale wiesz stary, że mimo naszej przyjaźni takie rzeczy kosztują. Jako, że znamy się od podstawówki… Dwadzieścia procent zniżki.

-Cena?

Jego głos ewidentnie łamał się. Od dawna nie robił nic nielegalnego, ale to musiał teraz zrobić. Wszystko aby odkryć oprawców Judy.

-Za… Dwa tysiaki. Ogólnie to koło dwa-trzysta, ale zrobię lekką przecenę dla ciebie.

-Na kiedy?

-Może być nawet na dziś wieczór. Pod barem Los Espueras.

Pamiętał to miejsce. To tam pierwszy raz wpadli z Finnickiem na przekręt związany z Lodo Łapkami. Mimo, że nie chciał teraz nikomu wyjawić swojej przeszłości to uwielbiał powspominać stare czasy spędzone w jego ciężarówce i w ciągłym ruchu.

-Nick? Jesteś tam?

Wreszcie przypomniał sobie o telefonie.

-Tak, tak. To dziś wieczór pod barem.

Pośpiesznie wyłączył telefon słysząc pukanie to drzwi. Nie spodziewał się dzisiaj nikogo, więc wziął pistolet ze stołu i założył za tył spodni. Trzymał rękę w gotowości, aby jak najszybciej wystrzelić. Pukanie nie ustawało, wręcz przeciwnie. Nasiało się z każdą sekundą. Lis ostrożnie podszedł do drzwi, lekko je uchylając. Przed wejściem stał szary wilk w czarnym garniturze. Widok agenta Peryklesa uspokoił go niezmiernie.

-Nick. Jest sprawa, musimy się nią zająć. A skoro Judy jest w szpitalu, jestem twoim nowym partnerem. Ale to jutro. Na razie mam dla ciebie to…

Odparł wyjmując jakiś świstek.

-Co to?

Oboje weszli do salonu i usiedli na kanapie. Panowała sroga cisza, jednak wreszcie Perykles przerwał ją, rozkładając na stole kartkę. Widniało na niej ośmiu najgroźniejszych przestępców w Zwierzogrodzie. Nick pierwszą osobą jaką dojrzał był Pan B.

-Znasz, któregoś z nich?

-Nie.

Szybko odparł, okłamując kolegę. Wiedział, że Pan B zrobił dla niego i dla Judy wielką przysługę, a podanie tajniakom i policji jego miejsca pobytu… Wolałby nie wiedzieć co wtedy by z nim się stało.

-A tego znasz?

Wilk skierował łapę na zdjęcie tygrysa.

-Był wtedy na tej uroczystości charytatywnej. A co z nim?

Znów zapanowała cisza.

-Podejrzewamy… Że to on mógł nasłać płatnego zabójcę na Judy.

Jak to jest możliwe? Gość organizuje akcje charytatywne, a u boku zabije niczego mu winnych ludzi?!

Myśli Nicka, krążyły w jego głowie jak chmury burzowe, mające zaraz przerodzić się w potężny sztorm.

-Mam też kolejną wiadomość. Wiemy prawdopodobnie dlaczego chciał zabić twoją partnerkę. Bez ciebie, podjęła ona decyzję o sprawie zaginięcia pewnego rubinu. Trop doprowadził ją do niejakiego lamparta Depertosa. Niezbyt koleżeński facet. Gość trafił wreszcie za kratki, a jego pracodawca, którym pewnie jest ten gość ze zdjęcia, postanowił odegrać się na Judy…

Dalsze słowa nie docierały do świadomości gospodarza. Jak ona mogła mu to zrobić? Sama prowadzić sprawę, bez niego? Obiecała mu, że są partnerami i wszystko zawsze będą robić razem.

-Nick?

-Hm?

Ocknął się ze swoich myśli, udając zasłuchanego.

-Ja idę. Jutro mamy robotę, więc się przygotuj.

Lis odprowadził Peryklesa i zamknął drzwi.

Nie to nie prawda. Judy nie zrobiłaby mi czegoś takiego…

Przez jego myśli znowu przewijał się najczarniejszy scenariusz. Co jeśli mu tak naprawdę nie ufa? Wtedy przypomniał sobie, że zostawiła u niego torebkę z kluczykami do domu.

Tylko sprawdzę… Chcę mieć pewność…

Chwycił za brelok z kluczami i ruszył pod jej apartament. Od kiedy także pracowała na podwójnym stanowisku, miała pieniądze na wykup mieszkania w jednym z większych wieżowców w mieście. Nick jednak nie zważając na problemu uliczne, szybko dotarł na miejsce. Całą drogę myślał czy dobrze postępuje. Teraz jednak było za późno.

-Pokój numer… Dwadzieścia trzy.

Podszedł pod podane drzwi i wszedł do środka. Nie było tam niczego specyficznego. Jedynie poduszki w kształcie marchewek i dużo soku marchewkowego. Przypomniał sobie, że od kiedy się znają, Judy nigdy nie zaprosiła go do siebie.

Tylko sprawdzę szafę i pójdę. To nie możliwe, żeby mi nie ufała.

Otworzył mebel w jej pokoju i to co ujrzał, prawie przewróciło go na ziemię. Pod ubraniami leżały puszki z pieprzem przeciw lisom, paralizatory i kaganiec.

-Nie…

Po jego policzkach popłynęły łzy. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie widzi. Jego najlepsza i jedyna przyjaciółka…

-Nie!

Krzyknął, zaciskając mocno zęby.

-Nikt nie zaufa lisowi, prócz lisa…

Zamknął szafę i wyszedł. Nie był teraz nawet w stanie prowadzić. Jego psychika nie pozwalała mu na to. Mimo to, wsiadł do samochodu i ruszył w stronę szpitala. Przed salą gdzie leżała Judy, wyczekiwał aż wszyscy ją opuszczą. Gdy po około godzinie, nie było w niej nikogo prócz jego partnerki, postanowił wejść.

-Nick! Tak się cie…

-Cicho! Co to ma znaczyć?

Jego głos zdawał się teraz być o wiele niższy i groźniejszy. A jego oczy szkliły się, jakby znowu miał zacząć płakać. Króliczkę zdziwiło to zachowanie do tego stopnia, że lekko się odsunęła.

-O czym ty mówisz?

-O czym mówię?! O tym co znalazłem w twojej szafie!

Judy osłupiała.

-Grzebałeś w moich rzeczach bez pozwolenia?!

Nie wytrzymała i równie co on wybuchła gniewem.

Jak ona mogła…

-Grzebałem w twoich rzeczach? Myślisz, że to najgorszy problem? Co tam robił sprzęt odstraszający lisy i kaganiec, co?!

Jego złość przekroczyła wszelką granicę. Judy jednak nie wiedziała o co chodzi. Mimo to przestraszyła się Nick'a, do tego stopnia, że odsunęła się kolejny kawałek. A w jej oczach pojawiły się łzy.

-Co… Przecież ja nie mam…

-Nie masz?! Na własne oczy widziałem…

Teraz jego wściekłość, przerodziła się w rozpacz. Wreszcie znowu uwolnił falę łez.

-Zmieniłem się dla ciebie… Dla ciebie postanowiłem być lepszy… Zacząłem dbać o siebie… A ty… Ty mi dalej nie ufasz!

-O czym ty mówisz? Ufam ci!

-Powiedz to paralizatorom.

-Jakim…

Nie dokończyła. Do sali wbiegła pielęgniarka, wyprowadzając lisa przed drzwi.

-Auu…

Judy chwyciła się za głowę. Ból był bardzo silny, a jego natężenie zwiększało się. Ciśnienie niebezpiecznie wzrosło, nawet jak na królika. Do środka natychmiast wbiegł zaalarmowany lekarz, prowadząc łóżko Judy na OIOM.

-Co jest…

Nick spostrzegł wyjeżdżającą partnerkę na salę specjalną.

-Doktorze!

Krzyknął, podbiegając do lekarza. Teraz poczuł się niezmiernie głupio, kłócąc się z Judy w takim stanie. Nie mógł jej jednak wybaczyć tego co u niej znalazł.

-Nie mogę rozmawiać.. Musimy szybko podać odpowiednie leki i zrobić tomografię głowy.

-Czemu tomografię?

-To może być coś gorszego niż zwykły uraz po uderzeniu.

Co on ma na myśli?!

Witajcie kamraci! Arrr… Nie dobra, nie umiem udawać pirata. Oto już koniec 3 rozdziału. Dostałem pytanie ile ich będzie, to może od razu odpowiem. NIE WIEM. Może być ich 10, a może będzie 30. Wszystko zależy od paru czynników, .: mojego wolnego czasu, weny twórczej, pomysłu na kolejny ciąg dalszy no i oczywiście od samych czytelników. Jeśli po np. 5 czy 6 rozdziale będzie spadek w czytaniu to jasne jest, że nie będę miał zamiaru tego kontynuować. Natomiast nim więcej osób będzie chciało kontynuacji, to ją dostanie. Ale tak jak mówię, 30 rozdziałów to jest max. Może powiedzieć, że to nawet cała książka, choć jedną już napisałem xD

Do zobaczenia w kolejnej części!