ROZDZIAŁ 4

Nick siedział jeszcze trochę w szpitalu, czekając na wyniki tomografii. Wreszcie z sali wyszedł doktor, ze zdjęciami i dokumentami po badaniu. Nie wyglądał na zadowolonego, a nawet wręcz przeciwnie. Jego twarz przybrała srogi grymas.

-Co z nią?

Spytał lis.

-Nie lubię okłamywać zwierząt… Do jej krwiobiegu przedostała się dziwna substancja. Nie wiemy kto ją wstrzyknął, ale jest bardzo niebezpieczna dla organizmu. Ona może nawet umrzeć, jeśli nie podamy jej surowicy na to.

Ona… Umrze…

-Ale co to konkretnie jest?

Jego zdziwienie sięgnęło wszelkich granic. Przecież na badaniach wstępnych, nie wykazano zmian w krwi.

-Nie wiemy, ale podejrzewamy, że skoro ktoś nieudolnie próbował ją zabić w prosty sposób, to ktoś inny sięgnął po wyrafinowane środki… Poinformowałem policję, aby przysłali do panny Hopps ochronę.

Za bardzo ją kocham… Żeby teraz odpuścić to śledztwo…

-Ile czasu jej zostało?

-Trzy, może cztery dni. Ewentualnie pięć, jeśli podamy odpowiedni antybiotyk. Ale bez surowicy, nie ma szans, że przeżyje.

Nick zaczął powoli łączyć fakty w całość. Skoro ten tygrys nasłał na nią płatnego zabójcę, a ten nie wykonał porządnie planu, to musiał przysłać drugiego, lepszego, który wykonał to lepiej i po cichu. Musiał się więc dostać do jego rezydencji. Tam musi być odtrutka.

Tam musi być odtrutka. Skoro gość zajmuje się akcjami charytatywnymi… To musi mieć porządną willę…

Pierwsze co zrobił to wsiadł do samochodu i włączył komputer. Używał go podczas akcji specjalnych do namierzenia kontaktu. Sprzęt miał wbudowany też system lokalizacji budynków i domów.

Jak ja go znajdę… Chwila!

Przypomniał sobie, że podczas tamtej misji, prowadzący miał zaczepione klucze. Nick dostrzegł wtedy na nich kod domu. Jednak mimo starań nie mógł sobie przypomnieć początku.

-…54? 754? Nie…

Musiał to zrobić… Dla niej. Mimo tego co widział i co od niej usłyszał, kochał ją. Czasem twierdził nawet, że za bardzo. Przypomniał sobie, że kiedy wszyscy wybiegali z budynku, dwie kamery na skrzyżowaniu ich zarejestrowały. Może chociaż jedna uchwyciła cały kod.

Ale co ja zrobię? Nie pojadę z tym na posterunek, bo mnie odsuną od tej sprawy. Zostaje ratusz…

Chwycił za kierownicę i ruszył do swojego domu. Tam założył swój specjalny strój oraz noktowizor z wbudowaną termowizją i systemem na podczerwień. Szelki na plecach umożliwiały podczepienie pod linę, a miejsce na broń i granaty było bardzo blisko zasięgu ręki.

-O której to zamykali…

-O dwudziestej.

Odezwał się znajomy głos zza drzwi.

-Feniek!

Przestraszył się Nick. Nie spodziewał się go tutaj, a na pewno nie o tej godzinie.

-Nie było cię w barze, a już dochodzi dwudziesta, to przyjechałem. W co się znowu pakujesz?

W jego wypowiedzi czuć było nutką ironii, jednak lis nie przejął się tym. Nie był w stanie myśleć o takich rzeczach, właśnie teraz.

-Muszę dostać się do ratusza i systemu kamer.

-Jak chcesz to zrobić?

-Wejdę dachem, a potem… Ej, na co ci to wiedzieć?

-Po prostu chcę ci pomóc. Poza tym przyniosłem ten tłumik.

Wyjął zza pleców mały, czarny sprzęt, podając go Nickowi.

-Później zapłacisz. A teraz wsiadaj do ciężarówki, jakby coś poszło źle to ją namierzą, a nie twój wóz. A rano będzie u ciebie szwadron ,,specjalsów". Nie chcemy tego, prawda?

Chociaż raz musiał się z nim zgodzić. Oboje ruszyli pod budynek ratusza. Nick powoli wspiął się drabiną na górę i znalazł okno do pokoju dawnej wiceburmistrz Obłoczek.

-Mam to!

Podał przez krótkofalówkę do Finnick'a, który czekał przy prądnicy ratusza w gotowości.

-Okej, robię wejście.

Wyjął z kieszeni scyzoryk i wolno rozciął okrąg, chwytając go w ostatniej chwili aby nie upadł na ziemię.

-Odłączaj!

Feniek pociągnął za wajchę, zamykając dopływ prądu do budynku, co wyłączyło czujniki bezpieczeństwa i lasery. Nick powoli zjechał do pokoju, podłączając swój Pendrive do komputera. Natychmiast wyszukało mu zapis kamery z tamtego dnia.

-8754… Jest! Okej wracam!

Gdy tylko pomocnik ujrzał Nick'a na dachu, przepuścił ponownie prąd i oboje byli już w drodze do domu.

-Dzięki stary… Mogłem na ciebie liczyć.

-Drobiazg. Może jakaś kolacja?

Zaśmiał się Finnick, odstawiając lisa pod jego dom.

/

-Ile jej zostało?

Spytał tygrys, ściągając do oczu swoje czarne okulary.

-Dwa… Trzy dni.

-Policja obstawiła teren?

-Całkowicie.

-Dobrze. Ona umrze i już nikt nigdy nie dowie się o moim przekręcie… Nikt!

Uderzył łapą o stół do tego stopnia, że nawet jego ochroniarze lekko się wystraszyli.

-Kiedy zapłata?

Spytał kojot, masując swoje plecy.

-Jak tylko dostanę wiadomość o jej śmierci. Sio!

/

-8754… To jest Sawanna i to… Piaskowa? Szef mafii, mieszkający w najbardziej ruchliwej dzielnicy Sawanny… A to ci klops.

Mówił do siebie Nick, powoli dojeżdżając na wskazane miejsce. Jego dotychczasowy strój znów został zmieniony na elegancki garnitur. W kieszeni ukrył małe granaty dymne i błyskowe. Jego zegarek posiadał nadajnik, wskazujący położenie czujników bezpieczeństwa, a z tyłu schował pistolet z tłumikiem. Podjeżdżając pod dany adres, schował auto za krzakami, a sam zakradł się na tyły posesji. Nie było żadnych kamer, co oznaczało, że trawnik przed samym domem, był chroniony przez bezpieczniki obciążenia. Wspiął się więc na jedno z drzew i utrzymując równowagę na konarze jak prawdziwy cyrkowiec, wszedł na dachówkę pod lewym oknem mieszkania. Dom był ogromny. Wejście główne było otoczone kolumnami. Okna, były ze wzmocnionego szkła, a lampy zmieniały kolor z niebieskiego, na szafirowy, później karmazynowy, czerwony i wracały do niebieskiego.

-Piękna posesja… Szkoda, że jej nie przejmę jak go zaaresztują.

Zaśmiał się po cichu, wchodząc do łazienki, uchylonym oknem. Wyjrzał zza drzwi czy aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu. Przeszedł szybko do schowka naprzeciwko i włączył swój nadajnik w telefonie. Nie zauważył żadnych czujników, ale wszystkie drzwi na parterze były zabezpieczone szyfrem. Już miał wychodzić ze skrytki gdy nagle…

JINGIEL REKLAMOWY POLSATU

Jestem złem wcielonym xD