ROZDIZAŁ 7

Uwaga! Zawiera podteksty oraz kwestie dwuznaczne.

-Kochanie szybciej! Zapomniałaś o swoim bagażu!

Krzyknął lis do swojej ukochanej. Jeszcze przez dłuższy czas słyszał z zewnątrz głośne bieganie po domu i przeszukiwanie szafek. Wreszcie Judy wyszła z wielką walizką i trzema parami okularów na głowie.

-Nie było miejsca?

-Nie.

Uśmiechnęła się i włożyła bagaż do środka samochodu. Króliczka była podekscytowana wyjazdem na wakacje. Od dawna bardzo ciężko pracowali, więc zrozumiałe było, że należał im się wypoczynek. Poza tym od czasu rozwiązania sprawy mafii, Nick oraz Judy awansowali w policji z aspirantów do stopnia komisarzy. Lisa najbardziej ze wszystkiego cieszyła możliwość wypoczynku i większego zarobku, ponieważ musiał oddać Finnick'owi pieniądze za tłumik oraz kupić jego partnerce nową sukienkę.

-Ruszajmy. Już chciałabym być na miejscu…

Wyraźnie była zmęczona. Na zegarku dochodziła dopiero 5:00 rano, a ona nie spała do północy.

-Ale pociąg wyrusza dopiero za dwie godziny. Połóż się jeszcze.

Nick rozłożył fotel towarzyszce i ruszył na stację kolejową.

W POCIĄGU

-Gdzie siadamy? Góra czy dół?

Spytała króliczka radośnie.

-Wybierz…

Nick był wyraźnie zmęczony taszczeniem ciężkich bagaży z parkingu na stację i dopiero potem do pociągu. Odpowiedź uradowała Judy, bo sama chciała od początku być na górze. Stamtąd mogła podziwiać najpiękniejsze widoki.

-Miłość jest ciężka…

Odparł lis i powoli wniósł walizki na górny pokład pociągu. Zaraz po tym maszyna ruszyła w stronę zatoki Lapis Lazuli, leżącej przy Oceanie Lespes. Podczas wyprawy oboje widzieli wspaniałe rzeczy. Góry skaliste, las w sercu puszczy. Pociąg nawet przejeżdżał przez rodzinną farmę Judy, jednak ona nie poinformowała bliskich o przejeździe. Nie miałaby po co, skoro nie mogli się zatrzymać. Kolejny transport otrzymaliby dopiero jutro, a to dla nich zbyt duże opóźnienie. Po prawie sześciu godzinach jazdy pociąg dotarł na miejsce. Nick chwycił za bagaże i wyszedł zaraz za jego towarzyszką. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to wielki hotel na małej wyspie przy zatoce. Plaża za nim rozciągała się przez cały horyzont. Na niebie nie było nawet jednej chmury, przez co dzień zdawał się być tym jednym z idealnych. Dochodziła już 14:00, a oboje musieli się zarejestrować. Judy podeszła do recepcji, wyjmując z torebki kartę zakupioną online.

-Witamy, Hotel Grand Paradas. W czym mogę pomóc?

Spytała lwica w hawajskiej koszuli i z podniesionymi okularami.

-Wykupiliśmy mieszkanie na sześć dni.

-Ręcznie czy przez internet?

-Internet.

Odparła króliczka. Podała lwicy kartę, uprzedzając zapytanie o nią.

-Dziękuję, wszystko się zgadza. Pokój numer trzydzieści-pięć. Oto klucze…

Podała je Judy, po czym ona i Nick ruszyli do windy.

-O jeju… Taka byłam podekscytowana, że zapomniałam o tych bagażach.

Powiedziała, spoglądając na zmęczoną twarz jej partnera.

-Nic nie… Eh… Szkodzi.

Na miejscu pomogła zanieść bagaże do mieszkania, po czym oboje upadli na świeżo pościelone łóżko.

-To rozumiem… Zero pracy, zero obowiązków, zero wymogów… Wakacje!

Krzyknął Nick, przytulając króliczkę i całując ją namiętnie.

-Szczwany lis… Dopiero piętnasta. Może pójdziemy na plażę? Albo chociaż przejdziemy się po okolicy.

-Masz szczęście, że zostało mi trochę sił. Inaczej leżałbym tu do końca dnia.

Podniósł się i przebrał swoją koszulę na wakacyjną, tym razem bez krawatu, a spodnie zmienił na spodenki.

-A mogę wskoczyć do baru?

-Po co?

Pytanie Nick'a dosyć ją zdziwiło.

-Mamy wodę… Ale jednak jest coś innego, co bardziej orzeźwia samca.

Uśmiechnął się, czekając na odpowiedź Judy.

-Dobrze. Ale spróbuj tylko…

-Znasz mnie. Po piwie jestem jeszcze lepszy.

Przechadzali się promenadą przy plaży, odwiedzając różne budynki z pamiątkami oraz przydrożne knajpy. Po paru kolejnych godzinach spędzonych na zwiedzaniu i spacerowaniu wrócili do hotelu. Judy natychmiast weszła do garderoby, przebierając się w swoją piżamę letnią, a Nick przyniósł z walizki butelkę wina.

Kieliszki…

Pomyślał po czym poszedł do sąsiedniego pokoju. Otworzyła mu piękna lisica ubrana w czerwoną suknię.

-Witam…

Odparła uwodząco.

-Dobry. Ma Pani na stanie dwa kieliszki do wina?

-Oczywiście, zapraszam do…

-O nie, przepraszam. Ale moja dziewczyna jest bardzo niecierpliwa w takich sytuacjach.

Słowo dziewczyna ewidentnie zmieszało lisice. Poszło szybko do kuchni i przyniosła Nick'owi dwa kieliszki.

-Dziękuję, niech Pani Bóg w dzieciach wynagrodzi.

Odparł sarkastycznie, a mina lisicy jaką ujrzał była niezastąpiona.

-Mam kieli…

Jego wypowiedź przerwała wchodząca do sypialni Judy.

-No co?

-Nic… Tylko najpierw po kieliszku… Albo dwóch… W sumie to po co się będzie marnować.

Nick zaczął dolewać wina coraz więcej, aż wyczuł, że butelka jest pusta.

-Nigdy więcej piwa…

-No co?

Spytał, po czym beknął resztkami alkoholu, znajdującymi się w jego brzuchu.

Dzisiaj nieco krótko, ale za to ,,romantycznie" i humorystycznie. Niektóre żarty takie… No takie +16. Wracając… Części nie będzie 10, będzie więcej bo za dużo mam pomysłów żeby to teraz skończyć. Widzimy się jutro, w kolejnej części.

Audie ;)