ROZDZIAŁ 11
Judy właśnie pakowała ostatnie rzeczy do walizki, nie spodziewając się nagłego powrotu Nick'a ze spaceru. Jego widok nieco ją przestraszył, lecz potem sam strach przerodził się w większą złość i irytację.
-Będę za tobą tęsknić.
Odparł lis i chwycił za jej walizkę.
-Jesteś bezczelny! Z nami koniec jakbyś chciał wiedzieć!
-Wiem... Chodźmy. Pazurian będzie tu za parę minut.
Króliczka ze złością na twarzy, odebrała walizkę i wyszła. Nick natomiast usiadł na skraju łóżka i cicho zapłakał. Miał szczęśliwe życie, a teraz za sprawą rządzy zemsty jakiegoś wariata, wszystko legło w gruzach. Łzy spływały po jego policzku, jak wodospad. Niektóry skapywały na podłogę, inne na pościel, a niekiedy nawet na szafkę stojącą obok. Czuł się jak kilkanaście lat temu, gdy zuchy założyli mu kaganiec i wygnali. Szloch przerwało pukanie do drzwi. Lis powoli podszedł i otworzył.
-Perykles? O co chodzi?
-O co chodzi...
Wilk wyjął pistolet i przyłożył do gardła kolegi.
-Wiem, że to ty stoisz za tym wszystkim. Przy każdej śmierci tylko ciebie i Judy nie było wśród nas. Jesteś aresztowany!
Wyciągnął powoli kajdanki w stronę kolegi.
-Chyba sufit ci spadł na głowę skoro tak myślisz. Czemu miałbym to robić?
-Żeby zostać najlepszym agentem w Zwierzogrodzie!
Popchnął Nick'a prosto na podłogę, po czym ten uderzając w kant, stracił przytomność.
DWIE GODZINY PÓŹNIEJ
-Nick? Halo...
Lis usłyszał głos Pazuriana. Otworzył oczy i ujrzał Peryklesa oraz jego przyjaciela z posterunku. Nie pamiętał co się stało, a przez jego umysł przelatywały różne myśli.
-Długo spałeś...
Zaśmiał się gepard.
-Gdzie ja...
-Popchnąłem cię i zemdlałeś. Ale po sprawdzeniu twojego mieszkania nic nie znalazłem. Chyba jednak jesteś niewinny.
-Dzięki ty... Eh. Głowa mnie boli...
Chwycił się za obolałą część ciała.
-Dziwisz się?
-Dość tych kłótni. Chyba czas mu powiedzieć.
Nick zerknął z podejrzeniem na oba zwierzęta.
O czym oni mówią?
-Kiedy Judy wchodziła do samochodu, ktoś uderzył w nas od tyłu, na tyle aby odsunąć mojego SUV'a. Coś chwyciło za nią i wciągnęło do środka tego... W sumie nie wiem co to było. Chyba ciężarówka.
Nick zamarł. Przez cały czas starał się nie dopuścić do sytuacji takiej jak ta. Na dodatek stało się to wtedy kiedy musieli się pokłócić. Nie był w stanie pojąć tego co mówił Pazurian. Poczuł dotyk czyjejś łapy na ramieniu.
-Znajdziemy ją. Ale wiesz dobrze, że w każdej chwili ktoś może...
Przerwał mu dzwonek jego telefonu.
-Halo? ... Co?! ... Gdzie?!
-Co jest?
Spytał pośpiesznie lis.
-Kai... Znaleźli jego ciało w pobliżu tartaku...
Nick ekspresowo przemyślał sytuację. Nie było nawet mowy o jakiejkolwiek innej decyzji.
-Jedziemy! Pazurian pożyczysz mi swojego SUV'a? Albo nie. Jedź z nami, szybko!
Cała trójka natychmiast udała się do samochodu i ruszyła w stronę pobliskiego tartaku. Na miejscu czekał Renom, z przerażeniem wpatrzony w zwłoki Kai'a. Z jego głowy prawie nic nie zostało, a obok leżała zakrwawiona siekiera.
-Policja?
Spytał Perykles.
-Już jedzie. Karetka zresztą też, ale nie wiem po co... Znaleźli go bobry, pracujące tutaj przy odbieraniu nowych bal drewna do obróbki.
-Co za podła istota mogła zrobić coś takiego...
Nick zerknął na siekierę, spod której wystawał kawałek pogniecionej kartki. Już domyślał się co to jest, jednak ciekawość musiał zaspokoić dopiero po przyjeździe techników. Gdy policja zakończyła pracę, lis wziął skrawek papieru.
-Siedmiu żołnierzyków do kominka drwa rąbało. Jeden zaciął się siekierą, sześciu tylko pozostało... Najpierw zatrute wino, później cyjanek, kolec z trucizną, a teraz siekiera...
-Wiem, że to ciężki temat dla ciebie... Ale podejrzewam, że następna będzie Judy.
Ta wiadomość była zbyt ciężka dla agenta, aby dotrzeć do jego świadomości. Nie mógłby znieść tego, że coś się stało z jego ukochaną. Mimo, że już nie są razem, dalej ją kocha...
-Pazurian. Mówiłeś, że to był ciężarówka, tak?
-Zgadza się.
-Jakiego koloru i czy miała jakieś logo?
-Taka jasno-szara, tył był zabity deskami, natomiast na drzwiach było jakieś czerwone... Nie, nie... Pomarańczowe prostokąty! Nie widziałem zbyt dobrze.
Kolor się zgadza, tył wtedy też był z desek... I pomarańcz na drzwiach...
-Kluczyki! Perykles jedziesz ze mną!
Pazurian jak na rozkaz rzucił Nick'owi kluczyki. On i wilk wsiedli do samochodu i ruszyli w stronę autostrady. Słońce już w pełni górowało, a w pojeździe panował ogromny gorąc. Nagrzane było wszystko od okien, po siedzenia i samą kierownicę, której trzymanie niezmiernie bolało lisa w łapy.
-Gdzie jedziemy?
-Na farmę marchewek.
-Tam jest Judy?
Dopytywał dociekliwie, lecz na kolejne pytania Nick nie miał zamiaru odpowiadać.
PIĘĆ GODZIN PÓŹNIEJ
Lis zaparkował samochód tuż przed domem państwa Hopps. Duży, otynkowany na biało budynek z nową dachówką, małymi ale licznymi oknami i oświetleniem z każdej strony wydawał się być gigantyczny w porównaniu z budynkami w Zwierzogrodzie. Razem z Peryklesem wyjęli pistolet i podeszli do drzwi.
-Na trzy...
-Okej. Trzy!
Krzyknął wilk i wywarzył drzwi. W kuchni siedziała mama Judy, która widząc broń natychmiast schowała się za ladę. Agenci dostrzegli także tatę króliczki, oglądającego telewizję. Salon, łazienka jak i kuchnia wyglądały na czyste.
-Zerknę górę.
Wyszeptał Nick i powoli wszedł po schodach. Sprawdził wszystkie pokoje, lecz jedyne co znalazł to wiele innych dzieci państwa Hopps.
-Perykles Oswin i Nickolas Bajer, policja! Szukamy Judy.
Oboje wyciągnęli odznaki i schowali broń.
-Moja córeczka... Miała być chyba w Zwierzogrodzie.
-Nie wiemy gdzie jest teraz.
Wilk zerknął do okna. Zobaczył niedaleko drugi, taki sam dom, parę silosów, magazyny, stodołę oraz całe hektary pól. Jego uwagę zwrócił mały domek na skraju lasu, z którego komina wylatywały duże ilości dymu.
-Pani Hopps, co to za dom?
Spytał, pokazując na przybytek.
-Tam mieszka Gideon Gryz ze swoją rodziną.
Nick i Perykles popatrzyli zgodnie po sobie i ruszyli w stronę budynku. Powtórzyli akcję sprzed chwili Agent wyważył drzwi, sprawdzając dokładnie wszystkie miejsca. Lis także dogłębnie zbadał piętro.
-Piwnica!
Wyważyli drzwi i zobaczyli nieprzytomną Judy. Jej uszy zwisały z małego łóżeczka, a nogi kompletnie bezwładnie leżały na ziemi. Obok siedział Gideon z książką w ręku. Nick jak strzała wpadł do pokoju i wycelowawszy w drugiego lisa, krzyknął.
-Nie ruszaj się!
Gideon popatrzył tylko po dwojgu policjantów i podniósł ręce.
-Wiedziałem, że długo to nie potrwa. Chciałem tylko spróbować dać jej szczęście...
Perykles podszedł do niego i skuł kajdankami.
-Co jej zrobiłeś?!
-Podałem chwilowy zastrzyk na sen. Inaczej nie zabrałbym ją ciężarówką tutaj przez parę godzin jazdy.
Nick ze złością ale i smutkiem zerknął na śpiącą ukochaną.
-Gideonie Gryz, jesteś aresztowany za zabójstwo czterech agentów, próbę zabójstwa jednego oraz współpracę z mafią.
-Co?!
Wyszarpał się z łap wilka.
-O czym wy mówicie?! Ja tylko ją tu przywiozłem, żeby się nią zająć. Ale nikogo nie zabiłem!
-Wyjaśnisz to w sądzie!
Perykles użył paralizatora, który momentalnie powalił Gideona na ziemię.
Przepraszam cię Judy... Nigdy cię nie zostawię...
Wziął króliczkę na ręce i wyniósł przed dom.
Iście zagadkowe zakończenie. Jak myślicie? Czy Gideon jest odpowiedzialny za zabójstwa agentów, czy może ktoś inny? A co z resztą czy zginą? Dowiecie się... W sumie sami wiecie kiedy ;)
Do zobaczenia!
