ROZDIZAŁ 13
-Jedynym ratunkiem dla nas jest wydostanie się z tego wariatkowa. Uciekajmy do Zwierzogrodu!
Perykles wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego. Cały czas chodził w kółko, zapominając, że wraz z Nick'iem dalej siedzą w zatęchłej piwnicy Gideona. Jego głowę przejmowała jedna myśl: Przeżyć.
-Nie możemy wyjechać. Tu nas wyczaili to i tam nas znajdą. Potrzebujemy planu… Kurde!
Krzyknął Nick, pośpiesznie przeszukując kieszenie.
-Co?
-Zapomniałem, że mamy furę Pazuriana. Bogo go zabije jak nie wróci do dzisiaj w południe! Muszę jechać mu go…
-Policjanci to zrobią. My mamy coś ważniejszego do roboty.
W głosie wilka dało się słyszeć niepokój. Lis wiedział, że to także dla niego nietuzinkowa sytuacja. W końcu chodziło o ich życie.
-Nie. Wsiadajmy i tak wszystkie rzeczy są w hotelu, więc musimy wracać.
-Idę po Judy.
Odparł Perykles i wziął swój pistolet, chowając go za tył marynarki.
PO POWROCIE
Nick niczym Kubica zaparkował policyjnego SUV'a i rzucił kluczyki zrozpaczonemu koledze.
-Szybko! Możesz zdążyć!
Pazurian pokiwał głową, uśmiechnął się i natychmiast odjechał w stronę autostrady. Króliczka tym czasem powoli zaczynała pakować rzeczy lisa oraz swoje. Musieli wraz z Peryklesem odwieźć je na komendę, uzbroić się i jechać we wskazane przez Nick'a miejsce. Przerwał jej głos Gazelii, a dokładnie jej przeboju, ustawionego na dzwonek.
-Halo?
-Cześć Judy, tu Renom. Słuchaj Nick i Perykles nie odpowiadają. Chciałem ci powiedzieć, że rozmawiałem z szefem i z bycia agentem, przerzuciłem się na prawo. Dzisiaj idę złożyć papiery. Może wtedy zniknę z listy zwierząt do odstrzelenia.
Usłyszała cichy śmiech.
-To wspaniała wiadomość! Gdzie będziesz pracować?
Spytała, zamykając na suwak swoją walizkę.
-Najpierw w ratuszu. Oczywiście w Zwierzogrodzie. Potem przeniosą mnie do…
Telefon zamilkł.
-Halo? Renom?
Judy była mocno przestraszona. Wymyślała, że jego komórka może mu upadła lub ją upuścił. Wykręciła do niego numer i zadzwoniła. Komunikat, że nie ma takiego numeru, dosyć ją przeraził. Szybko zbiegła przez schody do wejścia, szukając Nick'a. Ruda kita przemknęła koło fontanny. Wreszcie ujrzała lisa w towarzystwie Peryklesa.
-Karotka? Co jest?
Zapytał, łapiąc ją za ramiona.
-Renom… Musimy tam jechać!
Nick słysząc to już wiedział do czego doszło. Zachowywał kamienną twarz, jednak w środku czuł smutek i żal. Perykles też nie potrzebował dużo czasu aby zrozumieć co się stało. Oboje wsiedli do samochodu i ruszyli w stronę apartamentu kolegi. Weszli na drugie piętro i wyjęli pistolety.
-Wchodzę pierwsza…
Wyszeptała Judy i powoli otworzyła drzwi. Już na holu zobaczyła kałużę krwi, wylewającą się z pokoju obok. Obeszła ją i zobaczyła ciało barana. Za nią do środka wszedł Nick oraz Perykles. Wszyscy zobaczyli zawieszony na sznurze rewolwer Magnum, w którego magazynku brakowało jednego pocisku. Lis zdjął z głowy Renoma kartkę i zobaczył wielką dziurę w czole, którą zapewne wyrządziła broń.
-Pięciu sprytnych żołnierzyków W prawie robić chce karierę. Jeden już przymierzył togę i zostało tylko czterech… No robi się coraz ciekawiej.
Odparł, po czym odłożył papier na swoje miejsce. Mimo makabrycznego widoku nawet króliczka, nie była przestraszona. Agenci powoli zbadali mieszkanie, lecz nie znaleźli niczego, prócz dokumentów o odstąpieniu od służby w biurze federalnym oraz tonę akt prawnych z ratusza. Na miejsce dotarła policja, która zgodnie stwierdziła zgon przez postrzał.
-Został Pelon. Gdzie on teraz w ogóle jest?
Spytała Judy, przyglądając się rewolwerowi.
-W domu, a gdzie ma być. Musimy się zbierać, natychmiast.
Odparł Nick i chwycił za kluczyki, rzucając je Peryklesowi.
-Komisarzu! Jeśli doszłoby do kolejnej zbrodni, proszę do mnie zadzwonić!
-Oczywiście!
Dodał po czym wszyscy, wsiedli do samochodu. Walizki całej trójki leżały w bagażniku i zanim mieli ruszyć do bazy, musieli ukryć swoje rzeczy. Wilk wjechał do małej uliczki w centrum miasteczka i ustawiwszy pojazd pod małą kamienicą, zaczął nosić bagaże do środka. Po powrocie jedynie odsapnął i ruszył w stronę autostrady.
-To była jakaś twoja kryjówka lub baza szpiegowska?
Zaśmiał się lis, szukając w radiu odpowiedniej stacji.
-Nie, to dom mojej babci.
Rzucił szybko i zjechał na zamkniętą trasę. Las stawał się gęstszy, a przy drodze ustawione były tabliczki z napisem aby zawrócić.
-Plan jest prosty. Obiekt ma trzy wejścia. Główne, specjalne oraz dla śmigłowców. My użyjemy czwartego.
-To znaczy?
Spytała Judy.
-Przebijemy się przez ścianę budynku gospodarczego. Na miejscu założymy nadajniki sygnałowe, aby uniemożliwić im w razie czego nadanie alarmu. Zdobędziemy tym chwilę czasu. Gdy przemkniemy do podziemnej części kompleksu, będziemy musieli odnaleźć centrum dowodzenia. Tam znajdziemy zwierzę, odpowiedzialne za te zamachy.
-Proste… Ale co z ochroną?
-Proszę cię… Myślisz, że na ochroniarzy czegoś takiego biorą geniuszy? Rzucisz im gdzieś kamień, oni tam podejdą, a ty przemykasz.
-Wchodzimy!
Perykles aatrzymał pojazd po lewej stornie kompleksu i naładował wszystkim broń.
